piątek, 27 kwietnia 2018

Białko Bana-czekolada (WK)

Jak mam być szczera to unikam jak ognia rzeczy ''o smaku'' bananowym, bo z reguły są to rzeczy złe, bardzo złe i niesmaczne. Banan jest takim owocem, że za nic w świecie nie da się odtworzyć jego naturalnego smaku i wychodzi jak wychodzi, że produkty o jego smaku są chemiczne, nijakie i niejadalne :P Już wiele razy przejechałam się na czekoladach o smaku bananowym, które banana miały tylko w nazwie, a mimo to kupiłam to białko ryzykując bardzo wiele, bo nie było wersji ''mini'', a cena też była dosyć spora. Czy mnie zawiodło? Zapraszam do czytania :)



Skład:


Wygląd i smak: Jak już pisałam we wstępie, nie ufam rzeczom o smaku banan, bo z reguły wypadają one bardzo blado. Jednak to białko tak bardzo mnie korciło, że mu uległam i kupiłam 900 g opakowanie totalnie w ciemno i zaryzykowałam grube pieniądze ;) Dostawa u chłopaków z WK jest błyskawiczna, bo na drugi dzień mogłam cieszyć się swoim białkiem i jak najszybciej zabrać się za testy! 

Po otwarciu pierwsze co poczułam to zapach bananów, ale nie takich totalnie sztucznych. Zapach był bardzo podobny do bananowego jogurtu albo do bananowych babeczek, które przecież lubię. Czekolada pojawiała się zaraz za bananem i nadawała całości charakteru, który od razu spowodował u mnie ślinotok.

Odżywkę oczywiście testowałam w mojej niezawodnej jaglance :) Nadało jej kremowej, budyniowej konsystencji, która oczywiście powtarza się zawsze w przypadku białek od WK. Lubię właśnie to, że zagęszczają, a nie rozwadniają moją jaglankę. Zapach, który unosił się z nad garnuszka był OBŁĘDNY! Taki bardzo naturalny, wyraźnie bananowy i wyraźnie czekoladowy. Nie spodziewałam się, że będzie to pachniało tak, jakbym dodała banana :) Smak? Nie zawiodłam się! Pyszny, mocno owocowy i co najważniejsze nie smakował sztucznie. Niby płaci się sporo, ale wiem, że nie dostanę kiczowatej jakości :) Banan i czekolada to nieśmiertelne połączenie, które tutaj sprawdziło się wybornie! Polecam :)



Podsumowując:
10/10
Cena - 99 zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Tak


środa, 25 kwietnia 2018

Placuszki ziołowe ze słonecznikiem

Mój poprzedni tydzień był bardzo intensywny, bo w szkole panował zamęt związany z wystawianiem ocen. Powiem Wam, że śmiało mogę nazwać ten tydzień ''wyjętym z życia'', bo odpuściłam dosłownie wszystko. Treningi, blogi, spotkania z rodziną...wszystko skupiało się na pewnym przedmiocie, który wyjątkowo mnie nie lubi, a ja nie lubię jego ;) No, ale było i minęło...wywalczyłam swoje :D W tamtym tygodniu niestety nie miałam też czasu na przygotowywanie posiłków i stawiałam na szybkie rozwiązania. Placki robi się stosunkowo krótko, a więc wykombinowałam takie o to cudo, które smakuje bosko! Wszystko dzięki dodatku słonecznika, który podprażony w masie na placki zyskuje cudowny smak i chrupie jak szalony :) Komu narobiłam smaka? Zapraszam na przepis!


Składniki /1 porcja/:
50 g mąki pszennej pełnoziarnistej 
100 g maślanki 
1 całe jajko



1.Do miski wsypujemy mąkę, dodajemy jajko, maślankę, słonecznik oraz szczyptę proszku do pieczenia.
2.Wszystko dokładnie mieszamy do konsystencji gęstej śmietany.
3.Patelnię dobrze rozgrzewamy, a następnie smażymy na niej placki na małym ogniu z obu stron.
4. Placki zajadamy z ulubionymi dodatkami i ja osobiście polecam z sosem do pizzy oczywiście domowej roboty :) .

Smacznego!



poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Warzyw Kubek - batoniki RAW

Już jakiś czas temu dotarła do mnie paczuszka pełna produktów od firmy Warzyw Kubek :) Firma specjalizuje się w zupach warzywnych, które mają pomóc nam w utrzymaniu wagi lub zgubieniu zbędnych kilogramów po zimie. Ja na szczęście nie mam nic zbędnego, ale nie ukrywam, że produkty bardzo mnie zaciekawiły i z wielkim uśmiechem na twarzy zabrałam się za testy!

Do asortymentu Warzyw Kubek ostatnio dołączyły batoniki, które powinny zadowolić każdego łasucha gdyż oblane są gorzką czekoladą. Ja jeszcze nie spotkałam się z RAW batonami, które pokryte byłyby polewą z czekolady, a więc postanowiłam własnie od batoników zacząć swoją przygodę z marką :) Jak one wypadły? Zapraszam Was do recenzji!







Składy:






DETOX - Nie muszę chyba mówić, że miałam strasznie mieszane odczucia przed jedzeniem batonika DETOX? ;) Składa się on raczej z samych warzyw w tym z natki pietruszki, szpinaku i natki selera, a to nie są lubiane przeze mnie produkty. Jednak trzeba próbować nowości i przełamywać swoje słabości i zmierzyłam się z tym zielonym kolegą. Jak wypadł? No słabo, bo to nie jest batonik słodki, a ja słodkie lubię bardzo :D Pachnie jak kiszona kapusta, smakuje jak kiszona kapusta i nie ma nic wspólnego z e słodyczami. Posiada on bardzo wyraźne nuty kiszonek i wyraźny posmak soli, który mi jakoś nie podpadł do gustu. Wyczułam też pietruszkę, a ja nie znoszę jej i za nic w świecie nie mogę jej przemycić do swojego menu, a szkoda bo jest bardzo zdrowa. DETOX polecam dla fanów zieleniny, a ja pozostanę jednak przy innych wersjach ;)

2/10


METABOLIZM - Podobno nie ma ludzi urodzonych z szybkim metabolizmem i wszelkie suplementy, diety czy inne bzdety na jego rozruszanie i przyspieszenie to czyta bujda i nabijanie kasy. Metabolizm to kwestia tego ile spalamy w ciągu dnia i to zależy głownie od naszej aktywności fizycznej, ale jak jest do końca w 100% to się chyba nigdy nie dowiemy. W każdym razie chyba wszyscy wiedzą, że imbir i zielona herbata czy kurkuma na to spalanie jakoś wpływa :) W każdym razie są zdrowe i warto je włączyć do swojego jadłospisu. Ja nie przepadam za imbirem, bo nie lubię ostrych przypraw, ale tutaj jakoś zapowiadał się ciekawie, bo resztę składników lubię! Jak wypadł? No tutaj o wieeeele lepiej :) Batonik oblany jest gorzką czekoladą, która fajnie komponuje się ze wszystkim i chrupie podczas jedzenia. Trochę bałam się tego pomidora, ale absolutnie go nie czuć, a całość jest słodziutka. Imbir jednak daje o sobie znać i piecze troszkę po nim język, ale na szczęście suszona sliwka i czekolada wszystko łagodzą :) Smaczne, ale raczej nie skuszę się ponownie.

7/10


VIGOR - Oj vigor to był mi ostatnio potrzebny w zdwojonej sile, bo nie miałam energii, motywacji i ochoty na robienie czegokolwiek ;) Spowodowane to było stresem w szkole, który nie pozwalał mi w nocy spać, odbierał apetyt i wysysał resztki optymizmu, którego u mnie i tak z natury jest niewiele ;) Tutaj batonik naładowany jest mocą vigoru z białych warzyw, żeń szeniem oraz czekoladą, która przecież zawsze poprawia humor. Niestety jest tu seler i znów ta nieszczęsna pietruszka...
Jak zatem wypadł czerwony baton? No niestety mi nie smakował, ale mój tata był nim zachwycony :) Wyraźnie czuć w nim selera, nawet czekolada tego nie maskowała, a że ja jestem wyczulona na jego dodatek to niestety po kawałku odpadłam. Tacie bardzo smakował i stwierdził, że pieprz ziołowy świetnie nakręca smak i w połączeniu z czekoladą jest bombowy! No cóż, jeśli i Wy lubicie kombinacje pieprzu z czekoladą, a seler i pietruszka nie są dla Was okropne, to śmiało spróbujcie! :)

4/10


REGENERACJA - Regeneracja wszystkim jest potrzebna, a po dobrym treningu to już w szczególności :) Ten batonik zapowiadał same przyjemne doznania, bo w składzie ma wszystko co uwielbiam! Jak zatem wypadł? No muszę przyznać, że jest boski i to mój ulubieniec ze wszystkich batoników! Strasznie spodobało mi się w nim to, że ma całe kawałki pestek dyni oraz słonecznika, które fajnie chrupią i nadają ciekawego smaku. Pomidora nie czuć, marchewkę może trochę, a dnia fajnie łączy się ze suszoną śliwką. A czekolada? Pyszna, gorzka i łącząca te składniki w wartą uwagi całość :)

10/10


PROTEIN - Bardzo lubię próbować batonów z białkiem pochodzenia roślinnego. Są one zupełnie inne niż te z białkiem krowim, a więc jak najszybciej chciałam spróbować i tego. Tutaj mamy dodatek białka konopnego oraz brak jakichkolwiek warzyw co może zapowiadać oczywiście najsłodszy wariant ze wszystkich :) I jak było po spróbowaniu? Pysznie! Ten batonik razem z regeneracją to moi ulubieńcy :) Cały smakuje jak cukierki śliwka nałęczowska, które ja UWIELBIAM. Kokosa nie czuć, ale to nic, bo właśnie jedząc tego batona miała wrażenie, że jem śliwkę w czekoladzie w wersji XXL :D No i zawartość białka też na super poziomie! 

10/10


A Wy, jedliście już nowe batoniki od Warzyw Kubek? ;)

piątek, 20 kwietnia 2018

RAW BITE Spicy Lime

Ostatnio myślałam sobie nad tym co jadam na co dzień i doszłam do wniosku, że codziennie wpada coś słodkiego. I nie mówię tu o podjadaniu, bo ja nigdy nie podjadam między posiłkami, bo jestem z tych osób, które myślą o tylu rzeczach na raz w ciągu dnia, że czasem nawet zapominają o głodzie :P Ale wracając...no właśnie zorientowałam się, że codziennie do ostatniego posiłku przed snem, wpadają słodkie przysmaki. Niby powinnam mieć wyrzuty sumienia, ale...kurde, grunt, że są zdrowe :) Nie wolno popadać w paranoję i mam nadzieję, że Wy też pozwalacie sobie na słodkości każdego dnia aby osłodzić sobie rutynę. Trzeba sobie pozwalać na małe przyjemności, bo przecież nigdy nie wiemy kiedy może nas zabraknąć, a więc korzystajmy z życia :)

No i po tym dziwny wstępie chciałabym Wam zaprosić na kolejną recenzję batonów RAW BITE. Tym razem padło na smak, który bardzo mnie intrygował. Nie lubię ostrości w słodyczach oraz nie lubię cytrusów w słodyczach, a tutaj mamy combo tego i tego. Po co go kupiłam? Z czystej ciekawości, a to jak wypadł, dowiecie się w recenzji!


Skład:



Wygląd i smak: Nasz limonkowy przyjaciel został umieszczony w jaskrawo zielonym opakowaniu, który tak daje po oczach, że nie było opcji abym nie zauważyła go w sklepie ;) Podoba mi się ten kolorek, jest taki letni i od razu kojarzy się z wakacjami. Smak jest również podchodzący pod letnie klimaty, bo przecież to latem popija się zimne napoje z cytrusami. Jak już pisałam wcześniej, ja nie lubię w słodyczach cytrusów (ale zdarzają się wyjątki), a chilli to omijam szerokim łukiem nawet w wytrawnych produktach, bo niestety jestem bardzo mało odporna na ostry smak. Tutaj mamy nie tylko chilii, ale i też imbir, a więc po zakupie tego batonika bardzo długo zwlekałam z jego otwarciem :D

Po rozpakowaniu ponownie dostałam batona z ogromną ilością orzechów. Te batoniki są chyba najlepszymi pod względem dodania orzechów do masy. Jak widać na zdjęciach, orzeszki są w dużych kawałkach, a więc jest co chrupać (a ja chrupać lubię :D). Zapach był bardzo orzeźwiający, wyraźnie limonkowo-imbirowy. Od razu skojarzył mi się z landrynkami o tymże smaku, które świetnie odświeżają oddech. Batonik był dosyć plastyczny, ale jak na RAW BITE przystało jednak solidny. Smak? Powiem Wam, że pyszny! Limonka nadawała lekkiej kwaśności, która super równoważyła się ze słodkimi daktylami. Pod koniec jedzenia pojawiał się ostry posmaczek imbiru i chilli, ale było to subtelne i tylko dopieszczało całość. Serio był pyszny i z wielką przyjemnością kupię go ponownie!


Podsumowując:
10/10
Cena - ok 10 zł
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 18 kwietnia 2018

Mój wegetariański jadłospis (18)

Na blogu dawno nie wstawiałam mojego dziennego jadłospisu, ale było to spowodowane tym, że jakoś nie miałam czasu robić zdjęć posiłków w ciągu dnia ;) Jednak ostatnio zebrałam się i uwieczniłam na fotografiach jedzonko, którym akurat się raczyłam. Codzienna rutyna raczej się nie zmieniła, ale nie zmienia to faktu, że nadal jest smacznie, wegetariańsko i co najważniejsze zdrowo :) Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać sezonowych warzyw i owoców! Fasolka szparagowa, bób, kalarepa,  kalafior, szparagi zielone, truskawki, borówki, brzoskwinie...mogę wymieniać w nieskończoność! :D Dobre truskawki już jadłam, ale to nadal nie jest smak tych polskich :)


No dobrze, nie przedłużam już i zapraszam na jadłospis!

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej. Był to dzień nietreningowy, ale wpadł cudowny spacer z rodzinką :)


Po spacerku na pierwszy posiłek ugotowałam sobie kasze jaglaną z białkiem o smaku Milky Whey od WK. Uwielbiam dodawać odżywkę białkową, bo nadaje ona bajecznej konsystencji :) Cała kasza zamienia się w budyń, a że ja jestem budyniowym człowiekiem i rzeczy o konsystencji/smaku budyniu mogę jeść codziennie, to dla mnie wielki plus! Całość podałam w towarzystwie masła z orzechów nerkowca Nutura, dwoma pięknymi jabłkami i batonikiem raw z burakiem :) Połowę już zjadłam przed zdjęciami :P


Na obiad wpadła prawdziwa uczta, bo byłam wyjątkowo głodna. Przygotowałam sobie smażone tofu wędzone z gotowanymi brokułami, a całość obsypałam moją miłością - płatkami drożdżowymi. Dodatkowo mam garść migdałów, wafle kukurydziane, ogóreczki krokodylki, całą paprykę i ketchup do maczania wszystkiego :D Pycha!


No i na ostatni posiłek przed snem wpadł serek wiejski ze syropem o smaku czekolada-orzech od WK i dwa jabłka :D Jak widać jabłka nadal u mnie królują, ale już niedługo pojawią się owoce letnie i będę szaleć!

Mam nadzieję, że mój jadłospis się Wam podoba :) Życzę Wam miłego dnia!



poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Legal Cakes Big Bunny

Mamy poniedziałek, piękna pogoda i myślę, że to idealny dzień na recenzję batona Big Bunny od Legal Cakes :D O Piernikowym już było i jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z jego recenzją, to serdecznie zaprasza tutaj :) Baton Big Bunny to również nowość w ofercie Legal Cakes i również mamy tutaj do czynienia z wyrobem wegańskim. Nie da się ukryć, że coraz więcej osób decyduje się na taki styl żywienia, a więc firma postanowiła poszerzyć swój asortyment o wegańskie nowości :) Ja UWIELBIAM ciasto marchewkowe, a z serkiem to już w ogóle :) Nie muszę chyba mówić jak bardzo ucieszyłam się na wegańską wersję jednego z moich ulubionych ciast? Jak wypadło? Czy przebije piernika? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Big Bunny to baton, który od razu rzuca się w oczy. Opakowanie w, które jest ''ubrany'' jest przepiękne i urocze. Ten królik z ogromną marchewką to idealny pomysł aby zwabić klientów! Ja osobiście bardzo lubię takie urocze opakowania i często właśnie kupuję produkty ze względu na nie :D

Jak już wspomniałam we wstępie - Big Bunny to nic innego jak wegańska wersja Carrot Cake with cream cheese czyli bardzo popularnego ciasta w USA. Ja uwielbiam i bardzo często robię podobne samodzielnie. Oczywiście tamto nie jest w wersji wegańskiej, ale Legal Cakes postarało się i stworzyło takie roślinne cudeńko. Krem jest na bazie mleczka kokosowego, a więc od razu wiedziałam, że będzie pysznie! 

Batonik po otworzeniu pachniał bardzo ładnie i słodko. Nie czułam tutaj jednak aromatu ciasta marchewkowego jakiego znam. Jednak nie zmienia to faktu, że zapowiadało się obiecująco. Krem między płatami ciasta był bardzo zbity, nie wypływał z batonika i to wielki plus. Ja preferuję kremy zbite i kremowe niż wodniste i lejące. Smak? Wielkie zaskoczenie! Bo to kompletnie inna wersja ciasta z marchewką :D Wyraźnie czuć kokosa oraz suszone figi, które nadają takiej słodyczy zmieszanej z lekką kwaśnością. Krem okazał się tłustawy, ale nie mdlący. Fajnie łączył się on z ciastem i nadawał mu dodatkowej wilgotności. Drobinki fig oraz wiórki kokosowe fajnie strzelały pod zębami, a ogromne kawałki orzechów nerkowca w masie to pomysł idealny, bo dodawały chrupkości i maślanego posmaku. Muszę przyznać, że była ich spora ilość! Podoba mi się to, że nie żałują na składnikach :) Ogólnie bardzo smaczny, ale moim zdaniem dużo bardziej zyskałby na smaku gdyby serek był jednak z mleka krowiego ;) Tutaj pod koniec robiło się trochę mdło i nijako, bo nie oszukujmy się - nic nie zastąpi smaku serka  philadelphia. Jednak uważam go za bardzo udanego, ale moich faworytów nie pobije :)


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

piątek, 13 kwietnia 2018

Wegański Willy Wonka? Poznajcie Plamil foods!

Do tej pory doskonale pamiętam te czasy kiedy słynny film Charlie i Fabryka Czekolady był rarytasem w telewizji :) Zawsze oglądałam go z ogromnymi emocjami i przeżywałam każdy moment! Sama marzyłam o wygraniu złotego biletu, który zapewni mi niezapomnianą podróż po słynnej fabryce czekolady. No bo nie oszukujmy się...kto jej nie kocha?! Czekolada to wyjątkowy produkt, który nadaje się do dań słodkich, dań wytrawnych, do deserów...opcji jest bardzo dużo i to tylko od nas zależy co z nią zrobimy.

Cieszy mnie niezwykle to, że na rynku światowym można znaleźć coraz to więcej wegańskich produktów. Czekolady Plamil już śmiało można u nas dostać i pomagać nie tylko zwierzętom, ale i też środowisku gdyż czekolady Plamil są ekologiczne i nie zawierają oleju palmowego! Takie opcje bardzo sobie cenię i w mojej opinii własnie takie marki należy wspierać :) Oferta Plamil jest bardzo bogata, bo to jedna z większych firm produkujących wegańskie czekolady w UK. U nas na razie można dostać czekoladowe tabliczki, ale myślę, że niedługo będą też kremy czekoladowe i inne przysmaki :)

Do testów otrzymałam wszystkie wersje smakowe czekolad i mam nadzieję, że to będzie bardzo miłe testowanie :) Myślę, że nie zawiodę się na tych czekoladach, bo skład mówi sam za siebie! Wariantów smakowych jest masa, a więc nawet najbardziej wybredna osoba powinna znaleźć coś w swoich klimatach ;) Jest tu nawet opcja dla miłośników białej czekolady!





Ja osobiście już nie mogę doczekać się testów! Mam nadzieję, że Wy też :)