poniedziałek, 29 lutego 2016

Milka Feine Kugeln Nougat-Creme

Imprezka udała się i to nawet bardzo! Goście posiedzieli kupę czasu, a jedzenie zostało wymiecione :D Cieszę się bardzo, bo wyluzował każdy z domowników, a goście świetnie się bawili.
Jutro już szkoła, wierzyć się nie chce, ale czas powrócić do szarej rzeczywistości. Boję się, już wczoraj nerwowo spałam i funkcjonowałam. Z matematyką dałam sobie spokój i uznałam, że poczekam na poprawę, a dowiem się jakiego typu zadań się spodziewać :D Dam radę? Muszę! Trzymajcie kciuki abym nie dostała refluksu ze stresu!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Milka Feine Kugeln...mówi Wam to coś? Jeśli odwiedzacie mojego skromnego bloga, to powinno, bo przewinęły się już 2 rzeczy spod tej nazwy. Milka Feine Kugeln Marzipan i Noisette. Obie wersje skradły moje serducho więc i do tego smaku byłam pozytywnie nastawiona. Nugatowy krem? Brzmi podobnie co wersja Noisette, ale może jest inna? Sami się przekonajcie - zapraszam!


Skład:



Wygląd: Opakowanie takie samo, jak w przypadku wersji marcepanowej i noisette, ale z innym kolorem adekwatnym do smaku. Marcepan był czerwony, noisette był brązowy, a ten jest zielony.
Bardzo podoba mi się forma opakowania, bo dzięki ''choinkowemu'' okienku można zobaczyć przed zakupem zawartość torebki. W środku opakowania znajduje się 9 dość sporych kulek, a każda z nich zapakowana jest w uroczy papierek.

Kuleczka po odwinięciu jest na prawdę dość spora, coś jak Lindory i dodatkowo zdobią ją paski.



Smak: Zapach jest bardzo orzechowy, coś jak Milka orzechowa z całymi orzeszkami. To zdecydowanie jest zapach prażonych orzechów laskowych, które uwielbiam własnie w takiej formie. Aromat ten tłamszony jest trochę nadmierną słodyczą, ale i tak doprowadza do ślinotoku - czas na test smaku!

Skorupka z czekolady jest dosyć gruba, mocno mleczna i przesiąknięta aromatem orzeszków. Jest lekko tłusta i bardzo aksamitna, dzięki temu cudownie rozpuszcza się w ustach. Nie wiem czemu (a raczej wiem, ale wolę już nie narzekać) ta Milka jest kompletnie inna w smaku (Niemcy...), bo nie czuć w niej tego ''plastikowego'' posmaku. Nadzienie jest tylko po jednej stronie pralinki, ale to wystarczająca ilość, aby podbić jeszcze mocniej słodycz cukierka i dodać mu jeszcze więcej aksamitności. Środek jeszcze bardziej tłusty niż czekolada, jeszcze bardziej kremowy i po prostu obłędny. W smaku podobny do wersji Noisette, ale tamta bardziej podchodziła pod nugat, a ta jest wyraźnie o smaku orzechów laskowych. Pyszna, słodka, idealna na zaspokojenie cukrowego głoda. Jestem oczarowana tymi pralinkami i na prawdę nie żałuję tych sporych pieniędzy za taką małą lość słodkości - warto!


Podsumowując:
10/10
Cena - 8,99 Tesco
Czy kupię ponownie? - Tak

sobota, 27 lutego 2016

Jaglany deser wiśniowy

Dziś rodzinna imprezka, którą co roku organizują moi rodzice z okazji ich imienin. Co prawda mama już miała, a tata dopiero będzie miał, ale to jedyny czas gdy każdy z nas ma wolne i może poświęcić się przygotowaniom :) Ciasta niestety nie pieczemy, bo tata załatwił sernik z pracy (brr z rodzinkami!:<), ale przynajmniej ja odpowiadam za sałatki ♥
Trzymajcie kciuki za dobrą zabawę, a my widzimy się w poniedziałek - udanego weekendu!

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Są tu jacyś fani kaszy jaglanej? Ja osobiście za nią SZALEJĘ i ostatnio pojawia się w moim menu częściej niż kasza manna. W sumie śmiem stwierdzić, że właśnie jaglankę wolę od owsianki czy manny na mleku! Jest uniwersalna, super zdrowa, oczyszcza organizm i czuję się po niej wspaniale ;) Nie dość, że może ona stanowić pyszne śniadanie czy ciekawy dodatek do obiadu, to może być też deserem! Dziś mam dla Was moją wariację na temat deseru z jaglanki dla dwojga - w tym przypadku dla moich rodziców ;) Zapraszam do spróbowania :)


Składniki/2 porcje/:

♥6 łyżek kaszy jaglanej
♥1 łyżeczka cynamonu
♥2 łyżeczki cukru brązowego
♥1 jogurt naturalny (150 g)
♥3 łyżki dżemu wiśniowego (u mnie 100% Łowicz)


Na sitku przepłukujemy naszą kaszę zimną wodą aby pozbyć się goryczki.
W garnuszku zagotowujemy 2 szklanki wody, wsypujemy kaszę i czekamy aż wchłonie ona całą wodę. Gdy kasza będzie już gęsta, dosypujemy do niej cynamon i cukier - mieszamy. Dodajemy rodzynki i czekamy aż napęcznieją one od ciepła kaszy.

Jogurt naturalny łączymy z dżemem. W pucharkach na samym dnie wykładamy odrobinę kaszy,  na to jogurt naturalny, większą ilość kaszy (3/4 pozostałej zawartości) i resztkę jogurtu. Na sam ''czubek'' wykładamy pozostałą kaszę. Dzięki temu powstanie nam ładny przekładaniec.

Proste, szybkie i zdrowe - smacznego! Mam nadzieję, że zasmakuje :)



piątek, 26 lutego 2016

Fig Bar jabłko i cynamon Nature's Bakery + moje wegańskie zakupy!

Czas ucieka jak szalony, a mnie zostało tylko parę rzeczy do ogarnięcia ;) Wyrobiłam się nawet nieźle i jestem z siebie zadowolona. W każdym razie wypoczęłam, a to najważniejsze! Mam teraz pełno energii na nową dawke szkoły...pokarzę co potrafię, kopnę matmę, niemiecki i informatykę w pupsko i uda mi się wszystko zaliczyć - UDA! Trzymać kciuki ;)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na samym końcu tego posta bonusik w postaci moich wegańskich zakupów. Jeśli ktoś jest ciekawy to polecam wytrwać do końca recenzji.

Powiem jedno - Fig Bary to absolutny hit i odkrycie 2015 roku. Śmiało mogę powiedzieć, że to NAJLEPSZE wegańskie batony jakie jadłam, a miałam okazję jeść już takich dużo. Mięciutkie ciasto, pyszna pasta w środku...czego chcieć więcej? Większej ilości smaków w Polsce! :(
Dziś o smaku, który skradł moje serce chyba najbardziej ze wszystkich rodzai. Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Nie wiem czy znów mam się powtarzać, bo piszę w kółko to samo przy każdym smaku ;) 
Każdy Fig Bar ma swój własny kolor, a tu, jak na jabłko przystało, jest zielony. Grafika jest bardzo ładna, zawiera informacje o batoniku (wegański, bez GMO itp:.) i mnie kojarzy się tylko i wyłącznie z naturą, spokojem i dobrą szamką! ;)

W środku są 2 spore i zbite ciasteczka wypełnione hojnie pastą z jabłek, cynamonu i fig. Ich barwa od razu zdradza nam, że jest to produkt pełnoziarnisty.




Smak: Zapach jest wręcz identyczny, jak w ulubionych ciastkach mojej mamy - bagatelkach. Cynamon i jabłko od razu dają nosowi znak, że nie ma tu ściemy i naprawdę są tu te owoce, a nie aromaty. Ciastko jest bardzo miękkie i plastyczne, śmiało można zgnieść je w palcach, ale za to je właśnie uwielbiam! Wyraźnie pełnoziarniste, lepkie, mulące, idealne.
Pasta w środku jest bardzo intensywna, a ilość cynamonu doprowadza mnie do obłędu! Kocham cynamon, a tu jest go wystarczająco dużo aby zaspokoić moje ''chcice'' na tą przyprawę ;) Cynamon i jabłko cudnie się komponują i zdecydowanie zawładnęły nad figami. Wszystko tu jest tak idealnie dobrane i dopracowane, że śmiało mogę powiedzieć jedno - to najlepszy smak Fig Bara jaki do tej pory jadłam! W zapasie mam jeszcze nietestowane Mango, ale wątpię żeby pobiło to cudeńko - poezja!
Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję spróbować to brać i nie myśleć! Pyyycha :)


Podsumowując:
10/10!
Cena - 2,99 Żabka, Tesco, Rossmann (tylko klasyczne smaki)
Czy kupię ponownie? - Tak ♥


A oto moje wegańskie łupy!



TE FALAFELE TO NIEBO! ONE SĄ 100000 RAZY LEPSZE NIŻ TE Z POLSOJI!
Mają u mnie skubane 1000/10 :D ♥
Najlepsze jest to, że produkowane są w moim mieście! Polecam, na prawdę!


czwartek, 25 lutego 2016

Jogurtowa szarlotka w pucharkach

Zakupy udały się i to nawet bardzo ;) Kupiłam cały strój do ćwiczeń i w końcu mam wymarzone legginsy! Już w nich trening zaliczyłam i powiem Wam, że są dużo bardziej wygodne niż legginsy a'la rajstopy, w których zawsze ćwiczyłam. Topik też kupiłam, bardzo wygodny i bardzo ładny ;) Do tego doszła bluzka z koronką (już sobie wyobrażam jej zestawienie ze spódniczką!) i dużo dobrego wege jedzonka :D

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lubicie desery w pucharkach? Ja uwielbiam! Są szybkie do przygotowania, gustowne i przeważnie przepyszne ;) Na sklepowych lodówkach można znaleźć wiele wariacji na temat takich deserów. Crème brûlée, tiramisu, tartufo...to tylko nieliczne z dostępnych. Ja dziś mam dla Was przepis na coś na ciepło i bardziej ku zdrowej przekąsce niż słodkiemu deserowi. Jesteście ciekawi? Zapraszam!



Składniki/2 porcje/:
♥2 duże jabłka lub 3 mniejsze
♥4 łyżki płatków kukurydzianych z miodem i orzeszkami (klasyczne też mogą być)
♥1 opakowanie (150 g) waniliowego serka homogenizowanego
♥4 łyżeczki brązowego cukru trzcinowego (może być zwykły, ale ten nada karmelowy smak)
♥1 łyżeczka cynamonu
♥odrobina wody

Jabłka obrać ze skórek i pokroić w sporą kostkę. Przełożyć je do garnuszka, zalać odrobiną wody i zasypać cukrem oraz cynamonem. Dusić je na małym ogniu przez 15-20 min po przykryciem, mieszając co jakiś czas. Jabłka muszą być miękkie i lekko się rozpadać. Pod koniec gotowania wrzucić suszone pokrojone wiśnie.

Gdy jabłka będą już gotowe, przygotować 2 pucharki i wyłożyć je na samym dole 2 łyżeczkami serka. Następnie wyłożyć jabłka i znowu serek, potem znów jabłko i na to płatki kukurydzane, ponownie serek. Ułożyć po kolei warstwami, tak aby na samym końcu był serek. Czekoladę pokroić na malutkie kosteczki i obsypać nimi nasz deser - wcinać póki ciepłe! ;) 

Smacznego!



wtorek, 23 lutego 2016

Penguin & Polar Bear Jelly Sweets - wegańskie żelki

Pogoda nie sprzyja jakiejkolwiek wenie twórczej, ale przynajmniej podzielę się z Wami bardzo przyjemną wieścią - szykują się ZAKUPY! :D Rodzice obiecali, że zabiorą mnie dziś do Manufaktury na zakupy, bo należy mi się jakaś atrakcja w ferie i odstępstwo od szkolnych stresów - kocham ich ♥ W planach oczywiście zakupy sportowe jak i ciuchowe oraz jedzeniowe! Słodyczy nie planuję kupować, może w Auchan poszukam jakiś zagranicznych nowinek, ale tylko to, bo jadę tam głównie z myślą o wege zakupach.  W sklepach sportowych za to szukać będę 2 par spodni (legginsy długie i spodenki krótkie) oraz butów <3 Czyli coś co lubię najbardziej kupować ;) Trzymajcie kciuki aby się udało!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Już dobry miesiąc temu obkupiłam się w M&S na przecenach. Nie były to ubrania, bo moda w tym sklepie to dla mnie porażka, a jedzenie, które osobiście sobie cenię, bo owa marka ma je na prawdę dobrej jakości. Własnie z tego sklepu pochodzą moje 3 ukochane masła orzechowe (zwykłe crunchy, z syropem klonowym i z nerkowców) oraz ulubione kupne granole (orzechowa i jabłkowa górą!). Sklep ten ma też wiele win, makaronów, sosów...i słodyczy! Przechodząc przez półki z przecenami rzuciły mi się w oczy te żelki...zaraz, bez żelatyny? Biorę! Nie dość, że śliczne kształty, owocowy smak to jeszcze mogę je zjeść?! Nie ważna cena - kupujemy i testujemy, zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Jak już pisałam na wstępnie, opakowanie od razu rzuciło mi się w oczy, bo jest po prostu cud malina! Słodkie, urocze no i ten mis polarny...ach, takie słodkie akcenty są dla mnie zgubne i na motywy z uroczymi zwierzątkami zawsze dam się naciąć. Na początku nie miałam pojęcia, że są wegańskie, a chciałam je kupić dla siostry (na imieniny), ale po wnikliwym przejrzeniu składu oczy zrobiły mi się jak pięć złotych! Wegańskie? Chcę!

W środku są 2 rodzaje żelek. Jedne w kształcie pingwinków z czapkami o saku porzeczki oraz misiów polarnych z koroną o smaku gruszki.



Smak: Zapach jest silnie owocowy, cudownie aromatyczny i taki ''prawdziwy''. Miałam wrażenie, że niucham porzeczkowy dżem od Łowicza, który swoją drogą uwielbiam ;) Żelki były bardzo sprężyste, wręcz identyczne jak te ''prawdziwe'' z żelatyną. Piękny zapach, kształt i intensywne kolory tylko zachęcały do spróbowania...jak wyszło?

Porzeczkowe pingwinki są bardzo intensywne i wręcz lekko cierpkie w smaku. Mnie bardzo odpowiadają, ale reszta rodziny uznała je za zbyt kwaśne. Misie polarne są za to ich przeciwwagą, czyli soczystymi i słodkimi żelkami. Fajnie komponuje się ta cierpkość ze słodyczą, ale i tak nie pobiją one żelek Katjes ;) Tamte podbiły moje serce i bardzo tęsknię, że nie mogę ich nigdzie dorwać. Fanką żelek nie jestem, ale dla fanów, które za nimi tęsknią - ideał. Polecam spróbować jako ciekawostkę, a nóż Was oczarują? ;) Dla mnie było to przyjemne doświadczenie smakowe, ale nie kupię już ponownie...wolę czekoladę :P


Podsumowując:
7+/10
Cena - nie pamiętam, ale coś koło 4 zł M&S
Czy kupię ponownie? - Nie, żelki to nie moja bajka ;)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Granola Reese's Cup

Obiecałam Wam przepis na granolę wczoraj, ale jakoś tak wyszło, że w niedzielę nie miałam czasu na bloga ;) Mimo tego czas spędziłam bardzo przyjemnie, bo z rodzicami przy filmie, śmiechu i pysznym jedzonku! Uwielbiam to :) Ponad to upiekłam kolejną genialna granolę już na zapas, bo w czasie szkoły znowu czasu nie będzie.

Dziś sobie obiecuję, że przeczytam streszczenie Makbeta, dokończę matematykę, zrobię kartę pracy i zerknę do ''Bogurodzicy'', co by się już na recytację szykować. Dam radę? Dam! A przynajmniej mam taką nadzieję...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Reese's zdecydowanie należą do moich ukochanych słodyczy. Co prawda czekolada jest w nich okropnej jakości, ale środek dominuje nad wszystkim i powoduje u mnie euforię smaków! Uwielbiam ;) Ostatnio wujek obdarzył mnie zapasem tych cudownych babeczek, a w mojej głowie od razu pojawił się pomysł - granola Reese's, tego jeszcze nie było! Skoro płatki Reese's (klik) istnieją to czemu nie granola? Zapraszam! :)


Składniki:
♥500 gramów płatków owsianych górskich
♥4 czubate łyżki masła orzechowego (polecam crunchy)
♥50 gramów słonecznika 
♥10 daktyli
♥szczypta soli
♥ 10 babeczek Reese's


Płatki owsiane wsypać do miski, dodać do nich sól, pestki słonecznika i orzechy nerkowca.
W garnuszku rozpuścić masło orzechowe, a gdy będzie już kompletnie płynne, zalać nim płatki owsiane - dokładnie wymieszać.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, a na nim wysypać naszą granolę. Całość piec przez 10-15 min w 150 stopniach na termoobiegu. Od czasu do czasu polecam przemieszać granolę aby się nie przypaliła.

Daktyle pokroić na mniejsze części, papaję i mango tak samo. Pokrojenia wymagają też nasze babeczki Reese's. Polecam pociachać ja w większe kawałki, bo w tedy nie znikną w granoli ;)

Gdy granola się upiecze, wyjąć ją i poczekać aż wystygnie w 100%. Po tym czasie dodać bakalie i nasze orzechowe babeczki - smacznego!

Zawsze to powtarzam, ale teraz chyba przy tym zostanę - TO NAJLEPSZA GRANOLA JAKĄ ZROBIŁAM! :D



sobota, 20 lutego 2016

Milka Choc&Choc

Dni lecą jak szalone, a ja nadal czuję, że nic efektywnego nie zrobiłam. Tyle miałam planów! Spacer z przyjaciółką, której nie widziałam już prawie pół roku! Wielkie sportowe zakupy, pieczenie ciast, posprzątanie pokoju, nauka, czytanie książek...eh, za mało czasu! Lekko co prawda się ogarnęłam, ale nadal nie czuję jakiejś...satysfakcji? Chyba tak...pokoju nie ruszyłam, nadal mam syf pełen książek i notatek, pieczenie odhaczyłam, bo granole na zapas już są (jutro na jedną z nich przepis!), lekcje co prawda zrobione, ale jeszcze się nie uczyłam, a książka? No przeczytana, ale nie ta co trzeba, bo Makbet jak leżał, tak leży :P Chyba muszę obczaić jakieś dobre streszczenie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Milka już jakiś czas temu na rynek wpuściła parę nowości, a jedną z nich były prezentowane dziś biszkopty - Milka Choc&Choc! Pierwszy raz spotkałam je w Almie, ale ich cena tak mnie dobiła, odpuściłam sobie zakupu. Chęć posiadania jednak rosła i rosła...musiałam je mieć! Los mi akurat sprzyjał i znalazłam je o 2 zł tańsze po 3 miesiącach. Czy warto było czekać? ;) Zapraszam!


Wybaczcie, ale nie mam zdjęcia składu.


Wygląd: Opakowanie w klasycznym dla Milki fiolecie, który uwielbiam i mogłabym mieć w nim dosłownie wszystko ;) Ciastka na pudełku wyglądają bardzo kusząco. Lubię takie solidne słodycze w, które mogę się wgryźć i mocno poczuć smak. Tutaj jak widać, jest to jak najbardziej możliwe, bo ciastko swoją grubością i okazałością powala, aż chce się jeść! ;) W opakowaniu jest bodajże 6-7 ciastek, co za tę cenę mnie rozczarowało.


Smak: Zapach jest identyczny jak w mlecznej Milce, bardzo słodki, co niestety na starcie mnie zniechęciło. Nie chciałam przesłodzonego ciastka, bo biszkopty kojarzą mi się raczej z mniej słodką przekąską.

Polewy czekoladowej nie żałowali, jest gruba, lekko chrupka i bardzo aksamitna. Po nagryzieniu od razu rozpuszcza się w ustach i tworzy takie przyjemne ''czekoladowe bagienko'', które doprowadza kubki smakowe do szaleństwa. Biszkopt jest niezwykle miękki i bez nieprzyjemnego posmaku jaj. Idealny w smaku, tak delikatny, że aż nieprawdopodobne, że nie jest to biszkopt domowej roboty ;) W połączeniu z czekoladą momentalnie rozpływają się w ustach...delicje! W środku czeka na nas także krem, tłuściutki krem z kawałkami czekolady. Powiem jedno, troszkę mnie zawiódł, bo niezbyt pasowały mi tam kawałeczki czekolady. Były lekko sztuczne i tylko dodawały niepotrzebnej słodyczy. Krem jednak poprawny, bardzo słodki i pyszny (coś jak kremy tortowe), ale za słodki!

Biszkopty są pyszne, warto się na nie skusić, ale niestety cena do ilości to trochę przesada. jednak jak to mawiają ''za jakość się płaci'', w tym przypadku na prawdę warto - polecam! :)


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 7 zł Alma, Tesco
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 19 lutego 2016

Falafel Polsoja

Szok i niedowierzanie...zamknęli mi Almę w manufakturze Łódź! :'( Teraz prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek będę w tym sklepie wynosi ZERO, bo Alma jest jeszcze jedna, ale w takim miejscu w, którym jeszcze NIGDY nie byłam i raczej NIGDY nie będę, bo to kompletnie nie moje rejony i kawał drogi ode mnie. Jestem wściekła, bo można tam dostać mnóstwo wegańskich rzeczy, pyszne hummusy, ciekawe wersje Lindt i  RS, a także innych zagranicznych łakoci...eh, szkoda, wieeelka szkoda :/

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Polsoja ostatnio wysłałam mi do przetestowania ich nowe produkty, które niedawno wkroczyły na rynek. Wielu polskich wegan domagało się i prosiło firmę o ''gotowce'' obiadowe, które wystarczy tyko podgrzać aby uzupełniły danie. Polsoja okazała się być firmą z klasą i posłuchała swoich konsumentów! Na rynek wprowadzono tofu mielone, falafele i stripsy z tofu. Dziś post o falafelach, które tak bardzo skradły moje serce, że w zaledwie tydzień poszły 2 opakowania! Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Jak falafel wygląda każdy widzi i (chyba) wie, bo jest to dość charakterystyczna potrawa. Falafele to nic innego, jak kuleczki zrobione z ciecierzycy i masy aromatycznych przypraw! W tym niepozornym opakowaniu znajduje się 9 takich kuleczek i śmiało starczają na 2 obiady (przynajmniej u mnie z dużą ilością dodatków).

Zacznę od zapachu, który jest tak mocny, że po otworzeniu pachnie w całej kuchni - serio! Nuta indyjskich przypraw? Nie wiem sama, ale jest to zapach tak intensywny, że aż ślinianki produkują za dużo śliny hehe ;) Falafele jadłam na 2 sposoby - na ''surowo'' czyli bez żadnego podgrzewania i po usmażeniu. Osobiście do gustu przypadły mi te smażone (ach ta chrupiąca skórka ♥), ale na zimno też dawały radę. Ich konsystencja przypomina mi trochę moje kotleciki z tofu (zapraszam po przepis), ale jednak są mniej gładkie, a bardziej ''ziarniste'' i zbite. W środku można znaleźć kawałeczki podsmażonej cebulki czy kawałeczki nie do końca zmielonej ciecierzycy. Daje to fajny efekt chrupania, a że ja chrupać lubię, to mi kompletnie nie przeszkadzało! Przyprawy dają się we znaki też przy jedzeniu, więc zwolennikom łagodnych smaków nie bardzo przypadną do gustu. Są po prostu CUDOWNE i już nie mogę się doczekać kiedy w końcu zawitają w moim Tesco. Chyba będę je kupować nagminnie, bo po prostu mój brzuch się w nich zakochał :D Cena jest trochę wysoka, nie obraziłabym się gdyby zniżyli ją do 7-8 zł, ale i tak uważam, że falafele są nawet warte tych 13! Pyszne, polecam, bo na prawdę warto spróbować :)


A tak się prezentuje w obiadowej wariacji ;) Oczywiście nie jest to obiad kompletny, bo miałam jeszcze bułkę sojową (ta z PiP wymiata! ♥) i pyszną pastę (będzie na blogu!) :)



Podsumowując:
11/10, a co! ;)
Cena - ok. 13 zł Tesco
Czy kupię ponownie? - Tak, tak, tak!

czwartek, 18 lutego 2016

Przekąska Kiri - serek+paluszki

Cześć i czołem, czy tylko mnie te ferie za szybko uciekają?! Dopiero co był poniedziałek, a tu już mamy czwartek! Czemu? :( Lekcje już prawie skończone, został mi tylko angielski, matematyka i polski, a z resztą się uporałam :) Przy okazji posprzątałam w szafce ze słodyczami i...mam 20 nieotwartych jeszcze tabliczek czekolady + 9 otwartych :D Nie wiem kiedy to zjem, nie wiem co z nimi zrobię, ale muszę się pośpieszyć, bo terminy gonią, niedługo Wielkanoc to i dostanę nowe no i mam też inne słodycze! Eh, tak dużo jedzenia, tak mało czasu żeby to ogarnąć i zjeść :P

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Słodycze, słodyczami, ale czasami człowiek po prostu MUSI zjeść coś bardziej słonego czy ostrego. Ja najczęściej w takich momentach chwytam za hummus i warzywa/krakersy/chrupaki ;) Jednak jakiś czas temu w Kauflandzie natchnęłam się na tą oto przekąskę...Kiri? Toż to smak dzieciństwa! Do tej pory pamiętam, jak zjadałam całą kostkę serka samą, a mama darła się, że to na chleb :D
Czy taka przekąska to równie dobry pomysł, co nieśmiertelne serki? Przekonajmy się!


Skład:


Wygląd: Malutkie i niepozorne opakowanie, które warzy zaledwie 35 gramów. Śliczna grafika, która od razu kojarzy mi się z dzieciństwem, co pisałam już na wstępie. Kiri głównie kupowała mi babcia, bo mama nigdy nie była za wszelkimi topionymi serkami (i do tej pory nie jest), wcale jej się nie dziwię, bo to nic dobrego dla naszego zdrowia, ale nie dajmy się zwariować! Wszystko dla ludzi tylko z umiarem :) Podoba mi się to, że w środku jest dodatkowy obrazek. To taka jakby ''niespodzianka'', bo zawsze jest inny. Kupiłam 4 opakowania i miałam nawet takie w wersji dla dziewczynek ;)

Pudełeczko podzielone jest na 2 przegródki, jedna z serkiem, wypakowana po brzegi, a druga z chlebowymi paluszkami. Paluchy są wyjątkowo ładnie wypieczone i zapowiadają nam chrrrupiącą przyjemność! Czy tak też było? 



Smak: Serek Kiri zapachu szczególnego nie ma, ale jak ktoś niucha wszystko tak dokładnie jak ja, to wyczuje w nim nutę mlecznego/śmietankowego aromatu. Jest śnieżnobiały i cudowny w konsystencji! Gęsty, lepki...idealny. Konsystencja nic, a nic nie zmieniła się na przestrzeni lat, bo tak właśnie go zapamiętałam :) A smak? Lekko słony, lekko słodki...wszystko tak bosko wyważone! Jest tłuściutki, ale w tym przypadku kompletnie mi to nie przeszkadza. Wygodnie nabiera się go na paluszek, a on nie spływa i dzielnie się trzyma. W sumie paluszki są tu zbędne, bo jest tak pyszny, że mogłabym go wyjeść łyżeczką!
Paluszki chlebowe są bardzo chrupiące, ale nie kruszą się i nie brudzą wszystkiego dookoła. Nie mają jakiegoś wyraźnego smaku, bo są po prostu neutralne...takie tam zwykłe paluchy chlebowe ;) Myślę, że to nawet dobrze, bo serek sam w sobie jest słony, ale nie obraziłabym się gdyby ów paluszki posypane były słonecznikiem (♥). W każdym razie ich stopień wypieczenia i chrupkość powalają i robią dobra robotę razem z serkiem.

Wszystko byłoby piękne gdyby nie cena...2 zł za tak małe coś ( w Tesco aż 3 zł...)?! Najeść się tym nie idzie, tylko zaspokoić ''pierwszy głód'', ale czasami warto. Polecam szukać na promocjach, bo to miły powrót to dziecięcych smaków.


Podsumowując:
9+/10
Cena - ok. 2 zł Kaufland, Tesco, Piotr i Paweł
Czy kupie ponownie? - Tak

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A taką cudowną paczkę dostałam od Patrycji! :* Strasznie się cieszę, bo wysłała mi rzeczy, które chciałam już spróbować od dawna! Niedługo pierwsze testy, a na pewno zacznę od mikołajów z musem - PYCHA! Ale wiecie co skradło moje serce najbardziej? Ta cudowna fioletowa bransoletka! Kocham fiolet, szczególnie ten odcień! Będzie idealnie do mnie pasować :)






środa, 17 lutego 2016

Współpraca z Tovago!

Znowu współpraca? No stety, stety ;) Paczuszką zaskoczyła mnie firma Tovago, która specjalizuje się w produkowaniu chlebków chrupkich. Osobiście za nimi nie przepadam, ale czasami z hummusem lubię wszamać! Firma ostatnio wprowadziła na rynek 2 nowości - chlebek chrupki jaglany i chlebek chrupki gryczany. Nie ukrywam, że kuszą mnie piekielnie i z niecierpliwością czekam na pierwsze testy :)

Co forma mówi o sobie?
Pieczywo chrupkie polskiej marki Tovago to nowa propozycja dla zwolenników zdrowego stylu życia, ceniących sobie wygodę.
  • tworzone ze 100% pełnego ziarna
  • bogate w błonnik, z niską zawartością tłuszczu i bez dodatku cukru
  • stanowi doskonały alternatywę dla tradycyjnego pieczywa i jest zawsze pod ręką
Tovago to jedyna  wśród wiodących marek na polskim rynku produkująca zdrowe chrupkie pieczywo nie z mąki, a ze 100% pełnego ziarna. Pieczywo jest naturalne, a jednocześnie pożywne, smaczne i co najważniejsze - zdrowe.  Można je mieć zawsze pod ręką - dzięki unikalnej recepturze kromki Tovago zachowują swoją świeżość i smak na zdecydowanie dłużej – nawet już po otwarciu opakowania.

Tovago jest polską rodzinną firmą, która już od 1985 roku dba o podniebienia wszystkich fanów zdrowego i wygodnego stylu życia oraz wielbicieli pysznego smaku. Jej twórcy od lat czuwają nad tym, by tworzone produkty powstawały z najwyższej jakości pełnych ziaren zbóż, osobiście doglądając wszystkich etapów produkcji. Firma błyskawicznie się rozwija i już zapowiada, że planuje poszerzenie swojej oferty o nowe, zaskakujące produkty i smaki.

Czy będzie tak pięknie? To się zobaczy! Czekajcie na testy :)






Ciasto meksykańskie z pijanymi śliwkami

Lenistwa ciąg dalszy, a ja nadal nie mogę zabrać się do zrobienia pracy domowej :P Cóż...serialne, książki, treningi...tyle tego, że człowiek nie ma na wszystko czasu! Musze jednak spiąć pośladki i właśnie ta środa będzie dniem nauki. Obiecałam sobie, że jak wyciągnę wszystkie oceny, poprawię matematykę i przepiszę się do innej klasy, a mianowicie mojej upragnionej biologicznej, to zrobię OGROMNE zakupy gluitfree i kupię WSZYSTKO co będę chciała...motywacja jest! :D

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obiecałam Wam już jakiś czas temu przepis na ciasto, które pojawiło się na urodzinach mojej mamy. Długo przekładałam ten post i sama nie wiem czemu, bo ciasto wyszło tak obłędne, że zniknęło pierwszego dnia! Mimo, że ma zawartość alkoholu, to kompletnie go tam nie czuć, a jedyny efekt jaki daje to posmak słynnego grzańca. Ciasto meksykańskie jest ulubionym mojej mamy, a klasycznie robi się go z orzechami. Ja jednak postanowiłam zaszaleć i zrobić inną wersję ;) Zapraszam!


Składniki:
•2 szklanki mąki (pszennej)
•1,5 szklanki cukru
•3 jajka
•1 łyżeczka proszku do pieczenia
•1/2 szklanki wody
•1 kostka margaryny
•2 łyżki kakao
•1 kieliszek nalewki/wódki śliwkowej/wiśniowej (u mnie domowa taty)
*opcjonalnie do posypania cukier puder

Na samym początku zalać nasze śliwki alkoholem i zostawić aby zmiękły i napęczniały.
Wodę odmierzyć do garnka, włożyć margarynę wraz z kakao i cukrem - gotować ok. 5 min, aż margaryna się rozpuści, a wszystkie składniki połączą. Masę pozostawić na wystudzenie i odlać z niej 4 łyżki. W między czasie odsączyć śliwki, pokroić je i orzechy nerkowca. Do naszego ''syropu'' dodajemy przesianą mąkę wraz z proszkiem i dokładnie mieszamy aby nie powstały grudki. Gdy masa będzie gęsta i dobrze wymieszana dodajemy do niej bakalie. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Żółtka dodajemy bezpośrednio do masy, którą następnie należy ponownie dobrze wymieszać. Po ubiciu białek dodajemy je delikatnie do naszego ciasta i ostrożnie mieszamy. Formę wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy masę. Całość pieczemy przez ok. 45 min w 150 stopniach (termoobieg). Sprawdzamy stan upieczenia suchym patyczkiem. Na koniec polewamy odlanymi 4 łyżkami z masy (aby dodać aromatu, błyszczącej polewy i miękkości ciastu) oraz posypujemy cukrem pudrem jeśli chcemy ;)