niedziela, 30 kwietnia 2017

Migdałowa kasza jaglana na mleku ryżowym

Jak to w niedzielę bywa, każdy lubi zjeść sobie w ten dzień dobre śniadanie! Ja zawsze mam głowę pełną pomysł na wariacje kaszy jaglanej, dlatego też dziś kolejny pomysł na jej wykonanie :) W taka pogodę akurat będzie idealna, bo przecież kto nie chciałby zjeść cieplutkiej i otulającej miseczki pełnej słodkiej kaszy? ;) Ostatnio natknęłam się na mąkę migdałową i powiem Wam, że to świetny dodatek nie tylko do wypieków czy placków! Mąka ta znalazła się też w tej jaglance, ale po więcej tajemnic zapraszam do przepisu.

Tutaj wykorzystałam mleko ryżowe lekkie od Rice Dream. Na blogu znajdziecie jeszcze dwa przepisy z zastosowaniem ich produktów. To mleko jest już ostatnim jakie testowałam i nie pobiło tego sojowego ;) Mleko to jest bardzo płynne, leciutkie i delikatnie słodkie. Można wyczuć w nim słodki posmak ryżu, ale nie jest to jakiś nachalny smak. Pozostaję jednak przy tym, że preferuję mleka bardzo kremowe, które nadają konsystencji budyniowej. A Wy? ;) Tymczasem zapraszam do przepisu!


Składniki/1 porcja/:
50 g suchej kaszy jaglanej
1 łyżka mąki migdałowej
1 jabłko
250 ml mleka ryżowe Rice Dream
szczypta cynamonu

1.Suchą kaszę przepłukujemy na sitku pod zimną wodą aby pozbyć się goryczki.
2.Do garnuszka wlewamy mleko i doprowadzamy do wrzenia.
3.Kaszę wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu jej lekkiego zgęstnienia.
4.Do naszej kaszy dodajemy łyżkę mąki migdałowej, gotujemy aż zupełnie kasza zgęstnieje.
5.Jabłko myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanej jaglanki aby tylko lekko zmiękło i pozostało nadal chrupiące.
6.Podajemy w towarzystwie smakowitych dodatków, ja osobiście polecam polać rozpuszczonym masłem migdałowym. To dopiero migdałowa rozpusta! ;)

Smacznego!


sobota, 29 kwietnia 2017

Czekolada Ritter Sport honey salt almond

Witam Was w ta deszczową sobotę ;) Co prawda pogoda na majówkę nie zapowiada się pozytywnie, ale nie zmienia to faktu, że jestem szczęśliwa, że mogę odsapnąć. Ten tydzień był katorgą w szkole i mam już serdecznie dość wszelkich próbnych maturek. Mogę sobie teraz nadrobić zaległości, skupić się na sobie i w końcu się wyspać :D Mam nadzieję, że i Wasze wolne zapowiada się pozytywnie!


Dawno już nie kupowałam czekolad od Ritter Sport, bo ich nowe limitowane smaki kompletnie mnie nie interesowały. Jednak już od dawna chciałam spróbować smaku solony migdał i w końcu natknęłam się na niego podczas zakupów w Netto. Akurat były w promocyjnej cenie, a więc bez większego zastanawiania się, tabliczka wylądowała w moim koszyku. Czy było warto? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Jak zwykle RS nie zawiódł mnie w kwestii opakowania. Kwadratowa tabliczka, prosta grafika i brak przesadnych dodatków w prezentacji. Lubię to i muszę przyznać że dzięki temu minimalizmowi od razu odnajduję je na półkach sklepowych :) Nie dość że czekolada pięknie prezentowała się na zewnątrz, to i w środku mnie nie zawiodła. Czysta, mleczna czekolada i bardzo duża ilość migdałów które były w całości a to dla mnie ogromny plus. Nie lubię czekolad z siekanymi orzechami, ale to już chyba kwestia inwidualna i każdy lubi inną formę.

Czekolada po rozpakowaniu pachniała pięknie mleczną czekoladą i prażonymi migdałami. Od razu na myśl przyszła mi tabliczka z migdałami w wersji tradycyjnej którą uwielbiam ale nie jadam teraz ze względu na dodatek mleka. Łamała się również świetnie i na szczęście nie rozpuszczała od razu w palcach, czego bardzo nie lubię.

Smak? Niestety rozczarowujący. Czekolada jest o smaku miodowych solonych migdałów, a niestety tak nie smakuje w rzeczywistości. Owszem jest smaczna, a migdały podprażone i dobrej jakości, ale gdzie sól i miód? Czuć jedynie ich minimalną ilość, która zdecydowanie nie jest tym czego oczekiwałam. Jest poprawna, ale niczym nie różni się od klasyka. 


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 5 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 28 kwietnia 2017

Wegański kebab VeggieBel

No i mamy piąteczek! W końcu będzie trochę czasu aby odpocząć po tym maratonie sprawdzianów w szkole :P Nie macie pojęcia jak cieszę się na tą nadchodząca sobotę, bo w końcu będę mogła sobie na spokojnie obejrzeć jakiś film, poczytać trochę książki i oczywiście popracować na blogu :) Na szczęście dziś jestem krótko, a więc coś czuję, że nie będzie źle! Mam nadzieję, że u Was również wszystko maluje się pozytywnie? ;)


Wegański kebab? Pewnie mięsożercy już się burzą, jak to, kebab bez mięsa?! A no tak! Tak ciekawostkę ma dla nas VeggieBel :) Na samym początku byłam mega źle do niego nastawiona, ale przecież nie ma tu nic odzwierzęcego, a więc czemu by nie spróbować? A nóż będzie pyszne! Kto ciekawy? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Już nie raz przy recenzji produktów VeggieBel pisałam o tym, że mają genialne słoiczki :) W przypadku past miałam do czynienia z ich malutkimi wersjami, a te z daniami gotowymi są dużo większe. Oczywiście taki śliczne słoiczki zawsze znajdują u mnie drugie zastosowanie, bo aż szkoda marnować. Dobrze, słoiczek i grafika na plus, ale co z resztą? Jak już pisałam na samym początku, miałam do tego ''kebaba'' duże opory. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie tego smaku, ale w końcu się przełamałam i spróbowałam.

Po otwarciu słoiczka pierwsze co poczułam to spora nuta pikanterii. Wyraźnie czułam pieprz, chilli oraz przyprawę do gyrosa, która sama w sobie jest bardzo pikantna :) Troszkę obawiałam się tej nuty ostrości, ale przecież tego kebaba nie jemy solo, a w jakiejś kompozycji :) Ja próbowałam go oczywiście na dwa sposoby aby przekazać Wam moje dokładne odczucia. 

W środku kebab prezentował się bardzo ciekawie. Kawałki sojowego ''mięsa'' były spore i bardzo jędrne. Przyjemnie się je jadło i nie wzbudzały obrzydzenia, bo to po prostu kostka sojowa :P To, co jeszcze zauważyłam to pora ilość cebulki, która fajnie chrupała i nadawała tego charakterystycznego posmaczku. Solo kebab okazał się dla mnie zbyt aromatyczny i ostry, ale w połączeniu z warzywami i waflami ryżowymi był GENIALNY. Delikatny smak warzyw przegryzł się z pikantną kostką sojową i sosem tworząc połączenie idealne. Wszystko wmiotłam ze smakiem i na pewno skuszę się na ten produkt ponownie! Fajna alternatywa dla samych warzyw, która wzbogaci danie o nutę pikantności :)


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 27 kwietnia 2017

Protein Cake cocoa&coconut (www.biozona.pl)

Kolejny ciężki dzień i znów 10 godzin poza domem, ale jakoś trzeba wytrwać :) Pociesza mnie fakt, że jeszcze tylko piątek i upragnione wolne! Damy radę :) Trzymajcie dziś kciuki, bo piszę kartkówkę z matematyki oraz dwugodzinną rozprawkę z Wesela, a więc przydadzą się bardzo! ;)

Dziś może odpuszczam z treningiem, ale nie zmienia to faktu, że przyda mi się doładowanie czymś proteinowym. Nie ukrywam, że rzadko sięgam po takie produkty, ale czasami najdzie mnie ochota i chcę spróbować, a co :) Z związku z tym mam dla Was recenzję proteinowych ciastek z kakao i kokosem! Brzmi pysznie? Dla mnie tak - zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę tradycyjnie od opakowania z ciasteczkami, które od razu przykuło moją uwagę. Ciastek proteinowych nigdy nie jadłam, a więc była dla mnie to nowinka, a że ja nowinki uwielbiam, to od razu musiałam zabrać się za testowanie ;) Z samego początku nie wiedziałam kompletnie, czego mam się spodziewać, ale już po samym otwarciu wszelkie obawy uleciały, a pojawiła się tylko jeszcze większa ciekawość :) W opakowaniu znajdowało się 5 mini ciasteczek, które nie były pokruszone ani połamane. Często kupując takie delikatne rzeczy, są one po prostu zmasakrowane w środku, a te takie nie były - piękne i w całości :D Pachniały też obłędnie, bo intensywnie kakao i lekko kokosem. Lubię to połączenie smaków, ale jakoś szczególnie nie stosuję w swojej kuchni. Dla mnie najlepszym combo z kokosem niezmiennie jest kokos-mango. No, ale dobrze, przejdźmy do naszych ciastek! Zacznę od ich struktury, która okazała się bardzo, ale to bardzo delikatna i niezwykle krucha. Sama nie wiem jak to się stało, że one podczas podróży mi się nie posypały :D Przy próbie przekrojenia od razu rozpadały się w łapkach, ale to akurat mały minus. A jak smak? Powiem Wam, że nieźle się zaskoczyłam, bo ciastka okazały się pyszne! Słodkie, ale nie za słodkie i nadziane takim jakby kremem, który wyraźnie trącił czymś kokosowym. Bardzo delikatnie wyczuwałam tam ten kokos, bo kakao est dosyć dominującym dodatkiem, ale jednak był. Krem miał charakterystyczny proszkowy posmak, ale mi on akurat niezbyt przeszkadza, ba, nawet go w niektórych rzeczach lubię :D Ogólnie ciasta okazały się super, ale minusem jest ich krucha konsystencja i sztucznie słodki posmak. Jednak dla osób przyzwyczajonych do proteinowych przekąsek będą idealne :)


Podsumowując:
8/10
Cena - 5,50 zł tutaj, Auchan, Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 26 kwietnia 2017

Tortilla solona z mąki z ciecierzycy Vitanella

Uf, wtorek jakoś przeżyłam, ale nie uważam że jakoś dobrze mi poszło. Było ciężko, ale na szczęście mam już to za sobą :P Nie wiem jak ja wytrzymam resztę dni, bo najchętniej tylko bym spała :( Mam nadzieję, że dzisiejszy trening da mi dużo pozytywnej siły, bo wczoraj niestety nie miałam jak go zrobić.


No dobrze, ostatnio zrobiło się tutaj dosyć słodko oraz posypało się bardzo dobrymi opiniami, ale przecież nie może być tak ciągle! :P Na szczęście ostatnio trafiam na samo bardzo smaczne jedzenie i nie mam jak pisać negatywnych opinii, ale kto by tam lubił takie czytać... ;) Dziś mam dla Was przekąskę tortilla z mąki z ciecierzycy, która należy do moich ulubionych mąk. Bardzo lubię jej grochowy posmak, a więc nie mogłam nie kupić tych tortilli! Ciekawi jak to wypadło? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie od razu mnie zaciekawiło w sklepie, bo oczywiście znajdowała się na nim moja ukochana ciecierzyca :) Uwielbiam ją i jadam bardzo często w postaci placków, kotlecików, past czy tez na słodko! Uwielbiam budyń z niej, na który przepis jest tutaj :)
No dobrze opakowanie to nie wszystko, bo liczy się smak! Tutaj miałam duże przewidywania, bo przecież rzeczy z cieciorki nie mogą smakować źle! Spodziewałam się czegoś pysznego, a dostała...właśnie co? Już mówię. Po samym otwarciu paczki wiedziałam, że będzie dosyć słono. Sól była wyraźnie wyczuwalna, ale nie ma co się oszukiwać - tortilla przecież jest solona ;) Okazała się niezwykle żółta, za sprawą mąki kukurydzianej i lekko tłusta, ale na szczęście nie nadmiernie przetłuszczona. Pachniała cudownie mąką z ciecierzycy, a kto miał do czynienia z tą mąką, wie o czym mówię ;) To taki fajny i charakterystyczny aromat grochu, który nie każdemu odpowiada. Tortilla na szczęście nie była zupełnie połamana, jak to czasami bywa przy słonych przekąskach. A jak smak? Powiem Wam, że lekko się zawiodłam. Jedyne co czuć to posmak oleju słonecznikowego i sól, a dopiero później wyłania się smak cieciorki. Tortilla może nie est przesolona, ale moim zdaniem soli powinno być mniej, a dodać czegoś bardzie wyrazistego, jak papryka wędzona czy zwykły pieprz. Ogólnie fajnie się sprawdziły jako dodatek do hummusu, ale solo nie powalały. To taka przekąska ''na raz'', ale jak może będzie kiedyś jeszcze na nie promocja, to dam im drugą szansę.


Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 5 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Może tak

wtorek, 25 kwietnia 2017

Baton morele-karob-imbir Zdrowie w Tobie

No to mamy dziś jeden z najbardziej stresujących dni w tym tygodniu! Mam strasznego piera, bo zdaję matematykę, angielski i ustną maturę z ''Wesela'' na j.polskim :( Mam nadzieję, że na ten próbnej maturze nie będę się jąkała jak szalona i zacinała, a co najważniejsze mam nadzieję, że im tam nie zemdleję :P Cóż, ściskajcie kciuki, bo dziś się przydadzą! Chyba jak wrócę do domu to padnę na twarz bo jestem padnięta :D


Kto pamięta batoniki od Zdrowie w Tobie? Zastał mi jeszcze jeden smak do przedstawienia Wam i to nie byle jaki, bo z karobem, którego uwielbiam! Jest tu jeszcze jakiś miłośnik tego dodatku? ;) Batonik ma bardzo ciekawy smak, strukturę i ogólnie nieźle mnie zaskoczył! Po więcej oczywiście zapraszam do czytania :)

PS Na blogu jest jeszcze wersja śliwkowa i kokosowa :)


Skład:



Wygląd i smak: Ponownie mamy tutaj urocze opakowanie z dosyć prostą, ale przyciągająca grafiką :) Jedynym minusem tej foli jest to, że od razu rwie się cała i ciężko zostawić połówkę batonika na później do zjedzenia gdyż może lekko wyschnąć, a tego chyba nikt by nie chciał :) No, ale to nic, ważny jest smak! Po przeczytaniu składu batonika wiedziałam, że to może być dla mnie coś przepysznego. Jedyne co mnie niepokoiło to imbir, który w sporych ilościach wywołuje u mnie uczulenie, ale tutaj musiało być go naprawdę malutko, bo nawet go nie wyczułam w zapachu. Po rozwinięciu batonika od razu wiedziałam, że to ten z tych ''tłustawych'' i bardziej ''gumowych'' niż tradycyjne daktylowe wyroby :) Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo uwielbiam i taką i bardziej twardą strukturę w raw batonikach :) Batonik był pełen sporych kawałków orzechów, a jego zapach to kwintesencja szczęścia głodnego brzucha na słodycze - serio! Słodkie morele i karob to mieszanka aromatów wywołujących ślinotok od razu, mówię Wam ;) No dobrze, a co ze smakiem? Powiem Wam, że ten batonik okazał się sztosikiem jakich mało! Karob bardzo dominował, a ja go UWIELBIAM i staram się ograniczać, bo mogłabym go sypać wszędzie. Morele nadawały dodatkowej słodyczy i fajnej struktury podczas jedzenia. Orzechy nerkowca fajnie chrupały razem z pestkami słonecznika. To będzie już kolejne setka w tym tygodniu, ale nie mogłam dać temu batonikowi innej oceny! Pycha :)


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie? - Tak ♥

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Raw Bites Orzech

Witajcie! Dziś zaczynam mój najbardziej pracowity tydzień od baaardzo dawna ;) Czeka mnie dużo pracy, dużo zaliczeń i chyba mało snu :D Cóż, trzeba się jakoś spiąć i damy radę! Mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki, a nóż może to coś da? ;) Dziś zaliczam angielski i chemię, które w weekend kosztowały mnie sporo nauki - życzcie mi powodzenia!


Lubicie kulki mocy? Ja bardzo! I zawsze ratują mnie w chwilach kryzysu cukrowego :) Jest to pożywna przekąska, która nie dość, że nasyci to i jeszcze zaspokoi ochotę na wszelkie słodycze :) Już jakiś czas temu dostałam piękny prezent od mojej kochanej Marty, która serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że czyta tego posta :* W paczce ze smakołykami znalazłam pudełko tych oto uroczych pralinek, których jeszcze nigdy nie spotkałam! Oczywiście szybko je rozpakowałam i...zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego opakowania, które od razu wzbudziło u mnie ogromne zainteresowanie. Jest ślicznie zrobione, a grafika kusi już z daleka swoją niebanalnością. Piękny kolor zieleni również daje ''nadzieję'' na smaczną i zdrową przekąskę w ciągu dnia :) Po wyjęciu kulek z opakowania można nieźle się zdziwić, bo są one OGROMNE i w CAŁOŚCI obsypane kawałkami orzechów, które oczywiście ja kocham całym serduchem ;) Już wiedziałam, że będzie smacznie, ale gdy poczułam boski aromat kuleczek, to wiedziałam, że się w nich zakocham! Szybko wzięłam jedną kulkę, która okazała się raczej twarda i zbita, a nie jak inne testowane przeze mnie tego typu przysmaki. Orzechowa posypka dzielnie się ich trzymała i nie odpadała. Zapach ciągle tylko powodował u mnie ślinotok i już podczas robienia zdjęć miałam ochotę wsunąć całe opakowanie. Zerknęłam jeszcze raz szybko na skład i zobaczyłam coś, co lekko mnie przeraziło...chlorella, o nie. Nie lubię wszelkich zielonych dodatków, a więc miałam pewne obawy, ale już zdradzam Wam, że niepotrzebne! Kulki mocy okazały się przepyszne, a jedynym smakiem, który czułam to mieszanka słodkich daktyli i przeróżnych orzechów :) Chyba najbardziej czuła te ziemne, ale były tak wymieszane, że ciężko dało się wyczuć poszczególne smaki innych :) Ogólnie dla mnie pralinki okazały się PYSZNE! I muszę się Wam przyznać, że zjadłam całe opakowanie sama zaraz po zrobieniu zdjęć :P Pyszne i na pewno kupię je ponownie :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - chyba ok. 15 zł Rossmann
Czy kupie ponownie? - Tak!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Bananowo-orzechowa kasza jaglana na mleku kokosowym AMANDIN

Sobota zleciała bardzo szybko i już niestety muszę pożegnać się z wolnym :( Szkoda, że to co fajne, szybko się kończy i szybko trzeba wracać do szarej i burej rzeczywistości. Ten tydzień będzie zdecydowanie najcięższy ze wszystkich, bo codziennie mam po minimum 3 zaliczenia, ale nie mogę się poddawać! Uśmiech na twarz i działamy dalej :)

Chyba nie muszę Wam zdradzać, że jestem zakochana w kaszy jaglanej? Uwielbiam jej smak oraz to, że ma w sobie tyle wspaniałych właściwości! Jest idealna dla osób na diecie bezglutenowej, dla wegan, dla dzieci, ale i też dla osób dorosłych na diecie tradycyjnej :) Zawiera masę krzemionki, która świetnie wpływa na nasze włosy i paznokcie, które są atutem kobiet - nieprawdaż? ;) Taka jaglanka ugotowana na mleku kokosowym marki AMANDIN to kremowa poezja! Dawno nie piłam mleka, które byłoby tak bogate w smaku i niezwykle kremowe :) Gotowi na przepis? Zapraszam!


Składniki/1 porcja/:
50 g suchej kaszy jaglanej
1 spory banan
0,5 jabłka
1 czubata łyżka masła z orzechów nerkowca
200 ml mleka kokosowego AMANDIN
50 ml wody
szczypta cynamonu


1.Sucha kaszę przepłukujemy na sitku pod zimną wodą aby pozbyć się goryczki.
2.Do garnuszka wlewamy mleko z woda i doprowadzamy do wrzenia.
3.Kaszę wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu jej zgęstnienia.
4.Banana obieramy i jego większa połowę zgniatamy na papkę i mieszamy z odrobina cynamonu, a następnie papkę tą dodajemy do naszej gotującej się kaszy - mieszamy.
5.Do naszej kaszy dodajemy czubatą(!) łyżkę masła z orzechów nerkowca, gotujemy aż zupełnie się ono rozpuści.
6.Jabłko myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanej jaglanki aby tylko lekko zmiękło i pozostało nadal chrupiące.
7.Podajemy w towarzystwie większej ilości masła orzechowego i bananów ;)

Smacznego!




sobota, 22 kwietnia 2017

Batoniki SMU:DI foodloose

Witam w sobotę! Nie macie pojęcia jak w piątek źle się czułam. Wszystko mnie bolało, a z łóżka wywlokłam się dopiero o 16.00 :/ Masakra...dziś jest jednak dużo lepiej i oczywiście muszę wykorzystać ten dzień na 100%, bo wczorajszy był okropny pod względem wydajności. Nie zrobiłam praktycznie nic prócz zjedzenia czegoś i obejrzenia głupiego filmu dla nastolatek :P Cóż...bywa.


Pamiętacie mój ostatni post o produktach foodloose? Dostałam od nich dwa typy batoników do przetestowania, a na dzisiejszy post wybrałam te z serii SMU:DI czyli smoothie owocowo-warzywne zamknięte w cieniutkich batonikach! Od razu wiedziałam, że będzie to coś ciekawego i wartego spróbowania. Jak one wypadły smakowo? Powiem Wam, że ciekawie! A po więcej zapraszam do czytania ;)


Skład malina-burak-wanilia:


Skład wiśnia-kakao-wanilia:


Skład szpinak-mięta-pomarańcza:


Wygląd i smak: Zacznę od samego wyglądu batoników, które są na prawdę świetne. Niby coś prostego, ale bardzo przyciągającego. Nie ukrywam, że po zobaczeniu smaków, byłam lekko przerażona, bo bałam się takich kompozycji smakowych. Burak, szpinak, mięta? Eee...będzie ciekawie :D

Swoja przygodę w testowaniu zaczęłam od samu malinowego z burakiem. Ostatnio polubiłam buraki, a więc czułam, że tu nie może być źle. Po otwarciu batonik prezentował się ślicznie. Był bardzo różowy, mięciutki i pełen drobinek różnych ziaren. Pachniał również bardzo ciekawie, bo słodko, ale jak dla mnie ciut za mocno burakiem. To była mdląca słodycz, ale intrygująca. Moje obawy co do buraczanego smaku jednak były niepotrzebne, bo batonik okazał się PYSZNY! Mięciutki, rozpływający się w ustach i bardzo słodki :) Drobinki malin fajnie chrupały razem z innymi ziarnami, a smaku buraku prawie nie czułam. Świetny i godny spróbowania.

Jako drugi smak wybrałam wersję z wiśnią i kakao, który kusił mnie najbardziej. Uwielbiam połączenie smaku wiśni z czekoladowymi akcentami, a więc wiedziałam, że ten batonik to będzie sztosik. Czy tak też się okazało? Zacznę od jego tekstury, która była identyczna jak w wersji malinowej. Miękki, bogaty w ziarna batonik, który po ugryzieniu rozpływał się w ustach. Zapach? Lekko kwaśny, ale z przewagą kakao - coś niesamowitego! Chyba nie muszę mówić, że smak też taki się okazał? ;) Dla mnie ten batonik to POEZJA smakowa. Mogłabym jeść go codziennie. Wiśnie, kakao i ziarna...to jest to! Polecam :)

No i jako ostatni - smak dla mnie nie do przejedzenia. Szpinak, mięta i pomarańcza? Chyba nie muszę mówić jak długo podchodziłam do spróbowania :P Już po samym otwarciu nieźle mnie przeraził, bo był zupełnie zielony, a zapach wyraźnie zdradzał obecność szpinaku i mięty. Po pierwszym  gryzie odpadłam, bo od razu go wyplułam. Nie mogłam pozbyć się posmaku szpinaku przez dłuższy czas :P To zdecydowanie nie moja bajka, ale może miłośnikom szpinaku przypadnie do gustu :)


Podsumowując:
MALINA-BURAK-WANILIA - 10/10
WIŚNIA-KAKAO-WANILIA - 100/10!
SZPINAK-MIĘTA-POMARAŃCZA - 0/10
Czy kupię ponownie? - Tak, szczególnie wersję wiśniową


piątek, 21 kwietnia 2017

Twix Peanut Butter

Dziś piszę sprawdzian z matematyki, a więc bardzo proszę o trzymanie kciuków! Muszę zaliczyć ;) Poza tym w szkole szykują się spore luzy, a więc nie mam jakiś szczególnych stresów. Co prawda mam kupę nauki na weekend, ale to już tradycja, nie ma co :P Mimo tego uśmiech na twarz i do roboty!

Już dawno, ale to bardzo dawno temu dostałam od mojej cioci Twix'a z masłem orzechowym, którego specjalnie dla mnie zamówiła ze sklepu internetowego. Zawsze bardzo chciałam go spróbować i byłam na niego ''napalona'' jak nie wiem co :D Czy mnie zachwycił? Czy spełnił moje oczekiwania? Zapraszam do czytania! :)


Skład: Czekolada mleczna (cukier, masło kakaowe, czekolada, mleko odtłuszczone, laktoza (z mleka), tłuszcz mleczny, emulgator (lecytyna sojowa), sztuczny aromat), orzeszki ziemne, mąka pszenna kwas foliowy , żelazo, cukier olej palmowy, maltodekstryna, kakao przetwarzane z alkaliami, uwodorniony olej rzepakowy i olej bawełniany, naturalne i sztuczne aromaty, częściowo uwodorniony olej sojowy, sól, modyfikowana skrobia kukurydziana, syrop kukurydziany, emulgator (lecytyna sojowa), środek spulchniający (wodorowęglan sodu), przeciwutleniacz (E310)


Wygląd i smak: Jak Twix wygląda to chyba każdy wie? To dosyć popularny batonik w Polsce, a więc nie trzeba go nikomu przedstawiać. Dwa paluszki z ciastkiem, karmelem i czekoladą - proste, a smaczne ;) Jednak wersja z masłem orzechowym to musi być coś, a przynajmniej ja sobie tak wyobrażałam smak obcego mi smakołyka, którego długo nie mogłam nigdzie znaleźć. Już po samym otwarciu lekko się zawiodłam, bo nie czułam nic, co przypominałoby moje ukochane smarowidło. Jedyne co wyczułam to malusia woń orzeszków ziemnych, ale takich niezbyt świeżych i przyjemnych. Szybko przełamałam jeden z paluszków, bo miałam cichą nadzieję, że to środek powali mnie na kolana. I co? No i znów słabo, bo liczyłam na jakiś orzechowy krem, a dostałam suchą orzechową masę, która tylko się kruszyła - nie fajnie :( Jednak nie było tak źle, jak się na samym początku zapowiadało. Już po jednym gryzie poczułam coś, co lekko przypominało mi ukochane masło orzechowe. Co prawda było to tylko zbliżenie smakowe, a nie typowy smak słynnego peanut butter, ale dawało radę. Czekolada smaczna, ale mam wrażenie, że ta robiona dla PL jest mniej plastikowa. Batonik okazał się chrupki, nawet bardzo, co akurat mi pasowało, ale suchość masła orzechowego już nie bardzo. Zawiodłam się i za taką cenę oczekiwałam czegoś więcej. Raczej nie skuszę się na niego ponownie, ale jak zrobią wersję dla PL to może...pozostaje czekać ;)


Podsumowując:
6/10
Cena - chyba 7 zł
Czy kupie ponownie? - Raczej nie

czwartek, 20 kwietnia 2017

Soligrano Puffinki Pops

Wczorajszy dzień okazał się bardzo pozytywny i pełen śmiechu ze znajomymi ;) Mam nadzieję, że u Was powrót po świątecznej sielance nie był zły, a pełen energii i szczęścia z życia :) Dziś niestety dostanę w kość, bo będę cały dzień poza domem na nogach i pewnie wrócę tak padnięta, że na nic nie będę miała siły, a przecież tyle nauki...masakra :/ Ale dam radę! Trzymać kciuki :)


Lubicie płatki kukurydziane? Ja je uwielbiam i często kupuję w różnych wariantach smakowych. Moje ulubione to zdecydowanie te z dodatkiem kakao, ale nie o tym przysmaku dzisiaj :) Dziś będzie o grysie kukurydzianym, który został oblany miodem. Ekspandowana kukurydza to musi być coś! A jak smakuje? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie tych płatków zdecydowanie przeznaczone jest dla młodszych odbiorców :) Uroczy miś, który uśmiecha się z opakowania od razu przyciągnie uwagę niejednego urwisa w sklepie. Ja niestety urwisem już nie jestem, ale tez łapię się na taką uroczą formę graficzną i często produkty przeznaczone dla dzieci są przeze mnie kupowane.

Jak już wcześniej wspomniałam, bardzo lubię płatki kukurydziane. Takiej formy nie miałam okazji wcześniej próbować, a więc bez większego zastanawiania szybko zaczęłam testy smakowe ;) Już po samym otwarciu paczuszki wiedziałam, że to będzie coś pysznego! Miodowy aromat, który wydobywał się z paczki był bardzo kuszący i w miarę naturalny. Płatki okazały się mega leciutkie, a ja takie lubię, bo fajnie komponują się z sojowymi jogurtami/deserkami czy twarożkami, które są jedynym  nabiałem, który zdarza mi się jeszcze jadać. 

Okej, ale jak ze smakiem? Już mówię! Kukurydza ekspandowana to zdecydowanie smak dla ludzi, którzy lubią płatki kukurydziane. Czuć ten charakterystyczny posmak, który w pewnych momentach przypominał mi smak moich ulubionych wafli kukurydzianych, ale oczywiście na słodko. Płatki świetnie chrupią, fajnie nasiąkają bo dodaniu do czegoś innego i są słodziutkie :) Myślę, że to fajna alternatywa dla tradycyjnych płatków, którą warto spróbować!


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 4 zł Mila, Netto, Polo Market
Czy kupię ponownie? - Tak!

środa, 19 kwietnia 2017

Meridian Peanut

No to co? Wracamy do szkoły! I niestety znów zaleje mnie fala obowiązków i nauki :/ Szykuje mi się próbna maturka ustna z angielskiego, polskiego i pisemna z matematyki...chyba osiwieję :P Ale nie poddaję się i staram się uśmiechnąć do danej sytuacji :) Te święta napełniły mnie taką radością, że chce się żyć! Nawet dzisiejszy sprawdzian z niemieckiego nie jest mi straszny :) Trzymajcie kciuki!


Pamiętacie moją pierwszą przygodę z batonikiem Meridian banana&peanut? Bardzo mnie zawiódł swoim sztucznym, bananowym smakiem i ogólnie okazał się małym niewypałem. Strasznie się tym faktem zaskoczyłam, bo uwielbiam masła orzechowe ich firmy i zawsze stawiam je na pierwszym miejscu ze względu na smak, konsystencję i skład. Jednak nie poddałam się i sięgnęłam po drugi smak, a mianowicie na wersję z samych orzeszków. Jak wypadło? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowania nie będę za bardzo opisywać, bo jest identyczne jak w bananowej wersji :) Opakowanie właściwie jest bardzo podobne do etykietek ze słoiczków z ich masłem orzechowym. Po otwarciu batonik praktycznie niczym nie różnił się od poprzedniej wersji smakowej. Wyglądał identycznie, a jedynym minimalnym elementem różnicy było to, że batonik był bardziej zbity i tłusty. Zapach, który z niego się wydobywał był po prostu WSPANIAŁY, niczym świeżo otwarty słoiczek z masłem orzechowym  - to lubię! Kawałków orzeszków również było sporo, a więc moje przeczucia o maśle orzechowym crunchy zamkniętym w batoniku coraz bardziej się sprawdzały.

Szybko zatem zabrałam się za testowanie, bo ślinotok nie pozwalał mi się dłużej wytrzymać ;) Batonik kroiło się bardzo przyjemnie. Był lekko tłusty, ale przez to bardziej plastyczny i mięciutki. Kawałków orzeszków było baaardzo dużo, a każdy gryz przepełniony był chrupaniem. Smak? POEZJA! Totalne zaskoczenie i to bardzo pozytywne :) W smaku batonik okazał się czystym masłem orzechowym, które uwielbiam :) Orzeszki świeże i chrupiące mimo tego, że w bardzo malutkich kawałeczkach. 

Ten batonik to zdecydowanie przysmak dla amatorów tego smarowidła :) 


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 5 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Baton musli czekoladowo-bananowy Vantastic Foods

Jak to jest, że wszystko co dobre szybko się kończy. Wczorajszy dzień był niesamowity, pełen śmiechu, łez szczęścia i życzliwości :) Kocham takie rodzinne chwile i cieszę się, że święta pozwalają jakoś bardziej je celebrować i odciągnąć się od codziennych obowiązków, zmartwień i pracy...u Was też pozytywnie? A mokro? Bo u mnie tak! Oczywiście tata wszystkich wyprzedził i zlał nas jako pierwszych...tak to jest jak jest się rannym ptaszkiem, a nie takim śpiochem jak ja ;) Cóż, może za rok!


Lubicie batoniki musli? Nie ukrywam, że ja często po nie sięgam. Jest to szybka przekąska, która pozwala zaspokoić ''pierwszy głód'' i poza domem utrzymać przy życiu :D Jednak bardzo mało na polskim rynku jest batoników musli wegańskich i trzeba bardzo uważnie sprawdzać skład aby się nie naciąć. Jednak na ratunek przychodzi firma Vantastic Foods! Ich batoniki śmiało można zamówić przez internet i mieć na ''wszelki wypadek''. Ja często robię takie zamówienia, a później mam spokojną głowę o przekąski. A jak to wypada smakowo? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samego opakowania, które jest świetne, a szata graficzna od razu przykuła moja uwagę :) Taki wiejski, rustykalny styl, który bardzo lubię. Batoniki są super zapakowane, każdy w osobną folię, która pozwala zachować ich świeżość i zabrać ze sobą do torby czy plecaka. 

Batoniki same w sobie niczym mnie nie zaskoczyły. Przypominał większość znanych i testowanych mi batonów, ale jednak było w nim coś ''innego'', a mianowicie zapach, który był tak intensywny, że czuć było go nawet bez otwierania ;) Jednak był to aromat bardzo sztucznego banana, który nie należy do najprzyjemniejszych. Batonik okazał się bardzo bogaty w chrupki ryżowe oraz płatki kukurydziane, które nadal pozostawały chrupkie i przyjemne w jedzeniu. Często w batonach tego typu są miękkie i nieprzyjemne. Oczywiście nie mogło zabraknąć cukrowego syropu, który łączy płatki w całość, ale nie był on jakoś szczególnie paskudny. Ponadto batonik urozmaicony był w kawałki chipsów bananowych, które fajnie chrupały, ale pozostawiały oleisty, sztucznawy posmak. Polewa czekoladowa okazała się bardzo smaczna, lekko deserowa, a więc równoważyła słodycz całości. Ogólnie mówiąc fajerwerków nie było, a sztuczny zapach i smak banana niezbyt mi tu pasował, ale na szybką przekąskę da się zjeść. Ja jednak pozostanę przy surowych słodkościach.


Podsumowując:
6/10
Czy kupię ponownie? - Być może

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Ajurwedyjskie ciasto naleśnikowe w proszku GOVINDA

Gotowi na lany poniedziałek?! Bo ja tak :D Wodne jajeczka już naładowane i mam nadzieję, że zaskoczę moją rodzinkę mokrą niespodzianką...zobaczymy kto w tym roku zmoczy wszystkich jako pierwszy :) Dziś też jadę do moich dziadków, a że babcia ma połamane obie ręce, to ja odpowiadam za słodkości, a mój tata za wytrawną część. Mam nadzieję, że wszystko będzie smakować, a ja jak zawsze cudownie spędzę czas z rodziną - Wam oczywiście tez tego życzę!

Ok, kto lubi placki? Chyba nie znam osoby, która by ich nie lubiła;) A jeszcze lepiej, gdy te placki można wyczarować bez dużej ilości pracy i potrzebnego czasu! Dla takich zabieganych osób czy po prostu dla zwykłych leniuszków, firma GOVINDA opracowała ZDROWE, WEGAŃSKIE i PROSTE w wykonaniu gotowe ciasta naleśnikowe. Ciekawi jak to smakuje? Dziś na tapetę wjeżdża wersja wytrawna, którą przygotowałam na dni otwarte w mojej szkole - zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Na samym początku gdy dostałam to ciasto na wypróbowanie, nie wiedziałam co to jest i z czym to się je. Jednak po głębszym przestudiowaniu składu i opisu producenta wiedziałam, że będzie to smakołyk, który podbije moje serce i żołądek ;) Zacznę od samego pudełka, które wykonane jest bardzo ładnie, a grafika zdradza nam, że czekają nas indyjskie smaki, które notabene bardzo lubię i często sięgam po kuchnię z tam tych rejonów. Samo ciasto jest zapakowane w foliowy woreczek, który łatwo się otwiera i bez problemu można zużyć jego część, a resztę zawinąć i zostawić ''na potem''. 

Po otwarciu foli z mieszanką, pierwsze co poczułam to cudowna nuta aromatycznych przypraw. Kurkuma, kmin, czarnuszka, papryka...jedno wielkie wow! Takie zestawienia to ja lubię :) Bazą samego ciasta jest mąka z cieciorki, którą często stosuję w swojej kuchni. Jest dosyć charakterystyczna w smaku, bo lekko grochowa, a że ja lubię groch i inne strączki, to smak jak najbardziej mi odpowiada (zapach też).

Placuszki to dosłownie minuta roboty, bo jedyne co musimy zrobić to dolać gazowanej wody, odstawić do napęcznienia i smażyć! Proste? Proste :) Ciasto jest idealnie gęste, łatwo się z niego nakłada na patelnie, a zapach podczas smażenia jest OSZAŁAMIAJĄCY. Już przy samym staniu przy patelni dostałam ślinotoku :) Placuszki świetnie się przewracało, nie miałam problemu z przypalaniem lub niedopiekaniem - czysty ideał. W smaku wyraźnie czuć wymienione w składzie przyprawy. Zdecydowanie dominuje tu curry, kumin i papryka. Coś dla wielbicieli kuch indyjskiej. Polecam smażyć je na patelni teflonowej, bo bardzo łatwo chłoną tłuszcz. Ja smażyłam je na oliwie, ale później były zbyt tłuste (a przynajmniej dla mnie). Proste do zrobienia, bardzo smaczne i bogate w smaku. Na prawdę polecam, bo to super środek ''awaryjny'' na szybki obiad, gdy nie mamy czasu ;) Zawsze lepsze to niż jedzenie na mieście czy zupka chińska.

PS Firma ma też wersję na słodko z mąką kasztanową. Podobno też pyszna! :)


Podsumowując:
10/10
Czy kupie ponownie? - Tak

niedziela, 16 kwietnia 2017

Produkty marki foodloose

Witam w świąteczną niedzielę :) Mam nadzieję, że spędzicie ją w rodzinnym gronie, dzieląc się poświęconym pokarmem i wspólnym czasem! Ja oczywiście będę tą niedzielę celebrować z moją rodzinką, a dziś odbiegając lekko od świątecznych klimatów mam dla Was produkty marki foodloose :) To idealna opcja dla ludzi, którzy po świątecznym przejedzeniu będą chcieli zrzucić parę kilogramów lub przeprowadzić ''detoks'', który ostatnio jest bardzo popularnym tematem :)


Ok, co to za marka? Czym się zajmuje? Już mówię! Produkty marki foodloose to organiczne przekąski z najlepszych i naturalnych składników. Dla firmy czyta natura jest bardzo ważna, a więc uważnie dobierają składniki, z których powstaną ich przysmaki! Ich produkty są bardzo różnorodne, bo znajdziecie tam przeróżne batoniki, suszone owoce oraz pakiety przekąsek! Czyż nie brzmi to wspaniale? Batoników w swojej ofercie mają MASĘ, a odwiedzając stronę z nimi, można dostać oczopląsu. Batoniki z samych owoców, z samych orzechów czy ciekawe kombinacje obu składników. Każdy znajdzie coś dla siebie! A co testowałam ja? To niedługo pojawi się na blogu :)


Będę testować dla Was batoniki a'la smoothie oraz batoniki z samych orzechów! Już niedługo pojawią się zbiorcze recenzje, które mam nadzieję Was zaciekawią :)