wtorek, 31 maja 2016

Serek puszysty meksykański Łaciaty

Odpowiedziałam na Wasze zaległe komentarze ;) Wybaczcie mi zwłokę, ale wiecie...mój czas wypełnia nauka w 99%, bo muszę wybronić zagrożenia i takie tam...trzymać kciuki! :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Staram się już coraz mniej kupować takich serków, ale czasami kuszą niemiłosiernie i zakupy kończą się tym, że kupuje po kilka smaków twarożków na kanapki. Oczywiście wole taki twarożek zrobić sama z mojego ukochanego ''grani'' i tony warzyw/przypraw, ale bywa i tak, że stawiam na gotowce. Bardzo lubię twarożki na kanapki marki Piątnica, która jak do tej pory jeszcze mnie nigdy nie zawiodła, ale oczywiście daję też szansę innym formom. Dziś na blogu serek meksykański marki ''Łaciate''! Czy również mi zasmakuje? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Serki Łaciate mają wyjątkowo ładne pojemniczki. Strasznie podoba mi się motyw krowich łatek :) Grafika jest też bardzo ładnie wykonana, tak estetycznie, przejrzyście i przyciągająco.
Serek w środku również ładnie wygląda, bo jego barwa jest lekko czerwonawa i z masą drobinek przypraw i ziół. Konsystencja również na wielki plus, bo niby jest puszysta, ale i też niezwykle kremowa - bajka!
Smak? Specyficzny, ale dla mnie wyśmienity. Na początku serek wydawał mi się bardzo mdły, ale już po chwili wyjawiła się ogromna pikanteria! Wyraźnie czułam pieprz cayenne i papryczkę. Nieźle dały się też we znaki takie przyprawy jak czosnek i pietruszka. Nie było tu mowy o łagodnym serku - to po prostu produkt z pazurem ;) Twarożek cudownie rozsmarowuje się na chlebie, ale i też fajnie sprawdza się jako dip z batatowymi frytkami czy pieczonym brokułem. Pyszności - polecam!
Na pewno wypróbuję jeszcze inne smaki :)


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 3 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 30 maja 2016

Baton orzechowo czekoladowy Legal Cakes

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O Legal Cakes można przeczytać na moim blogu same pozytywne recenzje! Lecz cóż się dziwić? Ich wyroby są OBŁĘDNE i do tego zdrowe! Takie połączenie przyjemnego z pożytecznym ;) Jak do tej pory pojawił się Karmel♥wy, Szyszka, Szarlotkowy, Koko, i Czekoladowo-Owocowy, który miażdży system na 100%! Dziś mam dla Was kolejną wersję do kompletu, a mianowicie Czekoladowo-Orzechowego cwaniaczka ;) Czy on również mnie powali? A może pokona czekoladowo-owsianego? Zapraszam!


Skład:


Wygląd:  Zdecydowanie w tym batonie zwraca uwagę skład, a nie grafika ;) Jest tak obszerny, duży i bogaty, że to właśnie on rzuca się w oczy jako pierwszy! Oczywiście grafika też jest bardzo ładna i z fajnie dobranymi kolorami, ale sami wiecie...skład wygrywa :D

Batonik w środku też wygląda niczego sobie, a ogrom orzechów, pestek i polewy czekoladowej, aż prosi się o gryza...no dobra, na pochłonięcie go w całości.


Smak: Po otworzeniu nie poczułam woni orzechów, a jedyne co dawało o sobie znać to combo bana z czekoladą. Wyjątkowo lubię to zestawienie smaków, więc miałam w głowie tylko jedno - oj, będzie to dobre! Pierwszy duży gryz i...chrup! Już natrafiłam na orzechy ;) Pistacje, włoskie, dynia, słonecznik, sezam...baton dosłownie jest najeżony ''od stóp do głów''! Wszystkie są chyba podprażone po mają ten charakterystyczny aromat, który wydziela się podczas prażenia. Konsystencja batona jest niezwykle kremowa, co jest pewnie dziełem banana, a orzechy przerywają tą błogą kremowość porządnym chrupaniem. Połączenie idealne, które zapieczętowane jest moją ulubioną czekoladą - gorzką ♥ Pyszny, delikatny i z moimi ukochanymi składnikami! Oczywiście wersji czekoladowo-owocowej nie przebije, ale również znajduje się wysoko na podium ;)
Polecam!


Podsumowując:
11/10 :D
Cena - 7-8 zł
Czy kupie ponownie? - Tak!

niedziela, 29 maja 2016

Haul zakupowy (8) - moje wegetariańskie zakupy

Powiem Wam szczerze, że nie chce mi się wierzyć, że dziś już niedziela. Doskonale pamiętam początek tego tego tygodnia, ba, nawet ostatnią niedzielę! Pamiętam dosłownie wszystko co robiłam...czas ucieka, a w szkole coraz to bardziej napięty grafik. Dziś dzień z nauką, ale nawet tą przyjemną ;) Przynajmniej mogę powygrzewać się w słońcu i trochę poopalać, bo wyglądam jak anemik :D

Dziś oczywiście mam dla Was haul spożywczy! Trochę ciężko było mi go dokładnie skomponować, bo zakupy w tym tygodniu były marne (pewne kłopoty finansowe), ale i tak starałam się aby wszystko było pełne warzyw, owoców i kolorów! W końcu teraz zaczyna się sezon na świeże warzywa i owoce ♥ Lato coraz bliżej!


W tym tygodniu najwięcej zakupów poczyniłam w Lidlu i Piotrze i Pawle. Ostatnio wspominałam, że mojego Lidla zburzyli, ale na całe szczęście otworzyli też nowego (co prawda na samym końcu miasta..). Już nie mogę się doczekać jak postawią tu nowego, bo nie leży mi ciągłe błaganie taty o to aby mnie tam zawiózł :P Do rzeczy...
W Lidlu tatuś sprezentował mi to cudowne winogrono! Co prawda już dawno go nie ma (taka kiść idzie u mnie na raz), ale i tak bardzo mu dziękuję :* Na spółę z rodzicami kupiłam też tego GIGANTYCZNEGO kalafiora, który był mega dobry! Brokuł już należy do mnie i kosztował niecałe 4,50, a jego rozmiary pozwalają utworzyć kompozycję na 2 obiady :) W Piotrze i Pawle kupiłam 2 jogurty Sojade! Jestem mega szczęśliwa, bo jeszcze nigdy nie jadłam jogurtów sojowych :) Ich cena niestety nie należy do niskich, bo jeden kubeczek kosztuje ok. 5 zł :/ Ale i tak cieszę się, że w takim sklepie mogłam kupić jogurty sojowe! Dodatkowo w tym samym sklepie kupiłam sobie placuszki warzywne firmy Vivera. To chyba mój ulubiony produkt tej firmy - meeeeeega dobre! Chyba w poniedziałek polecę po kolejną paczkę :D W Lidlu tata jeszcze kupił mi te parówki z prażoną cebulką. Podobno była jeszcze wersja chilii, ale tata stwierdził, że te będą lepsze - zobaczymy :)


Oczywiście moje zakupy w Lidlu nie mogły się obyć bez zakupu twarożków w wiaderku! Był jeszcze ananasowy, ale niestety nie dotrwał do zdjęć ;) W Biedronce za to kupiłam mój ulubiony twarożek grani, którego planuję wykorzystać do naleśników, mini batoniki, które niedawno recenzował Marcin i multipak jogurcików/serków dla dzieci z Piątnicy. 


To byłoby już na tyle ;) Jabłek nie udało mi się ładnych znaleźć, ale tato jeszcze dziś będzie szedł do Pani od, której zawsze kupujemy :) Oby odłożyła mi najlepsze sztuki!

Pozdrawiam Was ciepło - miłej niedzieli!




sobota, 28 maja 2016

Green Dream czekolada mleczna z kokosem www.biozona.pl


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Macie smaka na czekoladę? Bo ja dziś wyjątkowo tak! A smaka mam też na coś kokosowego, więc mój wybór padł na czekoladę mleczną z kokosem od firmy biozona.pl ;) Już dawno otrzymałam ją do testów więc w końcu przyszedł na nią czas. Jest tu jakiś miłośnik kokosu? Jeśli się do nich zaliczasz to serdecznie zapraszam! :) Nie dość, że mamy tu kokos to i jeszcze czekolada jest z ekologicznych składników! Dwie zalety w jednym? Przekonajmy się... ;)


Skład:


Wygląd: Uwielbiam czekoladki w wersji mini lub w wersji batoników. Tutaj opcja z kostkami jest wprost idealna, bo zawsze takie cudo można łatwo wrzucić w torebkę i jest w sam raz na czekoladowego głoda poza domem ;) Nie dość, że w środku wygląda uroczo i bardzo zachęcająco, to i opakowanie wykonane jest bardzo ładnie i kusząco. Te kokosy na grafice...ślinka cieknie!
Jedyne, co mnie trochę rozczarowało, to to, że nie widać było ogromu wiórków kokosowych, na które czekałam :( Czyżby to znaczyło, ze nie uświadczę kokosowego doładowania?


Smak: Zacznę od zapachu, który był bardzo przyjemny, mleczno-kakaowy i leciutko kokosowy. Całość na prawdę pachniała bardzo dobrze, ale nie jakoś zniewalająco. Nie doprowadziło mnie to do ślinotoku, ale też nie odpychało, że człowiek nie miałby ochoty tego spróbować. Kosteczki, jak już wspomniałam, są w wersji mini więc śmiało mogłam wziąć całą na raz do buzi. Pierwsze co zalewa nas przy próbowaniu to duża ilość czekoladowego smaku. Niestety nie jest to wyborna czekolada mleczna, a raczej coś co podchodzi pod wyrób czekoladopodobny. Nie wiem co było z nią nie tak, ale to po prostu przyjemną czekoladą nazwać nie mogłam. Słabo rozpuszczała się w ustach i zostawiała po sobie niezbyt przyjemny posmak. A kokos? Był, ale w bardzo marnej ilości. Niby dawał tego kokosowego aromatu, ale kiepska czekolada wszystko psuła. Nie chrupały w niej też wiórki, a nie na to czekałam. Ogólnie jest to zawód po całej linii, a pokładałam w tej miniaturce duże nadzieje :( Szkoda wielka!


Podsumowując:
5/10
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 27 maja 2016

Bananowo-orzechowe muffinki z czekoladą i morwą białą

Jak spędziliście dzień mamy? U mnie na spokojnie w rodzinnym gronie i toną zabawnych rozmów :) Jestem z siebie bardzo zadowolona, bo odrobiłam już wszelkie zadane prace i zrobiłam projekt, i to w 1 dzień! :D Co prawda było masa roboty, ale warto, bo teraz mogę w 100% poświęcić się nauce :)

Dziś mam randkę z informatyką, ale mam nadzieję, że i z nią szybko się uporam - oby :) Jeżeli jest tu ktoś kto perfekcyjnie lub w miarę dobrze ogarnia excela i chciałby mi pomóc - niech napisz do mnie maila! Będę wdzięczna :)
Miały być też dzisiaj zakupy z mamą, ale niestety biedna źle się czuje :( Alergia zaczyna ją już łapać więc doskonale rozumiem jej zmęczenie przez ciągły katar, kichanie i swędzenie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obiecałam Wam jakiś czas temu, że ma pojawić się przepis na bananowo-orzechowe muffinki, które upiekłam z okazji urodzin mojej babci. Oto i on! Pyszne i zdrowe, wilgotne w środku i przepełnione czekoladą z masłem orzechowym! Moje podniebienie oczarowały, a dla reszty były zbyt gorzkie więc daję tutaj przepis bardziej zmodyfikowany, z większą ilością cukru - zapraszam ;)


Składniki/6 sztuk/:
♥1 duży banan
♥1 jajko
♥5 łyżek mąki z ''czubkiem''
♥0,5 tabliczki gorzkiej czekolady
♥3 łyżki cukru trzcinowego
♥1 łyżeczka sody oczyszczonej
♥1 łyżeczka cynamonu


Banana gnieciemy widelcem na jednolitą papkę, dodajemy jajko, cynamon i 2 łyżki masła orzechowego. Całość dokładnie mieszamy, aby nie było grudek. Do tejże masy dodajemy następnie mąkę, cukier, sodę, posiekaną czekoladę i morwę - mieszamy ponownie.

Foremki wykładamy papilotkami, a jeśli mamy silikonowe (tak jak w moim przypadku) pomijamy ten zabieg.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Do naszych foremek wlewamy masę, a następnie wstawiamy całość do piekarnika na 25-30 min. Gdy do końca pieczenia zostanie nam 5 min, zniżamy temperaturę do 150 stopni. Wszystko pieczemy na termoobiegu.

Smacznego!





środa, 25 maja 2016

Krem z białej czekolady i jogurtu z kawałkami truskawek Deluxe Lidl

Dziękuje za wszelkie kciuki, coś czuję, że poszło mi w miarę nieźle :) Jeszcze przetrwać dziś 8 godzin + 2 sprawdziany i mam wolne na bite 4 dni. Niby wolne, ale oczywiście muszę pędzić te dni z nosem w książkach. Nie mam w sumie na co narzekać, bo jak to mawiają nauczyciele, ''trzeba było pracować cały rok, a nie na ostatnią chwilę'' także tego...trzymać kciuki! ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na blogu ostatnio zrobiło się jakoś zdrowo...za zdrowo :D Nie ukrywam, że teraz po słodycze sięgam raz na ryski rok, serio, a za to przerzuciłam się na wszelkie ''BIO'', ''RAW'' i ''HOMEMADE''wyroby :) Czy to lepiej? Dla mojego brzucha i cery tak, ale czasami mam taki cichy głosić w głowie, że MUSZĘ zjeść coś utopionego w cukrze. Już dobre 3 miesiące temu miałam okazję zjeść ten oto krem z Lidla. Zbyt długo leżał w folderze więc postanowiłam go w końcu opisać! Kremy z serii Deluxe zawiodły mnie tylko raz, a reszta sprawdzała się świetnie, więc ów kremy kupuję chętnie przy tygodniu ''Deluxe''. Czy truskawkowa wersja oczaruje mnie tak samo jak kokosowa(klik) czy czekoladowa(klik)? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Nie ukrywam, że kupiłam ten krem ze względu na jego uroczy i cukierkowy wygląd. Po prostu gdy w sklepie rzucił mi się w oczy ten biały nakrapiany krem, oczy zaświeciły mi się niczym 5 złotych i wiedziałam, że wyląduje on w moim koszyku. Przez słoiczek wszystko dobrze widać, więc to ogromny plus! Osobiście lubię wiedzieć, co czeka mnie w środku przy zakupach ;) Za każdym razem, gdy recenzuję kremy z serii Deluxe, zachwalam praktyczność tych słoiczków - tu się powtórzę, są genialne i zawsze znajdują drugie zastosowanie. Z tego mój tato zrobił pożytek na mini doniczkę dla szczypiorku :)


Smak: Już po zerwaniu wieczka wiedziałam, że krem będzie dla mnie za słodki. Woń kwaśno-słodka aż drażniła i niezbyt zachęcała do spróbowania. Jednak krem nie czekał zbyt długo, bo moja chcica na słodkie była większa ;) Kremowa konsystencja bardzo mi odpowiadała, bo była identyczna, jak w kokosowym wariancie. Chrupek liofilizowanych truskawek było na prawdę dużo i nie było opcji, abym nie nabrała ich na nóż. Kremowy, lekko tłusty...ale jak smak? Powiem Wam, że jest zdecydowanie zbyt mocno aromatyzowany. Myślę, że bez tego wyszłoby dużo lepiej, a krem zyskałby mniej słodki smak. Kwasek truskawek jest typowy dla liofilizowanych owoców, ale słodycz i mdłość jogurtowa przytłacza ogół. Ten jogurtowy posmak jest tu zbędny, bo on wszystko zamula i psuje efekt. Nie wiem po co on został tu zastosowany, ale sama ''biała czekolada'' starczyłaby w tym zestawieniu. Chrupki truskawkowe przynajmniej fajnie chrupią i po rozgryzieniu niwelują słodycz, ale tylko na chwilę i po tym pojawia się tłusta mdłość.
Czy chciałabym ten krem ponownie? Nie, ale myślę, że osobą lubiącym takie ultra-słodkie i mulące rzeczy byłyby zachwycone :)


Podsumowując:
7-/10
Cena - ok. 6 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Nie

wtorek, 24 maja 2016

Aloha ZmianyZmiany

Uf, w końcu ten dzień minął! Dziś jeszcze większy maraton, ale pociesza mnie fakt, że tylko 2 dni :) Trzymać kciuki ;)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na blogu pojawiły się już 2 recenzje batonów od ekipy ZmianyZmiany i jak do tej pory jeden mnie oczarował, a drugi okazał się niezjadliwy. Mowa tu o przepysznym Kosmosie (klik!) i mniej dobrej Petardzie (klik!). Dziś mam dla Was wersję ultra kokosową i idealnie pasującą na wakacyjne klimaty ;) Jesteście ciekawi jak w moich odczuciach wypadła Aloha? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Ukrywać nie będę, że Aloha opakowanie bardzo ma smutne i mało zwracające uwagę. Brak tu kolorów i czegoś żywego, ale firma ma u mnie i tak wielgaśny plus za ekologiczne opakowanie. W środku baton wyglądał już bardziej zachęcająco, ale jakoś tak mało kokosowo. Wiórek praktycznie nie widać, a myślałam, że baton będzie nimi pokryty. Kolorek jednak przyjemny i lekko karmelowy od daktyli. Dodatkowo zaskoczyła mnie ilość słonecznika, którą tutaj na zdjęciu świetnie widać - jest moc! :)


Smak: Jak zawsze, moją degustację zaczęłam od wąchania. Niestety na tym etapie bardzo się zawiodłam, bo moja obiecana ''kokosowość'' jakoś zniknęła i nie czułam absolutnie nic kokosowego. Ani olej kokosowy, ani wiórki nie nadały tego charakterystycznego zapachu, a szkoda. Jednak zapach to nie wszystko, a smak liczy się najbardziej więc szybko zabrałam się za kosztowanie. Baton jest niezwykle miękki, nawet bardziej niż opisywane na blogu pozostałe smaki. Jego karmelowa słodycz od daktyli jest CUDOWNA i mogłabym przez to jeść takich batoników tony. Może kokosa w zapachu nie dostała, ale smak...rajku, tropiki! Pyszne kokosowy i wyraźnie daktylowy. Co prawda przewija się tu też aromat fig, ale to właśnie daktylowo-kokosowe combo przejęło pałeczkę. Jak widać, słonecznika i innych orzechów (nerkowce i migdały) są tu naprawdę w słusznej ilości i nadają idealnego, chrupiącego akcentu. Pyszna sprawa - powiadam :D Jeśli jeszcze nie mieliście okazji jeść batonika Aloha, to nie zwlekajcie! Ja osobiście stawiam go na równi z Kosmosem i już wypatruję sklepy, gdzie mogę je u siebie kupić - mniam!


Podsumowując:
11/10, a co! ;)
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 23 maja 2016

Rawnello Migdały Pod Palmą - Alfa-koszyk.pl

Bardzo pracowity i męczący dzień mnie dziś czeka, ale niestety muszę spiąć pośladki i dać z siebie wszystko. Siedzę w szkole znów 8 godzin, potem korki z matematyki, nauka do chemii i odwiedziny u babci, bo ma dziś urodziny <3 Idę do niej na pieszo, bo ma być ładnie, a ja cholernie jestem spragniona tej zieleni, która ostatnio wyjątkowo soczysta i bujna :) Mam nadzieję, że babcia z prezentu będzie zadowolona, bo zrobiłam jej wegańskie bananowe babeczki z morwą i czekoladą, a na przepis zapraszam w sobotę :)

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pamiętacie o tym, jak pisałam o współpracy ze sklepem Alfa-koszyk i jego właścicielką Panią Magdą? (kilk!) Pani Magda naprawdę mnie rozpieściła i wysłała mi paczkę pełną cudowności! Dostałam same wegańskie cudowności, które już zaczynam testować :) Oczywiście zaczęłam od rzeczy, która kusiła mnie najbardziej, a mianowicie od wegańskich kuleczek/pralinek Rawnello! Jest ich więcej wariantów smakowych, ale Pani Magda wysłała mi 3 na testy :) Dziś wersja ''Migdały Pod Palmą'' - czy spadnie mi kokos na głowę z zachwytu? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie jest prześliczne i wykonane z pomysłem. Bardzo podoba mi się forma pudełka, bo nie dość, że jest to kartonik, to i jeszcze przypomina pudełka słodyczy ''klasycznych'' ;) Kuleczki w środku przypominają troszeczkę Raffaello, ale ja osobiście wolałabym dostać takie cuda niż tamten popularny słodycz ;) Pralinki są różnych kształtów i rozmiarów więc widać, że to ręczna robota! Widać, że niczego tu nie żałowano, a kuleczki przez to prezentują się wybornie.


Smak: Zacznę od zapachu, który jest wyjątkowo intensywny i bardzo słodki. Czuć tu głównie kokos i uwaga...rodzynki! Spodziewałam się, że dostanę karmelową nutę daktyli, jak to w wszelkich ''raw'' słodyczach bywa, ale tu zdecydowanie dominują rodzynki. Migdałów może nie czuć, ale już po przekrojeniu wiedziałam, że jest ich dużo i są w ogromnych kawałkach. Kokosowe wiórki nie podpadają i posłusznie trzymają się bakaliowej masy. Kuleczki są miękkie, ale można się w nie wgryźć. Ich konsystencja jest typowa dla łakoci z samych bakalii, ale ja ją ubóstwiam i takie słodycze mogłabym jeść na okrągło :D Rodzynki zdominowały zapach, ale i też smak, bo po pierwszym gryzie czułam tylko je. Kokos nikł, daktyle nikły i migdały też odchodziły w zapomnienie - to właśnie one dominowały nad całością i powaliły mnie swoją naturalną słodyczą. Po drugim gryzie i dłuższym przeżuwaniu wyłaniają się pozostałe aromaty, a dominuje w nich kokos. 
Całość jest ultra słodka, ale pyszna! Byłby maks punktów, ale niestety zabrakło mi tutaj tego kokosowego ''pazura'' ;)


Podsumowując:
9+/10
Czy kupię ponownie? - Raczej inny smak :)

niedziela, 22 maja 2016

Haul zakupowy (7) - moje wegetariańskie zakupy

Dziś już niedziela, a więc czas na haul zakupowy! ;) W tym tygodniu trochę poszalałam, ale nie żałuję swoich zakupów, bo wiem, że będą obłędnie pyszne, zdrowe i 90% wegańskie :) Znajdą się tu głównie produkty z Biedronki, do której teraz zaglądam najczęściej, a dlaczego? Bo mam ją zaraz koło szkoły więc bywam w niej prawie codziennie :D To bardzo plusuje, bo nie muszę robić zapasów tylko idę sobie każdego dnia i donoszę świeże :)

Pozwolę sobie jeszcze na taką małą  dygresję - zdjęcia da się zgrywać! To wina kabla, bo się popsuł i muszę się z nim bardzo ostrożnie obchodzić. Najważniejsze jest to, że mogę dalej cykać fotki :)

Nie przedłużając - zapraszam!


Zacznę od cudów natury, czyli owoców i warzyw! Tato zrobił mi w czwartek ogromną niespodziankę i upolował mi 3 mięciutkie, soczyste i OGROMNE mango! Do tego jeszcze kupił mi winogrono, którego nie jadłam już ponad miesiąc i tęskniła z anim cholernie - dziękuję tato :* Dodatkowo wpadły jabłka z ryneczku, które niestety już są maluteńkie (niecałe 150 g sztuka:/)  i strasznie poobijane. Widać, że sprzedają już resztki i dobre, jesienne jabłka już się skończyły. Coś czuję, że będę musiała przejść na te marketowe, bo one jeszcze jako-tako są twarde. Marchewki to u mnie obowiązek, tak samo jak brokuły! Jem ich ogromne ilości i aż wstyd się przyznać, że brokuł idzie prawie codziennie ;) No i ogromny hit - mój pierwszy kalafior w tym roku! Ten tutaj jest (niestety) na spółę z rodzicami, ale myślę że jakoś podzielimy się jego kwiatem :)


Tutaj już głównie zakupy z Biedronki i tylko batoniki twarogowe są z Lidla. Męczyły mnie one strasznie więc musiałam je kupić! Specjalnie jechałam po nie na drugi koniec miasta (no dobra, po twarożki w wiaderkach też :P), bo jak chyba już mówiłam, mojego Lidla zburzyli :O
W Biedronce standardowo kupiłam kiełki (4 paczki) bez, których teraz nie mogę żyć :D Dodatkowo skusiłam się na musy owocowe - gruszkowy i jabłkowy. Już nie mogę się doczekać kosztowania. Do moich Biedronek W KOŃCU dotarły mleka migdałowe! Od razu kupiłam na spróbowanie, bo tego jeszcze nie piłam. Była też przecena na deserki dziecięce, a że one są wyjątkowo dobre jako dodatek do miseczkowego śniadania, to kupiłam sobie 3 sztuki. Kusiły mnie też nowości ciasteczkowe od Kubusia i uległam 3 paluszkom biskzoptowym z owocowym nadzieniem. Jestem ciekawa czy będą smaczne, bo na herbatnikach się bardzo zawiodłam. 

Były też 3 banany i twarożek grani oraz wiejski, ale one nie dotrwały do zdjęć ;)


No i wszystko! Mam nadzieję, że haul znów się podoba :) Jeśli jesteście ciekawi cen produktów - śmiało pytajcie w komentarzach.

Miłej niedzieli!


sobota, 21 maja 2016

Co jada wegetarianka na obiady?

Wiele razy dostawałam różnie prośby o to, aby zorganizowała post z moim całodniowym menu.
Wiem, że wiele ludzi uwielbia czytać takie posty (w tym ja - można znaleźć wiele inspiracji!), ale na chwilę obecną jest to u mnie niewykonalne :/

Jednak mam dla Was małą rekompensatę, a mianowicie przegląd moich obiadów w ciągu pracowitego tygodnia! :) Proste, pełne warzyw, a co najważniejsze pyszne i zdrowe. Nie są to żadne kamienie, czy trawa, a pyszne jedzonko, które jada się na diecie roślinnej - zapraszam :)


Tutaj mamy kiełki na patelnię z suszonymi pomidorami, 4 falafele z batatem od Florentin (klik), marchewki, 6 pieczonych pieczarek z papryką wędzoną, hummus i bułkę ze słonecznikiem (vegan)


Tutaj mamy wege sznycla cygańskiego od Vivera, kiełki na patelnię z sosem sojowym i przyprawą do gyrosa, marchewki i moje ukochane orzeszki azjatyckie w cieście (klik)
Dodatkowo mam hummus żurawinowy i bułkę ze słonecznikiem. (vegetarian)


Tutaj mamy pasztet dyniowy z suszonymi pomidorami (pyyyycha!), kiełki na patelnię smażone z przyprawą do kurczaka i sosem sojowym, marchewki i bułkę ze słonecznikiem (vegan)


Tutaj dość nietypowe zestawienie, ale równie pyszne! Kwaśne jabłko, kiełki na patelnię smażone z przyprawą do gyrosa i sosem sojowym, brokuły, orzeszki azjatyckie w cieście, twaróg grani z przyprawą do pizzy od SKWORCU i bułkę ze słonecznikiem (vegetarian)


A na koniec - Brokuły, marchewki, ciecierzycę, twarożek z tofu i standardowe buła ze słonecznikiem ;) (vegan)



Mam nadzieję, że takie post Wam się podoba, bo mam w planach częściej takie umieszczać. Chętni? Czekam na Wasze komentarze!

Miłego dnia :)

piątek, 20 maja 2016

Legal Cakes - Baton Szarlotkowy

Dziś już piątek ale niestety zawalony będzie nauką i siedzeniem do późna w szkole :(
Trzymać kciuki, bo dziś znowu sprawdzian z matmy!

-------------------------------------------------------------------
Jeżeli miałabym wymienić 3 moje ulubione ciasta, to na pierwszym miejscu zdecydowanie byłaby...SZARLOTKA! Zapach ciepłych jabłek, cynamonu...ach, mogę umierać ;) Szarlotka jest dobra o każdej porze roku, a szczególnie zajadana z lodami :D Dziś mam dla Was zdrową wersję szarlotki - ultra owsianą i ultra pyszną! Wszystko to od Legal Cakes, które jak do tej pory mnie nie zawiodło. Czy szarlotka również mnie oczaruje? Zapraszam!

Dodatkowo mam dla Was cudowną informację! Legal Cakes wysyła swoje wyroby pocztą więc śmiało możecie zamówić u nich przez telefon czy maila. Ja oczywiście tak zrobię, a zamówienie zaplanowane mam już w lipcu :D


Skład:


Wygląd: Baton złudnie przypominał mi wersję czekoladowo-owocową (klik!), która absolutnie skradła moje serce i spowodowała to, że usilnie próbuje odtworzyć ten smak w domu ;)
Dużo płatków owsianych, dużo cynamonu (widać go gołym okiem!), kawałeczki jabłek i ta zwarta konsystencja...ślinotok gwarantowany. 
Opakowanie znów wykonane z pomysłem i na prawdę wielkie brawa dla grafika - prosty przekaz, ale z klasą ;)


Smak: Pierwszy niuch i zalała mnie fala cynamonu, a że ja cynamon WIELBIĘ to ślinę miałam od razu po sam pas.  Po dłuższym niuchaniu pojawił się też aromat kwaskowych jabłek, które jak wiadomo idealnie nadają się do szarlotki. Im jabłka kwaśniejsze tym lepsza szarlotka, jak nic!
Konsystencja była cudnie mokra, lepka i po ugryzieniu, momentalnie rozpływająca się w ustach. Jest to wręcz identyczny smak, jak pieczona owsianka z jabłkami i z masą cynamonu. Ja pieczone owsianki, ciastka owsiane czy inne twory z owsem kocham, więc chyba nie muszę mówić, jak moje kubki smakowe tu szalały? Cudowny smak, cudowna konsystencja i na prawdę duża ilość jabłek pokrojonych w kosteczkę. Od Legal Cakes na prawdę idzie się wiele nauczyć, a ten, kto robi te wszystkie batony jest mistrzem.
Czy polecam? Oczywiście! Szarlotkowy baton jest nawet lepszy niż Koko, Szyszka czy Karmel♥wy :) Polecam!


Podsumowując:
11/10!
Cena - 7-8 zł Legal Cakes (można zamówić)
Czy kupię ponownie - Tak!

czwartek, 19 maja 2016

Wegańska migdałowa jaglanka z gruszkami i masłem orzechowym

Wierzyć się nie chce ale już czwartek i niedługo upragniony weekend ;) Wczoraj miałam nie małą przygodę, bo rano zaczęła mi lecieć krew z nosa i miałam 2 lekcje w plecy - dobrze, że zastępstwa :P
No i pochwalę się, że z fizyki dostałam...4! Wasze kciuki pomogły! Chyba nie muszę mówić, jak wyglądałam kiedy się o tej ocenie dowiedziałam? :D Dziś proszę o kciuki za WOS :)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dawno nie wrzucałam tutaj żadnego przepisu, ale to tylko dlatego, że nie mam czasu na pichcenie w kuchni :( Ciągle lecę po jak najszybszych rozwiązaniach i gównie na ''surowiźnie''. Owoce, warzywa...to teraz podstawa mojej diety :D Cóż...czasami tak trzeba, ale nie wolno zapominać też o wspaniałościach, jakimi są kasze! Dziś mam dla Was propozycję śniadaniową, która jest w 100% wegańska i cuuudownie pyszna, kremowa i och i ach! Ciekawi? Zapraszam :)


Składniki:
♥80 gramów kaszy jaglanej suchej
♥1 szklanka wody
♥1 szklanka mleka migdałowego
♥1 spora gruszka
♥1 czubata łyżka masła orzechowego  ( u mnie to)
♥cynamon

Kasze jaglaną przelewamy na sitku zimną wodą - dokładnie, aby pozbyć się goryczki!
W garnuszku zagotowujemy wodę z mlekiem i gdy zacznie bulgotać, wsypujemy do niego naszą kaszę. Całość gotujemy mieszając od czas do czasu.
Migdały siekamy na bardzo drobne kawałki i dosypujemy do naszej kaszy. Gruszkę myjemy, kroimy w kosteczkę i również dodajemy do kaszy. Gdy jaglanka będzie już gęsta i klejąca, dosypujemy do niej cynamon i jeszcze chwilę trzymamy na ogniu. Gdy jaglanka będzie już gotowa, przelewamy ją do miseczki i dekorujemy masłem orzechowym - smacznego! :)


środa, 18 maja 2016

Wegańskie czekolady iChoc!

Kiedyś myślałam, że dieta wegańska jest pełna wyrzeczeń, ale jaka to była moja głupota! Bałam się, że na tej diecie nie wolno jeść ciastek, batonów i czekolady, ale...DA SIĘ! To wszystko śmiało można znaleźć bez mleka czy jajek od cierpiących zwierząt ;) I nie mówię tu o ultra zdrowych, przepełnionych super foods i z tylko gorzką czekoladą słodyczy (bo jak wiadomo nie każdy gorzką czekoladę lubi).
Hm...no, ale zaraz...jak to czekolada mleczna po wegańsku? A no z mlekiem ryżowym ;) I takie cuda tworzy firma iChoc, która wysłała mi do przetestowania wszystkie swoje warianty smakowe :) Jesteście ciekawi co dostałam do testów? Zapraszam! :)


Otrzymałam takie cuda jak :
Biała czekolada ryżowa z wanilią
Mleczna czekolada ryżowa
Mleczna czekolada ryżowa z kakaowymi ciastkami
Mleczna czekolada ryżowa z orzechami
Mleczna czekolada ryżowa z pomarańczą i migdałami
Biała czekolada ryżowa z nugatem i chrupkami


Ja osobiście już nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że wy również :) Czekajcie na testy!

wtorek, 17 maja 2016

Stefanki Premium Wielebny Czosnek i Dostojna Śmietanka Ze Szczypiorkiem

Wczoraj pracowicie, a dziś luzik, bo tylko 4 godziny w szkole ;) Cudownie! Przez matury nie ma tylu nauczycieli, że nie ma kto z nami siedzieć :D Niestety niedługa ta laba się kończy, ale może to lepiej, bo potrzebuję godzin aby popoprawiać oceny :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O Stefankach na blogu już parę razy było, ale poprzednie recenzje były mojej familii. Dziś jednak mam dla Was smaki, które przetestowałam ja! Okazało się, że tamte smaki mają jednak składniki pochodzenia ''mięsnego'' więc...pozostawię je rodzince ;) Teraz zapraszam do czytania o bardzo ciekawych smakach - czosnek i śmietanka ze szczypiorkiem! :)


Skład:



Wygląd : Po raz kolejny będę to pisać, ale po prostu kocham opakowania tych grzaneczek :D Są słodkie, urocze i niebanalne. Nie dość, że oczarowały mnie, to i jeszcze moją siostrę, która próbowała tego cuda głównie ze względu na opakowanie ;)

W środku grzanki przypominały bardziej chipsy/prażynki niż suszone mini chlebki. Widać, że przypraw do nich nie żałowano, co może świadczyć o wyraźnym smaku i zapachu - spróbujmy!


Smak: Zacznę od smaku Wielebny Czosnek, który pachniał mi identycznie jak takie chrupki w kształcie duszków, jedzone jeszcze za czasów dzieciaka.  Czosnek wyraźnie dawał się we znaki, a że ja go lubię to i te Stefanki mi zasmakowały. Oczywiście jak na takie rzeczy przystało, soli tu nie żałowano i to mnie nieco drażniło. Ogólnie fajnie to wyszło i nawet mojej siostrze smakowało, a ona na czosnkowe smaki zawsze kręci nosem :)

Teraz czas na Dostojną Śmietankę Ze Szczypiorkiem - czy ona faktycznie jest dostojna? No niestety...tutaj smak jest przekombinowany i zbyt słony. Czuć praktycznie samą sól, a szczypiorek czy śmietanka niknie pod naporem przypraw. Jedyną osobą, której to smakowało był mój tato, bo on solone rzeczy bardzo lubi. Ogólnie kiepskie połączenie i nie sprawdziło się u mnie.

Jeśli chodzi o konsystencję, to grzanki ponownie były ZA TWARDE! Bo dłuższym chrupaniu boli pół szczęki :( To mogliby poprawić.

Zatem, jeśli lubicie mocno słone smaki - polecam! 


Podsumowując:

Wielebny Czosnek - 7/10
Dostojna Śmietanka Ze Szczypiorkiem - 5/10

Cena - ok. 2-3 zł Stokrotka
Czy kupię ponownie - Nie

poniedziałek, 16 maja 2016

Faslafele Yummy Yams BIO Florentin

Bardzo trudny dzień mnie dziś czeka, bo 9 godzin w szkole i do tego korepetycje...trzeba wytrwać! Pociesza mnie fakt, że matematyka idzie mi coraz lepiej, a na lekcjach ogarniam to, co dzieje się na tablicy. Jeszcze tylko poprawić 3 sprawdziany i papa zagrożenie! :D Trzymajcie kciuki ;)

Aparat udało się załączyć, ale tylko na chwilę i znowu nic nie reaguje. Nie wiem co jest grane, bo sprawdzałam na 2 komputerach i nadal nic. Leżał przy oknie więc może nabawił się wilgoci, więc dzisiejszy dzień poleży sobie w ciepłym miejscu i zobaczymy jak to będzie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uwielbiam falafele i miałam okazję jadać je już od różnych firm. Raz nawet jadłam je w restauracji, ale niestety nie pamiętam czy mi smakowały. Dawno nie wrzucałam nic od firmy Florentin, która wysłała mi do testów parę swoich przysmaków - więc oto są, falafele z batatem - zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Falafele te przypominają mi bardzo te od naszej polskiej firmy Polsoja, ale oczywiście są jaśniejsze za sprawą batata. Nigdy nie spotkałam się jeszcze z takimi falafelami, więc moja ciekawość była ogromna! Bataty kocham i czułam, że te malutkie kuleczki muszą mi smakować! 
Niestety...

Zacznę od zapachu, który był bardzo mdły i nijaki. Batata kompletnie nie czułam, a jedynie lekką nutkę papryki. Wszystko dodatkowo było strasznie tłuste, co jeszcze bardziej zniechęciło mnie do próbowania. Usmażyłam je (oczywiście już bez dodatku oleju) i szybko, ale niechętnie zabrałam się za konsumowanie. Konsystencja przypomina rozgotowanego pieczonego kartofla, który ma lekko chrupiąca skórkę, a w środku jest totalna breją. Smak? Mdło, mdło i jeszcze raz mdło! Mimo dużej ilości przypraw, całość jest nudna i nic nie pozostawia na języku. Smaki a strasznie nierównomiernie rozłożone, bo jedne falafele są totalnie nieprzyprawione, a inne aż nadto. Ogólnie spodziewałam się czegoś nowego, pysznego i niebanalnego, a dostałam kotlety ziemniaczane :/ 

Zjeść się dało, ale bez większej przyjemności - nie warto.


Podsumowując:
5/10
Cena - dostałam ze współpracy, ale bodajże 17 zł w Almie
Czy kupię ponownie - Nie