sobota, 30 kwietnia 2016

NutVit - Wszystko z orzechów!

Przy okazji paczki od Legal Cakes, dostałam też taką od firmy NutVit. Jako ogromny miłośnik masła orzechowego nie mogłam się oprzeć więc z ogromną radością zareagowałam na współpracę z tą firmą.

NutVit - wszystko  orzechów! Czyż to nie brzmi wspaniale? :) Z orzechów można stworzyć wiele cudownych smakołyków, ale zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest masło orzechowe! Znam tylko mała garstkę ludzi, którzy go nie lubią (np:. moi domownicy, więc całe masło dla mnie! :D), bo to po prostu tak pyszna (i zdrowa!) rzecz, że mała głowa. Orzechy dają nam na prawdę wiele cennych właściwości i składników odżywczych, a jeśli nudzi nas ich podjadanie solo, to zawsze fajnie zainwestować właśnie w masło orzechowe. Niestety masła orzechowe dostępne powszechnie w marketach, mają niezbyt ciekawy skład, a zawartość orzeszków potrafi nawet schodzić do 65%  - w takim razie pomyślmy - co stanowi reszta? Smutne, ale prawdziwe. Na szczęście z pomocą przychodzi taka firma jak NutVit i oferuje nam wyszukane masła orzechowe (nie tylko z orzeszków ziemnych!) o cudownym 100% składzie :)

Oto co otrzymałam do testów :



Mam nadzieję, że jesteście zaciekawieni :) Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do sprawdzania bloga - już niedługo pierwsze recenzje!




piątek, 29 kwietnia 2016

Legal Cakes - Szyszka

Dzień cudowny i bardzo pozytywny więc energia mnie rozpiera i strzela ode mnie z każdej strony - serio! Po raz pierwszy zgrałam się z moją klasą i świetnie się bawiłam :) Organizowaliśmy apel z okazji Konstytucji 3 maja i wszystko poszło prawie, że idealnie :) Mona? Można, tylko trzeba znaleźć wspólny język! Jutro znów piszę masę rzeczy, więc trzymajcie za mnie kciuki! Angielski, informatyka i matematyka, oby się udało na ładne ocenki :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szyszka to taki deser z czasów PRL, który ciągle przewija się w rozmowach moich rodziców i dziadków, gdy prawią mi wykłady z serii ''Gdy ja byłem w Twoim wieku...'' czy ''Za moich czasów to...'' ;) Zawsze mnie ciekawiły, ale jakoś nigdy nie miała okazji ich skosztować. Jeśli nie wiecie, co to za deser, to już mówię. Szyszka to nic innego jak ryż preparowany zlepiony masą kajmakową albo rozpuszczoną czekoladą - ot co, proste, szybkie, słodkie i tanie, tak jak to w PRL wszystko wyglądało ;) Legal Cakes stworzyło batona o takiej nazwie, ale ta Szyszka jest trochę inna - zdrowa i pełna cudownych składników! Kasza jaglana, miód, kakao i ekspandowany ryż? Zobaczcie jak wyszła ta wariacja w smaku! :)


Skład: Tak cudowny, że aż chce się piszczeć z radości :D


Wygląd: Opakowania tych batonów są cudowne, a szyszka jest chyba najpiękniejsza ze wszystkich! Wszystko tak starannie zrobione, a sznureczek zabezpieczający batona przed otwarciem, dodaje mu stylu i klimatu. Chyba nie muszę mówić, że wiewiórka skradła moje serce? :D No cóż, ja mam po prostu słabość do takich uroczych opakowań!

Baton w środku nie wygląda zbyt smacznie i zachęcająco, ale po przeczytaniu składu wiedziałam, ŻE TO MUSI BYĆ COŚ DOBREGO! No to jemy? ;)


Smak: Zapach to coś wspaniałego. Intensywna woń kakao, które dominuje nad wszystkim i sprawia, że mamy do czynienia ze zdrową wersja a'la brownie. Jak widać, batonik przepełniony jest ekspandowaną kaszą jaglaną i ryżem, bo to właśnie głównie z nich się składa. Jego konsystencja przypomina bardziej murzynka niż brownie, bo jest puchate, leciutkie i mięciutkie, niczym świeżo wyjęte z piekarnika ;) Po pierwszym gryzie poczułam tylko i wyłącznie smak dużej ilości kakao, ale później pojawiła się słodycz banana i jego charakterystyczny posmak. Miód też daje się we znaki, ale nie jest to zbyt nachalne i dodaje po prostu subtelnej słodyczy. Wszystko jest po prostu WSPANIAŁE, niczym kakaowy obłoczek rozpływający się w ustach. Dawno nie jadłam tak dobrego ciasto-batona (?) i ze smutkiem muszę stwierdzić, że moje domowe bananowe brownie się do niego nie umywa :P Pyszne, wielkie brawa dla właścicieli - dobra robota ;)

Jeśli jesteście z okolic Warszawy to koniecznie wpadnijcie do Legal Cakes :)


Podsumowując:
11/10 - zakochałam się! ♥
Cena - 7,50 zł
Czy kupię ponownie? - Tak, tak, czekam jak będą u mnie w mieście! :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Legal Cakes

Wiecie zapewne, że mam ostatnio manię na wszelkie zdrowe batony wegańskie i wegetariańskie przepełnione ''super foods''. W mojej mieścinie ciężko o takie nowinki i po wszelkie większe zakupy muszę wybierać się do Łodzi. Jednak dzięki uprzejmości niektórych firm, mogę spróbować rzeczy, których normalnie u siebie bym nie dostała, a przy okazji mogę przetestować to dla Was, a nóż Wy jesteście z okolic, gdzie takie rzeczy sprzedają? ;)

Tak oto dostałam cudowną paczuszkę od LEGAL CAKES, czyli cukierni, która dba o sylwetkę i zdrowe odżywianie innych! Co mówi o sobie firma?

''To pierwsza w Polsce cukiernia, nastawiona na słodkie wypieki dedykowane osobom dbającym o zdrowe odżywianie i zbilansowaną dietę.Tworząc nasze produkty uwzględniamy wszystkie aspekty ważne dla osób chcących odżywiać się optymalnie: liczbę kalorii, bilans makroskładników, zawartość mikroelementów czy indeks glikemiczny.W naszej ofercie znajdują się batony i ciasta bezglutenowe, bezlaktozowe czy też stworzone z myślą o diabetykach. Batony przeznaczone są przede wszystkim do spożywania po treningu - bogate w pełnowartościowe białko i węglowodany korzystnie wpłyną na szybką regenerację.
Mogą jednak także stanowić słodką alternatywę dla tradycyjnych posiłków - zarówno dla czynnych sportowców, jak i dla osób nieaktywnych fizycznie.''

Dodatkowo batony robione są techniką ''home made'' czyli wszystko robione na miejscu i przez rączki pracowników czy właścicieli ;) Czyż nie brzmi to cudownie?! Tak ♥

Oto, co otrzymałam:


Nawet mój kocur był wniebowzięty ;)


Batoniki mają bardzo krótki termin ważności, bo tylko do pierwszego maja, więc spodziewajcie się recenzji już pierwszego smaku już jutro :) Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was na stronę sklepu i cierpliwe czekanie na recenzje!

Trzymajcie się ;)



środa, 27 kwietnia 2016

Kosmos ZmianyZmiany

Ciężkie, pracowite, ale nawet przyjemne dni pozbawiły mnie możliwości pisania na blogu ;) Cóż, ale było warto zrobić tą przerwę! Korepetycje z matematyki znów bardzo udane i nareszcie ten przedmiot mnie nie przeraża. Pan wszystko na spokojnie tłumaczy, nie denerwuje się na mnie gdy coś nie umiem i nie leci tak szybko z materiałem, jak to się niestety robi w szkole. Nareszcie sama robię niektóre zadania i jestem z tego dumna - oby tak dalej :D Jak to mówią ''od zera do bohatera'' - oby było tak w moim przypadku z matmą ;)

Dziś trzymajcie kciuki za niemiecki i naprawę komputera!

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak smakuje kosmos? Zastanawialiście się kiedyś? Może smakuje jak czekolada, a może jak mleczny pudding? A może jak błoto bo jest pełne zanieczyszczeń z Ziemi? Kto wie...ale ja na pewno wiem jak smakuje baton Kosmos od ZmianyZmany! Ciekawi? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Kosmos to czarna otchłań więc i czarne opakowanie zobowiązuje. Grafika jest cudowna, prosta i wykonana z pomysłem. To zaraz po Petardzie, którą opisywałam tutaj (klik), najbardziej kuszące opakowanie ze wszystkich batonów. Tutaj również tworzywo do wykonania opakowania jest z surowców naturalnych i nie będzie się rozkładało tysiące lat ;)

Po rozpakowaniu moim oczom ukazała się kakaowa ''cegiełka'', która miała w sobie zatopione masę jasnych drobinek, które tylko zapowiadały coś bajecznego! Czy tak też się okazało?


Smak: Zapach jest tak cudowny, że nawet moja ulubiona czekolada od Lindt'a może się chować. Intensywna woń kakao połączona z lekkim aromatem prażonego słonecznika, migdałów i nerkowców. Konsystencja batonika też tylko wywołuje ślinotok, bo zbita i idealnie scalona, prosisię o wielki gryz ;) Smak? Cudo i prawdziwy Kosmos! Kakao czuć tu intensywnie i na prawdę podchodzi pod czekoladowo-kakaowy smaczek. To tak, jak dodać kakao do jakiejś kaszy/owsianki i gotować tak długo, aż mocno przegryzą się smaki, a danie będzie miało konsystencję cementu (który notabene uwielbiam!). Orzeszki w batonie są lekko podprażone, a przynajmniej słonecznik, bo to właśnie on ma przewagę liczebną. Fajnie chrupie i śmiało może znaleźć jego duże kawałki. Sama trafiłam nawet na sporą część migdała! Czyli na plus :) Oprócz czekoladowego smaku, dochodzi nam jeszcze karmelowa słodycz daktyli i fig. Chyba każdy wie, że daktyle smakują jak krówki i tutaj to daje się we znaki - NIEBO! KOSMOS!
Dawno nie jadłam tak dobrego batona  serii ''raw'' i muszę przyznać, że ekipa ZmianyZmiany robi super robotę - oby tak dalej!

Nie pozostaje mi nic innego jak serdecznie Wam polecić - ja już kupiłam 2 kolejne sztuki :D


Podsumowując:
11/10! ;)
Cena - ok. 6-7 zł Sklepy ze zdrową żywnością
Czy kupię ponownie? - Ba, już to zrobiłam!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Milka Triple Carmel

Po tygodniowej przerwie od szkoły spowodowanej chorobą wracam do życia pełna energii i lekko zmęczona po całym tygodniu urzędowania z moją siostrą w domu. Kocham ją, ale im jest starsza tym bardziej pyskata i ciężko trochę z nią wytrzymać ;) Cóż, najważniejsze, że jesteśmy już obie zdrowe, a tamto miejsce z lodami już nigdy nie zostanie przez nas odwiedzone, bo takiego zatrucia dawno nie miałyśmy (nawet ja). Dziś tylko wizyta kontrolna u lekarki, potem korepetycje z matematyki i na wieczorek trening + nauka. Oby wszystko wypaliło! Trzymać kciuki, bo to będzie bardzo intensywny dzień :)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Milka coraz częściej mnie zaskakuje i wprowadza na rynek produkty, które kiedyś śniły mi się po nocach.  Mogłam tylko przeglądać zagraniczne strony i wzdychać do tamtejszych wyrobów fioletowej krowy, ale teraz nastał przełom - rynek Polski zaczyna się rozwijać! Nowe czekolady, ciastka sezonowe łakocie...żyć nie umierać ;) Ostatnio jako nowość pojawiła się Milka z serii Triple. Jest ona w 2 wariantach smakowych - karmel i czekolada. W jednym rządku czekolady mamy 3 kosteczki, a każda z nich ma inne nadzienie. Sprytne? Bardzo! Zaciekawiona tym genialnym rozwiązaniem od razu poleciałam po te czekolady i kupiłam obie.  Dziś na parkiet wpada Milka Triple Carmel, czy mnie oczaruje? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Bardzo podoba mi się wygląd nowej tabliczki, i nie mówię tu o opakowaniu, a pomyśle na kostki. Każda ma inną tekturę, która zdradza nam, co kryje się w środku. Kostki przypominają bardziej kapsułki (jak w Milce Caramel) lub pralinki z bombonierki, a nie takie, jak w klasycznej tabliczce. Wszystko est bardzo ładne, dopracowane i w moim odczuciu - wręcz sztuczne :D Serio, serio! Bo tylko mnie ta tabliczka wygląda jak zrobiona z plastiku? ;)



Smak:


Płynny karmel - To druga najlepsza kostka ze wszystkich, choć płynnego karmelu nie lubię. Ciągnie się brudzi wszystko, ale swoją delikatnością i konsystencją sprawia nawet przyjemność podczas jedzenia. Jest bardzo słodka, ale nawet przyjemnie i lekko zaklejająca. Fajna sprawa dla wielbicieli karmelu, ale mnie niestety serca nie skradła. Miłośnikiem jej został za to mój tato - fan karmelu :)



Daim - zdecydowanie jest to najgorsza kostka z całego zestawu, bo dla mnie (i moich zębów) Daim to zło wcielone. Przeraźliwy ulepek, który nie dość, że powoduje zasłodzenie, to i jeszcze ból zębów oraz pełno karmelków między nimi. Nic przyjemnego nic smacznego i na 100% nie w moim typie.



Krem karmelowy - No i oto czas na moją faworytkę z całej 3! Co mnie w niej najbardziej zauroczyło? Niezwykła delikatność i lekko śmietankowy smak. Nie jest tak piekielnie słodka jak jej poprzedniczki i zdecydowanie mniej muli. Co prawda nadzienie podchodzi trochę pod margarynowy twór, ale i tak mi smakuje. Na samym początku martwiłam się, że środek będzie smakował, jak karmelowy wkład w Milce Toffee Cream, ale jednak się myliłam. Tutaj zdecydowanie smak jest lepszy i mniej przypominający lukier. Ogólnie smaczna, ale nie do końca w moim klimacie i nie wiem czy chciałabym ją zjeść jeszcze raz - z resztą tak samo, jak pozostałe smaki.


Ogólnie - Nie jest to udana Milka i na pewno do niej nie wrócę. To zdecydowanie gratka dla OGROMNYCH łasuchów, którzy cukru się nie boją, albo dla zatwardziałych wielbicieli karmelu. Ja ani pierwszym typem osoby, ani też drugim nie jestem więc dla mnie ta nowość odpada. Mój tato jest nią zachwycony, siostra też, ale ja z mamą stwierdziłyśmy, że nie jest to ''wow'' i ''ach'', a o prostu przeciętna i za słodka Milka. Jestem ciekawa czy czekoladowa bardziej przypadnie mi do gustu ;)



Podsumowując:
Z płynnym karmelem - 6/10
Z Daim'em - 3/10
Z kremem karmelowym - 7/10

Ogólnie - 6/10

Cena - 3,95 zł Żabka
Czy kupię ponownie? - Nie



niedziela, 24 kwietnia 2016

Haul zakupowy (4) - moje wegetariańskie zakupy

Jest niedziela to i haul zakupowy! Starałam się w tym tygodniu zrobić bardziej interesujące ''łowy'' więc zahaczyłam o sklep ekologiczny w moim mieście. Niestety połowy rzeczy tam nie było, a ceny z kosmosu (masło orzechowe z Primaviki za 30 zł?!) więc wyszłam tylko z 2 rzeczami. Przynajmniej Żabka mnie rozpieściła i znalazłam tam rzeczy, których już bardzo długo szukałam.

Nie rozpisują się już zbytnio zapraszam do przeglądania! Mam nadzieję, że Wam  się spodoba i coś Was zainteresuje :) Zakupy robiłam pół na pół z rodzicami, bo oczywiście wszystkiego mi oni nie kupują. Wszelkie ''fanaberie'' w postaci wege żywności czy słodyczy kupuję sobie przeważnie sama za swoje ''zaskórniaki'', jak to mawia moja babcia ;)



Zacznę od  łowów z Żabki, a mianowicie 2 nowe czekolady Milki z serii ''Triple''. Już jutro na blogu pojawi się recenzja karmelowej, bo familia szybko się do niej dobrała i przyspieszyła moje spróbowanie jej. Kosztowały one coś koło 4 zł za sztukę więc tanio to nie jest, ale dla nowości warto ;) Dodatkowo upatrzyłam 2 batoniki, które kusiły mnie już na blogu Olgi, a mianowicie Heidi ChocoVenture. Będzie to mój ''pierwszy raz'' z ta marką i mam nadzieję, że mi zasmakuje. Ceny batoników nie pamiętam, ale myślę, że zapłaciłam coś koło 2 zł za sztukę. Ostatnią rzeczą, którą dorwałam w Żabce, były nowe wafelki familijne w wersji mini. Jestem trochę zła, bo teraz są w promocji za bodajże 79 groszy, a ja dałam 1,79 więc o złotówkę przepłaciłam :/ No nic.

W Kauflandzie tata kupił mi moje ukochane płatki CiniMinis (♥) za 6,95, a w Tesco mam sprezentowała mi płatki Gold Flakes za 7,99 (bo sama je bardzo lubi hehe) :)


Tutaj zakupy typowo moje, czyli trochę z Biedronki i trochę z eko sklepu ;) Zacznę od rzeczy, które kupiłam w sklepie ekologicznym. W końcu udało mi się dorwać płatki drożdżowe, ale na razie tylko małą paczkę (na spróbowanie). Zapłaciłam za nie 7 zł i myślę, że to nawet niezła cena. Kolejna i już ostatnią rzeczą, którą tam nabyłam, był pasztet dyniowy z suszonymi pomidorami. Był strasznie drogi,b o aż 7 zł za taką malutką kostkę, ale Pani bardzo polecała, to wzięłam. W Biedronce udało mi się kupić mój ulubiony hummus za 6,99, twarożek grani z Piątnicy (obowiązkowo♥), bardzo ładnego brokuła (coś w granicach 3 zł) i trochę marchewek. Kalarepkę wypatrzyła mi mama w Tesco za niecałe 2 zł ;)


Na koniec zakupy od taty, czyli winogrona (oczywiście więcej niż na zdjęciu), jabłka (też więcej) i leczo pieczarkowe 2 wariantach smakowych - łagodne i pikantne. Jabłka tradycyjnie z ryneczku, a reszta z Kauflanda. Niestety nie wiem ile kosztowało winogrono (myślę, że coś koło 8 zł), a lecza po 5 zł za sztukę. 


Mam nadzieję, że kolejna ''tygodniówka'' moim zakupów Wam się spodobała ;) Życzę udanej niedzieli i do jutra!

sobota, 23 kwietnia 2016

Baton proteinowy truskawkowy Maxsport biozona.pl

Czwartkowe korepetycje wypadły bardzo, ale to bardzo pozytywnie! Pan jest bardzo sympatyczny, żartobliwy i gadatliwy jak ja :D Obeznał się z moją wiedzą, z tematami przerabianymi w szkole i już zaczęliśmy naukę na poważnie. W poniedziałek mam kolejną wizytę i chyba kolejną w czwartek. Trzymać kciuki - musi mi się udać poprawić tą nieszczęsną matematykę!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dawno nie pojawiła się tu żadna rzecz z serii ''dla sportowców'', czyli nic innego jak batony proteinowe. Nie będę ukrywać, że bardzo je lubię, szczególnie QB, ale one są strasznie drogie i ciężko dostępne stacjonarnie. Trzeba zatem szukać zamienników, a tu z pomocą przychodzi na sklep biozona.pl! Posiadają oni w swojej ofercie 3 smaki batonów proteinowych, które dużo od QB nie odbiegają i są równie smaczne i pożywne. Na blogu pojawił się już wariant waniliowy (klik), który bardzo mi zasmakował. Jak będzie w przypadku ukochanej truskawki? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Ponownie mamy tu surowe opakowanie, troszkę nudne i sztywne, bez życia. Jednak nie zniechęca mnie to, bo ważne, że baton nie ma w sobie ''dziwnych'' substancji (np:. tłuszcze trans) i nie jest tak szkodliwy jak czekoladowe batoniki. Widać tu dodatkowo informacje, które mówią nam o tym, że baton jest bezglutenowy i bogaty w białko (25%!), Jako element ozdobny służy nam cieniutki pasek grafiki z truskawkami - fajnie, że chodzić to się znalazło, ale dla mnie nadal za mało.

W środku baton wyglądał identycznie jak wersja waniliowa. Jasna, jogurtowa polewa, i jasny środek, co trochę mnie zdziwiło (gdzie róż truskawek?!)


Smak: Batonik pachnie ślicznie, lekko kwaskiem truskawek (takim przyjemnym) i jogurtem. Jogurt ten to coś w stylu jogurtowych płatków Nestle Fitness, które kocham i zawsze wyjadam w pierwszej kolejności. Nie czuć tu białka, które w niektórych batonach jest wręcz drażniące i mnie osobiście odpychające - fuj. Polewa jest idealnej grubości i oblewa batona z każdej strony. Jest lekko słodka, mniej niż wersja waniliowa, i bardzo kremowa. Rozpływa się w ustach i pozostawia taki przyjemny efekt tłustości (?). Środek batona jest bardzo zbity i trzeba nieźle napracować się szczęką, aby go pogryźć. Mnie to nie przeszkadza, ale moja siostra nie była tym zachwycona. Jak widać, nie doświadczymy tu dużej ilości truskawek, ale jednak jakieś drobinki są, które przy jedzeniu dodają kwasku (pamiętać, takiego przyjemnego!) z truskawek. Bardziej mamy tu zestawienie śmietanki z truskawkami, a nie czystego truskawkowego wariantu, ale dobre i to. Producentowi wyszły takie lody śmietankowo-truskawkowe, które doskonale pamięta się z dzieciństwa. Fajna i sycąca przekąska - raczej wrócę do niego ponownie ;)


Podsumowując:
8/10
Czy kupie ponownie? - Raczej tak

czwartek, 21 kwietnia 2016

Hummus z żurawiną Apposta Maditerraneo

Od początku tygodnia nie mówiłam Wam co u mnie słychać, ale powiem tylko, że siedzę w domu, bo umierałam na zatrucie pokarmowe. I to nie tylko ja, bo moją siostrę też złapało. Przypuszczamy, że to po naszym niedzielnym wypadzie na lody z, którymi było coś nie tak :/ Cóż...na razie już jest dobrze, przy okazji załapałam się na dentystę. Dziura zaklejona, ale ząb był już w takim stanie, że masakra.

Jutro czeka mnie bardzo ważny dzień, bowiem idę na moje pierwsze korepetycje z matematyki. Bardzo się boję, już wczoraj śniło mi się to po nocach, ale jak to mówią - trzeba iść na przód! Trzymajcie za mnie kciuki, a by było okej :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hummus z Biedronki zna każdy i chyba każdy roślinożerca (ale nie tylko!) przynajmniej raz się na niego skusił. Ukrywać nie będę - jest to moja ulubiona wersja hummusu z dostępnych na rynku i nawet ten robiony samodzielnie w domu nie jest w stanie go pobić. Ostatnio jednak zaskoczył mnie Lidl i jako promocję puścił hummusy marki Apposta Maditerraneo w 3 wariantach smakowych - żurawina, czarnuszka i klasyczny. Ja skusiłam się na wersję z żurawiną...czy było warto? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim smakiem hummusu. Na rynku dostępne są przeważnie klasyczne warianty smakowe, takie jak paprykowy, klasyczny, pomidorowy czy oliwkowy. Strasznie się na niego napaliłam, bo nawet nie wiedziałam jak to wszystkie będzie wyglądać. W sklepie od razu zauważyłam, że na samym wierzchu znajduje się kilka sztuk suszonej żurawiny, mogliby dać więcej, ale nie czepami się. Kolorek był lekko różowy, a skład...brak benzoesanu sodu! Biorę.


Smak: Po kilku dniach w lodówce, w końcu przyszedł na niego czas. Zerwałam wieczko, powąchałam i nieźle się zdziwiłam. Zapach był kwaskowy i już przestraszyłam się, że hummus jest po terminie. Wszystko było jednak jak najbardziej w porządku i szybko sobie przypomniałam, że w składzie ma ocet. Wzięłam łyżeczkę, nabrałam go i spróbowałam. Hummus ten to taki bardziej hummus-twarożek. Jest bardzo puszysty, lekko napowietrzony, zbity i słodkawy. Nie czuć w nim prawie w ogóle tahini przez co jest też dużo mniej kremowy.  Osobiście nie przepadam za octem, ale tutaj jakoś szczególnie mi nie wadził. Owszem, daje kwaśny posmak, ale słodycz żurawiny go ''ucisza'' i wypada nawet nieźle. Nie wiem tylko czemu ów żurawina jest dodatkowo słodzona, bo to po prostu bez sensu. Powoduje tylko to, że te marne kilka sztuk jest słodkim ulepkiem oblanym syropem cukrowym. W całym hummusie jest pełno drobinek zmielonej żurawiny, która jednak za dużo do smaku nie daje. Ogólnie fajny jest to wynalazek, ale nie tak dobry, jak zakładałam. Nie podoba mi się kwaśny posmak octu przełamany słodyczą kandyzowanej żurawiny. Konsystencja niestety też nie jest fajna, bo jednak wolę kremowy i lekko tłustawy hummus niż a'la roślinny twarożek. Czy wrócę do niego? Tak, bo jest dość tani i w niespotykanym smaku. Jednak wersji klasycznej czy z czarnuszką już nie kupię.


Podsumowując:
8-/10
Cena - 3,99 Lidl (ma być w stałej ofercie)
Czy kupie ponownie? - Tak

wtorek, 19 kwietnia 2016

Współpraca z Alfa-Koszyk!

Wiele osób teraz stara się żyć zdrowo i odżywiać się zdrowo. Buszują po internecie, szukają, czytają i się edukują. Inni też sięgają po książki, czasopisma i próbują różnych diet (i nie mam na myśli tych odchudzających, a po prostu dietę jako styl życia). Coraz większa ilość wegan i wegetarian powoduje na mojej okrągłej twarzy rumieńce ze szczęścia i wielkiego banana na ustach. Czemu? Bo to krok ku lepszego życia! Dodatkowo pojawia się coraz więcej sklepów z żywnością wegetariańską i wegańską jak i restauracji. Zauważyć można też przełom w zwykłych ''sieciówkach'', takich jak znane nam markety czy bary/restauracje.  Ostatnio nawet dowidziałam się, że subway robi kanapki z falafelem - szok.
Ale nie o tym dziś ma być post (choć w 50% nawiązuje do mojej paczki), a o współpracy z firmą Alfa-koszyk.
Co to za sklep? Sklep, który prowadzi Pani Magdalena i t właśnie ona stara się aby jej klienci odżywiali się zdrowo i WEGETARIAŃSKO! Nie znajdziecie tam mięsa i jego produktów pochodnych, a same pyszne, pełne warzyw i owoców produkty. Pani Magdalena prowadzi też stronkę Niralamba, na którą też serdecznie Was zapraszam. Może i Was zachęci Alfa-odżywianie ;)

Przechodząc do paczki - co w niej znalazłam? Same dobre rzeczy! Wybrać mogłam 5, a resztę dostałam w ramach niespodzianki :)




Jak widać są to wspaniałe rzeczy, które postaram się Wam jak najszybciej zrecenzować! Zapowiada się pysznie, wegańsko i zdrowo. Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani - uzbroić się w cierpliwość i czekać! :)

Zapraszam na stronę sklepu a i na FanPage na Facebook'u


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Haul zakupowy (3) - moje wegetariańskie zakupy

Miałam się trzymać postów zakupowych co niedzielę, ale wczoraj wypadł mi dzień ''poza domem'' i nie miałam czasu, ochoty i ogólnie chęci na jakiekolwiek wchodzenie na bloga i pisanie kilka słów od siebie. Jednak już dziś nadrabiam wszystko i prezentuję Wam łowy z całego tygodnia :)

Oprócz owoców i warzyw oraz 3 past z Sante, wszystko kupiłam sama i za swoje pieniądze. Oczywiście na zdjęciach nie ma wszystkich owoców i warzyw, bo jakoś nie widziałam sensu fotografowania marchewek, kalarepy, brokuła i 12 kilogramów jabłek :D W każdym razie zapraszam do przeglądania, a nóż Wy coś kupicie? ;) Dodam od siebie jeszcze, że zakupy robione były w Biedronce, Netto, Lidlu i Kauflandzie + owoce i warzywa z ryneczku od Pani Małgosi :*


Pasty słonecznikowe, które widzicie na zdjęciu dorwałam w Netto i bardzo mnie zaciekawiły. Nigdy jeszcze nie miałam okazji próbować pasty z pestek słonecznika więc skusiłam się na 2 warianty smakowe (i tylko te były dostępne). Co prawda próbowałam już jednej pasty z tej firmy i była dla mnie niejadalna, ale wybaczam jej, bo była z selera, a jak wiadomo dla mnie to jest OKROPNE warzywo. Za pasty zapłaciłam coś koło 4 zł za sztukę. W Lidlu kupiłam 2 pudełka hummusu (i już żałuję, że nie więcej) w wariancie żurawinowym. Niedługo będzie recenzja, a ja prawdopodobnie jeszcze kupię go więcej w tym tygodniu. Pisałam do Lidla w jego sprawie i podobno ma być na stałe - Natalia się cieszy! :D Ich cena to 3,99 zł za pudełko.
Serek, który tutaj widzicie, to jakaś Wiedeńska Ricotta. Pierwszy raz spotkałam się z takim serem, a i cena nie była masakryczna (coś koło 4 zł) to się skusiłam. Zobaczymy czy mi będzie odpowiadać.

Pasty Sante kupił mi tata za co bardzo mu dziękuję, bo takich jeszcze nie jadłam. Jest to pasta warzywna tatarska i meksykańska oraz paprykarz warzywny. Z tego co pamiętam to kosztowały coś koło 3-4 zł, ale ręki nie dam sobie uciąć.


Tutaj mamy mix zakupów z Kauflanda, Biedronki i Netto. W Biedronce standardowo kupiłam mój ukochany twarożek grani z Piątnicy, który jem codziennie - serio :D Z Biedronki jest jeszcze Ricotta w wersji mini (jej cena to 1,99) i mozzarellę z mleka bawolego (4,89) bo takiej jeszcze nigdy nie jadłam. Jestem strasznie ciekawa różnicy w smaku, bo mozzarellę bardzo lubię! W Netto kupiłam po raz pierwszy twarożek ''Emilki'', który w internecie cieszy się dużym entuzjazmem i ogólnie ma dobra opinię. W Kauflandzie kupiłam płatki owsiane górski do granoli (tak, w sobotę chyba robię <3) i standardowo leczo pieczarkowe Bonduelle, które recenzowałam już na blogu :) Nie mogłam się powstrzymać i musiałam pokazać Wam chociaż 3 jabłka, które kupujemy od Pani Małgosi na rynku - jedna sztuka waży 470-500 gramów! :O Takie to ja mogę jeść, a nie jakieś małe gówienka :D


Mam nadzieję, że zakupy Wam się podobają, czekam na komentarze i opinie ;) Widzimy się z takim postem w kolejną niedzielę! Mam nadzieję, że następne zakupy będą równie smaczne i w końcu uda mi się dorwać ładne winogrono!

sobota, 16 kwietnia 2016

Cadbury Dairy Milk Snowman Vanilla Mousse

Kolejna nieobecność, ale nie wyrabiałam z nauką i musiałam niestety odpuścić bloga :( Jestem na siebie trochę zła, bo bardzo nie lubię takiej niesystematyczności, ale cóż...przynajmniej mam 5 z chemii - JEEEJ :D I z biologii też więc możecie uwierzyć mi jaki mam teraz ogromny zaciesz :D Biologia napisana na maksimum punktów i to bez ściągania jak inni. Nawet Pani powiedziała, że wie kto brał odpowiedzi z internetu, bo w jednym zadaniu jest zła odpowiedź i tylko dwie osoby miały to zadanie dobrze w tym...ja! :D Może wyda Wam się dziecinne teraz to, co tutaj piszę, ta cała ekscytacja tymi ocenami, ale dla mnie one są bardzo, ale to bardzo ważne, szczególnie z tych przedmiotów i bardzo mi zależy aby Pani widziała, że to dla mnie najukochańsze przedmioty i to moja pasja. Może w tedy będę miała większe szanse na zmianę klasy na profil biologiczny :(

Dobra, już Wam nie truję! Zapraszam na recenzję :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cóż, Mikołaj już dawno odszedł w zapomnienie, ale ja jeszcze (niestety) mam troszkę bożonarodzeniowych słodyczy. Jakiś czas temu na blogu pojawiła się czekoladowa wersja tego bałwanka (klik), a dziś mam dla Was wersję waniliową. Oczywiście też od kochanej Patrycji :) Czyżby ten smak był lepszy? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Taka sama grafika jak w przypadku czekoladowej wersji bałwanka. Przeurocza, słodka i zachęcająca do kupna (szczególnie najmłodszych ;)). Ten bałwanek niestety przyleciał do mnie lekko zmasakrowany, ale takie już uroki poczty są i nie zawsze da się uniknąć zmiażdżenia czy połamania (szczególnie w naszej kochanej poczcie polskiej </3).


Smak: Zapach jest ultra słodki i wyjątkowo mleczny. Cóż się dziwić, przecież to Cadbury, które właśnie ze swojej wyjątkowej mleczności słynie. Ja osobiście wolę czekoladę, w której to kakao jednak czuć, ale za tak uroczą czekoladkę jestem w stanie się poświęcić. Czekolada, która oblewa mus to zwykła mleczna Cadbury, ale mus w środku to już coś, co powinniśmy znać, a dlaczego? Bo smakuje praktycznie IDENTYCZNIE jak jajeczka Loffel Ei z Milki. Puchaty, lekko piankowy i mleczno-waniliowy, ot co pyszny, zapychający, mulący i słodki na maksa. Jednak tutaj to wszystko smakuje mi bardziej, bo jednak jest mniej słodkie i lepiej wyważone. W jajeczkach jest zdecydowanie zbyt gruba czekolada i krem jest bardziej mulący, a tutaj bardziej zwarty i piankowy. W każdym razie łatwiej wchodzi, ale cukrowego kopa też daje :D Jeśli będziecie mieli okazję spróbować takiego bałwanka to na prawdę polecam, ale czy warto zamawiać go przez strony internetowe i cudować? Nieeee ;)


Podsumowując:
8++/10
Cena - prezent z wymiany
Czy kupię ponownie? - Tak


czwartek, 14 kwietnia 2016

Vego (Cukierkoza)

Niby tylko piątek trzynastego jest pechowy, ale dla mnie nawet środa trzynastego potrafi dać nieźle w kość. Załapałam dwie jedynki z angielskiego, oberwałam plecakiem w okulary, które prawie się zbiły (ciekawe jak bym w tedy funkcjonowała...) i jeszcze dostałam zaproszenie na wesele chrzestnego z uwaga - osobą towarzyszącą! Super, a ja ''pochwalić'' się nie będę mogła, że znalazłam sobie chłopaka.
Przynajmniej dzisiaj trochę odpoczęłam, bo chrzestny wrócił z Anglii, aby właśnie nas pozapraszać na swoje weselisko ;) Przy okazji nagadałam się z nim, bo baaaardzo tęskniłam <3 No i prezent dostałam! :D Cieszę się, że czasami takie ponure dni mają przebłyski jasnego szczęścia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pamiętacie jak pisałam Wam o sklepie Cukierkoza (klik!)? Od Oli, czyli właścicielki sklepu, dostałam do przetestowania 2 wegańskie batoniki. Było mi strasznie miło, bo jak wiadomo, to co wegańskie smakuje 2 razy bardziej heh ;) Dziś mam dla Was recenzję czekoladowego batona z orzechami Vego, czyli wegańską wersję naszego Nussbeissera :) Ciekawi? Czy to cudo jest w stanie odwzorować oryginał? Zapraszam!


Skład: cukier*, całe orzechy laskowe* (20%), masa kakaowa*, orzech laskowy*, masło kakaowe*, emulgator: lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii* (* = z upraw ekologicznych).


Wygląd i smak: Batonik Vego na początku wydał mi się bardzo niepozorny, a grafika mało interesująca. Nie chciałam czegoś wyjątkowo przeciętnego, ale jednak postanowiłam postawić na klasyka w wegańskiej wersji. W sumie wybrałam go też dlatego, że naczytałam się o nim wiele pozytywnych opinii i to po prostu pozwoliło mi wybrać go spośród OGROMNEGO asortymentu sklepu. Opakowania nie za bardzo było mi szkoda (ale i tak sobie zostawiłam na pamiątkę :D) więc czym prędzej zerwałam je aby zobaczyć jak wygląda batonik - szok! Grube dwie kostki napakowane po brzegi CAŁYMI orzechami laskowymi i urocze znaczki ziarna kakaowca na wierzchu. Grubość czekolady aż prosi się aby wbić w nią zęby i zjeść całą do końca...czy to też tyczy się smaku?

Zacznę od zapachy, który jest tak BOSKI, że nawet moja wybredna mama nie przeszła koło niego obojętnie. To aromat mocno mlecznej czekolady (Milka się chowa!), ale bez grama mleka! Jak to? A no możliwe ;) Smak? CZYSTA POEZJA I NORMALNIE ORGAZM W USTACH! Cudownie i wyraźnie kakaowy smak, bogaty aromat i nuta mlecznego ''czegoś''. Do tego wszystkiego dochodzą nam świeże i podprażone orzechy laskowe, które jak już mówiłam, są w całości. Idealnie chrupiące i wspaniale komponujące się w ekstra kremową czekoladę. To zdecydowanie NAJLEPSZA czekolada z orzechami jaka jadłam i nawet mój faworyzowany RS się chowa. Czy wrócę do niej ponownie? Tak! Przyznam się, że zjadłam całego batonika przy sesji zdjęciowej i moje plany co do dodania tego cuda do manny legły z gryzach ;) Polecam!


Podsumowując:
11/10, a co mi tam :D
Czy kupię ponownie? - Pytanie! Jasne!

środa, 13 kwietnia 2016

Bombus natural energy

Bardzo ciężki dzień już za mną i niestety kolejny dzień nieobecności w szkole. Już było tak pięknie i ładnie, a oczywiście ze stresu i nerwów przed referatem i sprawdzianem dostałam nieprzyjemną oraz dość znaną ''przypadłość łazienkową'', która wymaga wizyty w toalecie co jakieś 10-15 minut :') Super! Całe szczęście tata poleciał do apteki i na jutrzejszy dzień jestem zabezpieczona. W każdym razie dziś też proszę Was o kciuki za mnie, bo w szkole istny maraton!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
''Weganie jedzą trawę.'' ''Weganie jedzą kamienie.'' ''Co jedzą weganie? Nic!''
Ciągle spotykam się z takimi BŁĘDNYMI określeniami i mimo, że jestem wegetarianką, a nie weganką, to boli mnie to bardzo, że ludzie w ogóle nie próbują odkrywać innych rodzajów kuchni/diety. Moi domownicy krzywią się jak powiem, że cokolwiek jest wegańskie. Eksperymenty w kuchni zawsze są niechętnie próbowane, a przecież wegańska kuchnia jest NAJLEPSZA! Czemu? Bo pełna w soczyste owoce, warzywa, bakalie...ach, tyle dobroci :) Oczywiście kupne słodycze też MOGĄ BYĆ W 100% WEGAŃSKIE! Ostatnio w naszych sieciówkach pojawiły się batony marki bombus naturaln energy, znane jako ''Raw energy bar''. Jest to czeska firma produkująca cudowne batony z cudownym składem i cudownym smakiem! Otrzymałam do testowania nie małe pudełko i już cieszę się jak mały dzieciak, bo UWIELBIAM takie cuda :)




Słynne Raw Energy


Raw Protein


Slim Snack 

Batoniki z serii ''Raw energy'' śmiało można dostać w Tesco czy Auchan, a resztę możecie nabyć tutaj (klik)

Czekajcie na testy! :)