czwartek, 31 marca 2016

Hummus klasyczny BIO Florentin

Chce Wam się wierzyć, że to już ostatni dzień marca? Bo mnie nie ;) Czas leci szybko, ale przynajmniej z każdym dniem jestem bliżej wakacji.
Chciałam Was bardzo przeprosić, że wczoraj post się nie pojawił, ale calusieńki dzień byłam poza domem (zakuuupy♥), a wieczorem miałam problemy z internetem :/ Całe szczęście już dziś jestem i mam dla Was recenzję! A Wy byliście na łowach zdrowej i wegańskiej żywności w Biedronce/Lidlu/Tesco? Kupiliście coś? Chętnie się dowiem! Jeśli ktoś jest ciekawy co ja kupiłam to może zrobić post ''haul zakupowy''? Czekam na Wasze komentarze! :)
PS. Trzymać kciuki za biologię!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hummus to życie i kocham go na równi z masłem orzechowym - serio! Jem go prawie codziennie, a przynajmniej 4 dni w tygodniu. Szybka pasta, która nie dość, że potrafi nieźle nasycić to i jeszcze smakuje OBŁĘDNIE. Na moim blogu znajdziecie 4 recenzje różnych hummusów i wszystkie jak do tej pory są marki Perla. Ja jednak mam dla Was dziś hummus marki Florentin, która wysłała mi kilka swoich produktów do testów. Czy ten hummus mnie oczaruje? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie tego hummusu jest cudowne, proste i przepełnione klasą. Wszystkie potrzebne informacje zawarte w jednym bez zbędnych obrazków i masy kolorów. Biel, błękit i taki spokój...bardzo mi się podoba! Fajne w nim jest to, że po otwarciu pasty nie trzeba jej szybko zjadać, bo znajduje się ona w praktycznym pojemniczku z przykrywką. Hummus ma bardzo przyjemny kolor, który możemy zobaczyć przez przeźroczyste opakowanie. Jego konsystencja jest BEZBŁĘDNA, bo gęsta i kremowa.

Po otwarciu od razu zanurzyłam nosa aby wyczuć wszystkie dodane przyprawy i...WOW, ale zapach! Wyraźnie czuć tahinę i czosnek. Prze chwilkę przewija się też kolendra oraz chilli. Zapach jest po prostu CUDOWNY.
Czym prędzej zrobiłam sobie tosty z mojego ulubionego chleba sojowego, obficie posmarowałam kromki hummusem i wgryzłam się solidnie. Jak wrażenia? OMAMOKOCHANAJATOKOCHAM :D
To NAJLEPSZY hummus jaki jadłam w swoim życiu (a było ich już duuużo, łącznie z domowymi)! Kremowa konsystencja, która cudownie rozpływa się w ustach. Wyraźny smak tahiny, ciecierzycy i czosnku...no poezja! Najpierw pasta jest bardzo delikatna w smaku, a później daje o sobie znać ostry czosnek, papryka i chilli. BOSKI i jeszcze raz BOSKI! Jeżeli będziecie mieli możliwość znalezienia go w Almie czy innym sklepie to koniecznie bierzcie! Warto ;)


Podsumowując:
11+/10!!!
Cena - ok. 15 zł
Czy kupię ponownie? - Tak! Nawet cena mi nie wadzi


wtorek, 29 marca 2016

Milka Feine Kugeln Blätterkrokant

Ostatni dzień wolności spędzam na zakupach z rodzicami ;) Szykuje się mały ''napad'' na Biedronkę i Lidla, a w środę na Tesco,  na wykupienie wegańskich i wegetariańskich dobroci <3 Już się nie mogę doczekać! W każdym razie już zapowiadam, że na blogu pojawi się dużo wege pyszności :D Nie macie pojęcia jak świecą mi się z radości oczy, kiedy widzę jak wegetarianizm/weganizm staje się w marketach popularny! Nie dość, że takie rzeczy tanieją i kosztują już prawie tyle co ''normalne'' to i jest większy wybór! Oby tak dalej :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wielkanoc już dobiegła końca, a ja jeszcze dziś wyskakują z świątecznymi kuleczkami od Milki ;) Wybaczcie, że dopiero teraz, ale mam tak długą kolejkę słodyczy, że tylko zastanawiam się kto to wszystko zje i kiedy, bo terminy tylko gonią i gonią. Wczoraj rano robiłam porządek w szafie i...naliczyłam 38 tabliczek czekolady, a o innych słodyczach już nie wspomnę :D Wracając...pamiętacie je? Na blogu pojawiły się już 3 warianty smakowe, a to ostatni, którego udało mi się dorwać. Jeśli jesteście ciekawi poprzednich to zapraszam na :
*nugatowe
*marcepanowe
*orzechowe

Teraz czas na krokant!


Skład:


Wygląd: Opakowanie identyczne jak w innych wariantach smakowych tyle, że tutaj mamy zmieniony kolor papierka. Cudowny złoty kolor nadaje cukierkom klasy i bardzo mi się podoba. Swoją drogą taki musztardowy odcień fajnie sprawdziłby się w ubiorze ;) Nie pogardziłabym swetrem w ów odcieniu. W środku tradycyjnie znajduje się 9 kulek, a każda z nich zawinięta jest w osobny papierek.




Smak: Zapach tych kuleczek nieźle mnie zaskoczył, bo był na tyle intensywny, że czuć było go już bez odwijania ich z papierków. Czułam lekko miodową nutkę z orzechami, które ktoś uprzednio podprażył. Wróżyło to tylko coś pysznego więc czym prędzej zabrałam się do jedzenia. Pierwszy gryz i...ałć, czemu to takie twarde?! Wszystko mi się rozkruszyło i nieźle zaskoczyło moje zęby. Ugryzłam jeszcze raz, ale tym razem wiedziałam na co czekać i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam! Czekolada była bardzo słodka, typowo Milkowa, ale tutaj mi bardzo smakowała. Przesiąkła orzechowym aromatem, który znajdował się wewnątrz kulki. Nadzienie to nic innego jak krokant z orzechów laskowych, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Niestety tutaj był on zdecydowanie zbyt twardy więc osoby o słabych zębach - miejcie się na baczności! Całość jest bardzo dopasowana do siebie i orzechowy smak wypełnia miodowa nutka, do tego wszystkiego czekolada i jestem w niebie. Ciekawa słodycz, której wcześniej nigdy nie próbowałam. Zawsze gdy jadłam krokant z orzechów to smakował kompletnie inaczej. Zdecydowanie polecam, ale ja osobiście odejmuję jeden punkt za zbyt dużą twardość ;)


Podsumowując:
9/10
Cena - 8.99 zł Tesco
Czy kupię ponownie? - Raczej tak

poniedziałek, 28 marca 2016

Fig Bar mango Nature's Bakery

Szczerze powiedziawszy to nie chce mi się wierzyć, że już poniedziałek. Dopiero co była środa wieczór, kiedy moje myśli były spokojne o wolne dni, a teraz? Jutro już niestety książki :( No, ale nic!Taka kolej rzeczy i pogodzić się trzeba, bo każdy szkołę miał i musiał się uczyć. Na szczęście wracamy tylko na 3 dni, a potem weekend :) Dziś lany poniedziałek i mam nadzieję, że oblejecie go słusznie :D Oczywiście nie lejmy sobie wiader na głowę, ale symboliczne zmoczenie wodą wskazane! Mam nadzieję, że w tym roku to ja zleję wszystkich pierwsza, a nie na odwrót :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatni już z Fig Barów, jaki pojawi się teraz na blogu. Wyczerpałam wszystkie smaki i mam nadzieję, że jako tako Wam je przybliżyłam :) Mam taką dziwną manię zostawiania sobie tego co najlepsze na koniec i tak też zrobiłam z tym batonem. Mango? Oh yeeees!


Skład:


Wygląd: Nie będę się powtarzać, bo jedyne co tu się zmienia to kolor. Jak na dojrzałe, soczyste i cudowne mango przystało, jest on w odcieniu jasnej pomarańczy. Uwielbiam grafikę tych batonów i na prawdę pomysłodawca ma u mnie ogromnego plusa ;)
W środku tradycyjnie 2 ciastka po brzegi wypełnione pastą figowo-mangową. 



Smak: Zapach obłędny, słodki, ale z wyraźnym akcentem na mango. Kocham ten owoc i po prostu mogłabym go jeść ciągle ;) Tutaj w połączenie z lekko zbożowym aromatem ciasta dawał czystą przyjemność z samego wąchania. Nie wiem czy tylko ja tak trafiłam, czy ma to do siebie ten smak, ale batony w wersji mango wydały mi się najbardziej bogate w nadzienie.
Ciastka w smaku jak zawsze poprawne, lekko zbożowe, miękkie i plastyczne. Nie stawia oporu przed zębami i rozpływa się w buzi po każdym gryzie. Nadzienie bardzo lepkie, słodkie (może nawet zbyt słodkie) i intensywnie owocowe! Na całe szczęście mango miało tu przewagę i nie czułam pasty z figi. Pyszne i różnie bardzo lepkie co dawało efekt przyklejania się do podniebienia. Gdyby ktoś mi opatentował taki dżem do słoika to byłabym w niebie :D Zdecydowanie najlepszy smak z tropikalnym akcentem, którego będę wspominać najmilej ze wszystkich wariantów, które miałam okazję kosztować. Chcę więcej!


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 3-4 zł (tego smaku nie ma w PL)
Czy kupię ponownie? - Jak najbardziej!

niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Wielkanoc...


Życzę Wam, Kochani,
aby te święta wielkanocne

wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
spokój ducha, spokój, ciepło i nadzieję,
niech radosne Alleluja będzie dla Was
ostoją zwycięskiej miłości i niezłomnej wiary,
niech pogoda ducha towarzyszy Wam
w trudzie każdego dnia,
a radość serca w czasie zasłużonego odpoczynku!

Spędźcie te święta w ciepłym gronie rodzinnym na wesoło i spokojnie.
Zero stresu, zmartwień i trosk!

My widzimy się w poniedziałek z kolejną recenzją :)

Wesołego (niezjedzonego ;)) JAJKA!
Natalia


sobota, 26 marca 2016

Przekąski bakeo.pl - podsumowanie wszystkich snack'ów!

Czas leci jak szalony, ale przynajmniej na bardzo przyjemnych rzeczach :) Dużo uśmiechu, radości i przygotowań. Miałam piec pasztet z ciecierzycy, ale będzie już tyle jedzenia, że chyba odpuszczę, bo sama całej ''keksówki'' pasztetu bym nie zjadła :D Może będzie możliwość zrobienia go innym razem. Jutro przystrojenie koszyczka, potem do kościoła, a następne dni w rozjazdach - raz do jednych dziadków, a raz do drugich, co by sami nie siedzieli.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pewnie wielu z Was na to czekało - tak, w końcu mam dla Was podsumowanie wszystkich przekąsek od bakeo.pl! Jeśli jednak jesteście tu pierwszy raz lub po prostu chcecie sobie przypomnieć o co chodzi, zapraszam na posta o współpracy z ów firmą - klik!
Nie przedłużając już zapraszam na tą dość obszerną recenzję - miłego czytania!


Skład: słonecznik, migdałypistacjearachidy, syrop glukozowy, sezam, fruktoza, miód, emulgator lecytyna rzepakowa


Wygląd i smak: Gdy zobaczyłam ''Strefę Mocy'' na bakeo.pl od razu wiedziałam, że musi znaleźć się w moim pudełeczku. Mam ogromną słabość do wszelkich orzechów w miodzie lub innych klejących substancjach więc...coś idealnego dla mnie! Jak widać, mamy tu dużą ilość całych (!) migdałów, pistacji, pełno słonecznika i sezamu. Całość podzielona jest na  małych paseczków - pomysł genialny!

Smak? Poezja! Śmiało mogę powiedzieć, że dawno nie jadłam tak dobrego orzechowego batonika. Wyraźnie podprażone orzechy, które są świeże, a to bardzo ważne. Mocno chrupią, ale też nie powodują bólu szczęki. Batoniki są dosyć plastyczne i bardzo kleją się do palców, ale tak to już jest z takimi ''zlepkami''. Jeżeli będziecie brali box'a u bakeo.pl to koniecznie bierzcie ''Strefę Mocy''! Na pewno doda Wam pompy do działania :)


Podsumowując:
10/10!


Skład: śliwka suszona, BIO mąka gryczana, siemię lniane, BIO słonecznik, olej kokosowy, BIO sezam, ksylitol, cynamon, imbir, goździki, kardamon, gałka muszkatułowa, ziele angielskie, woda


Wygląd i smak: Batony Warszawskie pierwszy raz zobaczyłam na stronie pewnego eko sklepu i wiedziałam, że kiedyś muszę ich spróbować. Chodziły za mną i chodziły, a jak na złoć w mojej małej mieścinie nie mogłam ich nigdzie dorwać. Owszem, mogłam jechać do Łodzi na poszukiwania, ale nagle przydarzyła się okazja do spróbowania ów batonika w pomniejszonej wersji! Jak wiadomo, kocham wszystko w wersji mini więc po prostu moje szczęście było ogromne.
Batonik nie wygląda zachęcająco, nie oszukujmy się, ale tak przeważnie już jest, że wszelkie zdrowe słodkości wyglądają...zdrowo :D Ja zdecydowałam się na ''Warszawską Śliwkę'', która kawałeczkami śliwek i ogromną ilością pestek słonecznika zachęciła mnie do wyboru.

Po otwarciu pudełeczka w mój nos uderzyła ślina, baaardzo silna woń przypraw korzennych. Wyraźnie czułam cynamon, goździki, imbir i śliwkę - niczym zimowy grzaniec! Konsystencja batona była lekko sucha i krucha, co mnie zdziwiło, bo przeważnie takie ''gniotki'' są miękkie, kleiste i lepiące.
Smak? No powiem Wam, że się zawiodłam. Oczekiwałam wielkich fajerwerków, a dostałam po prostu suchego batona o zbyt dużej ilości przypraw, które tłumią śliwkowy smak. Zamiast upragnionego smaku grzańca dostałam smak kompotu z suszu, który jest dla mnie bardzo niesmaczną rzeczą. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że był to najgorszy snack ze wszystkich, które wybrałam.


Podsumowując:
5/10


Skład: ciemne winogrona suszone Puffins, banany suszone Puffins

Wygląd i smak: Nad wyglądem rozwodzić się chyba nie muszę, bo każdy przecież wie, jak wygląda winogrono i banan. Wybrałam ten snack właśnie ze względu na te 2 owoce, bo nigdy nie jadłam ich w postaci suszonych. Owszem, znam bananowe chipsy i rodzynki, ale to jest kompletnie czymś innym! Owoce te sa leciutkie niczym piórko, lekko nadmuchane, ale zachowały w sobie cały aromat. Coś przepysznego i po prostu uzależniającego. Winogrona w tej mieszance były obłędne, słodkie i soczyste, ale moje serce skradły banany. To właśnie one absolutnie podbiły moje kubki smakowe swoją konsystencją, lekką słodyczą i wyraźnym aromatem PRAWDZIWYCH bananów, a jakiegoś tłuszczu i aromatów.

Yum!



Podsumowując:
10/10 ♥

                           

Skład: wiśnie suszone (wiśnie, cukier, ol. słonecznikowy), orzechy laskowe w czekoladzie [orzechy laskowe, czekolada (cukier; miazga kakaowa; tł. kakaowy; tł. palmowy i shea, kakao w proszku o obniżonej zawartości tł.,; emulgatory: lecytyna sojowa i E476; aromat), subst. glazurujące (E414, E904), ol. kokosowy i palmowy), skrobia, syrop glukozowy], migdały

Wygląd i smak: Mieszanka suszonych wiśni, migdałów i orzechów laskowych w czekoladzie? Dla mnie raj! Uwielbiam suszone wiśnie, a orzechy laskowe w czekoladzie to idealne ich uzupełnienie. To takie połączenie kwaśnego i słodkiego w jednym. Bakalie są świeże co dla mnie jest bardzo ważne - nie ma nic gorszego niż zbutwiałe orzechy i suche suszone owoce. Migdały świetnie chrupią, nie są gorzkie, wiśnie natomiast, soczyste i słodko-kwaśne, czyli takie jakie powinny być wiśnie! Orzechy laskowe w czekoladzie nadają całej mieszance największej słodyczy, bowiem warstwa mlecznej czekolady jest naprawdę gruba i jest to czekolada niezłej jakości. Orzeszki w środku są lekko podprażone, smaczne i spore. Niby takie zwykłe, a bombowe w smaku ;)



Podsumowując:
9/10


Jak oceniam całość od bakeo.pl? Powiem jedno - ta firma to miazga! Pomysł jest genialny i na prawdę bardzo przyjemny. Niedługo zamierzam zamówić kolejne pudełko i nie wiem czy czasami nie wykupię co miesięcznego dostarczania paczki pod mój dom ;) Świetnie sprawdzają się w szkole, podczas krótkiej przerwy lub w biegu na mieście. Koniecznie sprawdźcie ich stronę jeszcze dziś i zamawiajcie box'y na szybkie przekąski :)

Przypomina, że przy zamawianiu wpisujcie ten kod :)
JIG1TS2


Bakeo - paczki ze smakiem





piątek, 25 marca 2016

Dżem Łowicz 100% Ekstra gładki jeżyna-czarna porzeczka

Pierwszy dzień spędzony typowo na luzie i opitalaniu się ;) Lekcje jednak dopiero dziś będą robione, bo po prostu potrzebowałam pewnego ''resetu''. Gotowanie, trening, gadanie z rodzinką...to zdecydowanie odpręża i wycisza człowieka napawając go pozytywną energią do działania. Bardzo żałuję, że tak mało potrafię czerpać szczęścia z życia, ale koniecznie muszę to zmienić! W tedy zmienia się myślenie i całe funkcjonowanie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chyba nie wyjdę na oryginalną jak napiszę, że kocham wszelkie dżemy. Moim faworytem zdecydowanie jest marka Łowicz, która króluje u mnie swoim dżemem wiśniowym i truskawkowym♥. Ostatnio na rynku bardzo popularna zrobiła się ich najnowsza seria 100% owoców. Oprócz wersji klasycznej z kawałkami owoców, mamy też wersję ''ekstra gładką''. Występuje ona w 3 wariantach smakowych :
- mango-morela (Już dawno zjedzony! Niedługo postaram się kupić ponownie i również opisać)
- truskawka-czerwona porzeczka
- jeżyna-czarna porzeczka
Dziś mam dla Was wariant jeżyna-czarna porzeczka. Czy mnie zachwyci? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczki tych dżemów są przeurocze i z tego co czytałam na stronie producenta, przeznaczone dla najmłodszych konsumentów, którzy (niby) nie przepadają za kawałkami owoców w dżemie. Z tego co pamiętam, to ja właśnie zawsze wyjadałam owoce z dżemu, ale kto by się tam zastanawiał ;) Przypadki są różne i każdy lubi coś innego. Ciemny granat, a na nim uśmiechnięta jeżyna i porzeczka - czyż to nie jest urocze? Dodatkowo mamy tu wyraźnie zaznaczone, że dżem zawiera 100% owoców. Gdy ta seria weszła na rynek, to wiedziałam, że muszę zebrać całą! Tak to już mam, że korci mnie wszystko co urocze.

Po otworzeniu słoiczka moim oczom ukazała się gładka niczym galaretka, ciemna masa. Od razu zabrałam się do testu zapachu i nie zawiodłam się, bo był lekko kwaskowy, jak to na te owoce przystało. Wbiłam łyżeczkę, nabrałam sporą porcję i spróbowałam...coś jest nie tak. Dokładnie przeczytałam skład i jednak przewaga porzeczek w składzie przeszła też na smak. Kompletnie nie wyczułam tu jeżyn, a to właśnie na nie liczyłam najbardziej. Dostałam po prostu dżem z porzeczek, lekko kwaśnych porzeczek i tyle. Nie zmienia to zdania, że dżemor jest pyszny, ale kurcze...ja chcę jeżyny! :< Nie ukrywam, że lekko się zawiodłam, ale dżem i tak zjadłam ze smakiem. Za ten smak wolę kupić sobie zwyczajny porzeczkowy dżem z Łowicza i zapłacić o połowę mniej ;)

Swoją drogą...jakaś firma robi dżem jeżynowy?


Podsumowując:
8/10
Cena - ok 6 zł
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

czwartek, 24 marca 2016

Petarda ZmianyZmiany

A co my dziś zaczynamy? WOLNE! :D Niestety stos notatek czeka, lekcji to samo, ale i tak cieszę się, że nie muszę się nigdzie szykować i wybierać. Luzik, zero stresu, którego ostatnio znowu było zbyt dużo przez co znowu ucierpiało na tym moje zdrowie (psychiczne i fizyczne), ale mam nadzieję, że teraz na prawdę wyluzuję. Niby to nie jest zbyt wiele dni, ale potrzebuje tego ''oczyszczenia'' i myślę, że nie tylko ja ;)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pamiętacie jak pisałam o cudownej paczce od firmy ZmianyZmiany (klik!)? Dostałam od nich wszystkie dostępne warianty smakowe batonów, które są w 100% wegańskie, mega zdrowe i podobno ultra pyszne. Jako pierwszego batona wybrałam najbardziej kolorową Petardę. Czy dobrze zrobiłam? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Opakowanie Petardy jest genialne! Niby proste, ale z pomysłem i bardzo przyciągające wzrok. To właśnie dlatego zaczęłam od niej. Całość wykonana jest z ekologicznego materiału przez co nie ma tutaj rozkładającego się miliony lat plastiku - na plus! ;) Na samym początku kompletnie nie zauważyłam, że baton Petarda zawiera w sobie spirulinę, która dla mnie to smakowy koszmar. Strasznie się jej przestraszyłam, ale kurczę...może nie poczuję? 

W środku baton przypomina płaską cegiełkę, bo jest dosyć ciężki, zbity, lekko twardy i jak widać uroczo zielonkawy ;) Znajdziemy tu też masę drobinek ziaren chia oraz liofilizowanych malin.


Smak: Zapach przestraszył mnie już na wstępie, bo niestety mój bardzo wrażliwy nos wyczuł nasz zielony ''superfoods''. Długo wahałam się aby w końcu go ugryźć, ale blog zobowiązuje ;) Konsystencja bardzo mi się podobała, bo lubię takie zlepki. Lekko twardy baton, ale z drugiej strony nie stanowił oporu przed naciskiem zębów. Ziarenka chia oraz maliny chrupały i dodawały odmiennej tekstury. Liofilizowane maliny były dosyć kwaskowe, ale taka już ich natura. Pierwsze gryzy i właściwie pierwsze pół batona zjadłam z ogromnym smakiem. Wszystko mi w nim odpowiadało do czasu...gdy zabrałam się za drugą połówkę. W tym momencie jedzenie tego cuda zaczęło mnie męczyć, a na języku poczułam bardzo nieprzyjemny smak mydła (?), Tak, to była spirulina i jej okropny smak! Niestety jestem na nią tak wyczulona, że nie byłam w stanie dokończyć batona w całości. Smak tego dodatku tylko nasilał się i nasilał, a ja dostałam mdłości. Musiałam aż umyć po nim zęby, a szkoda, bo reszta była perfekcyjna. Rozumiem, że niektórym smak spiruliny czy innych wodorostów odpowiada, ba, są osoby, które to uwielbiają! Ja niestety nie lubię, a wręcz nie cierpię i wystrzegam się tych zielonych potworków jak tylko mogę. Myślę, że baton będzie bardzo smakował osobom, które właśnie lubią takie ciekawe dodatki, ale ja pozostanę przy klasycznych wersjach ;) Już nie mogę się doczekać jak wypadną pozostałe smaki, a tą wersję pozostawię dla odważnych. Widać, Petarda nie jest dla tak mało wybuchowej dziewczyny jak ja :D


Podsumowując:
5/10
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 23 marca 2016

Malteaster mini bunnies

W głowie tysiące myśli, ale olać to, będzie jak będzie i tyle. Trzy sprawdziany jednego dnia? Czemu nie. Umiem na 2, trzeci olewam i idę na żywioł. Mam dość zarywania nocek, a jedyne o czym pragnę to wyluzowanie, brak narzekania i brak stresu. Jak będzie? Zobaczymy - trzymać kciuki!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nawet lubię znane już i coraz bardziej popularne w Polsce kuleczki Maltesers. Delikatna, słodka i mocno mleczna czekolada oraz kruchy, lekko bezowy (tak wiem, nie lubię bez, ale tu wyjątek) i kruchy środek...jak tu się z tym nie zakolegować? Jeszcze bardziej można pogrążyć się w ''miłości'' do owych słodyczy, gdy ktoś podsunie Ci pod nos te łakocie w formie uroczych króliczków! Forma zmieniona, piękna  cudowna, ale jak smak? Zapraszam!


Skład:



Wygląd: Opakowanie jest prześliczne, urocze i bardzo Wielkanocne. Cóż się dziwić, to właśnie na ten okres świąteczny Maltesers robi swoje kuleczki w formie skaczących króliczków. Wszystko zachowane jest w tradycyjnej czerwieni, a na opakowaniu dorysowano postać zajączka. Króliczki są na prawdę malusie, bo ważą zaledwie 12 gramów, ale jak możecie przeczytać w podsumowaniu - w Tesco dostępne są teraz wersje powiększone - klasyczne 29 g.

W środku króliczek jest bez zmian - wygląda identycznie jak na opakowaniu. Nosek, uczy, ciapki...wszystko na swoim miejscu.


Smak: Zapach jest identyczny jak w klasycznych Maltesers czyli intensywnie mleczny, słodki i lekko śmietankowy. Polewa czekoladowa jest dosyć gruba, a pod wpływem ciepła w buzi, błogo rozpuszcza się na języku. Środek nie jest taki sam jak w tradycyjnych kulkach, bowiem tu mamy krem i małe ryżowe kuleczki. Krem? Skąd w Malesers krem? A no właśnie tu mamy krem zrobiony z kruchego środka naszych kuleczek! Pomysł genialny i dużo lepszy niż oryginał. Chrupiące ryżowe chrupki (masło maślane) są neutralne, ale dodają ciekawej struktury i urozmaicenia. Powiem jedno - zakochałam się i to nie tylko ze względu na wygląd! Polecam spróbować, bo to cudo naprawdę uzależnia :)


Podsumowując:
10/10!!
Cena - prezent z Anglii, ale można je obecnie znaleźć w Tesco w minimalnie większej formie za ok. 2 zł
Czy kupię ponownie? - Ba! W Tesco się już zaopatrzyłam ;)

wtorek, 22 marca 2016

Pasta kanapkowa z selera+pieczarki Vitamedica.eu

Czy dzień wagarowicza udany? No cóż...ciężko nazwać go dniem odpoczynku i luzu, ale najgorzej nie było ;) Przynajmniej znalazłam odrobinę czasu aby pomalować moje pazurki i już nie straszę bladymi palcami. Dziwny nawyk, ale mam manię pomalowanych i zrobionych paznokci. Nie maluję się, ale paznokcie zrobione być muszą, o!

A teraz proszę Was o trzymanie kciuków...oby coś mi się w końcu udało.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiele razy, kiedy robię zakupy, w moje łapki wpadają rzeczy, które biorę tylko i wyłącznie z powodu opakowania. Wystarczy ładna grafika, chwytliwe hasło czy nazwa, a ja jak takie małe dziecko biorę to do koszyka i zadowolona biegnę do kasy. Często przez to się łapię, że biorę rzeczy niewegetariańskie albo kompletnie nie w moim stylu. Tak też to było z ta pastą...seler i jajka? Boże...
Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Mały i zgrabny słoik z ciekawą grafiką przepełnioną hasłami. Bomba witaminowa, witamina B12, zdrowe jedzenie...to właśnie mnie zgubiło. Kompletnie na zauważyłam, że pasta ma w sobie i jajka (fuj) i selera (fujfujfuj!). 

W środku pasta wygląda jak wymiociny. I kolor i konsystencja i wszystko mi w niej nie odpowiada. Jedynym plusem to spora ilość pieczarek i posiatkowanej marchewki.


Smak: Zapach to totalny koszmar! Pachnie jak połączenie selera z kocią karmą i dużą ilością pieprzu. Nie wiem co za masochista opracował recepturę tej pasty, ale to po prostu ŚMIERDZI. Konsystencja dzięki jajku jest bardzo dziwna, niby zbita, ale też smarowna. Jak widać na zdjęciu, łatwo nabiera się na łyżkę/nóż, a jeszcze łatwiej rozsmarowuje się na pieczywie. Seler to mój absolutny wróg i buraki przy nim to dla mnie delicje. NIE ROZUMIEM ludzi, którzy lubią to śmierdzące i okropnie smakujące (czy tylko mnie smakuje jak ryba?) warzywo. Pieczarek kompletnie nie czuć, marchewki też, a jedyne czym smakuje ta pasta to seler i pieprz. Dawno nie jadłam czegoś równie paskudnego i dawno nie stało coś u mnie tak długo w lodówce...ciekawe czy już ożyło? W każdym razie pasta leci do wyrzucenia, a Was przed nią przestrzegam, bo jest po prostu niejadalna.
FUJ.


Podsumowując:
0/10
Cena - 4,99 Netto
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 21 marca 2016

Meee meee meeee...Cukierkoza!

Dziś dzień wagarowicza, czyli 21 marca! W ten dzień chciałabym Wam przedstawić najsłodszy wegański sklep na świecie! A o czym mowa? O Cukierkozie! Bardzo denerwuje mnie to, że niektórzy ludzie myślą, że osoby na diecie roślinnej jedzą tylko trawę, korzonki i kamienie. Nie moi drodzy, my jemy też czekoladę, batony, żelki (!), trufle czy cukierki! Dieta roślinna nie jest pełna wyrzeczeń i nie trzeba patrzeć na takie osoby, jak na kosmitów.

Dzięki sklepowi Cukierkoza możemy przenieść się do krainy wegańskich łakoci z całego świata!
Wszystko to dzięki cudownej Oli, właścicielce sklepu, która swoją wspaniałą osobowością potrafi dogodzić każdemu i na pewno zakupy w jej sklepie Was uszczęśliwią ;) Ola dopiero zaczyna, ale jak widać jej sklep to istna petarda! Osobiście spędziłam tam ponad godzinę na sterczeniu i ślinieniu się do ekranu.

Co mówi o sobie i swoim sklepie sama Ola?
''Mee-ee-e! Witaj w słodkim świecie Cukierkozy!
Cukierkoza to sklep internetowy oferujący wyłącznie wegańskie słodycze i przekąski. Znajdziesz tu także produkty bezglutenowe, ekologiczne, nie zawierające cukru (że co?!), ze sprawiedliwego handlu oraz raw.
Czym są produkty wegańskie?
Są to produkty niezawierające składników pochodzenia zwierzęcego. Oznacza to, że nasze słodycze nie zawierają: laktozy, kazeiny, żelatyny, miodu czy jaj. Możesz więc bez obaw zatopić się w przepysznym świecie Cukierkozy nie martwiąc się o konieczność czytania etykiet.
Zapraszamy i życzymy słodkich zakupów! :)''
 Oto cuda, które wysłała mi Ola do spróbowania :)



Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do odwiedzenia strony! Ja już zbieram kieszonkowe na duuuże zakupy :D


niedziela, 20 marca 2016

Wegańska pasta francuska Lunter

Czas leci jak szalony, a ja czuję, że kompletnie nic nie robię. Wezmę się za coś, potem za kolejną rzecz, usiądę trochę do komputera, ugotuję sobie jedzenie, posprzątam, poćwiczę, pouczę się...i nagle mamy 20.00 wieczorem - jak?! Szkoda, że ten czas nie ucieka nam tak w szkole/pracy ;)
Całe szczęście dziś obyło się do ataku na żołądek to i człowiek mógł sobie normalnie zjeść, a nie z tabletkami jak zawsze. Oby taki stan utrzymał się przynajmniej kilka dni!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O pastach Lunter, które obecnie można nabyć w Tesco pisałam już dwa razy i obie wersje oczarowały mnie swoim smakiem. Jeśli jesteście ciekawi poprzednich recenzji to zapraszam tutaj i tutaj.
Dziś zapraszam Was na 3 wariant smakowy - pastę ''francuską''. Brzmi ciekawie, ale znajomo? Dla mnie tak, bo miałam już spotkanie z pastą francuską od Polsoja, która notabene mi bardzo smakowała (klik), czy ta wypadnie lepiej? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Uznałam, że nad wyglądem rozwodzić się nie będę, bo nie ma zbytnio sensu. Ponownie mamy tu grafikę rodem z PRL'u, brzydkie zestawienie zielonego z niebieskim i dodatkowe napisy o ''zdrowotności'' pasty. Ta pasta po otwarciu od razu wydała mi się inna i taka też się okazała. Jest bardziej puszysta, kremowa i jednolita niczym mus czekoladowy.

Zapach jest obłędny i bardzo intensywny. Coś pomiędzy musztardą, drożdżami i czymś serowym. Ten kto mnie zna wie, że ogromną miłością darzę sery więc mnie ten zapach tylko zachęcał do szybkiej konsumpcji. Nie jest to oczywiście czysto serowy aromat, ale podchodził mi trochę pod vege plastry z Polsoja. Konsystencja, jak już wspomniałam, kremowa, lekka i bardzo aksamitna. Cudownie rozsmarowuje się na naleśniku, placku, krakersach czy chlebie, co jest dla mnie ogromnym plusem.

Smak? Śmiało mogę stwierdzić, że jest wręcz identyczny jak w mojej ulubionej paście od Polsoji. Wszystko tak samo jest aromatyczne, lekko drożdżowe i podchodzące pod hummus. Nie jest pikantna ani trochę, ale nie muli i nie smakuje jak żarcie dla kotów (co niestety się zdarza...).Uwielbiam takie pasty! Sama już mam problem, która jak do tej pory najbardziej mi smakowała, ale chyba ustawię ją na równi ze skwarkową - pycha! Jeśli jesteście amatorami takich smaków to polecam ;) Warto spróbować.


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 4-5 zł Tesco
Czy kupię ponownie? - Tak!