poniedziałek, 31 października 2016

Nākd Pean Pie (Stewiarnia.pl)

Na ten dość ponury i pracowity poniedziałek mam dla Was coś, co osłodzi wszystkie smutki i zmartwienia :) Na blogu pojawiły się już różne smaki batoników Nākd i nie było takiego, który by mnie przynajmniej w 1% rozczarował! To musi oznaczać jedno - ta brytyjska firma wie co robi :) Na szczęście możemy nabyć te zdrowe i wegańskie słodkości na stronie Stewiarnia.pl, a co jeszcze bardziej pocieszające - pojawiają się one w sklepach! Podobno mają zawitać do sklepów Empik i sieci Carrefour :) Ale oczywiście w sklepie Stewiarnia.pl wychodzi najtaniej ;) No i tam macie też OGROMNY wybór smaków! Można normalnie spędzić godzinę w poszukiwaniu tych, które wylądują w naszym koszyku :) 

Czy smak Pecan Pie również powali mnie jak poprzednie? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Nie bez powodu wybrałam dziś tego batonika :) Bardzo skojarzył mi się z typowo jesiennymi klimatami, coś takiego na Halloween, bo i smaki i kolor opakowania w tych klimatach. Orzechy pekan bardzo lubię, są podobne w smaku to naszych włoskich, a więc wyobrażałam sobie już po samym przeczytaniu składu, jakie to musi być pyszne :) Po rozpakowaniu batonika mój nos oszalał! Zapach prażonych orzechów był bardzo intensywny, a i ilość kawałków orzeszków w batoniku zapowiadała coś pysznego.

Pierwszy kęs i...odleciałam! Dosłownie, bo smak bardzo przypominał mi ciastka z orzechami włoskimi mojej babci. Batonik jest nimi całkowicie przepełniony i ich aromat czuć z każdym gryzem coraz mocniej i mocniej. Pekany chrupią między zębami, a słodycz daktyli i rodzynek podkręcają wszystko i powodują tylko to, że człowiek chce więcej i więcej :D Jedynym minusem tego batonika jest to, że pozostawia posmak skórek (?) po orzeszkach. To taka lekko gorzka i sucha, lekko drażniąca w gardło rzecz, ale do przeżycia przy tym niebiańskim smaku :D Czy polecam? Tak! Ja na pewno wrócę do niego ponownie.


Podsumowując:
11/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

niedziela, 30 października 2016

Mój wegetariański jadłospis (8)

No to co? Kto chętny na mały wgląd w mój jadłospis?! Dawno takiego tutaj nie dodawałam, a myślę, że to chyba fajny pomysł na podzieleniem się z Wami tym co jem w te paskudne, jesienne dni :) Cóż, pogoda nas nie rozpieszcza, to prawda, ale z jesienną chandrą i szarówką możemy sobie bardzo łatwo radzić za pomocą warzyw i owoców! Na rynku królują teraz pyszne jabłka, gruszki, dynie, a i brukselka się pojawiła! Jest w czym jeszcze wybierać :) W jadłospisie, który Wam tu pokarzę jest jeszcze trochę lata, ale niestety nie tak pysznego jak w pełni sezonu ;) Cóż, trzeba być mniej wybrednym, bo wiadomo, że październikowa brzoskwinia nie będzie tak smaczna, jak ta krajowa z sierpnia. Nie przedłużam już i zapraszam na moje dzienne menu!


Tym razem na pierwszy posiłek wolałam zjeść coś na słodko. Akurat mojemu tacie udało się JESZCZE(!) dorwać morele, ale niestety mało co z moreli w smaku miały ;) Jednak nie pogardziłam i wszamałam w kompozycji z kaszą kuskus na mleku ryżowo-kokosowym z dodatkiem cynamonu oraz jabłek i moreli. Do tego mam proteinowego batonika QB oraz resztkę jabłka i moreli.


Następnie wpadł obiad, wytrawny i pyszny. Mam tutaj fasolkę szparagową, około pół dużej cukinii posypaną mieszanką ziół, całą kostkę tofu edzonego i kilka plasterków wegańskiego sera ziołowego (klik).
Do tego mam resztkę hummusu pomidorowego i wafle kukurydziane z ziołami prowansalskimi.


Końcówkę dnia oczywiście musiałam spędzić na słodko! Padło na płatki jaglane na mleku kokosowo-ryżowym z pysznymi śliwkami węgierkami, a do tego jeszcze z kleksem masła z orzechów nerkowca (klik). Ponad to mam tutaj jeszcze 1 jabłko, 1 brzoskwinię i kilka winogron oraz paczuszkę ciastek owsianych z kokosem :)

Miłej niedzieli!

sobota, 29 października 2016

Rice Dream

Uff! Nareszcie wyczekiwane wolne :) Mam nadzieję, że i u Was pogoda się trochę poprawiła. Przynajmniej już tak nie pada, a ja nie muszę latać z parasolką do szkoły :) Nie ukrywam, że trochę mi to ciążyło, ale wymrożone po całym dniu ciało zawsze mogłam sobie później ogrzać pyszną, wegańską i lepką kaszą jaglaną! A jak taką kaszę zrobić? No może tak na mleku od Rice Dream?!

Już jakiś czas temu do testów przywędrowały do mnie te oto 3 mleka od tejże firmy :) Oczywiście ze smakiem je wykorzystam i już niedługo pokarzę Wam, co bajecznego można z nimi wykonać :) Placuszki, owsiankę, jakieś ciasto...do wyboru do koloru! Bo przecież wegańskie mleko może być równie smaczne, jak to krowie, które niestety pozyskiwane jest kosztem biednych krów. Więc jeśli tylko macie okazję - kupujcie to roślinne!

Firma Rice Dream posiada w swoim asortymencie na prawdę wiele ciekawych mlek. Każdy najdzie tam coś dla siebie i nie żartuję! Asortyment jest bardzo bogaty i są tam mleka takie jak ryżowe, sojowe, owsiane, migdałowe czy smakowe! Nic tylko kombinować w kuchni :) Firma dodatkowo na swojej stronie posiada moc przepisów w stylu wegetariańskim i wegańskim, a więc zawsze można się zainspirować. Osobiście już nie mogę się doczekać testowania tych cudeniek!


Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcenie Was do zajrzenia na stronę i czekania na kilka inspiracji, które Wam tu pokarzę! 



piątek, 28 października 2016

Raw energy Coconut&Cocoa (Bombus natural energy)

Jak przeżyję dzisiejszy dzień to będzie cud ;) Jadę do szkoły na 7.20, a wracam o 16.00 - masakra! W takie dni kompletnie brak mi jakiejkolwiek energii na samą myśl ilości lekcji spędzonych w szkole :( Na szczęście mam przyjemne przedmioty, które nie powinny aż tak mnie znużyć! W takie dni potrzebuję dużej dawki wegańskiego jedzonka, które napełni mnie zdrowymi węglowodanami :D
Co w tedy najlepiej się sprawdza? Raw batoniki! A dziś w wersji kokos-kakao ;)

Czytałam sporo recenzji na temat tego batonika i niestety było one niepochlebne. Osoby, które je pisały, wspominały o smaku stęchłego kokosa i niezbyt przyjemnej konsystencji wiórek. Czy ja mam takie same odczucia? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Opakowania tych batoników są śliczne i fajne jest to, że każdy smak ma swój inwidualny kolor :) Batonik w środku również prezentował się ślicznie, a szczególnie podobał mi się w nim intensywnie kakaowy kolor z masą jasnych wiórek kokosowych. To fajny kontrast, który tylko powoduje większą chrapkę na spróbowanie tego cudeńka :)


Smak: Zapach batonika od razu przypomniał mi o moich ulubionych kokosankach, które robiła kiedyś babcia. To taki aromat podprażonych wiórków, które po ugryzieniu chrzęszczą i chrupią między zębami - mniam! Tutaj dodatkowo całość uzbrojona jest w dodatek kakao, a więc może być tylko lepiej. Efekty? Tylko pozytywne! Po pierwszym gryzie już zakochałam się w tym batoniku :) W konsystencji był niecko twardy, ale nie to absolutnie nie przeszkadzało.  Ja osobiście wolę twarde raw batony, które można porzuć i ten właśnie taki był. Wiórek kokosowych była masa i wcale nie wyczułam w nich posmaku starości czy czegoś innego, co można zaliczyć do nieprzyjemnych smaków ;) Kakao również było mocno wyczuwalne i tylko podkreślało kokosową nutę. Czy jestem zaskoczona? Tak i to bardzo pozytywnie! Myślę, że ten batonik jest idealny dla fanów kokosa :)


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 3-5 zł Tesco, Auchan, Sklepy ze zdrową żywnością...
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 27 października 2016

Czekolada Ritter Sport Vanilla Chai Latte

Obecnie jestem na poszukiwaniach nowych smaków Ritter Sport wypuszczonych na zimę, a w sumie w poszukiwaniach jednego smaku z nowej trójki - białej czekolady z cynamonem, Nie lubię białych czekolad, ale RS robi nawet niezłą (zjadliwą), a w połączeniu z cynamonem może być to niezłe combo :) A więc łowy trwają! A ja zapraszam Was na zeszłoroczną limitowaną czekoladę o smaku popularnego napoju chai latte :)

Poprzednia wersja nuss-kipferl mnie oczarowała, a jej recenzję znajdziecie tutaj. Czy ta również będzie na plus? A może mnie zasłodzi i spowoduje obrzydzenie? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Ponownie mamy tutaj śliczne zimowe opakowanie z bałwankiem. Tym razem jest ono niebieskie, a nie czerwone jak w przypadku nuss-kipferl. Zauważyłam pewną zależność, że Ritter Sport zawsze wypuszcza trzy kolory tabliczek - niebieską, zieloną i czerwoną ;) Fajnie, że mają ten swój styl. Napój prezentowany na grafice kusi do spróbowania nawet mnie, która nie przepada za takimi rzeczami.

Czekolada po rozpakowaniu wygląda jak typowa RS. Śliczne i małe kosteczki z odbitym logo firmy, które zaskakują jak zawsze swoją grubością.



Smak: Zapach tej czekolady nieźle mnie zaskoczył, bo na prawdę pachniał zestawem przypraw do chai latte. Cynamon, imbir, goździki...coś w tym na prawdę było! Pierwszy raz spotykam się z takim ciekawym połączeniu w czekoladzie, a więc długo nie czekałam aby jej skosztować. Przed degustacją tabliczka leżakowała trochę w lodówce, co sprawiło, że na zewnątrz była chrupiąca, a w środku kremowa :) Czekolada mleczna smaczna, jak to na RS przystało, słodka i tłustawa. Jeśli miałabym oceniać, to jedna z lepszych popularnych mlecznych czekolad. Nadzienie? Pyszne! Bardzo kremowe, słodkie, ale z umiarem no i oczywiście baaardzo cynamonowe. To właśnie głównie tą przyprawę było czuć i śmiało można stwierdzić, że to czekolada z kremem cynamonowym ;) Fajna sprawa i bardzo smaczna! Udana limitka i byłoby mi miło gdyby się powtórzyła.
Polecam!


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 5 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Być może

środa, 26 października 2016

Rawnello Orzechowy sen o cynamonie (www.alfa-koszyk.pl)

Ostatnio zastanawiałam się ile to ja już w swoim życiu zjadłam raw batoników i słodkości. W sumie jadam takie codziennie do miseczkowego posiłku na słodko, albo przed treningiem po szkole, a więc nieźle by się tego uzbierało! Na całe szczęście takie słodkości są zdrowe i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia można sobie na nie pozwalać :) Ja ciągle to tutaj piszę, że to chyba mój ulubiony rodzaj słodyczy! Jestem absolutnie zakochana w tych daktylowych czy bakaliowych cudach, które swoją karmelową słodyczą rozwalają system :D 

Otrzymałam je do testów od wspaniałej Pani Magdy, która prowadzi ekologiczny sklep www.alfa-koszyk.pl. Warto wejść i zapoznać się z ofertą :) Po moim logu widać, że jestem miłośniczką cynamonu. Zatem Rawnello w połączeniu z cynamonem i orzechami nie może mnie zawieść! Jak wyjdzie? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd: Pudełeczko jest dosyć małe, ale pralinki w nich już swoim rozmiarem nie zawodzą. Nie są jednakowego rozmiaru i kształtu, bo są to łakocie robione ręcznie z ekologicznych składników :) Każda kuleczka solidnie obtoczona jest w cynamonie, a ilość orzechów, które się w nich schowały, powala i powoduje nie mały ślinotok :)  


Smak: Po otwarciu woreczka w środku pudełka, mój nos dostał kopa od cynamonu. Jego aromat był tak silny, że w pewnych momentach aż ostry. Strasznie mnie to zaintrygowało, bo wiele słyszałam ostrych słodyczach właśnie z cynamonem. Czy te pralinki okażą się ostre i palące w język? Nie!
Zapach był tylko małą podpuchą, bo pralinki okazały się IDEALNE! Słodkie, lekko karmelowe, mięciutkie, ciągliwe...boskie. Migdałów i orzechów laskowych było masa, ale niestety nie mogłam zidentyfikować włoskich. Może faktycznie były, ale tak wpasowały się w całość, że ich nie wyczułam ;) Cynamon, którego było na prawdę sporo, cudownie równoważył słodycz daktyli i nadawał piernikowego posmaku. Tak Świętami Bożego Narodzenia zapachniało :) Powiem Wam, że jestem oczarowana! Takie pralinki to ja mogę jeść hurtowo :D I z czystym sumieniem Wam je polecam ;) Będą świetnym prezentem na Mikołajki i nie tylko :)


Podsumowując:
11/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 25 października 2016

Little Hearts Muesli Banan-Kakao

Ostatnio jakoś nie mam manii na płatki śniadaniowe, nie rajcują mnie też wszelkie nowości z nimi związane i nie mam ochoty ich jeść. Ostatnio nawet paczka CiniMinis leży otwarta i nie znika, bo nie mam z czym ich jeść. Czyżby się przejadły? Może, ale na pewno jeszcze nastanie u mnie moment ''bum'', że będę chciała je jeść i jeść :D W sumie pojawiły się ciekawe nowości więc może po ich zakupie znów najdzie mnie chcica? Zobaczymy!

Te oto musli w kształcie serduszek kupiłam ze względu na ich uroczą prezentację. Musli w formie serduszek? Takich ślicznych i walentynkowych? Biorę! Szczególnie, że połączenie kakao z bananami zawsze mi smakowało :) Jak one wypadły smakowo? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: To właśnie on zadecydował o tym, czy serduszkowe musli trafi do mojego koszyka :) Długo się nawet nie zastanawiałam, bo ten kto czyta mojego bloga wie, że mam ogromną słabość do uroczych i malutkich słodkości :) Wydawało mi się, ze będą one idealne do dekorowania miseczkowych śniadań, które czasami niezbyt atrakcyjnie wyglądają same w sobie :P Opakowanie w sumie też mnie zachęciło, bo pomysł z ''okienkiem'' przez, które mogłam podejrzeć zawartość, jest fajną opcją ;)


Smak: Zacznę od zapachu, który od razu po otwarciu paczki, przyprawił mnie o mdłości. Tak mdło-cukrowego i jednocześnie tłustego zapachu dawno nie czułam. Całość wręcz śmierdziała mi taniością i starością - fuj! Na samo wspomnienie o nich mam wstręt do kupnego musli. Smak? Kolejna porażka! Serca są strasznie twarde i kompletnie pozbawione wyrazu. Banana na pewno tu nie uświadczymy, a jedynie coś na wzór tłustych chipsów bananowych, które zostały usmażone na wątpliwej jakości oleju. Groszków czekoladowych było sporo, ale właściwie nie wnosiły nic, a nic - taki tam wyrób czekoladopodobny. Dodane do serka wiejskiego dało się jakoś zjeść, ale bez jakiejkolwiek przyjemności! Bardzo się zawiodłam, a miałam do nich ogromne oczekiwania :( Skończyło się na tym, że zjadła je moja siostra, a ja po pierwszym  razie nie chciałam ich już więcej widzieć.
Nie polecam!


Podsumowując:
2/10
Cena - ok. 5 zł Alma
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 24 października 2016

Nākd Strawberry Crunch

Nie chce mi się wierzyć, że już mamy poniedziałek! Czas zasuwa jak szalony, a ja po prostu tracę już rachubę :P Cóż, trzeba się wziąć w garść i iść z tym czasem. Już prawie koniec października, a ja nadal myślami jestem w ciepłym sierpniu i lipcu...oj, przydałyby się wakacje. Nie pamiętam już dnia, kiedy nie padało :/ Na taką brzydką pogodę chce się jeść ciągle słodycze! Dobrze, że istnieją takie zdrowe, bez cukru i innych niepotrzebnych składników, a takie właśnie znajdziecie na Stewiarnia.pl :)

Pamiętacie poprzednią recenzję batonika Nakd? Podbił on moje serce i oczarował kubki smakowe na 100%! Zdobył on u mnie najwyższą notę na blogu i to nie bez przyczyny, bo był przepyszny :) Jak myślicie, chrupiąca truskawkowa wersja również wypadnie pozytywnie? Zapraszam!


Skład:


Wygląd: Ten Nakd trochę różni się od klasycznego. Tutaj został on wzbogacony o chrupki sojowe, które mają robić za dodatek proteinowy :) Pomysł ciekawy, bo nadaje chrupkości całej kompozycji, a że ja jestem zawodowym chrupaczem, to opcja dla mnie jak znalazł! Po otwarciu ilość ów chrupek nie zawiodła mnie, bo było ich na prawdę dużo! Co z resztą chyba widać na poniższych zdjęciach :) Batonik kształtem i rozmiarem nie różnił się wcale od klasycznego Nakd. Wszystko zostało właśnie zachowane, ale te chrupki...ślinka ciekła mi na samą myśl o wgryzieniu się w to cudo :) 
 Jak to się zatem przełożyło na smak? Przekonajcie się sami! 



Smak: Zacznę od zapachu, który przypominał owocową gumę rozpuszczalną. Strasznie skojarzył mi się z dzieciństwem i wywołał uśmiech na twarzy ;) Szybko wgryzłam się w batona i oniemiałam! To jest CUDO smakowe :) Truskawki faktycznie było mocno czuć choć w batoniku jest ich zaledwie 2%, nie wiem jak to zrobili, ale wielkie wow ;) Daktyle i rodzynki pozostawiały lekki karmelowy posmak i cudowną słodycz. Orzeszków nerkowca nie wyczułam, ale co jakiś czas pojawiały się podczas gryzienia. A co z chrupkami sojowymi? One okazały się strzałem w 10! Niby neutralne w smaku, ale fajnie chrupiące i odrobinę orzechowe. Co chwila chrupały pod zębami i równoważyły słodycz daktyli i rodzynek. Świetna kompozycja, która oczarowała mnie tak samo jak Nakd w wersji kakaowej. Pyszności! Polecam bez dwóch zdań :)


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!



niedziela, 23 października 2016

Snact. FRUIT JERKY - czyli owocowina!

Witajcie!
Kochani, wybaczcie mi moją sobotnią nieobecność, ale troszkę mi się plany pozmieniały i kompletnie nie miałam czasu na to, aby coś tu naskrobać. Dziś jednak nadrabiam czymś, co powinno zainteresować nie tylko weganina czy wegetarianina ;) Co mam na myśli? Nic innego jak owocowinę! A cóż to za twór? Już mówię - owocowina czyli fruit jerky to nic innego jak ''suszona wołowina'' na słodko z suszonego puree owocowego. Firma Snact., która wysłała mi swoje próbki, właśnie takie cuda produkuje. Pomysł fajny ciekawy...i jaki smaczny! Zapraszam na zbiorczą recenzję :)


Od firmy Snact. dostałam do testów 3 smaki ich wyrobów. Więcej na razie nie mają, bo to dosyć młoda firma, ale liczę na inne wariacje smakowe! :) Firma prowadzona jest przez 2 przyjaciół, którzy znają się od dawien dawna i postanowili stworzyć to cudo, którym jest fruit jerky. Swoją pracę nad tą owocową przekąską zaczęli w 2013 roku i tak działają na brytyjskim rynku do teraz! Co prawda w naszych sklepach JESZCZE ich nie ma, ale wysyłają oni swoje rzeczy do Polski więc zakupy na ich stronie śmiało możecie wykonać. Ponad to przekąski nie są drogie! 6 paczuszek takiego suszonego puree to wydatek zaledwie 20 zł, a zdradzę Wam, że warto! Z resztą, przeczytajcie poniższe recenzje i przekonajcie się, który smak jest dla Was!


Jabłko, Borówka, Banan


Skład:


Wygląd i smak: Jak suszona wołowina wygląda to chyba każdy wie. Ta tutaj, kompletnie wegańska i pozbawiona bólu innych stworzeń, owocowina, bardzo ją przypomina! Po otwarciu paczuszki, która swoją drogą jest prześliczna i bardzo przyciągająca, doznałam pozytywnego szoku - to na prawdę wygląda jak amerykański przysmak! Jednak zapach mówił coś innego i zapowiadał owocową ucztę ;) W tej wersji smakowej pierwsze co wyczułam to kwasek jabłka ze słodyczą bananów. Troszkę przypominał mi on takie musy dla dzieci, które swoją drogą uwielbiam i często kupuję :D W konsystencji bardzo ciekawe, twarde, ale plastyczne. Pachnie dosyć mocno, można wyczuć wszystkie nuty, ale swoją ''owocową moc'' uwalnia dopiero po skosztowaniu. Smak? Pyszny! Bardzo orzeźwiający, lekko kwaśny i lekko słodki. Czuć tu prawdziwe owoce, a nie jakieś aromaty z cukrami czy słodzikami. Jak to na suszone puree przystało, owocowina momentalnie rozpuszcza się w buzi i pozostawia na języku bardzo przyjemny posmak. Niby niepozorna paczuszka, a potrafi zaspokoić pierwszy głód i chrapkę na coś słodkiego :) Jestem na tak!


Podsumowanie:
Smak jabłko, banan i borówka otrzymuje 11/10! ;)


Mango, Jabłko


Skład:


Wygląd i smak: W wersji mango pokładałam największe nadzieje, bo uwielbiam ten owoc i zaliczam go oczywiście do mojej ''trójcy owocowej'', którą kocham najbardziej na świecie :D Bardzo ubolewam nad tym, że w naszym kraju mango jest takie drogie, a i często trafia się na sztuki, którym daleko do ideału pod względem smaku i jakości. Czy tutaj się zawiodłam? Absolutnie nie! Chyba tajemnicą nie będzie to, że ten smak u mnie wygrywa :) Pachnie pięknie, jak idealnie dojrzałe mango, które aż prosi się o zjedzenie. Jabłka praktycznie nie wyczułam tylko cudowne mango :) Konsystencja i wygląd identyczny jak poprzedni smak, ale kolor znacznie się różniący. Tutaj nasza przekąska jest jasna, lekko pomarańczowa. Smak? MEGA! Dawno nie jadłam takiej przekąski o smaku mango, która serio smakowałaby jak świeży owoc! Jabłka nie czuć tylko cudowne mango...poezja :) Smak mango - jestem na tak!


Podsumowując:
Smak mango, jabłko dostaje 100/10! Mega smak :)


Malina, Jabłko


Skład:


Wygląd i smak: Czas przyszedł na ostatni wariant czyli uroczą malinkę. Lubię te różowe perełki, ale nie należą one do moich ulubionych owoców. Nie często sobie na nie pozwalam, bo nawet w sezonie są drogie i rzadko kiedy udaje mi się kupić ładne bez pleśni :( Dobrze, że są takie słodkości, które rekompensują brak malin w diecie :D Tutaj nasza owocowina jest różowiutka i kusi do zjedzenia. Pachnie bardzo ładnie, słodko i oczywiście malinowo. Kiedyś, jak byłam mała, mam kupowała mi taki obłędnie pachnący malinami szampon do włosów dla dzieci i właśnie z tym skojarzył mi się ten aromat ;) Smak? Wow, znów eksplozja owoców! Znów smak mnie powalił :) W przekąsce głównie było czuć malinki, a jabłko znowu pozostało gdzieś w tle i tylko czasami dawało o sobie znać. Dla mnie ta wersja jestodrobinę za słodka, dlatego też otrzymuje najniższą ocenę ze wszystkich trzech, ale nadal wyśmienitą :) Znów jestem na tak! :)


Podsumowując:
Smak jabłko, malina oceniam na 10/10!


No i co mogę z tych recenzji wywnioskować? Że było pysznie! I na pewno polecam Wam te przekąski :) To coś innego, nowego i interesującego co na prawdę może zastąpić niezdrowe słodycze czy być odskocznią od raw batoników. Tutaj zapraszam Was na stronę firmy i nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do zakupów ! :)



piątek, 21 października 2016

Koko Dairy Free mleko kokosowe czekoladowe

Dziś już piętek i czas na to aby odetchnąć od tygodniowych trudów i zmartwień ;) Do mnie dziś los się uśmiechnął i mam odwołane lekcje na zerówkę, a więc mogę dłużej pospać - jupi! Nie macie pojęcia jak źle jedzie się tramwajem w taką pogodę :P

Wczoraj było słono, a dziś mam dla Was coś słodkiego! Nie ukrywam, że kiedyś byłam maniaczką mlek smakowych. Dobrze znane Mullermilch piłam nagminnie, ale teraz nie pijąc mleka krowiego ostatni taki wynalazek piłam chyba w maju - serio :) Czy za nimi tęsknię? Nie! Bo wegańskich opcji jest również masa i czasami nawet są dużo lepsze :)

Dziś mam dla Was mleko od Koko Dairy Free, które prezentowałam ostatnio w tym poście (klik).
Jak wypadło? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd: Pierwsze co urzekło mnie w mlekach tej firmy, to opakowania. Szata graficzna jest genialna i fajnie nawiązuje do tropikalnych klimatów. Wylewające mleko z kokosa też super działa na wyobraźnię i powoduje u mnie niemały ślinotok! Czy to też przekłada się na smak?

W środku mleko również nie zawodzi, bo ma piękny, czekoladowo-kakaowy kolor. Przypomina mi właśnie kakao albo jakieś czekoladowe mleczko smakowe.


Smak: Po otworzeniu kartonika od razu wyczułam kakaowy aromat. Czekolada z kokosem to coś, co nie może się udać, a więc szybko nalałam mleko do szklanki i spróbowałam. Wrażenia? NIEBO! Dawno nie piłam tak wyrazistego, kremowego i pysznego mleka roślinnego. Smaki są tu bardzo wyraźne i nie ma posmaku ''wody'', jak to w niektórych mlekach roślinnych bywa. Smak jest idealny i super sprawdza się w miseczkowych śniadaniach :) Gdy ugotujemy śniadanie na takim mleku to nie musimy nic dosładzać, bo ono samo w sobie jest pyszne i słodziutkie. Z ręką na sercu mogę stwierdzić i tu napisać, że to NAJLEPSZE mleko roślinne jakie do tej pory piłam! Już nie mogę się doczekać jak przedstawię Wam drugą wersję smakową ;)

Nie zastanawiajcie się tylko kupcie! Nie pożałujecie ;)


Podsumowując:
100/10!
Cena - 10 zł Alma (za 2 opakowania) lub sklepy internetowe
Czy kupię ponownie? - Tak!

czwartek, 20 października 2016

Pasta kanapkowa Pyszne nasycenie z cieciorki i soczewicy Vitamedica.eu

Ostatnio coś za dobrze idzie z tymi recenzjami i publikuję same pozytywy :D Dziś żeby przełamać tą dobrą passę i nie utrzymywać Was w tym, że wszystko mi smakuje, wstawiam dosyć...negatywną ocenę. Nie wiem czemu, ale marka past Vitamedica.eu chyba bardzo mnie nie lubi i za każdym razem kupując ich produkt po postu wyrzucam go do śmieci. Do tej pory pamiętam moje koszmarne spotkanie z pastą z selera i pieczarek, która w całości została wyrzucona, a przy pierwszym kęsie już wypluta. Czy ta również wypadnie AŻ tak źle? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek prezentuje się uroczo i bardzo zachęcająco. To chyba sama szata graficzna i forma opakowania doprowadza do tego, że ciągle daję szansę tym pastom. Skład jest wręcz nienaganny, same zdrowe i ekologiczne składniki, a do tego całość wegańska. Wydawałoby się, że wszystko będzie piękne smaczne i boskie, ale koszmar zaczyna się już po odkręceniu słoika. 

Zapach jest bardzo dziwny, mdły i taki typowy dla kociego jedzenia mojego kota :/ Od razu wzdrygnęłam się na samą myśl, że mam to coś zjeść, ale czego nie robi się dla bloga (no i ej, kosztowało to 5 zł!).
Smak okazał się okropnie mdły i pozbawiony jakichkolwiek przypraw czy nawet naturalnych aromatów głównych składników. Taka rozgotowana paćka dla dzieci, które dopiero uczą się poznawania różnych aromatów innych niż mleko matki. Pozostawia ''stary'' posmak na języku i sprawia, że mnie się aż cofało. Nie polecam, bo to strata pieniędzy! Mam jeszcze na wypróbowanie 2 inne pasty, ale kolejnym chyba już nie będę dawać nadziei...


Podsumowując:
0/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Nie