środa, 30 listopada 2016

Raw energy maracuja&coconut (Bombus natural energy)

Ostatni dzień listopada, dacie wiarę!? Tak szybko to zleciało, że sama się już w dniach pogubiłam ;) Na szczęście prowadzę mały kalendarzyk i jakoś idzie poskładać dni, które nam umknęły. Też prowadzicie swoje kalendarze? Ja bardzo lubię sobie zapisywać różne rzeczy :)

Dziś na blogu zrobi się lekko tropikalnie, co by osłodzić te szarości za oknem. Pogoda psuje się strasznie, a ja jestem skazana na marznięcie na przystankach :/ To nie jest fajne, ale zawsze można sobie czas spędzony na czekaniu na tramwaj umilić taką przekąską! Kokos i marakuja? Brzmi ciekawie? Dla mnie bardzo! Zapraszam do recenzji :)


Skład:


Wygląd: To różowe opakowanie od razu do mnie trafiło. Jako dziecko miałam różne fazy na ten kolor, bo najpierw go kochałam, a później unikałam jak ognia. Teraz moje nastawienie do tego koloru jest tak pozytywne, że praktycznie wszystko staram się w nim kupować :D Wszelkie koszulki, dodatki i inne rzeczy są u mnie różowe - no przecież to taki wdzięczny kolor! Skoro batonik raw o smaku kokosa i marakui ma taki piękny kolor, to chyba musi być pyszny? :)

Po otwarciu nieźle się zdziwiłam, bo tak bogatego w wiórki kokosowe batonika chyba nie widziałam :) Był dużo jaśniejszy od innych raw batoników te firmy które jadłam i zdecydowanie bardziej twardy. 


Smak: Zapach był bardzo słodki i lekko kwaskowy. Niestety nigdy nie było mi dane jeść marakui, ale słyszałam, że est właśnie słodko-kwaśna, a więc pewnie od niej był ten zapach. Jednak i tak prym aromatów wiódł kokos, który pachniał tak pięknie, że chciało się batonik od razu zjeść!

Wrażenia? Pycha! Słodko, kokosowo i owocowo. Konsystencja batonika idealna, lekko twarda i ciągliwa. Kokosowe wiórki ciągle chrupiące pod zębami i nadające aromatu podprażenia. Marakui również tutaj nie zabrakło, a raczej jej lekkiego kwasku. Pyszna sprawa, ale nie pogardziłabym gdyby smak marakui był bardziej intensywny. Nie jest to mój ulubiony raw energy, ale i tak bardzo smaczny! Idealny, aby poprawić sobie humor egzotycznymi smakami :)


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 6 zł Auchan, Tesco, Rossmann 
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 29 listopada 2016

Yoyo Bear Mango

No to co, dziś Dzień Darmowej Dostawy! Nie wiem jak Wy, ale już mam zrobione duuuże zamówienia. Poszalałam, nie powiem, ale jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo mogłam zamówić to co chciałam :) Za jedną przesyłkę płacę sama, a druga jest prezentem od moich rodziców na moje imieniny, które są już w ten czwartek :D Ale mam radochę!

Obiecałam, że ten tydzień będzie pod znakiem słodyczy i przekąsek z półki zdrowej żywności :) Teraz często taką jadam i rzadko kiedy sięgam po rzeczy ''zakazane''. Dzięki temu moja cera wygląda duuużo lepiej, a nie ukrywam, że bardzo mi na jej dobrym stanie zależy :)

Dziś przekąska o smaku mango, czyli jednego z moich ukochanych owoców! Przekąskę tą dostałam w paczce od Patrycji, za co oczywiście ślicznie dziękuję :) Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie urocze i ekologiczne, bo wykonane z papieru :) Na prawdę nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim pomysłem! Całość wykonana jest z wielkim pomysłem, bo motyw misia jest przesłodki i na pewno przyciągający młodszych odbiorców (ale i nie tylko). Ciepłe kolory opakowania również bardzo mi się podobają! 

W środku znajdują się 2 malutkie ruloniki oraz jakąś kartę kolekcjonerską. Ruloniki były strasznie długie po rozwinięciu, lekko plastyczne i dosyć twarde. Pachniały intensywnie owocowo, ale czy to była woń mango to nie wiem ;) Smak? Poezja! Słodka, owocowa rozkosz. Mango w smaku jednak było bardzo wyczuwalne, a śmieszna żelkowa konsystencja dodawała zabawy przy jedzeniu. Na szczęście ruloniki mocno nie kleiły się do zębów, czego nie lubię, a raczej rozpuszczały w ustach. Fajna sprawa, ale wolę przekąski Fruit Bowl :) Tamte są zdecydowanie bardziej intensywne w smaku. Tutaj również mocno czuć to mango, ale nie jest to smak prawdziwego owocu. 




Podsumowując:
9/10
Cena - nie wiem
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 28 listopada 2016

NuttyNuff - Flax i Fruity

Weekend szybko zleciał pod znakiem rodzinnych imprez ;) To głownie przez nie, nie było wczoraj posta :( Mam nadzieję, że mi wybaczycie!
W tym tygodniu postaram się publikować same zdrowe rzeczy :) Pojawią się takie wytrawne, jak i słodkie! Oczywiście poniedziałek trzeba zacząć na słodko, co by doładować się na ciężki tydzień.
W ostatnim poście prezentowałam Wam firmę NuttyNuff, a dziś czas na recenzję! Kto ciekawy? One na pewno wpasowują się w zdrowy style życia, a i wnoszą wiele smaku!
Zapraszam do czytania :)



Skład:



Wygląd: Oba batoniki mają świetne opakowania! Może i kolorystyka est trochę smutna, ale ta ręka z zaciśnięta pięścią z piorunem nadaje charakteru i pokazuje nam, że po zjedzeniu takiego batonika dostaniemy powera ;)

W środku również prezentują się niczego sobie! Bardzo bogate w ziarna i inne dodatki, które aż wołają o zjedzenie batonika natychmiast!



Smak: 

FLAX
Batonik już po samym otwarciu bardzo intensywnie pachniał.  Niestety nie był to zapach przyjemny, bo bardzo trawiasty i specyficzny. Od razu wyobrażałam sobie smak konopi jako coś zbliżonego do spiruliny czy młodego jęczmienia, ale na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam ;) Mimo, że zapach był wręcz okropny, smak okazał się zupełnie inny...pyszny ;)
Batonik był bardzo delikatny, łamliwy, ale nie kruchy. Fajnie się ciągną i sprawiał wrażenie batonika musli. Dodatkowo ma w sobie czekoladę mleczną, która nadawała słodyczy, ale lekkiej i delikatnej. Słodycz ta jest zdecydowanie skierowana do fanów ziarnistych i orzechowych smaków. Czemu? Bo smakuje dokładnie jak prażone owoce czy pestki! Bardzo chrupiący, lekko słodki z cudownym aromatem podprażenia. Czekolada bardzo kremowa, szubko rozpływająca się w ustach i łącząca się z pozostałością. Pycha!  


FRUITY

W tym smaku pokładałam nawet wiekszę nadzieje niż w poprzednim. Połączenie owoców z ziarnistą bazą wydawało mi się po prostu nieziemskie. Tutaj batonik wzbogacony był o owoce, które w głównej mierze były owocami kwaśnymi ;) Dzięki nim batonik nie pachniał jak trawa i wydawał się bardzo przyjemny. Jego konsystencja była identyczna, co w przypadku wersji Flax, bardzo delikatna, ale nie krucha. Smak? Bardzo owocowy! Kwaśne owoce w zestawieniu z prażonymi orzechami i pestkami to po prostu strzał w dziesiątkę :) Wyraźnie czułam tu przewagę wiśni i żurawiny, które zdecydowanie dodawały charakterku. O dziwo, bardzo też czułam sezam i migdały, a tego się nie spodziewałam, bo liczyłam na bardziej konopny smak.

Ogólnie mówią, te batoniki idealnie pokazują, że nowych składników nie należy się bać! Konopia ginie pod warstwą pysznych dodatków i jest zdrowo oraz smakowicie :)
Polecam!


Podsumowując:
Flax - 10/10 
Fruity - 10/10
Cena - niestety nie wiem
Czy kupię ponownie? - Tak

sobota, 26 listopada 2016

NuttyNuff

NuttyNuff - czyż to nie est urocza nazwa? Taka wywołująca zainteresowanie i uśmiech na twarzy :) Ja osobiście bardzo lubię chwytliwe nazwy, które zawsze skłaniają mnie do zakupu jakiegoś produktu. I to nie tyczu się tylko jedzenia! Kosmetyki z fajną nazwą też mnie zawsze interesują :)

NuttyNuff? Cóż to takiego? Już wyjaśniam! To firma, która produkuje batoniki z samych owoców, ziaren, orzechów, pestek i...łuskanych ziaren konopi! Na samym początku byłam w lekkim szoku, ale skoro jest to jadalne, a niektórym nawet bardzo smakuje, to czemu nie? ;) Z resztą składy ich batoników są tak bogate w ilość składników, że nawet osoby nieprzepadające za takim dodatkiem, nie powinny mieć jakiś problemów ze zjedzeniem tego przysmaku :)

Każdy batonik wykonany jest z naturalnych składników, bogatych w zdrowe tłuszcze, błonnik, witaminy oraz pokaźny procent białka roślinnego :)

Wszystko to powstaje na Litwie, Estonii oraz Łotwie, czyli niedaleko nas :) Ciekawi co pojawi się na blogu?!


Do testów otrzymałam 2 wersje smakowe - owocową i wersję z lnem i czekoladą :) Firma ma w swoim swoim asortymencie dużo więcej smaków takich jak ziarnisty z czekoladą (z wszystkimi ziarnami), miodowy, czekoladowy czy z owsem!

Nie każda wersja jest wegańska, ale i wegetarianin i weganin coś dla siebie znajdzie :)
W poniedziałek pojawi się recenzja dwóch batoników, mam nadzieję, że Was zainteresowałam tymi pysznościami!


Po więcej zapraszam na :


piątek, 25 listopada 2016

Milka Cookies Sensation Choco

Piątek weekendu początek! Ja się bardzo cieszę, bo wypad z koleżanką zapowiada się wyśmienicie :) Mamy w planach dosyć spore zakupy, a przynajmniej ja :D Musze już upatrzyć sobie prezenty na święta, bo potem ze mną zawsze jest problem - nikt nie wie co dla mnie kupić :P No nic! Oby było owocnie, bo kawał drogi tramwajem mnie czeka.

Lubicie ciasteczka? Ja jakoś nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale gdy ktoś proponował poczęstunek takim smakołykiem, to nigdy nie odmawiałam. Teraz już odmawiam, bo niestety większość kupnych ciasteczek ma w sobie jajka :( Ta oto nowość od Milki jajka w sobie chyba też miała, ale jak już kupiłam to szkoda było nie spróbować.

Jak wypadły? Zapraszam!


Skład: cukier, mąka pszenna, tłuszcz mleczny, olej słonecznikowy, olej rzepakowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, skrobia pszenna, skrobia modyfikowana, laktoza (z mleka), substancje spulchniające (węglany amonu, węglany sodu, difosforany), serwatka w proszku (z mleka), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgator (lecytyna sojowa), sól, aromaty, odtłuszczone mleko w proszku, barwnik (karoteny), błonnik sojowy w proszku


Wygląd i smak: Gdy ciasteczka pojawiły się na rynku, od razu wiedziałam, że muszę je mieć! Długo o nich marzyłam, kiedy to pojawiły się w DE, a my Polacy mogliśmy tylko o nich śnić. Już sama grafika z opakowania zapowiadała czekoladową rozkosz! No bo wiecie, kruche ciastko z czekoladowymi kropelkami, a w jego środku rozkoszny Milkowy krem? Poezja! Cóż...przyjemność ta okazała się bardzo kosztowna (7 zł), ale i tak ją zakupiłam. Czy było warto?

Po otwarciu opakowania poczułam bardzo silny cukrowy zapach. Było to takie słodkie uderzenie, że poziom cukru we krwi skoczył mi bez jedzenia ani jednego ciastka ;) Jednak byłam na nie tak napalona, że nawet ta nadmierna słodycz w samym aromacie mnie nie zniechęciła. Ciasteczka oczywiście okazały się bardzo tłuste, pozostawiały osad na palcach, ale wystarczy sprawdzić skład, a już wiemy dlaczego tak się działo. Nie będę ukrywać, to syf, ale smaczny ;) 

Po ugryzieniu na samym początku czujemy maślany smak i oczywiście masę cukru. W pewnym momencie miałam już wrażenie, że cukier zgrzyta mi między zębami. Kropelki czekoladowe bardzo smaczne, szybko rozpuszczały się i dodawały charakteru samemu ciastku. A krem? Krem mnie powalił! Gęsty, bardzo gładki i meeega czekoladowy! Oczywiście po jednym ciastku nie mogłam patrzeć na nic słodkiego, ale to było tak dobre, że nie żałowałam tego zacukrzenia.

To idealna słodycz na dni, kiedy musimy się maksymalnie zasłodzić!



Podsumowując:
8/10
Cena - ok 7 zł Tesco/Auchan/Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 24 listopada 2016

Corny Free biała czekolada

Kocham batoniki musli, ale staram się ich za często nie jadać. Czemu? Bo nie od dziś wiadomo, że to cukrowy syf, a ja po dużych ilościach cukru dostaję bardzo dużej ilości wyprysków na twarzy, a nie lubię wyglądać jak pole minowe :D

Marka Corny moim zdaniem robi jedne z najlepszych batoników musli. Oczywiście nie wszystkie są dobre, ale te z serii Corny Free to MISTRZOSTWO. Jadłam już wiele smaków, które można dostać w Polsce i na razie się nie zawiodłam :) Jak było z tym smakiem? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Kartonik skrywał w sobie 6 mini batoników. Każdy batonik zapakowany był w ładnie i ciekawie zaprojektowane opakowanie. W środku batoniki również wyglądały ślicznie, a szczególnie uroku dodawały im pasy białej czekolady :)

Nie jestem fanką białej czekolady, ale zapach po otwarciu jednej z przekąsek był tak CUDOWNY, że od razu chciałam batonika spróbować! Konsystencja była typowa dla batoników musli, bo lekko zwarta i sklejona masą syropu. Gołym okiem było tez widać różnorodność płatków, bo znalazły się tam i kakaowe kuleczki, jakie płatki pseudo owsiane i kukurydziane.

Zapach był cudowny, ale smak również! Bardzo chrupiące, leciutkie i ekstremalnie słodkie ;) Biała czekolada na wierzchu smakowała identycznie, jak białe płatki w jogurtowych Nestle Fitness (które również ubóstwiam). Batonik ma mało kalorii, jest dosyć spory, a potrafi zaspokoić chęć na słodkie, bo ilość słodyczy w nim zabija :D Pyszny i godny polecenia :)



Podsumowując:
9/10
Cena - nie pamiętam, ale są w Rossmanach i Biedronce
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 23 listopada 2016

Fruit Bowl Raspberry School Bars

Pracowicie, ale pozytywnie! Mam nadzieję, że i Wasza środa tak się zapowiada :) Ja osobiście nie mogę doczekać się piątku, bo mam wypad z koleżanką z klasy do manufaktury na ''black friday'', które centrum handlowe organizuje.
Jakieś ciuchy. rzeczy sportowe i oczywiście batoniki nakd, które są tam dostępne w empiku! Oby zakupy były owocne, a czas spędzony z koleżanką bardzo przyjemny :)

Dziś mam dla Was kolejną propozycje od Fruit Bowl, ale tym razem w formie batonika! Baton z samych owoców? To musi być pyszne! Czy tak też się okazało? Zapraszam do czytania, a się dowiecie ;)


Skład:


Wygląd i smak: Niepozorne maleństwo, które niby ma być mini owocowym ''batonikiem''. Szczerze mówiąc mnie to cudo bardziej przypomina takie żelki kabelki, które nadziane były białą masą cukrową :D Zajadałam się nimi na potęgę w czasach przedszkolnych i wczesnej podstawówki...ale nie o tym teraz, przejdźmy to tego paluszka! Opakowanie urocze, przedstawiające chyba krokodyla z tych przekąsek. Idealne dla (dużych ;) ) dzieci.

Po otwarciu do naszego nosa dociera cudowny zapach malin. Serio, bardzo naturalny i intensywny. Od razu zachęca do zjedzenia, mimo tego, że sam paluszek ma nieciekawy odcień różu. 
Smak to czysta poezja i powrót do czasu podstawówki (znowu!), bo batonik owocowy nie smakuje niczym innym jak malinową MAMBĄ! Czyli najlepszą gumą rozpuszczalną na świecie ;) Jedynym minusem jest to, żr konsystencja jest dosyć kleista, a kawałki przekąski strasznie przyklejają się do zębów :D Ogólnie jest pysznie, słodko i owocowo! Polecam :)


Podsumowując:
9/10
Cena - dostępne w Auchan, Carrefour
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 22 listopada 2016

Raw energy Slim Snack Plum&Seeds+Chia (Bombus natural energy)

Wtorek zapowiada się pod znakiem pracy, niestety, ale jestem dobrej myśli! Korepetycje, reset od ćwiczeń...cóż, nie est to scenariusz wymarzonego dnia, ale czasami trzeba się poświecić :) Na takie dni idealnie sprawdzają się raw batoniki, które dodają masę energii i chęci do działania!
Ja takie batoniki zajadam praktycznie codziennie, nawet dwa razy dziennie! A co, smaczne, zdrowe i sycące :)

Firma Bombus natural energy ma w swoim asortymencie na prawdę wiele smaków, a dziś wersja z chia, ziarnami i śliwkami! Brzmi pysznie i idealnie na ten okres, bo sezon śliwkowy właśnie się kończy :)
Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Kolor biały opakowań batoników z serii ''Slim Snak'' mówi sam za siebie - ma być lekko, dietetycznie i pysznie :) Grafika est śliczna i bardzo kusząca, a szczególnie dlatego, że oferuje nam śliwkowe szaleństwo! Jestem osobą, która uwielbia śliwki. W sezonie taka kupuje mi po 5 kilogramów na tydzień i znika to w mgnieniu oka, a zaznaczam, że jem je tylko ja ;) To chyba jedne z moich ukochanych owoców, które jem w czasie jesieni. Najbardziej tracę głowę dla śliwek węgierek! Teraz już śliwek nie ma, a ja tych sprowadzanych nie lubię, a więc trzeba szukać jakiś zamienników. Takim zamiennikiem jest właśnie batonik od Bombus natural energy! Po otwarciu zdradza nam po kolorze, że ma w sobie masę suszonych śliwek. Pachnie również nimi, a że śliwki suszone też wielbię, to szybko zabrałam się do próbowania. Efekty? Same pozytywy! Na początku bałam się, że chia nadadzą tłustego aromatu, ale słodycz śliwek i daktyli plus masa ziaren zakamuflowała ich posmak. Śliwki czuć bardzo wyraźnie, jakby się jadło same suszone, a daktyle nadają całości lekkiej słodyczy. Ziarna oraz chia śmiesznie chrupią i nadają fajnej tekstury batonikowi. Ogólnie batonik jest wyśmienity, ale zdecydowanie dla miłośników suszonych śliwek :)
Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - około 4 zł Tesco, Auchan, Sklepy ze zdrową żywnością
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Wispa

Na poniedziałkowe smuty znów coś czekoladowego ;) Myślę, że to wcale nie głupi pomysł aby co poniedziałek wstawiać jakiś czekoladowy smakołyk :) Co prawda czekolady teraz praktycznie nie jem, bo kompletnie nie mam na nią ochoty, ale na szczęście mój folder z recenzjami pęka w szwach od nadmiaru postów do opublikowania :D

Na to co? Wispa i do przodu! Jest to batonik z Anglii, którego również dostałam od Patrycji :* Zawsze chciałam go spróbować, a ona sprawiła aby mogła swoje ''jedzeniowe'' marzenie spełnić. Jak wypadł w smaku? Zapraszam! :)


Skład: Niestety nie dało się zrobić zdjęcia, ale macie wartości odżywcze jednego batonika ;)


Wygląd i smak: Opakowanie batonika do razu skradło moje serce, bo kocham odcień ciemnego fioletu. Przeważnie produkty z fioletowymi opakowaniami trafiają do mojego koszyka bez większych namysłów nad składem (warunek - wegetariańskie!) czy wartościami odżywczymi. Tak to już mam z tym fioletowym kolorem :D 

W środku batonik prezentował się tak samo pysznie, jak na zewnątrz. Cudowny odcień mlecznej czekolady oraz specyficznie napowietrzony środek zapowiadał najlepsze! W sumie nie jest szczególnie duży, a sporo kalorii dostarcza, a więc musi być pyszny - prawda? :P Zacznę od zapachu, który był bardzo słodki i mleczny, jak to na Cadbury przystało. Batonika jadłam akurat w czasie, kiedy miałam straszną chcicę na cukier, a więc jakoś szczególnie mnie to nie ruszało. Jednak na chwilę obecną chyba nie byłabym w stanie go przełknąć :D Ale wracając...
W środku batonik niby też jest czekoladowy, ale masa, która go wypełnia jest jakby napowietrzona. Bardzo lekka, rozpływająca się w placach i obiecująca naprawdę wiele. Smak? Lekki zawód, bo smakuje po prostu jak mleczna czekolada Cadbury z bąbelkowym gratisem. Słodko, mdło i nudno - nic wielkiego ;) Nie było złe, ale fajerwerków na pewno nie uświadczymy w tym batonie. Na spróbowanie, ale więcej nie kupię :)


Podsumowując:
6/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Nie

niedziela, 20 listopada 2016

Mój wegański jadłospis (9)

Na niedzielę obiecałam Wam kochani mój jadłospis :) Staram się ostatnio aby było wegańsko w 100% i właśnie taki mam dla Was dziś post! Czysto wegański :) To miłe, że wiele osób inspiruję moimi posiłkami, ale oczywiście znajdą się też Ci, którzy powiedzą, że jem jak świnia ;) Ale wiecie co? Świnie są ślicznymi i bardzo mądrymi zwierzętami, a więc w sumie mnie już to teraz nie rusza ;)

Nie przedłużam już i zapraszam Was na moje wegańskie meni! :D A ja biorę się do nauki, bo biologia czeka ;)


Na pierwszy posiłek wjechał pyszny obiad! Ostatnio mam taka fazę na paprykę, że jem ją codziennie. Teraz jak sobie tak myślę to aż nie chce mi się wierzyć, że tyle lat straciłam nie lubiąc papryki! Przecież ona jest taka dooobra :D No więc tak, mamy tutaj fasolkę szparagową (już absolutne ostatki :<), paprykę czerwoną, marchewki, suszone pomidory i wegański ser żółty. Dodatkowo jest tutaj jeszcze hummus z Lidla (żurawinowy) oraz wafle ryżowe.


Następnie mamy kaszę mannę na mleku ryżowym z malinami (które już nie są takie smaczne...) z dżemem z mirabelek, a do tego 1 małe jabłko i kilka śliwek oraz batonik malinowy FigBar. Uwielbiam te batonik, a teraz akurat narobiłam zapasy w Lidlu na promocji :D


Na ostatni posiłek, który uratował mnie od całkowitego zaśnięcia nad notatkami z chemii, zrobiłam sobie płatki jaglane na mleku ryżowym z brzoskwinią i kleksem masła migdałowego. Do tego miałam 1 małe jabłko, jeszcze jedną brzoskwinię oraz batonika morelowego, którego recenzję możecie przeczytać tutaj :) 

Mam nadzieję, że Wam się podoba - miłego dnia!


sobota, 19 listopada 2016

Nutura

Jestem strasznym wyjadaczem masła orzechowego i nie wyobrażam sobie przynajmniej 3 dni w tygodniu z jego udziałem :) Masło orzechowe na wytrawnie, na słodko, na chlebie, w paście czy jako sos...sprawdza się idealnie do wszystkiego! Ja osobiście często mam chwilę słabości i sięgam po łyżkę, po czym zajadam ten krem bogów prosto ze słoiczka :) Przyznać się! Ko tak jeszcze robi? ;)

Na naszym rynku pojawia się coraz więcej ciekawych masłem orzechowych, ale niestety ich skład pozostawia wiele do życzenia. W tradycyjnych marketach nie ma smacznych propozycji z 100% składem, a więc ciągle pozostaje nam szukanie i szukanie tego ideału. Ja dziś mam dla Was propozycję, która powinna zadowolić każdego masłoorzechowego maniaka! Firma Nutura wysłałam mi swoje 2 propozycje smakowe na testy, które już przeprowadziłam i werdykt jest tylko jeden - przepadłam!♥
Zapraszam do czytania :)


Zacznę może od przedstawienia Wam firmy :) Swoją siedzibę mam w Łodzi i z tego też miejsca wysyłane są wszystkie masełka. Masła Nutura nie mają w swoim składzie ani grama cukru, soli czy oleju palmowego. To tylko same orzeszki ziemne! Czyż to nie brzmi pięknie? Składniki są naturalne i dobre dla naszego organizmu. Przecież nie od dziś wiadomo, że masło orzechowe to zdrowe tłuszcze!
W swojej ofercie mają masła orzechowe w smakach:
Naturalne kremowe
Naturalne Crunchy
Masło orzechowe z kokosem
Masło orzechowe z rodzynkami
Masło orzechowe z podwyższoną ilością białka

Ja mam dla Was dziś recenzję wersji chrupiącej i rodzynkowej :)



Skład:



Wygląd i smak: Słoiczki są szklane, bardzo ładnie zaprojektowane i praktyczne. Śmiało można je później wykorzystać do domowych przetworów czy do śniadania, aby wyskrobać resztki ;) Każdy smak masła ma swój osobisty kolor, a mnie najbardziej przypadł do gustu ten filetowy :) Po otwarciu pierwsze co rzuca się w oczy to to, że masła mają cudownie kremową konsystencję. Jest wręcz perfekcyjna i wołająca tylko o jedno - zjeeeeedz mnie! 

Wersja crunchy ma w sobie bardzo dużo kawałków orzeszków. Znajdziemy zarówno małe i duże kawałeczki. Są świeże i bardzo chrupiące. Fajnie urozmaicają masło i moim zdaniem w taki m wydaniu ten klasyk smakuje najlepiej :) Szczerze mówiąc to chyba najlepsze masło crunchy jakie jadłam! I jeszcze ten zapach...zakochałam się zupełnie :)

Masła orzechowego z rodzynkami na Polskim rynku chyba jeszcze nie było, a przynajmniej ja się nigdy z takim nie spotkałam. Widziałam wiele razy na zagranicznych stronach z USA, że u nich taka wersja masła jest bardzo popularna i zawsze chciałam takie spróbować! Bam! I mamy - Nutura wpadła na genialny pomysł by takie coś wprowadzić też do nas :)
Jak wypadło? Lepiej być nie mogło! Masło pachnie bardzo orzechowo i lekko słodko mimo, że nie ma tu ani grama cukru :) Rodzynek jest bardzo dużo i są to całe rodzynki! Smakują w maśle rewelacyjnie i aż wstyd się przyznać, ale połowę wyjadłam samą łyżką ;) Idealne, zamulające i ekstremalnie orzechowe!

Jestem w tych masłach zakochana i to chyba będą moje zamienniki masła z Marks&Spencer, którego w Polsce zamykają na amen :(

Polecam!



Podsumowując:
100/10!
Cena - od 13,99 do 23,99 zł (zależy od smaku)
Czy kupię ponownie? - Tak!













piątek, 18 listopada 2016

Desery kokosowe koko yogo

Nareszcie piątek i nareszcie wolne :) No i moja mama wraca! Niby była niecałe 4 dni, ale tak strasznie mi jej brakuje, że mała głowa ;) Ponad to pogoda nie rozpieszcza, a bycie dziś 12 godzin poza domem nie zbyt mi się pozytywnie zapowiada, ale trudno - trzeba to jakoś przeżyć. A na takie dni najlepiej pocieszać się pysznym i zdrowym jedzonkiem! Takim własnie jak desery kokosowe koko yogo. Pamiętacie jak niedawno opisywałam Wam tą firmę? 
Jestem już po spróbowaniu tych kokosowych deserków i mam dla Was recenzje! Zaczynam od kokosowych, które skradły moje serce chyba najbardziej. Ciekawi? Zapraszam :)




Składy:

NATURALNY


 CHIA


MANGO


Wygląd i smak:

NATURALNY - Konsystencja naturalnego była chyba najbardziej galaretkowata ze wszystkich. Woda strasznie się z niego wydzielała, co powodowało, że byłam zmuszona do jego dokładnego wymieszania. Piękny biały kolorek i lekko kwaskowo-kokosowy aromat tylko kusił do spróbowania! Nie miałam pojęcia jak takie coś może smakować i byłam całkowicie przekonana, że będzie to po prostu słodki jogurcik roślinny z wiórkami kokosa. Jakie było moje zdziwienie! Czemu? Bo ten oto deser okazał się czymś w rodzaju kokosowej śmietany ;) Smak kwaśny, ociupinkę kokosowy, bardzo tłusty i jedzony w pojedynkę strasznie mulący. Jednak idealnie sprawdza się do musli/granoli/płatków czy dań na wytrawnie! Można z niego zrobić ''zabielacz'' do zupy czy czosnkowy dip do warzyw :)


CHIA - Konsystencja identyczna jak w wersji naturalnej, bardzo galaretkowata i wymagająca wymieszania. W tej wersji wody było nawet więcej, co niestety sprawiło, że musiałam ją odlać. Ziarenek chia była ogromna ilość, a najwięcej skrywało się na dnie kubeczka :) Deser ponownie był mało słodki, bardziej kwaśny, ale zdecydowanie mniej mulący niż jego poprzednik. Chia fajnie strzelały pod zębami :) Deserek ten świetnie sprawdził się jako przekąska z domową granolą, ale myślę, że fajnie byłoby też zrobić z niego placki!


MANGO  - No i czas na mojego faworyta, którego zjadłam z ogromnym smakiem :) Deserek z mango okazał się strzałem w dziesiątkę! Zdecydowanie mniej galaretkowaty i wodnisty od swoich jogurtowych braci, bardzo kremowy i bogaty w złoty mus z mango :) Najwięcej musu znajdowało się na dnie kubeczka, a więc była to fajna niespodzianka pod koniec zajadania. Deser jest zdecydowanie najsłodszy ze wszystkich i śmiało można jeść go solo. Nie zamula i nie pozostawia tłustego posmaku. Ja nie potrzebowałam żadnych dodatków aby zjeść go z ogromną przyjemnością ;) Bardzo żałuję, że miałam go tylko w 1 egzemplarzu! Muszę poszukać ich w swoim eko sklepie ;)


Podsumowując:
NATURALNY - 7/10
CHIA -  7/10
MANGO - 9/10

Cena - około 5-6 zł
Czy kupię ponownie? - Tak