środa, 28 czerwca 2017

Tortilla solona z mąką z czerwonej fasoli

Ciągle pozostaję na poszukiwaniach idealnych spodenek treningowych. Moje ulubione do tej pory to spodenki od...piżamy z Lidla! I nie mogę znaleźć identycznych, w których ćwiczyłoby mi się tak dobrze - serio. A więc misja na dziś to poszukiwanie idealnych spodenek na stronach internetowych, a tymczasem zapraszam na recenzję mało ''fit'' rzeczy, ale na pewno o połowę zdrowszej niż tradycyjne odpowiedniki dostępne w sklepach :) Mąka z czerwonej fasoli? To musi być ciekawe! A czy ciekawe faktycznie było, to dowiecie się w recenzji :) Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie od razu mnie zaciekawiło w sklepie, bo oczywiście nigdy nie miałam okazji próbować mąki z czerwonej fasoli. Bardzo lubię tą fasolkę i zdecydowanie należy do moich ulubionych strączków. Chociaż ukrywać nie będę - to ciecierzyca jest górą! 
No dobrze opakowanie to nie wszystko, bo liczy się smak! Tutaj miałam pewne obawy, bo poprzednie, które jadłam z tej serii były dla mnie za słone, a że ja soli mało używam to nie przepadam za jej smakiem. Po samym otwarciu paczki wiedziałam, że będzie ciekawie. Sól była mocno wyczuwalna, ale nie było tragedii. Zdecydowanie łagodniejszy aromat niż poprzednio. Okazała się fajnie czerwonawa, za sprawą mąki i lekko tłusta, ale na szczęście nie nadmiernie przetłuszczona. Pachniała cudownie fasolką. To taki fajny i charakterystyczny aromat grochu, który nie każdemu odpowiada. Tortilla na szczęście nie była zupełnie połamana, jak to czasami bywa przy słonych przekąskach. A jak smak? Powiem Wam,że się nie zawiodłam. Wyraźnie czułam coś takiego grochowego, a dodatek soli nieźle to podkręcał.  Tortilla może nie jest przesolona, ale moim zdaniem połowę soli powinni zastąpić jakimiś innymi przyprawami. Świetnie sprawdziłoby się oregano lub papryczka Ogólnie fajnie się sprawdziły jako dodatek do hummusu, ale solo też smakowały. Warto spróbować, bo to zdecydowanie coś innego :)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 5 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Może tak

wtorek, 27 czerwca 2017

Ichoc Choco Cookie - wegańska czekolada mleczna z ciasteczkami

U mnie dziś wypada dzień leniuszka, a więc troszkę odpoczynku wpadnie ;) W planach posprzątanie pokoju na lato, co by było przyjemniej bez zbędnych gratów ;) Co prawda jest strasznie gorąco i na czekoladowe przysmaki nie bardzo ma się ochotę, ale może kogoś skusi taki smak? Czekolada i ciasteczka to coś stworzonego dla siebie, a więc coś czuję, że nikt obojętnie koło niej nie przejdzie! Są chętni? W takim razie zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Ichoc jak zawsze czaruje swoimi opakowaniami, które niby są proste, ale przyciągające i urocze :) Lubie te kartoniki, które nie są obładowane zbędnymi obrazkami, a zawierają jedynie nazwę, logo oraz element smaku czekolady...w tym przypadku kakaowe ciasteczka, który oczywiście od razu kojarzą mi się z Oreo, które uwielbiam. 

Już po samym otworzeniu wiedziałam, że będzie pysznie! Czekolady Ichoc mają to do siebie, że są dosyć twarde, ale przecież czasami są potrzebne tabliczki do chrupania. Spodobało mi się to, że ilość ciasteczek była dosyć spora, ale wolałabym je chyba w większych kawałkach. Cóż - Milce z Oreo nie dorówna :D

Smak? Bardzo ciekawy i na pewno inny niż wszystkie ciasteczekowe czekolady, które miałam okazję jeść. Ta niby była mleczna, ale z dużą dawką kakao. Ciasteczka były bardzo chrupiące i smakowały identycznie jak herbatnik z Oreo czyli pysznie! Minusem czekolady była zdecydowanie jej przesadna twardość. Źle się ją łamało i praktycznie nie rozpuszczała się w ustach, ale i takie do chrupania można od czasu do czasu zjeść ;) Ogólnie mi smakowała, ale nie jest to mój ulubiony smak. Górą pozostaje nugat!


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 26 czerwca 2017

lifeberry - 100% soki

Wybaczcie wczorajszy brak posta, ale pogoda mnie rozleniwiła i nie chciało mi się tutaj zaglądać ;) Miałam parę spraw na głowie i jakoś tak wyszło...ale, ale! Dziś mam dla Was coś super i na pewno idealnego na nadchodzące upały :) Wiecie, że w czwartek ma być 35 stopni?! Nic nie sprawdzi się lepiej niż zimne smoothie czy sok z lodówki na pyszny i zdrowy posiłek :) Kto ciekawy nowości? Zapraszam do czytania dalej!


Ostatnio miałam przyjemność poznania firmy lifeberry. Firma ta zajmuje się produkcją ekologicznych soków 100%, ale ma też w swojej ofercie gotowe smoothies oraz napoje z dodatkiem chia. Ich wyroby t tykające bomby witamin! Każdy soczek jest ekologiczny i bogaty w cenne właściwości danego owocu ;) Borówki na oczy, żurawina na nerki, a truskawki na ładny uśmiech! Nic tylko próbować każdego soku :) Ja do testowania otrzymałam tylko kilkanaście smaków ponieważ oferta jest tak bogata, że nie dałabym rady chyba spróbować wszystkich :D Krótko mówiąc - każdy znajdzie coś dla siebie!





Już niedługo, a dokładnie we czwartek pierwsza recenzja! Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam i zapraszam po nowe posty ;) Trzymajcie się!



sobota, 24 czerwca 2017

Krem Speculoos Crunchy (Lidl)

Już po zakończeniu, po zakupach i pełna wolności :) Dziś czeka mnie trening i wizyta u babci na imieninach aby spotkać się troszkę z rodzinką :) Muszę sobie zaplanować te wakacje na 100% abym wykorzystała je i nie czuła niedosytu ;)

Co prawda jest to słodycz typowo ekhem...zimowy, ale recenzję mam dla Was dopiero teraz. Czemu? Bo wcześniej jakoś nie miałam okazji go zjeść i spróbować. Długo się zbierałam, bo miałam wcześniej otworzony wręcz identyczny z Biedronki, ale wreszcie nastała ta chwila! Może powtórzą go w te święta? Jeśli tak to będziecie wiedzieli czy kupić :D Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Ukrywać nie będę, słoik ten słoik ma śliczną i zimową grafikę. Chyba miał duże wzięcie, bo długo szukałam go na półkach. Jednak dla chcącego nic trudnego i oczywiście wypatrzyłam go w gąszczu innych rzeczy. Na forach i stronach FB ciągle mnie kusił, bo wersji chrupiącej jeszcze nigdy nie jadłam! Jak wypadła?

Po otwarciu słoiczka pierwsze co poczułam to cudowny, słodki aromat moich ulubionych ciasteczek. Kocham speculoos i kupuję je zawsze na święta Bożego Narodzenia ;) Moimi ulubionymi są oczywiście te z Lidla. Liczyłam, że to właśnie ten sam producent :D Bo tamte ciasteczka są mega wciągające i pasują jako słodycz nie tylko zimą.

Szybko nabrałam go na łyżeczkę, zachwycałam się niezwykłą, kremową konsystencją, ale jednocześnie pełną drobinek ciasteczek i szybko zjadłam. Efekty? Pyszne! Ale strasznie mulące i słodkie :) Nie da się moim zdaniem zjeść więcej niż 2 łyżeczki. Krem jest tłusty, niezwykle korzenny i pyszny. Chrupiące ciasteczka są jakby karmelizowane, bo faktycznie chrupią i daje to super efekt. Jest zdecydowanie bardziej korzenny niż ten z Biedronki i mnie słodki :) Co nie zmienia faktu, że oba to chodzące bomby cukru ;) Ogólne pyszna sprawa i na pewno go jeszcze kupię! Bardzo wciąga :)


Podsumowując:
10/10
Cena - coś koło 6-8 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 23 czerwca 2017

Protein Crossbar Almond Wanilla (www.biozona.pl)

To już dziś - zakończenie roku szkolnego! Mykam na uroczystość, a później wybywam z koleżankami ;) Co prawda do szkoły już nikt nie chodził od poniedziałku, ale i tak takie ''legalne'' wolne jest cudowne :D

Dziś mam dla Was recenzję batonika proteinowego, który ma bardzo ciekawy i dobrze zapowiadający się smak. Nie znam osoby, która nie lubiłaby waniliowych rzeczy, a migdały są małymi alergenami więc większość może je jeść :) Brzmi pysznie? Dla mnie tak! Zapraszam do recenzji :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie prezentuje się bardzo ciekawie i ogólnie typowo, jak na batoniki proteinowe. Jednak nie opakowanie się tutaj liczy, a wnętrze, które po samym rozpakowaniu bardzo mnie zaintrygowało. Poprzedni smak z tej serii okazał się kawałkiem suchego i kruchego batonika, a ten to totalne przeciwieństwo! Bardzo miękki, tłustawy, plastyczny i kuszący :) Zapach? Cudowny! Serio, bardzo waniliowy, wręcz budyniowy i z lekką nutą migdałów. Szybko zatem chciałam go spróbować, bo wiedziałam, że ma w sobie wszystko to, co uwielbiam. I jak? Pysznie :) Niczym waniliowa mordoklejka ;) Batonik fajnie się lekko ciągnął i fajnie się go żuło podczas jedzenia. Migdałów było zaskakująco dużo, a one natomiast dobrej jakości i o świeżym smaku. Połączenie pyszne i wciągające. Jeśli lubicie proteinowe batoniki to będziecie zachwyceni :) Ja na pewno do niego wrócę.


Podsumowując:
11/10!
Cena - 9,90 zł tutaj, Auchan, Rossmann
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 22 czerwca 2017

Wafitki jabłkowe ze stewią Euro Wafel

Wczorajszy dzień zaliczam do bardzo udanych bo i wpadł trening i kino rodzinne! Postawiliśmy na film ''Inferno'', który polecam ;) Ciężki, bardzo pokręcony, ale lubię filmy, które trzeba dokładnie analizować :) Jeśli i Wy gustujecie w takim kinie to bardzo polecam!
Dziś trening też w planach i od razu maluje mi się banan na twarzy :D Planuje też w końcu zrobić fotki mojego dziennego jadłospisu, bo bardzo dawno go na blogu nie było, a wiem, że dużo osób lubi takie posty przeglądać. Ogólnie dużo się dzieje i jest fajnie! Mam nadzieję, że u Was też.

Ostatnio zrobiło się tu gęsto od pozytywnych opinii, a więc czas na zmianę toru jazdy ;) Dziś mam dla Was produkt, który bardzo, ale to bardzo mnie rozczarował, a czym to już dowiecie się w recenzji! Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie może samo w sobie mnie do kupna nie zachęciło, ale smak już tak. Smakowe wafelki bardzo lubię, ogólnie gustuję w tego typie przekąskach, więc nie obyło się bez zakupu tych tutaj. Jabłko to chyba jedno z moich ulubionych owoców, a dodatek stewii był zachęcający. Niestety tylko na tym pozytywne akcenty się skończyły. Po otwarciu tej paczuszki pierwsze co poczułam to sztuczna słodycz. Od razu na myśl przyszła mi stewia, która ogólnie jest dla mnie obojętna, ale wiem, że czasami potrafi być bardzo nieudanym dodatkiem. Tutaj takim była, bo słodycz była tak sztuczna, że aż odpychająca. Miałam nadzieję, że to tylko taki zapach, a smak będzie pozytywny, ale niestety tak też nie było. Ogólnie forma, chrupkość i lekkość wafelków bardzo mi pasowała, ale ten paskudny smak słodzonej wody jabłkowej...meh! Smakowały jak jakiś tani jabłkowy i lekko gazowany napój, który wali słodzikami na kilometr. Coś okropnego i niesmakującego nawet mojej siostrze, która zje wszystko co słodkie. Nie polecam, bo może nie jest to wielka strata pieniędzy, ale posmak później ciężko usunąć :P


Podsumowując:
1/10
Cena - ok. 3 zł Mila
Czy kupię ponownie? - Oj nie

środa, 21 czerwca 2017

Vegan Hero biały (Vantastic Foods)

Dziś już ostatni dzień w szkole, bo jutro mamy dzień wolny ;) W sumie fajnie, bo zapowiada się super pogoda! Muszę pomalować moje pazurki, które już straszą starym kolorem :D Nie wiem jak Was, ale mnie taka słoneczna pogoda tak napawa pozytywną energią, że ciągle mogłabym coś robić! Idzie moja ukochana pora roku - laaato <3


Dziś mam dla Was coś czekoladowego, bo w sumie dawno nie było czekolady :) Ja jakoś teraz często jej nie jadam, ale jak już najdzie mnie ochota to stawiam na prawdziwe frykasy! Dziś pod lupę wpada Vegan Hero w wersji białej :) Na blogu był już w wersji mlecznej, który mnie totalnie oczarował, a więc byłam bardzo ciekawa jak będzie z tym! Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie bardzo tajemnicze i w sumie mało mówiące. Dopiero po przeczytaniu składu wiedziałam, czego się spodziewać, bo sama nazwa i grafika mało mi mówiła :) Czekolada biała z orzechami laskowymi...i to całymi?! Jestem na tak :) Jak już pisałam na wstępie, bardzo zasmakowała mi wersja z ''mlecznej'' czekolady, a po rozpakowaniu tego cuda wiedziałam, że mogę liczyć na coś jeszcze lepszego i oczywiście w 100% wegańskiego :) 

Po samym rozpakowaniu i powąchaniu batonika odleciałam. Pachniał cudnie, baaardzo mlecznie i tak jakoś karmelowo. Pierwszą myślą jaka przyszła mi po powąchaniu tego cuda to Wedel KarmeLova, która jest bardzo udaną czekoladą :) Orzeszki wręcz w całości tylko bardziej kusiły, a więc jak najszybciej zabrałam się za testowanie.
Smak? Boski! Bardzo słodki,karmelowy ale nadal pyszny. Czekolada smakowała zupełnie inaczej niż wcześniej wspomniana KarmeLova, ale tylko na plus! Była niby karmelowa, ale z nutą migdałową i taką jakby mleczną - coś jak mleko karmelowe z tubki :D Orzeszki świetnie chrupały, a sama czekolada wręcz rozpływała się w ustach! Mega zaskoczenie i oczywiście zakochanie na maksa! Polecam, bo to jedna z lepszych czekolad wegańskich jakie jadłam :)


Podsumowując:
100!/10
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 20 czerwca 2017

Lifebar Carob Hazelnut

No to dziś już pędzę do szkoły! Jadę głównie z powodu mojej wychowawczyni, która niestety od nas odchodzi :( Została zwolniona, co jest dla mnie czymś mega głupim, bo przecież ma klasę, która jeszcze nie skończyła liceum! No cóż...nasze podanie o pozostawienie Pani nic nie dało :(


To nie koniec przygody z Lifebar'ami! Został mi jeszcze do opisania ostatni batonik, a jest nim...wersja z karobem i orzechami laskowymi! Kocham karob i używam go bardzo często. W sumie skutecznie zastąpił on kakao w mojej kuchni i teraz używam tylko go :) Czy jest tu jakiś fan karobu? Jeśli tak to będzie zachwycony tym batonikiem! A po więcej szczegółów zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Lifebar o tym smaku kusił mnie bardzo gdyż jak już wspomniałam, bardzo lubię karob i jest on używany w mojej kuchni bardzo często :) Używa go zamiennie za kakao, które ma mniej bogaty smak od niego plus karob jest naturalnie słodki :D Nie lubię przeładowanych opakowań, które aż tryskają kolorami na każda stronę. Zwykły beż i tyle mi wystarczy. Batonik bardzo fajnie zapowiadał się tuż po samym otwarciu. Okazał się bardzo tłusty i ku mojemu rozczarowaniu ''biedny'' w elementy chrupiące (tu orzeszki). W konsystencji bardzo miękki, tłusty, ale za to cudownie pachnący karobem i orzechową nutką. Zdecydowanie aromat karobu był najbardziej wyczuwalny, ale zaraz po nim pojawiała się daktylowa nutka oraz orzechowy smaczek. Wszystko tylko spowodowało, że moje ślinianki zaczęły wariować i jak najszybciej musiałam go zjeść. Zacznę od tego, że batonik był PYSZNY! Miękki i wręcz rozpływający się w ustach. Był niczym blok naturalnego nugatu, który rozpływa się pod wpływem ciepła z naszych ust :)   Baton okazał się bardzo słodki i lekko nugatowy od orzechów laskowych, które w sumie czasami trafiały się podczas jedzenia, ale nie w jakiejś szałowej ilości. Daktyle fajnie nadawały karmelowe słodyczy, która tworzyła ciekawą kompozycję smakową. Ogólnie pyszne zaskoczenie!  Polecam dla fanów nugatowych klimatów, bo batonik na prawdę est lekko nugatowy :)


Podsumowując:
11/10
Cena - ok. 7 zł sklep ekologiczny
Czy kupię ponownie? - Tak


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Krem orzechowo-kakaowy Super Krówka

Poniedziałek zaczynam bardzo pozytywnie, bo zostaję sobie w domu i załatwiam ostatnie sprawy :) Wpadnie trening i może jakieś zakupy? Oby! Bo pogoda zapowiada się ślicznie :)


Dziś postanowiłam, że przedstawię Wam rzecz, która uzależniła mnie na dobre! Uwielbiam masło orzechowe i inne pasty tego typu, ale Nutella jakoś niezbyt mi podchodziła. Jest ona zdecydowanie zbyt słodka, a gdy się rozpuszcza, pozostawia niemiły oleisty osad. Cóż...a jakby tak zdrową Nutellę? Taką opcję ma dla nas Super Krówka, która ulepszyła ją o krówkowo-kokosowe klimaty! Kto chętny? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego słoiczka, który jest prześliczny, uroczy i przyciągające uwagę. Gdy zobaczyłam tą przyjazną krowę na etykiecie, od razu byłam nim oczarowana! Najbardziej oczywiście spodobała mi się ta czaderska mina krówki, która zachęca do szybkiego spróbowania kremu ;) Na samym początku zastanawiałam się w jakiej formie będzie ten krem - czy lejący się i kleisty, a może stały i lekko mulący? Już po samym otworzeniu okazało się, że to pierwsza opcja :) W tego typu kremach zdecydowanie wolę warianty lejące, bo te zwarte i mulące są nie do przejścia przy nadmiernej słodyczy. Chyba nikt nie lubi mulącej guli pełnej cukru ;) Tutaj krem konsystencję ma idealną, szczególnie do polewania zdrowych deserów! No dobrze, prezentacja na plus, ale jak doznania smakowe i zapachowe? Powiem Wam jedno - GENIUSZ! I krówki i krem to czysta poezja sama w sobie :) Zapach obłędny, bardzie karmelowy i krówkowy niż czekoladowo-orzechowy (cukier kokosowy robi swoje), ale dla mnie tym lepiej, bo krówkowego kremu to jeszcze nie jadłam :) Smak bardzo zbliżony do ich krówek toffi, ale jednak z wyczuwalną nutką czegoś nugatowego. Dla mnie strzał w dziesiątkę i już wyobrażam sobie inne warianty smakowe kremów! Koniecznie spróbujcie bo warto ;) Szczególnie polecam dla osób, które uwielbiają kajmak!


Podsumowując:
100/10!
Cena - 14,99 zł Rossmann, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak! ♥


niedziela, 18 czerwca 2017

Truskawkowo-kokosowe płatki jaglane na mleku kokosowym Koko

Dawno nie wstawiałam na blogu przepisu, a że akurat wypadła niedziela to postanowiłam pokazać Wam pomysł na idealne niedziele śniadanie ;) Ja co prawda niedziele zaczynam od wody i treningu, ale tym, co nie lubią trenować na czczo to będzie pomysł idealny! Zapewni nam masę pozytywnych i zdrowych węglowodanów, które dodadzą energii nawet na najcięższy trening :) Ja taką miskę serwuję sobie po treningu, ale dla osób nietrenujących tez będzie idealna :) No bo kto nie lubi takich zdrowych słodyczy? ;) Kokos i truskawki to bardzo udane i teraz w okresie Polskich truskawek bardzo często przeze mnie stosowane. Z mlekiem kokosowym Koko Dairy Free, które jest moim ulubionym mlekiem roślinnym, smakuje jak bajka! Kto chętny? Zachęcam do wypróbowania :)


Składniki /1 porcja/:
50 g płatków jaglanych
200 ml mleka kokosowego Koko Dairy Free
1 łyżka masła migdałowego
1 łyżeczka aromatu kokosowego
dowolna ilość truskawek

1.Do garnuszka wlewamy mleko i doprowadzamy do wrzenia.
2.Płatki jaglane wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i gotujemy do momentu ich lekkiego zgęstnienia.
3.Do płatków dodajemy łyżkę masła migdałowego i aromat kokosowy - gotujemy aż zupełnie zgęstnieją, a masło migdałowe idealnie się rozpuści.
4.Truskawki myjemy, kroimy w kostkę i dodajemy do już ugotowanych płatków aby lekko zmiękły i puściły sok.
5.Podajemy w towarzystwie smakowitych dodatków, ja osobiście polecam podać z chipsami kokosowymi!

Smacznego!




sobota, 17 czerwca 2017

Fruit Bowl Raspberry & Blackcurrant Flakes

Sobota niestety nie zapowiada się ładnie i słonecznie , ale nie ma tego złego ;) Mam tylko nadzieję, że padać nie będzie, bo wczoraj deszczu było sporo i niestety pokrzyżował on moje plany odnośnie zakupów :P Dziś już chce się wybrać ale jak wyjdzie to zobaczę! Na pewno treningu nie odpuszczę :D

Owocowe płatki od Fruit Bowl to taka niepozorna przekąska, która zaskakuje swoi silnym owocowym smakiem. Na blogu pojawiła się już jedna wersja smakowa, a dziś czas na ostatnie dwie! Maliny i porzeczki to typowo letnie owoce :) Czyż nie idealnie się tutaj z nimi wpasowałam? Zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd i smak: Ponownie mamy tutaj urocze opakowanie, które przykuwa uwagę nie tylko dzieci ;) Marka Fruit Bowl wie jak zrobić dobrą grafikę, nie ma co! Ja mam zdecydowanie słabość do takich pięknych opakowań i czasami kupuję w ciemno, bo jem oczami :D Myślę, że to nie tylko moja słabość.
Jak sama nazwa wskazuje, mamy tutaj do czynienia z płatkami owocowymi o smaku maliny i czarnych porzeczek. Jak na czarne porzeczki przystało są zdecydowanie ciemniejsze niż płatki o smaku malin. Jest to fajna opcja suszonego musu owocowego, którego można zabrać ze sobą czy to w torbę, plecak lub kieszeń ;)  Lubię takie małe przekąski, bo nie dodają one zbędnego ciężaru w moim  przepełnionym szkolnym plecaku, który jest już wystarczająco ciężki od ogromu książek.
Po otwarciu tych uroczych płatków pierwsze co poczułam to aromat owocowego dżemu. Tak, dżemu, a nie świeżych owoców. Dla mnie to żadna wada, bo dżem uwielbiam (chyba po mamie hehe ;)) ale osoby, które nakręciły się na aromat naturalnych owoców mogą być rozczarowane. Każdy płatek jest pokryty mąką ryżową, co powoduj, że się nie sklejają. Smak? Przepyszny! Naturalnie słodki, kwaskowy w obu przypadkach, ale ku mojemu zaskoczeniu w malinowym bardziej ;) Malinki mają tutaj ciekawy smaczek, a porzeczki podchodzą mi trochę pod winogronowe żelki, które uwielbiam :) 
Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - Dostaniecie je w Carrefour, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 16 czerwca 2017

M&M's Peanut Butter

Kolejny wolny dzień, a więc zapowiada się ciekawie! Sama jeszcze nie wiem co będę do końca robić, ale wypadałoby troszkę popracować nad swoją opalenizną :D Opalać się nie znoszę, ale muszę przynajmniej wysmarować się tymi kremami, które ''udają'' opaleniznę :P Przecież blada jak ściana nie mogę być! Oczywiście trening też wpadnie, a więc będę naładowana pozytywną energią! Mam nadzieję, że u Was również fajnie się dzień kreuje :)

M&M's były kiedy jednymi z moich ulubionych słodyczy. Chyba nie muszę mówić jaki smak? ;) Oczywiście z orzeszkami! To boje ulubione, a szczególnie te w niebieskiej skorupce, które barwiły śmiesznie języki na niebiesko i posiadały chyba najmocniejszy barwnik. Gdy ostatnio w prezencie dostałam od wujka wersję z masłem orzechowym, którą już od bardzo dawna chciałam spróbować, byłam w siódmym niebie! Czy smak zaskoczył? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowania chyba nie muszę przedstawiać, bo te cukierki zna chyba każdy :) Wersja z masłem orzechowym w naszym kraju ostatnio nie jest jakoś szczególnie trudna do zdobycia, ale w takim zwykłym markecie typu Biedronka ich na pewno nie kupicie. Z tego co wiem można je dorwać czasami w Tesco, Piotrze i Pawle oraz Carrefour, ale głowy nie daję ;) Masło orzechowe oczywiście kocham, ale chyba dobrze o tym już wiecie :D Musiałam zatem je jak najszybciej spróbować. Dokładnie przeglądałam smak i na wszelki wypadek oddałam mojej siostrze wszystkie czerwone i pomarańczowe abym czasami nie zjadła barwnika pochodzącego z różowych robaczków, które wege nie jest.  Po rozerwaniu małej saszetki pierwsze co poczułam to lekko fistaszkowy aromat. Nie był intensywny, ale dało się wywnioskować, że będą to orzeszki ziemne. W sumie bardzo podobnie pachniały do tych zwykłych z całym orzeszkiem, ale jednak tutaj wyczułam malutką nutkę soli. Lubię słodko słone połączenia  w słodyczach, ale wiedziałam, że tutaj na jej dużą ilość nie mam co liczyć ;) Oczywiście jak najszybciej przystąpiłam do testów, bo strasznie chciałam wiedzieć jak wypadnie mój ulubiony dodatek do słodyczy. Skorupka z M&M's oczywiście klasyczna, kolorowa i bardzo słodka. Niby jej nie lubię, ale mam sentyment do tego smaku. Cieniutka warstwa czekolady bardzo fajna, lekko słodka, a środek z masła orzechowego zaskakująco smaczny! Okazał się bardzo kremowy, lekko tłustawy, ale niestety zbyt mocno zdominowany przez czekoladę i cukrową skorupkę :( Liczyłam na doładowanie masłem orzechowym jak w Reese's, ale niestety dostałam tylko jego namiastkę. Ogólnie są bardzo smaczne, ale chyba wolę te z całym fistaszkiem ;) Z ciekawości warto spróbować, ale nic więcej.


Podsumowując:
7/10
Cena - dostałam
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 15 czerwca 2017

Wegańskie krówki Kakaowe Super Krówka

Jak fajnie wstać w środku tygodnia i nie musieć iść do szkoły ;) Nie ukrywam, że cieszę się, ale oczywiście nie będzie lenistwa! Czeka mnie trening i ogarnianie pokoju przed wakacjami, co by się tutaj bardzo słonecznie zrobiło :) Oczywiście aby mieć chęci na takie rzeczy, trzeba się doładować cukrem! Ja lubię raz dziennie zjeść sobie coś słodkiego, bo przecież lepiej zjeść coś malutkiego codziennie niż dostać jakiegoś napadu na słodycze i zjeść całą czekoladę w jeden dzień! ;)

Ostatnio na blogu było o krówce toffi, a teraz czas na wersję z kakao, która bardzo mnie zaciekawiła. Wszystkie krówki z kakao, które jadłam, były mało smaczne, przeważnie suche jak wióry i z posmakiem margaryny. Jak wypadną te? Czy zmienią moje zdanie o krówkach kakaowych? Zapraszam do czytania!


Skład:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego opakowania, które jest prześliczne, urocze i przyciągające uwagę. Poprzedni smak bardzo mnie zauroczył, a więc do tych podchodziłam równie pozytywnie i entuzjastycznie. Niby mam uraz do krówek z dodatkiem kakao, ale kurczę...te wegańskie przecież musza być inne! Te krówki nie rozpuściły mi się i okazały się zdecydowanie bardziej trwałe i twarde od poprzednich. Zaznaczę już na samym początku, że są to krówki CIĄGUTKI, a więc dla osób, które są wierne tym kruchym - nie polecam ;) Zapach był silny, z wyraźną nutą kakao, która lekko tez ocierała się o coś kawowego.To było takie zmieszanie krówek z popularnymi cukierkami kukułki, które często zajada mój dziadek. Ja ciągutki kocham, kukułki też nawet lubię, a więc szybko zabrałam się za jedzenie. Wrażenia? Miłość od pierwszego gryza, a co! :) Krówki okazały się bardzo interesujące w smaku i takie, jakie uwielbiam najbardziej. Słodziutkie, ciągnące i zaklejające :) Oczywiście są dużo mniej słodkie niż Toffi , bo nuta kakao i kawy była bardzo wyraźna, ale i tak pyszne i uzależniające ;) Widząc moje zachwycanie się nad tymi krówkami, mama sprezentowała mi dodatkową paczkę na zapas ;) A znikają jak szalone! Polecam :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok.8-10 zł Rossmann, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak! ♥

środa, 14 czerwca 2017

Jagły w miodzie z malinami Soligrano

Kto kocha kaszę jaglaną?! Ja jem ją codziennie i nie mogą się nadziwić ile takie pyszne ziarenka mają w sobie smaku i wartości odżywczych :) Kasza jaglana jest bardzo zdrowa, szczególnie dla kobiet, ale i też bezglutenowa, a więc osoby cierpiące na celiakię mogą ją śmiało zajadać :) Gdy zobaczyłam, że będę miała okazję spróbować kaszy jaglanej preparowanej z malinami liofilizowanymi byłam bardzo szczęśliwa! To idealna rzecz dla takiego maniaka jaglanki jak ja :)
Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę od samej grafiki opakowania, która dla mnie jest prze genialna! Pięknie zrobiona, ponadto z pomysłem :) Ich produkty są naprawdę ciekawie zaprezentowane. Dzięki temu, że opakowanie jest lekko przeźroczyste, możemy zobaczyć jak wygląda nasze żyto oraz ile dodatków, w postaci suszonych jabłek, posiada. Chyba każdy lubi mieć taką świadomość, co wkłada do koszyka ;) 

No dobrze, a jak to wszystko ma się w środku? Zacznę od samej kaszy jaglanej, która nie dość, że jest zdrowa to i pyszna! Jaglanka zaczyna być coraz bardziej popularna, co bardzo mnie oczywiście cieszy :) Jej wersja w miodzie dodatkowo jest naturalnie słodka, a przecież słodkie rzeczy są przeważnie lepsze :D Maliny nie należą do moich ulubionych owoców, ale nie zaprzeczę, że również bardzo je lubię :)
Zapach po otwarciu opakowania był obłędny. Słodki, ziarnisty i bardzo miodowy. Ku mojej uciesze, malinek było sporo! Normalnie trafiały się całe sztuki ;) Dobrze, a jak smak? Powiem tak - od pierwszego gryza wiedziałam, że znalazłam nową miłość. Kasza jaglana oczywiście pyszna, bardzo miodowa i chrupiąca, Podobało mi się to, że tworzyły się takie jakby grudki z jaglanki ;) Malinki fajnie kwaskowe, które równoważyły słodycz samej kaszy. Jeden z moich ulubieńców - polecam!


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 5 zł Rossmann, Mila, Polomarket, Auchan
Czy kupię ponownie? - Tak!