środa, 26 kwietnia 2017

Tortilla solona z mąki z ciecierzycy Vitanella

Uf, wtorek jakoś przeżyłam, ale nie uważam że jakoś dobrze mi poszło. Było ciężko, ale na szczęście mam już to za sobą :P Nie wiem jak ja wytrzymam resztę dni, bo najchętniej tylko bym spała :( Mam nadzieję, że dzisiejszy trening da mi dużo pozytywnej siły, bo wczoraj niestety nie miałam jak go zrobić.


No dobrze, ostatnio zrobiło się tutaj dosyć słodko oraz posypało się bardzo dobrymi opiniami, ale przecież nie może być tak ciągle! :P Na szczęście ostatnio trafiam na samo bardzo smaczne jedzenie i nie mam jak pisać negatywnych opinii, ale kto by tam lubił takie czytać... ;) Dziś mam dla Was przekąskę tortilla z mąki z ciecierzycy, która należy do moich ulubionych mąk. Bardzo lubię jej grochowy posmak, a więc nie mogłam nie kupić tych tortilli! Ciekawi jak to wypadło? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie od razu mnie zaciekawiło w sklepie, bo oczywiście znajdowała się na nim moja ukochana ciecierzyca :) Uwielbiam ją i jadam bardzo często w postaci placków, kotlecików, past czy tez na słodko! Uwielbiam budyń z niej, na który przepis jest tutaj :)
No dobrze opakowanie to nie wszystko, bo liczy się smak! Tutaj miałam duże przewidywania, bo przecież rzeczy z cieciorki nie mogą smakować źle! Spodziewałam się czegoś pysznego, a dostała...właśnie co? Już mówię. Po samym otwarciu paczki wiedziałam, że będzie dosyć słono. Sól była wyraźnie wyczuwalna, ale nie ma co się oszukiwać - tortilla przecież jest solona ;) Okazała się niezwykle żółta, za sprawą mąki kukurydzianej i lekko tłusta, ale na szczęście nie nadmiernie przetłuszczona. Pachniała cudownie mąką z ciecierzycy, a kto miał do czynienia z tą mąką, wie o czym mówię ;) To taki fajny i charakterystyczny aromat grochu, który nie każdemu odpowiada. Tortilla na szczęście nie była zupełnie połamana, jak to czasami bywa przy słonych przekąskach. A jak smak? Powiem Wam, że lekko się zawiodłam. Jedyne co czuć to posmak oleju słonecznikowego i sól, a dopiero później wyłania się smak cieciorki. Tortilla może nie est przesolona, ale moim zdaniem soli powinno być mniej, a dodać czegoś bardzie wyrazistego, jak papryka wędzona czy zwykły pieprz. Ogólnie fajnie się sprawdziły jako dodatek do hummusu, ale solo nie powalały. To taka przekąska ''na raz'', ale jak może będzie kiedyś jeszcze na nie promocja, to dam im drugą szansę.


Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 5 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Może tak

wtorek, 25 kwietnia 2017

Baton morele-karob-imbir Zdrowie w Tobie

No to mamy dziś jeden z najbardziej stresujących dni w tym tygodniu! Mam strasznego piera, bo zdaję matematykę, angielski i ustną maturę z ''Wesela'' na j.polskim :( Mam nadzieję, że na ten próbnej maturze nie będę się jąkała jak szalona i zacinała, a co najważniejsze mam nadzieję, że im tam nie zemdleję :P Cóż, ściskajcie kciuki, bo dziś się przydadzą! Chyba jak wrócę do domu to padnę na twarz bo jestem padnięta :D


Kto pamięta batoniki od Zdrowie w Tobie? Zastał mi jeszcze jeden smak do przedstawienia Wam i to nie byle jaki, bo z karobem, którego uwielbiam! Jest tu jeszcze jakiś miłośnik tego dodatku? ;) Batonik ma bardzo ciekawy smak, strukturę i ogólnie nieźle mnie zaskoczył! Po więcej oczywiście zapraszam do czytania :)

PS Na blogu jest jeszcze wersja śliwkowa i kokosowa :)


Skład:



Wygląd i smak: Ponownie mamy tutaj urocze opakowanie z dosyć prostą, ale przyciągająca grafiką :) Jedynym minusem tej foli jest to, że od razu rwie się cała i ciężko zostawić połówkę batonika na później do zjedzenia gdyż może lekko wyschnąć, a tego chyba nikt by nie chciał :) No, ale to nic, ważny jest smak! Po przeczytaniu składu batonika wiedziałam, że to może być dla mnie coś przepysznego. Jedyne co mnie niepokoiło to imbir, który w sporych ilościach wywołuje u mnie uczulenie, ale tutaj musiało być go naprawdę malutko, bo nawet go nie wyczułam w zapachu. Po rozwinięciu batonika od razu wiedziałam, że to ten z tych ''tłustawych'' i bardziej ''gumowych'' niż tradycyjne daktylowe wyroby :) Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo uwielbiam i taką i bardziej twardą strukturę w raw batonikach :) Batonik był pełen sporych kawałków orzechów, a jego zapach to kwintesencja szczęścia głodnego brzucha na słodycze - serio! Słodkie morele i karob to mieszanka aromatów wywołujących ślinotok od razu, mówię Wam ;) No dobrze, a co ze smakiem? Powiem Wam, że ten batonik okazał się sztosikiem jakich mało! Karob bardzo dominował, a ja go UWIELBIAM i staram się ograniczać, bo mogłabym go sypać wszędzie. Morele nadawały dodatkowej słodyczy i fajnej struktury podczas jedzenia. Orzechy nerkowca fajnie chrupały razem z pestkami słonecznika. To będzie już kolejne setka w tym tygodniu, ale nie mogłam dać temu batonikowi innej oceny! Pycha :)


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie? - Tak ♥

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Raw Bites Orzech

Witajcie! Dziś zaczynam mój najbardziej pracowity tydzień od baaardzo dawna ;) Czeka mnie dużo pracy, dużo zaliczeń i chyba mało snu :D Cóż, trzeba się jakoś spiąć i damy radę! Mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki, a nóż może to coś da? ;) Dziś zaliczam angielski i chemię, które w weekend kosztowały mnie sporo nauki - życzcie mi powodzenia!


Lubicie kulki mocy? Ja bardzo! I zawsze ratują mnie w chwilach kryzysu cukrowego :) Jest to pożywna przekąska, która nie dość, że nasyci to i jeszcze zaspokoi ochotę na wszelkie słodycze :) Już jakiś czas temu dostałam piękny prezent od mojej kochanej Marty, która serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że czyta tego posta :* W paczce ze smakołykami znalazłam pudełko tych oto uroczych pralinek, których jeszcze nigdy nie spotkałam! Oczywiście szybko je rozpakowałam i...zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego opakowania, które od razu wzbudziło u mnie ogromne zainteresowanie. Jest ślicznie zrobione, a grafika kusi już z daleka swoją niebanalnością. Piękny kolor zieleni również daje ''nadzieję'' na smaczną i zdrową przekąskę w ciągu dnia :) Po wyjęciu kulek z opakowania można nieźle się zdziwić, bo są one OGROMNE i w CAŁOŚCI obsypane kawałkami orzechów, które oczywiście ja kocham całym serduchem ;) Już wiedziałam, że będzie smacznie, ale gdy poczułam boski aromat kuleczek, to wiedziałam, że się w nich zakocham! Szybko wzięłam jedną kulkę, która okazała się raczej twarda i zbita, a nie jak inne testowane przeze mnie tego typu przysmaki. Orzechowa posypka dzielnie się ich trzymała i nie odpadała. Zapach ciągle tylko powodował u mnie ślinotok i już podczas robienia zdjęć miałam ochotę wsunąć całe opakowanie. Zerknęłam jeszcze raz szybko na skład i zobaczyłam coś, co lekko mnie przeraziło...chlorella, o nie. Nie lubię wszelkich zielonych dodatków, a więc miałam pewne obawy, ale już zdradzam Wam, że niepotrzebne! Kulki mocy okazały się przepyszne, a jedynym smakiem, który czułam to mieszanka słodkich daktyli i przeróżnych orzechów :) Chyba najbardziej czuła te ziemne, ale były tak wymieszane, że ciężko dało się wyczuć poszczególne smaki innych :) Ogólnie dla mnie pralinki okazały się PYSZNE! I muszę się Wam przyznać, że zjadłam całe opakowanie sama zaraz po zrobieniu zdjęć :P Pyszne i na pewno kupię je ponownie :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - chyba ok. 15 zł Rossmann
Czy kupie ponownie? - Tak!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Bananowo-orzechowa kasza jaglana na mleku kokosowym AMANDIN

Sobota zleciała bardzo szybko i już niestety muszę pożegnać się z wolnym :( Szkoda, że to co fajne, szybko się kończy i szybko trzeba wracać do szarej i burej rzeczywistości. Ten tydzień będzie zdecydowanie najcięższy ze wszystkich, bo codziennie mam po minimum 3 zaliczenia, ale nie mogę się poddawać! Uśmiech na twarz i działamy dalej :)

Chyba nie muszę Wam zdradzać, że jestem zakochana w kaszy jaglanej? Uwielbiam jej smak oraz to, że ma w sobie tyle wspaniałych właściwości! Jest idealna dla osób na diecie bezglutenowej, dla wegan, dla dzieci, ale i też dla osób dorosłych na diecie tradycyjnej :) Zawiera masę krzemionki, która świetnie wpływa na nasze włosy i paznokcie, które są atutem kobiet - nieprawdaż? ;) Taka jaglanka ugotowana na mleku kokosowym marki AMANDIN to kremowa poezja! Dawno nie piłam mleka, które byłoby tak bogate w smaku i niezwykle kremowe :) Gotowi na przepis? Zapraszam!


Składniki/1 porcja/:
50 g suchej kaszy jaglanej
1 spory banan
0,5 jabłka
1 czubata łyżka masła z orzechów nerkowca
200 ml mleka kokosowego AMANDIN
50 ml wody
szczypta cynamonu


1.Sucha kaszę przepłukujemy na sitku pod zimną wodą aby pozbyć się goryczki.
2.Do garnuszka wlewamy mleko z woda i doprowadzamy do wrzenia.
3.Kaszę wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu jej zgęstnienia.
4.Banana obieramy i jego większa połowę zgniatamy na papkę i mieszamy z odrobina cynamonu, a następnie papkę tą dodajemy do naszej gotującej się kaszy - mieszamy.
5.Do naszej kaszy dodajemy czubatą(!) łyżkę masła z orzechów nerkowca, gotujemy aż zupełnie się ono rozpuści.
6.Jabłko myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanej jaglanki aby tylko lekko zmiękło i pozostało nadal chrupiące.
7.Podajemy w towarzystwie większej ilości masła orzechowego i bananów ;)

Smacznego!




sobota, 22 kwietnia 2017

Batoniki SMU:DI foodloose

Witam w sobotę! Nie macie pojęcia jak w piątek źle się czułam. Wszystko mnie bolało, a z łóżka wywlokłam się dopiero o 16.00 :/ Masakra...dziś jest jednak dużo lepiej i oczywiście muszę wykorzystać ten dzień na 100%, bo wczorajszy był okropny pod względem wydajności. Nie zrobiłam praktycznie nic prócz zjedzenia czegoś i obejrzenia głupiego filmu dla nastolatek :P Cóż...bywa.


Pamiętacie mój ostatni post o produktach foodloose? Dostałam od nich dwa typy batoników do przetestowania, a na dzisiejszy post wybrałam te z serii SMU:DI czyli smoothie owocowo-warzywne zamknięte w cieniutkich batonikach! Od razu wiedziałam, że będzie to coś ciekawego i wartego spróbowania. Jak one wypadły smakowo? Powiem Wam, że ciekawie! A po więcej zapraszam do czytania ;)


Skład malina-burak-wanilia:


Skład wiśnia-kakao-wanilia:


Skład szpinak-mięta-pomarańcza:


Wygląd i smak: Zacznę od samego wyglądu batoników, które są na prawdę świetne. Niby coś prostego, ale bardzo przyciągającego. Nie ukrywam, że po zobaczeniu smaków, byłam lekko przerażona, bo bałam się takich kompozycji smakowych. Burak, szpinak, mięta? Eee...będzie ciekawie :D

Swoja przygodę w testowaniu zaczęłam od samu malinowego z burakiem. Ostatnio polubiłam buraki, a więc czułam, że tu nie może być źle. Po otwarciu batonik prezentował się ślicznie. Był bardzo różowy, mięciutki i pełen drobinek różnych ziaren. Pachniał również bardzo ciekawie, bo słodko, ale jak dla mnie ciut za mocno burakiem. To była mdląca słodycz, ale intrygująca. Moje obawy co do buraczanego smaku jednak były niepotrzebne, bo batonik okazał się PYSZNY! Mięciutki, rozpływający się w ustach i bardzo słodki :) Drobinki malin fajnie chrupały razem z innymi ziarnami, a smaku buraku prawie nie czułam. Świetny i godny spróbowania.

Jako drugi smak wybrałam wersję z wiśnią i kakao, który kusił mnie najbardziej. Uwielbiam połączenie smaku wiśni z czekoladowymi akcentami, a więc wiedziałam, że ten batonik to będzie sztosik. Czy tak też się okazało? Zacznę od jego tekstury, która była identyczna jak w wersji malinowej. Miękki, bogaty w ziarna batonik, który po ugryzieniu rozpływał się w ustach. Zapach? Lekko kwaśny, ale z przewagą kakao - coś niesamowitego! Chyba nie muszę mówić, że smak też taki się okazał? ;) Dla mnie ten batonik to POEZJA smakowa. Mogłabym jeść go codziennie. Wiśnie, kakao i ziarna...to jest to! Polecam :)

No i jako ostatni - smak dla mnie nie do przejedzenia. Szpinak, mięta i pomarańcza? Chyba nie muszę mówić jak długo podchodziłam do spróbowania :P Już po samym otwarciu nieźle mnie przeraził, bo był zupełnie zielony, a zapach wyraźnie zdradzał obecność szpinaku i mięty. Po pierwszym  gryzie odpadłam, bo od razu go wyplułam. Nie mogłam pozbyć się posmaku szpinaku przez dłuższy czas :P To zdecydowanie nie moja bajka, ale może miłośnikom szpinaku przypadnie do gustu :)


Podsumowując:
MALINA-BURAK-WANILIA - 10/10
WIŚNIA-KAKAO-WANILIA - 100/10!
SZPINAK-MIĘTA-POMARAŃCZA - 0/10
Czy kupię ponownie? - Tak, szczególnie wersję wiśniową


piątek, 21 kwietnia 2017

Twix Peanut Butter

Dziś piszę sprawdzian z matematyki, a więc bardzo proszę o trzymanie kciuków! Muszę zaliczyć ;) Poza tym w szkole szykują się spore luzy, a więc nie mam jakiś szczególnych stresów. Co prawda mam kupę nauki na weekend, ale to już tradycja, nie ma co :P Mimo tego uśmiech na twarz i do roboty!

Już dawno, ale to bardzo dawno temu dostałam od mojej cioci Twix'a z masłem orzechowym, którego specjalnie dla mnie zamówiła ze sklepu internetowego. Zawsze bardzo chciałam go spróbować i byłam na niego ''napalona'' jak nie wiem co :D Czy mnie zachwycił? Czy spełnił moje oczekiwania? Zapraszam do czytania! :)


Skład: Czekolada mleczna (cukier, masło kakaowe, czekolada, mleko odtłuszczone, laktoza (z mleka), tłuszcz mleczny, emulgator (lecytyna sojowa), sztuczny aromat), orzeszki ziemne, mąka pszenna kwas foliowy , żelazo, cukier olej palmowy, maltodekstryna, kakao przetwarzane z alkaliami, uwodorniony olej rzepakowy i olej bawełniany, naturalne i sztuczne aromaty, częściowo uwodorniony olej sojowy, sól, modyfikowana skrobia kukurydziana, syrop kukurydziany, emulgator (lecytyna sojowa), środek spulchniający (wodorowęglan sodu), przeciwutleniacz (E310)


Wygląd i smak: Jak Twix wygląda to chyba każdy wie? To dosyć popularny batonik w Polsce, a więc nie trzeba go nikomu przedstawiać. Dwa paluszki z ciastkiem, karmelem i czekoladą - proste, a smaczne ;) Jednak wersja z masłem orzechowym to musi być coś, a przynajmniej ja sobie tak wyobrażałam smak obcego mi smakołyka, którego długo nie mogłam nigdzie znaleźć. Już po samym otwarciu lekko się zawiodłam, bo nie czułam nic, co przypominałoby moje ukochane smarowidło. Jedyne co wyczułam to malusia woń orzeszków ziemnych, ale takich niezbyt świeżych i przyjemnych. Szybko przełamałam jeden z paluszków, bo miałam cichą nadzieję, że to środek powali mnie na kolana. I co? No i znów słabo, bo liczyłam na jakiś orzechowy krem, a dostałam suchą orzechową masę, która tylko się kruszyła - nie fajnie :( Jednak nie było tak źle, jak się na samym początku zapowiadało. Już po jednym gryzie poczułam coś, co lekko przypominało mi ukochane masło orzechowe. Co prawda było to tylko zbliżenie smakowe, a nie typowy smak słynnego peanut butter, ale dawało radę. Czekolada smaczna, ale mam wrażenie, że ta robiona dla PL jest mniej plastikowa. Batonik okazał się chrupki, nawet bardzo, co akurat mi pasowało, ale suchość masła orzechowego już nie bardzo. Zawiodłam się i za taką cenę oczekiwałam czegoś więcej. Raczej nie skuszę się na niego ponownie, ale jak zrobią wersję dla PL to może...pozostaje czekać ;)


Podsumowując:
6/10
Cena - chyba 7 zł
Czy kupie ponownie? - Raczej nie

czwartek, 20 kwietnia 2017

Soligrano Puffinki Pops

Wczorajszy dzień okazał się bardzo pozytywny i pełen śmiechu ze znajomymi ;) Mam nadzieję, że u Was powrót po świątecznej sielance nie był zły, a pełen energii i szczęścia z życia :) Dziś niestety dostanę w kość, bo będę cały dzień poza domem na nogach i pewnie wrócę tak padnięta, że na nic nie będę miała siły, a przecież tyle nauki...masakra :/ Ale dam radę! Trzymać kciuki :)


Lubicie płatki kukurydziane? Ja je uwielbiam i często kupuję w różnych wariantach smakowych. Moje ulubione to zdecydowanie te z dodatkiem kakao, ale nie o tym przysmaku dzisiaj :) Dziś będzie o grysie kukurydzianym, który został oblany miodem. Ekspandowana kukurydza to musi być coś! A jak smakuje? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie tych płatków zdecydowanie przeznaczone jest dla młodszych odbiorców :) Uroczy miś, który uśmiecha się z opakowania od razu przyciągnie uwagę niejednego urwisa w sklepie. Ja niestety urwisem już nie jestem, ale tez łapię się na taką uroczą formę graficzną i często produkty przeznaczone dla dzieci są przeze mnie kupowane.

Jak już wcześniej wspomniałam, bardzo lubię płatki kukurydziane. Takiej formy nie miałam okazji wcześniej próbować, a więc bez większego zastanawiania szybko zaczęłam testy smakowe ;) Już po samym otwarciu paczuszki wiedziałam, że to będzie coś pysznego! Miodowy aromat, który wydobywał się z paczki był bardzo kuszący i w miarę naturalny. Płatki okazały się mega leciutkie, a ja takie lubię, bo fajnie komponują się z sojowymi jogurtami/deserkami czy twarożkami, które są jedynym  nabiałem, który zdarza mi się jeszcze jadać. 

Okej, ale jak ze smakiem? Już mówię! Kukurydza ekspandowana to zdecydowanie smak dla ludzi, którzy lubią płatki kukurydziane. Czuć ten charakterystyczny posmak, który w pewnych momentach przypominał mi smak moich ulubionych wafli kukurydzianych, ale oczywiście na słodko. Płatki świetnie chrupią, fajnie nasiąkają bo dodaniu do czegoś innego i są słodziutkie :) Myślę, że to fajna alternatywa dla tradycyjnych płatków, którą warto spróbować!


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 4 zł Mila, Netto, Polo Market
Czy kupię ponownie? - Tak!

środa, 19 kwietnia 2017

Meridian Peanut

No to co? Wracamy do szkoły! I niestety znów zaleje mnie fala obowiązków i nauki :/ Szykuje mi się próbna maturka ustna z angielskiego, polskiego i pisemna z matematyki...chyba osiwieję :P Ale nie poddaję się i staram się uśmiechnąć do danej sytuacji :) Te święta napełniły mnie taką radością, że chce się żyć! Nawet dzisiejszy sprawdzian z niemieckiego nie jest mi straszny :) Trzymajcie kciuki!


Pamiętacie moją pierwszą przygodę z batonikiem Meridian banana&peanut? Bardzo mnie zawiódł swoim sztucznym, bananowym smakiem i ogólnie okazał się małym niewypałem. Strasznie się tym faktem zaskoczyłam, bo uwielbiam masła orzechowe ich firmy i zawsze stawiam je na pierwszym miejscu ze względu na smak, konsystencję i skład. Jednak nie poddałam się i sięgnęłam po drugi smak, a mianowicie na wersję z samych orzeszków. Jak wypadło? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowania nie będę za bardzo opisywać, bo jest identyczne jak w bananowej wersji :) Opakowanie właściwie jest bardzo podobne do etykietek ze słoiczków z ich masłem orzechowym. Po otwarciu batonik praktycznie niczym nie różnił się od poprzedniej wersji smakowej. Wyglądał identycznie, a jedynym minimalnym elementem różnicy było to, że batonik był bardziej zbity i tłusty. Zapach, który z niego się wydobywał był po prostu WSPANIAŁY, niczym świeżo otwarty słoiczek z masłem orzechowym  - to lubię! Kawałków orzeszków również było sporo, a więc moje przeczucia o maśle orzechowym crunchy zamkniętym w batoniku coraz bardziej się sprawdzały.

Szybko zatem zabrałam się za testowanie, bo ślinotok nie pozwalał mi się dłużej wytrzymać ;) Batonik kroiło się bardzo przyjemnie. Był lekko tłusty, ale przez to bardziej plastyczny i mięciutki. Kawałków orzeszków było baaardzo dużo, a każdy gryz przepełniony był chrupaniem. Smak? POEZJA! Totalne zaskoczenie i to bardzo pozytywne :) W smaku batonik okazał się czystym masłem orzechowym, które uwielbiam :) Orzeszki świeże i chrupiące mimo tego, że w bardzo malutkich kawałeczkach. 

Ten batonik to zdecydowanie przysmak dla amatorów tego smarowidła :) 


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 5 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Baton musli czekoladowo-bananowy Vantastic Foods

Jak to jest, że wszystko co dobre szybko się kończy. Wczorajszy dzień był niesamowity, pełen śmiechu, łez szczęścia i życzliwości :) Kocham takie rodzinne chwile i cieszę się, że święta pozwalają jakoś bardziej je celebrować i odciągnąć się od codziennych obowiązków, zmartwień i pracy...u Was też pozytywnie? A mokro? Bo u mnie tak! Oczywiście tata wszystkich wyprzedził i zlał nas jako pierwszych...tak to jest jak jest się rannym ptaszkiem, a nie takim śpiochem jak ja ;) Cóż, może za rok!


Lubicie batoniki musli? Nie ukrywam, że ja często po nie sięgam. Jest to szybka przekąska, która pozwala zaspokoić ''pierwszy głód'' i poza domem utrzymać przy życiu :D Jednak bardzo mało na polskim rynku jest batoników musli wegańskich i trzeba bardzo uważnie sprawdzać skład aby się nie naciąć. Jednak na ratunek przychodzi firma Vantastic Foods! Ich batoniki śmiało można zamówić przez internet i mieć na ''wszelki wypadek''. Ja często robię takie zamówienia, a później mam spokojną głowę o przekąski. A jak to wypada smakowo? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samego opakowania, które jest świetne, a szata graficzna od razu przykuła moja uwagę :) Taki wiejski, rustykalny styl, który bardzo lubię. Batoniki są super zapakowane, każdy w osobną folię, która pozwala zachować ich świeżość i zabrać ze sobą do torby czy plecaka. 

Batoniki same w sobie niczym mnie nie zaskoczyły. Przypominał większość znanych i testowanych mi batonów, ale jednak było w nim coś ''innego'', a mianowicie zapach, który był tak intensywny, że czuć było go nawet bez otwierania ;) Jednak był to aromat bardzo sztucznego banana, który nie należy do najprzyjemniejszych. Batonik okazał się bardzo bogaty w chrupki ryżowe oraz płatki kukurydziane, które nadal pozostawały chrupkie i przyjemne w jedzeniu. Często w batonach tego typu są miękkie i nieprzyjemne. Oczywiście nie mogło zabraknąć cukrowego syropu, który łączy płatki w całość, ale nie był on jakoś szczególnie paskudny. Ponadto batonik urozmaicony był w kawałki chipsów bananowych, które fajnie chrupały, ale pozostawiały oleisty, sztucznawy posmak. Polewa czekoladowa okazała się bardzo smaczna, lekko deserowa, a więc równoważyła słodycz całości. Ogólnie mówiąc fajerwerków nie było, a sztuczny zapach i smak banana niezbyt mi tu pasował, ale na szybką przekąskę da się zjeść. Ja jednak pozostanę przy surowych słodkościach.


Podsumowując:
6/10
Czy kupię ponownie? - Być może

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Ajurwedyjskie ciasto naleśnikowe w proszku GOVINDA

Gotowi na lany poniedziałek?! Bo ja tak :D Wodne jajeczka już naładowane i mam nadzieję, że zaskoczę moją rodzinkę mokrą niespodzianką...zobaczymy kto w tym roku zmoczy wszystkich jako pierwszy :) Dziś też jadę do moich dziadków, a że babcia ma połamane obie ręce, to ja odpowiadam za słodkości, a mój tata za wytrawną część. Mam nadzieję, że wszystko będzie smakować, a ja jak zawsze cudownie spędzę czas z rodziną - Wam oczywiście tez tego życzę!

Ok, kto lubi placki? Chyba nie znam osoby, która by ich nie lubiła;) A jeszcze lepiej, gdy te placki można wyczarować bez dużej ilości pracy i potrzebnego czasu! Dla takich zabieganych osób czy po prostu dla zwykłych leniuszków, firma GOVINDA opracowała ZDROWE, WEGAŃSKIE i PROSTE w wykonaniu gotowe ciasta naleśnikowe. Ciekawi jak to smakuje? Dziś na tapetę wjeżdża wersja wytrawna, którą przygotowałam na dni otwarte w mojej szkole - zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Na samym początku gdy dostałam to ciasto na wypróbowanie, nie wiedziałam co to jest i z czym to się je. Jednak po głębszym przestudiowaniu składu i opisu producenta wiedziałam, że będzie to smakołyk, który podbije moje serce i żołądek ;) Zacznę od samego pudełka, które wykonane jest bardzo ładnie, a grafika zdradza nam, że czekają nas indyjskie smaki, które notabene bardzo lubię i często sięgam po kuchnię z tam tych rejonów. Samo ciasto jest zapakowane w foliowy woreczek, który łatwo się otwiera i bez problemu można zużyć jego część, a resztę zawinąć i zostawić ''na potem''. 

Po otwarciu foli z mieszanką, pierwsze co poczułam to cudowna nuta aromatycznych przypraw. Kurkuma, kmin, czarnuszka, papryka...jedno wielkie wow! Takie zestawienia to ja lubię :) Bazą samego ciasta jest mąka z cieciorki, którą często stosuję w swojej kuchni. Jest dosyć charakterystyczna w smaku, bo lekko grochowa, a że ja lubię groch i inne strączki, to smak jak najbardziej mi odpowiada (zapach też).

Placuszki to dosłownie minuta roboty, bo jedyne co musimy zrobić to dolać gazowanej wody, odstawić do napęcznienia i smażyć! Proste? Proste :) Ciasto jest idealnie gęste, łatwo się z niego nakłada na patelnie, a zapach podczas smażenia jest OSZAŁAMIAJĄCY. Już przy samym staniu przy patelni dostałam ślinotoku :) Placuszki świetnie się przewracało, nie miałam problemu z przypalaniem lub niedopiekaniem - czysty ideał. W smaku wyraźnie czuć wymienione w składzie przyprawy. Zdecydowanie dominuje tu curry, kumin i papryka. Coś dla wielbicieli kuch indyjskiej. Polecam smażyć je na patelni teflonowej, bo bardzo łatwo chłoną tłuszcz. Ja smażyłam je na oliwie, ale później były zbyt tłuste (a przynajmniej dla mnie). Proste do zrobienia, bardzo smaczne i bogate w smaku. Na prawdę polecam, bo to super środek ''awaryjny'' na szybki obiad, gdy nie mamy czasu ;) Zawsze lepsze to niż jedzenie na mieście czy zupka chińska.

PS Firma ma też wersję na słodko z mąką kasztanową. Podobno też pyszna! :)


Podsumowując:
10/10
Czy kupie ponownie? - Tak

niedziela, 16 kwietnia 2017

Produkty marki foodloose

Witam w świąteczną niedzielę :) Mam nadzieję, że spędzicie ją w rodzinnym gronie, dzieląc się poświęconym pokarmem i wspólnym czasem! Ja oczywiście będę tą niedzielę celebrować z moją rodzinką, a dziś odbiegając lekko od świątecznych klimatów mam dla Was produkty marki foodloose :) To idealna opcja dla ludzi, którzy po świątecznym przejedzeniu będą chcieli zrzucić parę kilogramów lub przeprowadzić ''detoks'', który ostatnio jest bardzo popularnym tematem :)


Ok, co to za marka? Czym się zajmuje? Już mówię! Produkty marki foodloose to organiczne przekąski z najlepszych i naturalnych składników. Dla firmy czyta natura jest bardzo ważna, a więc uważnie dobierają składniki, z których powstaną ich przysmaki! Ich produkty są bardzo różnorodne, bo znajdziecie tam przeróżne batoniki, suszone owoce oraz pakiety przekąsek! Czyż nie brzmi to wspaniale? Batoników w swojej ofercie mają MASĘ, a odwiedzając stronę z nimi, można dostać oczopląsu. Batoniki z samych owoców, z samych orzechów czy ciekawe kombinacje obu składników. Każdy znajdzie coś dla siebie! A co testowałam ja? To niedługo pojawi się na blogu :)


Będę testować dla Was batoniki a'la smoothie oraz batoniki z samych orzechów! Już niedługo pojawią się zbiorcze recenzje, które mam nadzieję Was zaciekawią :) 


sobota, 15 kwietnia 2017

Wegańskie bananowo-orzechowe babeczki (idealne na święta!)

Witajcie! Jak obiecałam Wam wczoraj, dziś na blogu przepis na wegańskie babeczki! W tym roku pierwszy raz na moim rodzinnym stole pojawią się wegańskie przysmaki i mam z tego ogromną radochę, bo uwaga - chcą tego domownicy spróbować! Jest sukces :) A, że u mnie w domu bardzo polubili wszyscy bananowe wypieki, to padło na babeczki z uch użyciem! Dodatkowo wpadło też moje ukochane masło z orzechów nerkowca, które jest źródłem zdrowych tłuszczy :) Ktoś mam smaka? W takim razie zapraszam!


Składniki:
2 bardzo dojrzałe banany
2 duże daktyle
3 czubate łyżki masła orzechowego (u mnie z orzechów nerkowca)
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżeczki sody
1/2 szklanki oleju
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1 czubata łyżka mąki orzechowej (u mnie migdałowa)
szczypta soli

1. Daktyle zalewamy wrzącą wodą i pozostawiamy na ok. 20 minut aż zupełnie zmiękną, a następnie daktyle od tej wody odsączamy i zgniatamy widelcem na pastę.
2. Banany obieramy, miażdżymy na papkę widelcem i dodajemy do nich pastę daktylową, a następnie łączymy składniki w całość.
3. W dużej misce umieszczamy mąkę, sodę, cynamon, sól i cukier - mieszamy.
4. W garnuszku umieszczamy masło orzechowe i na małym ogniu powoli je rozpuszczamy. Gdy będzie już upłynnione, dodajemy do niego nasze banany z pastą z daktyli. Ponownie mieszamy.
5. Do suchych składników wlewamy naszą orzechową mieszankę i mieszamy. Później dolewamy stopniowo olej, ciągle mieszając.
6. Gotową masę przełożyć do papilotek/sylikonowych foremek i piec w 150 stopniach (termoobieg) przez ok. 50 minut (należy kontrolować ciasto patyczkiem!)
7. Wystudzić lub zajadać jeszcze ciepłe :)

Smacznego!



piątek, 14 kwietnia 2017

Surowa czekolada ciemna 65% z orzechami laskowymi COCOA (bioindygo.pl)

Witam w ten ponury i deszczowy dzień ;) U mnie leje już od wczoraj, ale nie zmienia to mojego podejścia i radości do nadchodzących już ogromnymi krokami świąt! Koszyczek już czeka na ozdobienie, a ja dopieszczam ostatnie rzeczy w kuchni :) Jutro na blogu pojawi się przepis, ale na razie ciii! Przejdźmy do recenzji :) 

Jest tu jeszcze jakaś osoba, która zapomniała o świątecznych słodkich podarunkach? U mnie w domu zawsze coś na zajączka się kupowało, a że były to raczej skromne prezenty, to padało na słodycze :) Dziś mam dla Was zdrowszą alternatywę, a mianowicie surową czekoladę z orzechami laskowymi! Dodatkowo jest to urocza wersja mini, którą można zakupić z innymi smakami, np:. kawową czekolada z morwą :) Kto chętny? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Ponownie jest to czekoladka w wersji mini czyli cztery kosteczki surowej czekolady i przypisane im dodatki. Tutaj mamy wersję z orzechami laskowymi, które mimo tego, że nie są moimi ulubionymi orzechami, chętnie zajadam i lubię jako dodatek w czekoladzie. Jeszcze bardziej sobie je cenię gdy są w czekoladzie gorzkiej, a jak! Czyli tak jak w tym przypadku :) 
Jak już pisałam przy wersji z morwą, w tych małych tabliczkach dostaniemy więcej dodatków. W ich większych wersjach zdarza się, że orzeszków jest dosłownie tyle co w małej wersji, a resztę stanowi zwykła czekolada, a tego przecież nikt tego nie chce przy kupowaniu czekolady Z DODATKAMI :P

Okej, więc przejdźmy do testu smaku! Już po samym otwarciu poczułam cudowny aromat kakao. Bogata, gorzka czekolada, która aż prosi się o zjedzenie :) Nie wiem czy jestem jedyną taka osobą, ale mnie zapach gorzkiej czekolady uspokaja i świetnie sprawdza się w czasie nauki. Tutaj czekolada mnie nie zawiodła, bo jak pachniała, tak tez smakowała czyli bosko! Twarda, chrupiąca, ale pod wpływem ciepła błogo się rozpuszczała - mniam. Orzeszków było sporo jak do tego rozmiaru, a co najważniejsze były świeże, bez goryczki i baaardzo chrupiące ;) Dla mnie ideał! Pokochałam te mini tabliczki i chętnie do nich wrócę.


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak



czwartek, 13 kwietnia 2017

Pasta słonecznikowa z pomidorami Vitamedica.eu

No to zaczynam przygotowania do świąt Wielkanocnych wielką parą! Dziś czeka mnie sprzątanie oraz dla umilenia czasu - trening! Nie macie pojęcia jak się cieszę, że będę mogła sobie w spokoju poćwiczyć :) Mam nadzieję, że i u Was wizja świąteczna zapowiada się bardzo fajnie i spędzicie ten czas z uśmiechem na twarzy :)

No dobrze, może troszkę wejdziemy w wytrawne klimaty? Dziś mam dla Was recenzję pasty na bazie słonecznika i suszonych pomidorów od firmy Vitamedica.eu. Mam bardzo, ale to bardzo złe doświadczenie z tą firmą ponieważ za każdym razem ich pasty lądowały w koszu. Była z cieciorką, która zawiodła oraz z selerem, która doprowadziła prawie do wymiotów, a co będzie z tą? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczka nie będę za bardzo opisywać, bo jaki jest każdy widzi ;) Podoba mi się bardzo jego rozmiar, bo u mnie w domu często małe słoiczki się wykorzystuje do domowych przetworów czy do stworzenia innych pierdółek domowych :) To co niestety trzeba zarzucić paście to to, że ma badziewną grafikę i gdyby nie to, że znalazła ją w sklepie moja mama, to chyba bym na nią nie wpadła.

Jak wcześniej pisałam, jestem bardzo uprzedzona do tej firmy. Jadłam parę wyrobów, a 2 opublikowałam na blogu, i za każdym razem były niejadalne. Tą pastę w sumie kupiłam z przekory, bo chciała się upewnić na 100%, że ich rzeczy są niejadalne.

Po otwarciu nieźle się zdziwiłam, bo pasta wyglądała bardzo apetycznie, miała sporo przypraw i kawałków pomidorów oraz przepiękny zapach. Serio, aromat, który wydobywał się ze słoiczka był hipnotyzujący i doprowadzający do ślinotoku. Szybko drapnęłam za wafla ryżowego i rozsmarowałam na nim grubo pastę...i jak? Poezja! Sama nie wierzyłam w to, co się działo. Pasta tak mi posmakowała, że zjadłam na raz cały słoiczek w towarzystwie wafli, a byłam po niej tak najedzona, że kolację mogła ze spokojem sobie odpuścić ;) Ta pasta to połączenie pestek słonecznika i bogatego smaku suszonych pomidorów, który UBÓSTWIAM :D Nie jest tłusta, ale też i nie sucha. To coś dla fanów śródziemnomorskich smaków!


Podsumowując:
10/10!
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 12 kwietnia 2017

Wafelek proteinowy orzechowy i czekoladowy (biozona.pl)

Mamy środę i ostatni dla mnie dzień w szkole przed świętami Wielkanocnymi! Nie macie pojęcia jak długo czekałam na to wolne, bo po prostu potrzebowałam takiego ''resetu'' :) Świtam może i zapowiadają się pracowicie, ale na szczęście rodzinnie, a ja to lubię. To będą moje pierwsze święta Wielkiejnocy bez jajek i muszę coś wykombinować, aby jakaś moja rzecz (którą lubię oczywiście) trafiła do święconki :) Będzie ciekawie!


W ostatniej paczce od firmy biozona.pl, dostałam nowinki z serii proteinowej :) Bardzo lubię produkty dla sportowców, przeważnie mają one bardzo intrygujące i ciekawe smaki, które w połowie przypadków bardzo mi smakują :) Wafelków nie jadłam już wieki, ale dzięki tym mogłam sobie odświeżyć ich smak...jak zatem wypadło? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samego opakowania batonika, które jest bardzo przejrzyste i kuszące. Bardzo podoba mi się grafika i nawiązanie do Tatr, które jest niebanalnym pomysłem :) Ten smak poszedł jako pierwszy, bo akurat miałam straszną ochotę na coś czekoladowego z nutką wyrazistego kakao. Oczywiście mogłam postawić na gorzką czekoladę, ale...czemu by nie skosztować takiego boskiego wafelka! Dodatkowo wafelków nie jadłam bardzo dawno, a więc miałam okazję odświeżyć sobie ich smak :)

Już po samym otwarciu wiedziałam, że czeka mnie kakaowe doładowanie. Aromat, który wydobywał się od wafelka był cudowny i na myśl od razu przyszło mi nasze kultowe Prince Polo ;) Wafelek okazał się dosyć spory, ale cienki. Oblewała go skromna warstwa czekolady, ale dla mnie to na plus, bo nie lubię jak jest jej gruba warstwa. Był bardzo chrupki, świetnie się kroił, a przy tym nie rozpadał. Same plusy! A jak smak? Powiem Wam, że bardzo dobry! Polewa czekoladowa wyraźnie kakaowa, wafelek przyjemnie neutralny i bardzo chrupki, a krem to super sprawa! Już od pierwszego gryza myślałam, że jem kakaowego Grześka czy Prince Polo - powrót do bardzo wczesnego dzieciństwa ;) Krem w środku okazał się bardzo kakaowy, nie tłusty, a przyjemnie kremowy :) Fajna sprawa! Szczególnie dla czekoladocholików.



Skład:



Wygląd i smak: Do orzechowej wersji podeszłam jeszcze z większym entuzjazmem. Czemu? Bo ja kocham wszystko co orzechowe! Czekolady, czekoladki, kremy, pasty i surowe słodycze :) Wszystko co ma w sobie orzechowy smak jest pyszne i koniec kropka! Po rozpakowaniu tego wafelka nie znalazłam niczego nowego. Taki sam batonik z idealną warstwą czekoladowej polewy, która również nieźle pachniała kakao. Jednak tutaj już wyraźnie można było wyczuć nutkę orzechów, które skrywały się we wnętrzu :) Wafel dobrze się kroił, nie kruszył, tak samo jak w przypadku czekoladowego. Krem w środku okazał się jasny, również kremowy i na szczęście nie tłusty, jak to potrafi bywać w takich produktach. Aromat kremu przypominał bardzo dziecięcy deser Monte, który bardzo lubię :) Czy to przełożyło się na smak? Powiem Wam, że tak! Całość była właśnie takim wafelkowym Monte z nutą chrupkości od wafelka :) Jeśli ktoś lubi takie klimaty to będzie zachwycony. Ja wrócę do niego z pewnością w chwili, gdy będę miała smaka na wafelka :) Polecam obie wersje!


Podsumowując:
CZEKOLADOWY - 9/10
ORZECHOWY - 10/10
Cena - 4,50 zł tutaj, Rossmann, Auchan, Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Tak