czwartek, 25 sierpnia 2016

Wegański budyń z ciecierzycy bez gotowania

A któż to ma dzisiaj urodziny? A ja! :D I z tej okazji zamiast recenzji, na blogu pojawi się przepyszny i w 100% wegański przepis na słodkości :) I to na słodycz nie byle jaką, bo na coś, co kocham i nie wyobrażam sobie życia bez ów deseru...co to takiego? Budyń! Pełny białka, słodyczy i z nutą karmelu Coraz częściej staram się eksperymentować z wegańskimi deserami, słodyczami i wypiekami. Wymyślam przepisy, udoskonalam już mi znane, albo przerabiam te tradycyjne na roślinne. Niestety nie zawsze kończą się one powodzeniem i jestem zmuszona zjeść je niechętnie sama albo wyrzucić. No, ale...przecież każdy ma swoje niepowodzenia w kuchni, prawda?! Więc nie traciłam nadziei i kombinowałam dalej, aż powstał ten cudowny budyń :) Czekacie na przepis? W takim razie zapraszam do kuchni! :)


Składniki /1 porcja lub 2 mniejsze/:
200 gramów ciecierzycy z puszki 
1 duży banan
40 gramów daktyli
1 łyżeczka cynamonu

Daktyle zalać wrzątkiem i pozostawić na jakieś 4 godziny.
Ciecierzycę dokładnie wypłukać pod bieżącą, zimną wodą. Do blendera wrzucić ciecierzycę, obranego banana, cynamon i odsączone daktyle - zblendować do kremowej i pozbawionej grudek konsystencji. Jeśli całość wyjdzie za gęsta, możemy dolać wody lub mleka sojowego (tu świetnie sprawdzi się waniliowe) i gotowe! Szybko, wegańsko i bez gotowania :)


środa, 24 sierpnia 2016

Jogurt sojowy Sojade malina-marakuja

Jogurty, twarożki i serki to chyba rzeczy, które najbardziej wadzą mi w przejściu na weganizm. Nie jem ich często, może raz na tydzień, ale jednak ochotę ciągle mam i nie umiem jej zniwelować. Na szczęście coraz więcej stacjonarnych sklepów wprowadza do swoich lodówek zamienniki w postaci jogurtów ryżowych czy sojowych. Nawet w mojej zapyziałej mieścinie mam opcję kupienia sobie jogurtu sojowego i to w kilku smakach! ;) Na blogu już jogurty marki Sojade pojawiły się nie raz. Jeśli chcecie o nich więcej poczytać, to na pewno szybko je znajdziecie ;)

Dziś mam dla Was kolejny smak! Malina i marakuja? Idealnie letnie smaki - zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie śliczne i niczym nie różniące się od klasycznych jogurtów czy jogurtowych deserów. W środku jogurt też prezentuje się bardzo ładnie, bo ma naturalny kolor malin oraz przyjemną konsystencję.


Smak: Po zerwaniu wieczka w mój nos od razu uderzył aromat malin.Takich słodkich, soczystych i pysznych. Kolorek tylko bardziej podsycał moją chęć spróbowania, a więc długo nie czekałam i szybko sięgnęłam po łyżeczkę :) Jogurt okazał się gęsty, aksamitny i baaaardzo słodki! Szczerze mówiąc, to chyba najsłodszy ze wszystkich, które jadłam. Maliny są bardzo wyczuwalne w smaku, a nawet ich drobinki pojawiają się podczas jedzenia. Jednak jest minus...kompletny brak marakuji. Nie wyczułam jej ani przez chwilę, a nie to obiecywał producent. Myślałam, że fajnie złagodzi słodycz malin, ale pupa, nie ma nic, a nic z tej kwaskowej kuleczki! Szkoda, ale i tak mogę jogurt polecić. Jeśli ktoś uwielbia malinowe klimaty, to będzie zachwycony ;)


Podsumowując:
9/10
Cena - 5,18 (podrożały :/) w Piotrze i Pawle
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 23 sierpnia 2016

Caponata Florentin

Hej! Sezon pomidorów już powoli dobiega końca, a więc wpadłam na pomysł, aby zaprezentować Wam dziś na blogu coś iście pomidorowego :) Czegoś, co pozwoli Wam cieszyć się smakiem pomidorów, kiedy zabraknie ich na krzaczkach w szklarniach.

Pamiętacie moją paczuszkę od firmy florentin? Znalazłam tam 2 rodzaje falafeli, których recenzje znajdziecie tutaj i tutaj, przepyszny hummus, który znajdziecie tutaj, a dziś już ostatni produkt z paczuszki, który jadłam już baaaardzo dawno, ale to właśnie dziś jest idealna chwila na publikację tego postu :) Ciekawi jak wypadnie to cudo? W takim razie zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Powiem Wam, że do tego cudeńka podchodziłam jak pies do jeża. Nigdy nie jadłam caponaty i nie wiedziałam, co dokładnie może mnie czekać. Pomidory to kontrowersyjne dla mnie warzywo, bo na surowo nie potrafię go przełknąć, ale już przerobione mi smakuje...jednak! Tutaj jest przerobione, ale nie wiadomo czy taka postać by mi smakowała. Po głębszym przewertowaniu składu zauważyłam, że głównym składnikiem (bo aż 50%!) jest tu bakłażan, którego lubię :) Pomidor dopiero pojawia się na 3 miejscu i to w formie przecieru! No to co? Jem!

Zapach bardzo dziwny, ale w przyjemny sposób. Trochę grillowany aromat wymieszany z wonią oliwy z oliwek. Nie lubię oleistych rzeczy, ale tutaj olej się nie wytrącał i pachniał JAK PRAWDZIWA oliwa z oliwek ;)  Smak? Pycha! Ogromne bogactwo przypraw, lekka pikanteria i te ogromne kawałki bakłażana - idzie się zakochać! Jednak jest minus...oliwa. Jednak jej tu dla mnie za dużo i mój brzuch po tym cudzie już wariował (z resztą moja cera też).  Idealnie nadaje się jako dip do warzyw, grzanek czy paluchów chlebowych. Fajna sprawa, ale jeśli będę chciała zjeść caponatę ponownie, to tylko domową :)
Jednak jeśli wy tolerujecie olej czy oliwę to kupujcie w ciemno ;)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 12 zł Alma, Piotr i Paweł, Delikatesy internetowe
Czy kupię ponownie? - Raczej nie, ale spróbuję odtworzyć w domu

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Tofu LAHŮDKOVE SunFood

Te czeskie nazwy mnie rozbrajają ;) Są takie wdzięczne i często podobne do naszego polskiego. Zawsze w moim ulubionym wegańskim sklepie (byłym, bo już się zamknął - smuteczek), śmiałam się pod nosem gdy wybierałam tofu ;) Zdradzę Wam, że najlepsze tofu jakie kiedykolwiek jadłam, to właśnie marki SunFood! Czesi na prawdę mają wiele ciekawych i nietypowych wegańskich pyszności, a my Polacy moglibyśmy się od nich uczyć ;) Chociaż już nie narzekam, bo ostatnio wegańskich rzeczy na naszym rynku wiele.

Tofu LAHŮDKOVE? Co to takiego? Zapraszam do czytania, a się dowiecie!


Skład:


Wygląd: Jak widać po składzie, Tofu LAHŮDKOVE to nic innego jak tofu z algami, pestkami dyni i warzywami. Ciekawy i niespotykany mix, który od razy przykuł moją uwagę. Nie tylko prosty i piękny skład mnie oczarował, ale i też sam wygląd tofu. Tyle kolorów i te całe pestki dyni! Czyż to nie wygląda smakowicie? ;)


Smak: Zacznę od zapachu, który był dosyć dziwny. Klasyczny zapach tofu wymieszany z prażoną cebulką i czymś...nietypowym. Na szczęście nie walił algami morskimi, które są dla mnie zmorą, a czymś takim ''orientalnym''. Konsystencja na plus, bo nie twarda jak guma i nie miękka jak gąbka. Łatwo się tofu kroiło i nie rozpadało się podczas smażenia. Smak? Boski!  Prażoną cebulkę i dynię było czuć najmocniej, ale pojawiało się też coś ''słonego''. Myślę, że to nori, ale nie miały one swojego ''typowego'' rybiego smaku. Powiem Wam, że ciężko je opisać, bo to taki mix smaków, że do tej pory ciężko mi je określić (a mam za sobą już chyba z 5 kostek :D). To tofu trzeba spróbować. Albo je pokochacie, albo znienawidzicie ;) Ja osobiście bardzo polecam!


Podsumowując:
10/10!
Cena - 6,40 zł
Czy kupię ponownie? - Absolutnie tak!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Co je wegetarianka na obiad? (6)

Dziękuję Wszystkim za szczere komentarze :) Nie sądziłam, że tak wiele osób chciałoby jednak od czasu do czasu wiedzieć, co u mnie się dzieje. To miłe i bardzo budujące! Postaram się jednak być bardziej ''anonimowa'' jeśli chodzi o moje prywatne życie, bo obawy już pozostaną przed kolejną falą hejtu. Jeszcze raz bardzo dziękuję i postaram się czasami coś o sobie dodać :)



Na niedzielę mam dla Was post z moimi wegańskimi/wegetariańskimi obiadami! Starałam się zebrać coś ciekawego, bo ostatnio jem bardzo ''na biegu'' i nie zawsze mam czas aby cyknąć fotkę. Jednak obiecuję poprawę i już dziś serwują Wam post z wegańskimi inspiracjami! Lato powoli się kończy, ale ja nadal korzystam z fasolki szparagowej ile wlezie! Uwielbiam ją i prawie każdy mój obiad ją zawiera :) Zdradzę Wam też, że powoli przejadły mi się kiełki, a więc będzie ich teraz trochę mniej (a przynajmniej w przyszłych postach) ;)

Nie przedłużam już i zapraszam na post z talerzami pełnymi życia i kolorów! Smacznego :)


Tutaj mam mix brokuła i kalafiora na parze z kukurydzą, parówkami sojowymi smażonymi, ogórkami a'la krokodylki, bułką sojową i ketchupem (vegan)


Ogromna kostka tofu wędzonego, która ważyła 300 gramów (:D) usmażona na patelni w sosie sojowym, mix brokuła i kalafiora na parze, ogórki a'la krokodylki, marchewka pokrojona w frytki i ketchup jako dip (vegan)


Brokuł i fasolka szparagowa gotowane na parze, marchew, pomidory suszone od bioindygo.pl, pulpeciki wegańskie z Ikea, chleb pro body i ketchup (vegan)


Brokuł gotowany na parze, groszek, kiełki na patelnię z przyprawą do pizzy od SKWORCU, marchewka a'la frytki, bułka sojowa, ketchup i kilka orzechów nerkowca oraz orzechów włoskich (vegan)


Fasolka gotowana na parze, kiełki na patelnię z przyprawą do ryb, marchewki w słupki, cała puszka pieczarek konserwowych, ketchup i bułka sojowa (vegan)


Cały ogórek zielony posypany ziołami, fasolka szparagowa gotowana na parze, marchewka, pomidory suszone od bioindygo.pl, ketchup, chleb pro body i prażona cieciorka od SKWORCU (vegan)


Brokuł na parze z kiełkami na patelnię z przyprawą do kurczaka, kukurydzą, czerwoną fasolką i marchewką, chleb pro body i ketchup jako dip (vegan)


Jak widać wegańsko na 100% ;) Mam nadzieję, że obiady się podobają - miłego weekend'u!

sobota, 20 sierpnia 2016

Pasta sezamowa tahini NutVit

Postanowiłam sobie, że na blogu kończę z moim życiem osobistym i nie będę dokładnie opisywać co się u mnie dzieje. Mam dość tego, że wchodzę sobie przeczytać komentarze, a tam hejt o tym jaka jestem głupia, brzydka, okrutna dla zwierząt (bo poszłam do zoo), jaki mój blog jest gówniany, beznadziejny, że żebrzę o współprace, że nic nie osiągnę, że jestem gówniarą, która na nic w życiu nie zasługuje. Może powinnam zniknąć, rozpłynąć się i w ogóle zdechnąć w męczarniach. To niesamowite ile nienawiści i zawiści potrafi być w zupełnie obcych ci osobach...
Im mniej o sobie piszę, im mniej wstawiam tu swojego prywatnego życia, tym mniej hejtu. I przy tym pozostanę...

Teraz czas na recenzję! :)

Dziś mam dla Was coś, co tygryski lubią najbardziej ;) A mianowicie pastę tahini! Ja jadłam ją na razie tylko od dwóch firm, ale śmiało mogę powiedzieć, że już zaczynam się do niej przekonywać :) Firma NutVit przesłała mi już jakiś czas temu do testów ich pastę sezamową i wypadła...jak? Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do czytania :)


Wygląd i smak: Skład pominęłam, bo to tylko 100% sezam ;) Wyglądu chyba też nie trzeba zbyt opisywać, bo jak wygląda pasta sezamowa, to chyba każdy wie? Ta powiem Wam, że ma ciekawy kolor, bo jest dosyć jasna, a moja poprzednia tahini miała ciemniejszy odcień. Konsystencja też bardzo na plus, bo nie jest zbyt zbita i łatwo ją dodać do dania bez konieczności rozpuszczania. Zapach? Dziwny, lekko gorzki i naturalny. Jest dosyć delikatny, ale to zasługa składu bez jakichkolwiek ''poprawiaczy''. Smak? Kontrowersyjny...a czemu? Zacznę od tego, że pasta ta jedzona solo jest dla mnie wręcz nie do przełknięcia. Nie wyobrażam sobie posmarować nią chleb, wafla ryżowego czy polać nim owsiankę, bo gorycz i tłustość zabija mi kubki smakowe. Sytuacja ma się zupełnie inaczej, gdy z tej pasty robię sos sezamowy czy dodaję go do ciasta - w tedy wychodzą cuda! Na przykład takie (klik) ;) Powiem, Wam, że sos sezamowy+brokuły+ciecierzyca+marchew to coś wspaniałego! Koniecznie musicie spróbować :) Myślę, że niedługo wrzucę przepis na danie wegańskie z takim własnie sosikiem :) A Wam polecam tą pastę, bo nie dość, że cena idealna do jakości i ilości, to i jest to super baza pod wegańskie (i nie tylko!) cudeńka :)


Podsumowując:
solo - 2/10
jako baza do ciasta/sosu - 8/10
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 19 sierpnia 2016

Czekolada Milka Collage z karmelem, ciasteczkami i czekoladowymi kropelkami

Już piątek? Ale ten czas pędzi! Nie chce mi się wierzyć, że za 6 dni moje urodziny i poprawka z matematyki...jest stres, bo nie czuję się pewnie, a z moich wyników nawet korepetytor nie jest do końca zadowolony. Przy każdym próbnym teście trzepię się, mylę i jestem rozkojarzona...masakra :/ Ktoś ma jakieś rady na zniwelowanie stresu, większe skupienie i sposoby na naukę wzorów? Help!

A teraz coś słodkiego na zabicie moich smutków. Czekolada Milka? Dawno jej tu nie było, prawda? ;) To tylko dlatego, że teraz nie jadam ''nie wegańskich'' czekolad i już raczej takich nie dostaję/nie kupuję. Jednak ta tabliczka już długo zalega w folderze z przypisanymi notatkami, a więc wypada ją opublikować :) Swojego czasu robiła wielkie ''halo'' w internecie i spowodowała to, że miliony ją pokochało. Czy  ja zostanę oczarowana? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Nie ukrywam, że i ja byłam na nią strasznie napalona, kiedy pojawiła się jako nowość. Pragnęłam jej ze wszystkich sił i tylko czekałam, kiedy dorwę ją w sklepie. Moją chcicę na wszelkie ''Milkowe'' nowości powodują ich nietypowe smaki i piękne opakowania. Tutaj znów szata graficzna kusi, a wyobraźnia o smaku kostek mlecznej czekolady, płata mi figle. Czy to się też przekłada na smak? Zacznę od tego, jak czekolada prezentuje się w środku. Bogato ozdobiona karmelkami, ciasteczkami i mini kropelkami z ciemnej czekolady. Każdy dodatek oczywiście spróbowałam oddzielnie.

Zapach? Słodko-mleczno-karmelowy. Szczerze to nie jest jakiś super, ale nie odpycha też jak w przypadku Milki caramel czy daim. Smak? Czekolada jest dosyć dziwna, bo to nie do końca typowa mleczna Milka. Ta jest o wiele bardziej tłusta i ''ciężka''. Pozostawia na języku tłustawy posmak, jak w przypadku pralinek Lindor (ale jeszcze gorszej jakości). Słabe, ale da się zjeść. Dodatki? Ciasteczka są nijakie, kruche i właściwie tylko nadające efektu ''chrup'' i nic więcej, a karmel strasznie twardy i sztucznie aromatyzowany. Czekoladowe kropelki, wydawałoby się bardziej deserowe, są słabo ''zaopatrzone'' w kakao i wychodzą tak samo słodko, jak sama czekolada, na której się znajdują. Słabe...

Cóż, piękna prezentacja nie zawsze oznacza super smak ;) Tutaj Milka się nie popisała i tego ''czekoladowego wyrobu cukierniczego'', jak podaje skład, nie polecam ;)


Podsumowując:
5/10
Cena - ok 4 zł
Czy kupię ponownie? - Nie