niedziela, 31 stycznia 2016

Ciasteczka maślane Kubuś (Biedronka)

Wszystko idzie jak na razie zgodnie z moim planem weekendowym i dzięki temu stresu brak ;) Prezent dla mamy zrobiony, lekcje zrobione, pouczone na sprawdzian (z informatyki, serio?!) i śmiało mogę teraz wziąć się za pieczenie ciasta (będzie przepis!), robienie sałatki i lekkie ogarnianie nieporządku przed gośćmi. Mam nadzieję, że mama będzie zadowolona! ;) Bo nie ma to jak robić prezent o 4 rano, aby nikt nie widział co to jest :D

A tak na marginesie...już ostatni dzień stycznia?! Boże, jak ten czas leci...mam wrażenie, że dopiero zaczynał się nowy rok.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Już dawno, ale to bardzo dawno w Biedronce były przekąski na powrót do szkoły. Jogurty, warzywka, batoniki, ciasteczka...wszystko urocze i w wersji mini, czyli coś dla mnie ;) Nie ukrywam, że się obkupiłam, ale potem żałowałam niektórych wyborów. Oczywiście nie każdy zakup okazał się zły, bo z czekoladowych herbatników Kubuś (klik) czy z płatków cynamonowych misiów od Lubella (klik) byłam baaardzo zadowolona! :) Dlaczego? Sami się przekonajcie - zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Wizerunek Kubusia zawsze kojarzył mi się źle, bo te soki to moja zmora do tej pory. Marchew i malina? Marchew i jabłko? Ble...te soki były nie smaczne i nadal są.
Wracając...opakowanie ogólnie jest ładne, kolorowe, specjalnie skierowane do dzieci uroczymi rysunkami i na prawdę wykonane z pomysłem. W środku znajdziemy sporą ilość malutkich herbatników w różnych kształtach. Jest tam kotek, nietoperz, żaba czy...balon. Szybko im uległam, ale niestety się rozczarowałam...


Smak: Zapach już na początku zapowiadał najgorsze, bo nie była to przyjemna woń maślanych herbatników, a raczej starego oleju lub margaryny. Jestem bardzo wyczulona na ten zapach i strasznie mi przeszkadza więc spodziewałam się najgorszego. 

Ciastka są malutkie, co bardzo mi się podoba, mają też urocze kształty, ale to chyba koniec ich plusów. 
Zacznę od tego, że one wcale nie są chrupkie, a jedząc je miałam wrażenie, że ktoś ich po prostu nie dopiekł. Były tak nasączone tym paskudnym olejem palmowym, że aż zostawiały tłustą warstwę na palcach. W smaku przypominały zleżałe ciastka, które leżą od dobrych 5 lat w barku u babci. Serio, tak dziwnych herbatników to ja jeszcze nie jadłam. Smak? Olej, mąka (surowa wręcz) i jeszcze raz olej. Zero maślanego smaku, zero smaku mleka (bo często się zdarza, że herbatniki i mlekiem smakują) i zero przyjemności z jedzenia. Tak, jak wersja czekoladowa mi smakowała, to to jest po prostu totalną klapą. Nie polecam!


Podsumowując:
3 - /10
Cena - ok. 4-5 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Nie

sobota, 30 stycznia 2016

Wędlina wegetariańska z brokułami Veggie Day Lidl

Jak to mawiają - głupi ma szczęście i tak też było wczorajszego dnia ;) Miałam pisać matematykę, ale pani się rozchorowała i nie było jej cały dzień. Nie lubię ciągle czegoś odkładać, ale im dłużej nie muszę zaliczyć matematyki tym lepiej dla mnie i mojego spokoju ducha :D No i kolejna dobra wiadomość....semestr z fizyki poprawiony!!!! Tyle stresu, ale w końcu mam to za sobą. Teraz tylko utrzymać ocenki i będzie dobrze...oby.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnio Lidl poszalał z wegetariańskimi i wegańskimi nowościami. Jagody goji, chia, wegetariańskie wędliny i parówki, pasztety sojowe...mnóstwo dobroci! Nie byłabym sobą gdybym nie skusiła się na coś z oferty promocyjnej i skończyło się na ogromnych zakupach. Dziś będzie o wędlinie sojowej, którą postanowiłam zakupić tylko i wyłącznie w jednym smaku. Dostępne były 3 - klasyczna, z papryką i właśnie ta. Czemu wzięłam tylko tą? Bo papryki nie lubię, a klasyczna wydała mi się po prostu nudna. Ponad do staram się ograniczać jajka, a niestety te wędliny są na bazie białka kurzego. Szkoda, ale może smak to wynagradza? Sprawdźmy!


Skład:


Wygląd: Nad opakowaniem nie będę się rozwodzić, bo jest to tradycyjne pudełko dla wędlin pakowanych czy też serów pakowanych. Grafika jest przyzwoita, śmiem nawet powiedzieć, że ciekawsza niż w Polsoja. W  środku znajdują się cieniutkie plasterki ''wędliny'', która na prawdę hojnie obdarowana jest cząstkami brokuła.  Brokuły to jedne z moich ukochanych warzyw więc nieźle się napaliłam na ten produkt...czy było warto? 


Smak: Po otwarciu mój nos dostał szoku, bo byłam przekonana, że wędlina mi się popsuła. Całość pachniała lekko podgniłym jajem i poważnie zastanawiałam się nad zjedzeniem tego cuda. Jednak wszystko posprawdzałam i okazało się, że zjeść mogę. Oczywiście najpierw spróbowałam solo i po prostu zamarłam. Nie pamiętam już smaku mięsa, ale to było tak dziwnie realistyczne w smaku, że bałam się sięgnąć po drugi gryz :D A jak oni na prawdę dali tam mięso?! Nie...jem dalej. Wędlina jest dziwna, ale dobra i nie mdła. Jej galaretkowata i śliska konsystencja trochę mnie odstraszała, ale dzięki temu wydawała się bardziej ''realna''. Brokuła w smaku nie wyczułam jakoś szczególnie, ale fajny jest sam fakt, że się tam znalazł. Plasterki ''wędliny'' mają wiele dziurek co nie wyglądało zbyt fajnie, ale to pewnie była wina białka. Na kanapce też fajnie smakowały, szczególnie z serem, ale i tak nie jest to poziom jak Polsoja. Fajna odmiana, ale mam nadzieję, że w końcu zrobią wersję wegańską! Mogłoby wejść do stałej oferty, może się komuś przyda, ale nie mnie, bo ja nie tęsknię za takimi rzeczami ;)


Podsumowując:
7-/10
Cena - ok. 6 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Raczej tak

piątek, 29 stycznia 2016

Czekolada Galaxy Cookie Crumble

Czwartek okazał się bardziej łaskawym dniem, ale i tak dał mi niezły wycisk. Dużo roboty, dużo nauki i mało spania, a w weekend sobie nie odpocznę, nie ''odrobię'' snu, bo rodzice robią imprezę urodzinową mamy, a w poniedziałek czekają mnie 2 ważne testy...eh, byle do ferii.

Proszę o kciuki za matematykę! Musze dostać 2, muszę! :(

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Galaxy to bardzo, ale to bardzo popularna marka czekolad w UK. Produkują chyba wszystko pod tym szyldem, bo znaleźć można takie rzeczy jak czekolady do picia, mleczne shake, batoniki, ciastka...wszystko! Na czym polega ten wielki zachwyt Galaxy? Co sprawia, że Brytyjczycy za nią szaleją? Dziś wyjaśnię Wam to w tej recenzji! ;) Zapraszam.


Skład: Czy Wy też widzicie gdzie to cudo jest produkowane? ;) Polska! I jaki jest sens nie wprowadzenia tego na Polski rynek ja się pytam?! 


Wygląd: Opakowanie jest bardzo ładne, takie troszkę ''prezentowe'' i na pewno lepiej wygląda niż podarunek w postaci czekolady w zwykłej foli. Jest tu sreberko, ale jest na tyle mocne i dobrze wykonane, że nie rozwala się w trzy strony świata i pozostawia naszą czekoladę świeżą na długi czas.

Kostki czekolady są dość nietypowe, bo wyglądają jak falująca woda...fajny zabieg artystyczny ;) Ogólnie tabliczka ta prezentuje się pięknie z każdego aspektu i aż prosi się o zjedzenie! Dodatkowo moją chrapkę na nią podsycały kawałki kakaowych ciastek. Było ich na prawdę dużo i do w sporawych cząstkach ;)



Smak: Zapach czekolady jest po prostu obłędny! Wyraźna woń mlecznego aromatu, który toczy walkę z zapachem intensywnych kakaowych ciastek. Idealne zestawienie, wspaniała równowaga, a moje ślinianki po prostu szaleją! 

Czekolada ładnie się łamie, jest dosyć twarda, co mi się podoba, bo gdy czekolada nie ma w środku nadzienia to właśnie powinna być chrupka i lekko twarda. Jest tak idealnie gładka, że momentalnie rozpuszcza się w buzi i pozostawia po sobie cudowny smak mlecznej i porządnej czekolady...poezja! Po rozpuszczeniu pozostają jeszcze herbatniki, które są wręcz identyczne, jak te w Oreo (czyli coś co uwielbiam!). Gdy dodałam ją do porannej kaszy jaglanej to tak cudownie się roztopiła i stworzyła takie przyjemne ''czekoladowe błotko'' ;) Każda kosteczka jest po prostu przeładowana cząstkami ciastek, które jak widać na poniższym zdjęciu, są dosyć spore. Czekolada ideał? Chyba mogę tak stwierdzić! Jedynym jej minusem jest to, że robi się ją w Polsce, a niestety naszych sklepowych półek nie uświadczy...
Jednak jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję ją dostać, nie zastanawiajcie się! Warto :)



Podsumowując:
10/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak!

czwartek, 28 stycznia 2016

Batonik Fit Fruitik limeta v jogurt

To był chyba najgorszy dzień w tym roku! Pobiłam rekord pecha i nieszczęścia prawdopodobnie do końca zimy. Najpierw wymyśliłam sobie ananasa, bo tato kupił mi tak cudownego, dojrzałego i pachnącego, że prosił się o obranie. Okey, pokroiłam sobie, zabrałam się do jedzenia i dostałam IDENTYCZNEGO uczulenia jak od kiwi! Spuchł mi język, zaczął piec, obłazić ze skórki i krwawić, a tu zaraz miałam wychodzić do szkoły...no fajnie. Poszłam, przeprosiłam panią, że się spóźniłam i przez dobre 3 godziny lekcyjne siedziałam z chusteczką i wycierałam sobie krew z języka, bo jej smak jest po prostu paskudny. Potem czekała mnie niezapowiedziana kartkówka z polskiego (dostałam 3, jest moc :D), a potem z niemieckiego! Masakra :/ Z niemieckiego znowu zaczynam złą passę, bo już mam dwie pały, których poprawić się nie da...a tak bardzo chciałam mieć 4 na koniec :'( Na sam koniec, gdy wracałam do domu, ochlapał mnie błotem samochód i wracałam cała brudna, łącznie z włosami i szkłami w okularach...i jeszcze ten baton, masakra.

Zapraszam do czytania ;)


Skład:


Wygląd: Nie pytajcie mnie czemu ja to dziadostwo kupiłam, bo nawet sama nie wiem. Opakowanie jest mega kiczowate, brzydkie i jeszcze te cytrusy? Nie...przecież ja nigdy bym czegoś takiego nie kupiła! Było to tak dawno, że już nie pamiętam, a za każdym razem kiedy wpadał mi w ręce, to skutecznie go odkładałam, bo cytrusy w słodyczach to zło. Wracając do opakowania...grafika jest bardzo słaba, mało zachęcająca. Właściwie to ja nie mam pojęcia, co ma jeż do limonek, batona czy ''bycia fit' jak nazwa wskazuje? A może jeż to po prostu ostrzeżenie, że baton jest tak paskudny, że aż kuje? W sumie...


Smak: Zacznę od zapachu, który od razu skojarzył mi się z tanimi kostkami do kibla. Tak sztucznego i chemicznego zapachu cytryny to dawno nie czułam. Polewa pachniała jak margaryna i nic więcej, a ''kwaskowy'' zapach jogurtu uleciał chyba na magazynie firmy. ''Jogurt'', który oblewa tego batona to mieszanka oleju (palmowego) z margaryną i bóg wie jeszcze czego. Tłusta, proszkowa i paskudna, przesiąknięta smakiem kostki do kibla. Środek wcale nie jest lepszy, bo tutaj smak chemicznej cytryny jeszcze bardziej się nasila - okropne! Na samą myśl o tym, że ja to w ogóle do buzi wzięłam, przyprawia mnie o mdłości. Dawno nie jadłam tak paskudnej rzeczy, a Wedel Tiramisu czy Nestle Dulce De Leche to przy tym czymś rarytaski.

NIE polecam - unikać!


Podsumowując:
0/10
Cena - ok. 2 zł Decathlon
Czy kupię ponownie? - Nigdy przenigdy! 

środa, 27 stycznia 2016

Mullermilk Kokos

Ciężki dzień, dużo pracy, dużo stresu (sprawdzian był beznadziejny...) i dużo nauki, ale przynajmniej jutro sobie odpocznę, bo mam lekcje do 12.35! :D Jak fajnie mieć tak skrócone zajęcia...bo nie ma to jak wychodzić ze szkoły kiedy jest jeszcze jasno ;) Niestety w okresie zimowym słońce widzę tylko zza szyb szkolnych pracowni co nie ukrywam jest lekko dobijające :/ No i dostałam informację, że zwolniło się miejsce na bio-chem w szkole, ale nie w tej co chciałam...cóż, chyba i tak się tam przepiszę, bo tutaj moje nadzieje już lekko bledną...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mullermilk to mleko smakowe od znanego i lubianego niemieckiego producenta - Muller.
Ja osobiście uwielbiam ich produkty i mogę śmiało stwierdzić, że to jedna z lepszych marek dostępnych na naszym (ubogim) rynku. Co jak co, ale Niemcy to się na nabiale znają ;)
Dziś chciałam przedstawić Wam napój, od którego byłam kiedyś nieźle uzależniona (oczywiście nie od tego smaku, ale od wszystkich) i piłam go właściwie codziennie! Teraz wpijam raz na miesiąc (?) może dwa razy, bo to raczej taki deser niż jakiś zamiennik jogurtu (choć nie ukrywam, że zapchać to się nim nieźle można!). Zapraszam :)
PS. Zobaczcie jaka piękna zimowa edycja ♥!


Skład:


Wygląd: Akurat teraz na święta/zimę Mullermilki ozdobione są różnymi wzorkami i zimowymi motywami. Każdy smak ma swój inwidualny obrazek (tak, mam wszystkie :D), a na kokos przypadł płatek śniegu - urocze! 
Butla jest spora, bo aż 400 gramów. Osobiście ubolewam nad tym, że nie robią mniejszych wersji (np:. 200 gramów), bo nigdy nie jestem w stanie wypić całego na raz.

Po otworzeniu butelki widać cudownie mleczną, wręcz śnieżnobiałą ciecz, która jak to na mleko przystało, jest bardzo płynna. Wiele osób myli te mleczka z pitnymi jogurtami, a potem jest wielkie rozczarowanie. Nie to nie jest jogurt, to mleko!


Smak: Zapach jest cudowny i taki jakby wyciszający (?)...nie wiem jak to ubrać w słowa, ale ten aromat kokosa tak błogo wpływa na człowieka, że aż chce się pić! ;) Mleczko jest bardzo słodkie, ale jego aksamitna i lekko kremowa konsystencja wynagradza całą nadmierną słodycz i powoduje, że moje kubki smakowe świrują. Niestety nie uświadczymy tu wiórków kokosowych (a może nawet to i lepiej?), ale aromat jest dość silny. Nie jest to chemiczny i nachalny smak, a raczej delikatny i prawdziwy. To mleczko jest na prawdę pyszne, ale jak dla mnie ciut przesłodzone (z resztą jak każdy ich smak). Najlepiej oczywiście smakuje zimne i dobrze wstrząśnięte z lodówki! 

Bardzo polecam sięgnąć po te mleczka, bo to czysta przyjemność, którą wbrew pozorom można się na jakiś czas zamulić i pozbyć głodu. Często sięgam po nie w szkole, gdy nie mam czasu zjeść i muszę zrobić to szybko na przerwie (niestety przez mój refluks nie mogę jeść szybko, bo kończy się to wzdęciami, zgagą i czasami nawet tym najgorszym...). Niemniej jednak mimo słodyczy polecam, bo to na prawdę pyszna rzecz ;)


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 3 zł wszelkie większe markety
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 26 stycznia 2016

Cadbury Dairy Milk Puddles Smooth Hazelnut

Dzisiejszy dzień jest pełen stresu, bo mam sprawdzian z chemii! Uczyłam się cały poniedziałkowy dzień, a i tak nie czuję się pewna...i tak pewnie ktoś z klasy będzie sprytniejszy i znajdzie w internecie gotowe odpowiedzi, a potem bezczelnie spisze z telefonu na sprawdzianie...pewnie.

W każdy razie trzymajcie kciuki i za sprawdzian i za moje nerwy, bo chyba wykipię :D

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnio na blogu było o wersji miętowej (klik), która swoim smakiem pasty do zębów otrzymała ode mnie tylko marne 2 punkty. Na ten wariant smakowy czaiłam się bardziej i w sumie tylko go chciałam (tamten dostałam ''przy okazji''), bo wizja czekolady z sosem orzechowym brzmiała intrygująco i kusząco! Jak zatem wypadła? Zapraszam ;)


Skład:


Wygląd: Grafika ta sama jak w przypadku miętowego odpowiednika tylko tu wypływający krem jest w barwie brązowej, oczywiście adekwatnej do smaku orzechowego. Nadal mi ta parasolka tu kompletnie nie pasuje, bo jakoś tak, no nie wiem, ale już się nie czepiam :D Wiem, że ''puddles'' to w j. ang. kałuże, ale chyba nie wpadłabym aby dodawać tą parasolkę na czekoladę :P
Tabliczka również waży 90 gramów i również jest specyficznie podzielona na części.


Smak: Zapach jest tak piekielnie słodki, że aż poziom cukru skoczył mi we krwi bez jedzenia tejże czekolady ;) Jak tak sobie porównywałam w zapachu Cadbury i Milkę, to Cadbury ma zdecydowanie słodszy zapach (smak z resztą też) co niestety jest na niekorzyść tej marki. Mleczna czekolada w smaku jest smaczna, identyczna jak zwykłe mleczne Cadbury i nie sprawiła mi jakiś szczególnych i specjalnych doznań smakowych, ot co zwykła, przesłodzona mleczna czekolada. Wydaje mi się, że nadzienia było więcej niż w wersji miętowej, albo przynajmniej było bardziej płynne. Ogólnie jego forma i konsystencja bardziej przypadła mi do gustu. Kolor kremu jest bardzo ciemny, wręcz czarny i pachnie jak Nutella. Zachęcona tym zapachem postanowiłam spróbować samego kremu i ... dobre to! Jeśli miałabym do czegoś to porównać, to myślę, że śmiało mogę podać jako przykład jakiś pudding czekoladowy. Lepka i gęsta konsystencja, orzechowo-czekoladowy smak - lubię to! W połączeniu z czekoladą tworzy się bardzo ulepkowe (prze)słodkie combo, ale na prawdę zjadliwe i to zjadliwe z przyjemnością. Fajny pomysł, ale nie jest to coś, co urwałoby mi 4 litery. Spróbować warto, ale żeby zamawiać przez internet za krocie? Nie....

Podsumowując:
8-/10
Cena - prezent
Czy kupie ponownie? - Tak (ale raczej postawię na Milkę :))

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Belgijska czekolada mleczna z chipsami bananowymi BIO biozona.pl

Dawno nie miałam tak sympatycznej i spokojnej niedzieli ;) Prawie cały dzień w piżamie, oglądanie filmów przyrodniczych z rodzinką, a pod koniec trening? Tak lubię! Jutro jak już wspomniałam ostatni dzień ''leczenia'' i z gilami po kolana we wtorek idę do szkoły. Cieszę się przynajmniej, że powróciły plusowe temperatury! Nie zmarznę i może przeziębienie jeszcze szybciej ustanie ;)

A dla ''zielonych'' czytelników przypominam, że od dziś w Biedronce tofu! Oraz w Tesco od bodajże czwartku są tofu firmy ''Lunter'' - klasyczne za ok. 3 zł i smakowe coś powyżej. Ja jeszcze się nie zaopatrzyłam, ale chyba skuszę się na tą nowość z Tesco ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Są tu jacyś wielbiciele bananów?! Ja kiedyś je uwielbiałam, wcinałam przynajmniej 1 dziennie, ale jakoś mi przeszło i kompletnie mnie do nich nie ciągnie. Jak już mam ochotę na banana to przeważnie robię chlebek bananowy, albo zjadam go jako ''jajko'' w plackach ;) Jednak jeśli są tu miłośnicy bananów to biozona.pl ma dla Was czekoladę belgijską z ekologicznymi bananami! Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę od opakowania, które jak w poprzednim przypadku (klik!) jest cudowne i urocze. Tym razem mamy tutaj liska, który myśli, a raczej marzy o bananach ;) Znów niestety jest folia, która kompletnie psuje się przy otwieraniu, albo po prostu ja tego otwierać nie umiem...
Kartonik to zawsze fajna sprawa, ale mogliby popracować nad folią. Czekolada po otworzeniu troszkę mnie rozczarowała, bo tak jak w orzechowej była masa orzeszków, to tu dostałam marne 5-6 chipsów bananowych :( Jednak najważniejszy jest smak! A więc...?

Zapach jest tak obłędny, jak w przypadku Lindt'a. Lekko słodka i wyraźnie mleczna nuta powoduje, że ślinianki zaczynają wariować, a język wychodzi nam na wierzch - serio! Zapach to obłęd! Na szczęście nie czuć tu zapachu sztucznych i oleistych chipsów bananowych, bo mnie osobiście ich zapach drażni. 
Czekolada jest bardzo chrupka, ładnie się łamie, ale niestety nie każda kostka trafia na banana. 
Smak? Sama czekolada to obłęd! Mleczna ambrozja, kwintesencja delikatności i kremowości, ale banany? Dla mnie to totalna porażka! :( Niby chrupią, niby dają tego bananowego smaku, ale wszystko jest takie mdłe i mydlane (?), strasznie psują efekt tak dobrej czekolady nadając jej nieciekawej struktury. Gdybym miała ją do czegoś porównywać (samą mleczną czekoladę) to byłoby to coś pomiędzy wyrobami Lindt, a Milki. Ogólnie bardzo się zawiodłam na bananach, bo liczyłam na coś pysznego, ale jednak musiałam je wręcz wydłubać (i tu plus, że było ich mało!). Tej tabliczki nie chciałabym ponownie.


Podsumowując:
6/10
Czy kupie ponownie? - Nie

niedziela, 24 stycznia 2016

Deser tropikalny ananas z ziarnami zbóż Primavika

Kolejna nieobecność, brak posta...wybaczcie, ale przeziębienie zrobiło swoje. Od środy czułam się tak makabrycznie źle, że nie dało rady funkcjonować...w piątek znalazłam siły tylko na odwiedziny u dziadków, aby wręczyć im prezenty i umilić trochę czas ;) W poniedziałek sobie jeszcze posiedzę w domu, ale mam nadzieję, że we wtorek będę mogła już działać pełną parą (oby!).
W piątek matematyki niestety nie zaliczyłam, bo mnie cały boży dzień nie było, ale mam nadzieję, że pani to zrozumie :( Nie znoszę zimy i tej ''aury''. Jest zimno, mokro, zimno i jeszcze raz zimno! Ponad to wszędzie pełno chorób. U mnie siostra chora, tata przeziębiony...mnie rozkłada, ale przynajmniej mama się trzyma.
Zimo idź!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Już kupę czasu temu nawiązałam współpracę z firmą Primavika (klik), ale kompletnie zapomniałam o 2 produktach, które nadal czekały sobie na recenzję...aż do tego momentu! Gdy człowiek ma się uczyć, często bierze się za sprzątanie i tak też to ja zrobiłam...i co? I znalazłam! :) Znalazłam deserki od Primaviki, które są na rynku dopiero od ok. pół roku. Jak na razie sama nigdzie ich jeszcze nie spotkałam, ale wiem, że można kupić je stacjonarnie. Gotowi na recenzję? Zapraszam! :)




Skład:


Wygląd: Mały i niepozorny słoiczek, który wyglądem przypomina słoik dżemu. Piękny żółty i słoneczny kolor uśmiecha się do nas i w te mroźne dni, które nas ostatnio nawiedziły, poprawia choć odrobinę humor (Łódź pozdrawia z -15 stopniami!). Po otworzeniu zauważyłam, że konsystencja do dżemu ma się nijak, bo jest bardzo zbita i gęsta, a że ja taką konsystencje ''a'la kleik'' uwielbiam, to od razu zabrałam się do pałaszowania.


Smak: Zapach jest mocno, ale to mocno ananasowy i w sumie to on zawładną nad całością. Nie czuć tu ani dyni, ani kokosa, tylko czysty i świeży ananas. Ananasy uwielbiam więc nie było to dla mnie problemem, a wręcz zaletą, bo warzywa+owoce (w tym przypadku dynia+ananas) to nie moja bajka i po prostu nie lubię takich combo. Wracając...mogę śmiało stwierdzić, że to była miłość od pierwszej łyżeczki! Cudowna lepka i gęsta konsystencja, silny aromat soczystego ananasa i jego duże kawałeczki plus kasza jaglana? Nie może być czegoś lepszego! Deser jest przepyszny, mulący więc takim słoiczkiem na prawdę łatwo się najeść ;) Jego słodycz jest idealnie wyważona i ma się wrażenie, że za słodki smak odpowiada tylko owoc. Cudowne! Jedyne co mnie zawiodło to absolutny brak kokosa. W składzie wyraźnie napisane jest, że mamy tutaj wiórki kokosowe, ale ja ich kompletnie nie wyczułam. Jednak ten mały szczególik nie powoduje zniechęcenia i śmiało mogę polecić ten deser :) Absolutne 10/10! Chcę więcej :D


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 5 zł Alma, Real, Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie?  - Absolutnie tak!

piątek, 22 stycznia 2016

Płatki Nestle Corn Flakes Miód i Orzeszki

Zrobiłam sobie jeszcze jeden dzień wolnego, ale dzięki temu czuję się lepiej ;) Termofor, ciepłe kapcie, koc i gorrrrące kakao z mleka sojowego? Tak, to jest to! :) Jutro mam bardzo ważny sprawdzian z matematyki więc kciuki zaciskajcie i po cichu błagajcie razem ze mną, abym to zdała :D

Mam nadzieję, że pamiętaliście o swoich babciach? ;) Dziś to dziadkowie mają święto więc o nich też należy pamiętać! Zwykły telefon nawet ucieszy więc na nic nie czekać i słać życzenia :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Płatki kukurydziane, Cron Flakes...czy ja muszę je przedstawiać? Są to pierwsze płatki śniadaniowe jakie powstały, a miało to miejsce w Ameryce w 1894 roku! Kupa czasu, nie? ;) Znane są chyba wszędzie, bo to jeden z najłatwiejszych pomysłów na śniadanie przed szkołą, pracą czy po prostu pracowitym dniem. Czy je lubię? A i owszem, ale wersji z miodem nigdy nie jadłam! Zatem jak wypadnie dzisiejsza recenzja? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Nad opakowaniem rozwodzić się nie będę, bo po prostu nie ma nad czym. Zwykłe foliowe opakowanie z niezbyt ciekawą grafiką. Nie ma tu zwierzątka/postaci, która byłaby znakiem rozpoznawczym tych płatków, a jedyne co tutaj widać, to micha wypełniona złotymi płatkami. Kiedyś na tych płatkach nie było tego wielkiego napisu ''Gluten Free'', ale teraz jak zrobiło się to ''modne'' to dodali, a i chyba cenę podnieśli, ale pewna nie jestem ;) Na klasycznych ten napis również się pojawił. 

W środku opakowania znajduje się ogrom drobnych płatków złotych niczym 1-groszówki. Widać na nich wyraźnie kawałki mikro orzeszków, ale lepsze to niż nic. Osobiście myślałam, że będą większe, ale oryginalne płatki jadłam już tak dawno (chyba ze 3 lata temu...), że nie pamiętam jakiej były wielkości.


Smak: Zapach jak na tak małą ilość miodu (2% -  to zaszaleli!) jest na prawdę wyraźnie miodowy i baaardzo przyjemny. Nuta orzechów (których jest 8,2% - co wbrew pozorów jest sporą ilością, bo nawet niektóre granole/musli mają ich mniej) robi swoją robotę i doprowadza mnie do ślinotoku. Od razu przyszedł dylemat - zjeść na sucho, z mlekiem czy serkiem? Na sucho! Pamiętam, że jako mały dzieciak, lubiłam je (klasyczne) wcinać prosto z paki przed telewizorem ;) 

Płatki są leciutkie i chrupiące. Bardzo zgubne, bo łatwo ''wchodzą'' i szybko można zjeść za dużo lub nie tyle, ile się chciało. Smak jest bardziej orzechowy niż miodowy, co dla mnie jest na plus. Na sucho są okey, ale bez polotów jednak z połączeniu z serkiem wiejskim...odpłynęłam! Fajnie się ciapają, puszczają miodowy smak i tak cudownie współgrają z serkiem ♥ Pyszności! Próbowałam też z deserkiem sojowym czekoladowym i również bardzo mi smakowały. Ogólne smaczne, ale CiniMinis, ChocPic czy Cini Zwijaków to nie pobiją ;)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 6-7 zł za dużą paczkę
Czy kupię ponownie? - Myślę, że tak

czwartek, 21 stycznia 2016

Czekolada Alpen Gold Nussbeisser

Kolejna nieobecność za, którą Was bardzo przepraszam! Wczoraj po szkole tak źle się czułam, że przespałam cały boży dzień i nie poszłam do szkoły...uch, coś mnie chyba bierze :( Siostra już chora, idzie tydzień jak siedzi w domu, a ja byłam pewna, że wytrzymam i mnie nie weźmie! Cóż...trzeba zaaplikować więcej owoców i warzyw, a może mnie oszczędzi.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Alpen Gold Nussbeisser, a raczej słynna czekolada ''z okienkiem'' - któż jej nie zna? To chyba jedna z najpopularniejszych czekolad w Polsce i chyba jedna z najbardziej lubianych. Nie znam osoby, która nie lubiłaby tej tabliczki (no za wyjątkiem osób nie lubiących orzechów :P). To chyba jedyna czekolada z Alpen Gold, która jest warta zakupu i, którą na prawdę lubię. Jesteście ciekawi dokładniejszego opisu? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Niepozorny kartonik z okienkiem przez, które widać naszą hojnie obdarzoną w orzeszki czekoladę. Grafika na opakowaniu niby prosta, ale dosłowna i urokliwa. Zawsze jak na nią patrzę, to przypominają mi się czasu przedszkola :) Czasami w czekoladach ''z okienkiem'' bywa tak, że orzechy/dodatki są tylko w miejscu wycięcia, a cała czekolada pozostaje pusta...tutaj nie ma mowy o takim oszustwie! Czekolada jest dosłownie zalana orzechami i aż prosi się aby ją zjeść.



Smak: Jej zapach to nic innego jak czysta Nutella. Gdy tak sobie przykładałam do niej nos, od razu nasunęło mi się to skojarzenie i potem do końca już przy mnie było. Wyraźny słodki aromat, mleczna nuta i te prażone orzechy...o mniam :)
Czekolada jest smaczna, ale lekko margarynowa (?) i jak bym miała jeść ją solo, to nigdy bym jej nie wybrała. Kiedyś była to kwintesencja mlecznego smaku, a teraz firma poszła na ilość...z resztą jak każda kiedyś ''znacząca'' firma. Popsucie się smaku wyczułam nawet w RS czy Lindt więc nie ma co się dziwić. Wracają do czekolady...górnolotna nie jest, ale orzechy kompletnie zmieniają jej smak. Każdy pasek jest pełen orzechów i u mnie nie było opcji, aby jakiś został pusty. Orzechy są świeże, dobrze podprażone i cudownie chrrrupiące! Ich smak jest obłędny i mogłabym wyjeść je same, a czekoladę zostawić ;) Ogólnie jest to na prawdę dobra i porządna tabliczka, ale jej jakoś znacznie się obniżyła. Jeżeli miałabym kupować już czekoladę z orzechami to brałabym Milkę (która wypada chyba najlepiej) lub RS. 


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 3-4 zł
Czy kupię ponownie? - Tak, ale wolę dostać (taki sentyment :D)

wtorek, 19 stycznia 2016

Ptasie Mleczko KarmeLove E.Wedel

Poniedziałki z reguły są ciężkie, ale ten wczorajszy pobił wszelkie normy. Dwa sprawdziany (w tym 1 poprawa), 2 kartkówki, rozprawka i kupa pracy domowej z nauką na kolejne zaliczenia? No jasne! Bo ja życia nie mam! :/ Widzę, że nie tylko ja zaczynam odczuwać brak czasu, bo moi znajomi z klasy również skarżą się na brak snu, znużenie i ciągły nawał pracy...chcę już ferie! :<

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wedla nie lubię, unikam i staram się nie kupować, ale czasami moja silna wola jest zbyt słaba i nie daje się oprzeć pokusie. Moja silna wola złamała się przed całą serią ''KarmeLove'' i uważam to za strzał w dziesiątkę! Czyżby ta wewnętrzna ''siła'' wiedziała co jest dobre, a co nie? ;) Moi rodzice kompletnie stracili głowę dla tej serii (szczególnie tato), ale jak tak przeglądam internet i różne strony to zauważyłam, że KarmeLove tabliczki cieszą się ogromną popularnością! Wedel to wychwycił i poszedł o krok dalej, a mianowicie...o KarmeLove Ptasie Mleczko! Ptasie Mleczko to moja zmora i trauma z dzieciństwa. Dostawałam je zawsze i na każdą okazję, bo bardzo lubiłam. Jednak pewnego razu zjadłam sama całe opakowanie śmietankowego (nawet smak pamiętam!) i chorowałam tak, że do dzisiaj mam awersję do tej słodkości, ale szansę trzeba dać! Szczególnie gdy jest się częstowanym. Zapraszam!


Skład:



Wygląd: Klasyczne pudełko Wedla, które zawiera w sobie 2 pięterka wypełnione kosteczkami Ptasiego Mleczka każdy zna i przedstawiać nie trzeba ;) To chyba jeden z najbardziej popularnych słodyczy w Polsce i chyba też najbardziej lubianych. Nie znam osoby, która nie jadła przynajmniej raz w życiu tych kosteczek. Klasyki, takie jak wanilia czy śmietanka mają czekoladę ciemną, deserową/mleczną, a tuta mamy białą karmelową, jak na tą edycję przystało.
Kostki są równiutkie, dokładnie oblane czekoladą i na prawdę (mimo moich uprzedzeń) zachęcające do jedzenia.



Smak: Sam wygląd już mnie zachęcił, ale zapach po prostu doprowadził do ślinotoku! Jest tak cudowny, że gdybym miała oceniać tylko go, dałabym absolutne 10/10! Aromat wręcz identyczny, jak ten podczas pieczenia mojego kajmakowego sernika ;)

Polewa mleczka jest bardzo delikatna i dość cienka, ale jej smak jest tak wyrazisty, że dominuje nad całym mleczkiem. Smak ten śmiało mogę porównać do budyniu krówkowego, którego wprost uwielbiam! Jest delikatna, gładka i po oderwaniu od pianki (ja zawsze się tak bawię :P) momentalnie rozpływa się w ustach i zostawia po sobie przyjemny śmietankowo-tłustawy posmaczek.
Polewa jest na absolutne 8/10, ale pianka niestety psuje sprawę...
Sprężysta, trochę jak słynne marshmallow, ale jednak bardziej zbita. Mocno śmietankowa, mocno słodka i niestety sztuczna. Jej konsystencja niby jest fajna, ale jakoś mi tak niezbyt odpowiada...taka trochę śmietankowa galaretka :P Niestety za piankę dostaje minusa, ale i tak nie zmieniam zdania, że jest to jedna z najbardziej udanych słodyczy od Wedla!


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 9,99 np:. Tesco, Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Cadbury Dairy Milk Puddles Smooth Mint

Wybaczcie mi moją wczorajszą nieobecność, ale miałam rodzinną imprezkę - 70 urodziny babci! :) Spędziłam sobie dzień bardzo przyjemnie, w rodzinnym gronie, bez nauki, stresu i z masą śmiechu.
Dziś już przychodzę z recenzją, a żeby wynagrodzić wczorajszy brak posta - recenzją słodkości zza Polskich granic.

Już jutro czas wrócić do szkoły, stres jest, ale wytrwam! Wszystko zrobione, ale nie bardzo nauczyłam się na sprawdzian...trzymajcie kciuki! :(

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mięta i ja? Toż to nieporozumienie! Nie lubię, nie jem i nawet jej zapach mi przeszkadza. Mięta w gumie do żucia? Bleee. Miętowe cukierki? Fuj! Mięta i czekolada? Zło wcielone...
Zatem co ja robię tu z tą czekoladą? No cóż, wujek mnie obdarował to trzeba spróbować, nawet jeśli mięty się nie lubi! A nóż mi zasmakuje?


Skład:


Wygląd: Gdy pierwszy raz zobaczyłam te tabliczki w internecie jako nowość, to strasznie się na nie napaliłam. Normalnie śniły mi się po nocach! Całe szczęście jakieś 3 miesiące później dopatrzyłam się takich samych tabliczek w Milce i już wiedziałam, że pojawią się w Polsce. Jednak wujek mnie wyprzedził i sprowadził mi je do Polski ;) Opakowanie jest dosyć...dziwne. Niezbyt rozumiem po co jest ta parasolka i ogólnie nie ogarniam przekazu więc przejdę do wnętrza ;) Czekolada waży 90 gramów, a na niej znajdują się liczne wypustki, które skrywają w sobie sos...czyż nie brzmi to wspaniale? ;) Już od razu wiedziałam, że będzie się ją fatalnie łamało, ale co tam! 


Smak: Już sam zapach przyprawił mnie o dreszcze! Czekolada pachnie niczym pasta do zębów i ...
też tak smakuje. Ogólnie sama czekolada (bez nadzienia) jest nawet niezła, mocno mleczna (nie próbujcie nawet szukać w niej posmaku kakao...) i słodka, ale to w połączeniu z tą pastą o smaku mięty jest okropne. Nadzienia w tych wypustach jest sporo, co niestety dla mnie działa na jej niekorzyść. Konsystencja jest dziwna, niby płynna, ale też lekko zbita w niektórych miejscach i lepka. Solo smakuje jeszcze gorzej niż z czekoladą. Chyba już wolę zjeść pastę do zębów niż tą czekoladę...fuj! Próbowała mama, siostra i ja...wszystkie jesteśmy jej przeciwniczkami, a nawet i wrogami. Jedyny tata nie krzywił się zbytnio gdy ją jadł ;) I to właśnie do niego ona powędrowała...
Nie polecam!


Podsumowując:
2/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Nieeeee