środa, 24 stycznia 2018

Pralines z masłem ciasteczkowym

Kolejny ciężki dzień przede mną, ale cisnę dalej. Ostatnio było u mnie kiepsko jeśli chodzi o szkołę, ale teraz już lepiej sobie daję radę. I to nie chodzi o oceny czy coś, a raczej o samopoczucie w niej i to, że po szkole mogłam przyjść do domu i tylko spać...dosłownie, odcięcie jakiejkolwiek energii do życia i działania.

Pamiętacie mój post o pralinkach z masłem orzechowym, które nabyłam w Biedronce? Wypadły dosyć fajnie, a więc pozytywnie też podeszłam do wersji z masłem ciasteczkowym :) Bardzo lubię te słynne ciasteczka speculoos, a więc wizja zamkniętej pasty z nich w czekoladzie tylko napawała mnie optymizmem. Czy wyszło pysznie? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam!


Skład:




Wygląd i smak: Opakowanie ponownie w stylu amerykańskim, ale z lekko zmienionym kolorem niż poprzednie pralinki. Tutaj mamy czerwony, a tam pomarańczowy, który moim zdaniem był namiastką podobieństwa do słynnych Reese's. Nie jestem pewna czy masło ciasteczkowe też pochodzi z USA, ale moim zdaniem ta amerykańska flaga i Statua Wolności jakoś mi w tym wariancie nie pasują.
Po otwarciu forma czekoladek się nie zmieniła. Ponownie każda była osobno zapakowana w uroczy papierek, który tylko zachęcał do otworzenia i zjedzenia.

Po rozpakowaniu z papierka ukazała mi się czekoladowa beczka z nutką, która podobno teraz zmieniła swoją formę. Czekolada nie należała do wybitnych, ale była zjadliwa i bardzo podobna do Milki. Słodka, lekko plastikowa, ale smaczna. Nadzienie za to powaliło mnie na kolana, bo smakowało właśnie jak krem ciasteczkowy! Zbite, zdecydowanie mniej lejące od wersji orzechowej i pięknie pachnące przyprawami korzennymi. Czekoladki były ogromne, a co z tym się wiąże, w środku dostałam bardzo dużo nadzienia, a moim zdaniem to wielki plus! W połączeniu z czekoladą tworzyło to iście zabójczą cukrzycę, ale po jednej takiej pralince czułam satysfakcję i zasłodzenie, którego akurat potrzebowałam. Jeśli miałabym być szczera to są one lepsze niż te z masłem orzechowym, ale nadal uważam, że powinni popracować nad czekoladą i sprawić aby była mniej słodka.


Podsumowując:
8/10
Cena - 4,99 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Batony owocowo-orzechowe Nutura

Jeszcze ten tydzień moi mili i zaczynam ferie :) Niby się cieszę, ale dobrze wiem, że niestety czeka mnie dużo pracy i nauki do matur. Niby polski i angielski bardzo lubię, ale matematyka dobija mnie na każdym kroku. Grunt to się nie poddawać? Oby ta technika dała radę ;)


Dziś, na ten śnieżny poniedziałek mam dla Was nowość od marki Nutura, a mianowicie wegańskie batoniki na bazie bakalii! Uwielbiam takie batony i miałam okazję jeść już przeróżne produkty tego typu z wielu miejsc. Polskich marek nadal jest mało, ale cieszy mnie fakt, że coraz to więcej producentów decyduje się na przekąski tego typu :) Ja do testowania otrzymałam dwie z trzech wersji, a są to - smak kokosowy i mix 5 orzechów. Czyż to ni brzmi i nie wygląda wspaniale? Zdradzę, że też tak smakuje, ale o tym więcej w recenzji - zapraszam do czytania!


Skład:




Z KOKOSEM - Bardzo lubię kokos i kokosowe rzeczy, a więc bardzo pozytywnie podeszłam do tego batonika. Jedyne co mnie troszkę niepokoiło w składzie to jagody goji, które nie należą do moich ulubionych suszonych owoców. Jakoś ich kwaśno-gorzki smak mi nie odpowiada i staram się ich unikać. Ogólnie po zobaczeniu tego składu bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, bo nigdy nie jadłam takiego batonika z dodatkiem mąki kokosowej! Ciekawe i nietypowe, a więc dla mnie jeszcze bardziej kuszące.

Po otworzeniu pierwsze co poczułam to zapach prażonych wiórków kokosowych. Aromat był piękny i świadczył tylko o tym, że wiórki są świeże. Podobało mi się w nim to, że w masie batonika widać spore kawałki orzeszków ziemnych i czerwone plamki jagód goji. 

Konsystencja bardzo przyjemna, wręcz rozpływająca się w ustach masa z zatopionymi wiórkami kokosowymi i innymi bakaliami. Smak? Oj słodko! Ale to dobrze, bo czasami lubię takiego cukrowego kopa, a jeśli jest to bez cukru białego to tym lepiej :) Kokosa bardzo czuć, orzeszki ziemne też no i daktyle, które wiodą tu zdecydowanie prym. Jagody goji są w umiarkowanej ilości i nie pozostawiają nieprzyjemnej goryczy. Pyszny batonik, który na pewno jeszcze kupię.


MIX 5 ORZECHÓW - Pięć w jednym? Ja to biorę! Na tego batonika chyba miałam największą chcicę, bo kocham wszelkie orzeszki i już wyobrażałam sobie zestawienie aż pięciu rodzai w jednym batoniku. Mamy tutaj orzechy ziemne, migdały, laskowe, nerkowce i włoskie! Super combo, które po prostu nie mogło się nie udać ;) 

Po otworzeniu oczywiście zaskoczyła mnie ilość OGROMNYCH kawałków orzechów. Serio, trafiałam nawet na połówki ;) To lubię, bo nie ma to jak porządnie sobie pochrupać. Najwięcej zlokalizowałam orzeszków ziemnych i migdałów, bo to właśnie je czułam najmocniej. 

No cóż tu dużo mówić...pyszne daktyle z ogromem orzeszków i tyle :) Proste, słodkie, chrupiące i przepyszne! Na pewno jeszcze go zakupię, bo warto :)


Podsumowując:
10/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 19 stycznia 2018

Planta food to grow

Witam, witam! Jak miło wstać i mieć tą pewność, że jutro już wolne i nie trzeba się nigdzie ruszać :) Nie wiem jak Wy, ale ja w okresie zimowym ograniczam wychodzenie z ciepłego mieszkanka do minimum i tego będę się trzymać. Dodatkowo teraz strasznie mrozy złapały i nieźle zamarzam na przystankach w drodze do i ze szkoły.


Dziś mam dla Was pewną nowinkę, a mianowicie chciałabym przedstawić Wam firmę Planta Food to Grow! Jest to dosyć świeża firma na naszym rynku, ale obiecuję Wam, że warto się nią zainteresować. Jak pewnie wiecie, ja KOCHAM masło orzechowe i miałam już w swoim życiu wiele wypróbowanych słoiczków różnych firm i wariantów. Planta oferuje nam masło tradycyjne, ale i też to z kokosa, migdałów czy nerkowców! Asortyment jest bogaty i każdy znajdzie coś dla siebie, bo są i wersje chrupiące i gładkie :) Ja jestem miłośnikiem tych chrupiących, a więc zapewne wiecie jakie wybrałam :)

Jest to firma o holenderskich korzeniach, która do Polski przeniosła się w 1998 roku i tak wytwarza zdrową żywność. Ich produkty powstają z pasji do prostego życia w zgodzie z naturą. W asortymencie znajdziecie w 100 % naturalne masła: orzechowe, migdałowe, sezamowe, kokosowe i nerkowcowe. 

To naturalne produkty, które dostarczają nam samych zdrowych i niezbędnych elementów jak tłuszcze, witaminy i mikroelementy. Zdrowie idzie ze smakiem, ale więcej Wam nie zdradzam, bo będą recenzje! Mam nadzieję, że nie możecie się doczekać tak samo jak ja ;)


A tymczasem zapraszam Was na stronę internetową Planta Food, a niebawem po recenzje! 
Miłego weekendu :)



środa, 17 stycznia 2018

Białko Ciasteczkowe (WK)

Czeka mnie bardzo długi i pracowity dziś dzień, ale nie poddaję się i działam. Trochę brak mi ostatnio motywacji do praktycznie wszystkiego, ale cóż...samo się nie zrobi ;) Dziś mam dla Was recenzję kolejnego białka od ekipy WK, które dostałam pod choinkę od rodziców ;) Bardzo się na nie napaliłam i widząc cała tą ekscytację moi rodzice postanowili mi je sprezentować. KOCHAM Oreo i wszelkie słodycze z ich dodatkiem albo o smaku tych ciasteczek więc nie było innej opcji! A jak to wszystko wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Długo czekałam na ciasteczkowe białko od WK. Miałam ten smak już od innej firmy, ale kompletnie nie smakowało jak ciasteczka i nieźle dawało chemią. Tyle razy już zamawiałam rzeczy od chłopaków, że byłam wręcz przekonana o świetności tego białka. Zachwyty zaczęły się już nad opakowaniem, bo nie można tego pominąć, że jest ŚWIETNE i wykonane jak zawsze z pomysłem :) Czy Wy widzicie te ciasteczka? Zamiast dobrze znanej nam nazwy mamy tu urocze dziki ♥ No coś pięknego :) 

Kolor białka bardzo mnie zaintrygował, bo był szary. Wyglądał jakby faktycznie miał drobinki kakaowych herbatników w sobie, co jeszcze bardziej mnie nakręciło do spróbowania. Zapach był również bardzo kuszący, bo lekko śmietankowy i właśnie taki jak coś pomiędzy Oreo, a herbatnikami. Fajne było to, że po dodaniu białka do jaglanki, kolor też zmieniał się na szary, a aromat utrzymywał się i na niczym nie tracił. Od samego początku były same plusy, a więc zabrałam się za test smaku z wielkim uśmiechem i satysfakcją. 
No i klapa...znaczy nie do końca klapa, ale spore rozczarowanie. Dlaczego? Bo białko niestety rozczarowało mnie swoim smakiem. Zacznę od tego, że jest mdłe i dziwnie słodkie. Smak ciasteczka,a tym bardziej Oreo wcale mi się tu nie pojawił. Jedyne co dostałam to lekko śmietankowa słodycz, która zahaczała o chemiczny akcent, którego jeszcze nigdy u chłopaków nie miałam. To nie to, czego oczekiwałam i niestety białko nie chętnie jest przeze mnie ruszane ;) Oczywiście się nie zmarnuje, bo jedzenia nie wyrzucam, ale będzie ciężko :P Tego niestety smaku nie polecam osobą, które szukają smaku ciastek.


Podsumowując:
6/10
Cena - 79.90zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Organiczna czekolada gorzka z kokosem i malinami Seed and Bean

Mogę zacząć odliczanie do ferii, bo będą one u mnie za dwa tygodnie :) Mam nadzieję, że szybko zleci, bo ostatnio u mnie bardzo słabo jeśli chodzi o samopoczucie. Unikam szkoły, unika ludzi i najchętniej zamknęłabym się w domu i czytała ckliwe książki ;) Nie wiem co to, ale chyba zbyt mocno uderzyła we mnie zimowa chandra. No właśnie, a jeśli mowa o chandrze to dziś mam dla Was recenzję produktu, który na pewno poprawi humory :) Nie wiem jak na Was, ale na mnie gorzka czekolada działa niczym lekarstwo! Uwielbiam rozpuszczać na języku i delektować się kosteczkami czekolady z wysoką zawartością kakao. Oczywiście bez przesady, bo nie dla mnie tabliczki po 90% kakao, a raczej te ku 60-70%. Własnie taką tabliczką je ta tutaj - Seed and Bean, która zaciekawiła mnie i wariantem smakowym i opakowaniem :) Jest to prezent od mojej kochanej Marty, która tak dobrze mnie zna, że zawsze trafi z podarkiem :) Kto ciekawy jak wypadła? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Gdy pierwszy raz zobaczyłam tą czekoladę to od razu się w niej zakochałam. Uwielbiam różowy kolor, a więc trafiła idealnie w moje gusta :) Dodatkowo szata graficzna jest bardzo fajna. Ponadto znajdują się tutaj informacje o tym, że czekolada jest wegańska, ekologiczna i przyjazna naturze :) To lubię!
Ta czekolada nie należy do jakiś super gorzkich, ale dla mnie 66% kakao to optymalna ilość. Taka bardzo mnie zadowala i śmiem powiedzieć, że jest to idealna jednostka. Ja pisałam na początku, dla mnie czekolady powyżej 80% są wręcz nie do zjedzenia, bo smakują mi ziemią albo kawa bez grama cukru, a takiej nie tknę.
Ta czekolada wzbogacona jest o kokos i maliny. Nie ukrywam, że bardzo lubię to połączenie, a więc czekolada wydawała mi się prawie idealna. A czy tak smakowała?

Po otwarciu znów pojawiły się zachwyty, bo kostki tej tabliczki były tak śliczne, że szkoda było łamać mi ją i niszczyć całą kompozycję :) Dodatkowo zapach był cudowny, mocno kakaowy z nutką kwaskowych malin. Ni wyczułam nic kokosowego, ale maliny gdzieś tam wysuwały się i przebijały silne kakao. Smak? Czysta POEZJA! Dawno nie jadłam tak dobrej gorzkiej czekolady. Jest mocna, ale i słodka w tym samym czasie. Idealnie się łamie, a posmak malin jest tak intensywny, że aż wydaje się człowiekowi, że są tam drobinki malin, a ich nie ma! Kokosa nie czułam wcale, ale to nie był minus, bo maliny z kakao i tak tworzyły coś powalającego. Czuć, że jest to czekolada wysokiej jakości i zapewniam, że warto jej spróbować :) Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak


piątek, 12 stycznia 2018

Lion Black&White

Piątek! Jak ten czas szybko leci :) Mam teraz bardzo burzliwy okres w szkole, a więc praktycznie ucieka mi on przez palce. Ale piątek oznacza tylko jedno, bo to, że jutro jest weekend! A, że mój tata miał w czwartek urodziny to jutro szykuje się rodzinna imprezka :) Już dziś biorę się za jakieś ciasto, ale nie wiem czy powędruje ono na bloga...nie planuję nic fit ;)

Jak piątek to może i u niektórych cheat? Ja nie używam tych cheat'ów i jak mam ochotę na słodkie to jem, a co ;) Wszystko z umiarem jest dobre, a taki batonik wliczony w makro nic nam nie zrobi :) Ten Lion jest nowością na rynku, a że stworzony został w klimacie moich ulubionych Oreo to nie było opcji abym go nie kupiła! Dobrze złożyło się na to, że moja siostra też chciała go skosztować, a więc kupiłyśmy sobie tą sztukę na spółkę. Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Batonik skusił mnie swoim podobieństwem smakowym do Oreo, a że jak Oreo uwielbiam to nie było opcji abym go nie spróbowała. W moim mieście długo go szukałam, aż pewnego dnia wpadł w moje łapki zupełnie przez przypadek ;) Opakowanie zostało zrobione bardzo fajnie i kusząco. Ogólnie ja bardzo lubię batoniki Lion i uważam je za udane jeśli chodzi o batoniki w tak niskim przedziale cenowym. Biały Lion jest bardzo, ale to bardzo słodki, a więc trochę obawiałam się ten polewy (która jest taka sama), ale w nadziei trzymał mnie kakaowy środek.

Po otwarciu pojawiły się pierwsze nieprzyjemne odczucia, bo batonik zamiast przyjemnie kakaowo pachnieć to dziwnie śmierdział przesłodzoną śmietanką. Wiem, że to przecież nie miało być nic z Oreo, ale wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej. Po przekrojeniu bardzo mi się podobał, bo wnętrze było iście czarne ;) Karmel, chrupki, a nawet krem między wafelkami były czarne i bardzo kuszące. 

Smak? No niestety dla mnie totalne rozczarowanie. Batonik okazał się piekielnie słodki, nijaki i jakoś taki dziwny. Ta polewa zupełnie nie pasowała mi, a środek niestety niczego nie poprawiał. Niby kakaowy był, ale dla mnie stanowczo za mało. Liczyłam na coś więcej, na takie wow, jak w przypadku jedzenia herbatników z Oreo. Muszę przyznać, że on robi większe show tym, że fajnie wygląda, a smak niestety kuleje. Nie mówię, że jest niedobry, bo zjeść się da, ale jest nad wyraz przeciętny i dużo bardziej wolę tego orzechowego.



Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 2 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 10 stycznia 2018

Chałwa lniane GJ Gacjana - orzechowa i słonecznikowa w batoniku!

Ostatnio na blogu pojawiła się recenzja chałwy lnianej cytrynowej, którą dostałam od firmy w ramach świątecznej paczuszki :) Bardzo się ucieszyłam, bo oprócz niej znalazły się też pewne nowości, których wcześniej jeszcze nie spotkałam, a mianowicie chałwa lniana w formie batoników :) Dla mnie to świetna opcja, bo szczerze wolę takie batoniki, które mogę zjeść od razu na mieście lub w szkole :) To bardzo duże ułatwienie, bo czasami potrafię być długo po za domem, a przecież bez jedzenia przez cały dzień długo się nie wytrzyma ;)

W ramach prezentu w mojej paczuszce znalazłam batonika z chałwy orzechowej i słonecznikowej. Chałwa lniana orzechowa to jedna z moich ulubionych, ale też słonecznikowej jeszcze nie miałam okazji jeść :) Jak wpadła? Zapraszam Was do czytania!


Składy:



SŁONECZNIKOWA - Słonecznikowa chałwa wpadła w moje łapki po raz pierwszy. Bardzo lubię słonecznik, ale jak widać, tutaj nie występuje on solo. Prócz niego mamy też żurawinę i siemię lniane. Tak krótki smak, a powstaje takie cudo! Po otwarciu pierwsze co poczułam to aromat prażonego słonecznika. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam aromat prażonych orzeszków czy pestek, a więc takie klimaty do mnie przemawiają. Gołym okiem widać też było całe ziarenka słonecznika oraz kawałki żurawiny, która zawsze nadaje fajnego posmaku w słodyczach. No dobrze, a jak wypadł smak? Pysznie! Chałwa okazała się krucha, wręcz rozpływająca się w ustach i pozostawiająca silny posmak prażonego słonecznika z nutką kwasku i słodyczy od żurawiny. Wszystko fajnie się razem komponowało i powstał batonik idealny :) Pycha! Jednak pozostaję przy tym, że orzechowa bardziej mi smakowała ;) Cóż, jestem orzechowym maniakiem!


ORZECHOWA - Pyszna i zdecydowanie jedna z moich ulubionych wariacji chałwy lnianej :) Nie będę się o niej powtarzać, bo nie ma sensu gdyż jej recenzję możecie przeczytać tutaj!


Podsumowując:
ORZECHOWA - 100/10
SŁONECZNIKOWA - 10/10
Cena - ekologiczne sklepy
Czy kupię ponownie? - Oczywiście