poniedziałek, 29 maja 2017

Wegańskie Chili Sin Carne VeggieBel

Już powracam i mam nadzieję, że nie macie mi za złe moją nieobecność! Obecnie nie mam praktycznie życia, bo ciągle mam testy dyrektorskie+aktualne zaliczenia z innych przedmiotów :( W poprzedni tydzień nawet nie ćwiczyłam i dopiero w weekend mogłam sobie pozwolić na chwileczkę przyjemności. Cóż, lepsze to niż nic! :) Przynajmniej pogoda dopisała i przyjemniej mi się siedziało w szkole i nad książkami :) Dziś mam dyrektorski z biologii, na którym zależy mi baaardzo i mam nadzieję, że zdobędę ocenę, która mnie ucieszy - potrzymacie kciuki? ;)


Kto ma ochotę na trochę pikanterii? Ja osobiście nie przepadam za ostrymi daniami, ale chili sin carne to coś, co już od bardzo dawna chciałam spróbować! To od VeggieBel ma bardzo prosty i przyjemny skład, a więc nie ma co się obawiać o sztuczne dodatki! Skład pozytywny, ale czy smak też? O tym dowiecie się w recenzji ;)


Skład:


Wygląd i smak: Już nie raz przy recenzji produktów VeggieBel pisałam o tym, że mają genialne słoiczki i tym razem powtórzę się :) Oczywiście taki śliczne słoiczki zawsze znajdują u mnie zastosowanie, bo aż szkoda marnować i nie wykorzystać do czegoś. Dobrze, słoiczek i grafika na plus, ale co z resztą? Jak pisałam na samym początku już od bardzo długiego czasu chciałam spróbować chili sin carne. Długo nie musiałam się zastanawiać nad otwarciem słoiczka i zjadłam go przy pierwszej najlepszej okazji ;)

Po otwarciu słoiczka pierwsze co poczułam to spora nuta pikanterii. Wyraźnie czułam pieprz, chilli i cebulkę która zawsze nadaje fajnego aromatu. Troszkę obawiałam się tej nuty ostrości, ale przecież takiego dania nie jemy solo, a w jakiejś kompozycji :) Ja próbowałam go oczywiście na dwa sposoby aby przekazać Wam moje dokładne odczucia. 

W środku całość prezentowała się bardzo ciekawie i apetycznie. Kawałki sojowego ''mięsa'' były rozdrobnione na a'la mięso mielone i bardzo jędrne. Przyjemnie się je jadło i nie wzbudzały obrzydzenia, bo to po prostu kostka sojowa :P To, co jeszcze zauważyłam to pora ilość cebulki, która fajnie chrupała i nadawała tego charakterystycznego posmaczku oraz bardzo duża ilość czerwonej fasolki, która jest nieodłącznym elementem chili sin carne :) Solo danie okazało się dla mnie zbyt aromatyczne, ale w połączeniu z warzywami i waflami ryżowymi było GENIALNE i o dziwo ostrość znikła! Delikatny smak warzyw przegryzł się z pikantną kostką sojową i sosem tworząc połączenie idealne. Wszystko wmiotłam ze smakiem i na pewno skuszę się na ten produkt ponownie! Fajna alternatywa dla samych warzyw, która wzbogaci danie o nutę pikantności :) Myślę, że super tez wpadłoby z ryżem lub chipsami tortilla ;)


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 26 maja 2017

Clif bar Oatmel Raisin Walnut

Dzień matki! Mam nadzieję, że pamiętacie :) Ja dla swojej mamy oczywiście przygotowałam niespodziankę, którą mam nadzieję, polubi :) Zrobiłam jej laurkę oraz oczywiście kupiłam jej ulubiony słodycz :) Mama to wyjątkowa osoba w naszym życiu, a więc trzeba ją doceniać ile wlezie! Ja kocham moją mamę i nie wyobrażam sobie bez niej życia ♥ Jest dla mnie najcudowniejszą kobietą na świecie i mam nadzieję, że Wy też macie podobne zdanie o swoich mamach :)

Niestety w taki dzień przypada mi pisać sprawdzian dyrektorki z matematyki :( Jest to dla mnie strasznie stresujące, ale nie poddaję się! Przecież wiem, że coś MUSZĘ napisać. Trzymać kciuki, bo to dla mnie bardzo ważne :)

A teraz czas na batonika! Kto chętny na owsiane ciasteczko według słynnego Clif bars? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Bardzo lubię opakowania tych batoników, bo są wykonane z pomysłem i przyciągają oko. Jak widać, każdy smak ma swój poszczególny kolor, a na wersję owsianego ciasteczka przypadł zielony :) Bardzo cieszyłam się, że będę mogła go spróbować, a więc szczególnie na opakowaniu się nie skupiałam, za to na wnętrzu i smaku już tak :) Zacznę od tego, że batonik był bardzo ciężki i spory, jak to na Clif bara przystało. Są one bardzo solidne i idzie się nimi najeść. Batonik składał się z zlepków chrupek, płatków owsianych, kawałków orzechów włoskich i rodzynek, których niestety było jak na lekarstwo. Zapach? Bardzo słodki, lekko klonowy (tak, jak syrop klonowy) i dziwnie zalatujący czymś alkoholowym. Sama nie wiedziałam do czego to porównać, ale na pewno nie do zapachu owsianego ciasteczka czy samej owsianki. A jak wypadło smakowo? Bardzo licho...Batonik ogólnie smaczny, ale lekko rozczarowujący. Spodziewałam się bomby, a wyszło bardzo przeciętnie i z dziwnie denerwującym posmakiem. Zacznę od samej bazy, która okazała się smaczna, ale jak dla mnie za słodka i niezbyt przyjemna przez dziwny aromat. Chrupki były przesłodzone syropem, a rodzynki, które miały być ciekawy dodatkiem, okazały się ''zdechłe'' i w bardzo małej ilości. Orzechów na szczęście było sporo, podprażone i smaczne, ale to nadal za mało aby mnie oczarować. Wolę inne batoniki, a tego na pewno już nie kupię.


Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 10 zł
Czy kupie ponownie? - Nie

czwartek, 25 maja 2017

Żyto w miodzie z jabłkami i cynamonem Soligrano

Wczorajsza chemia to była jakaś porażka, ale mam nadzieję, że inne sprawdziany pójdą mi dobrze. Dziś test dyrektorki z j. polskiego, który mam nadzieję, że nie będzie stanowił dla mnie jakiegoś wielkiego problemu. Mam nadzieję, że nie będzie dużo dat z epok, bo tego niestety nie bardzo ogarniam :P W każdym razie trzymać kciuki, bo bardzo się przydadzą! :)


Ktoś ma smaka na jabłko z cynamonem? Ja jabłka jem codziennie i nie wyobrażam sobie nie zjeść ich bez cynamonu, który świetnie się z nimi komponuje. Można stwierdzić, że cynamon został stworzony do tego, aby zajadać go z właśnie tym owocem! ;) Marka Soligrano stworzyła ciekawe zestawienie żyta, miodu i właśnie tego znanego duetu. Jak to wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samej grafiki opakowania, która dla mnie jest prze genialna! Pięknie zrobiona, ponadto z pomysłem :) Ich produkty są naprawdę ciekawie zaprezentowane. Dzięki temu, że opakowanie jest lekko przeźroczyste, możemy zobaczyć jak wygląda nasze żyto oraz ile dodatków, w postaci suszonych jabłek, posiada. Chyba każdy lubi mieć taką świadomość, co wkłada do koszyka ;) 

No dobrze, a jak to wszystko ma się w środku? Zacznę od samego żyta, które nie dość, że jest zdrowe to i pyszne! Żyto nie jest zbyt doceniane, a to wielki błąd! To świetne źródło błonnika i innych cennych składników :) Jego wersja w miodzie dodatkowo jest naturalnie słodka, a przecież słodkie rzeczy są przeważnie lepsze :D Jabłko z cynamonem to dodatek pewniak, a więc oczywiście zakładałam, że od razu pokocham te ''płatki''. I tak było!
Zapach po otwarciu opakowania był obłędny. Słodki, ziarnisty i bardzo cynamonowy. Ku mojej uciesze, suszonych jabłek było bardzo dużo! Kosteczki posiadały drobinki cynamonu, co było urocze. Dobrze, a jak smak? Powiem tak - od pierwszego gryza wiedziałam, że znalazłam nową miłość. Mięciutkie kawałki suszonych jabłek świetnie komponowały się z chrupiącym żytem i cynamonem. Nie mogłam się powstrzymać przed zajadaniem tego cudeńka i prawie zjadłam całą paczkę na raz! To świetna opcja zamiast cukrowych płatków, bo nie dość, że zdrowsza to i o wieeele smaczniejsza ;) Polecam!


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 5 zł Rossmann, Mila, Polomarket, Auchan
Czy kupię ponownie? - Tak!


środa, 24 maja 2017

Baton proteinowy czekolada i orzechy (www.biozona24.pl)

Dziś test dyrektorski z chemii, a więc trzymajcie za mnie kciuki! Mam wrażenie, że nic nie umiem, ale muszę być pozytywnej myśli...przecież chyba coś w tej głowie zostało :P Doszłam do wniosku, że matury z chemii pisać nie będę, ale przyłożyć się do tego sprawdzianu trzeba! Trzymać kciuki :)

Na tak męczący dzień trzeba sobie zaaplikować coś smacznego, czekoladowego i może...proteinowego? Bardzo lubię proteinowe batoniki, ale czasami można trafić na smakowe porażki :( Jednak jeszcze nigdy nie zawiodłam się na proteinowych batonikach od biozona.pl, a więc i do tego bardzo pozytywnie podeszłam! Jak wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie nie jest jakieś szczególne, troszkę nudne jak na mój gust, jednak zauważyłam, że w batonach proteinowych taka szata graficzna jest popularna i innym chyba się to podoba :) Jednak nie najważniejsza jest grafika opakowania, a to, co kryje się pod nią czyli nasz batonik! Chyba nie muszę tutaj pisać po raz setny, że jestem OGROMNĄ miłośniczką wszystkiego, co ma w sobie orzeszki ziemne? Oj tak! Uwielbiam te smaki, a więc i na tego batonika strasznie pozytywnie się nastawiłam.

Po otwarciu pozytywnie się zaskoczyłam, bo batonik okazał się oblany polewa z czekolady gorzkiej/deserowej. Wyraźnie ciemny kolor i nutka kakao dawała się we znaki, a że ja uwielbiam gorzką i deserową czekoladę, wiedziałam, że tutaj nic mnie nie zawiedzie. Batonik pachniał pięknie, niczym Snickers, którego co prawda już bardzo dawno nie jadłam, ale jego smaku nie da się zapomnieć i chyba każdy ten smak zna :D Tutaj oczywiście jest taki ''uzdrowiony'' Snickers, który o dziwo okazał się lepszy niż oryginał! Jak? Już mówię :) Zacznę od konsystencji, która była mięciutka, lekko do żucia i bardzo przyjemna. Nie było czuć sztucznych składników, a smak był bardzo naturalny i lekko podchodzący pod masło orzechowe z budyniem. Czyż to nie brzmi wspaniale? ;) Orzeszków ziemnych w środku było sporo, były smaczne, świeże  chrupiące. Ciągle nawijały się podczas jedzenia i uprzyjemniały jedzenie tego cudeńka :) Czekolada świetnie komponowała się z resztą i wszystko razem tworzyło coś genialnego! Przepyszna sprawa godna polecenia - warto! :)


Podsumowując:
10/10
Cena - 5,90 zł tutaj, Piotr i Paweł, sklepy ekologiczne, Carrefour
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 23 maja 2017

Powidła śliwkowe korzenne

Wczorajszy dzień zaliczam do tak pracowitych, że jedyne o czym myślałam, to o pójściu spać :P Dziś będzie jeszcze gorzej, bo jutro piszę dyrektorski z chemii z całego roku i chyba osiwieję zaraz, bo nie wiem jak to ogarnę! Dziś za to leci kartkówka z chemii, którą muszę poprawić, bo nie poszła zbyt dobrze :) Potrzymacie kciuki? Dziękuję!


Lubicie powidła? Ja baaaardzo, a moja mama, wielka miłośniczka wszelkich dżemów, jeszcze bardziej :) Obie ciągle testujemy nowe firmy, składy, smaki i mamy niedosyt :D Ostatnio na ultra wyprzedażach w Biedronce udało nam się dorwać taki oto uroczy słoiczek z powidłem korzennym...korzennym? Tak! Oczywiście musiałyśmy je kupić i spróbować. A jak smakowały? O tym już w recenzji -  zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Piękny słoiczek, który swoim ciekawym kształtem od razu przyciągnął moją i mojej mamy uwagę. Lubimy takie pękate słoiczki, bo można je potem  wykorzystać do domowych przetworów lub innych celów kuchennych - np:. jako pojemniczek na przyprawy :) Korzennych powideł jeszcze obie nie jadłyśmy, a więc nie było innej opcji, aby ich nie kupić. Skład nie jest zły, nawet pozytywnie nas zaskoczył, a więc czemu nie!

Po otwarciu powidła pachniały...powidłami. Niestety nie wyczułam korzennych nut, co bardzo mnie zawiodło. Konsystencja na szczęście była bardzo przyjemna, lekko lejąca i z malusimi kawałkami śliwek, a raczej ich skórek :P Smakiem również nie powalały, bo okazały się praktycznie pozbawione przyprawy korzennej. Liczyłam na coś idealnego, coś przepełnionego cynamonem i innymi składnikami przyprawy korzennej, ale niestety nie dostałam tego. Ogólnie powidła były bardzo smaczne, ale jednak producent zapowiadał coś innego :) Z czystej ciekawości można spróbować, ale więcej się nie skuszę.


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 4,99 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 22 maja 2017

Batony Garden Gusto i Poesie Amelie foodloose

Dziś zapowiada się ciężki, ale piękny dzień :) Sprawdzian z polskiego i nauka do testów dyrektorki, które pisze każda klasa z każdego przedmiotu, który ma :P Czeka mnie tyle nauki, że nie będę miała pewnie życia, ale kurde, trzeba spiąć pośladki i się nie poddawać! Trzymać kciuki :)


Pamiętacie mój pierwszy post z batonikami od foodloose? Były to ciekawe batoniki raw, które odwzorowywały swoim smakiem popularne smoothies, które teraz robią furorę w internecie :) Dziś czas na trochę inną formę batoników, a mianowicie batony zrobione z samych orzechów i suszonych owoców! To coś na wzór orzechów zalepionych miodem, ale bardziej w wersji ''premium'' ;) Kto chętny? Zapraszam do czytania!


Składy:



Wygląd i smak:

GARDEN GUSTO - to nasz bordowy koleżka, który już od samego początku ciekawił mnie zestawieniem słodko-kwaśne. Bardzo lubię te wszelkie kombinacje smakowe jak słodko-kwaśne, słodko-słone, a jedynym combo, które nie jest dla mnie to słodko-ostre. Batonik bardzo fajnie się prezentował, grafika niby prosta, ale zawierająca najważniejsze informacje i przyciągająca uwagę. Po rozpakowaniu batonik wyglądał jeszcze lepiej, bo właściwie składał się z ogromnych kawałków orzechów i suszonych owoców - oczywiście w nie zmielonej formie ;) Orzechy brazylijskie, orzechy ziemne, żurawina, wiśnia...kurde, to musiało być genialne! I było :) Zacznę od samej konsystencji, która przypominała typowe batoniki z orzechów sklejonych miodem czy syropem. Śmiesznie się rwał i jednocześnie ciągnął, ale nadal pozostawał chrupki. Orzeszki były podprażone i puszczały cudowny aromat, który od razu doprowadził mnie do ślinotoku. A smak? Jeszcze lepszy! Wyraźnie było czuć naprawdę kwaśne wiśnie i słodką żurawinę oraz aromatyczne orzechy, które oczywiście uwielbiam :) Pyszne i godne polecenia! Szczególnie dla wielbicieli wiśni ;)




POESIE AMELIE - ten kusił jeszcze bardziej, bo jeśli ma się w nazwie poezję, to musi być czad ;) Opakowanie podobne do poprzedniego wariantu, bardzo ciekawe, praktyczne i przyciągające uwagę. Batonik po rozpakowaniu wyglądał praktycznie tak samo, ale oczywiście różnił się dodatkami. Aromat, który z niego się wydobywał był jeszcze lepszy niż od tego poprzedniego! Normalnie jakbym wyjmowała z piekarnika świeżo upieczoną szarlotkę z toną cynamonu ♥ Od razu ślinianki zaczęły mi pracować, a więc zabrałam się za test smaku. Efekty? Miłość od pierwszego gryza! Batonik okazał się słodziutki, ultra cynamonowy i PRZEPYSZNY! Śliwki, jabłka i orzeszki tak fajnie komponowały się z cynamonem i słodkim syropem, że mogłabym to combo jeść codziennie - nie żartuję! ;) Coś genialnego i naprawdę godnego zakupu, szczególnie gdy jest się takim maniakiem cynamonu jak ja, o! :D


Podsumowując:
GARDEN GUSTO - 11/10
POESIE AMELIE - 100/10
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 21 maja 2017

Piernikowe płatki jaglane na mleku owsianym czekoladowym AMANDIN

Witam, witam! Jak minęła Wam ta piękna sobota? U mnie wpadł trening, którego nie robiłam już od wtorku, rodzinny grill i dużo zabawy :) Dziś niestety trzeba zejść na ziemię i postawić na naukę, ale po wczorajszej sielance nawet to nie jest złe ;) Oczywiście wpadnie też trening, bo w poniedziałek będę mogła się z nim pożegnać :/

Ktoś ma smaka na piernika? Co prawda pogoda zachęca tylko do jedzenia lodów i chłodnych smoothie, ale przecież dobry piernik nie jest zły, a przynajmniej taki w postaci płatków jaglanych :) To była totalna improwizacja, ale niezwykle udana i MUSZĘ podzielić się z Wami tym przepisem! Płatki jaglane ostatnio często się pojawiają, bo je uwielbiam, a gotowane na kremowym i ultra czekoladowym mleku owsianym AMANDIN to już w ogóle wypas :) Powiem szczerze, że nie przepadam za mlekiem owsianym, ale to...to to czysta poezja! Zero wodnistości, kremowa konsystencja i ten smak...polecam zakupić :)

A teraz czas na przepis!


Składniki /1 porcja/:
50 g płatków jaglanych
200 ml mleka owsianego z kakao AMANDIN
1 łyżka masła migdałowego
1 łyżka powideł śliwowych
szczypta przyprawy do piernika
szczypta cynamonu
dowolny owoc (u mnie jabłko, ale można pominąć)



1.Do garnuszka wlewamy mleko i doprowadzamy do wrzenia.
2.Płatki jaglane wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu ich lekkiego zgęstnienia.
3.Do płatków dodajemy łyżkę masła migdałowego,łyżkę powideł, przyprawę do piernika i cynamon - gotujemy aż zupełnie zgęstnieją, a masło migdałowe idealnie się rozpuści.
4.Jabłko myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanych aby lekko zmiękły i nadal zostało chrupiące.
5.Podajemy w towarzystwie smakowitych dodatków, ja osobiście polecam podać z dodatkową porcją powideł śliwowych lub pokruszyć jakieś korzenne ciasteczka :)

Smacznego!



sobota, 20 maja 2017

Nākd Bakewell Tart

Witam, witam! Piękne nam się lato zrobiło, nieprawdaż? ;) Wybaczcie mi moją ponowną nieobecność, ale obowiązki niestety wygrały i nawet nie miałam czasu na bloga i treningi, czyli moje dwie pasje :( Starałam się wyrobić, ale wyszło jak wyszło i musiałam się z tym pogodzić. Mam nadzieję, że u Was nie jest tak strasznie intensywnie i pracowicie i możecie sobie pozwolić na swoje przyjemności :) Od tego tygodnia znów wracają posty codziennie, a nie ukrywam, że pojawią się ciekawe rzeczy!
Dziś oczywiście na słodko - zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zawsze piszę to samo o batonikach Nakd, ale przecież nie mogę tym słowom zaprzeczyć. Te malutkie słodkości są idealne do szkoły czy pracy, a nawet do zabrania na spacer czy siłownię, bo ich malusia gramatura powoduje to, że zmieści się nawet w średniej kieszeni. Niby to mała przekąska, ale wykonana z samych daktyli i innych bakalii, więc potrafi człowieka nasycić, a przynajmniej ''zamulić'' do następnego posiłku :) Na ten smak czaiłam się bardzo długo i niestety w PL go nie znalazłam. Jednak przy okazji wylotu mojej mamy do Anglii poprosiłam ją aby poszukała mi tego cuda. Co prawda nigdy nie jadłam ich słynnej tarty, ale coś czułam, że ten batonik będzie dla mnie wręcz stworzony! ;) 

Po otwarciu batona przeżyłam szok, bo dawno nie czułam tak pięknego aromatu od raw słodkości. Jedyne co czułam to tak intensywna woń marcepanu, że od razu przypomniałam sobie smak świątecznych chlebków marcepanowych. Wow! Od razu chciałam go jak najszybciej spróbować, bo nie dość, że cudownie pachniał, to jeszcze miał ciekawą konsystencję - niby zbitą, ale lekko łamliwą, jak na tartę przystało ;) No i jak ten smak? Ponowne zaskoczenie! To połączenie marcepanu i daktyli, a chyba nie muszę mówić jaki to cudowny duet, choć nietypowy ;) Nie wiem jak oni to zrobili, ale właśnie smak marcepanu najbardziej tutaj dominował, a zaraz po nim słodycz daktyli. Oczywiście przewijały się też kawałki orzeszków, ale one były pikusiem w porównaniu do całego smaku :) Ogólnie byłam mega pozytywnie zaskoczona i śmiem stwierdzić, że to chyba będzie mój ulubiony Nakd! Polecam :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 4-5 zł (ja mam z Anglii)
Czy kupię ponownie? - Tak!


środa, 17 maja 2017

Masło mix orzechów NutVit

Wczorajszy dzień przeżyty to i z tym sobie poradzę, prawda? ;) Dziś ponownie czeka mnie masa pracy, a w tym  bardzo trudny sprawdzian z chemii. Niby się uczyłam, ale to jest taka ilość materiału, że w głowie się nie mieści. Mam nadzieję, że pójdzie pozytywnie i szybko zleci mi ten dzień :) Jak zwykle proszę o trzymanie kciuków!


Ostatnio znów rozsmakowałam się w maśle orzechowym i teraz praktycznie zajadam się nim codziennie. Idealnie pasuje do dań na słodko, wypieków czy nawet jako baza pod sosy na wytrawnie. Kalarepki już zaczęły się pojawiać, a ja nałogowo zajadam je z masłem orzechowym :D Polecam to combo! Dziś o bardzo ciekawym maśle z 3 rodzajów orzechów - nerkowce ziemne i migdały. Czy to może być złe? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Ponownie mamy tutaj plastikowy słoik, który zapobiegnie stłuczeniu i zmarnowaniu się zawartości słoika. Masło z trzej rodzajów orzechów jeszcze nigdy nie było przeze mnie testowane, a więc do tego masełka podchodziłam z wielką ekscytacją.
Tutaj mamy wersję smooth, czyli gładką, która nie należy do mojej ulubionej, ale oczywiście też może być smaczna. Ja jednak wolę jak coś mi chrupie ;) Masełko pachniało pięknie, bardzo naturalnie orzechami zimnymi i migdałami, które niestety zdominowały i nerkowców już nie wyczułam. Konsystencja masełka była bardzo specyficzna, bo niezwykle zbita i praktycznie nie do wymieszania z wytrąconym olejem. Smak? Pyszny! To oczywiste przy maśle orzechowym :) Orzeszki ziemne czułam najmocniej ze wszystkich, a zaraz po nich pojawiały się migdały. Nerkowce może tam są, ale ja niestety ich nie mogłam wysmakować. Masło miało dziwną strukturę, bo bardzo zbitą, wręcz mogłam gryźć je jak jakieś pralinki :P Ogólnie smaczne, ale trzeba popracować nad konsystencją :)


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

wtorek, 16 maja 2017

Lifebar Plus Acai Banana

Poniedziałek miną bardzo pracowicie i niezbyt przyjemnie, ale to był pikuś do dnia dzisiejszego :D Nie ma to jak wstawać o 5.40 żeby jechać do szkoły i to jeszcze na pierwszej lekcji pisać sprawdzian z matematyki - jupi! :/ Trzymać kciuki, bo przydadzą się i na matematykę i na chemię, którą też piszę :)


Ostatnio na blogu napisałam Wam, że będę teraz pisać recenzje batoników Lifebar, które udało mi się zakupić w sklepie internetowym. Troszkę zaszalałam i sporo się ich uzbierało, a więc będzie utaj przynajmniej 1 taki batonik na tydzień :) Ostatnio pisałam o batoniku z jagodami i komosą, który niestety okazał się porażką. Z tej samej serii miałam też bananowego z jagodami acai, które oczywiście są uznawane za super foods. Jak wypadnie to smakowo? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Lifebar o tym smaku kusiły mnie zdecydowanie bardziej od poprzedniego smaku. Ubóstwiam suszone banany, a ich dodatek tutaj tylko bardzo mnie ciekawił. Ładna szata graficzna, ciekawe i ciepłe kolory, które tylko nasilały chrapkę na tego batonika. Otworzyłam go po tym, jak rozczarowałam się na wersji jagoda-komosa i oczywiście do tego miałam dużo większe nadzieje. Liczyłam, że nie będzie takim nieciekawym tworem. Batonik bardzo fajnie zapowiadał się tuż po samym otwarciu. Okazał się zupełnim przeciwieństwem do wersji plus z poprzedniej recenzji. Ten był bardzo miękki, lekko tłustawy, bogaty w kawałki orzechów (ogromnych!) i cudownie słodko pachnący. Wszystko tylko spowodowało, że moje ślinianki zaczęły wariować i jak najszybciej musiałam go zjeść. Zacznę od tego, że batonik był PYSZNY! Miękki, ale przepełniony orzechami, które ciągle chrupały podczas jedzenia. Baton okazał się słodki, lekko bananowy. Jagody acai jednak wiodły prym i dodały ciekawej słodko-kwaśnej nutki :) Cieszę się, że ten okazał się pyszny i z chęcią kupiłabym go ponownie.


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 7 zł sklep ekologiczny
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 15 maja 2017

Protein Cake milky (www.biozona.pl)

Weekend upłyną bardzo miło, zregenerowałam moje siły w 50% i mogę powoli wkraczać w nowy tydzień ;) Dziś na rozgrzewkę czekają mnie 2 godziny matematyki, sprawdzian z młodej Polski i odpytywanko z angielskiego...trzymać kciuki!


Nie często jadam proteinowe rzeczy, bo nie są one mi zbyt potrzebne w diecie. Oczywiście białko jest, ale wszelkie odżywki, batony, kremy czy jogurty są raczej kupowane przeze mnie jako pewien rodzaj ciekawostki. Czasami przez tą ciekawość odkrywam bardzo smaczne rzeczy lub wręcz przeciwnie - takie, których nie da się zjeść. Te ciasteczka jadłam już w wersji kokos-kakao, która bardzo mi smakowała :) Jej recenzje znajdziecie tutaj. A jak będzie z tą? Zapraszam do czytania:)



Skład:


Wygląd i smak: Zacznę tradycyjnie od opakowania z ciasteczkami, które praktycznie niczym nie różni się od swojego poprzednika. Ładne, kuszące i zapowiadające mleczne ciasteczka w środku. W opakowaniu znajdowało się 5 mini ciasteczek, które nie były pokruszone ani połamane. Często kupując takie delikatne rzeczy, są one po prostu zmasakrowane w środku, a te takie nie były - piękne i w całości :D Na całe szczęście! Pachniały ciekawie, bo intensywnie wanilią, a raczej takim śmietankowo-waniliowym budyniem. Kocham budyń, a więc ślinianki od razu zaczęły mi pracować po pierwszym niuchu ;) Zaznaczę, że te zostały zrobione z jasnego ciasta oraz krem w nich zawarty też był jasny. No, ale dobrze, przejdźmy do smaku naszych ciastek! Zacznę od ich struktury, która okazała się bardzo, ale to bardzo delikatna i niezwykle krucha. Przy próbie przekrojenia od razu rozpadały się, ale to za sprawą użycia składników pozbawionych glutenu. A jak smak? Powiem Wam, że pozytywnie się zaskoczyłam, bo ciastka okazały się pyszne! Słodkie, ale nie za słodkie i nadziane kremem, który wyraźnie smakował mi czymś waniliowym z nutą śmietanki. Krem miał charakterystyczny proszkowy posmak, ale mi on akurat niezbyt przeszkadza, ba, nawet go w niektórych rzeczach lubię :D Ogólnie ciasta okazały się super, ale minusem jest ich krucha konsystencja i sztucznie słodki posmak. Jednak dla osób przyzwyczajonych do proteinowych przekąsek będą idealne :)


Podsumowując:
8/10
Cena - 5,50 zł tutaj, Auchan, Carrefour
Czy kupię ponownie? - Tak




niedziela, 14 maja 2017

Płatki jaglane a'la Monte (wegańskie)

Witam w niedziele! Weekend oczywiście zleciał mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić wszystkiego, co sobie zaplanowałam. Najważniejsze, że ogarnęłam szkołę, treningi, bloga i oczywiście sprawy rodzinne. Dziś chyba znów zapowiada się seans filmowy, a ja je uwielbiam i już mam cudowne nastawienie na ten dzień! Jutro niestety będzie baaardzo ciężko, a we wtorek już totalnie paskudnie się zapowiada ale staram się robić dobrą minę do złej gry :) Mam nadzieję, że u Was pozytywnie?

Jak to w niedziele u mnie bywa...czas na przepis! Tym razem na moje ostatnie CUDOWNE, WSPANIAŁE i PRZEPYSZNE odkrycie, a mianowicie płatki jaglane a'la Monte! Za dzieciaka uwielbiałam ten deserek i często go zajadałam. Teraz niezbyt pamiętam jego smak, ale na 100% wiem, że miłośnicy tego deseru pokochają tą zdrowszą wersję jaglaną na mleku z orzechów macadamia. Pierwszy raz miałam styczność z takim mlekiem i już od pierwszego łyka się zakochałam! Mleko macadamia AMANDIN to poezja w płynie i nie żartuję ;) Teraz stawiam je na równi z moim ulubionym mlekiem z nerkowców! Koniecznie spróbujcie, a dostaniecie go w VEGEMARKET :)


Składniki /1 porcja/:
50 g płatków jaglanych
200 ml mleka macadamia AMANDIN
1 łyżka masła migdałowego
szczypta cynamonu
dowolny owoc (u mnie jabłko)
słodzidło (u mnie erytrytol)


1.Do garnuszka wlewamy mleko i doprowadzamy do wrzenia.
2.Płatki jaglane wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu ich lekkiego zgęstnienia.
3.Do płatków dodajemy łyżkę masła migdałowego, erytrytol i cynamon - gotujemy aż zupełnie zgęstnieją, a masło migdałowe idealnie się rozpuści.
4.Jabłko myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanych aby lekko zmiękły i nadal zostało chrupiące.
5.Podajemy w towarzystwie smakowitych dodatków, ja osobiście polecam polać dodatkową porcją masła migdałowego lub pokruszyć jakieś orzeszki :)

Smacznego!


sobota, 13 maja 2017

Lifebar Plus Blueberry Quinoa

Ufff ten tydzień w końcu się skończył! Nie ukrywam, że dał mi tak w kość, że nawet nie miałam czasu na bloga i treningi :( Następny zapowiada się podobnie, ale obiecuję, że postaram się aby posty były codziennie. Nauka jednak była ważniejsza, a wcześniej nie udało mi się zaplanować postów i wyszło jak wyszło. Przynajmniej pogoda się poprawiła i ciepełko umilało mi godziny w szkole :) Mam nadzieję, że u Was podobnie?


Dziś mam dla Was recenzję wegańskiego batonika przepełnionego składnikami z grupy 'super foods''. Kupiłam go w ekologicznym sklepie internetowym, ale było to jakiś czas temu i niestety nie pamiętam gdzie to było. Jednak z tego co przeglądałam, można go znaleźć w dużej ilości sklepów tego typu :) Jednak warto go szukać? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Lifebary kusiły mnie już od bardzo dawna, ale jakoś nigdy nie mogłam dostać ich w sklepie. Ładna szata graficzna  ciekawe warianty smakowe nie dawały mi spokoju, a więc po prostu musiałam je kiedyś zamówić. Przy zakupach zdecydowałam się na wiele smaków, które oczywiście się tu pojawią, ale swoją przygodę zacznę od tego, który chyba rozczarował mnie najbardziej. Dlaczego? Już piszę! Batonik bardzo dziwnie zapowiadał się tuż po samym otwarciu. Bardzo twardy, ziarnisty, ale w negatywny sposób i brzydko pachnący. Serio, śmiem nawet powiedzieć, że ten batonik mi po prostu śmierdział i nie miałam najmniejszej ochoty spróbować go po zerwaniu opakowania. Jednak cena była wysoka, a dobrego jedzenia NIGDY nie wyrzucam, a więc zebrałam się na spróbowanie. Przecież skład zapowiadał się smakowicie! Jednak nie...
Batonik był bardzo dziwny podczas gryzienia. Niby miękki, ale przepełniony surową komosą (chyba surową, bo twardą jak kawałki kamyczków) i ziarnami, które chyba były jednym pozytywnym akcentem. Baton nie był słodki, a nijaki i tylko lekko owocowy. Jagód praktycznie nie czułam, nie wspominając o daktylach czy morwie. Smak był praktycznie nie do określenia i bardzo się na nim zawiodłam :( Nie polecam, bo to strata pieniędzy moim zdaniem.


Podsumowując:
4/10
Cena - ok. 7 zł sklep ekologiczny
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 11 maja 2017

Orkisz w miodzie z żurawina Soligrano

Wybaczcie, że nie było wczoraj postu, ale niestety nie wyrobiłam się ze wszystkim, a ten  tydzień jest w miarę aktywny i wyszło jak wyszło :) Nie wiem czy też post pojawi się w piątek, ale obiecuję, że w następnym tygodniu posty będą już regularnie.

Ok, ktoś chce może coś smacznego pochrupać? Orkisz w jednej smakowej wersji na blogu się już pojawił, a była to wersja z liofilizowaną wiśnią, której recenzję znajdziecie tutaj. Dziś czas na równie kwaśne klimaty, ale w trochę innym wariancie. Żurawina? Ja jestem na tak! A jak wypadło smakowo? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę od samej grafiki opakowania, która ponownie jest pięknie zrobiona, ponadto z pomysłem :) Dzięki temu, że opakowanie jest lekko przeźroczyste, możemy zobaczyć jak wygląda nasz orkisz oraz ile dodatków posiada. Wiem, że dużo ludzi lubi mieć taką świadomość, co kupuje, a więc takie opakowania sprawdzają się w 100%.

No dobrze, a jak to wszystko ma się w środku? Zacznę od samego orkiszu, który nie dość, że jest zdrowy to i pyszny! Jego wersja w miodzie zachwycała mnie już niejednokrotnie, a wyważona słodycz powodowała, że lubię do takie przysmaku powracać. Żurawina, miód i orkisz...czy to może smakować źle?!
Zapach po otwarciu opakowania był obłędny. Słodki, ziarnisty, ale i też kwaśny. Ku mojej uciesze, liofilizowanych kawałków żurawiny było bardzo dużo! A to świetnie, bo lubię owocowe akcenty w takich płatkach ;) Dobrze, a jak smak? Bardzo ciekawy, smaczny, ale piekielnie kwaśny! Żurawina swoim kwaskiem aż szczypała w język, a więc nie byłam w stanie zjeść dużej ilości za pierwszym razem. Ogólnie jest to bardzo smaczna przygoda smakowa, ale dla mnie ciut za kwaśna. Jednak preferuję zestaw wiśniowy, a Wy? Próbowaliście? Jeśli nie to koniecznie to nadróbcie ;)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 5 zł Rossmann, Mila, Polomarket, Auchan
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 9 maja 2017

Baton Trek Berry Burst

Dziś już niestety wracam do szkoły, ale staram się zrobić dobrą minę do złej gry i iść w pozytywnym humorze. Pogoda niestety totalnie się załamała, a w nocy temperatura jest prawie minusowa, ale grunt to ciepłe ubranie i jakoś w szkole się przeżyje :D Trzymać za mnie kciuki, bo nie wiem co mnie dziś czeka. Mam nadzieję, że nikt nie wyskoczy z niezapowiedzianą kartkówką czy jakimś pytaniem, bo nie ukrywam, że w tą majówkę się nie uczyłam :P Luuuz!


Pamiętacie batoniki Trek? Na blogu pojawiły się już dwa smaki - kakaowy i orzechowy.  Orzechowy jest jednym z moich ulubionych batoników tej firmy ale kakaowy to dla mnie trochę porażka i smutek, że tak porządna firma zrobiła coś nijakiego w smaku. A jak będzie z tym? Zapraszam do czytania ;)


Skład:



Wygląd i smak: Podczas pobytu mojej mamy w Anglii, poprosiłam ją aby poszukała mi w sklepach właśnie Treków. Przywiozła mi oczywiście zapas orzechowych oraz dwa nowe - kakaowy i jagodowy. Dziś jednak czas na jagodowego, który miał wypaś dużo lepiej od kakaowego, który okazał się dla mnie smakową porażką, choć nadal zjadliwą ;) Jak było? 
Trek w środku podzielony jest na 3 spore kostki, które łatwo się łamią. Batonik jest mniej plastyczny niż klasyczne ''raw'' batony, ale nie jest też tak suchy jak wiórki kokosowe. Konsystencją przypomina mi batoniki nakd albo lekko wilgotną chałwę. Widać w nim wiele drobinek i chrupek sojowych. Zapach? Bardzo specyficzny, bo lekko kwaśny i bakaliowy. Aromat nie był jakoś mocny, ale wyraźnie czułam coś owocowego z kwaskiem i daktyle, które nadawały słodkiego aromatu. Smak nie był idealny, ale też nie taki zły jak u kakaowego. Okazał się bardzo daktylowy z wyraźną nutą owoców leśnych. Daktyle jednak bardziej tutaj zdominowały i po prostu było słodko :) Nie robiło szału, ale już mnie muliło słodyczą, jak u kakaowego. To ponownie batonik do spróbowania ''na raz''. Chyba jednak pozostanę przy orzechowym, bo on jest tutaj fenomenem :D Tego może jeszcze kiedyś kupię, ale specjalnie z Anglii zamawiać nie będę.


Podsumowując:
8/10
Cena - kupiłam w Anglii
Czy kupię ponownie? - Być może