środa, 23 sierpnia 2017

Białko solony karmel (WK)

Pogoda coraz to chłodniejsza, a ja czuję już nadchodzącą jesień :) Cieszę się, że na moje urodziny zapowiadają ostatni najładniejszy weekend, a więc obecnymi zawirowaniami się nie przejmuję.

Dziś zapowiada się bardzo aktywny dzień, a więc potrzebuję doładowania w postaci dobrego i odżywczego jedzonka :) Ostatnio nabyłam 3 opakowania białka, które jest teraz codziennym elementem mojej diety! Nie wyobrażam sobie bez niego życia, a więc postanowiłam, że wszystkie białka, które będę testować, będę też recenzować na blogu, a co ;) Z tego co zauważyłam dużo osób bardzo one zaciekawiły, a więc mam nadzieję, że recenzje Wam przypadną do gustu.

Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Strasznie napaliłam się na właśnie tą firmę gdyż wiem, że prowadzą ją doświadczone osoby, które wiedzą co i jak robić aby ciało było zdrowe i dobrze wyglądające :) Dodatkowo mieli one bardzo, ale to bardzo ciekawe opcje smakowe no i spójrzcie sami na te opakowanie...boskie i przesłodkie :) A, że ja jestem strasznie łasa na takie śliczne opcje graficzne to zakupiłam na pierwszy ogień właśnie białka od dzików :)

Białko solony karmel po otwarciu pachniał pięknie lodami o tym smaku. Od razu własnie przypomniałam sobie pyszne lody wegańskie słony karmel, które jadłam w zeszłe wakacje :) Proszek był bardzo jasny, wręcz biało-żółty.  Świetnie rozpuszcza się w wodzie/mleku, nie powstają grudki i nie pieni się.
A jak smak? Bardzo dobry! Ale niestety dla mnie nie smakuje solonym karmelem, a po prostu karmelem a'la krówka :) Tutaj niestety brakło tej słonej nutki i jest baaardzo słodko (więc polecam z wodą!). Ogólnie pozytywne odczucia, ale nie do końca tego chciałam ;) Może jeszcze kiedyś się na niego skuszę, ale raczej będę celować w inne smaki.


Podsumowując:
8/10
Cena - 99 zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Być może

wtorek, 22 sierpnia 2017

Konfitura z żółtych owoców Łowicz

Wczorajszy dzień bardzo aktywny, a dziś już więcej luzu :) Nie mogę w to uwierzyć, że za 3 dni moje urodziny i już ciągle planuję co zrobię na imprezę ;) Zdradzę Wam tylko, że przepisy na słodkości, które pojawią się na moich urodzinach oczywiście pojawią się na blogu i na instagramie! Mam nadzieję, że to co wyczaruję Wam się spodoba :)

Konfitury i dżemy to coś, co w moim domu jest bardzo często jedzone. Wiele razy już to pisałam, że moja mama jest miłośnikiem takich przetworów, a więc dzięki niej mam okazję próbować ciekawych nowinek smakowych :) Taką nowinką była ta konfitura z Łowicza z żółtych owoców...ale jakich?! Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek jak zwykle uroczy i kusząco się prezentujący, jak to już w zwyczaju ma Łowicz :) 
Zdecydowanie bardziej wolę słoiczki od ich konfitur niż od dżemów, bo te są takie pękate i po prostu świetnie się prezentują ;) W składzie widać, że jest to konfitura na bazie brzoskwini, moreli i mango czyli chyba moich ulubionych żółtych owoców! Nie było opcji abym tego cuda nie spróbowała.

Dobrze, zacznijmy od koloru, który od razu skojarzy mi się z tradycyjnym dżemem brzoskwiniowym. Tutaj w masie dżemu widać było ogromne kawałki owoców, co nieźle mnie zdziwiło, bo liczyłam raczej na inna konsystencję. Zapach konfitury był bardzo intrygujący, bo niby przeważały brzoskwinie, ale wyczuwałam też ten sosnowy aromat mango, które oczywiście uwielbiam! Mango mogłabym jeść codziennie i chyba by mi się nie znudziło ;) Moreli nie wyczułam, ale nic dziwnego gdyż jest ich najmniej w składzie.

No dobrze, ale jak smak? Pyszny i bardzo letni :) Brzoskwinie zdecydowanie dominowały, ale o dziwo czułam przemykające kawałki mango! Na to właśnie czekałam :) Chyba nigdy nie jadłam dżemu mango z kawałkami tego owocu, a więc wielki plus :) Konfitura jest słodka, ale i też orzeźwiająca, a więc idealna na lato :) Pycha!


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 4 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Sok lifeberry malina 100%

Uwielbiam owoce i chyba nie muszę Wam o tym mówić gdyż widać to po moich jadłospisach ;) Jeśli miałabym wybrać mój ulubiony owoc to miałabym wielki dylemat, bo po prostu nie umiałabym wytypować tego jednego! Do moich ukochanych owoców należą też owoce jagodowe! Truskawki, borówki, jagódki czy...maliny! Maliny dziś będą w centrum uwagi, bo mam dla Was recenzję soku z malin 100%! Pewnie doskonale znamy słynne syropy do herbaty o smaku (!) malin, które malin mają tylko 0,1%...jest to dla mnie śmieszne, ale tak niestety jesteśmy oszukiwani :( Soki owocowe to często tylko napoje, a więc też nie mamy tego 100% owocowego składu. Na szczęście są jeszcze firmy, które nie idą na taniznę i wkładają w swoje produkty to co najlepsze - zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie bardzo mi się spodobała, bo jest malutka i co za tym  idzie, bardzo poręczna i lekka. Grafika ponownie bardzo prosta, ale przejrzysta i trafiająca do kupującego. Sok malinowy to bardzo lubiany składnik w moim domu, bo siostra często łączy taki (domowy!) z wodą,a więc ten od lifeberry testowałyśmy razem.

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to mega kwaśny aromat. Liczyłam na słodycz malin, ale niestety nie to dostałam. Oczywiście jest to spowodowane tym, że nie ma tutaj żadnego dodatku cukru, a więc my dodałyśmy sobie erytrytolu, aby było zdrowo i fit! Konsystencja tego soczku była zdecydowanie mniej gęsta niż żurawinowa wersja, ale nadal bardzo konkretna i przyjemna do smoothie bowl :) Kolorek był pięknym bardzo malinowym odcieniem, który od razu mi się spodobał i już wyobrażałam sobie go na moich pazurkach :D Po dodaniu słodzika soczek okazał się pyszny i razem z moją siostrą wypiłyśmy go bez dodawania wody! Bardzo intensywny smak, wyrazisty i idealny dla miłośników malin :) Myślę, że bez dodatku słodzika byłby za kwaśny, ale z nim jest obłędny! Polecam :)


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 20 sierpnia 2017

Współpraca Terrasana - ekologiczne chipsy ziemniaczane

Dziś mam dla Was dawkę ciekawych produktów, które przed moim wyjazdem zawitały w moim domu! :) Mam na myśli oczywiście ekologiczne pyszności od dobrze znanej marki Terrasana, która specjalizuje się nie tylko w przepysznych masłach orzechowych, ale ma też w swojej ofercie kasze, makarony, bakalie czy chipsy, których recenzję będziecie mogli przeczytać własnie dziś! :)

Wszystko spod ich marki jest ekologiczne i stworzone z jak najlepszej jakości produktów! To ważne w dzisiejszych czasach gdyż większość rzeczy dostępnych w sklepach ma niepotrzebne składniki w składzie i jest faszerowane chemią na potęgę.


No dobrze, po małym wstępie zapraszam Was do przeczytania recenzji chiperków ;) Niby za nimi nie przepadam, ale czasami mam tak straszną ochotę, że żadne zdrowe zamienniki nie mają szans! Taka ochota zawsze pojawia się na rodzinnych imprezkach, a więc nie ma przebacz i trzeba troszkę skubnąć :) Super opcją są chipsy ekologiczne - prosty skład, proste smaki i na pewno dużo lepsze od tych powszednie dostępnych w sklepach! Jak wypadły? Zapraszam do czytania :)



Składy:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od opakowania, które jest bardzo ładne, proste i przyciągające uwagę :) Obie paczuszki mają oznaczenia ich ekologicznego pochodzenia co jest wielkim plusem :) Chipsy są  wegańskie, co jest oczywiste przy tych smakach :) Dodam od siebie, że ich chipsy o smaku paprykowym też są wegańskie! Zero niepożądanego mleka w proszku.

Swoje testowanie rozpoczęłam od wariantu niesolonego, bo lubię zaczynać od klasyków. Chipsy w obu przypadkach po otwarciu ślicznie pachniały smażonymi ziemniakami i nie były połamane. Dawno nie widziałam tak ogromnych kawałków chipsów - serio! :) To lubię. Chiperki nie były absolutnie zbyt tłuste i nie brudziły nadmiernie palców. Smak? Naturalne bez soli smakowały jak domowe frytki :D Bardzo smaczne, meeeega chrupiące i po prostu pyszne. Mojemu tacie tak smakowały, że całą paczkę zabrał dla siebie ;) A co z solonymi? Również okazały się bardzo smaczne! Lubię klasyczne solone chipsy i ta wersja bardzo mi odpowiadała. Bałam się, że będą przesolone, ale jednak nie odczułam nadmiaru tego dodatku. Sól fajnie podkręcała smaczek i świetnie komponowała się z smażonymi talarkami. Chipsy są cieniutkie i mega chrupiące. Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie takie chipsy uważam za najlepsze :) Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i na pewno do nich jeszcze wrócę! Moja rodzinka również je pokochała, a więc jeszcze pewnie nie raz zagoszczą na imprezowym stole.


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak



sobota, 19 sierpnia 2017

Wegańskie krówki Kokosowe Super Krówka

Wczorajszy dzień mimo, że bardzo aktywny to jednak niezwykle przyjemny i dający mi wiele radości :) Pogoda troszkę się unormowała i jest teraz temperatura idealna dla mnie, a więc da się żyć i nie ugotować :D

Jeśli takie upały mijają, ja zawsze wtedy mam ochotę na słodkości, które w upały sobie raczej sobie odpuszczam. Dziś padło na krówki koksowe od Super Krówka! Na blogu znajdziecie recenzje żurawinowych, bananowych, kakaowych i toffi :) Kokosowe to już ostatnie, które miałam okazję testować, ale mam nadzieję, że pozostałe też uda mi się spróbować :) No to co? Zapraszam na kokosowe szaleństwo!



Skład:




Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od opakowania, które jak zawsze jest śliczne i urocze :) Bardzo lubię ich krówkę, która zawsze uśmiechnięta zagląda z opakowania. Nie ma się takich dużych wyrzutów sumienia gdy przesadzi się z ilością zjedzonych krówek :D Krówki od Super Krówka są na bazie mleka kokosowego i cukru kokosowego, a więc same w sobie są już kokosowe, ale te! Te są jeszcze dodatkowo wzbogacone w wiórki kokosowe czyli istne niebo :)

Krówki kokosowe to ponownie krówki ciągutki. Ładnie odklejają się od papierków i nie są takie delikatne jak krówki o smaku klasycznego toffi. Pachną pięknie cukrem kokosowym i prażonymi wiórkami kokosowymi, które bardzo lubię. Ogólnie jestem jak najbardziej za kokosowymi smakami! 
A jak smakowo? Ponownie miłość od pierwszego gryza ;) I muszę Wam powiedzieć, że tak - TO SĄ MOJE ULUBIONE SUPER KRÓWKI! Myślałam, że pozostanę przy smaku kakaowym, ale jednak kokos wygrywa :) Powiem Wam, że tutaj wiórki kokosowe zrobiły super robotę, bo podczas jedzenia fajnie chrzęściły w zębach, a ja lubię jak wiórki tak robią :D Pyszne combo w połączeniu z ciągnącym się cukierkiem...no ja przepadłam ;) Na jednej krówce się nie kończy - polecam ♥


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok.8-10 zł Rossmann, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak! ♥

piątek, 18 sierpnia 2017

Sos chiński czosnkowy Blue Dragon

Zapowiada się dziś tak aktywny dzień, że nie mam pojęcia jak ja to wszystko zrobię :D Od piątej na nogach, potem trening, spotkanie z przyjaciółką i inne obowiązki, które są sprawą konieczną i trzeba je niestety zrobić...mam nadzieję, że nie padnę gdzieś po drodze, bo ostatnio jakoś źle sypiam. Wiem, że może być to pewnie spowodowane moim zmienionym o 180 stopni stylem życia i trybem funkcjonowania, ale ja jakoś nigdy własnie nie miałam problemów ze snem i zawsze spokojnie przesypiałam te 10-12 godzin (serio, tyle potrzebuję!), a teraz? Męczę się i śpię góra po 5-6 godzin :/ Oby to minęło!

Nie przepadam za gotowymi sosami obiadowymi i raczej staram się takich unikać. Jedyny sos, który toleruję i używam w ogromnych ilościach to ketchup, ale nic więcej raczej nie wpada. Jednak pewnego razu skusiły mnie dwa sosy, które musiałam kupić, a recenzje jednego z nich mace poniżej! Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Sos kupiłam ze względu na to, że był na promocji i skusiło mnie jego opakowanie. Jest bardzo fajnie zaprojektowane, a więc nie było innej opcji jak go nie kupić :D Dodatkowo był to sos czosnkowy czyli coś, co uwielbiam, a nie bardzo mogę, bo żołądek strasznie męczy mnie po czosnku :P No, ale nie o tym! Sos nie posiada dobrego składu i jest dosyć dziwny, ale czasami trzeba zaryzykować. 

Po otwarciu słoika pierwsze co poczułam to słodko-kwaśny (z naciskiem na kwaśny) aromat czosnku. Nie należał on do najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek wąchałam, ale dało się znieść. Na plus było to, że w środku sosu znajdowało się wiele dodatków jak grzyby mun czy marchewki. Sos posiadał bardzo dziwną i lekko ciągnącą się konsystencję, która niezbyt mi przypadła do gustu. No dobrze, a jak ze smakiem? Powiem jedno - dupy nie urywa ;) Bardzo specyficzny, mocno czosnkowy i zdecydowanie dla osób z mocnym żołądkiem, bo mnie strasznie po nim męczyło. Czosnek jest wyraźnie wyczuwalny, ale jest on jakiś taki kwaśny i no dziwny. Grzyby mun fajnie chrupią, a marchewka jest mięciutka. Ciekawe doświadczenie smakowe, ale raczej tylko ''na raz'' ;)


Podsumowując:
5/10
Cena - ok. 5 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

czwartek, 17 sierpnia 2017

Bakal sport - mix orzechów i bakalii

Czasami gdy nie mam czasu na zrobienie sobie posiłku czy też po prostu nie chce mi się ruszyć mojej szanownej i coś zmajstrować w kuchni to sięgam po proste rozwiązania. Serki wiejskie, twarożki, jogurty czy też różne mieszanki bakalii, które w połączeniu z źródłem białka dają nam kopa do działania! Czemu? Bo mnie ma nic lepszego niż połączenie pełnowartościowego białka i zdrowych źródeł tłuszczy, które są zbawienne szczególnie dla nas kobietek. Jako kobiety musimy pamiętać o zdrowych tłuszczach w naszej diecie i jak najczęściej sięgać po orzechy, pestki czy zdrowe oleje :) Nie tylko jest to dobre dla naszych hormonów, ale i też skóry, włosów czy paznokci! Odkąd zaczęłam zwiększać podaż tłuszczów w mojej diecie to moje włosy odżyły i nie wypadają garściami, a ich blask jest śliczny nawet bez odżywki ;)

Całe szczęście takie mix'y bakalii  i orzechów można śmiało kupić gotowe! Firma Bakal zapewnia nam swoje trzy warianty smakowe, które nadadzą się idealnie dla aktywnych i zabieganych ludzi, który potrzebują słodkiego doładowania :) Mamy mix - ENERGY, HEALTH i ACTIVE - dla każdego coś pysznego ;)


Składy:




ACTIVE - okazał się dla mnie najsmaczniejszą mieszanką ze wszystkich, które jadłam :) Moje ulubione orzechy w połączeniu z żurawiną suszoną i pestkami dyni to było połączenie nie z tej z tej planety i na prawdę dodający energii na dalsze wyzwania w ciągu dnia :) Nerkowce to moje ulubione orzechy, a im są słodsze tym lepiej! W tej mieszance były własnie takie, świeżutkie i mięciutkie, a resztę smaczków uzupełniały migdały i pestki dyni, które również uwielbiam :)

10/10


ENERGY - W tej mieszance również znalazła mnóstwo pysznych składników, ale niestety jedną rzecz musiałam wygrzebać i wyrzucić ;) A co to było? Imbir! Którego nie lubię i nie mogę jeść, bo mam po nim alergię. Sytuację za to ratowały kandyzowane owoce papai i ananasa, które w połączeniu z nerkowcami dawały tropikalne i pyszne zestawienie.

9/10


HEALTH - Jak mówi samo słowo za siebie - mieszanka pełna zdrowia! Jagody goji są uznawane za super foods, ale jakoś nie należą do moich ulubionych dodatków ;) Tutaj jednak trafiłam na smaczne i jędrne sztuki, które okazały się słodkie i fajnie komponowały się z migdałami, rodzynkami i ananasem, który nadawał razem z goją tropikalnego wyrazu :) 

9/10


Mieszanki te do kupienia są właśnie w takich praktycznych i małych saszetkach ''na raz'' w Biedronkach oraz spotkałam je też w Żabkach :) 

środa, 16 sierpnia 2017

Rodzynkowo-orzechowy pudding z kaszy manny na mleku z orzechów tygrysich i współpraca z AMANDIN

Witam! Ktoś ma smaka na pyszny pudding? Bo ja puddingi kocham i nigdy takiemu nie odmówię :) Szczególnie gdy jest to pudding o moim ukochanym smaku deserów czyli...orzechowym! :) Uwielbiam wszystko co jest o smaku orzechów czy masła orzechowego, a więc ich dodatek jest bardzo często używany przeze mnie w posiłkach :) Ogólnie moja dieta znów się zmienia i muszę Wam powiedzieć, że nastaną niezłe zmiany na blogu! Teraz będę bardziej skupiała się na zdrowym stylu życia, ćwiczeniach i fit przepisach/recenzjach :) Planuję też wrócić do jajek (oczywiście TYLKO tych szczęśliwych od babci!), ale to na razie tylko ciche plany, bo jakoś nie mogę się jeszcze przełamać...ale jak będzie - to zobaczycie po przyszłych postach! :)

Pudding z kaszy manny to nie tylko szybki i prosty deser, ale i też świetny pomysł na posiłek w ciągu dnia czy posiłek przed/po treningu :) Zawiera on dużo węglowodanów, ale tych zdrowych oraz zdrowe tłuszcze, które też są bardzo istotne w naszej diecie (a szczególnie u kobitek! ;)). Kto chętny na przepis? Zapraszam :)


Składniki/1 duża porcja/:
50 g kaszy manny
250 ml mleka z orzechów tygrysich AMANDIN
2 czubate łyżeczki masła orzechowego
20 g rodzynek
1 łyżka erytrytolu (lub innego słodzika)
szczypta cynamonu

1.Do garnuszka wlewamy mleko i doprowadzamy do wrzenia.
2.Kaszę mannę wrzucamy do mleka, zmniejszamy ogień i mieszamy bardzo szybko aby nie utworzyły się grudki. Gotujemy do momentu jej lekkiego zgęstnienia.
3.Do manny dodajemy rodzynki, erytrytol i cynamon - gotujemy aż zupełnie zgęstnieje.
4.Połowę kaszy przekładamy na dno miseczki, a na tą warstwę dajemy nasze masło orzechowe. Później tylko warstwę z masłem orzechowym zalewamy resztą kaszki i zostawiamy ją do wystygnięcia, a następnie wstawiamy ą na noc do lodówki.
5.Rano przewracamy miseczkę na talerzyk i wyjmujemy nasz pudding. Podajemy z ulubionymi dodatkami (u mnie dżem bananowy i syrop klonowy)

Smacznego!






A tutaj moi drodzy produkty od AMANDIN! Już raz miałam okazję testować ich produkty na blogu, a że bardzo mi one smakowały to zdecydowałam się na przetestowanie też innych produktów :) Dziś deser z udziałem mleka z orzechów tygrysich, którego recenzja pojawi się przy okazji testowania mini kartoników :) Mam nadzieję, że zaciekawię Was tymi produktami! Zachęcam do zajrzenia na ich stronę ;)



wtorek, 15 sierpnia 2017

Ekologiczna prażona soczewica z przyprawami

Zakupy okazały się niezbyt owocne, bo po wyprzedażach mało co zostało, ale nie wróciłam z pustymi rękami :) To co kupiłam wstawię na instagrama, który od wczoraj będzie prowadzony przeze mnie regularnie! Takie moje postanowienie na nowy rok szkolny ;)

Dziś mam dla Was coś bardziej w słonych klimatach, bo takich coś tutaj mało. Oczywiście jest to przekąska zdrowa, która nie wchodzi nam w boczki tylko w bicki, a jak! Tylko po takie teraz sięgam ;) Soczewica w przyprawach od razu wydała mi się produktem bardzo ciekawym, bo soczewicę bardzo lubię, a jest ona bogata w wartościowe białko i inne zbawienne składniki, które mogłabym wymieniać do jutra :) Dodatkowo jest to soczewica prażona czyli coś w stylu orzeszków sojowych, które ubóstwiam! Jak wypadł ten wynalazek? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Soczewicę tą znalazła przy okazji zakupów w Rossmannie kiedy to chciałam kupić moje ulubione orzeszki sojowe ;) Taka alternatywa dla soi wydała mi się bardzo ciekawa, a że soczewica jest zdrowsza niż soja, to ten niepozorny kartonik szybko trafił do mojego koszyka. Ilość jest fajna jak na taką cenę, a więc to fajna inwestycja w zdrowe przekąski :) Skład, jak z resztą widać, jest bardzo prosty i przyjemny, bo nie ma w nim nic innego prócz soczewicy i bogatej gammy przypraw - to lubię! :)

Po otworzeniu kartonika i foli nie poczułam zbyt wyraźnego aromatu, a sama soczewica wydała mi się dziwna, ale zmieniłam bardzo szybko zdanie po pierwszym kęsie :) Soczewica okazała się mega chrupiąca, a przyprawy uwalniały swój aromat od razu po rozgryzieniu soczewicy :) Mega pyszne i dosyć pikantne ;) Dla mnie idealne i mimo swojego niepozornego rozmiaru, to bardzo zamulające :) Soczewica jest bardzo syta, a przy tym meeeega chrupiąca :) Uwielbiam! Polecam, bo to coś idealnego dla fanów zdrowego chrupania :D


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 6 zł Rossmann
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Smoothie lifeberry - Malina+Czarna porzeczka+Borówki amerykańskie+Banan+Jabłko

Witam witam! :) Dziś właśnie w plan wrażam moje wstawanie o 5 rano już na 100% i nie ma odwrotu ;) Zostało mało czasu do rozpoczęcia roku szkolnego, a jak już mówiłam chcę wstawać rano przed szkołą i wyrabiać się z treningiem :) Dziś też wypad z moją koleżanką na zakupy i mam nadzieję, że uda kupić mi się dużo fit rzeczy :D Mam obsesję na punkcie sportowych ciuchów i akcesorii, a więc z pustymi rękoma chyba nie skończę.

No dobrze...może komuś smoothie z letnich owoców? Bo ja bardzo chętnie! Co prawda nie pijam takich rzeczy, ale gdy tylko nadarzyła się okazja przetestowania to długo się nie wahałam nad tą piękna buteleczką. Porzeczki, borówki i maliny to pyszne letnie owoce, a więc do tego smoothie miałam same przyjemne przeczucia :) Jak wyszło? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie bardzo ładna i wykonana w tym samym stylu co pozostałe :) Podoba mi się patent na tak śmiesznie wyrysowany z boku skład, który pokazuje ile mniej więcej jest poszczególnych owoców w naszym smoothie :) Ja uwielbiam borówki i staram się jeść ich dużo w okresie letnim, a więc ich zawartość tutaj tylko bardziej nakręciła mnie na spróbowanie. Dodatkowo ten piękny, ciemny kolorek zapowiadał ich sporą ilość, a więc co? Test smaku!

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to kwasek owoców jagodowych.Wyraźnie wyczułam porzeczki, które są dosyć dominującym owocem, ale nie zabrakło tu też malin czy wcześniej wspomnianych borówek. Banana też wyczułam, ale tylko subtelnie, co w tym smaku jest na plus, bo banan jest bardzo dominującym owocem jeśli chodzi o smak :) Konsystencja zdecydowanie płynna, ale dało się ją spokojnie jeść łyżeczką. Smak? Smaczny, ale dla mnie zbyt kwaśny od porzeczek :D Porzeczki nie należą do moich ulubionych owoców, a więc ten armat troszkę mi tu wadził, ale na szczęście był tylko przy pierwszym łyku, a później pojawiała się słodycz banana i malinek z borówkami. Bardzo ciekawa sprawa, smaczna, ale nie do końca w moim stylu :) Mimo tego polecam, bo jest to produkt bardzo dobrej jakości!


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Nie

niedziela, 13 sierpnia 2017

Batony owocowe z dodatkiem malin i jabłek Vitanella

Witam w tą parną niedzielę ;) Na szczęście wczorajszy wyjazd udał się wyśmienicie, a już jutro wybywam z koleżanką na promocyjne łowy! Co prawda ostatnio nakupiłam sportowych ciuchów, ale mam chrapkę na kolejne zestawy :D Im ich więcej tym lepiej, bo dobry trening to i dobrze dobrany strój :)

Dziś mam dla Was recenzję dosyć popularnych batoników na bazie daktyli z Biedronki. Są taką starszą nowością i podoba mi się to, że mają kilka wariantów smakowych. W ofercie Biedronki dostaniemy cztery smaki tych batoników - bananowy, truskawkowy, orzechowy i malina-jabłko. Dziś na tapetę wpada malina-jabłko, a kolejne smaki czekają na test :) Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Strasznie podoba mi się forma opakowania i styl jego wykonania. Grafika jest lekka, dziewczęca i urocza, a co za tym idzie na pewno przyciągająca uwagę osóbek takich jak ja :) Jak zapowiada nam producent mamy tutaj aż 94% owoców, a więc to raczej batonik składający się z przewagi węglowodanów ;) Maliny i jabłka to dosyć ciekawe połączenie, a więc na ten wariant smakowy zdecydowałam się jako pierwszy. Jednak po przeczytaniu składu zawiodło mnie to, że batonik i tak ma przewagę daktyli, które jednak są bardzo dominujące w smaku jak i zapachu.

W opakowaniu znajdują się dwa batoniki, które raczej powinny się nazywać paskami owocowymi ;) Po zerwaniu folii są bardzo lepkie i ciemne - oczywiście za prawą daktyli. Aromat? Same daktyle z nutką czegoś kwaśnego, co oczywiście zapowiada element malin i jabłek. Batoniki te okazały się niezwykle miękkie, ale takie jakby ciągnące, co powodowało, że miałam wrażenie jedzenia owocowej gumy :D Smak? Dobry, na pewno bardzo słodki i bardzo daktylowy, ale bez fajerwerków. Malin nie wyczułam, jabłek może odrobinę, a daktyle zdominowały wszystko. W sumie po dłuższym jedzeniu ich miałam wrażenie, że jem pastę daktylową i tyle :P Szybka przekąska na małego głoda, ale pod sensacje smakowe w ogóle nie podchodzi. Polecam, ale nie nastawiajcie się na smak malin czy jabłek ;)


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 4-5 zł Biedronka
Czy kupie ponownie? - Tak

sobota, 12 sierpnia 2017

Xawery Miodowy

Dziś zapowiada się wspaniały dzień w rodzinnym gronie, a więc modlę się aby pogoda dopisała :) Uwielbiam takie wypady i cieszę się, że przynajmniej kilka razy do roku możemy je realizować :) A u Was też zapowiada się ślicznie?

Sobota? To i obiecany post z Xawery Miodowy! Na moim instagramie (na którego serdecznie zapraszam) kilka dni temu pojawiła się fotka zapowiadająca tajemniczy produkt od marki Xawery Miodowy :) Były to batoniki stworzone z bakalii, płatków i miodu, które nie dość, że są dużo zdrowsze od tych dostępnych na sklepowych półkach to i wspierają fundację rozwoju kardiochirurgii :) Dodatkowo jest to ręczna robota z 100% POLSKICH SKŁADNIKÓW! Połączenie pysznego z pożytecznym i smacznym :) Xawery Miodowy ma w swojej ofercie ciasteczka na bazie ziaren oraz batoniki, które własnie dostałam specjalnie do testów dla Was :) Jakie są rezultaty? Tego dowiecie się w poniższej recenzji!



Skład:


Wygląd i smak: No więc jak widać Xawery Miodowy to miły miś w kapeluszu, który lubi zaspokajać nasze małe smaczki na miodowe słodkości :) Muszę Wam powiedzieć, że od razu zakochałam się w tych opakowaniach i mimo tego, że są bardzo proste, to wykonane z pomysłem i nie ma opcji, że w sklepie przejdziemy koło nich obojętnie. Do testowania dostałam batoniki granola czyli coś, co zdecydowanie wpisuje się w moje preferencje smakowe. Uwielbiam granolę, a taką z miodowym posmakiem jeszcze bardziej. Tutaj dodatkowo jest jeszcze przyjazne makro i cudowny skład bez sztucznych składników i jak pisałam wcześniej - polskich! ;) Warto wspierać polskich producentów i przeważnie staram się właśnie takie krajowe opcje wybierać.

No dobrze...a jak ten Xawery smakuje? Powiem Wam, że to totalna petarda! Idealna dla Kubusia Puchatka i wszystkich miłośników miodowych przysmaków. Batonik jest dosyć kruchy, ale przyjemnie się go je. Zawiera w sobie sporą ilość suszonych owoców, które nie są przesłodzone  bardzo naturalne w smaku :) Najbardziej przypadły mi do gustu wiśnie, które w połączeniu z lekkim aromatem kakao smakowały bombowo. Mój oczywiście też czuć, ale jest on taki jakby...karmelizowany? No dla mnie bomba :) Płatki owsiane fajnie chrupią, a batonik jest straaasznie syty :) Coś pysznego i wartego spróbowania - polecam!


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!