poniedziałek, 30 listopada 2015

Batony musli Alpen Fruit&Nut

Przepraszam za moją wczorajszą nieobecność, ale po długiej (na prawdę, do 3 w nocy! :D) imprezie nie chciało mi się wchodzić na bloggera.
Powiem tylko jedno, nie ma to jak cudowne chwile z rodziną. To prawda, że czas z najbliższymi osobami mija bardzo szybko. Nie ma przecież nic lepszego niż siedzenie przy stole i gadanie o wszystkim i niczym jednocześnie ;) Potem oglądanie wspólnie ''Jeździec bez głowy'', a potem wracanie późną nocą przez ''wymarłe'', zimne i zamglone miasto...czad :D

Czyżby ostatni dzień listopada? Ale to zasuwa...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lubię batony musli, nawet bardzo lubię! Szczególnie te bez zbędnych polew, składające się tylko z lepkich płatków i owoców/orzechów. Mój wujaszek dobrze o tym wie i podarował mi te oto batoniki. Na początku była trochę rozczarowana, bo o taki smak chyba najłatwiej w Polsce no, ale...już nie wybrzydzam ;)
Zapraszam na recenzję!


Skład:


Wygląd: Kartonowe, zielone pudełko z motywem gór? Czyżby coś z kontekstem ''jestem tak syty, że można ze mną szczyty zdobywać!'' ? Możliwe, możliwe, szkoda, że mijające się z prawdą.
W ów kartoniku znajdziemy 5 batonów, każdy zapakowany w osobne ''ubranka'', które swoją drogą mają piękna grafikę. Niby taka prostota, ale jednak przyciąga.

Po otwarciu dostajemy ładnie ulepiony batonik z gigantycznymi rodzynkami. Właśnie takie rodzynki jestem w stanie przełknąć, bo przeważnie są mięsiste, ale tych małych, suchych gniotów...brrry!



Smak: Zapach jest nijaki, po prostu słodki. Pachnie tak, jak większość batonów musli. Batonik jest lepki i plastyczny, łatwo go przełamać i zgnieść w palcach. Płatki, z których jest zrobiony, są tak jakby lekko podprażone (?), bo mają charakterystyczny aromat. Jest to tak jakby nutka karmelu.
Orzechów w batonie jest sporo, ale niestety są to tylko ''drobinki'' czyli nic innego jak orzechy pokrojone w kostkę - buuu. 
Z owoców są tu tylko rodzynki, ale jakie! Mięsiste, duże i bardzo przyzwoite. Pozytywne zaskoczenie przynajmniej z tym dodatkiem ;) Całość smakuje jak zwykły, tani batonik musli bez wstrętnej polewy czekoladopodobnej, którą często się pcha to przekąsek tego typu. Niby fajne, ale jednak nie tak, by zamawiać je zza granicy. Nestle Fitness są o wiele smaczniejsze.


Podsumowując:
6/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Nie

sobota, 28 listopada 2015

Wegańskie placki niczym muffinka orzechowa

Całe szczęście, że piątek minął! Okropny dzień, trudna fizyka, kolejne sprawdziany...coś czuję, że teraz będę siedzieć w książkach jeszcze więcej :P
Dziś wybywam na imprezę rodzinną i mam nadzieję, że sobie odpocznę ;) Oczywiście jestem skazana wziąć na nią książki, ale nie wiem czy jakoś szczególnie będę je ruszać. Chcę odpocząć i tyle!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obiecałam, że będę dodawać więcej przepisów. Ostatnio moje obiady/śniadania czy inne posiłki a bardzo proste, ale przecież czasami ochotę ma człowiek na coś bardziej ''ekstra'' ;) Jakieś 3 dni temu wynalazłam smak placków idealnych o smaku niczym orzechowa muffinka! Jesteście ciekawi? A może głodni? ;) Dodam, że przepis jest w 100% wegański!


Składniki/1 porcja/:
♥3 łyżki mąki 
♥1 łyżka mąki z ciecierzycy SKWORCU
♥2 łyżki otrębów pszennych
♥10 sztuk orzechów nerkowca SKWORCU
♥troszkę ponad -,5 kubka mleka sojowego waniliowego (we. naturalne+ziarna z laski wanilii, ale czekoladowe też się nada)
♥1 łyżeczka cynamonu
♥1 łyżka masła orzechowego (u mnie masło z nerkowców, ale można zastąpić zwykłym)

Do dużej miski wsypujemy mąki, otręby i cynamon. Orzechy nerkowca dokładnie siekamy (aby były malutkie kawałeczki) i dodajemy do miski z składnikami suchymi. W rondelku rozpuszczamy sobie nasze masło orzechowe do płynnej postaci i wlewamy do naszej miski. Na sam koniec zalewamy mix mlekiem sojowym i dokładnie mieszamy. Jeśli ciasto wyjdzie za gęste (bo może się tak stać od masła) to dodajemy jeszcze odrobinę mleka.

Patelnię dokładnie rozgrzewamy i smażymy na niej okrągłe, pulchne placuszki :) Pamiętajcie aby dobrze się zarumieniły! To nada posmaku pieczonej babeczki.
Podajemy z ulubionymi dodatkami, w mim przypadku była to soczysta i słodka marchew, kwaśne jabłko oraz duża dawka masła orzechowego ;)

Smacznego!



piątek, 27 listopada 2015

Mars Xtra Choc

Czwartek minął szybko, na nauce, ale za to przyjemnie w szkole ;) Ukochana biologia, wysłuchanie się od Pani, że wegetarianizm w moim wieku to absurd i mam nawet nie myśleć o byciu weganką...
Widzę, że Pani ma jeszcze wiedzę ''starej'' daty ;)
Ocena z matmy poprawiona, WOS zaliczony na satysfakcjonującą mnie ocenę...a dalszy dzień to nauka fizyki. Kompletnie nic mi nie wchodzi i bardzo zazdroszczę osobą, które choć trochę ją ogarniają! Modlę się o 2 :(

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiele razy wspominałam, że batony Mars to dla mnie porażka. Słodki ulepek bez wyrazu od, którego bolą zęby. Nigdy go nie lubiłam, a przez całe moje życie zjadłam może ze 4 sztuki (?). Jeżeli już mam stawiać na batony to wybieram Snickersa, wiadomo, orzeszki! ;) Jednak moja osoba, a raczej spaczenie psychiczne jest takie, że muszę spróbować każdej limitki. Tak było też w przypadku tego batona - Marsa Xtra Choc! Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Jak wygląda Mars to chyba tłumaczyć nie trzeba? Jeden z najpopularniejszych batoników, nawet nie wiem czy bardziej słynnych niż Snickersy. Limitowane opakowanie dużo nie różni się od oryginalnego. Ciemne kolory, nazwa batona i mały dopisek ''limited edition''...niby nic, a jednak przyciągnęło ;)



Smak: Zapach jest potwornie słodki! Słodki do bólu i powodujący u mnie ból zębów na samą myśl o jedzeniu. Spodziewałam się tutaj gorzkiej czekolady, ale jednak nie dostałam tego, co chciałam :/ 
Czekolada jest wyraźnie mleczna, pyszna i mocno mleczna. Czekolada z batonów firmy Mars ogólnie jest smaczna, więc jej uczepić się nie mogę ;)

W środku mamy czekoladową piankę-nugat, bardzo miękki, bardzo słodki i bardzo lepki. Po ugryzieniu lepi się do podniebienia, co mnie osobiście przeszkadza. Czekoladowy karmel to fajna nowinka, połączenie smacznego karmelu i czekolady przecież nie mogło się nie udać. Niestety jak już wspomniałam, to całość jest piekielnie słodka, aż piecze w przełyku po jedzeniu. Mars to nie moje klimaty i raz z tym batonem zdecydowanie mi wystarczył.
Jednak warto spróbować, w końcu to limitka ;)


Podsumowując:
6/10
Cena - ok 2 zł
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 26 listopada 2015

Paluszki Tofu z warzywami Vegetalia

Jeeej, udało mi się poprawić polski :D Tylko musiałam poprosić pana, aby poczekał na przerwie, bo przy klasie nie dałabym rady :P W każdym razie mam 4, bo na 5 mam, cytując, ''za słabą i za szybką dykcję''. Okey, zawsze miałam 5, ale jeśli teraz mam ''za słabą dykcję'' to trudno, przynajmniej mam to za sobą ;)

Ogólnie dziś sobie pospałam, odpoczęłam...jest git, ale jutro znowu mało snu się zapowiada. Muszę nauczyć się do fizyki bo mam jedną ocenę...bardzo niepoprawną :P

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnio dawno nie było recenzji rzeczy od Vegetalia :) Postanowiłam, że wygrzebię coś z folderu pełnego zdjęć i...padło na paluszki warzywne z tofu! Brzmi ciekawie? Tak i też tak z resztą smakuje ;)
Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Na samym początku byłam przekonana na 100%, że to tofu, a nie jakieś paluszki. Właściwie, przecież widać od razu, nie ma tu żadnych paluszków! Prawda? ;)
Jednak po otworzeniu, człowiek przekonuje się, że są to 3 kawałki, a raczej 3 paluszki z tofu i warzyw.
Warzyw widać tu od groma co sprawia, że danie wygląda kolorowo i apetycznie. Jednak wygląd to nie wszystko...jak smak?


Smak: Zacznę od zapachu, który jest okropny. Pachnie nijako, lekko plastikowo i nieapetycznie.
Bardzo się zniechęciłam, ale szkoda marnować. Przecież tofu naturalne też śmierdzi (przynajmniej dla mnie), a potrafię zrobić z niego cudowny obiad. Jak było w tym przypadku? Wystarczyła patelnia, chwila na ogniu i ... tam-tara-daaaam! Aromat w kuchni bez porównania! Po usmażeniu paluszki pachną niczym placki warzywne, coś cudnego! Ślina poleciała, szybko zabrałam się za jedzenie. Pierwszy gryz i...przepadam, to jest BOSKIE. Chrupiąca skórka, miękki środek wypełniony papryką, marchewką, groszkiem (<3) i zbożami. Pyszne, syte, a w połączeniu z sosem i świeżą bułeczką...no po prostu mogę wcinać codziennie ;)
Polecam spróbować, bo danie jest wyśmienite!

Zdjęcie po usmażeniu

Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 25 listopada 2015

Bezglutenowe rureczki Alaska z kremem kokosowym

Nie ma to jak zostać skomplementowanym przez dzieci wychodzące ze szkoły podstawowej...no bo przecież nie zawsze słyszy się - ''Patrzcie jaką ona ma śliczną czapkę! Wygląda jak misiowa księżniczka'' - słoooodkie :*

Dziś zaliczam polski, niemiecki, angielski i kulturę. Nie wiem jak ja to zrobię, wszystkiego uczyłam się pół na pół, bo ze szkoły wróciłam koło 17.00...nawet nie miałam czasu się położyć :( Szkoda, bo 2 godziny snu to znowu mało. Ja podziwiam ludzi z mojej szkoły.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jakiś czas temu na blogu było o mlecznej wersji (klik) tych kukurydzianych rureczek. Wypadły słabo, blado i nijako, ale to w końcu krem ''pseudo mleczny'' więc mdło i nijako wręcz musiało być.
Kokos to jednak bardziej aromatyczne smaki. Czy tutaj ratował sytuację?
Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie wręcz identyczne jak w poprzedniej wersji, a jedynie różniące się kolorem. Tutaj mamy odcienie niebieskiego, a tam nijaką zieleń. Nie są to rzeczy rzucające się w oczy, niestety, baton odstrasza swoja kiczowatością. Pisałam już to, ale się powtórzę, że gdyby nie Pandy to bym ich nie kupiła, ba, nawet bym nie spojrzała ;)

W środku mamy dwie blade rurki wypełnione równie bladym kremem, słabo.


Smak: Zapach jest słodki, kokosowo-mleczny i taki jakiś mdławy. Od razu zorientowałam się, że będzie smakował podobnie do mlecznego i...nie myliłam się. Rurka kukurydziana jest nawet smaczna, ale w połączeniu z proszkowym kremem nie jest tym, co chciałam otrzymać. Kokosowy krem koło kokosa chyba nawet nie leżał, a jego smak to czysta bomba aromatów. Mdłe, słodkie, ale nadal lepsze niż poprzednia wersja.

Nie warto na nich nawet tej symbolicznej ''dwójki'' ;) Lepiej kupić sobie paczkę zwykłych kukurydzianych chrupek i maczać w Nutelli :)
Nie polecam!


Podsumowując:
4,5/10
Cena - ok. 2 zł Auchan
Czy kupię ponownie? - Nie


wtorek, 24 listopada 2015

Snickers Peanut Butter

Nie ma to jak prawie zemdleć przed biurkiem nauczyciela :D Poprosiłam o 1 i powiedziałam, że zdam jutro. Zrobiłam się cała czerwona, brakło mi oddechu i rąb o ławkę...potem cała lekcja przy otwartym oknie i ciągle powtarzający się polonista - ''dobrze się już czujesz? chcesz jeszcze raz powiedzieć?'' - no, thanks.

Ciężki dzień, ale na szczęście miną, a dzisiejszy zapowiada się w szkole w miarę pozytywnie. Mamy chemię <3 i będzie o martwicy wątroby :D Czad! Lepiej nie pytajcie jakie tematy mnie interesują...no bo co czyta normalna nastolatka? Fitness, ciuchy, gwiazdy...a ja? Ja czytam o rodzajach grzybic, chorobach wenerycznych, nietolerancji laktozy...a to tylko ostatnie artykuły z mojej historii przeglądarki. Jestem dziwna :D

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na ciężkie, zimne i przybijające dni najlepsza jest czekolada...i masło orzechowe! Nie ma nic lepszego niż ten duet ;) Wstyd się przyznać, ale często wyjadam masło orzechowe, maczając w nim kostki gorzkiego Lindt - poezja! A jakby tak iść na łatwiznę? I skusić się na Snickersa z masłem orzechowym?! Biorę! Szczególnie taki leń jak ja ;) To mój ''pierwszy raz'' z tym Snickersem i powiem Wam, że jedzenie było bardzo celebrowane. Kęs po kęsie delektowałam się...aż znikł! :(
Zapraszam na recenzję :)


Skład:


Wygląd: Już wiele razy widywałam tego Snickersa w internetach, więc wiedziałam czego się spodziewać. Dwie idealne i grubaśne kostki, które już na pierwszy rzut oka, wyglądają tak, jakby miały zaraz eksplodować od nadmiaru nadzienia.
Czyż to nie wygląda bosko? Bo dla mnie to czysta przyjemność już z samego patrzenia :D

Jeszcze tak na chwilę wrócę do papierka, które ofc. zostawiam na pamiątkę :D
Wygląda trochę kiczowato, ale jednak ten oczojebny żółty przyciąga uwagę lepiej niz klasyczny Snickers ;) 


Smak: Zapach jest bardzo, ale to baaardzo zbliżony do Reese's, ale jest to zapach połączony z wonią dużo lepszej czekolady. Kłamać nie będę, produkty Mars mają dużo lepszą czekoladę niż Hershey's.
Nie dość, że zapach lepszy to i smak, co od razu poczułam po pierwszym gryzie. Polewa jest tu kremowa, mocno mleczna i rozpływająca się w ustach, a nie proszkowa jak w Reese's. Pyszna i tak samo idealna jak w klasyku ;) Potem mamy karmel, który znajduje się tu w małej, aczkolwiek wystarczającej dla mnie ilości. Jest lekko maślany, taki jak w klasyku, dla mnie za słodki, ale i tak pyszny.  Następnie serce batona, czyli masło orzechowe! Cudowne, lekko słone z prażonymi kawałkami orzechów...orgazm w ustach :D Masło jest takie kremowe, lekkie, tłustawe (przyjemnie!) i te chrupiące orzeszki, ba, nawet połówki orzeszków! Pyyycha.
Na sam koniec zostaje nugat, najgorsza część, bo dla mnie nugat to porażka. Tutaj jednak go nie czuć, masło skutecznie zakłóca jego ulepkowy smak i daje rozkoszować się idealnym połączeniem pysznej czekolady z masłem orzechowym.

Polecam!


Podsumowując:
10/10!!!!! zaryzykuję, że jest lepszy do Reese's.
Czy kupię ponownie? - Tak! Mikołaj już wie co mi kupić ;)

poniedziałek, 23 listopada 2015

Batonik Oki! Wedel truskawkowy z ziarnami zbóż

Tak się zastanawiałam nad pewną rzeczą...czy Wy serio chcecie czasami posty śniadaniowe? Bo sobie tak myślałam, aby przestać już je numerować (bo to nie ma sensu), a czasami po prostu wstawić z przepisem i opisem. Co Wy na to? ;) Co prawda nie będą to posty codzienne, ale raz na jakiś czas...czemu nie? Czekam na Wasza opinię!

Zauważyłam, że dokładnie od początku tego miesiąca, słońce nie wyszło na dłużej niż 3 godziny...czy tylko mnie brakuje promieni słonecznych? :( Ta pogoda jeszcze bardziej wprowadza w depresyjny nastrój, który traw przy mnie ciągle i ciągle...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Był już Oki! mleczny (klik) , to i czas przyszedł na truskawkowego. Wybrałam go w sklepie, bo głupia było wychodzi tylko z jednym rodzajem (taa, zboczenie blogerki). Czy ten wypadł lepiej? Może był mniej słodki? Może czekolada była lepsza? Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie ponownie urocze, głównie skierowane do dzieci, które naciągają rodziców na kasę. Mnie ta krówka po prostu rozbraja i normalnie chciałabym mieć z taką koszulkę :D Jedyną rzeczą, która różni od siebie te dwa opakowania, to kolor i malutki szczegół w postaci truskawki. Słodkie, urocze...a jak ze smakiem?


Smak: Zapach jest bardzo dziwny, taki słodko-kwaśny. Jeżeli ktoś miał do czynienia z liofilizowanymi truskawkami, ten wie o jaki kwasek mi chodzi ;) Nie jest to zapach przyjemny, ale chyba już lepszy niż w wersji mlecznej, bo przynajmniej nie jest to bomba cukrowa, która odbiera wszelki apetyt.
Polewa tak samo jak w poprzednim, marna, słodka i z margarynowym posmakiem. Nadzienie jest takie, jak zapach, czyli kwaśno-słodkie. Niby mleczne, ale zaraz na język wkracza kwasek z truskawek i zaczyna się wojna smaków. Pierwszy gryz to sam cukier, drugi gryz to sam kwas...brakuje tu spójności. Dochodzą tu jeszcze chrupki ryżowe/zbożowe, ale one prócz chrupkości za wiele nie wnoszą ;) Nie powiem, że było paskudne, bo zjeść się dało, ale na pewno nie jest to rzecz, którą kupiłabym ponownie. Co prawda jest lepszy niż mleczny, ale tylko w maluteńkim stopniu.


Podsumowując:
5,5/10
Cena - 0,99 gr Tesco
Czy kupię ponownie? - Nie

niedziela, 22 listopada 2015

Granola z czekoladą i grzańcem? Biorę!

Dziękuję za wyrozumiałość i wsparcie, jesteście wielcy! Jeżeli nie chcecie czytać moich stęków i jęków, to omińcie wstępy i przejdźcie do recenzji, bo ja czytałam komentarze typu : ''Ale my chcemy czytać recenzje, a nie narzekania'', to mi się słabo robiło :') Nie chcesz czytać mojej prywaty? Opuść wstęp - proste.

Troszkę to smutne, że nie wypocznę w ten weekend. Przynajmniej pospałam sobie długo (nie ma to jak sen 10 godzin!), ale pozostały czas musiałam poświęcić na lekcje...Nie ma przecież nic fajniejszego w wolnej sobocie, jak pisanie przemówienia o powstaniu świata, a w niedzielę nauka wiersza na pamięć! No i jeszcze niemiecki z matematyką na dokładkę! Dobrze, że w piątek zrobiłam matmę, angielski, część polskiego i inne zadania. Teraz mi została tylko nauka. Ja mam pomyśleć, że na forum klasy będę recytować to aż mnie mdli :(

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak Was, ale mnie na pewno odstresowuje  urzędowanie w kuchni. Kocham gotować, piec, lepić, smażyć...wszystko! :D Dziś padło znów na granolę, bo pochłaniam ją ilościami strasznymi. Sama nie wiem gdzie ja to przejadam, bo do całego zestawu dochodzi jeszcze 1 kilogram płatków CiniMinis i ChocaPic (nowe uzależnienie <3) na miesiąc :D Jestem przetwórnią...

Granolą z grzańcem? Nie zupełnie, bo z czekoladą o smaku grzańca śliwkowego! Fajna kompozycja, którą idealnie uzupełniają bakalie od SKWORCU.


Składniki:
♥2 szklanki płatków owsianych górskich
♥3 czubate łyżki masła orzechowego crunchy
♥0,5 tabliczki czekolady Studentskiej o smaku grzańca (można dać inną)
♥3 łyżki pestek słonecznika

Do wielkiej miski wsypujemy płatki owsiane, orzechy nerkowca i słonecznik. W rondelku roztapiamy masło orzechowe, a gdy będzie już płynne, zalewamy nim płatki - dokładnie mieszamy. Wszystko wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika na ok. 20 min w 150 stopniach (termoobieg). Pamiętajmy od czasu do czasu przemieszać płatki, bo dzięki temu zabiegowi nie przypalą się, a równomiernie upieką.

Gdy granola będzie już gotowa, pozostawiamy ją do wystygnięcia,
Kiwi i czekoladę kroimy, dodajemy do pozostałych dodatków. Gdy granola będzie już zimna w 100%, wsypujemy do niej nasze dodatki - gotowe!

Dodam, że nasiona chia fajnie zagęszczają granolę, kiedy doda się ją do serka/mleka ;) 

Smacznego!




sobota, 21 listopada 2015

Bezglutenowe rureczki Alaska z mlecznym kremem

Zacznę dziś post wyjaśnieniem, dla Anonimów, którzy ciągle ''dokładają mi do pieca'' odnośnie szkoły. Nie każdy takie komentarz tu publikuję, bo one są żałosne i przykre, niestety. Coraz częściej dostaję takie, które mówią, że mam sobie odpuścić, że i tak się nie dostanę, że tylko gadam i narzekam, a nic nie robię. Tak własnie nie jest...
Zacznę od tego, że nie poszłam w piątek do szkoły, stchórzyłam przed fizyką. Jak dobrze wiecie, jestem na kierunku WOS-geo-ang, czyli 2 przedmioty, których NIE ZNOSZĘ. Pragnę być na bio-chem, ale okazuje się, że w moim liceum ta klasa jest wyjątkowo uzdolniona, nawet bardziej niż mat-fiz! Ja wybitnie uzdolniona NIE JESTEM i dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Cieszę się jak dostanę 5,4 i 3, a o 6 mogę sobie pomarzyć. Więc marny mój los, a do szkoły chcę chodzić z przyjemnością, a nie stresem. Własnie stres, on mnie ostatnio wykańcza zupełnie. Cierpię na refluksy, które nasilają się gdy człowiek się stresuje. Gdy złapie mnie atak, to ból porównywalny jest do wycinania wątroby żywcem+zawroty głowy+duszności i czasami wymioty :') Fajne to nie jest, szczególnie w szkole. Martwię się, że w końcu przeobrażą się one we wrzody żołądka, a one w połączeniu z nadmiernym stresem = pęknięcie wrzodów, co świadczy o jednym - człowiek do piachu. U mnie wrzody są rodzinne, co jeszcze bardziej mnie niepokoi. Takie narzekanie na nauczycieli, na szkołę, na oceny daje mi po prostu ulgę i możliwość wygadania się. Piszę ciągle o niej, bo to 90% mojego życia! Ulgę daje mi też to, że codziennie w nocy, gdy tata jest już w pracy, a mama i siostra śpią, idę sobie do łazienki, siadam na dywanie i płaczę, płaczę z bezsilności. Czuję się jak wrak, a nie jak człowiek. Nie daję sobie rady, bo wiem, że będę mieć rozszerzone przedmioty, które będą dla mnie karą. Więc drodzy Anonimowi goście, jeśli nie interesuje Was recenzja to nie wchodźcie i tyle. Bo ma wrażenie, że niektórzy zaglądają tu tylko, aby skomentować moją sytuację szkolną i życiową.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bezglutenowe łakocie? To dla mnie nowość! Właściwie o ich istnieniu dowiedziałam się od kochanych Pand ;)
Gdy jakieś miesiąc temu byłam w Auchan, zaopatrzyłam się w takie kukurydziane paluszki/rureczki wypełnione kremem. Pandy też je recenzowały, mnie opinia zaciekawiła i gdy tylko rzuciły mi się w oczy, to je kupiłam :)
Jakie były moje odczucia? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie jest kiczowate i szczerze? Ta zmutowana kukurydza mnie przeraża. Niby taka wesoła, zabawna i szczęśliwa, ale z drugiej strony...no dziwny pomysł :P
Rurki na opakowaniu przypominają mi trochę te z pobliskiej cukierni wypakowane kremem śmietankowym. Pamiętam, że były 3 rodzaje, z budyniem, kremem śmietankowym i okropną bitą śmietaną...wzięło mnie na wspomnienia :D

Po rozpakowaniu trochę się zawiodłam, bo wyglądają bardzo marnie...


Smak: Pachną jak typowe chrupki kukurydziane, które lubię, więc to na plus. Przez ''kukurydziany'' zapach przedostaje się też nuta cukrowej śmietanki. Jest to bardziej zapach ''cukrowej'' niż ''śmietanki'' ;)

Rureczki są bardzo chrupkie, nawet bardziej niż zwykłe kukurydziane chrupacze. Kremu w środku jest jak kot napłakał, ale jest wystarczająco słodki, aby go poczuć i żeby człowieka zemdliło.
Słabizna, niestety, ale jak już się jest na tej diecie bezglutenowej to można spróbować. Ja jednak pozostanę przy zwykłych chrupkach kukurydzianych, albo po prostu rzeczach z glutenem :D


Podsumowując:
4/10
Cena - ok. 2 zł Auchan
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 20 listopada 2015

Batonik Oki! Wedel mleczny z ziarnami zbóż

Od wczoraj tydzień amerykański, polazłam specjalnie po masełko, płatki i jogurty, a tam...puste lodówki! Co prawda kupiłam i masło i płatki, ale nie było ani jednego jogurtu :'( Nie wiem jakim niektórzy z Was trafili na nie nawet przed tygodniem...i mnie PUSTO! Jadł ktoś? Wielka strata czy nie ma co?

Dziś mam kartkówkę z fizyki, aja po prostu nic nie ogarniam. Wystawienie ocen za miesiąc, a jedyne oceny, które mam to dwie jedynki...Natalia, weź się w garść! Jeszcze cała noc, chyba zdążę się nauczyć? :/

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wedel ostatnio szaleje i na rynek wprowadza nowości. Co prawda, prezentowany dziś produkt już taka nowością nie jest, ale pojawił się stosunkowo niedawno (jakoś tak przed wakacjami).
Skusił mnie rozmiar i urocza krówka z opakowania. No bo kurczę...nie jest urocza?! :D


Skład:


Wygląd i smak: O opakowaniu już nieco wspomniałam, urocze, słodkie i przyciągające. Ta malutka i okrąglutka krówka ma za zadanie przyciągać dzieciaki w sklepach, które wyciągną na nie kasę od rodziców - sprytne.
Ogóle fajnie to wygląda, nie powiem. Wedel ma dobrego grafika.

Batonik w środku wygląda jak wielka kostka ptasiego mleczka. Niestety tutaj zdjęcia nie będzie, bo nie wiedzieć czemu, mój baton stracił polewę, która kompletnie się rozpuściła :( Czemu? Nie wiem, serio, dopiero co kupiony. Wracając...dobrze to o tej czekoladzie nie świadczy. Po przełamaniu mamy mleczny krem i drobinki oraz kawałki zbóż. Czyżby podróbka (marna) Kinder Country?

Czekolada, którą oblany jest batonik, to nic innego jak mleczny i obleśny Wedel. Nie wiem co ta czekolada w sobie ma, ale smakuje mi tanio, sztucznie i tak jakoś...margarynowo? W każdym bądź razie, mimo, że jest jej maluteńko, to czuć ją i to wyraźnie. Masa mleczna w środku to istna bomba cukrów zmieszanych z mlekiem w proszku. Całość jest piekielnie słodka i śmiem stwierdzić, że nawet słodsza niż Kinder Country (a ono jest dla mnie mega słodkie). Ziaren zbóż jest na prawdę sporo, byłam nieźle zaskoczona. Wszystkie ładnie chrupią i przełamują ten słodki ulepek nutkami karmelu. Niby to fajne, niby nie...taki trochę niewypał ;) Już w kolejce czeka sobie wersja truskawkowa i mam nadzieję, że będzie lepsza!



Podsumowując:
5/10
Cena - 0,99 gr Tesco
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 19 listopada 2015

Cadbury Dairy Milk Caramel

Dziś nie mam za bardzo czasu na wstęp, ale powiem Wam, że mam dość tego wszystkiego. Dziś na lekcji kultury koleżanka dobiła mnie psychicznie i spowodowała, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Ja ikoną kiczu pod względem ubioru? O, dziękuję :')
Ja chcę weekend...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Już bardzo, baaaardzo dawno temu, dostałam od kochanej Patrycji :* paczkę z batonami prosto z UK. Batoniki wylądowały w szafie, a ja na śmierć o nich zapomniałam. Biedne i samotne czekały i czekały sobie kiedy w końcu je zjem i ...nagle nadszedł ten czas, czas doładowania cukrowego!
Jak mi zasmakował? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie jest bardzo ładne i sprawia wrażenie, że słodycz jest z ''wyższej półki''. Żółto-fioletowe opakowanie, śliski, dający efekt błyszczenia papierek...no, no, zapowiada się ciekawie ;)
Milka u nas w Polsce ma swój odpowiednik, ale już po otworzeniu, przekonałam się, że jest kompletnie inny, pod względem wizualnym oczywiście.
Tutaj mamy kosteczki zaokrąglone, a tam klasycznie kwadratowe. Szczerze? Takie podobają mi się dużo bardziej :D


Smak: Zapach jest bardzo, ale to bardzo mleczny i śmietankowo-karmelowy. Mimo ogromnej słodyczy już w pierwszym ''niuchu'' i tak człowiek ma ochotę się wgryźć, bo jest to bardzo przyjemna woń. Do czego mogę ją porównać? Hm...masa kajmakowa! Tak, to jest to ;) Masa krówkowa zamknięta w czekoladzie.

Czekolada, jak to na Cadbury przystało, kakao chyba na oczy nie wdziała, a jedynie przy nim leżała w fabryce. To czysta cukrowa i mleczna bomba, ale przyjemna (choć dla mnie znośna max na 2-3 kostki). Karmel w środku (na szczęście!) nie był płynny jak w Milce, a taki pół na pół. Niby zbity niby kremowy i niby płynny...kurcze, no taki kajmak zamknięty w czekoladzie.
Nie było to złe, ale strasznie słodkie i okropnie mdlące. Ja po 2 kostkach wymiękłam, a batona zostawiłam dla siostry. Ogólnie fajna rzecz, ale nie kupiłabym już jej ponownie.
Jednak jeśli jesteście miłośnikami słodyczy ekstremalnie słodkich, to polecam :)


Podsumowując:
6/10
Cena - prezent
Czy kupie ponownie? - Nie

środa, 18 listopada 2015

Nature's bakery Fig Bar malina

Matko ile pracy! Ja już mam dość :/ Jeszcze mi dopierdzieli recytowanie na ocenkę, bo przecież musimy mieć dwadzieścia ocen z j. polskiego, a nie po 5-7 jak z innych przedmiotów...uch :/
Nic nie spałam, tylko 4 godziny, znowu, ale po prostu nie mogę. Ja się położę to w głowie mam tysiąc myśli o tym, co muszę jeszcze zrobić i czego się muszę jeszcze nauczyć.

Jak wrażenia po chemii? No wymagająca, wymagająca, jeszcze bardziej niż tamta. Lekcję zaczęła od pytania na plusy (jeej, dostałam :D). Fajnie opowiada, widać, że z pasją. Zobaczymy jak to wyjdzie ;) A jutro u starej chemiczki będę rozmawiać o sprawdzianie, bo mi go oddaje...
I sprawdzian z niemieckiego i z kultury. Na jeden chyba nie pójdę (kulturka pierwsza lekcja, ''zaśpię'' sobie :P), a za niemiecki proszę o bardzo mocno zaciśnięte kciuki, bo cała odmiana przez przypadki! :(
9 godzin w szkole...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Niedawno na blogu publikowałam zdjęcia paczki, która przyleciała do mnie z USA. Była to paczka zawierająca zestaw wszystkich smaków wegańskich batonów Fig Bar od Nature's bakery :)
Swoje testowanie postanowiłam zacząć od wersji malinowej gdyż ona dostępna jest już na polskim rynku. Ciekawi? Zapraszam ;) Od razu informuję, że zdjęcia batona są tego polskiego, bo akurat miałam jednego w domu!


Skład:


Wygląd: Strasznie podoba mi się opakowanie tego batona, takie czyste, proste, ale i interesujące i ciekawe :) Każdy smak ma przydzielony kolor, co jest kolejnym plusem. Na opakowaniu znajdziemy bardzo dużo informacji o zdrowotnych funkcjach tego batona. Cóż, skład nie jest jakiś powalający, ale zły też i na prawdę warto po niego sięgnąć.

W środku znajdują się 2 oddzielne batoniki-ciasteczka, które wypełnione są w środku malinowo-figowym dżemem. Widać po nich, że są z mąki pełnoziarnistej i ogólnie wyglądają na ''zdrowe'' :)


Smak: Zapach jest wyraźnie malinowy, bardzo intensywnie owocowy i wyjątkowo przyjemny. Ciasteczka są miękkie, można zmiażdżyć je w dłoniach, ale w torebce/plecaku/kieszeni tak się nie dzieje. Baton w smaku jest bardzo specyficzny, wyraźnie czuć inny rodzaj mąki, ale ja ową mąkę uwielbiam więc mnie smak zachwycił. Nadzienie to miks malin z figami i niestety fig czuć tu więcej. Batonik zdecydowanie mógłby być bardziej malinowy no, ale cóż...i tak jest przepyszny!
Podczas jedzenia fajnie chrupią figowe i malinowe pesteczki, nie wchodzą w zęby (co niestety jest przy malinowych produktach...). Ciastko jedzone razem (ciasto+nadzienie) jest mało słodkie, więc osoby z niską tolerancją na cukier będą zadowolone.  Ponad to ciastko jest syte i to bardzo. Potrafi nieźle nasycić i dodać energii! Polecam :)


Podsumowując:
9/10
Cena - 2,99 Rossmann, Auchan, Żabka, Freshmarket
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 17 listopada 2015

Płatki Nestle Chocapic

Co za pogoda, ludzie! Nic się nie chce :/
Jak to jest zaczynać dzień z odwołanymi 3 pierwszymi lekcjami? Nie wiem, ale dziś się przekonam! :D Może w końcu prześpię więcej niż 4 godziny...

A dziś lekcje chemii z nową panią, podobno jeszcze gorszą. Szkoda, że nie mam szczęścia do nauczycieli ów przedmiotu. Choć nie mogę jej oceniać po zwykłych plotkach...a nóż okaże się być fajna? Zobaczymy!

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pamiętacie jak śmiało, twardo i pewnie trzymałam się w fakcie, że nie cierpię chocapic? Że są fuj, nie dobre, najgorsze płatki? Że nigdy ich nie lubiłam i, że nie polubię? No cóż, co te promocje robią z ludźmi. Kupiłam, paczka czekała i czekała, aż w końcu ją otworzyłam, bo ile można?! I przeżyłam szok...a jaki? O tym w recenzji!


Skład:


Wygląd: Opakowanie mało przyjemne, w ciemnych barwach, które nie przyciągają uwagi. Chocapic zawsze giną w szeregu innych płatków na półce, a przynajmniej u mnie tak bywało. Omijałam te płatki szerokim łukiem, bo bardzo źle zapamiętałam je z przedszkola. Pamiętam dokładnie te poniedziałkowe poranki z talerzem ów płatków (ofc. podrób, ale muszelki były!) i mlekiem, w którym pływał grubaśny kożuch...a fe!
Ponad to zawsze irytowała mnie reklama tych płatków. Ten dzieciak był w niej denerwujący, a piesek nie tak zabawny jak wilk z cookie crisp :P

Nad płatkami rozwodzić się nie będę, bardzo intensywne, bardzo ciemne i w kształcie muszelek.


Smak: Zapach tych płatków to obłęd. Gdy otworzyłam opakowanie, poczułam silną woń kakao! Normalnie jak tabliczka czekolady ;) Tak wspaniały zapach, że moja szczęka opadła na samą ziemię. No bo jak?! Jak takie paskudne płatki mogą tak cudownie pachnieć?!

Myślałam, że są większe, serio, ale jakoś tak zawiodłam się ich rozmiarem :P Bardzo drobne muszelki, ale przynajmniej całe i nie połamane. 

A smak? Poezja, kakaowa, intensywna, przyjemność. Płatki są mega intensywne, tak, jakby zjeść czekoladowego cukierka :D Pyszne są i na prawdę byłam w szoku! Niby to samo co Nesquick, ale w innej formie, lecz guzik prawda! Tamte są bardziej pudrowe, lekko kakaowe, a te intensywnie czekoladowe...mniam!

Jedynym minusem jest to, że szybko miękną w mleku :( W serku/twarożku już wolniej, ale nadal pozostają krótko chrupkie. Niemniej jednak kupię je ponownie i to nie raz!
Polecam :)

Podsumowując:
9/10
Cena - 6,99 zł (promocja)
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Nuggetsy z tofu i z serem Vegetalia

Widzę, że moja pani od chemii bardzo nie lubi uczniów, którzy chcą pokazać, że wiedzą więcej, niż pisze podręcznik :') Poprawiałam chemię, na 4, serio?! Wypisałam jej o barwnikach, o substancjach słodzących, tłuszczach, wypisałam przykłady (mimo, że nie prosiła), podałam wpływy na organizm (choć też nie prosiła), wszystko zrobiłam dobrze, napisałam się jak głupia, a ona wstawiła mi 4.
Serio? Serio?! Następnym razem nie będę się tak produkować i napiszę czysto ''podręcznikowo'', jak ona ma to w zwyczaju mówić.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kto nie lubi nuggetsów? To taki fastfood'owy klasyk, który jest dostępny w zestawie z frytkami chyba w każdej ''szybkiej'' restauracji/knajpce ;) Jednak wegetarianie/weganie też mogą sobie na nie pozwolić i przy okazji ocalić życie niejednej kurki!
Vegetalia ma w swojej ofercie nuggetsy z tofu i sera, wersja wegetariańska. Czy pyszna? Przekonajcie się! :)


Skład/Wygląd/Smak:
Niestety uraczę Was dziś tylko 2 zdjęciami, ale nuggetsy były bardzo mocno oblane oliwą i po prostu nie dało trzymać ich w rękach :( Jednak mam nadzieję, że tu widać je wystarczająco ;)
Skład jak widać, nie jest zły i na pewno lepszy niż wegańskie nuggetsy z Kauflanda.
Wygląd? Niczym oryginał! Niczym nie różnią się niż te z kurczaka. Obtoczone są bułką tartą, zalane olejem i gotowe do smażenia. Czego chcieć więcej w ciężkie dni? :) A jak w smaku? Pyszne! I konsystencja i smak przypomina trochę paluszki rybne (czyli więcej czujesz panierki niż wypełnienia). Po podsmażeniu świetnie chrupią, a w towarzystwie jakiegoś sosu pomidorowego są perfekcyjne (szczególnie takiego ostrego!). Dodam, że są tak nasączone olejem, że trzeba usmażyć je na suchej patelni :P Ja dodatkowo musiałam je odsączać, bo mój żołądek nie poradziłby sobie z trawieniem :P Sera niestety w środku nie uświadczyłam, a miałam cichą nadzieję, że będzie się ciągnąć, a tu lipa :/ Jest tylko bardzo, ale to bardzo lekki posmak sera.

Ogólnie fajna sprawa, którą warto spróbować :)



Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Być może