niedziela, 31 lipca 2016

Wegańskie kokosowo-sezamowe ciasto z kaszy manny

Dziś będzie słodko kochani! :) Mam dla Was przepis na CUDOWNIE sezamowe i CUDOWNIE kokosowe ciasto, które jest w 100% wegańskie! Zero jajek, masła, mleka krowiego, a do tego minimalny wkład pracy i krótki czas pieczenia - czyżby to było ciasto idealne? ;) Tego powiedzieć nie mogę, bo jeszcze nie jadłam wegańskiego ''sernika'' czy brownie, ale doskonale wiem, że to ciasto upiekę jeszcze nie raz! Ciekawi przepisu? Zapraszam :)


Składniki:
♥ 2 szklanki kaszy manny
♥ 1 szklanka mąki (dowolnej)
♥ 1 szklanka cukru trzcinowego
♥ 1 szklanka mleka roślinnego (polecam kokosowe)
♥ 1 szklanka oleju rzepakowego
♥ 1 łyżeczka cynamonu
♥ 1 czubata łyżeczka sody oczyszczonej/ proszku do pieczenia

W jednej misce mieszamy ze sobą kaszę mannę, mąkę, sodę i cynamon. W drugiej wlewamy mleko roślinne i dosypujemy do niego cukier. Mieszamy całość aż cukier dokładnie się rozpuści. Gdy cukru już nie będzie czuć podczas mieszania, dolewamy do niego olej, tahinę i mieszamy. Mokre składniki przelewamy do suchych i miksujemy tak, aby nie było grudek. Orzechy brazylijskie siekamy na drobne kawałki i dosypujemy do masy - mieszamy. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, wylewamy nasze ciasto i posypujemy wierzch chipsami koksowymi. Całość pieczemy w 180 stopniach przez 35-40 minut do suchego patyczka.

Smacznego!









sobota, 30 lipca 2016

Co je wegetarianka na obiad? (5)

Jeśli kogoś interesuje kawałek mojego życia prywatnego, to zdradzę, że na urodzinach u wujka bawiłam się wyśmienicie! Wróciłam padnięta i zmęczona, a więc byłam prze szczęśliwa, że post na piątek jest już napisany i zaplanowany (kocham funkcję automatycznego wstawiania postów ♥). Korepetycje też poszły w miarę nieźle, a kolejny temat został odbębniony  :) Oby tak dalej! No i dowiedziałam się, że jadę do Gdańska! Przynajmniej trochę wyrwę się z mojego mieszkania i wypocznę na świeżym powietrzu. Jeden dzień w Gdańsku zaplanowany na cudowne spotkanie z pewną osóbką! Kocham tak poznawać ludzi :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teraz na blogu dwa razy z rzędu był jadłospis, a więc dziś propozycje obiadowe ;) Mam nadzieję, że Wam się spodobają, bo pokarzę też obiad z serii ''kryzysowe'', kiedy to oprócz kiełków i marchewki, nie miałam żadnych świeżych warzyw w domu :D Zapraszam!


Tutaj przedstawiam Wam moją nową miłość - chleb pro body :) Tata kupuje mi go na piekarni (gdzie pracuje, więc do domu przyjeżdża z jeszcze ciepłym ♥) i śmiało mogę stwierdzić, że to najlepszy chleb na świecie! Mięciutki z chrupiącą skórką i toną pestek słonecznika, sezamu i siemienia lnianego :D Dodatkowo mam tutaj brokuły na parze cały pasztet z pestek dyni i suszonych pomidorów oraz frytki z 2 dużych marchewek (vegan)


Tutaj natchnęło mnie na uruchamianie piekarnika, a więc padło na pieczarki pieczone z wędzoną papryką! Na talerzu wylądowały 4 sztuki dużych pieczarek, cała paczka kiełków na patelnię z oregano i suszonym czosnkiem, kalafior na parze, 2 falafele food with passion (najlepsze na świecie ♥), bułka sojowa i ketchup jako dip (vegan)


Tego dnia było wyjątkowo zielono ;) Na talerzu wylądowało prawie pół kilo drobnej fasolki szparagowej, pół brokuła na parze, cała paczka kiełków na patelnię z przyprawą do kurczaka, 2 falafele marki poloniak.pl od sklepi biogo.pl (tutaj recenzja), bułka sojowa i ketchup jako dip (vegan)


Nowość, a przynajmniej dla mnie, od Frosta, a mianowicie paluszki warzywne (marchew+groszek+ser) 3 sztuki, 500 gramów drobnej fasolki szparagowej, marchewki w słupkach i cała paczka kiełków na patelnię z przyprawą do pizzy + bułka sojowa i ketchup. (vegetarian)


A tutaj obiad czysta improwizacja :D Dobrze, że miałam fasolkę szparagową w puszcze, bo ostatnio na zielone warzywa mam straszną chcice i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Więc tak - fasolka szparagowa z puszki (cała puszka), 3 parówki sojowe od Polsoja podsmażone na patelni, cała paczka kiełków na patelnię z przyprawą do pizzy, 500 gramów marchewki, bułka sojowa i ketchup. (vegan)


Miłej soboty kochani ;)


piątek, 29 lipca 2016

Deser ryżowy mango-marakuja Sojade (biogo.pl)

Desery sojowe to u mnie ostatnio norma. Nie pamiętaj kiedy ostatnio jadłam ''prawdziwy'' jogurt czy jakiś deserek mleczny. Jestem oddana na dobre marce Sojade, która w tworzeniu wegańskiego nabiału jest MISTRZEM i nawet moje ulubione ''budynie'' z Alpro ich nie pobiją! Nagminnie staram się polować na ich jogurty i jak na razie udaje mi się znajdować je w moim Piotrze i Pawle (ale chyba wycofują :<). Są to jogurty sojowe i innych jeszcze okazji nie miałam próbować...do czasu. Firma biogo.pl do testów wysłała mi coś, o czym marzyłam już od dawna! Deser z ryżu? O smaku mango? To musi być niebo! Czy tak też się okazało? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowania jogurtów i deserów marki Sojade wyjątkowo mi się podobają. Są takie wdzięczne, kolorowe i ślicznie wykonane graficznie. Jest na nich wszystko co trzeba, a przy okazji nie użyto tu zbyt wielu dodatków. Widnieją na nim takie informacje, jak to, że deserki są wegańskie, bezglutenowe i z licznymi certyfikatami o ich ekologiczności. Pod kartonowym opakowaniem znajdują się 2 malutkie pudełeczka wypełnione deserem w pięknej barwie dojrzałego mango. Jak wiadomo (a przynajmniej stali czytelnicy wiedzą), mango kocham, a więc ślinotok miałam murowany ;)

Po zerwaniu wieczka z pudełka lekko się zdziwiłam. Czemu? Bo jogurcik wydawał mi się bardzo delikatny i wodnisty, a niegęsty i kremowy jak podobne wytwory z soi. Czy jednak to źle wpłynęło na smak?


Smak: Zacznę od zapachu, który był intensywnie słodki i owocowy. Miałam wrażenie, że wącham prawdziwe dojrzałe mango, które aż prosi się o zjedzenie :) Od razu zabrałam się za pałaszowanie i...przepadłam! Jego delikatna konsystencja ''wchodzi'' człowiekowi tak łatwo i z takim wielkim smakiem, że deserki (oba) pochłonęłam za jednym posiedzeniem. Są bardzo orzeźwiające i intensywnie owocowe, a więc idealnie sprawdzają się na upały.  Konsystencja deseru ryżowego może nie jest tak idealnie kremowa i podobna do ''prawdziwego'' jogurtu jak w sojowym, ale ten smak...kto nie jadł niech żałuje ;) Nie czuć w nim absolutnie ryżu, a jedynie moc owoców i tą przyjemną nutę orzeźwienia. Głównie smakuje jak mango, ale i są w nim przebłyski kwaśnej marakui. Czy polecam? Tak! I na pewno skuszę się na inne smaki :)


Podsumowując:
11/10 ;)
Czy kupię ponownie? - Tak i jeszcze raz tak!

czwartek, 28 lipca 2016

Pasta warzywna z białej fasoli z suszonymi pomidorami Apposta Maditerraneo (Lidl)

Wczorajszy dzień poświęciłam w 100% nauce i już wiem, że na dzisiejsze korepetycje jestem przygotowana :) Zaczynamy kolejny temat i teraz będę miała zadane przykłady do domu. Może to głupio zabrzmi, ale cieszę się, że dostanę coś do liczenia. Sama z siebie nie umiem sobie wymyślać i szukać przykładów, a jak dostanę wytyczne to od razu lepiej mi się pracuje - serio ;) Ponad to dziś też urodziny wujka, a więc dzień muszę sobie dobrze rozplanować. Trzymać kciuki kochani! :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Była już pasta z czerwonej fasoli i suszonych pomidorów (klik), była też ta z czerwonej fasoli i prażonego słonecznika (klik), a więc teraz czas na trzeci wariant czyli pastę z białej fasoli i suszonych pomidorów! Co prawda smakowo wolę czerwoną fasolkę, ale i tą białą nie pogardzę. Jak ona sprawdzi się w takim zestawieniu smaków? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że pasta jest zdecydowanie jaśniejsza od poprzedniczek. Moim zdaniem, widać w niej też więcej przypraw i ziół, które użyto podczas jej produkcji. Konsystencja była zdecydowanie inna, bo chyba najbardziej tłusta, kremowa i muląca, a to niestety spowodowało, że mój żołądek miał z nią większy problem ;) Jednak myślę, że osobom bez problemów z układem trawiennym nie powinno to nic, a nic wadzić. Zapach bardzo przyjemny, mocno ziołowo-pomidorowy. Fasoli nie czułam kompletnie, ale jej aromat pojawił się od razu po spróbowaniu pasty. Pasta jak dla mnie jest smaczna, ale nie tak jak jej inne wersje. Ta niestety jest najbardziej słona ze wszystkich, a  to pewnie dlatego, że fasola biała jest delikatniejsza w smaku i to sól zdominowała ją i inne przyprawy. Fajnie rozprowadza się na waflach czy chlebie, a jej tłuściutka konsystencja rozpływa szybko się w ustach. Z przypraw zdecydowanie wyczułam sól, pieprz, bazylię i odrobinę czosnku, a także coś pomidorowego, ale patrząc na skład, pomidorów jest nawet sporo, a na smak jakoś dużo nie wpływają. Ogólnie bardzo fajna, ale za słona i jakoś tak mało pomidorowa. Biała fasola jednak nie do końca sprawdza się w pastach, bo jest zbyt delikatna i mdląca. Jednak pod ser żółty (wegański ofc.! ;)) czy konserwowego ogórka nadaje się super - polecam spróbować!


Podsumowując:
8/10
Cena - 3,49 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Tak



środa, 27 lipca 2016

Masło migdałowe Meridian

Dawno się tak nie zmęczyłam nicnierobieniem i gadaniem, jak w poniedziałek ;) W odwiedziny wpadła do mnie ciocia z Holandii wraz z moimi kuzynami. Chłopaki wyrośli, zachowują się już jak należy i nawet da się z nimi pogadać :D Super sprawa! Tęskniłam za takim spotkaniem i na prawdę to całe gadanie dobrze mi zrobiło :) Potem oczywiście aż mi mowę odjęło, ale i tak było super! Oby więcej ;)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Masło orzechowe to u mnie hit, a masło z nerkowców to totalny orgazm dla mojego podniebienia. Jednak ile orzechów tyle maseł orzechowych, a nawet i więcej ;) Według mnie marka Meridian robi najlepsze masła orzechowe z idealnym składem i do tego z organicznymi orzechami. Dziś mam dla Was recenzję mojego pierwszego masła migdałowego w życiu, które sprezentował mi kochany chrzestny :* Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak:Malutki i uroczy słoiczek, a w nim kremowe masło orzechowe o ciekawym kolorze. 
Po otwarciu słoika, pierwsze co zobaczyłam to wytrącony olej z migdałów, który trzeba wymieszać razem z gęstą masą orzechową. Nie ukrywam, że było to cholernie ciężkie i wymagało ubrudzenia siebie oraz wszystkiego dookoła, ale już po kilku(nastu) minutach można cieszyć się orzechowym kremem. Zapach? Poezja! Prażone migdały w łupinkach i nic więcej. Zero zapachu cukru, soli...nic, tylko czyste migdały. Konsystencja? Bardzo lejąca, ale odpowiednio zwarta i idealnie kremowa.
Smak? CUDOWNY. Słodycz migdałów, którą podkręca minimalny dodatek soli morskiej. Całość jest jednocześnie słodka i słona - zestaw idealny dla mnie! Całą gammę aromatów podkręca tylko idealna kremowość masła, która rozprowadza się po całej jamie ustnej i powolutku się rozpuszcza. Pyszna rzecz, którą zjadłam w niecałe 5 dni...polecam! Szczególnie wielbicielom migdałów i zestawu słodko-słony :)


Podsumowując:
10/10!!!
Cena - dostałam, ale w Polsce waha się od 19-25 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 26 lipca 2016

Pomidory suszone ViVio (bioindygo.pl)

Pomidory to bardzo kontrowersyjne warzywo (?) w moim życiu. Świeże to tragedia, której nie jestem w stanie przełknąć. Nie rozumiem ludzi, którzy jedzą pomidory z uśmiechem na twarzy w kanapce, ze śmietanką, z cebulką, w twarożku czy jak jabłko - NIE ROZUMIEM. Ale zaraz...co tu robią pomidory suszone? Co robi ketchup na blogu? A no ze mną jest tak, że przetworzonego pomidora KOCHAM i tutaj serio nie żartuję! Przecier pomidorowy? Jem jak jogurt prosto ze słoika. Ketchup? Bez niego dobra kanapka nie istnieje! A suszone pomidory? NAJLEPSZA przekąska na wytrawnie! Niech się krakersy, chipsy i inne duperele chowają, bo suszone pomidory to jest coś ;) Jednak odnośnie suszonych pomidorów jest jeden wyjątek - muszą być suszone na słońcu bez oleju, bo te z olejem są okropne, tłuste, śliskie...fuj.

Dzięki sklepowi internetowemu bioindygo.pl mam przyjemność przetestować suszone pomidory bez grama oleju, za to z cudownym składem! Czy smak również zadowala? Czy kończy się tylko na składzie? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: To co już spodobało mi się po wyjęciu pomidorów z paczuszki to to, że opakowanie  ma opcję wielokrotnego zamykania. Super sprawa, bo takie rzeczy nie powinno trzymać się bez odpowiedniego pojemnika, a tutaj mamy już ułatwione :) Pomidory w środku prezentują się wybornie, a co najważniejsze są w dużych i soczystych kawałkach! Żadnych wyschniętych gniotków tu nie uświadczymy, a jedynie jędrne warzywa wysuszone na słońcu :) Nie są oblepione solą, ale ona podczas jedzenia daje o sobie wyraźnie znać. Jak dla mnie pomidor suszony bez soli nie ma smaku, a więc tutaj ta słoność jest jak najbardziej pozytywna. Pomidory mają konsystencję dosyć ciągnącą się, ale dla mnie to plus! Taka wegańska suszona wołowina :P Pyszna sprawa do sałatek, dań z makaronem czy po prostu jako przekąska - polecam! Nie dość, że to zdrowsza wersja przekąsek różnego typu, to i jeszcze bardziej opłacalna, bo po małej garstce da się najeść! Mniam :)



Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 25 lipca 2016

Roo'bar Rosehip (alfa-koszyk.pl)

Szczerze powiedziawszy nie chce mi się wierzyć, że już mamy 25 lipca. Czas mi strasznie ucieka, ale przynajmniej jest to przyjemny czas spędzony z rodzinką :) Jeśli kogoś to interesuje, to mój piątkowy wypad z familią udał się wyśmienicie! Co prawda nie udało nam się zobaczyć i zaliczyć wszystko, ale i tak było super! Nie wiem co bym zrobiła bez mojego taty, mamy i siostry chociaż tak często na nich narzekam ;)

No nic, koniec tego gadania i słodzenia! Zapraszam Was dziś na cudo, wegański i raw w 100%! Pojawiło się ono w poście odnośnie mojego jadłospisu i chyba Was zaciekawiło? Oby tak! Dziś na blogu króluje Roo'bar z owocem róży - zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowanie nie wiele mi mówiło, gdy wybierałam sobie batonika. Czerwień i wielkie logo oraz mała wzmianka o smaku i informacja o 100% surowości batona. Minimalizm z nutą humoru? Tak! Przyjrzyjcie się oczkom, które skrywają się w dużych literach ''OO'' :) Urocze!

W środku batonik również zaskakuje i to ponownie pozytywnie! Spójrzcie na to...ile migdałów! Dawno nie widziałam aż tak bogatego batona w bakalie. Czy to przełoży się na smak? Czy jego karmelowo-daktylowy kolor z orzechami i drobinkami róży (?)spowoduje u mnie zachwyt? Już mówię, że tak! A więcej o tym niżej :)


Smak: Zapach cudowny, daktylowy z nutą ''czegoś'' świeżego i słodkiego. Od razu na myśl przychodzi mi żurawina, ale jednak do końca nie był to ten sam aromat. Suszona wiśnia? Też nie...to coś innego to...róża! Raz miałam przyjemność próbowania konfitury różanej i to właśnie ona przypomniała mi się po obwąchaniu batonika. Przekąska jest bardzo plastyczna i łamliwa, zupełnie innej konsystencji niż twarde batony od ZmianyZmiany (ale równie pyszne!). Pierwsze co czuć przy jedzeniu to daktyle i rodzynki. Ich słodycz wypełnia buzię z każdym kęsem, a człowiek rozpływa się nad mieszanką tych smaków. Podczas jedzenia wpadają nam słodkie i soczyste kawałki róży (którą widać nawet w przekroju!) oraz kawałki (ogromne!) migdałów, których jest tu aż 20% (wow!) :) Wszystko razem tworzy bardzo soczystą i bardzo słodką przekąskę, która śmiało niweluje smaka na coś słodkiego. Czy polecam? Ba! Jest przepyszny, słodki i oczywiście wegański ;) Mniam!


Podsumowując
11/10!
Czy kupię ponownie? - Oj tak!

niedziela, 24 lipca 2016

Bioindygo.pl

Dziś moi kochani niestety haul zakupowy się nie pojawi, bo nie widzę sensu aby wstawiać tu jedynie same warzywa i owoce, na których to moja dieta teraz się opiera :) Lato to bogactwo dóbr natury i raj dla wegan więc...chyba nie muszę nic więcej pisać ;) Postaram się przygotować coś na następną niedzielę, a dziś coś innego :)

Tajemnicza paczuszka? Tak! Tym razem paczuszkę pełną dobroci dostałam do testów od firmy, a właściwie sklepu internetowego z żywnością ekologiczną i zdrową - BIOINDYGO.PL!
Na tej stronie dostaniecie dosłownie wszystko co najlepsze dla naszego podniebienia i zdrowia! Bakalie, przyprawy, mąki, słodkości, a nawet suplementy diety! Tam jest po prostu bogactwo BIO żywności i to na prawdę w przystępnych cenach :) Jesteście ciekawi co pojawi się na blogu? Zapraszam! :)



W mojej paczce znalazły się takie pyszności jak :
Erytrytol
Suszone pomidory BIO
Mąka orkiszowa BIO
Orzechy laskowe w surowej czekoladzie
Migdały w surowej czekoladzie
Rodzynki w surowej czekoladzie
Mini surowa czekoladka z orzechami laskowymi
Gorzka surowa czekolada
Sok z mango
Karob
Mieszanka warzyw suszonych BIO


Wszystko to przyprawia mnie o cieknącą ślinkę i mam nadzieję, że Was też? ;) Kilka rzeczy już wypróbowane! A jedna z nich we wtorek już na blogu, więc serdecznie zapraszam :)

Jeśli jesteście ciekawi co dzieje się na stronie sklepu to zapraszam Was tu:

Ponad to jeśli zdecydujecie się na zakupy w tym sklepie, to otrzymacie ode mnie rabat 5%!
Wystarczy, że w pole z kodem rabatowym wpiszecie:

rankiem5


I voila! Rabat magicznie zniża nam cenę zakupów ;) Mam nadzieję, że razem będzie nam się miło testowało :)

Miłej niedzieli!

sobota, 23 lipca 2016

Mój wegetariański jadłospis (2)

Hej hej!
Niestety nie udało mi się zgromadzić dla Was wystarczającej ilości zdjęć obiadów, ale za to przychodzę z kolejnym jadłospisem! Poprzedni post cieszył się dużym zainteresowaniem i przyjął się bardzo pozytywnie, a więc nie miałam nawet cienia wątpliwości aby wstawić tutaj kolejny taki post :) Coś czuję, że serię będę w miarę często kontynuować, bo czemu nie? Może ktoś się zainspiruje? ;) Nie przedłużając już zapraszam Was na mój całodniowy foodbook, który jest w 90% wegański! Smacznego :)


Na obiado-śniadanie po moim lekkim treningu z hula-hop zjadłam pyszną porcję wegańskich dobroci! Na talerzu(ach) znajduje się pół małego brokuła na parze, około 300 gramów fasolki szparagowej na parze ( z ogródka babci ♥), cała paczka kiełków na patelnię z przyprawa do gyrosa oraz cała kostka wędzonego tofu smażonego na teflonie (pycha!). Do tego standardowo ketchup i bułka sojowa.


Później po treningu ABS+nogi+ręce i plecy zjadłam całą saszetkę ryżu basmati (najlepszy ryż!) z jogurtem sojowym mango-brzoskwinia Sojade, dwoma jabłkami i batonika Roo'bar o smaku róży, który otrzymałam do testów od Pani Magdy ze sklepu alffa-koszyk :) (w poniedziałek recenzja!)


A na sam koniec kasza owsiana (taka sobie, albo ja ją źle ugotowałam :/) na mleku owsianym z cynamonem, płatkami Nestle Oats cynamonowymi i owocową przekąską o smaku truskawki i jabłka, które udało się dorwać u mnie w mieście! Jego recenzję możecie przeczytać tutaj ;) Pierwszą sztukę otrzymałam od sklepu alfa-koszyk - polecam :)

Mam nadzieję, że kolejny foodbook się podoba :) Widzimy się już jutro - miłej soboty!



piątek, 22 lipca 2016

Poloniak.pl falafele (biogo.pl)

Dziś wybywam z rodzicami na przyjemny wypad (oby!) do parku, na rowerki wodne i inne atrakcje :) Mam nadzieję, że wszystko wypali, bo dawno takiego rodzinnego wyjścia nie mieliśmy! Nasz wyjazd do Gdańska jest jeszcze pod większym znakiem zapytania więc...trzeba się takimi małymi wycieczkami zadowolić ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś mam dla Was produkt, który otrzymałam od sklepu biogo.pl :) Będą to falafele, aby już w takim klimacie zostać na blogu przez ten tydzień :D Tym razem są to falafele od firmy Poloniak.pl. Na blogu była już jedna recenzja z udziałem tej firmy, ale jak ktoś z Was pamięta, wypadł bardzo, ale to bardzo słabo i mało smacznie. Czy te falafele okażą się inne? Powalą mnie swoim smakiem? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Szczerze powiedziawszy nieźle się zdziwiłam, gdy zobaczyłam te falafele na własne oczy, a nie przez zdjęcie podstępne na stronie sklepu. Tam wydawały mi się nieco inne, bardziej takie jak hm...falafele? Oszukiwać się nie będę, te po prostu za nic w świecie nie wyglądają jak słynne kotleciki z ciecierzycy. Małe, wręcz białe i takie jakieś śliskie (?) - czy tu się czasami nie pomylono?

Zapach też nie zachęcał, bo po otwarciu czuć było tylko i wyłącznie tonę cebuli i czosnku. Bałam się je nawet jeść, bo wiem, że po takiej ilości przypraw mój żołądek i wątroba wariują. Jednak do odważnych świat należy - testujemy!

Chrupiąca skórka szybko się pojawiła i fajnie strzelała pod naporem widelca. Aromat wszystkich dodatków nasilił się po usmażeniu jeszcze bardziej i właściwie nie wiedziałam już sama czy jem cebulę z czosnkiem czy falafela. Pierwszy gryz i co? Meh...co to jest? Bo na pewno nie falafel! Śliskie, cebulowe, czosnkowe i nijakie jednocześnie. Po dłuższym trzymaniu go w ustach robiło się mdło i wręcz ''mydlano'', jak po awokado. Nie dobre i niestety była zmuszona resztę kotlecików wyrzucić, bo nikt nie chciał ich dojeść. Nie wspomnę już jaką miała po nich zgagę :/ Na mnie wrażenia nie zrobiły, choć z toną sosu dało się je zjeść bez grymaszenia. To kolejna porażka od firmy Poloniak.pl i niestety szykuje się kolejna....



Podsumowując:
3/10
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 21 lipca 2016

Czekolada Schogetten Apple Crumble Pie

Na ten niezbyt dobrze zapowiadający się dzień mam dla Was czekoladę! I to nie byle jaką, bo o smaku jabłkowego crumble, czy jak kto woli, amerykańskiej szarlotki :) Uwielbiam to ciasto, a więc ta tabliczka szybko trafiła w moje łapki, a potem do mojego brzucha.

To czekolada z serii ciastkowych od znanej już dobrze marki Schogetten. Na blogu była już jedna recenzja czekolady z tej serii, a mianowicie czekolada Schogetten Blueberry Muffin o smaku muffinek z jagodami. Tamta mnie oczarowała i mimo swojej nadmierne słodyczy zdobyła wysoką ocenę, a jak wypadnie ta? Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd:  Tak jak już wspominałam już przy poprzedniej wersji smakowej, na zakup tabliczek tej serii skusiłam się ze względu na ich grafikę. Ładna, kolorowa i nie przekombinowana oraz posiadająca zachęcające hasło reklamowe ''Let's cake!'' :) Moja mama też się na nią strasznie ''napaliła'', a więc kupiłyśmy ją sobie na spółkę (oczywiście żartuję, bo my zawsze się wszystkim dzielimy ;)).

Jak w środku Schogetten wygląda, to pisać chyba nie muszę? ;) Klasyk dobrze znany, czyli tabliczka czekolady podzielona na malutkie kosteczki ułożone na papierowo-tekturowej tacce. Oczywiście nie może zabraknąć sreberka, które mnie jak zawsze skutecznie irytuje.


Smak: Zapach czekolady był bardzo podejrzany, bo nie miał w sobie nic wspólnego z jabłkami ani z jakimkolwiek ciastem. Aromat był wręcz odrzucający, bo tak cukrowo-żelkowego czegoś nie czułam dawno.  Zawód już na samym początku? Czytajcie dalej, będzie jeszcze gorzej.

Czekolada, która oblewała nadzienie to klasyczna Schogetten, ale w tym przypadku przesiąkła ona żelkowym (?) smakiem i stała się bardzo nieprzyjemna. Miała w sobie taki nieprzyjemny aromat plastiku i tanizny. A nadzienie? Chyba największy dramat! Zacznę od tego, że ta czekolada NIE MA NIC WSPÓLNEGO z jabłkowym crumble czy szarlotką, a nawet z prawdziwym jabłkiem. Smakuje ono po prostu tanimi żelkami, które przeleżały sobie w szafie i są już rok po terminie. Kawałki ''jabłek'' kleją się do zębów i kompletnie nic nie wnoszą do smaku. Czysta porażka, której po jednej kostce miałam już absolutnie dość! Dodam jeszcze, że jest praktycznie przesłodzona, więc to dodatkowy minus. Mamie też nie smakowało, ale na szczęście zadowolił się nią tata (a on zje wszystko co słodkie). 


Podsumowując:
1/10
Cena - 3,99 Netto
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 20 lipca 2016

Falafele Organic BIO Florentin

Pozostaję dziś w wytrawnych tematach. Każdy kto choć raz spróbował falafela wie, że musi być on dobrze doprawiony, dobrze uformowany i dobrze upieczony/usmażony. Falafel niby taka prosta wegańska rzecz, a jednak ciężko trafić na dobrą sztukę. Wiele restauracji czy nawet zwykłych ''kebabów'' je oferuje, ale często są to po prostu smakowe porażki. Na Polskim rynki można jednak dostać gotowce, które swoim smakiem potrafią zadowolić i to nawet BARDZO. Pisałam już o tych z Polsoji, które mnie zachwyciły, ale pojawiła się tu też niestety porażka od Florentin, która z falafelem dobrej jakości miała mało wspólnego (klik).

Jak wypadnie prezentowany dziś wariant falafela? Czy mnie zachwycił? Czy doprowadził do pogłębienia miłości do falafelów, tych niepozornych wegańskich kotlecików? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Falafele są urocze, bo zamiast wielgaśnych kotletów, dostajemy mini kuleczki. Właściwie mało się różnią od tych z Polsoji, ale jednak można zauważyć parę innych elementów. Te falafele są zielone (co trochę mnie rozbawiło i zdziwiło) oraz zdecydowanie bardziej miękkie. Śmiało tez mogę stwierdzić, że mają w sobie więcej oleju, a więc dolewanie kolejne porcji do ich usmażenia jest już zbędne ;)

A jak smak?


Smak: Zapach powalał ilością przypraw. Każda była tak intensywna, że śmiało mogłam wyczuć poszczególne z nich. Kumin, pieprz...to własnie one dominowały w całej kompozycji i dodawały charakterku małym kuleczkom. Po usmażeniu ich zapach tylko się nasilił i był jeszcze bardziej intensywny niż tych od naszej polskiej marki Polsoja. Wygląd podobny, ale czy smak jest taki sam? Nie, ale równie dobry! Kuleczki na pewno są bardziej miękkie, a ich skorupka po usmażeniu/upieczeniu (co kto woli) jest bardzo delikatna i śmiesznie ''pęka'' pod naporem widelca. Smak jest bardziej wyrazisty, ale jak dla mnie zbyt bardzo. Kumin nie należy do przypraw, które ubóstwiam, a więc dla mnie było to już zbyt intensywne combo aromatów. Z ketchupem genialne, ale solo dostałyby u mnie tylko (i aż) 8 punktów. W każdym razie jest to gotowiec godny polecenia, a i ja się ponownie na niego skuszę. 


Podsumowując
10/10
Cena - ok. 13 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 19 lipca 2016

Pasta warzywna z czerwonej fasoli z prażonym słonecznikiem Apposta Maditerraneo (Lidl)

Po korepetycjach czuję się super i na całe szczęście pewniej w zagadnieniach, które otrzymałam. Przerobiłam już cały jeden podpunkt i na prawdę nie jest źle! Jeszcze oczywiście kupa nauki została, ale ważne jest to pierwsze światełko w tunelu - prawda? W każdym razie siedzę już w papierach z zadaniami od wczoraj i się uczę, oby efektywnie :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnio chwaliłam Lidla, jakie to cudowne pasty z fasoli wprowadził do swojego asortymentu. Jedna na blogu już się pojawiła (klik), a teraz czas na drugą, moim zdaniem ciekawszą. Własnie na samym początku miałam od niej zaczynać, ale w końcu zostawiłam ją na koniec wszystkich testów. Jak wypadła? Czy spełniła moje oczekiwania i była najlepszym wariantem? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Nieprzyjemnie szary kolor nie wydawał mi się zbyt kuszący, ale jednak propozycja smaku (słonecznik!) wygrał z moimi wątpliwościami i pastę wzięłam z półki. Skład czytałam chyba z dziesięć razy, bo za nic w świecie nie mogłam uwierzyć, że jest tu aż 6% słonecznika (a to na prawdę dużo jak na kupna pastę). Cóż...kolor zobowiązuje, bo słonecznik taki puszcza, ale czy fasola tak łatwo straciła swoją czerwień? Moje domowe pasty  czerwonej fasolki są bardziej różowe niż takie biało-szare, ale wiadomo, że domowe to zawsze coś innego.

Po zerwaniu wieczka, w masie gołym okiem można było wypatrzeć pestki słonecznika - super! Czy jednak przełożyły się one na smak? 


Smak: Zapach bardzo delikatny, lekko ziołowy i taki ''świeży''. Aromatu prażonego słonecznika nie wyczułam, ale nadal nie traciłam nadziei na jego smak. Pastę jadłam na kilka sposobów, tak jak poprzedniczkę. Solo wydawała mi się za słona i aż piekąca w usta od soli, ale tylko przez chwilę, bo później pojawiała się chrupkość od słonecznika i smak fasoli. Na chlebie/waflu ryżowym słoność zniknęła, a jedyne co czułam to przepyszny słonecznik i kremowa fasola. Przyprawy też dawały o sobie znać, ale nie były nachalne i ustępowały miejsca pestkom słonecznika. Pasta jednak zyskała najlepszy smak na ciepło! Grzanka z jej udziałem i wegańskim serem to poezja! Chrupiący słonecznik w tedy jeszcze bardziej zyskuje na intensywności, a kremowa i muląca konsystencja pasty staje się bardziej przyjazna dla podniebienia. Ogólnie jest to pasta, która ponownie mnie zachwyciła i zdecydowanie zasłużyła na 10! Lidl na prawdę zaskoczył mnie tymi pastami i żałuję, że jest to tylko produkt promocyjny ;) Jeśli jeszcze u Was są to warto się skusić!


Podsumowując:
10 /10
Cena - 3,49 Lidl
Czy kupię ponownie? - Jak będą ponownie dostępne to tak