czwartek, 30 czerwca 2016

Serek twarogowy pokryty mleczną polewą z orzechów laskowych Varena (Lidl)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jakiś czas temu na blogu pojawiła się recenzja nowości z Lidla, a mianowicie serka/twarożku w formie batonika oblanego białą polewą z malinami (klik!). Twarożek bardzo mnie zawiódł więc nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, co do jego odpowiednika w mlecznej polewie z orzechami. Już od samego początku spisywałam go na straty, bo po prostu zniechęciła mnie wersja malinowa...jednak tutaj wypadło inaczej! Ciekawi? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie ponownie śliczne i przykuwające uwagę, ale już nie tak bardzo jak to malinowe ;) Tamto było takie cukierkowe, że jako pierwsze rzuciło m się w oczy. Oczywiście to też wykonane jest bardzo starannie i ładnie, ale ja już tak mam, że ciągnie mnie do uroczego. Po rozpakowaniu znowu przeżyłam mały zawód. Pominę już to, że batonik jest strasznie mały. Więc...gdzie są moje kawałki orzechów? No gdzie? Trzeba ich było niestety z lupą szukać...


Smak: Zapach już przyjemniejszy niż ten w wersji białej. Tutaj wyraźnie było czuć coś orzechowo-mlecznego, podobnego to jakiegoś kremu kanapkowego. Polewa również dzielnie trzymała się serka, jak to było u jego brata, ale zdecydowanie szybciej topi się i brudzi palce. Twarożek w środku jest identyczny, jak w poprzedniej wersji. Lekko wodnisty, kremowy, lekko waniliowy i aksamitny. Niestety tutaj też nie pożałowano cukru i całość jest przesłodzona :/ Polewa? Smaczna, ale za mało orzechowa! Tycie kawałki orzeszków nie dawały wiele smaku, a mleczna polewa wszystko zdominowała. Czuć tutaj praktycznie mleczną czekoladę, a orzechy czasem chrupną pod zębami. Nie tego się spodziewałam, ale jednak cena zobowiązuje :P Ogólnie nie jest zły, a jego jedynymi minusami jest przesłodzenie i zdecydowanie zbyt mała ilość orzechów. Na pewno jest dużo smaczniejszy niż ten malinowy, ale nie zasługuje na miano prawdziwego batonika twarogowego.



Podsumowując:
7/10
Cena - 99 gr Lidl
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

środa, 29 czerwca 2016

Batonik śniadaniowy CiniMinis

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To, że płatki śniadaniowe kocham, pisać chyba nie muszę? Osobiście moimi ukochanymi płatkami są te spod szyldu Nestle, a już absolutnym hitem są CiniMinis! Obecnie już nie jestem od nich tak strasznie uzależniona, ale jeszcze niecałe 2-3 miesiące temu potrafiłam zjadać 500 gramów tygodniowo! :O No, ale już, nie o płatkach CiniMinis teraz mowa, a o jego odpowiedniku w formie batonika - zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie typowe dla CiniMinis - biel z kwadracikami pełnymi cynamonu :) Lubię ten minimalizm kolorystyczny w tych płatkach, a nie furę kolorów, jak to czasami bywa ;) Batonik jest bardzo malutki i składa się też z malutkich kwadracików CiniMinis. Według mnie prezentują się wyjątkowo uroczo i aż szkoda mi było je zjadać :)
Spód za to pokryty jest cienką warstwą jogurtową, która imitować ma mleko.


Smak: Zacznę od zapachu, który niestety nie jest taki piękny jak po otwarciu paczki z płatkami. Tam wyraźnie czuć cynamon, a tutaj niestety głównie cukier, który wszystko ze sobą zlepia :( Aromatu jogurtu też nie było czuć, a jedynie cukier z minimalną ilością cynamonu. Zupełnie inaczej zapamiętałam sobie tego batonika za czasów ''młodu'' i nie ukrywam, że przeżyłam lekki zawód. Jednak nie raz już przekonałam się, że coś co niezbyt fajnie pachnie, smakuje wybornie, więc spróbowałam! I? No niezłe, niezłe, ale nadal nie jest to coś wybornego. Płatki mało co chrupią, bo są lekko rozmiękłe, a polewa, która je zlepia, zdecydowanie zbyt słodka. Cynamon na szczęście czuć wyraźnie i to on ratuje tutaj sytuację. Polewa jogurtowa bardzo mi smakuje, bo jest wręcz identyczna jak w białych Nestle Fitness więc...pisać chyba nie muszę ;) Mocno mleczna, umiarkowanie słodka i podchodząca pod białą czekoladę - pycha! Całość jest ogólnie przesłodzona, ale jedzone wszystko razem na prawdę mi smakuje :) Co prawda kiedyś miałam o nich dużo lepsze zdanie, ale nadal zjadam te batoniki z przyjemnością - na małego głoda jak znalazł.


Podsumowując:
8,5/10
Cena - ok. 2 zł
Czy kupię ponownie? - Być może

wtorek, 28 czerwca 2016

Parówki wegetariańskie Veggie Day z grillowaną marchewką i papryką Lidl

Dziś wybywam z kuzynem na miasto, a więc wyczuwam dobrą zabawę ;) Wakacje rozpoczęte to muszę korzystać, prawda? Staram się tym  wypadem nie zaprzątać sobie głowy tą całą matematyką, bo ze stresu już usiadłam przy książkach :( No nic, trzymać kciuki aby zabawa była udana!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj wytrawnie i dzisiaj też? No nic, trudno! Obiecuję, że jutro pojawi się coś ultra słodkiego i cukrowego ;)
W sklepie Lidl bywam dosyć często, ale niestety przez remont mojego pobliskiego Lidla, muszę z tatą jechać do niego baaardzo daleko, wręcz na drugi koniec miasta :( Jednak są w nim produkty, które są mi wręcz niezbędne, więc tato jest skory do poświęceń :D Dziś mam dla Was wegetariańskie parówki, które niedawno pojawiły się w ofercie Lidla. O klasycznych już pisałam i możecie o nich przeczytać tutaj (klik!), a na razie zapraszam Was do tych - z grillowaną papryką i marchewką :)


Skład:


Wygląd i smak: Jak parówki wyglądają to chyba pisać nie muszę? Dodam tylko od siebie, że te od firmy Balcerzak są wyjątkowo realistyczne i aż odpychające tym zarazem :D Po otwarciu opakowanie znów pojawia się lekkie ''obrzydzenie'', bo parówki pachną AŻ ZA BARDZO realistycznie jak dla mnie. Klasyczne były bardzo jajeczne, a te już bardziej podchodzą pod autentyk. Rozumiem, że jest to produkt raczej dla osób, które mięso spożywają, a po prostu szukają alternatyw, więc pewnie dlatego tak to wypada. Konsystencja? Identyczna jak w wersji klasycznej, ale tutaj znajdują się jeszcze kawałki papryki i marchewki. Są duże, rzeczywiście zgrillowane i lekko chrupiące. A jak smak? Dziwny, ale niezły. Smakują bardzo realistycznie, ale po podsmażeniu da się je na prawdę z ogromnym smakiem zjeść ;) Na zimno są ble, z wody jeszcze bardziej, ale z patelni delicje :) Szczególnie z jakimś dobrym sosikiem! Czy polecam? Trzeba sprawdzić na wsłasnej skórze. Ja MOŻE do nich wrócę, ale wierna pozostaję Polsoji - ona tuta robi najlepszą robotę!


Podsumowując:
7,5/10
Cena - 6,99 Lidl
Czy kupię ponownie? - Być może

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Chipsy warzywne Deluxe (Lidl)

Dawno nie pisałam co u mnie słychać, ale jakoś chyba nie mam o czym pisać ;) Upał, nie da się żyć, a ja przez t omijam treningi i jestem na siebie zła. W każdym razie cieszę się, bo już mam wolne, ale myśli o nauce matematyki nie dają mi spać :( Mam nadzieję, że te stresy mnie niedługo opuszczą, a ja będę się dobrze bawić - miłego dnia!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mało pojawia się u mnie recenzji słonych przekąsek, bo po prostu ich nie lubię ;) Rzadko kiedy sięgam po coś wytrawnego, a jak już, to stawiam na krakersy, precle czy chipsy warzywne. Już dawno rodzice kupili mi w Lidlu właśnie te oto chipsy. Pamiętam, że nie byli  za bardzo szczęśliwi z mojego wyboru, bo było one drogie, ale jak to bywa...córce się ustępuje ;) Pierwszy raz spotkałam się z takimi chipsami więc kurde - chcę spróbować! Jak to wyszło? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Powiem Wam, że to głównie opakowanie przyciągnęło mnie to tych chipsów. Wydawało mi się takie ładne, delikatne, nieprzeładowane tandetą i luksusowe :) Szybko zatem wzięłam je z półki i zabrałam ze sobą do domu. Po otwarciu przeżyłam lekki szok, bo chipsy pachniały BOSKO! Zero woni starego tłuszczu, a po prostu aromat pieczonych warzyw z solą - mniam :) Kształt chispów też bardzo mi się podobał, bo są duże i faktycznie widać, że robione z całych plastrów warzyw. Smak? Każdy ma swój wyjątkowy. Buraczki są lekko słodkie i to chyba pierwsze oblicze buraka, które mi smakuje :D Bataty są perfekcyjne i chyba moje ulubione! Marchewki również lekko słodkie, ale z lekką pikanterią, a pasterniak? Dla mnie zbyt mdły i słony, ale i tak smaczny :) Cóż, sól była dla mnie jednak zbyt mocno wyczuwalna, ale i tak wszystko było pyszne! Nie są takie jak typowe chipsy z suszonych warzyw, bo jednak olej się wyczuwa (w końcu to chipsy), ale i tak są pyszne :) Na pewno do nich jeszcze wrócę - polecam!


Podsumowując:
8/10
Cena - 6,99 Lidl
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 26 czerwca 2016

Haul zakupowy (10) - moje wegetariańskie zakupy

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już 10 haul, który pojawia się na moim blogu! Wierzyć się nie chce, jak to zleciało ;) Dziś haul iście wegański, bo właśnie tak teraz wyglądają moje zakupy. Zero jogurtów, zero twarożków i zero słodyczy, które zawierają w sobie produkty odzwierzęce :) I wiecie co mnie chyba najbardziej z tego powodu cieszy? Że jest to już obojętne rodzicom! Widać, że cera mi się poprawiła, włosy, energii więcej i ogólnie jakoś tak bardziej promienieję, więc brak protestów :) Nawet ostatnio w sklepie przy kupowaniu ciastek na imprezę, mam spytała się czy są wegańskie, bo chce żebym też z nimi jadła - kochana ♥ Green power!
A teraz koniec zachwytów - przejdźmy do haul'u! Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)


Zacznę nietypowo, bo od części przetworzonej, a nie warzywnej :D Tutaj zakupy w 100% z Lidla, bo to właśnie w nim głównie robiłam zakupy. Akurat nadarzyła się okazja, że mogłam pojechać do niego (bo teraz jest bardzo daleko :( ) i obkupiłam się solidnie :) Oczywiście nie mogłam wyjść ze sklepu bez kiełek na patelnie! Kupiłam 2 opakowania, bo niestety tylko tyle było :D Kupiłam hummus 2 smakowy z nachos, który ostatnio był dość popularny w wege świecie. Nie mogłam wyjść też bez sałatek z hummusem i kaszą bulgur! To taki odpowiednich tych z Biedronki, ale te w duuużo lepszych smakach! Mango? Już nie mogę się doczekać kiedy ją zjem :D Tata kupił za to te 3 dziwaczne puszki z warzywami na wok'a. Jestem ich strasznie ciekawa i coś czuję, że wpadną na bloga ;)


Tutaj część owocowo-wazrywna, czyli zakupy z ryneczka! Pierwsza fasolka, pyszna i bez łyka, pyszny brokuł i jabłka. Tata jeszcze dorwał tego GIGANTYCZNEGO kalafiora, który ważył - uwaga - 2,5 kg! :O Wspaniały :) W Kauflandzie skusiłam się na ten ciekawy sos od Dawtona :) Fajny ma skład, a w środku fasolkę czerwoną, którą bardzo lubię :) Zobaczymy jak się sprawdzi! 

To by było na tyle i mam nadzieję, że zakupy się podobają :) Widzimy się już w poniedziałek z recenzją (słooną!) - miłej niedzieli!

sobota, 25 czerwca 2016

Co jada wegetarianka na obiady? (3)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czekaliście na taki post? ;) Osobiście nawet przyjemnie mi się je tworzy, a że teraz nadeszły wakacje, to obiecuję, że będą pojawiać się co sobotę i będą one bardziej urozmaicone, wymyślne i ciekawsze :D Wiecie...więcej czasu, więcej nowalijek i więcej ochoty do majsterkowania w kuchni! Głowa mi pęka od wegańskich pomysłów, a więc czemu nie? :) Cały ten tydzień był na weganie więc jestem strasznie szczęśliwa i zadowolona z siebie ;) Mam nadzieję, że Was trochę zainspiruję i zaciekawię tym, co trafia na mój talerz obiadowy - zapraszam!


Tutaj mamy przepyszne falafele, kiełki na patelnię z przyprawą do kurczaka, zielone szparagi, kalafiora, a do tego pyszny hummus klasyczny od Vegaup! (klik) i bułka ziarnista (vegan)


Tutaj bardziej udziwnione, ale równie smaczne. Kalafior posypany płatkami drożdżowymi (nieeebo), mielonka sojowa, kiełki na patelnię z przyprawą do indyka, białymi szparagami, bułką i koncentratem pomidorowym (vegan)


Kolejne pyszności i chyba najlepszy obiad ;) Kiełki na patelnię z przyprawą do gyrosa (uwielbiam ją!), fasolką szparagową (pierwszą w tym roku♥) i pasztetem z ciecierzycy, marchewki i słonecznika od biogo.pl (klik!). Do tego tradycyjnie buła, która wróciła do mojego Piotra i Pawła! Tęskniłam za tym sojowym paluchem :D (vegan) 


Kolejny pycha obiad, który skradł moje serce! Gotowany kalafior, kiełki z przyprawą do gyrosa, klopsiki warzywne z Ikea, które są meeega dobre i chipsy warzywne (z buraka, batata, marchewki i pasternaku) :) Do tego tradycyjnie buła sojowa ♥ (vegan)


Tutaj mamy bardzo białkowe jedzonko :D Kostka tempehu smażonego, który we wtorek będzie na blogu, mini marcheweczki, groszek i podsmażony kalafior. Tutaj buły nie było, bo brakło w domu, ale i tak było pysznie! Zrobiłam sobie do tego mix'u pyszny sos pizza :) (vegan)


A tutaj ultra warzywnie! Cały brokuł (ok 500 gramów :D), groszek i mini marchewki. Do tego pasta skwarkowa Lunter (klik) i paluch sojowy :) (vegan)


Mam nadzieję, że obiady się podobają i nie przeraża Was ilość zjadanego przeze mnie jedzenia :D Od tej pory, kiedy jestem na diecie roślinnej, to jem przeogromne ilości jedzenia :D 
Widzimy się już jutro z haulem - miłej soboty!

piątek, 24 czerwca 2016

Baton Crunchy Orkiszowy BIO Ania

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na moim blogu już jakiś czas temu była recenzja batonika od firmy BIO Ania, a mianowicie batonika Crunchy Owsianego. Był pyszny i zebrał u mnie wiele pochwał, które zaowocowały oceną 10/10 i tym, że kupuję go już regularnie ;) Ostatnio jednak skusiłam się na wersję z orkiszem, która skutecznie mnie unikała. Co byłam w Rossmannie to niestety czarnego papierka nie uświadczyłam, a szkoda, bo chciałam mieć przetestowane obie wersje. Jednak jakiś miesiąc temu los się do mnie uśmiechną i udało mi się zakupić wersję orkiszową! Czy również powali mnie swoim smakiem? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Jeżeli miałabym wybierać, to czarne opakowanie orkiszowego odpowiednika podoba mi się dużo bardziej niż biel owsianego ;) Jakoś tak bardziej wpasowało się w moje upodobania kolorystyczne i chyba lepiej łączy się to z kolorowymi elementami ludowych wzorów w tle. Bardzo ładna szata graficzna, która ma w sobie coś ''polskiego'' - na plus :)

W środku batonik mało różni się od tego owsianego, ale mam wrażenie, że jest jakoś tak bardziej pozlepiany? Sama nie wiem, ale minimalnie się różni.


Smak: Zapach był cudowny, intensywnie kajmakowy i wręcz identyczny jak w przypadku owsianego batonika. Od razu wiedziałam, że skoro zapach jest taki cudowny to smak musi być proporcjonalnie pyszny! Czy tak też się okazało? Tak! Tylko mam wrażenie, że batonik jest bardziej twardy i mniej chrupiący. Nie wiem, czy po prostu trafiła mi się taka partia, czy to też może wina innych płatków użytych do jego produkcji. W owsianym wyczułam też nutki aromatu orzechowego, a tutaj nie odnalazłam tego ''czegoś'' co by nadawało taki smaczek. W tym wariancie mamy do czynienia z kajmakiem w czystej postaci i szczerze? Podoba mi się to! Kolejny batonik, który podbił moje serce i na pewno stanie się stałym zakupem - polecam :)


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 3 zł Rossmann
Czy kupię ponownie? - Tak :)

czwartek, 23 czerwca 2016

Czekolada Studentska Mleczna Wiśniowa

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś Dzień Taty, a więc na bloga wpada coś ultra słodkiego ;) Mój tato jest wielkim miłośnikiem słodyczy, duuużej słodyczy, a szczególnie takiej kokosowej ;) Dziś niestety nic kokosowego, ale za to bardzo słodkiego. Czekolada Studentska nie należy do moich ulubionych, bo po prostu jest lipnej jakości. Sama z siebie już bym jej nie kupiła, ale tą tabliczkę dostałam w prezencie :) Jak wypadła smakowo? Może jest bardziej znośna niż klasyczna, którą recenzowałam tutaj (klik)? Może okaże się nawet niezła jak ta o smaku grzańca jabłkowego (klik)? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Studentskie czekolady mają wyjątkowo ładne opakowania, bardzo bogate i kolorowe, ale kompletnie niepraktyczne. Otworzy się raz, rozwinie starannie to wnerwiające  beznadziejne sreberko, a potem co? Za nic w świecie nie idzie tego dziadostwa ponownie idealnie zawinąć! :/ Nie wiem, komu pasują te zrąbane sreberka, ale dla mnie to totalna porażka.

Czekolada w środku wygląda, jakby była wykonana z plastiku. Dziwny kolor czekolady świadczy tylko o tym, że o dużej ilości kakao można zapomnieć. Plusem za to jest to, że gołym okiem widać suszone/kandyzowane wiśnie, orzeszki i te przeklęte żelki.


Smak: Zapach bardzo słodki, lekko podejrzany, bo sztuczny i nienaturalne kakaowy. W sumie bardziej czuć tu mleko niż kakao, ale to mleko taka starocią zalatuje...nie fajnie.
Po przełamaniu bakalie wręcz wypadają, więc śmiało mogę spróbować każdego dodatku z osobna. Zacznę do czekolady, która jest wyjątkowo słaba i po prostu niedobra. Szybko się rozpuszcza i pozostawia nieprzyjemny posmak stęchlizny. Uprzedzam, że NIE BYŁA ona przeterminowana więc myślę, że to wina przechowywania w sklepie. Żelki to totalna katastrofa i coś, co w tych czekoladach jest absolutnie zbędne. Wiśnie soczyste, ale przesłodzone i lekko żelkowe (?), co niestety na minus. Plusem (chyba jedynym) były orzeszki ziemne, które posiadały podprażony aromat, były w naprawdę dużej ilości i w sporym rozmiarze. Chrupały przyjemnie, nie waliły stęchlizną i pozostawiały przyjemny smaczek po niezbyt fajnych doznaniach z innymi elementami czekolady. Czy polecam? Absolutnie nie! Już wersja klasyczna jest bardziej zjadliwa.


Podsumowując:
5/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Nie


środa, 22 czerwca 2016

Sneaky Legal Cakes

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Gotowi na kolejną recenzję słodkości od Legal Cakes? ;) Niestety to już przedostatni batonik, którego mam Wam do zaprezentowania, ale na pewno nie ostatni w moim życiu! Wakacje już dużymi krokami się zbliżają, a ja oczywiście w planach mam zamówić te cudowności od firmy ponownie! Już się nie mogę doczekać, bo to jedne z najlepszych słodyczy jakie jadłam - serio!
Dziś na bloga wchodzi Sneaky czyli zdrowa wersja popularnego Snickersa, którego nawet lubię.
Masło orzechowe, orzeszki ziemne i przepyszna gorzka czekolada? Cóż, przekonacie się sami czy to słodycz w Waszych klimatach - zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd: Już po samym wyglądzie batonika spodziewałam się najlepszego. Gruba warstwa czekolady, OGROMNE kawałki orzeszków ziemnych, a nawet całe połówki i ta karmelowo-orzechowa masa...pyszka!
Opakowanie może nie mówi zbyt wiele o jego ogromie orzechów, ale ma w sobie coś tajemniczego, co mnie osobiście tylko bardziej kusiło do spróbowania ;)
Mniam




Smak: Zacznę od zapachu, który od razu powalił mnie na kolana. To tak, jakby posmarować tradycyjnego Snickersa masłem orzechowym! Cudowności ;) Czekolada jest gorzka i jej aromat nadawał fajnego charakteru całości, co by nie było mdło i ulepkowo. Batona kroiło się dosyć trudno, ale to tylko za sprawą orzechów, których było tak dużo, że aż wylatywały z batona - serio :D Pozytywne zaskoczenie w wyglądzie, zapachu, ale jak ze smakiem? POEZJA I ORZECHOWA AMBROZJA! Snickers może całować Sneaky po stopach ;) Tutaj wszystko jest idealnie wyważone, a o przesłodzeniu nie ma mowy. Czekolada silnie daje kakao, ale brak w niej goryczy więc proszę się nie zrażać, że jest gorzka (a wiele osób niestety gorzkiej nie lubi). Masło orzechowe jest jakby nugatem w tym batonie, ale nie jest zlepkiem cukru, a masłem orzechowym w 100% (i to chyba crunchy! ;)), a na dodatek lekko się ciągnie. Orzeszki ziemne są świeże, nie walą zdechłymi myszami i cudownie chrupią. Batonik to po prostu ulepszona do granic możliwości wersja tego popularnego łakocia od firmy Mars. Czy polecam? Strasznie! Szczególnie fanom masła orzechowego :)


Podsumowując:
11/10 ;)
Czy kupię ponownie? - Tak 

wtorek, 21 czerwca 2016

Eko Taste - pasztet z eko ciecierzycy (biogo.pl)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj na blogu pojawił się post o mojej nowej współpracy z firmą biogo.pl, a już dziś pierwsza recenzja! Jako pierwszy produkt zdecydowałam się na ten pasztet, bo kusił mnie jego skład i sam wygląd. Jeszcze nigdy nie miałam okazji próbować nic z tej firmy, a i też nigdy nie jadłam pasztetu z ciecierzycy. Ciecierzyca to mój najukochańszy strączek więc przeczuwałam, ze to musi być coś pysznego! Jak wypadło? Zapraszam do czytania ;)


Skład:


Wygląd: Pomarańczowy pasztet? Tu musi być marchewka! I jest, bo daje o sobie znać i w składzie i po otworzeniu naszego pasztetu ;) Opakowanie niezbyt mnie kusiło, szczególnie szata graficzna, która jest delikatnie mówiąc...słaba, ale to co było w środku - u'lala, próbuję i to zaraz!

Pasztecik w środku wygląda ślicznie i ma cudowny kolor. Po przekrojeniu widać w nim każdy składnik , a ilość słonecznika powala.


Smak: Zapach jest delikatny, ale nie mdły. Czuć wszystkie przyprawy, a w szczególności czosnek i cebulkę. Pasztet jest kruchy więc trochę rozwala się przy krojeniu, ale mnie to nie przeszkadzało, bo zjadłam od razu cały do obiadu :D Smak? POEZJA! WEGAŃSKA POEZJA! Ciecierzyca zdecydowanie wyłania się jako pierwsza, a jej charakterystyczny orzechowy smaczek powoduje, że moje kubki smakowe wariują. Nigdy nie pomyślałam, że połączenie tego strączka z marchewką jest takie genialne! Marchew jest w postaci tartej, co oczywiście spowodowało, że pasztet ma taki piękny kolor ;) Jej kawałki oczywiście też widać, ale nie chrupią. Ziaren słonecznika również nie żałowano i przy każdym gryzie coś chrupało mi między zębiskami ;) Pyszne połączenie! W składzie jest jeszcze korzeń pietruszki, którego bardzo nie lubię, ale tu kompletnie nie było go czuć - uff ;)
Dodam jeszcze, że pasztet nie jest ani suchy ani tłusty, a dodatek oleju jest wyważony w sam raz :) Czy chciałabym go zjeść ponownie? Oj tak! Przepyszny i na pewno nie raz się na niego skuszę.


Podsumowując:
11/10 ;)
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Współpraca z biogo.pl!

Post miał być wczoraj, ale wyszło jak wyszło ;) Sobota pod znakiem doła i cały dzień spędziłam pod kołdrą więc nawet trening ominęłam. Kiepsko, ale przynajmniej takie paczuszki poprawiają humor! :)
Jakiś czas temu nawiązałam współpracę ze sklepem internetowym biogo.pl! Oferta sklepu bardzo pod pasowała do mojego bloga więc coś czuję, że współpraca będzie owocna. Już na wstępie powiem, że produkty, które otrzymałam są w 90% wegańskie i pełne zdrowia! Zacznę od tego, że sama strona internetowa wykonana jest ślicznie i robienie na nich zakupów to czysta przyjemność. Bogata paleta przeróżnych produktów doprowadza do oczopląsu, bo asortyment jest tak ciekawy, że nie wiadomo na czym skupić wzrok. Produkty wegańskie, bezglutenowe, ''superfoods''...to wszystko w jednym i pięknym miejscu :)

A co mówi o sobie firma?
Biogo powstało z minimalistycznej idei podejścia do życia i łączy maksymalną prostotę ze szczytem wyrafinowania. Dlatego pomysł na logo wziął się z zasady idei symetrii środkowej. Symetria ma swój styl, układ, porządek i charakter. Cechuje ją prostota i eleganckie rozwiązania, ale często również oryginalność i wyrafinowanie.
Dzięki takiemu połączeniu trudno będzie modyfikować, przetwarzać czy odświeżać markę, która powinna być czysta i nieskazitelna tak jak Natura.
Logo składa się z połączenia słów bio i go.
Bio symbolizuje faunę i florę czyli życie bez wpływu i oddziaływania przez człowieka.
Go to powrót do natury. Czyli zmiana trybu życia, podejścia do Świata, człowieka i samego siebie. Uproszczenia pewnych procesów życiowych, zdystansowania się i chęci ciągłego samorozwoju.
Cztery symetryczne elementy(pierwiastki) logo symbolizują cztery żywioły Matki Natury (ogień, ziemia, powietrze i woda), które łączy piątym element - człowiek. "i" ma cel ochrony i utrzymania równowagi życia na Ziemi.
Zielony punkt to Świat w mojej głowie. Świat czystej natury, pierwotny, organiczny , wolny od zła, przemocy i konwenansów. Świat nie zniszczony przez cywilizację, Świat którego trudno już dojrzeć gołym okiem...

Jak bym czytała wiersz ;)

A co znalazłam w mojej paczce?




Pasztet z fasolki kidney
Falafele
Kotleciki wegańskie
Pasztet z ciecierzycy, marchewki i słonecznika
Musli Kolumba
Tempeh smażony
Figi w surowej czekoladzie
Deser ryżowy mango-marakuja
Deser sojowy kokos-mango


Ponad to w kopercie dostałam super próbki kosmetyków i śliczne wizytówki :)


Już we wtorek na blogu pierwsza recenzja smakołyków z tego sklepu! A na dziś to tyle :) Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was na stronę biogo.pl! Miłego oglądania ;)



sobota, 18 czerwca 2016

Haul zakupowy (9) - moje wegetariańskie zakupy

No więc już wszystko pozaliczane, wyścigi się skończyły, a ja w końcu mam lżejszą głowę. NIESTETY nie udało mi się z matematyką i tak...mam poprawkę. Nie wiem jak to jest, ale czuję się paskudnie i źle. Czuję się jak nieudacznik i totalnie beznadziejna osoba, której w życiu się nic nigdy nie powodzi. Cóż...wakacje totalnie zrąbane, a szansa na bio-chem? HA-HA-HA :')
W każdym razie dziękuję za wszelkie kciuki, przydały się w innych przedmiotach :)

Wybaczcie mi też 3-dniową nieobecność na Waszych blogach, ale ciągle kułam do matematyki. Poprawiłam 4 oceny na dwójki i miałam już na prawdę ładnie na dwa, ale nie...ciągle za mało dla mojej ''kochanej'' matematyczki. Wakacje zjebane.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś trochę inaczej, bo haul w sobotę, a nie w niedzielę ;) Jutro za to pojawi się wpis o mojej nowej wegańskiej współpracy, ale teraz ciii ;) Zakupy były dosyć drogie, ale kupiłam dużo nowych przysmaków, które nigdy nie gościły w moim menu. Jesteście ciekawi? Zapraszam!


Zacznę od części owocowo-warzywnej, która jednak przeważała nad innymi ;) Tato sprezentował mi te prześliczne i OGROMNE mango, które kupił w Kauflandzie :) Łącznie było ich 6 sztuk, ale na zdjęciu widać tylko 3 - te najładniejsze. Oczywiście nie mogło zabraknąć jabłek, niestety są już coraz gorsze i mniej smaczne, a szkoda :( Oczywiście wpadły jeszcze kiełki! Bez nich dzień jest stracony :D W Biedronce upolowała w bardzo dobrej cenie dwa melony, które pachniały tak mocno, że kupiłam aż 2 sztuki :D Obie zjedzone już dawno na drugie śniadanie ;) Kalafior tato kupił w Kauflandzie za bodajże niecałe 2 zł! Tani, dobry i duuuży - poszedł na spółkę :D


W Piotrze i Pawle dorwałam na promocji białe szparagi - za 3 zł! Jakieś czyszczenie magazynu czy coś było i mogłam je sobie kupić tak tanio :) Co prawda białych nie bardzo lubię, ale ''lepszy rydz niż nic'' :) W wegańskim sklepie kupiłam sobie mój drugi ser wegański w życiu, wszędzie zachwalany ''violife''. Wzięłam dwa warianty - mozzarella w kostce za 8,90 zł i wędzony w plasterkach za 10,35 zł. Pokusiłam się jeszcze  czeskie tofu z dynią, algami morskimi i innymi bajerami :D Cena to bodajże 6,40 zł. Nie wyszłam też bez przepysznych pasztetów! Już raz jadłam ten z suszonymi pomidorami więc kupiłam go ponownie, a przy okazji wzięłam też taki ze słonecznikiem :) Cena jednego wnosiła 8,80 zł.

Trochę poszalałam, ale jestem zadowolona i to chyba najważniejsze! Doszło też sporo zakupów ciuchowych, ale nic...może w wakacje do roboty pójdę :D

Mam nadzieję, że zakupy się podobają ;) W następnym tygodniu też szykują się fajne, bo mam więcej czasu na latanie po sklepach :D

Miłej soboty!

piątek, 17 czerwca 2016

Nestle Drifter

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piątek weekendu początek, to trochę osłody na bloga, bo dawno czekoladowych łakoci nie było ;) Dziś coś, co przyleciało do mnie i mojej siostry zza granicy, a mianowicie z Anglii :) Co prawda ostatnio mówiłam wujkowi, że jeśli mógłby coś przywieźć, to niech to będą wegańskie rzeczy, ale cóż - ''darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby'' :) Podarunek z uśmiechem przyjęłam i jeszcze tego samego dnia spróbowałam. Jak wyszło? Zapraszam!
PS. Uprzedzam, że zdjęcia składu nie mam, bo zapomniałam ;)


Wygląd: Opakowanie niewiele mówi, a ja niezbyt takie lubię, bo nie lubię kupować ''kota w worku''.Niby ładne, ale lekko kiczowate i nie w mim stylu. Osobiście będąc w Anglii nie kupiłabym tego, ale jak już pisałam - prezent ;)
W środku 2 paluszki, które lekko się zmiażdżyły, ale to nic, nadal są zdatne do zdjęć i zjedzenia. Przypominają Twix'a, ale jednak kształt lekko się różni. Karmel dookoła, w środku wafelek z kremem, a na to polewa z czekolady mlecznej. Czy moje zęby to wytrzymają?


Smak: Zapach bardzo sztuczny i zalatujący margaryną. Teraz większość mlecznych czekolad mi ją zalatuje, ale tutaj było jej ewidentne nagromadzenie. Polewa czekoladowa za słodka, tłusta i nieprzyjemna. Miałam wrażenie, że jem ''lepsiejszy'' wyrób czekoladopodobny, a nie mleczną czekoladę. Karmel dookoła wafelka jest bardzo ciągliwy, ale niewiele wspólnego ma z smacznym karmelem, który robi np:. Lindt. To taka tania, zleżała krówka, która jeszcze ''jako-tako'' się ciągnie. Wafelek? Kulminacja cukru! Jedząc go miałam wrażenie, że chrupią mi jego drobinki pod zębami. Cukier, cukier i jeszcze raz cukier. Batonik jedzony warstwami był jeszcze jakoś znośny, ale po połączeniu wszystkiego razem - MASAKRA! Większość Angielskich słodyczy jest przesłodzona, ale ten batonik śmiało może dorównać tworowi Cardbury pod nazwą ''Creme Egg'' - okropieństwo! Resztę zjadła siostra, bo batoników były 3 sztuki, ale szczerze? Je też nie smakowało ;) Nie polecam!


Podsumowując:
2/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Oj nieee

czwartek, 16 czerwca 2016

Deser Jesienna Śliwka z ziarnami zbóż Primavika

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lubię jeść musy owocowe i aż wstyd się przyznać, ale czasami sięgam nawet te dla małych dzieci ;) Są one lekko słodkie, bardzo kremowe i w sam raz do jakiegoś miseczkowego poranka czy naleśników ;) Oczywiście solo też smakują wybornie, ale wolę je jako dodatek, bo są czasami lekko mdłe. Firma Primavika już dobry kawał czasu temu wypuściła na rynek owocowe deserki, które są przeznaczone i dla dużych i dla małych. Na blogu było już o wersji ananasowej (klik), która była PYCHA! Czy ta też się taka okaże? Sprawdźmy to ;)


Skład:


Wygląd i smak: Nad słoiczkiem nie będę się rozpisywać, bo chyba wystarczająco opisałam go w recenzji ananasowego deserku :) Powiem tylko, że bardzo przydatny i nie wyrzuciłam go! ;)
Kolor deserku może nie jest zbyt zachęcający, ale w sumie powidła mają podobny kolor więc...to musi być pyszne ;)
Gołym okiem widać, że znajduje się tu spora ilość ziaren i spora ilość kawałków śliwek. Są to śliwki suszone, ale, że ja takie lubię, to kompletnie mi nie wadzi. Zapach? Jak pomieszanie wody po moczeniu suszonych śliwek z samym suszonym owocem. Ten zapach bardzo dobrze mi się kojarzy, bo jak byłam mała to często tak jadłam. Smak? IDEALNY! I tak samo powalający jak poprzednia wersja smakowa :) Nie jest za słodki, bardzo kremowy, ale elementy do gryzienia też się znajdą. Gdy natniemy się na kawałek śliwki to wiemy, że jest to śliwka, a nie ''zdechły'' owoc niewiadomego pochodzenia. Smaki są tu super zrównoważone i na prawdę ciężko o przesłodzenie czy zamulenie. Pyszne i na pewno do ponownego zakupu - polecam!


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok  zł Alma, Real...
Czy kupię ponownie? - Tak!