środa, 30 grudnia 2015

Sernik kajmakowy z solonymi orzechami w kajmaku na wiśniowo-czekoladowym spodzie

Zaciesz ogromny i mnóstwo radości - jadę odprężyć się na cały dzień! Kino, zakupy, gadanina...mam nadzieję, że spędzę miłe chwile ;) Mój kuzyn jest dla mnie nawet lepszy niż najlepsza przyjaciółka! Na prawdę jak na chłopaka zachowuje się bardzo dojrzale, jest wyrozumiały i kulturalny...szkoda, że takich mało po świecie chodzi :)
W każdym razie mam nadzieję, że coś dorwę na przecenach. Marzy mi się jakiś ciepły sweter lub bluza oraz legginsy w jakieś oryginalne wzory. Spódniczką też bym nie pogardziła, bo zaczynam przekonywać się do mich nóg w rajstopach (co nie oznacza, że nadal wyglądają jak 2 serdelki).
Alma, Auchan, to też oczywiście będzie! To będzie chyba długi dzień :D

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na święta w moim domu była masa ciast, a nawet i jeden tort z okazji urodzin mojej siostry :)
Oczywiście górowały ciasta mojej babci, ale i ja postanowiłam upiec coś oryginalnego. Postawiłam na sernik, bo to moje ukochane ciasto. Babcia też piekła, ale klasyczny, a ja zaszalałam! Przedstawiam Wam moje ultra słodkie, ulstra kremowe i ultra karmelowe cudo - sernik kajmakowy z orzeszkami ziemnymi w karmelu na spodzie wiśniowo-czekoladowym! :)


Składniki:
♥1 kg twarogu sernikowego (ja użyłam Piątnicy)
♥200 gram herbatników kakaowych
♥80 g masła
♥2 łyżki budyniu waniliowego bez cukru
♥puszka masy kajmakowej
♥1/3 szklanki cukru
♥2 łyżki mleka
♥4 jajka
♥puszka solonych orzeszków

Herbatniki dokładnie kruszymy na proszek. Wiśnie siekamy na drobne kawałeczki i dodajemy je do herbatnikowej mąki. Masło roztapiamy w rondelku i dolewamy do naszego proszku z herbatników. Całość dokładnie mieszamy, ugniatamy i wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Aby spód dobrze się skleił, w naszej blaszce dokładnie dociskamy go do dna.

Twaróg przekładamy do dużej miski, dodajemy ok. 300 g kajmaku i miksujemy mikserem. 
Po dokładnym połączeniu mas dodajemy cukier, budyń i znów miksujemy. Na sam koniec dodajemy stopniowo jajka. Pamiętajmy o niskich obrotach! Sernik bardzo szybko się napowietrza i może oklapnąć.

Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni. Naszą masę serowa przekładamy na nasz spód i wyrównujemy.
Sernik pieczemy przez ok. godzinkę, ciągle podglądając czy się nie przypala (przez okienko w piekarniku, bo jak będziemy go ciągle otwierać, to różnica temperatur spowoduje, że oklapnie i popęka). Gdy sernik się upiecze pozostawiamy go do częściowego wystygnięcia w piekarniku, a gdy zrobi się letni, wyjmujemy go na zewnątrz.

Orzeszki ziemne umieszczamy w garnuszku i zalewamy je 210 g kajmaku. Całość dokładnie mieszamy aż kajmak rozpuści się i oblepi każdego orzeszka. Naszą kajmakową polewą zdobimy nasz sernik - gotowe!
Nic tylko zajadać, smacznego ;)




wtorek, 29 grudnia 2015

Ciastka Milka Pieguski Raisins

No cóż, czas wracać do książek po świątecznym luzie, bo źle widzę mój nowy semestr w szkole. Muszę się ogarnąć, odrobić lekcje, bo potem znów nie będzie czasu. Wybywam sobie w środę z kuzynem do kina, potem do manufaktury i może wypad do jakiejś knajpki? Zobaczy się! W każdym razie cieszę się bardzo, bo uwielbiam spędzać czas z moim kuzynem ;) Chłopak skarb ♥

Uch, czy tylko ja mam dość wyjadania świątecznego żarcia? :D

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj o Oreo, a dziś o Pieguskach od Milki. Kiedyś uwielbiałam te ciasteczka, ale już wieki ich nie jadłam. Traf chciał tak, że mój tato kupił je już jakiś czas temu na promocji i tak sobie czekały...czekały, aż potrzebne będą moim rodzicom do porannej kawy. Oczywiście jeśli częstują to wypada wziąć. Tak też zrobiłam, a z moimi wrażeniami podzielę się z Wami - zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Dla wielu Pieguski to smak dzieciństwa, tak też jest u mnie, ale opakowanie zapamiętałam zupełnie inaczej. Teraz jest calusieńkie fioletowe (jak to na Milkę przystało), ozdobione rodzynkami i apetycznie wyglądającymi ciastkami. Właśnie...rodzynki. Co one tu robią? Cóż, ja ich nie wybrałam tylko mój tato, a on za rodzynkami przepada. 

W środku ciastka wyglądają bardzo ładnie i smakowicie. Spora ilość kawałków czekolady i dużo rodzynek, które niestety już na pierwszy rzut oka są skreślone. A czemu? Bo są wysuszone na wióry! Bleeee...



Smak: Ciasteczek pachną bardzo przyjemnym, maślanym aromatem. Czuć też tu typową słodycz dla mlecznej Milki, której całe szczęście nie ma aż tak dużo jak w czystej tabliczce ;) Rodzynki zapachu nie mają, bo jak już wspomniałam, są wyschnięte na amen...
Ciastka są tak kruche, aż momentalnie rozpadają się w rękach, a po ugryzieniu/przełamaniu, cały pokój i cała osoba jedząca jest w okruszkach - masakra, jak ja tego nie lubię! Ciastko jest ogólnie bardzo dobre, jednak ta kruchość powoduje, że punkty lecą...
Czekolada fajnie komponuje się z ciastkiem, nie jest nadmiernie przesłodzona, a spore jej kawałki błogo rozpuszczają się w ustach, smacznie, smacznie. Rodzynki to jednak totalna katastrofa, która zmusza mnie do ich wydłubywania i zaniżanie oceny aż do 5/10. Jest ich na prawdę sporo, a ich konsystencja przypomina zdechłego ogórka, który wysechł na słońcu...ble. Na pewno na ten smak się już nie skuszę, ale chętnie zaopatrzę się w wersję orzechową. 


Podsumowując:
5/10
Cena - ok. 6 zł (bez promocji)
Czy kupię ponownie? - Ten smak nie

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Oreo Peanut Butter

Wyjadania ciast ciąg dalszy, a ja już powoli nie mogę patrzeć na nic słodkiego :D No co...wyrzucić? Nigdy! Całe szczęście, że nie muszę wyjadać innych rzeczy, bo zostały u nas same mięsne potrawy. Niech sobie jedzą skoro tyle narobili...ja tylko ciasta upiekłam więc tylko to wcinać będę :D
Kuzyn chce mnie wyciągnąć na łyżwy, ale ja mam stracha ogromnego! Nigdy nie jeździłam na łyżwach, a jedyna z prób nauki jazdy z rolkach zakończyła się połową zdartej twarzy i wybitym palcem więc boję się co będzie na lodowisku...eh, te dylematy :/
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przychodzę dziś do Was z ostatnim już produktem, który otrzymałam od firmy Scrummy.pl :)
O poprzednik możecie przeczytać tu i tu.
Oreo z masłem orzechowym to było moje marzenie od ZAWSZE. Ten, kto mnie zna, wie, że kocham ów pastę orzechową i po prostu nie wyobrażam sobie bez niej życia. Herbatniki z Oreo kocham również i to zawsze je zadam, a krem wyrzucam. Tu jednak nie mamy paskudnego, lukrowego kremu, a masło orzechowego! Czy te ciasteczka mnie oczarowały? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Jak Oreo wyglądają chyba pisać nie trzeba, bo to chyba najsłynniejsze ciastka na świecie. Występują w telewizji, książkach, gazetach, są dodatkiem do ciast, deserów...są WSZĘDZIE :D
To jednak nieco różni się od oryginału nawet po opakowaniu. Nie jest to wersja amerykańska, a brytyjska, z tego co widać - limitowana. Opakowanie to nie jest tak praktyczne jak wersja kartonikowa, bo w środku ciasta są luzem, a szkoda bo trzeba zjadać je szybko, aby nie wywietrzały.

Krem pomiędzy herbatnikiem to masło orzechowe z dodatkami, czyli taki krem o smaku masła orzechowego. Kolor się zgadza, zapach też...kurde, ślinka cieknie! Próbujmy :)


Smak: Zapach jest boski, mocno orzechowy i lekko kakaowy. Aromat orzechów ładnie maskuje zapach herbatnika i odniosłam wrażenie, jakbym miała zaraz wpakować sobie do buzi wielgaśną łychę masła orzechowego. Ciastko z Oreo jest dla mnie pyszne i to głównie dla nich kupuję te ciasteczka. Mocno chrupkie, nie kruszy się, a jego smak to kwintesencja kakao...kocham!
A krem? Zacznę od tego, że jest go ZDECYDOWANIE mniej niż w wersji amerykańskiej. Z resztą sami sobie porównajcie brytyjskie, a amerykańskie (klik). Tam tego kremu jest na prawdę gruba warstwa, a tu troszkę poskąpiono. No trudno...
Smak to obłęd, ale jak dla mnie za mało słony. Masło potraktowane zostało zbyt dużą ilością cukru, co po prostu zabija jego ''porażony'' aromat i słony smak. Jednak w połączeniu z intensywnie kakaowym herbatnikiem smak się równoważy się i całość jest po prosu boska! To zdecydowanie najlepsze ciastka z kremem jakie jadłam ;) 


Podsumowując:
10 z -/10
Czy kupię ponownie? - Tak!

niedziela, 27 grudnia 2015

Baton proteinowy waniliowy Maxsport biozona.pl

Święta, święta i po świętach, jak to mawiają ;) Trzy dni balowania, trzy dni obżarstwa i trzy dni prezentów! :D Szkoda, że święta są tylko raz w roku...
Dawno tak nie wyluzowałam! Uwielbiam spędzać czas z rodziną i na prawdę żałuję, że w dobie codziennych obowiązków tak mało mam dla nich czasu.

Jesteście zadowoleni? Wybawieni? Najedzeni? Bo ja tak i to strasznie! Brzuch umiera, lodówka pęka w szwach...teraz się zacznie ''jedz, bo się popsuje'' :D Jutro muszę z tatą wywieź część jedzenia do babci, bo tyle narobił, że nie ma komu jeść :D Ach te świąteczne uroki.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Skoro były święta i czas luzu w diecie, masa pustych kalorii i innych ''niedozwolonych'' produktów, to trzeba wziąć się za siebie! Wiele się teraz słyszy ile to osób od następnego roku będzie chodzić na siłownię! I dobrze, bardzo dobrze, bo ruch to zdrowie ;) Dziś proponuję Wam batona proteinowego, który po wysiłku na siłowni może nieźle nasycić. Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie nie jest jakieś szczególne, troszkę nudne jak na mój gust. Mogliby tu dodać jakąś laskę wanilii czy kwiat wanilii, a postawili na nudną i oklepaną biel. Na opakowaniu podane są informacje dodatkowe, które informują nas o tym, że baton jest bezglutenowy i nie posiada tłuszczy trans - dobrze ulokowane, nie trzeba szukać po całej folii.

W środku baton przeraził mnie swoim rozmiarem, bo przyznać mu trzeba, że jest na prawdę duży ;) Nie wiem nawet, czy nie większy niż QB.
Ładnie oblany polewą o kuszącym kolorze, fajnie miękki, plastyczny, nic tylko próbować!


Smak: Zapach jest bardzo przyjemny, mocno waniliowo-jogurtowy i mocno słodki. W ogóle nie przypomina w zapachu białka, które moim zdaniem pachnie obrzydliwie. Jest sporych rozmiarów co już pisałam, więc nieźle syci i to na długo ;) Polewy jest w sam raz, ładnie i dokładnie oblewa batona.
Smakuje mocno jogurtowo, trochę podchodzi nawet pod smak białej czekolady. Jednak nie jest to jakiś górnolotny wyrób, ot co, dobra jogurtowa polewa. Środek jest bardzo plastyczny, coś jak modelina. Smakuje mocno waniliowo, jak aromatyzowane ciasteczka waniliowe :) Fajny smaczek, który idealnie pasuje do jogurtowej polewy. Jedyne co mi strasznie przeszkadzało to lekki posmak białka i takiego jakby proszku (?). Nie wiem za bardzo jak to określić ale jeśli ktoś jadł batony proteinowe, to wie o co mi chodzi ;)
Ogóle bardzo fajna, zapychająca(!) i słodka przekąska, która na pewno jest zdrowsza niż tradycyjny baton czekoladowy. Tamtym za bardzo najeść się nie da, a ten przynajmniej skutecznie zaklei ;)
Warto spróbować!


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

KOCHANI!

Na zbliżające się Święta 
pragnę złożyć Wam życzenia 
przeżywania Bożego 
Narodzenia w zdrowiu, radości 
i ciepłej rodzinnej atmosferze. 
Kolejny zaś rok niech będzie
czasem pokoju oraz realizacji 
osobistych zamierzeń!
Chcę Wam też życzyć cudownych
prezentów, pysznych dań Wigilijnych,
śmiechu, kolęd i cierpliwości!
Cierpliwości do samych siebie, rodziny, pracy,
obowiązków i do mnie! Do moich narzekań, wiecznego 
złego humoru...wybaczcie! Mam nadzieję, że w 
następnym, 2016 roku będzie inaczej, lepiej dla Was i
dla mnie :) Jeszcze raz kochani...

WESOŁYCH ŚWIĄT!


środa, 23 grudnia 2015

Jadalne prezenty - granola chocolate banana bread!

Jestem tchórzem, obrzydliwym i okropnym tchórzem. Nie poszłam na tą wigilię klasową, bo po prostu nie mogłam...bałam się spojrzeć innym w oczy, podzielić się opłatkiem i złożyć życzenia. Bałam się tego, że mnie wyśmieją, że będę uznana za tą ''dziwną'', Tak, teraz będę, bo już sobie wyobrażam, co o mnie mówili gdy mnie nie było...
Umalowana, wyszykowana stanęłam przed drzwiami i się rozryczałam...kiedy moja samoocena wzrośnie? Kiedy przestanę się tak przejmować zdaniem innych? Bo szczerze? Mam wrażenie, że ostatnio to ono jest dla mnie najważniejsze.

Dobrze, że jutro już domowa Wigilia, gdzie każdy mnie szanuje i kocha...tak bardzo się cieszę :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kto nie lubi prezentów, które da się zjeść :D ? Czekoladki, ciasteczka, bombonierki, batoniki...mniam! Ja jednak chcę Wam pokazać jadalny prezent, który można zrobić samemu! Proste, szybkie, pyszne i ta późniejsza satysfakcja, ach bezcenne :) Dzisiejsza granola, którą Wam prezentuję, to wystrzałowa, zimowa i przepyszna mieszanka o smaku bananowego chlebka! Brzmi bosko? I tak też jest! Zapraszam ;)


Składniki/1 duży słoik/:
♥2 średnie banany, najlepiej bardzo czarne i dojrzałe
♥2 szklanki płatków owsianych górskich
♥4 czubate łyżki pestek słonecznika
♥1 łyżeczka cynamonu
♥pół tabliczki czekolady (dowolnej, ale ja użyłam takiej ślicznej choinkowej)


W miseczce umieszczamy nasze bardzo dojrzałe banany (oczywiście obrane) i dokładnie miażdżymy je widelcem na wodnistą, bananową papkę.

W sporej misce umieszczamy płatki owsiane, słonecznik, orzechy włoskie, kokosa i cynamon. Naszą mieszankę zalewamy bananową papką i dokładnie mieszamy, aby każdy płatek był obklejony. 
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia, a następnie przekładamy na niego naszą granolę. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni (bez termoobiegu). Granolę pieczemy przez 15-20 min, mieszając co jakiś czas, aby równomiernie się upiekła (pod koniec pieczenia warto zniżyć temp. do 150 stopni)
Gdy granola będzie już gotowa, wyjmujemy ją i pozostawiamy do wystygnięcia. Jeśli granola będzie już zimna, można dodać do niej pozostałe bakalie i czekoladę. Przekładamy ją do ładnego pudełka/słoika i można podarować w prezencie lub wszamać samodzielnie (jak ja to zrobiłam) :)
Smacznego!




wtorek, 22 grudnia 2015

Fig Bar o smaku granata Gluten Free Nature's Bakery

Przygotowania do świąt u mnie pełną parą, a dziś już klasowa Wigilia! W sumie nie wiem czego mam się spodziewać, bo niezbyt przepadam za moją klasą. Już porobiły się grupki, ale przynajmniej każdy jest dla siebie miły i potrafi okazać dobro wobec innej osoby (nie to co było w gimnazjum).
Mam nadzieję, że miło spędzę czas z klasą, trzymajcie kciuki! :)

A teraz już planuję, co będę piec! I chyba postawię na sernik, a jaki to już niespodzianka...na pewno będzie przepis na blogu! :)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś znów o Fig Barach, które skradły moje serce w 100% ;) Nadal ubolewam, że w Polsce dostępne są tylko 3 smaki, ale bądźmy cierpliwi! Może dojdzie więcej :) Chciałam Wam teraz przedstawić kolejną wersję gluten free, a na poprzednią zapraszam tutaj - klik. Jesteście ciekawi jak wypadnie smakowo ta? Ukrywać nie będę, że z granatem w słodyczach się jeszcze nie spotkałam! Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie znów mnie ujmuje, bo jak już Wam w poprzednich postach pisałam, kocham grafikę Fig Barów :D Niby takie proste, klasyczne, ale mają w sobie coś ujmującego i przyciągającego uwagę.

W środku czekają na nas dwa małe i jasne kwadraciki z dość jasno-różową pastą owocową.
Mmmm ;)



Smak: Zapach jest bardzo ciekawy i chyba żaden Fig Bar, którego jadłam, tak nie pachniał. Ciekawa słodko-kwaśna nuta, która wywołuje ślinotok...boskie!
Ciastko jest bardzo zbite, w smaku zbożowe i bardzo przyjemne. Fajnie ugina się pod palcami, bo jego struktura jest taka plastyczna i zabawna :D Nadzienia w środku jest zaskakująco dużo. Ma ono śliczną różową barwę i widać w nim drobinki owoców. Smakuje obłędnie, słodko-kwaśno, tak jak na granat przystało. Pycha! Za radą Olgi podgrzałam go chwilę i...przepadłam, bo jeszcze więcej zyskuje na smaku. Coś cudnego, coś pysznego, chyba najlepszy Fig Bar jakiego do tej pory jadłam :)
Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - tego smaku brak w Polsce, ale ogólnie 2,99
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Fit Snack ziarnisty ryż + żurawina Piekarnia Glicyjska

Jestem, jestem! Maluch poznany, a ja wypoczęta ;) Powiem Wam, że bardzo grzeczny maluch, ale z jakim tupecikiem! Tak się młody rządził, że sam chodzić chciał, a przecież nawet siadać i raczkować nie umie :D Oj zabawnie było, zabawnie i to nie tylko ze względu na malucha.  Potrzebowałam takiej odskoczni. Zakupy też się udały, ale niestety w moim łódzkim Tesco nie ma połowy rzeczy z tych wszystkich wegańskich nowości! :( Miały być jogurty, serki, falafele, a co? U mnie oczywiście tylko deserki alpro (które znam), tofu i parówki od polsoja oraz kilka past...tylko te pasty kupiłam :/ Ale i tak cieszę się, że wegańskich produktów coraz więcej.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chrupaki są pyszne, to chyba wiecie po wszystkich moich recenzjach ;) Uwielbiam i jestem totalnie uzależniona! Wiedzieliście może o tym, że Piekarnia Galicyjska ma w swojej ofercie jeszcze inne przekąski? Mowa tu o Fit Snack! Występują w 3 smakach, a o jednym z nich przeczytacie w dzisiejszej notce. Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie jest bardzo ciekawe, przyciągające naszą (szczególnie moją) uwagę swoją piękna grafiką :) Jest takie dokładne, staranne...i ta żurawina! No po prostu tak mi się spodobało, że teraz w sklepach ciągle rzuca mi się w oczyska. 

W środku czeka na nas coś w stylu wafla ryżowego (niestety mój się strasznie popsuł w trakcie przesyłki) wzbogaconego o chrupki kukurydziane, żurawinę, wiórki kokosowe, płatki migdałów i masę krówkową.
Czyż to nie brzmi wspaniale? ;) 


Smak: Zapach to czysty, krówkowo-karmelowo-żurawinowy obłęd! Czuć tu wyraźną nutkę karmelu, przez który przebija się odrobina kwaśności żurawiny. Zapach jest tak kuszący, że bez zastanowienia zatopiłam zębiska w tej przekąsce i...przepadłam :D Pycha! Słodkie, nawet za bardzo słodkie, chrupiące i wypasione coś, co idealnie nadaje się jako dodatek do 2 śniadania. Żurawiny jest bardzo dużo, niweluje ona troszkę słodycz, bo dodaje charakterystycznej kwaśności. Całość jest bardzo chrupiąca, ale i też za razem lepka...taka dziwnie fajna :) Niby jest to wafel ryżowy, ale z drugiej strony to a'la batonik musli. Bardzo fajna i w miarę syta przekąska, która doda cukrowego kopa. Na prawdę warto spróbować! Z serkiem wiejskim wymiata ;)
Polecam!


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 2-3 zł Rossmann, Tesco, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak!

sobota, 19 grudnia 2015

Mieszanka prażonych ziaren soi, nasion słonecznika, pestek dyni w sosie Tamari BIO biozona.pl

W schronisku o mało się nie popłakałam, bo sama nie wiedziałam do, których psiaków mam podchodzić...masa psów, które tylko siedzą i patrzą się na Ciebie błagalnym wzrokiem. Nie macie pojęcia jaki ja tam ból przeszłam...walczyłam sama ze sobą, aby nie rozryczeć się i nie zrobić z siebie pośmiewiska na całą klasę.


Już od razu Was informuję, że jutro posta nie będzie. Wyjeżdżam na cały dzień! Najpierw zakupy, potem czas u babci, bo wujaszek z Anglii przyjechał :D Wraz z nowym członkiem rodziny - małym bobaskiem! :P Ja nie lubię małych dzieci no, ale kuzyna trzeba zobaczyć ;)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pamiętacie jak pisałam o współpracy z firmą biozona.pl?
Dostałam od nich wiele ciekawych produktów do przetestowania, a że już zaczęłam coś wyjadać...to czas na recenzję! Dziś na parkiet wchodzi coś proteinowego, a mianowicie mieszanka ziaren soi, nasion słonecznika i pestek dyni w sosie Tamari. Jesteście ciekawi jak mi to smakowało? ;) Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Saszetka idealna do kobiecej torebki, albo męskiej kieszeni ;) Choć raczej powinnam powiedzieć, że do torby sportowej, gdyż produkty proteinowe przeważnie zarezerwowane są dla osób uprawiających jakieś sporty. Grafika niby prosta, ale ma coś w sobie i przykuwa moją uwagę. Nie wiem czy to zasługa tego wielkiego ''BIO Organic'' czy po prostu dobre zdjęcie zawartości? Hm...

Po otwarciu nie rozczarowałam się, bo wszystko było idealnie rozłożone w ilości, a każde ziarenko soi, idealnie obklejone sosem sojowym. 


Smak: Zapach jest dosyć podobny do tych orzeszków zmieszanych z sosem sojowym. Sos tamari ogóle ma bardzo słony zapach, ale tu nie jest to jakoś szczególnie do wyczucia...po prostu czuć, że ów sos zastosowany jest, ale z umiarem. Osobiście jestem miłośnikiem chrupania, co zapewne wiecie, a orzeszki sojowe UWIELBIAM, pestki dni czy nasiona słonecznika też, więc uznałam, że mieszanka będzie wprost stworzona dla mnie, ale jednak...
Wszystko byłoby cudowne, kolorowe, usłane różami i umieszczone pośród brykających jednorożców, gdyby to nie było za bardzo słone! Jestem wyczulona na sól i na prawdę bardzo jej nie lubię w nadmiarze. Tutaj jednak przeszkadza mi ten słonawy posmak sosu sojowego...
Myślę, że to kwestia upodobań smakowych i tego czy ktoś sos tamari lubi czy nie. Ja jego fanką nie jestem i używam go jedynie do tofu, bo ładnie mi się w nim marynuje. Ogólnie produkt otrzymuje u mnie mocne 9, ale nie jest to 10 przez słony posmak. 
Idealne do sałatek i jako samodzielna przekąska, poleeecam! :)

Doszły mnie słuchy, że podobno są w Tesco, ale głowy nie dam uciąć, że to prawda ;)


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 17 grudnia 2015

Czekolada Milka Raisin & Nut

Dziękuję za wszelkie porady zdrowotne, na razie przeszło i już tak piekielnie nie boli ;) Postanowiła przystopować z mocno przetworzoną żywnością i zobaczę jakie będą tego efekty. Tak wrażliwi brzuch muszę oszczędzać, bo ma mi służyć na długie lata! :)

Dziś biologia <3 Zatem idę do szkoły po długie przerwie (prawie tydzień!:O) do szkoły w podskokach! Mam już dosyć nadrabiania tych zaległości. Trzymajcie kciuki!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czasami dostajemy takie prezenty, które niestety nie są trafione, a oddać nie wypada...grymasić tym bardziej! Człowiek zawiedziony ze sztucznym uśmiechem dziękuje i się później zastanawia...co ja z tym zrobię? Tak było w przypadku tej czekolady - Milki Raisin & Nut.
Rodzynki pod postacią suchego gniota to zło wcielone, a niestety takie okazy stosuje przemysł spożywczy do czekolad, cukierków, musli, płatków, serników, drożdżówek i innych. Ja jestem na nie strasznie wyczulona i po prostu ZAWSZE te gnioty wydłubuję. Rodzynki są u mnie akceptowane tylko jak są mięsiste, duże i soczyste niczym świeże winogrono.
No, ale jednak...po co pisze recenzję? Przeczytajcie, a dowiecie się sami! Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Fioletowa tabliczka, klasyk wszystkim znany z piękną i słodką krówką na czele. Ponad to mamy tu jeszcze apetyczne, ciemne i soczyste winogrona oraz kawałki orzechów. Kostki prezentowane na grafice są nieźle nadziane bakaliami, ale czy tak jest w rzeczywistości?

Po otwarciu widać, że grafika nie kłamie. Pełno jest tu ciemnych punkcików i tych jasnych, od orzeszków, też. 
Nie powiem, wygląda zachęcająco.


Smak: Zapach jest obłędnie słodki, bo to zestawienie rodzynek (które same w sobie są strasznie słodkie) i mlecznej Milki...bomba cukrowa ;) Czekolada ładnie się łamie, ale niestety szybo topi się w ciapkach...taka już wada mlecznej Milki. Orzechy są dobrze podprażone, chrupiące, a co najważniejsze świeże i nie zjełczałe. Rodzynek jest jeszcze więcej, są spore i soczyste (!). Na prawdę mięsiste sztuki w tą czekoladę władowano i aż przyjemne jak się na rodzynkę trafi, a trafia się chyba w każdej kostce! Nigdy chyba nie byłam tak pozytywnie zaskoczona czekoladą, którą sama NIGDY bym sobie nie kupiła. Fajna Milka, na prawdę warto spróbować choć jeden raz :)


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 2-4 zł
Czy kupię ponownie? - Być może

środa, 16 grudnia 2015

Ciastka Hit waniliowe

Musiałam się zwolnić już po pierwszej, bo ból był nie do zniesienia. Wracając po prostu płakałam, bo ból był taki, jak wyrywanie na żywca wątroby! Masakra...wzięłam leki i poszłam spać...minęło.
Myślałam, że nie wytrzymam, bo tak mnie skręcało, że miałam ochotę normalnie wbić sobie nóż w brzuch, aby wyjąć to, co mnie boli - nikomu nie życzę refluksów! :(

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak już wielokrotnie tu wspominałam, mój tata jest ogromnym fanem ciastek Hit. Dzięki jego zamiłowaniu do tych ciastek mam sporo ''materiałów'' do recenzji na bloga ;) Ostatnio postanowił on troszkę poeksperymentować i kupić inne smaki niż kokosowe. W tygodniu padło na markizy waniliowe. Jak one mają się na tle innych? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie to tradycyjna, czerwona tuba, a w niej pionowo ułożone ciastka. Herbatniki są ciemne, mają wytłoczone logo firmy, a między nimi przełożona jest warstwa kremu - białego niczym ten z kokosowych! Co jest grane? Tego nie wiem...
Ogóle mam wrażenie, że tego kremu jest jakby mniej (?), z resztą chyba nie tylko ja tak uważam. Zachęcam do spojrzenia na fanpage firmy, jest tam pełno zdjęć i zażaleń o małą ilość kremu. Kasa, tylko to się liczy, więc cięcia w jakości produktu.


Smak: Gdyby ktoś mi nie powiedział, że są to hity waniliowe, to nigdy bym się po samym zapachu nie zorientowała z czym mam przyjemność obcować. Markizy pachną tak intensywnie kakao, że w ogóle nie czuć aromatu nadzienia. Ciastko jak ciastko, mocno kruche i intensywnie kakaowe, na prawdę niezłe i zjadliwe. I to na tyle pozytywów, bo nadzienie to istny koszmar! To ''coś'' jest jeszcze gorsze niż w kokosowych, a myślałam, że już tamtych nic nie pobije...Słodka, tłusta i oleista masa, która z waniliowym smakiem ma tyle wspólnego, co ja z matematyką (</3). Okropne, paskudne i niejadalne. Normalnie miała ochotę rozdzielić ciasteczka, wydłubać krem i jakoś ratować się samym herbatnikiem. Nie polecam, bo to chyba najgorsze z dostępnych Hitów!


Podsumowując:
2/10
Cena - ok. 4-5 zł
Czy kupię ponownie? - Nieeee

wtorek, 15 grudnia 2015

Płatki Nestle Fitness Yoghurt

Nie ma to jak złapać zapalenie żołądka :') Ból, zgaga i ciągłe wizyty w toalecie? Nie ma nic lepszego! Eh, czasami nie cierpię mojego wrażliwego żołądka.

Dziś dzień miną mi nawet nieźle, ale nadal nie mogłam dorwać u mnie w PiP Snickersów z migdałami i innych amerykańskich słodyczy. Podobno są takie w Łodzi, ale ostatnio kompletnie nie mam czasu na wizyty w tym mieści. Szkoda, bo chciałam spróbować :< W sumie ten mój PiP jest jakiś zacofany, bo ciasteczek Pand od Wedla też nie było! Dobrze, że chociaż można tam (jeszcze) dostać Almijogurty.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kto nie zna płatków Nestle Fitness? Występują w 4 wariantach smakowych - jogurt, owoce tropikalne, mleczna czekolada i gorzka czekolada. Reklamowane są jako płatki dietetyczne, zdrowe i idealne na odchudzanie, ale jak jest naprawdę? A tak to jest, że mają więcej cukru, więcej kalorii i więcej syfu niż płatki dla dzieci, jak np:. CiniMinis. Jednak mają one swoich fanów...w tym mnie!


Skład: Mmmm, samo zdrowie!


Wygląd: Opakowanie jest bardzo ładne i skutecznie mydlące nam oczy. Biel i błękit? To kojarzy się z taką lekkością i oczyszczonym organizmem. Ponad to jest tu sylwetka szczupłej kobiety i zbożowe kłosy...nie ma to jak ta manipulacja ;)

Płatki w środku są w 2 kolorach - zwykłe, zbożowe, oblane cukrowym czymś i jogurtowe, które moim zdaniem są fenomenem, ale o tym niżej.
Jak można się domyślić, zbożowych jest masa, a jogurtowych bardzo mało.



Smak: Zapach to nic innego jak mieszanka cukru, śmietanki i lekkiego zbożowego aromatu.
Całość pięknie wypieczona, chrupiąca i niezbyt szybko moknąca w mleku. Mnie się to bardzo podoba, bo nie zawsze mam ochotę na ''płatkową papkę'' ;) Płatki smakują słodko, baaaardzo słodko, ale pysznie. Podchodzą trochę pod te ulepkowe batony musli, które (niestety) uwielbiam. Płatki w polewie to czysty fenomen. Smakują tak, jakby były oblane białą czekoladą i to nie byle jaką, a wyjątkowo poprawną w smaku. Jako dodatek do serka wiejskiego/jogurtu/twarożku/mleka sojowego (polecam z waniliowym!) są pyszne, ale chyba z niczym nie będą smakować tak dobrze jak na sucho ;)
Pyszne! Dla mnie mogliby zrobić paczkę samych płatków  w polewie :D


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 10 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Jogurt Ehrmann Almighurt Weiße Schokolade-Cocos

No niestety zakupy nie wypaliły, bo cały dzień miałam kompletnie inaczej zorganizowany ;) Szkoda, ale nie ukrywam, że i tak przyjemnie spędziłam weekend! Aż się nie chce wierzyć, że już poniedziałek i do szkoły...eh. Szkoda, że nie zaczynam biologią, bo bym sobie chociaż humor poprawiła, a tak to same najgorsze lekcje. No cóż, ale przetrzymam! Przynajmniej nic zdawać nie muszę ;) Nie macie pojęcia jak dziś było wspaniale bez tej presji i stresu...w końcu!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na blogu jogurty firmy Ehrmann pojawiły się dwa razy i niestety tylko dwa, bo w moich okolicach innej rzeczy niż słoiki 500 g się nie dostanie, a jednak jak na mnie to trochę za dużo...
Wiele osób pytało o moje zdanie na temat wersji biała czekolada-kokos, a ja ciągle kupowałam coś innego! Czemu się tak przed nim opierałam?  Nie wiem! Bo pozytywnie mnie zaskoczył...zapraszam ;)

A tutaj zapraszam na poprzednie recenzje :
Mohn-Marzipan
Russischer Zupfkuchen


Skład:


Wygląd: Co tu dużo pisać? Bardziej przypomina to słoik kremu ze środków pralinek Raffaello niż jogurt ;) Gęsty, kremowy i idealnie biały! 
Słoik to fajna sprawa, ale jak się je to na spółkę z innymi osobami, a nie jak ja sama. Bardzo nie lubię monotonii, a jednak jak już się taki słoik otworzy to jeść trzeba...eh :/
To chyba jedyny minus, bo reszta jak na razie pozytywnie!


Smak: Po odkręceniu wieczka zdziwiłam się, że jogurt jest jeszcze gęstszy niż mi się wydawało po dokładnym obejrzeniu słoika. Przypomina konsystencją gęstą śmietanę 30%, a ja jej baaardzo nie lubię (z resztą jak każdej śmietany - fe!) więc nieźle się wystraszyłam. Jednak moje obawy były zbędne, bo jogurt tak cudnie pachniał kokosem, że nie mogłam się oprzeć przed włożeniem łyżeczki i spróbowaniem zawartości. Smak jest mocno śmietankowy i mocno kokosowy. Są tam drobne wiórki, ale nie są tak nachalne jak w kokosowym Mullerze. Sama nie wiem, którą wersję wolę, ale chyba pozostanę przy tej. Białej czekolady nie wyczułam wcale, niestety, ale myślę, że ta ''smietankowość''  to jej zasługa. Deser jest bardzo zapychający i na prawdę idzie się nim najeść :D Gęstość robi swoje ;)
Ogóle fajny smak, fajne połączenie, ale bez wielkiego ''wow''. Zdecydowanie wolę wersję ciasta rosyjskiego, czy mój ukochany marcepan z makiem, który jestem w stanie zjeść cały na raz! :O 
Jeśli nie możecie ich u siebie dorwać to nie płaczcie! Wręcz identyczne w smaku są te Bon Creme z Biedronki i Kremowy z Bakomy. Tam oczywiście są jeszcze płatki migdałów, ale poza tym nic się nie różni.
W każdym razie bez fajerwerków :)


Podsumowując:
7/10
Cena - ok 5-6 zł (zależy do sklepu)
Czy kupię ponownie? - Być może

niedziela, 13 grudnia 2015

Krakersy kanapkowe pomidorowe Dr. Gerard

No moi drodzy szykuje się niezły zakupowy szał! Jadę z rodzinka na wielkie zakupy, bo zima idzie, a ja nie mam butów ani kurtki, co już tutaj pisałam ;) Mam nadzieję, że upatrzę też coś na gwiazdkę, bo jak zawsze ze mną są największe problemy jeśli chodzi o prezent...ech, niestety ciężko u mnie trafić. Nie lubię niespodzianek, mało, która jest trafiona więc każdy zawsze się pyta co chcę :P Problem pojawia się w tedy, kiedy sama nie wiem co chcę! Dlatego spadam na obchód sklepów, a Wam życzę miłej niedzieli! U mnie w końcu bez nauki :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lubicie krakersy? Bo ja lubię tylko te bez soli dla dzieciaków z Lajkonika. Uwielbiam ich lekko słodkawy smak, a jak już mam stawiać na wytrawne smaki, to wybieram Chrupaki (klik).
Jednak ostatnio w sklepie zauważyłam te cuda - krakersowe kanapki od Dr. Gerarda.
Gotowe kanapeczki z krakersów? Brzmi strasznie, ale i za razem tak intrygująco, że musiałam je kupić!
Było warto?


Skład:


Wygląd: Wyjątkowo lubię opakowania ciastek od Dr. Gerarda, bo mają w sobie coś zachęcającego. Ciastka zawsze są na nich takie idealne, apetyczne i wiecie, perfekcyjne ;) Ślinka leci na widok ich słynnych Kremisi czy markiz ;)

W środku krakersy wyglądają identycznie jak na opakowaniu. Ładnie wypieczone krakersy, które z jednej strony są hojnie obsypane solą, a w środku krem, którego też jest sporo.
A jak smak?


Smak: Zacznę od zapachu, który prócz zapachu starej frytkownicy, nie ma w sobie nic smakowitego.
No cóż, ale to tylko zapach...jak się ma ze smakiem? Pierwszy gryz i...krucze, niezłe to. Słonawy krakers, serowo-ketchupowy kremik, wszystko jak najbardziej okey, ale po chwili jednak smak diametralnie się zmienia. Pojawia się posmak margaryny, tłuszczy (których w składzie jest aż 3 rodzaje!) i proszku w paście przekładającej krakersy. Smak jest na prawdę mało przyjemny, a ilość proszku w paście skutecznie przeszkadza w jedzeniu. Miało być tak pięknie, oryginalnie i smacznie, a wyszło kiepsko i tłusto! Szkoda, bo pokładałam w nich dużą nadzieję.
Nie polecam, ja raczej pozostanę przy moim ulubionym ''Zoo'' od Lajkonika, który uwielbiam maczać w hummusie <3



Podsumowując:
4/10
Cena - ok. 3 zł
Czy kupię ponownie? - Nie