piątek, 21 lipca 2017

Wegetariańskie wakacje - co ze sobą zabrać?

To już czas! Obiecany post z tym, co zabrać ze sobą na wegetariańskie wakacje :) Jadę już jutro, a więc moje podekscytowanie jest tak ogromne, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy ;) Postaram się być aktywna na moim instagramie, na którego wszystkich bardzo zapraszam, i wstawiać tam fotki z 10 dniowego wypadu. W tym roku jadę w góry, na łono natury i do tak zwanej ''dziury'' gdzie raczej nie znajdę nic roślinnego w restauracja i knajpkach. Wzięłam to pod uwagę i przygotowałam się na całego! Nie ma przecież nic gorszego niż chodzenie głodnym i złym na wakacjach no :D

Starałam się przygotować rzeczy, które nie wymagają przechowywania w lodówce i takie, które nie trzeba jakoś długo gotować.  Najlepiej sprawdzają się puszki ze strączkami, które w połączeniu z ketchupem, świeżymi warzywkami i waflami są czymś idealnym. Fajnie sprawdzą  się też dania gotowe w słoikach, których w wersji wege jest coraz więcej na rynku! Wszelkie pasty warzywne, pasztety sojowe czy inne też są super opcją, bo w połączeniu z pieczywem czy waflami potrafią nasycić na bardzo długo. Oczywiście nie zapominam też o rzeczach na słodko, a w moim przypadku są to owsianki do zalewania wrzątkiem. One w połączeniu ze świeżymi owocami są idealnym śniadaniem na szlaku! Wypróbowane i polecam ;)


Ja oczywiście nie wyobrażam sobie życia bez serków wiejskich, a więc i one będą w asortymencie na wyjazd. Co prawda pewnie kupię więcej na miejscu, ale jeden na wszelki wypadek musi być. Na zdjęciu powyżej mam też nowość jakimi są ciekawe puree warzywne. Dyniowy i groszkowy nie jest wegański, ale ten z grochu już tak. Testowałam wszystkie i są mega! Dodatkowo w niezłej cenie i sycące, a więc polecam :) Tofu też jedzenie ze mną oraz suszone pomidory, które wpadają praktycznie codziennie. Są do dostania w Biedronce tak samo jak ta ciekawa kasza gryczana z grillowanymi warzywami, którą gotuje się tylko 12 minut i gotowe! Takie gotowce ratują życie :)
Chleba teraz nie jadam, bo trochę mi po nim ciężko, a więc wafle muszą być! Oczywiście tutaj liczba symboliczna, bo paczek jest z chyba z 5.

Oczywiście na tych zdjęciach są tylko propozycja, a jedzenia jest więcej, ale nie chciałam pokazywać wszystkiego :)


Oczywiście zabieram ze sobą trochę świeżych owoców (jabłka/brzoskwinie/banany) i warzywa (brokuł/marchewki/papryki/ogórki) no i oczywiście będę kupować na miejscu :) 


Teraz się z Wami żegnam i widzimy się za 12 dni! Oczywiście pojawię się z fotorelacją, a na instagramie będę zdjęcia na bieżąco :) Trzymajcie się!

czwartek, 20 lipca 2017

Masło orzechowe piernikowe Primavika

Jestem trochę zła, bo niestety nie udało mi się kupić tej fioletowej farby, ale mam za to inny kolor :D Chyba jutro będę nakładać czerwień na włosy, ale nie wiem jak się ze wszystkim wyrobię. Mój wyjazd już w sobotę, a ja w proszku! Jedynie spożywka kupiona i ubrania poprasowane, ale jeśli chodzi o ''udoskonalanie'' mojej osoby to jestem w czarnej...dziurze ;) Ale już się zbieram, maluję pazurki na letnie kolory i mam nadzieję, że będzie super - trzymać kciuki!


Mam dziś dla Was recenzję masła orzechowego, które było wyjątkowym smakiem do zimowych posiłków. Jednak mi w tym okresie jakoś nie przychodziła ochota na to masełko i przeleżało sobie do czerwca. Kupiłam je już dawno, chyba w październiku zeszłego roku, ale zapomniane w szafie nie było ruszane. Jednak ostatnio przy porządkach wpadło mi w łapki i musiałam je otworzyć! Jak wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Malutki słoiczek z kremową i charakterystycznie ciemną zawartością. Bardzo ładna grafika słoiczka na pewno przyczyniła się też do jego zakupu, ale nie będę ukrywać, że bardzo intrygował mnie smak piernika w maśle orzechowym :) Oczywiście grafika jest zimowa, ale co tam :P Skład może nie powala i niestety mamy tutaj cukier, ale nie jest to typ masła prozdrowotnego, a raczej jako lepsza alternatywa dla słodyczy. Po otwarciu słoiczka aromat przyprawy korzennej był bardzo intensywny i przyprawiający o ślinotok ;) Lubię tą przyprawę i oczywiście w okresie jesienno-zimowym często ją stosuję. Konsystencja (jak widać na zdjęciu poniżej) niezbyt powala, bo bardzo wytrąca się olej, który trzeba dokładnie wmieszać w masę. Nie wiem jak Wy, ale mnie drażnią lejące masła, bo wszędzie mi w tedy leci i brudzę wszystko dookoła więc tutaj się zawiodłam. Kolejnym minusem dla mnie był brak orzeszków, ale cóż, to nie wersja crunchy.  Smak? Słodki i słony jednocześnie, ale zdecydowanie z przewagą słodyczy. Korzenny aromat było wyraźnie czuć  i fajnie komponowało się na waflach czy w owsiance/jaglance/innej kaszce :) Ogólnie fajne, ale mulące i po 1 góra 2 łyżeczkach ma się dosyć :D To był raczej jednorazowy zakup, ale zjedzony z wielką przyjemnością.


Podsumowując:
8/10
Cena - chyba 7 zł
Czy kupie ponownie? - Raczej nie

środa, 19 lipca 2017

Wegański chlebek bananowy z mąką kokosową i cukrem kokosowym

Pomyślałam sobie, że dawno na blogu nie było przepisu, a więc mam dla Was kolejny pomysł na chlebek bananowy w wegańskiej wersji :) Ostatnio sam mój tata kupił do domu ogromną ilość dojrzałych bananów i zadeklarował, że bardzo ma ochotę na chlebek bananowy! To zdecydowanie ulubiony wypiek w moim domu i robię go często ;) Wykorzystałam to, że mój tata jest ogromnym miłośnikiem kokosowych smaków i stworzyłam chlebek bananowy przesycony kokosem! Kto chętny? Zapraszam do kuchni! ;)


Przepis /na 1 blaszkę/:
3 bardzo dojrzałe banany
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżeczki sody/proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
szczypta soli
chlust mleka roślinnego

1. Banany rozgnieść na papkę
2. W dużej misce wymieszać obie mąki wraz sodą/proszkiem oraz szczyptę soli.
3. W mniejszej misce wymieszać olej z cukrem kokosowym tak, aby cukier się zupełnie rozpuścił.
4. Do miski z olejem i cukrem dodać banany i ponownie wymieszać.
5. Masę płynną dodać do miski z mąką i łyżką dokładnie wymieszać całość aby powstała gęsta i lepka masa na ciasto. Gdy będzie za gęsta dodać mleka roślinnego.
6. Gotowe ciasto przełożyć do blachy lub keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i obsypać chipsami kokosowymi, a następnie posypać 2 łyżeczkami cukru kokosowego aby po upieczeniu powstała chrupiąca i karmelowa skorupka :)
7. Piec w 180 stopniach lub w 150 stopniach w termoobiegu przez ok. 50 min (warto sprawdzać patyczkiem ciasto!)
8. Zostawić do wystygnięcia lub zajadać jeszcze ciepłe ;)

Smacznego!





wtorek, 18 lipca 2017

CiniMinis Granola

Dziś zapowiada się dosyć pracowity dzień, ale mimo tego mam banana na twarzy, bo już w tą sobotę wyjeżdżam w góry z rodzicami :) Muszę pozałatwiać parę spraw, ale mam nadzieję, że tragedii nie będzie. Przynajmniej jutro sobie humorek doładuję treningiem i będzie git! Szykuję też dla Was post o tym, co zabieram na wyjazd, ale na razie jeszcze nie jest gotowy :) Muszę zebrać wszystko do kupy i ogarnąć post. Myślę, że pojawi się on w piątek i będzie to ostatni post przed wyjazdem :)


Dziś mam dla Was recenzję rzeczy, którą już bardzo dawno chciałam spróbować. Gdy tylko pojawiła się na rynku wiedziałam, że kiedyś wpadnie w moje łapki. Mowa tu o granoli CiniMinis, która pojawiła się już jakiś czas temu na polskim rynku. Cena ciągle mnie paraliżowała, bo opakowanie jest bardzo malutkie, a kosztuje 10 zł! Jednak w końcu wyczaiłam promocję i się skusiłam...czy było warto? Zapraszam.


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę od tego, że jestem totalnie zakochana w smaku CiniMinis i są to moje ulubione płatki. Kiedyś miałam na nie straszną fazę i jadłam codziennie, ale teraz jakoś minęło i cieszę się z tego powodu, bo nie oszukujmy się - to tona zbędnych i mało wartościowych węgli, których mi szkoda na takie rzeczy ;) Wolę zjeść owoce lub coś innego, bo sycą na dłużej. Jednak jestem tylko człowiekiem i po prostu czasami mam ochotę więc kupuję i jem :) Tak było z tą granolą, miałam na nią straszną ochotę, bo oba produkty kocham i wyobrażałam sobie smak nie do pobicia. 

Opakowanie bardzo fajne, kuszące i nareszcie w kartoniku! Szkoda, że nadal tak nie robią z klasycznymi płatkami ;) W środku pojawił się mały zawód, bo spodziewałam się większej ilości płatków CiniMinis i zlepków granoli, a dostałam raczej drobne cynamonowe musli. Zapach jednak pozostał bardzo w stylu CiniMinis czyli z toną słodkiego cynamonu ;)

Płatki testowałam wraz z serkiem wiejskim, bo z nim wszelkie tego typu przekąski najlepiej mi ''wchodzą''. No więc powiem Wam, że szkoda kasy na tą granolę i tyle. Jest mało intensywna w smaku, płatków jest tylko kilka na krzyż, a smak cynamonu ginie przez dziwny posmak tych granolowych zlepków, które niestety nie są dość chrupiące. Nie wiem jak to ma się do innych smaków ( Lion i Nesquik), ale ten to porażka. Za ta samą cenę mam największą paczkę samych płatków i dużo więcej przyjemności z jedzenia.
Nie polecam!


Podsumowując:
4/10
Cena - 9,99 zł Netto/Tesco/Kaufland
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 17 lipca 2017

A do herbaty...Cytrynki z kwiatem z czarnego bzu i syrop zielona herbata ETERNO

Co, co zaglądają na mojego bloga już przez dłuższy czas doskonale wiedzą, że jestem osobą, która herbaty  nie pije, bo nie lubi jej smaku. Jednak nigdy Wam nie pisałam, że mam wyjątki,  a mianowicie pewną herbatę z Anglii, którą zawsze przywodzi mój wujek oraz pewną herbatę białą z owocem granatu, której niestety już dawno nie widuję. Jednak ostatnio pojawił się kolejny wyjątek! Mianowicie herbata z cytrynkami z kwiatem z czarnego bzu lub herbata ze syropem z zielonej herbaty ETERNO! Powiem Wam, że tak dobrej herbaty jak z tymi dodatkami jeszcze nie piliśmy w domu, a potwierdza to i tata i mama i moja siostra! Tacie tak zasmakował syrop, że dodaje go nawet do swojej wieczornej mięty :)


Skład:


Wygląd i smak: Syrop to czysta poezja dla wielbicieli słodkich dodatków do herbaty :) Jest bardzo orzeźwiający, a dzięki jego dodatkowi nie trzeba już słodzić napoju :) Idealnie się sprawdzi do herbaty, ale nie tylko! Jak już pisałam wcześniej mój tato popija sobie go z miętą, a moja siostra za to dodaje do zwykłej wody, wkłada do lodówki i ma smakową wodę :) Opcji jest wiele! A syrop ma krótki skład bez  zbędnych dodatków i ze sporą dawką wyciągu z zielonej herbaty! To nie jest bubel, jak te na sklepowych półkach, które mają czasami tylko 0,3% dodatku ;) Ponadto ten syrop jest przepięknie zapakowany i to wyśmienity pomysł na prezent dla bliskiej osoby :)



Skład: cukier, cytryny 37%, woda, kwiat czarnego bzu 1,4%, alkohol 1,4% obj.




Wygląd i smak: Cytrynki to absolutny hit i zdecydowanie ulubieniec mojej mamy! Tak jej zasmakowały, że po wypiciu herbaty cytrynki potrafi zjeść :D Są one bardzo aromatyczne, słodkie i wyraźnie nasączone syropem. Nadają cudownego aromatu herbacie, a syrop, w którym pływają można wykorzystać do osłodzenia herbaty :) Coś wspaniałego! Nie wiem co w składzie robi alkohol, ale nie ma co się martwić, bo nic nie czuć :) Mój tata również je uwielbia, ale wszyscy doszliśmy do wniosku, że one jednak najlepiej smakują w herbacie :) Pycha! No i znów cudownie zrobiony słoiczek, który będzie świetną opcją na prezent.


Podsumowując:
10/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

niedziela, 16 lipca 2017

Wegańskie krówki Bananowe Super Krówka

Witam, witam! Pogoda się troszkę poprawiła, a więc od razu lepiej się wstaje ;) Dziś zapowiada się u mnie aktywny dzień, ale na pewno spędzony w gronie rodzinnym :) Kupiłam też z mamą fioletową farbę do włosów i pewnie pomyślicie, że oszalałam, ale...farbuję się! :D Zobaczymy co z tego wyjdzie ;) Oczywiście nie walnę sobie tego na całą głowę, a jedynie na końcówki.


Kto pamięta Super Krówki?! Pisałam o nich już jakiś czas temu. Wtedy na blogu zawitał smak Toffi i Kakaowy oraz krem z orzechami laskowymi! Dziś jednak czas na coś bardziej wymyślnego, a mianowicie...na krówki bananowe! Ktoś o takich słyszał? Ja wcześniej nie, ale Wy zaraz dowiecie się jak smakują :)


Skład:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego opakowania, które jest prześliczne, urocze i przyciągające uwagę. Pisałam już to wcześniej, ale cóż...opakowanie się nie zmieniło, a jedynie kolorek, który jak na banana przystało jest żółty :) Podchodziłam do nich trochę z rezerwą, bo wiem z doświadczenia, że słodycze o bananowym aromacie bywają sztuczne i niezjadliwe, ale w tym przypadku się nie zawiodłam :) W środku krówki ani trochę się stopiły i dało się je spokojnie odrywać od papierka. Zaznaczę już na samym początku, że są to krówki CIĄGUTKI, a więc dla osób, które są wierne tym kruchym - nie polecam ;) Zapach był bardzo delikatny, praktycznie nie czułam banana, ale to nawet dobrze, bo oznaczało to naturalny jego wkład, a nie sztuczne badziewie. Miały bardzo słodki aromat, zdecydowanie słodszy niż poprzedniczki. Nie mogłam się długo powstrzymywać, a więc szybko zabrałam się za test smaku! Wrażenia? Ponownie miłość od pierwszego gryza, a co! :) Krówki okazały się IDEALNE w smaku i takie, jakie uwielbiam najbardziej. Słodziutkie, ciągnące i zaklejające :) Banana było wyraźnie czuć ale nie sztucznie, a właśnie bardzo subtelnie. Nadawał fajnej słodyczy i ciekawie komponował się z smakiem toffi. Toffi też wyraźnie czułam, ale nutka banana była! Są to chyba najsłodsze jakie jadłam, ale i tak OBŁĘDNE! Polecam, bo to unikatowy smak, który warto sprawdzić na własnych upodobaniach smakowych ;)


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok.8-10 zł Rossmann, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak! ♥

sobota, 15 lipca 2017

Dobra Przekąska - Ziarna i pestki (Bionaturalfit.pl)

Jakieś plany na sobotę? U mnie luzik i sprzątanie, aby jutro mieć wolne na trening i czas z rodzinką :) Muszę też już powolutku planować co wezmę ze sobą na wyjazd i myślę, że to będzie dobry pomysł na post! Co o Tym myślicie? Tymczasem zapraszam Was na recenzje przekąski, która zadowoli chrupaczy słonych przysmaków. Ja co prawda zawsze wolałam te słodsze warianty, ale gdy się zrobi za słodko to sięgam też po te z pikantnymi lub słonymi dodatkami :) Tutaj zaciekawiło mnie to, że mieszanka ma w sobie prażoną ciecierzycę, którą koooocham! Jak to wypadnie w zestawieniu z dynią, słonecznikiem  i prażoną kukurydzą? Zobaczmy!


Skład:


Wygląd i smak: Paczuszka niepozorna, ale ładna i kusząca :) W środku znajduje się mieszanka pestek dyni, pestek słonecznika, prażonej cieciorki oraz prażonej kukurydzy z solą. Soli jest tu dosyć sporo, bo po samym otworzeniu było czuć jej dodatek. Ogólnie lubię solone rzeczy, ale jednak staram się ich unikać. Tutaj jednak moja miłość do prażonej ciecierzycy wygrała i musiałam spróbować tej przekąski jak najszybciej! Każda pestka była podprażona dzięki czemu zyskała na chrupkości. Na szczęście ich sól mocno nie dotknęła, a więc były tylko lekko solone :) Prażona kukurydza była bardzo tłusta i bardzo słona, ale znalazła ona swojego amatora, a mianowicie mojego tatę, który był nią zachwycony ;) Dla mnie najlepsza okazała się prażona ciecierzyca! Pyszna, w ogóle nie słona, chrupiąca i bardzo aromatyczna. Ja uwielbiam prażona cieciorkę i mogłabym ją jeść codziennie ;) Myślę, że taki mix to będzie świetna alternatywa dla chipsów podczas jakiś spotkań czy imprez. Ja jednak więcej chyba bym nie kupiła, bo sama nie jestem w stanie zjeść takiego cuda ;)


Podsumowując:
7/10
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

piątek, 14 lipca 2017

ETERNO - Smak rodzinnej pasji

Jeśli obserwujecie mojego instagrama to wiecie, że niedawno dotarła do mnie paczuszka od Eterno.pl czyli rodzinnej firmy, która produkuje przeróżne przetwory z domowych przepisów, które są od lat w ich rodzinnej firmie :) Uwierzycie w to, że to wszystko funkcjonuje od 1890 roku?! Szmat czasu :)

Producent bazuje na produktach z ekologicznych upraw i nie pozwala na to aby do ich przetworów trafiały wadliwe partie :) Wszystko wykonane jest ze 100% starannością i dbałością o każdy detal! Spójrzcie tylko na te słoiczki! Są takie śliczne, że szkoda ruszać i otwierać ;) Ja jestem nimi oczarowana i coś czuję, że nie zawiodę się na żadnym produkcie :) Mam też w planach parę deserów, ale o tym  ciii! Dowiecie się w przyszłości :) Póki co zapraszam Was na przeczytanie ciekawej historii Eterno na ich stronie, a ja pozostawiam Was z produktami, których recenzje tutaj niedługo zawitają :)






Miłego dnia! :)



czwartek, 13 lipca 2017

Princessa Dark Cherry

Witam, witam! Dziś zapowiada się u mnie cudowny dzień w rodzinnym gronie :) Totalny na luzie, bo jadę do babci odwiedzić moje wujostwo i kuzynka z Anglii! Rodzinka ciągle się powiększa, mam już 2 nowych członków rodziny i bardzo mnie to cieszy :) Grunt by dochodziło, a nie odchodziło.

Ponadto wpadną jakieś fit zakupy! Swoją oferta zainteresowała mnie Biedronka i może coś zakupię ;) Jak dorwę ciekawe rzeczy to i może haul zrobię? Pożyjemy zobaczymy! Dziś mam dla Was recenzję wafelka, którego zachwalało bardzo dużo osób :) Sama go nie kupiłam, ale moja mama się skusiła i postanowiła się ze mną podzielić. Jak wypadł? Tego dowiecie się recenzji! Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Wafelek kusił mnie od dawna ze względu na to, że został oblany gorzką czekoladą. Ja osobiście uwielbiam gorzką czekoladę i zawsze wybieram słodycze z nią związane (jeśli jest taka opcja oczywiście ;)). Tutaj dochodził jeszcze napis ''special edition'' no i wiśnie, które w połączeniu z gorzką czekoladą to dla mnie czysty ideał. Napaliłam się strasznie, ale jakoś nie było ochoty aby zjeść całego...na ratunek przyszła mama i się ze mną podzieliła ♥ Dodam, że jest jeszcze wersja pomarańczowa, ale ani ja ani moja mama nie lubimy cytrusów w słodyczach. 

Opakowanie ładne, ale jak środek? Powiem Wam, że już po otworzeniu zrobiłam wielkie ''wow'', bo wafelek wyglądał na prawdę obiecująco. Chrupki, które go pokrywały imitowały śmiesznie orzeszki i chyba wolałabym jednak aby to były prawdziwe orzechy, a nie chrupki :P No, ale cóż...
Zapach również kusił, bo wyraźnie czułam deserową czekoladę i wiśnie. Był chrupki, ale nie rozwalał się, a więc łatwo mogłam go przełamać na pół. Smak? Jak na wafelka to pyszny. Nie jestem fanką tego typu słodyczy, ale do tego mogłabym wracać - serio! Czekolada fajnie smakowała kakaem, a nie tanizną, a wiśniowy aromat nieźle dawał o sobie znać. Chrupki fajnie chrupały, tak samo jak sam wafelek. Ogólnie bardzo udana sprawa, a dla fanów wafelków propozycja obowiązkowa! Warto :)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 1.60 
Czy kupię ponownie? - Możliwe, że tak


środa, 12 lipca 2017

Jak wygląda moja dieta i dlaczego nie przejdę na weganizm?


Na ten post zbierałam się już bardzo długo, ale zauważyłam, że jest spore zainteresowanie tym tematem. Dostaję pytania o to w komentarzach, na meilu czy instagramie, a więc wzięłam się w garść i napisałam! :) Już teraz wyobrażam sobie te fale hejtu na mnie, że przecież jedząc tak jak jem, też przyczyniam się do wielkiego okrucieństwa, ale przecież każdy je tak, jak mu pasuje i najważniejsze aby czuł się dobrze ze swoją dietą, a nie męczył i ciągle sobie czegoś odmawiał, bo to jest NIEZDROWE. Najważniejszy jest komfort psychiczny i zdania nie zmieniam :)


No dobrze, zacznę od tego co dosyć ważne - nazwania mojej diety. Jestem WEGETARIANKĄ, a tak dokładnie LAKTOWEGETARIANKĄ. To znaczy, że z mojego jadłospisu wyrzuciłam jajka, który zawsze mnie brzydziły i kompletnie mi do szczęścia nie potrzebne, a pozostawiłam mleko i jego przetwory. Nie wyobrażam sobie życia bez serków, twarożków, serów i jogurtów, a odmawianie ich na wyzwaniu weganizmu było dla mnie dość męczące. Niby jogurty sojowe i inne roślinne lubię, są dla mnie pyszne, ale TO NIE TO SAMO i nie potrafiłam się przestawić. Dodatkowo dochodzą koszty. Niestety w naszym kraju jogurty roślinne są nadal BARDZO DROGIE i mam nadzieję, że niedługo się to zmieni :)  Dodatkowo wyrzuciłam z mojej diety mleko krowie, jako samo w sobie, a do gotowania moich miseczkowych śniadań i do wypieków/deserów używam tylko i wyłącznie mleka roślinnego :)  Tak samo nie kupuje już słodkich mleczny deserów, lodów (jem tylko wegańskie) i innych mlecznych słodkich ''śmietków'', które nie mają nic wspólnego ze zdrową dietą.


Wracając do mojego sposobu żywienia, to wiele osób dziwi się, że jem tylko 3 posiłki dziennie. Powiem Wam, że stosuję zasadę intermittent fasting czyli coś w stylu postu. Bardzo odpowiada mi taki sposób, zawsze czuję się lekka, bóle brzucha odpuściły, a wyznaczam sobie po prostu 3 duże i obfite w kalorie posiłki. Dodatkowo jest to super sprawa z zaoszczędzonym czasem, co sprawdza się u mnie w roku szkolnym :) Nie muszę ciągle pamiętać o jedzeniu.
KAŻDY Z NAS JEST INNY! Więc jednemu będzie to szkodzić, będzie ciągle nerwowy i będzie mu niedobrze z takim postem żywieniowym, a inny zareaguje bardzo pozytywnie i własnie taki sposób żywienia doda mu większej ilości energii! Ja przetestowałam  to i zakochałam się wręcz w takim sposobie ;)

Od kilku miesięcy zwracam dużą uwagę na ilość białka w diecie gdyż zależy mi na budowaniu masy mięśniowej. Ćwiczę 4 razy w tygodniu i są to treningi interpersonalne z małym obciążeniem. Ciągle sobie podnoszę poprzeczkę i kocham to co robię, a to chyba najważniejsze

Uprzedzając notorycznie powtarzające się pytania - TAK, na tych moich talerzach pełnych warzyw i misek wypełnionych owocami jest całe moje zapotrzebowanie energetyczne! Szkoda, że większość tych osób skupia się na owocach i warzywach, a pomija inne rzeczy, które również dodaję do jadłospisu ;) Najważniejsze, że w końcu znalazłam mój idealny styl i mój organizm go akceptuje! Mam nadzieję, że i y macie swój idealny ''złoty środek'' i też się go trzymacie :) Bo nie ma nic ważniejszego niż ZDROWIE I KOMFORT PSYCHICZNY!


Miłego dnia! :)


wtorek, 11 lipca 2017

Mleko kokosowo-czekoladowe Rebel Kitchen (Vantastic Food)

Pogoda nadal dopisuje, a więc na pewno świetnie sprawdzą się teraz zimne napoje! Ja uwielbiam lodowatą wodę niegazowaną popijaną z kolorowej słomki i jest to mój ulubiony napój na lato :) Jednak większość ludzi, które znam, nie przepadają za zwykłą wodą i jednak wybierają coś o konkretnym smaku. Co do picia jednak ja preferuję neutralne smaki, ale nie wyobrażam sobie ugotować budyniu, kaszki, owsianki czy innej ''papki'' na wodzie! To byłoby nie do przejścia :) Tak więc idealnie się złożyło, że mogłam testować ten malutki kartonik mleka kokosowego z kakao, które kusiło mnie już od bardzo dawna :) Akurat firma Vantastic Foods idealnie trafiła, a więc w końcu miałam to mleczko w swoich łapkach! Jak wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Pierwsze co urzekło mnie w mlekach tej firmy, to opakowania. Szata graficzna jest genialna i na pewno przyciąga uwagę na półkach sklepowych. To ziarno kakaowca z okularami i czadowym fryzem to coś, co na pewno zapadnie w pamięci ;) Skład też zachęca, bo jest prosty i krótki, a dodatkowo przedstawiony w formie obrazkowej. W środku mleko również nie zawodzi, bo ma piękny, czekoladowo-kakaowy kolor. Przypomina mi właśnie kakao albo jakieś czekoladowe mleczko smakowe. Bardzo ciemne i o niewiarygodnie intensywnym  zapachu kakao! Niczym gorzka czekolada :) Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak intensywnym zapachem mleka.

Mleczko próbowałam i solo i gotując na nim kasze jaglaną. Oba starcia wypadły wyśmienicie!
 Dawno nie piłam tak wyrazistego, kremowego i pysznego mleka roślinnego. Smaki są tu bardzo wyraźne i nie ma posmaku ''wody'', jak to w niektórych mlekach roślinnych bywa. Smak jest idealny i super sprawdza się w miseczkowych śniadaniach :) Moja jaglanka wyszła na nim niezwykle kremowa i gęsta, a to właśnie lubię ;) Bardzo duże zaskoczenie i oczywiście pozytywne! Jestem ciekawa jak inne smaki, a to na razie bardzo Wam polecam ;) 


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak!


poniedziałek, 10 lipca 2017

Fruit Bowl Raspberry, Blackcurrant, Strawberry Peelers

Czas strasznie szybko leci i już rozpoczynamy 10 dzień lipca! Nie chce się wierzyć, że to tak minęło, ale już wypoczęłam i teraz tylko odliczam dni do mojego rodzinnego wyjazdu :) Pogoda się pięknie poprawiła, słońce świeci, a temperatura dochodzi do 26 stopni, a więc można wyjść na spacer i cieszyć się tą letnią zielenią :) Ja uwielbiam spacery! Szczególnie gdy jest cieplutko i przyjemnie :)

Dziś mam dla Was kolejny owocowy przysmak od Fruit Bowl, a mianowicie owocowe Peelers, które strasznie przypominają mi taki ser w paluszkach do odrywania :D Tutaj jednak wersja na słodko i wegańska! ka wypadną te 3 smaki? Zapraszam do czytania :)



Skład:



Wygląd i smak: Ponownie mamy tutaj urocze opakowanie, które przykuwa uwagę nie tylko dzieci ;) Marka Fruit Bowl wie jak zrobić dobrą grafikę! Ja mam zdecydowanie słabość do takich pięknych opakowań i czasami kupuję w ciemno, bo jem oczami :D Myślę, że to nie tylko moja słabość i większość z nas niestety kieruje się kolorowymi opakowaniami. Często przez to kupujemy buble, ale zapewniam Was, że tuta tak nie jest ;)
Jak pisałam na początku Peelers to przekąska owocowa bardzo podobna do sera do odrywania. Peelers to w języku angielskim obieraczki, a więc już chyba wiadomo o co chodzi? ;) Mamy tutaj 3 smaki - malinę, czarną porzeczkę i truskawkę. Każdy smak ma inny kolor adekwatny do owocu. Jak na czarne porzeczki przystało są zdecydowanie ciemniejsze niż te o smaku malin czy truskawek.
Po otwarciu tych uroczych płatków pierwsze co poczułam to aromat owocowego dżemu. Tak, dżemu, a nie świeżych owoców. Dla mnie to żadna wada, bo wiem, że każda owocowa przekąska od Fruit Bowl ma ten charakterystyczny dżemowy aromat. Smak? Przepyszny! Naturalnie słodki, kwaskowy w przypadku malin i porzeczek, a przy truskawce słodziutki :) Każdy owoc da się zidentyfikować i nie ma tego dziwnego uczucia, że samemu nie wie się, co za smak własnie testujemy :) Fajna sprawa no i ta urocza forma! Polecam każdemu jako słodką ciekawostkę :)



Podsumowując:
10/10
Cena - Dostaniecie je w Carrefour, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak



niedziela, 9 lipca 2017

Haul zakupowy 19

Witam, witam! Dzisiejszy dzień zapowiada się pięknie i mam nadzieję, że u Was są podobne odczucia :) Niedziel upłynie mi pod znakiem treningu i relaksu z rodzinką przy filmie. Ciekawe co moja mama wybierze, bo teraz jej kolej! :D

Obiecałam Wam haul zakupowy, który dawno już na blogu się nie pojawiał. Akurat nadarzyła się okazja zakupów z koleżanką, a więc parę rzeczy wpadło. Nie są to duże zakupy, ba są malutkie, ale lepsze to niż nic :) Niby małe, ale trochę kosztowały. Poszalałam ostatnio, ale cóż...raz się żyje i korzystać trzeba.

Zakupy, które tutaj widać zrobiłam w 3 sklepach, a mianowicie w Auchan, Netto i Rossmannie. Część rzeczy jeszcze nigdy nie jadłam i myślę, że recenzje pojawią się na blogu! A teraz zapraszam do dalszego czytania :)


No więc zacznę od Auchan, w którym nie byłam zbyt długo. Miałam dosłownie chwileczkę na rozejrzenie się, a więc od razu pokierowałam się na półki ze zdrową żywnością. Tam upolowałam dwa batoniki Trek, których jeszcze nie testowałam. Jestem bardzo ciekawa jak wypadną. Cena jednego to 6,99 zł więc jest to raczej optymalna cena jak za tego typu batony.  Dalej kupiłam mleko bananowe w kartoniku od Alpro. Długo go szukałam i w końcu znalazłam! Taki kartonik kosztował coś koło 4-5 zł. Ostatnią rzeczą kupioną w Auchanie była ogromna paczka daktyli :D Ostatnio mam na nie fazę, a że trafiłam na przystępną cenę 5,99 to się skusiłam :)

W Rossmannie kupiłam tylko jedną rzecz, a były to moje ulubione orzeszki sojowe - polecam!

W Netto zakupiłam dwie pasty warzywne, które zaintrygowały mnie opcją smakową. Padło na pomidor-żurawina i cukinia-curry. Jestem ich ciekawa, ale chyba jeszcze trochę poczekają. Cena jednej to 3,99 zł.


Mam nadzieję, że te zakupu Wam się podobają. Może ktoś z Was skusi się na podobne produkty? A jeżeli ktoś z Was już miał okazję coś z tych rzeczy testować to niech da znać w komentarzu!

Miłej niedzieli :)

sobota, 8 lipca 2017

Dżem Łowicz Ananasowy

To, że w moim domu przerabia się bardzo duże ilości dżemów, chyba nie muszę Wam znowu mówić? ;) Moja mam absolutnie kocha dżemy i chyba próbowała wszystkie możliwe smaki z wielu firm. Cóż tu dużo mówić - moja matula ma niezłe doświadczenie w jedzeniu tej słodkiej pasty i może pochwalić się wieloma ciekawymi doświadczeniami smakowymi.
Ostatnio o lodówce znalazłam ten oto dżem Łowicza z ananasów. Wydaje mi się, że kiedyś go już jadłam, ale głowy nie daję, bo kompletnie nie pamiętałam jego smaku. Oczywiście szybko wyjęłam go z lodówki i wpakowałam do miseczki kaszy, którą serwuję sobie codziennie ;) Jak wypadł smakowo? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek jak zwykle ładnie i kusząco się prezentujący, jak to już w zwyczaju ma Łowicz :) Bardzo lubię ich pomysły na grafiki, które zawsze przykują moją uwagę w sklepie. Podoba mi się też to, że często wypuszczają limitowane, sezonowe smaki, które moja mama oczywiście zawsze kupuje na spróbowanie, a ja przy okazji się na nie łapię. Ten co prawda nowością nie jest, ale nie pamiętałam abym go jadła, a więc nie straciłam okazji ;)

Dobrze, zacznijmy od koloru dżemu, który od razu skojarzył mi się z białymi miśkami Haribo. One też były ananasowe i miały wręcz biały kolor. Na surowego ananasa mam uczulenie i puchnie mi od niego język, ale na szczęście przetworzonego mogę już zajadać. 
Zapach był bardzo słodki, wyraźnie ananasowy, ale z nutką czegoś kwaśnego. Szybko zatem wzięłam się za test smaku, co by rozwiać wątpliwości i jego kwaśności. 
I jak? Powiem Wam, że bardzo ciekawie! Dżem okazał się słodko-kwaśny z większą słodkości. Wyraźnie czułam ananasa, którego były nawet spore kawałki! Każdy kawałek owocu był soczysty i pyszny :) Dżem świetnie wpasował się na waflu, ale i też w misce kaszy czy owsianki. Mógłby być minimalnie mniej słodki, ale i tak wyszło pysznie! Czekam jak Łowicz zrobi ananasowy z serii 100% :)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 4 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 7 lipca 2017

Mój wegański jadłospis (14)

Witam, witam! Akurat wczoraj miałam luźniejszy dzień, a więc znalazłam czas na zrobienie zdjęć całemu mojemu jadłospisowi :) Wiem, że takie posty cieszą się sporym zainteresowaniem, a więc może znów ktoś znajdzie dla siebie inspirację!

Jadłospis ponownie jest w 100% wegański gdyż właśnie tak staram się odżywiać 3 dni w tygodniu. Doszłam do wniosku, że nie chce rezygnować z rzeczy, które bardzo, ale to bardzo lubię i w mojej diecie pozostaje wszelki twaróg, jogurty naturalne i twarożki i planuję włączyć jeszcze odżywkę białkową, ale to później. Nie chcę sobie nic narzucać i podoba mi się ten sposób, który wybrałam. Na razie wyeliminowałam mleko, które mi niezbyt służyło, jajka, wszelkie słodkie deserki i jogurty oraz słodycze mleczne (lody, batoniki twarogowe i ciasta na bazie mleka, jajek itp:.) :) Już więcej nie przedłużam i zapraszam Was na moje całodniowe menu!

Na czczo zrobiłam trening :) I wypiłam dużo wody niegazowanej, bo inna mi nie podchodzi.


Na pierwszy posiłek wpadła mi kasza jaglana, która jest moją ulubiona kaszą i bardzo często ją jadam, na mleku kokosowo-czekoladowym, którego recenzję znajdziecie tutaj. Kasza dodatkowo ugotowana jest z jednym małym jabłkiem i polana syropem Milky Whey od WK. Do tego mam też ogromne jabłko oraz ogromniastego banana. Nigdy nie widziałam tak wielkiego banana, ale zdradzę Wam, że ważył prawie 200 g :D


Później jako słodki posiłek przed porządną dawką warzyw wybrałam kilka moreli, które sprezentował mi mój tata i były boskie! Oraz batonika Clif, którego recenzję zamieszczę w następnym tygodniu ;)


Na ostatni posiłek trochę zaszalałam, ale było warto :D Akurat testowałam nowość z Polsoja, którą kupiłam w Netto i oczywiście nie zawiodłam się. No dobrze, na talerzu mamy fasolkę szparagową żółtą, brokuła, 4 wegańskie kiełbaski grillowe w marynacie paprykowej, całą paprykę czerwoną, dwie marchewki i jednego orzecha brazylijskiego. Dodatkowo w misce obok mam ogórka zielonego oraz ogóreczki konserwowe. Jako dip jest mój ulubiony ketchup, a do chrupania pół paczki wafli kukurydzianych - standarcik ;)



Mam nadzieję, że kolejny jadłospis Wam się podoba! Teraz będzie ich tu więcej i nadrobię te, których nie publikowałam w roku szkolnym :)
Miłego dnia!