środa, 30 sierpnia 2017

Batony owocowe z dodatkiem bananów Vitanella

Powiem tylko jedno - trzymać za mnie kciuki! Dziś jest dla mnie dzień bardzo, ale to bardzo ważny, który będzie decydował o wielu wydarzeniach w moim życiu. Mam nadzieję, że się uda, a jak nie to będę musiała się z tym jakoś pogodzić. Nie ja pierwsza...

Dziś mam dla Was recenzję kolejnego wegańskiego przysmaku z asortymentu Biedronki! Ostatnio już pisałam o ich nowych batonikach w wersji jabłkowo-malinowej, a więc teraz czas na bardziej klasyczne klimaty czyli banan i daktyl ;) Chyba każdy zna to połączenie, które jest wyjątkowo sprawdzone! Jak wypadło w formie takich owocowych batoników? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie ponownie bardzo ładne, przyciągające uwagę kupującego i rzucające się w oczy. Nie będę ponownie się nad nim rozwodzić gdyż opisałam je w poprzedniej recenzji :) Długo się wahałam czy kupować akurat ten smak, bo w sumie czego spektakularnego spodziewać się po bananach i daktylach? Jednak jak już testować to wszystkie aby mieć porównanie i oczywiście i te batoniki wylądowały w moim koszyku!

W opakowaniu standardowo znajdowały się dwa cieniutkie batoniki, które bliżej mają do owocowych pasków niż batoników. Skład prosty, przyjemny dla oka i brzucha, a przynajmniej tak myślę ;)

Po otwarciu nieźle zaskoczył mnie kolor batoników. Okazały się strasznie ciemne i niezwykle gładkie. Nie widziała w nich żadnej grudki czy kawałków suszonych owoców...idealnie sprasowane :D Zapach? Bardzo, ale to bardzo słodki! Wyraźnie czuć banany i daktyle, co oczywiście przekłada się na smak. Własnie...smak? Bardzo słodki i mulący. PO jednym  batoniku człowiek ma dość, bo zęby bolą od nadmiaru cukrów (na szczęście tych naturalnych!). Daktyle tak bardzo wszystko dominują, że banany czuć tylko delikatnie. To raczej nie moja bajka, ale dla daktylowych maniaków polecam! Ja lubię daktyle, ale nie aż w takim stopniu ;)



Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 4-5 zł Biedronka
Czy kupie ponownie? - Nie

wtorek, 29 sierpnia 2017

Jagodowo kokosowy jagielnik na zimno

Na moich urodzinach prócz tradycyjnego i najwspanialszego tortu wykonanego przez moja kochaną babcię był też jagielnik na zimno spod mojej ręki :) Był to mój pierwszy raz z kaszą jaglaną jako ciasto i na pewno nie ostatni! Kasza jaglana to zdecydowanie moje ulubienica i królowa kasz ;) U mnie wpada codziennie w różnych postaciach, a więc wiem, że można zrobić z niej wszystko! Budyń, kotlety, ciasto pieczone i ciasto na zimno, masło, mleko...opcji jest wiele :) Ja postawiłam na jagielnik na zimno, który zrobił dobrą robotę! Z resztą...kto nie kocham połączenia kokosa z jagodami? ;) Zapraszam po przepis!


Przepis /na średnią tortownicę/:

3 szklanka mleka roślinnego (u mnie sojowe naturalne)
1 szklanka mrożonych jagód/borówek
1 szklanka wody
10 łyżek cukru/słodzika
110 g wiórek kokosowych

1. 250 gramów kaszy jaglanej przepłukać pod zimną wodą.
2. Do garnuszka wlewamy 2 szklanki mleka roślinnego i 1 szklankę wody - zagotowujemy.
3. Gdy całość zacznie wrzeć, wrzucamy naszą kaszę jaglaną i zmniejszamy ogień. Mieszamy co jakiś czas i gotujemy około 20 minut aż nasza kasza będzie kremowa i gęsta.
4. Dodajemy do niej nasze mrożone owoce i nadal gotujemy na małym ogniu ciągle mieszając.
5. Dosypujemy 110 g wiórek koksowych i 10 łyżek cukru - dokładnie mieszamy.
6.Następnie dolewamy jedną szklankę mleka i zagotowujemy ciągle mieszając około 10-15 minut.
7. Następnie gdy kasza będzie już wystarczająco gęsta blendujemy ją na gładką masę i tz. ''jaglany serek'' 
8. Naszą tortownicę smarujemy olejem, a następnie przekładamy do niej jaglaną masę.
9. Gdy jagielnik ostygnie wstawiamy go na całą noc do lodówki.
10. Ozdabiamy wedle upodobania - u mnie więcej wiórek kokosowych i jagody ze słoika! 

Smacznego!



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Smoothie lifeberry - Mango+Papaja+Marchew+Banan+Jabłko

Wybaczcie mi brak mojej obecności przez weekend, ale moja urodzinowa imprezka była zdecydowanie moim priorytetem na te dni :) Cudownie się ubawiłam, przewspaniale spędziłam czas z moja najbliższą rodziną i dostałam tak piękne prezenty, że do tej pory do mnie to nie dociera ;) Oficjalnie jestem już osobą dorosłą, ale mentalnie chyba zawsze pozostanę dzieckiem!


Dziś mam dla Was recenzję smoothie, które strasznie zaciekawiło mnie swoim składem :) Mango uwielbiam, a w połączeniu z pozostałymi dodatkami wydawało mi się niezłym kąskiem! Jak wypadło? Tego dowiecie się poniżej - zapraszam.


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie bardzo ładna z wypisanym składem u boku :) Wielki plus dla producenta za ten pomysł, bo lubię mieć świadomość le czego jest w moich produktach, które później spożywam :) Tutaj mamy wersję z mango, czyli owocem, który należy do jednych z moich ulubionych! Połączenie go z marchewką brzmi ciekawie, a papai nigdy na surowo nie jadłam, a więc to smoothie było niezłą smakową zagadką :) Dodatkowo ten piękny kolor przypominał mi tylko o upalnych letnich dniach, które ostatnio ustąpiły na rzecz przyjemnego chłodu.

Po otwarciu buteleczki od razu zaciekawił mnie bardzo kubusiowy aromat. Wyraźnie czułam banana i marchew, ale i też przebijało się moje ukochane mango. Smoothie było bardzo gęste i zdecydowanie najbardziej ze wszystkich! Bardziej jak mus niż napój :) Smak? Bardzo ciekawy, bardzo słodki, ale brakło mi tropikalnej nuty mango. Banan, jabłko i marchew bardzo zdominowały smak i praktycznie tylko je czułam czyli tradycyjny sok kubuś :) Ogólnie był bardzo smaczny, ale tego mango i papai mi zabrakło ;) Jeśli lubicie takie smaki to polecam, ale ja się chyba więcej nie skuszę.




Podsumowując:
7/10
Czy kupię ponownie? - Nie

sobota, 26 sierpnia 2017

Batony sportowe Bakal

Ostatnio na naszym rynku pojawiło się sporo batonów wegańskich na bazie samych bakalii/orzechów, co strasznie mnie cieszy gdyż im więcej takich zdrowych słodkich zamienników tym lepiej dla naszego społeczeństwa, które niestety jest dosyć grube. Czytając wiele wykresów i ciekawych artykułów o tym dowiedziałam się, że polskie dzieci są w czołówce tych z największą nadwagą! Przykre, ale prawdziwe :( Jednak jak widać rynek ciągle się zmienia, a szkolne sklepiki mają coraz to ciekawsze zdrowe opcje :)

Taka fajną alternatywą dla wafelków czy czekoladowych batoników jest nowość od firmy Bakal! Są one na bazie suszonych owoców i orzechów, a więc pełne zdrowia, a do tego słodkie! Występują one w 3 smakach i 2 z nich są wegańskie :) Zapraszam do zapoznania się z recenzją!


Składy:




MAGNEZ - bardzo ciekawy i zdecydowanie najsłodszy dla mnie batonik z całej trójki :) Z dodatkiem kakao jest idealny źródłem zdrowych tłuszczy i właśnie magnezu, co oczywiście łączy się z jego nazwą :) Bardzo miękki, plastyczny i pięknie pachnący :) Pachnie trochę jak kakaowe ciasto pełne orzechów i tych śmiesznych kuleczek od suszonych fig. Ciekawa sprawa dla wielbicieli kakaowych smaków przełamanych słodyczą suszonych owoców. Polecam!
10/10


ENERGY - To zdecydowanie najmniej smaczny ze wszystkich batonik. Zawiera on w swoim składzie guaranę, która nadaje specyficzny posmak. Czasami ona uda się wpasować w takie słodkości, ale tutaj jednak dla mnie miała zbyt intensywny smak. Wydawało mi się, że batonik przez nią tak ''musował'' i to mi niezbyt pasowało. Dodatkowo pojawiła się tu też skórka pomarańczowa, która należy do znienawidzonych przeze mnie rzeczy, która nadawała takiego dziwnego cytrusowego smaku. To w połączeniu z guaraną było niezbyt dobrym combo, ale myślę, że i ten batonik znajdzie swojego amatora ;) Ja się jednak więcej nie skuszę.
5/10


PROTEIN - No i mamy moje ulubieńca! W tym batoniku absolutnie się zakochałam i wiem, że będzie on u mnie stałym elementem w diecie :) Batonik jest proteinowy gdyż zawiera w sobie dodatek odżywki białkowej. Jego makro są bardzo fajne, a więc idealne dla ludzi, którzy tego pilnują (czyli w tym dla mnie :D). Jego zapach i smak jest po prostu boski! Dla mnie pachnie jak lekko słodkie masło orzechowe czyli chyba nie muszę mówić jak pięknie? ;) Polecam, bo to najlepszy ze wszystkich!
100/10


Batoniki te do kupienia są w sklepach takich jak Netto czy Żabkach :)


piątek, 25 sierpnia 2017

Bób chips

Wybaczcie mi wczorajszy brak postu, ale miałam gorszy dzień i niestety nie wyrobiłam się :) Ale dziś już jest super! Cały dzień dziś jest na moje osobiste przyjemności, bo jakoś te osiemnaste urodziny trzeba spędzić ;) Dziś imprezy brak, ale jutro będzie się działo! Kolejne rodzinne spotkanie, które bardzo lubię :) Jeszcze nie wiadomo jak to wszystko wypali, bo biedna babcia (którą bardzo całuję, bo może to czyta :*)  jest w szpitalu i eh, no zobaczymy.

Dziś mam dla Was ciekawy wynalazek, który dorwałam jakiś czas temu w Netto. Chipsów nie jem za często, ale bardzo lubię chrupki/chipsy z samych warzyw! Jest to fajna opcja, ale nie zawsze zdrowa, co świetnie pokazuje ten produkt :) Może nie ma jakiegoś chemicznego składu, ale makro nie jest zbyt dietetyczne :D W każdym razie liczy się też smak! A o nim przeczytanie w poniższej recenzji - zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Chyba nie muszę pisać, że opakowanie tych chipsów do kuszących nie należy :P Jedyne co skusiło mnie do ich zakupu to to, że chipsy wykonane są z bobu! Uwielbiam strączki, a bób jest jednym z nich :) To fajne i pożywne źródło białka, które niestety jest krótko w sezonie. Chipsy z bobu to nic innego jak ten uroczy strączek smażony na głębokim oleju - nic zdrowego, ale i też nie straszny syf.

Po otwarciu tej paczuszki pierwsze co poczułam to olej słonecznikowy i taki groszkowy aromat. Niby mi się to spodobało, ale jednak ten oleisty element trochę mnie odstraszył. Chipsy były bardzo leciutkie i fajnie się łamały z charakterystycznym chrupnięciem. W smaku również okazały się bardzo intrygujące i ciekawe, bo niby słone, ale z wyraźnym smakiem bobu. O dziwo nie czułam nadmiernej oleistości ani soli, co na serio mnie pozytywnie zdziwiło! Ogólnie bardzo fajna przekąska, meeega chrupiąca i warta spróbowania, bo toś 'innego'' :)


Podsumowując:
8/10
Cena - Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 23 sierpnia 2017

Białko solony karmel (WK)

Pogoda coraz to chłodniejsza, a ja czuję już nadchodzącą jesień :) Cieszę się, że na moje urodziny zapowiadają ostatni najładniejszy weekend, a więc obecnymi zawirowaniami się nie przejmuję.

Dziś zapowiada się bardzo aktywny dzień, a więc potrzebuję doładowania w postaci dobrego i odżywczego jedzonka :) Ostatnio nabyłam 3 opakowania białka, które jest teraz codziennym elementem mojej diety! Nie wyobrażam sobie bez niego życia, a więc postanowiłam, że wszystkie białka, które będę testować, będę też recenzować na blogu, a co ;) Z tego co zauważyłam dużo osób bardzo one zaciekawiły, a więc mam nadzieję, że recenzje Wam przypadną do gustu.

Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Strasznie napaliłam się na właśnie tą firmę gdyż wiem, że prowadzą ją doświadczone osoby, które wiedzą co i jak robić aby ciało było zdrowe i dobrze wyglądające :) Dodatkowo mieli one bardzo, ale to bardzo ciekawe opcje smakowe no i spójrzcie sami na te opakowanie...boskie i przesłodkie :) A, że ja jestem strasznie łasa na takie śliczne opcje graficzne to zakupiłam na pierwszy ogień właśnie białka od dzików :)

Białko solony karmel po otwarciu pachniał pięknie lodami o tym smaku. Od razu własnie przypomniałam sobie pyszne lody wegańskie słony karmel, które jadłam w zeszłe wakacje :) Proszek był bardzo jasny, wręcz biało-żółty.  Świetnie rozpuszcza się w wodzie/mleku, nie powstają grudki i nie pieni się.
A jak smak? Bardzo dobry! Ale niestety dla mnie nie smakuje solonym karmelem, a po prostu karmelem a'la krówka :) Tutaj niestety brakło tej słonej nutki i jest baaardzo słodko (więc polecam z wodą!). Ogólnie pozytywne odczucia, ale nie do końca tego chciałam ;) Może jeszcze kiedyś się na niego skuszę, ale raczej będę celować w inne smaki.


Podsumowując:
8/10
Cena - 99 zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Być może

wtorek, 22 sierpnia 2017

Konfitura z żółtych owoców Łowicz

Wczorajszy dzień bardzo aktywny, a dziś już więcej luzu :) Nie mogę w to uwierzyć, że za 3 dni moje urodziny i już ciągle planuję co zrobię na imprezę ;) Zdradzę Wam tylko, że przepisy na słodkości, które pojawią się na moich urodzinach oczywiście pojawią się na blogu i na instagramie! Mam nadzieję, że to co wyczaruję Wam się spodoba :)

Konfitury i dżemy to coś, co w moim domu jest bardzo często jedzone. Wiele razy już to pisałam, że moja mama jest miłośnikiem takich przetworów, a więc dzięki niej mam okazję próbować ciekawych nowinek smakowych :) Taką nowinką była ta konfitura z Łowicza z żółtych owoców...ale jakich?! Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek jak zwykle uroczy i kusząco się prezentujący, jak to już w zwyczaju ma Łowicz :) 
Zdecydowanie bardziej wolę słoiczki od ich konfitur niż od dżemów, bo te są takie pękate i po prostu świetnie się prezentują ;) W składzie widać, że jest to konfitura na bazie brzoskwini, moreli i mango czyli chyba moich ulubionych żółtych owoców! Nie było opcji abym tego cuda nie spróbowała.

Dobrze, zacznijmy od koloru, który od razu skojarzy mi się z tradycyjnym dżemem brzoskwiniowym. Tutaj w masie dżemu widać było ogromne kawałki owoców, co nieźle mnie zdziwiło, bo liczyłam raczej na inna konsystencję. Zapach konfitury był bardzo intrygujący, bo niby przeważały brzoskwinie, ale wyczuwałam też ten sosnowy aromat mango, które oczywiście uwielbiam! Mango mogłabym jeść codziennie i chyba by mi się nie znudziło ;) Moreli nie wyczułam, ale nic dziwnego gdyż jest ich najmniej w składzie.

No dobrze, ale jak smak? Pyszny i bardzo letni :) Brzoskwinie zdecydowanie dominowały, ale o dziwo czułam przemykające kawałki mango! Na to właśnie czekałam :) Chyba nigdy nie jadłam dżemu mango z kawałkami tego owocu, a więc wielki plus :) Konfitura jest słodka, ale i też orzeźwiająca, a więc idealna na lato :) Pycha!


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 4 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Sok lifeberry malina 100%

Uwielbiam owoce i chyba nie muszę Wam o tym mówić gdyż widać to po moich jadłospisach ;) Jeśli miałabym wybrać mój ulubiony owoc to miałabym wielki dylemat, bo po prostu nie umiałabym wytypować tego jednego! Do moich ukochanych owoców należą też owoce jagodowe! Truskawki, borówki, jagódki czy...maliny! Maliny dziś będą w centrum uwagi, bo mam dla Was recenzję soku z malin 100%! Pewnie doskonale znamy słynne syropy do herbaty o smaku (!) malin, które malin mają tylko 0,1%...jest to dla mnie śmieszne, ale tak niestety jesteśmy oszukiwani :( Soki owocowe to często tylko napoje, a więc też nie mamy tego 100% owocowego składu. Na szczęście są jeszcze firmy, które nie idą na taniznę i wkładają w swoje produkty to co najlepsze - zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie bardzo mi się spodobała, bo jest malutka i co za tym  idzie, bardzo poręczna i lekka. Grafika ponownie bardzo prosta, ale przejrzysta i trafiająca do kupującego. Sok malinowy to bardzo lubiany składnik w moim domu, bo siostra często łączy taki (domowy!) z wodą,a więc ten od lifeberry testowałyśmy razem.

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to mega kwaśny aromat. Liczyłam na słodycz malin, ale niestety nie to dostałam. Oczywiście jest to spowodowane tym, że nie ma tutaj żadnego dodatku cukru, a więc my dodałyśmy sobie erytrytolu, aby było zdrowo i fit! Konsystencja tego soczku była zdecydowanie mniej gęsta niż żurawinowa wersja, ale nadal bardzo konkretna i przyjemna do smoothie bowl :) Kolorek był pięknym bardzo malinowym odcieniem, który od razu mi się spodobał i już wyobrażałam sobie go na moich pazurkach :D Po dodaniu słodzika soczek okazał się pyszny i razem z moją siostrą wypiłyśmy go bez dodawania wody! Bardzo intensywny smak, wyrazisty i idealny dla miłośników malin :) Myślę, że bez dodatku słodzika byłby za kwaśny, ale z nim jest obłędny! Polecam :)


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 20 sierpnia 2017

Współpraca Terrasana - ekologiczne chipsy ziemniaczane

Dziś mam dla Was dawkę ciekawych produktów, które przed moim wyjazdem zawitały w moim domu! :) Mam na myśli oczywiście ekologiczne pyszności od dobrze znanej marki Terrasana, która specjalizuje się nie tylko w przepysznych masłach orzechowych, ale ma też w swojej ofercie kasze, makarony, bakalie czy chipsy, których recenzję będziecie mogli przeczytać własnie dziś! :)

Wszystko spod ich marki jest ekologiczne i stworzone z jak najlepszej jakości produktów! To ważne w dzisiejszych czasach gdyż większość rzeczy dostępnych w sklepach ma niepotrzebne składniki w składzie i jest faszerowane chemią na potęgę.


No dobrze, po małym wstępie zapraszam Was do przeczytania recenzji chiperków ;) Niby za nimi nie przepadam, ale czasami mam tak straszną ochotę, że żadne zdrowe zamienniki nie mają szans! Taka ochota zawsze pojawia się na rodzinnych imprezkach, a więc nie ma przebacz i trzeba troszkę skubnąć :) Super opcją są chipsy ekologiczne - prosty skład, proste smaki i na pewno dużo lepsze od tych powszednie dostępnych w sklepach! Jak wypadły? Zapraszam do czytania :)



Składy:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od opakowania, które jest bardzo ładne, proste i przyciągające uwagę :) Obie paczuszki mają oznaczenia ich ekologicznego pochodzenia co jest wielkim plusem :) Chipsy są  wegańskie, co jest oczywiste przy tych smakach :) Dodam od siebie, że ich chipsy o smaku paprykowym też są wegańskie! Zero niepożądanego mleka w proszku.

Swoje testowanie rozpoczęłam od wariantu niesolonego, bo lubię zaczynać od klasyków. Chipsy w obu przypadkach po otwarciu ślicznie pachniały smażonymi ziemniakami i nie były połamane. Dawno nie widziałam tak ogromnych kawałków chipsów - serio! :) To lubię. Chiperki nie były absolutnie zbyt tłuste i nie brudziły nadmiernie palców. Smak? Naturalne bez soli smakowały jak domowe frytki :D Bardzo smaczne, meeeega chrupiące i po prostu pyszne. Mojemu tacie tak smakowały, że całą paczkę zabrał dla siebie ;) A co z solonymi? Również okazały się bardzo smaczne! Lubię klasyczne solone chipsy i ta wersja bardzo mi odpowiadała. Bałam się, że będą przesolone, ale jednak nie odczułam nadmiaru tego dodatku. Sól fajnie podkręcała smaczek i świetnie komponowała się z smażonymi talarkami. Chipsy są cieniutkie i mega chrupiące. Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie takie chipsy uważam za najlepsze :) Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i na pewno do nich jeszcze wrócę! Moja rodzinka również je pokochała, a więc jeszcze pewnie nie raz zagoszczą na imprezowym stole.


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak



sobota, 19 sierpnia 2017

Wegańskie krówki Kokosowe Super Krówka

Wczorajszy dzień mimo, że bardzo aktywny to jednak niezwykle przyjemny i dający mi wiele radości :) Pogoda troszkę się unormowała i jest teraz temperatura idealna dla mnie, a więc da się żyć i nie ugotować :D

Jeśli takie upały mijają, ja zawsze wtedy mam ochotę na słodkości, które w upały sobie raczej sobie odpuszczam. Dziś padło na krówki koksowe od Super Krówka! Na blogu znajdziecie recenzje żurawinowych, bananowych, kakaowych i toffi :) Kokosowe to już ostatnie, które miałam okazję testować, ale mam nadzieję, że pozostałe też uda mi się spróbować :) No to co? Zapraszam na kokosowe szaleństwo!



Skład:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od opakowania, które jak zawsze jest śliczne i urocze :) Bardzo lubię ich krówkę, która zawsze uśmiechnięta zagląda z opakowania. Nie ma się takich dużych wyrzutów sumienia gdy przesadzi się z ilością zjedzonych krówek :D Krówki od Super Krówka są na bazie mleka kokosowego i cukru kokosowego, a więc same w sobie są już kokosowe, ale te! Te są jeszcze dodatkowo wzbogacone w wiórki kokosowe czyli istne niebo :)

Krówki kokosowe to ponownie krówki ciągutki. Ładnie odklejają się od papierków i nie są takie delikatne jak krówki o smaku klasycznego toffi. Pachną pięknie cukrem kokosowym i prażonymi wiórkami kokosowymi, które bardzo lubię. Ogólnie jestem jak najbardziej za kokosowymi smakami! 
A jak smakowo? Ponownie miłość od pierwszego gryza ;) I muszę Wam powiedzieć, że tak - TO SĄ MOJE ULUBIONE SUPER KRÓWKI! Myślałam, że pozostanę przy smaku kakaowym, ale jednak kokos wygrywa :) Powiem Wam, że tutaj wiórki kokosowe zrobiły super robotę, bo podczas jedzenia fajnie chrzęściły w zębach, a ja lubię jak wiórki tak robią :D Pyszne combo w połączeniu z ciągnącym się cukierkiem...no ja przepadłam ;) Na jednej krówce się nie kończy - polecam ♥


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok.8-10 zł Rossmann, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak! ♥

piątek, 18 sierpnia 2017

Sos chiński czosnkowy Blue Dragon

Zapowiada się dziś tak aktywny dzień, że nie mam pojęcia jak ja to wszystko zrobię :D Od piątej na nogach, potem trening, spotkanie z przyjaciółką i inne obowiązki, które są sprawą konieczną i trzeba je niestety zrobić...mam nadzieję, że nie padnę gdzieś po drodze, bo ostatnio jakoś źle sypiam. Wiem, że może być to pewnie spowodowane moim zmienionym o 180 stopni stylem życia i trybem funkcjonowania, ale ja jakoś nigdy własnie nie miałam problemów ze snem i zawsze spokojnie przesypiałam te 10-12 godzin (serio, tyle potrzebuję!), a teraz? Męczę się i śpię góra po 5-6 godzin :/ Oby to minęło!

Nie przepadam za gotowymi sosami obiadowymi i raczej staram się takich unikać. Jedyny sos, który toleruję i używam w ogromnych ilościach to ketchup, ale nic więcej raczej nie wpada. Jednak pewnego razu skusiły mnie dwa sosy, które musiałam kupić, a recenzje jednego z nich mace poniżej! Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Sos kupiłam ze względu na to, że był na promocji i skusiło mnie jego opakowanie. Jest bardzo fajnie zaprojektowane, a więc nie było innej opcji jak go nie kupić :D Dodatkowo był to sos czosnkowy czyli coś, co uwielbiam, a nie bardzo mogę, bo żołądek strasznie męczy mnie po czosnku :P No, ale nie o tym! Sos nie posiada dobrego składu i jest dosyć dziwny, ale czasami trzeba zaryzykować. 

Po otwarciu słoika pierwsze co poczułam to słodko-kwaśny (z naciskiem na kwaśny) aromat czosnku. Nie należał on do najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek wąchałam, ale dało się znieść. Na plus było to, że w środku sosu znajdowało się wiele dodatków jak grzyby mun czy marchewki. Sos posiadał bardzo dziwną i lekko ciągnącą się konsystencję, która niezbyt mi przypadła do gustu. No dobrze, a jak ze smakiem? Powiem jedno - dupy nie urywa ;) Bardzo specyficzny, mocno czosnkowy i zdecydowanie dla osób z mocnym żołądkiem, bo mnie strasznie po nim męczyło. Czosnek jest wyraźnie wyczuwalny, ale jest on jakiś taki kwaśny i no dziwny. Grzyby mun fajnie chrupią, a marchewka jest mięciutka. Ciekawe doświadczenie smakowe, ale raczej tylko ''na raz'' ;)


Podsumowując:
5/10
Cena - ok. 5 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 17 sierpnia 2017

Bakal sport - mix orzechów i bakalii

Czasami gdy nie mam czasu na zrobienie sobie posiłku czy też po prostu nie chce mi się ruszyć mojej szanownej i coś zmajstrować w kuchni to sięgam po proste rozwiązania. Serki wiejskie, twarożki, jogurty czy też różne mieszanki bakalii, które w połączeniu z źródłem białka dają nam kopa do działania! Czemu? Bo mnie ma nic lepszego niż połączenie pełnowartościowego białka i zdrowych źródeł tłuszczy, które są zbawienne szczególnie dla nas kobietek. Jako kobiety musimy pamiętać o zdrowych tłuszczach w naszej diecie i jak najczęściej sięgać po orzechy, pestki czy zdrowe oleje :) Nie tylko jest to dobre dla naszych hormonów, ale i też skóry, włosów czy paznokci! Odkąd zaczęłam zwiększać podaż tłuszczów w mojej diecie to moje włosy odżyły i nie wypadają garściami, a ich blask jest śliczny nawet bez odżywki ;)

Całe szczęście takie mix'y bakalii  i orzechów można śmiało kupić gotowe! Firma Bakal zapewnia nam swoje trzy warianty smakowe, które nadadzą się idealnie dla aktywnych i zabieganych ludzi, który potrzebują słodkiego doładowania :) Mamy mix - ENERGY, HEALTH i ACTIVE - dla każdego coś pysznego ;)


Składy:




ACTIVE - okazał się dla mnie najsmaczniejszą mieszanką ze wszystkich, które jadłam :) Moje ulubione orzechy w połączeniu z żurawiną suszoną i pestkami dyni to było połączenie nie z tej z tej planety i na prawdę dodający energii na dalsze wyzwania w ciągu dnia :) Nerkowce to moje ulubione orzechy, a im są słodsze tym lepiej! W tej mieszance były własnie takie, świeżutkie i mięciutkie, a resztę smaczków uzupełniały migdały i pestki dyni, które również uwielbiam :)

10/10


ENERGY - W tej mieszance również znalazła mnóstwo pysznych składników, ale niestety jedną rzecz musiałam wygrzebać i wyrzucić ;) A co to było? Imbir! Którego nie lubię i nie mogę jeść, bo mam po nim alergię. Sytuację za to ratowały kandyzowane owoce papai i ananasa, które w połączeniu z nerkowcami dawały tropikalne i pyszne zestawienie.

9/10


HEALTH - Jak mówi samo słowo za siebie - mieszanka pełna zdrowia! Jagody goji są uznawane za super foods, ale jakoś nie należą do moich ulubionych dodatków ;) Tutaj jednak trafiłam na smaczne i jędrne sztuki, które okazały się słodkie i fajnie komponowały się z migdałami, rodzynkami i ananasem, który nadawał razem z goją tropikalnego wyrazu :) 

9/10


Mieszanki te do kupienia są właśnie w takich praktycznych i małych saszetkach ''na raz'' w Biedronkach oraz spotkałam je też w Żabkach :)