sobota, 23 września 2017

Jagody w syropie (Lidl)

Pogoda nie rozpieszcza, ale na szczęście choroba już mnie opuszcza i nie czuję się tak źle :) Dziś zapowiada się dzień cały poświęcony nauce, ale nie ma tego złego...muszę przecież nadrobić moje tygodniowe zaległości! A więc trzymajcie za mnie kciuki aby mi się wszystko udało odhaczyć z mojej listy ''do zrobienia'' :) A Wam życzę miłej soboty!


Pamiętacie przepis na jagodowo-kokosowy jagielnik na zimno? Jeśli tak to super, bo dziś mam dla Was recenzję produktu, który bardzo pomógł mi w jego wykonaniu :) Mianowicie są to jagody w syropie, które wypatrzyłam pewnego razu w moim Lidlu tuż przy kasach. Do wyboru były 3 wersje - maliny, truskawki i jagody. Zakupiłam jagody, bo wydały mi się najbardziej ''unikatowe'' :) Jak wypadły? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: To co mnie skłoniło głównie do zakupu tego produktu było to, że zauroczyłam się jego opakowaniem. Uwielbiam słoiczki, które są stylizowane na ''domowe przetwory'', a więc musiałam kupić to cudeńko i wypróbować czy faktycznie może konkurować z domowymi wyrobami. Skład może nie powala, bo jest tam zwykły cukier, ale halo! Przecież nasze babcie też dodają ten zwykły, a więc nie ma co panikować :)
Jak widać są to jagody, a nie borówki, które w dzisiejszych czasach są dodawane do jogurtów/dżemów/innych ''jagodowych'' produktów w zamian za nasze polskie jagódki, a więc wielki plus.

Po otwarciu słoiczka nie zawiodłam się, bo zawartość prezentowała się ślicznie i ''na bogato'''. Jagódek było sporo, ale moim zdaniem mogliby zredukować ilość sosu w zamian za większą ilość owoców. Zapach był bardo ładny, delikatnie słodki i bardzo jagodowy :) Smak był bardzo słodki, szczególnie tej cukrowej zalewy, ale do ciasta czy jakiegoś deser (a głównie do tego są takie produkty) poziom cukru był idealny. Cóż tu więcej pisać...czyste jagódki i cukrowy sos! Dla mnie bomba, a jagielnik dzięki tym jagodom zyskał nie tylko na smaku, ale i na kolorze - polecam :)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 4 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Tak



piątek, 22 września 2017

Sneaky Legal Cakes

Tak jak obiecałam - jest pierwsza recenzja batonika od Legal Cakes! Na piątek idealnie, bo przecież to dla większości dzień zaczęcia wolności :D

Na pierwszy strzał poszedł Sneaky, który został ulepszony przez ekipę Legal Cakes. Wcześniej nie był on wegański i posiadał inny skład, a jego recenzję możecie przeczytać właśnie tutaj :)
Wypadł on wcześniej bardzo pozytywnie i zaskoczył mnie swoimi orzeszkami ziemnymi. Jenak po przeczytaniu nowego składu przepadłam już zupełnie...czyżby nowa wersja pobiła poprzednią? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Batonik zaczął swoje zmiany już od samego opakowania, bo teraz znajdziemy go pod pomarańczowym opakowaniem, a nie brązowym jak poprzednio. Dodatkowo wcześniej nie był wegański, a teraz jest, co jest dla mnie oczywiście ogromnym plusem. Również się też on rozkładem makro składników oraz kalorycznością. Teraz ma jego składzie znajdziemy...fasolę! Uwielbiam wypieki na bazie strączków, a więc oczywiste było to, że musiałam go jak najszybciej spróbować :)

Po otwarciu pierwsze co poczułam to silna woń kakao i orzeszków ziemnych, których było sporo, ale zdecydowanie mniej niż w poprzedniej wersji.Teraz 50% orzechów zamieniono na fasolę, mąkę migdałową oraz inne bardziej 'lekkie' składniki niż samo masło orzechowe i fistaszki, które są raczej zapychające :) 

W nowej wersji batonik dzielił się na 4 warstwy. Na spodzie batonik miał bardzo delikatną i płynną masę czekoladową, która smakowała wybornie. Była wyraźnie czekoladowa i zawierała śmieszne grudki, które fajnie pieściły podniebienie. Kolejna warstwa to był mus z białej fasoli, który chyba wygrał wszystko :D Smakował mi najbardziej z wszystkich części batonika i mogłabym taki zajadać codziennie! Muszę koniecznie go odtworzyć, bo to czysta ambrozja :) Kolejna część to karmel daktylowy i orzeszki ziemne/nerkowca - dla mnie bomba, która razem z musem fasolowym tworzyła bombę. Ostatnia warstwa to polewa z gorzkiej czekolady czyli coś co tygryski lubią najbardziej :D Ogólnie nowa wersja zdecydowanie na PLUS! Pyszny i będę do niego wracać


Podsumowując:
100/10 
Czy kupię ponownie? - Tak 


czwartek, 21 września 2017

Smoothie lifeberry - Malina+Gruszka+Truskawka+Rabarbar+Jabłko

Pogoda ostatnio nam się poprawiła, a ja jak na złość muszę leżeć chora w domu :( W nocy nie idzie spać, bo nos zatkany, a rano dokucza ból gardła. Na taką chorobę i ból gardła, który utrudnia nam jedzenie idealnie sprawdzają się smoothie! Ja postawiłam na wersję z owocami letnimi, co by sobie troszkę humor poprawić. Lato to zdecydowanie moja ulubiona pora roku! A jaka jest Wasza? ;)


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie ślicznie zrobiona i przyciągająca wzrok :) Podoba mi się w niej to, że widać dokładnie nasze smoothie, można sprawdzić kolor, konsystencję, a miarka składników z boku pokazuje ilość owoców i ich proporcje! Tutaj sama nie wiedziałam czego się spodziewać, bo to idealny przykład połączenia owoców ultra słodkich i kwaśnych ;) Truskawki, jabłka i gruszki to bardzo słodkie owoce, a rabarbar i malina już nie :) Kolorek też zachęcał, a konsystencja jeszcze bardziej, bo jej gęstość i kremowość mówiła sama za siebie - będzie pysznie!

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to wyraźną kwaskowość rabarbaru i słodycz gruszki. Byłam trochę zmieszana bo z jednej strony czułam kwasek, a z drugiej ultra słodycz. Konsystencja smoothie była zdecydowanie najbardziej gęsta ze wszystkich, a jego kremowość pozwalała na jedzenie łyżeczką :)
Rabarbar nie należy do moich ulubionych warzyw, ale w przetworach czy wypiekach sprawdza się dla mnie idealnie! A tutaj? Cóż, nie było to najlepsze smoothie jakie piłam, ale udało się wypić z przyjemnością :) Bardziej przypadło do gustu mojemu tacie, bo on wyjątkowo ceni sobie smak rabarbaru, ale dla mnie był po prostu smaczny. Kremowy, wyraźnie rabarbarowy i gruszkowy. Truskawki i maliny gdzieś mi zniknęły i to jednak nie do końca moje smaki....a może Wam bardziej podpasuje? ;)


Podsumowując:
7/10
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 20 września 2017

Raw energy Peanut&Dates (Bombus natural energy)

Witam, witam! Jak to mówią ''środa minie tydzień zginie'', a ja akurat w tym tygodniu totalnie się rozłożyłam :( Od poniedziałku leżę w łóżku i umieram z toną chusteczek :P Postanowiłam wraz z rodzinką, która niestety również jest chora, że zostanę w domu do końca tygodnia, bo nie chcę się doprawić na amen i mieć potem zaległości. Mam nadzieję, że u Was przynajmniej bez kataru i kaszlu! ;)


Już bardzo dawno dostałam od kochanej Beatki prezent czyli batonika od Raw Energy, którego do tej pory nigdzie nie spotkałam! Bardzo o nim marzyłam, bo czytałam same pozytywne opinie i kochana Beatka przyszła mi z pomocą i sprawiła ogromną radość :) Batoniki tej firmy jeszcze mnie nie zawiodły, a więc wiedziałam, że i ten trafi do grona lubianych. A jak było? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Kolor opakowania od razu mi się spodobał, bo zdradzał w sumie smak, który mnie czekał :) Te dobrze znane mi kolory to własnie masło orzechowe, które uwielbiam jako dodatek do rzeczy słodkich, ostrych czy słonych :) Nie ma w sumie produktu wegetariańskiego, który nie smakowałby mi z masłem orzechowym! Uwielbiam :) Batoniki Raw Energy z reguły są na bazie daktyli i tak też było w tym przypadku, że daktyle stanowiły większą część składu. Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie, bo kocham daktyle, a w zestawieniu z masłem orzechowym to już zupełnie za nimi przepadam.

Batonik po otwarciu bardzo mnie zaskoczył, bo nie spodziewałam się, że w masie znajdę całe fistaszki! Uwielbiam chrupiące elementy, a więc to bardzo na plus. Zapach również powalał, bo pachniał zupełnie jak dobrze znane PB :) Batonik był twardy, lekko kruchy, ale o przyjemnej konsystencji. Jego fistaszkowy aromat doprowadzał mnie do ślinotoku, a więc musiałam spróbować go jak najszybciej! Efekty? Miłość od pierwszego gryza :) Smakował idealnie, bardzo fistaszkowo i o dziwo to właśnie one przejęły pałeczkę w smaku i gównie je czułam! Dodatkowo całe orzeszki chrupały co chwilę i tylko dodawały przyjemnego efektu :) Dla mnie bomba!


Podsumowując:
100/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 19 września 2017

Legal Cakes powraca na bloga!

Legal Cakes...kto pamięta? Ich wyroby miały już swoje 5 minut na blogu, ale od tego czasu sporo się u nich zmieniło :) Batoniki otrzymały nowe receptury (oczywiście ulepszone!), ale i też pojawiły się nowe batoniki, których wcześniej nie miałam okazji próbować :) Bardzo podoba mi się to, że firma postawiła na więcej wegańskich wersji, które dla mnie są dużo bardziej interesujące :)

Dla Tych, którzy nie wiedzą, Legal Cakes to sieć kawiarni, która specjalizuje się w wypiekach i słodkościach z przyjaznym makro, które jest już dla nas obliczone i nie musimy się niczym przejmować :) Dodatkowo ich słodkości są bardzo fit! Nisko kalorycznie, zero niepożądanych i mocno przetworzonych składników - po prostu cud i miód. Wiele ich wyrobów jest bezglutenowych czy wegańskich! Dodatkowo w większości zawierają one odżywkę białkową czyli coś, co ostatnio jest moim ulubionym składnikiem :D

Jako nowości pojawił się batonik Ciacho, Red Velvet, L' Oreo, ''ulepszony'' Sneaky i miniatrurki wcześniejszych batoników :) Dla mnie te wersje mini są wybawieniem, bo należę do osób, które zawsze mają problem z wybraniem JEDNEGO smaku, a dzięki takim mini wersją mogę zjeść 2 lub nawet 3 batoniki :D Ciekawi? Pierwsza recenzja już w piątek





poniedziałek, 18 września 2017

Wegańskie ciasta owsiane w 15 minut

Hej, hej!
Wybaczcie mi kochani, że zostawiłam Was tak bez słowa. Niestety szkoła daje mi nieźle w kość i kompletnie na nic nie mam czasu :( Dużo lekcji, dużo nauki, fakultety i zajęcia dodatkowe wysysają ze mnie resztki energii i zabierają mi czas. Ostatnio nawet nie miałam czasu na moje ćwiczenia mimo tego, że na nogach potrafiłam być od 3 rano! No niestety...grunt, że zaczęłam z dobrymi ocenami i oby tak pozostało :) W tym tygodniu już postów nie zabraknie, a poniedziałek będzie pod znakiem ciasteczek, które robi się w dosłownie 15 minut! Kto chętny? Zapraszam :)


Składniki /10 sporych ciastek/:
1 szklanka płatków owsianych górskich
50 g mąki z orzeszków ziemnych
1 garść posiekanych orzechów nerkowca BAKAL
1 garść rodzynek BAKAL
1 garść suszonej żurawiny BAKAL
2 bardzo dojrzałe i duże banany


1.Banany obieramy i miażdżymy na zupełną ''papkę''.
2.W misce umieszczamy płatki owsiane, żurawinę, rodzynki, posiekane orzechy nerkowca i mąkę orzechową.
3.Do wszystkich składników dodajemy nasze banany i bardzo dokładnie mieszamy aby nasza masa była zwarta i dało się z niej formować ciasteczka.
4. Zwilżonymi rękoma formujemy ciasteczka i układamy je na blaszce w dosyć równych odstępach.
5. Całość pieczemy ok. 15-20 minut w 180 stopniach, ale musimy uważać, bo lubię się one przypiekać :)
6. Czekamy jak zupełnie wystygną, a następnie zajadamy!

Smacznego!



wtorek, 12 września 2017

Masło orzechowe z dodatkiem kokosa (Nutura)

Troszkę męczą mnie te straszne wizje moich nauczycieli i naszej matury, bo zamiast nas nie stresować to tylko potęgują wszystko i zapowiadają nam najgorsze. Już wczoraj miałam dwie próbne ustne maturki, ale nie było najgorzej i jakoś to przeżyłam :D Dziś zapowiada się minimalnie luźniej i przynajmniej z moimi lubianymi przedmiotami ;) Miłego dnia!


Kto ma smaka na masło orzechowe? Muszę przyznać, że ostatnio mnie do niego nie ciągnie, ale jak już ochota przyjdzie to leci jego spora ilość :) Dziś przygotowałam dla Was recenzję masła orzechowego z dodatkiem kokosa, które dostałam od mojej prze kochanej Marty :* Już nie mogę się doczekać spotkania z nią w końcówce września! A tymczasem zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoik bardzo ładny z kolorową nakrętką, która zdecydowanie przyciąga uwagę :) Lubię takie kolorowe elementy, które nadają klasy i takiego fajnego pozytywnego akcentu. Kokos to składnik, który bardzo lubię i często go w swojej diecie stosuję, a w połączeniu z masłem orzechowym jeszcze nigdy mnie nie zawiódł :) Miałam okazję już próbować masła z kokosem marki ostrovit (klik) i baaardzo mi smakował! Czy ten też wypadnie tak pozytywnie?

Po otworzeniu słoiczka pierwsze co poczułam to wyraźny aromat prażonych fistaszków. Kokos gdzieś zaginął, ale nie tylko w zapachu, ale i też masie masła orzechowego! Było ono zupełnie gładkie bez jakichkolwiek drobinek kokosa. Zupełnie mnie to zaskoczyło, ale wyszło na to, że kokos został zblendowany z całością. Konsystencja niezbyt mi odpowiadała, bo masło było strasznie lejące i ciężko je się mieszało. A jak smak? Dobry, ale pupy mi nie urwało ;) Masło okazało się średnio intensywne w smaku (jeśli chodzi o kokos), a fistaszki zdominowały strasznie całość. Wiórki mi nie chrupały, a ja to bardzo lubię i żałuję, że nie ma opcji z wiórkami w masie. Ogólnie smaczny, ale raczej do wypieków :)


Podsumowując:
7/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

poniedziałek, 11 września 2017

Bakal MIX śniadaniowy

Witam, witam! Weekend zleciał niestety bardzo szybko, a ja nawet nie miałam czasu na trening w wolne dni :( Następny tydzień muszę jakoś bardziej zorganizować, bo niestety podczas wakacji się troszkę rozleniwiłam :) Czeka mnie dużo pracy, ale dam radę! I tego też życzę Wam kochani ;)


Dziś mam dla Was świetne propozycje od Firmy Bakal, jakimi są gotowe mixy śniadaniowe! Ile razy darzyło Wam się, że nie macie kompletnie czasu na zrobienie pożywnego i ZDROWEGO śniadania?! Ja należę do osób, które lubią sobie śniadanie pomijać, ale zawsze mam coś w szkole aby zjeść na przerwach. Takimi świetnymi opcjami na szybkie śniadanie są właśnie te mixy! Dostępne są trzy warianty, a więc każdy znajdzie coś dla siebie ;) Ciekawi, który przypadł mi do gustu najbardziej? Zapraszam do czytania!


Składy:




MIX SO YUMMY - Zaczynam od mixu, który zdecydowanie skradł moje serce i bardzo mi zasmakował jednakże nie jest moim faworytem :) Jak sama nazwa mówi - so yummy! Czyli pysznie bez dwóch zdań ;) W paczuszce znajduje się wyśmienita kompozycja suszonych wiśni, rodzynek, pestek słonecznika i chipsów bananowych! Niby taka prosta mieszanka, ale te suszone wiśnie to był czysty obłęd! W połączeniu z serkiem wiejskim tworzyły tak bombową kompozycję, że chciało się tylko jeść i jeść :) Niby chipsy bananowe nie należą do moich ulubionych bakali, ale te nie smakowały samym olejem, a fajnie nadawały słodyczy kwaśnym wiśniom. Fajna opcja!

9/10


MIX SO NICE - Czas na mojego faworyta czyli so nice! Skradł moje serducho już przy pierwszym spróbowaniu ;) Zawiera w sobie super kompozycję rodzynek, migdałów, orzeszków ziemnych, żurawiny i...chia! Niby nie lubię chia, ale tutaj smakowały wybornie, a ich właściwości żelujące fajnie zagęściły mi serek wiejski :) Żurawina i rodzynki pod wpływem śmietanki z serka wiejskiego super napęczniały i ogólnie tworzyły świetne combo :) No i migdały! Zostały chyba lekko podprażone, bo wyśmienicie chrupały i tylko uzupełniały całość w przyjemne doznania :) Pycha!

10/10


MIX SO TASTY - Czas na mix, który zdecydowanie oczarował moją mamę! Uwielbia ona kokosowe przysmaki, a więc ten mix jest dosłownie stworzony dla niej :) Prażone chipsy kokosowe, ananas, papaja...istne tropiki! Zdecydowanie jest to najsłodsza opcja ze wszystkich, bo i ananas i papaja są kandyzowane, ale razem z jakimś jogurtem czy twarożkiem słodycz się ulatnia i smakołyk można zajadać z przyjemnością :) Ogólnie bardzo smaczny, ale moim zdaniem najsłabszy z całej trójki!

7/10


niedziela, 10 września 2017

Sok lifeberry ananas 100%

Nie che się wierzyć, że ten weekend tak zleciał :( Dni uciekają strasznie, ale przynajmniej pogoda poprawiła się troszkę i już tak nie wadzi mi w szkole. W czwartek i środę było mi już tak zimno, że wyciągnęłam kurtkę zimową i to nie tylko ja, bo wiele moich koleżanek też :P Masakra!

Dziś na powrócenie do lata mam dla Was soczek ze 100% ananasa! Czy tylko ja uwielbiam jego soczysty, słodki i orzeźwiający smak?! Niestety samego owocu nie mogę jeść, a jedynie jego przetworzoną wersję, bo mam na niego uczulenie. Jednak dżemy, soki czy inne rzeczy z ananasem już śmiało mogę zajadać! A więc zapraszam na recenzje soku :)


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie bardzo mi się spodobała, bo jest malutka i co za tym  idzie, bardzo poręczna i lekka. Grafika ponownie bardzo prosta, ale przejrzysta i trafiająca do kupującego. Sok ananasowy to bardzo lubiany przeze mnie owoc, ale niestety jak pisałam we wstępie - mam na niego uczulenie. Dobrze, że mogę zajadać jego przetworzone wersje :)

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to mega słodki i wyrazisty aromat dojrzałego ananasa. Przeważnie ze sokami 100% tej firmy spotykałam się z ostrym kwaskiem, ale tutaj było zupełnie inaczej! Cóż ananas należy do dosyć słodkich owoców, a więc nie ma szans na kwaśne smaki z jego strony. Kolorek przypominał piaskową odcień żółci, a konsystencja byłą zdecydowanie rzadsza od poprzedników. Smak? Bardzo, ale to bardzo słodki i mulący, ale pyszny! Myślałam, że to sok z serii orzeźwiających, ale słodycz w nim jest tak intensywna, że nie ma mowy o ochłodzeniu tylko raczej zasłodzeniu ;) Pyszna sprawa, która nada się pewnie do jakiś tropikalnych drinków! Polecam :)


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak

sobota, 9 września 2017

Batoniki Helio - A Ty już je znasz?

Uff...ciężki tydzień w szkole minął! Wybaczcie mi brak postów, ale niestety nie miałam czasu, bo jestem w szkole od godziny 7 rano do 16, a potem jeszcze dochodzi nauka, lekcje i fakultety maturalne :( Ale nie jest źle! ;) Obiecuję, że poprawię się w następnym tygodniu.

Dziś mam dla Was coś, co ostatnio umiliło mi słodkie poranki :) Jak dobrze mnie znacie to wiecie, że uwielbiam wszelkie batoniki! Jest tu dużo recenzji takich na blogu. Firma Helio poprosiła mnie abym przetestowała dla Was nowość spod ich marki! Są to batoniki, które idealnie nadadzą się na lekką i zdrową przekąskę w pracy, szkole czy do kawki w ciągu dnia! Do wyboru mamy aż cztery warianty smakowe, a więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie! A wiecie, którego wybrałam ja? ;) Zapraszam do czytania!


Składy:





6 ZIAREN & MIÓD - Jak sama nazwa wskazuje batonik złożony jest z samych ziaren i pestek oraz miodu :) To fajna alternatywa dla zlepków z płatków musli czy daktyli! Ja osobiście kocham chyba wszystkie ziarna i pestki, a więc za tego przyjaciela zabrałam się jako pierwszego :) Już po samym otworzeniu wiedziałam, że nie trafiłam źle! Mimo, że batonik jest z samych ziarenek i miodu to trzymał się bardzo solidnie, a jego miodowy zapach tylko bardziej zachęcał do jak najszybszego spróbowania. No i jak efekty? Boskie! Batonik okazał się przepysznym chrupaczem z wyjątkowo wyraźną miodową nutką. Pestki i ziarna fajnie chrupały i komponowały się ze wszystkim :) Pycha!



BANAN & CZEKOLADA - Nie przepadam za bananowymi słodyczami, a więc do tego batonika podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Nie lubię sztucznych aromatów, a w bananowych przypadkach niestety zawsze tak bywa. Batonika bananowego jadłam jako ostatniego wspólnie z siostrą. Jak wypadł? Powiem tak - tylnej części ciała nam nie urwał, ale nie należał do tych najgorszych :) Moim zdaniem ta sztuczność banana niestety się pojawiła, ale polewa czekoladowa tłumiła go i batonika dało się zjeść :) Ale to nie jest nasz ulubiony i zdecydowanie najgorszy ze wszystkich.


OWOCE LEŚNE & POLEWA JOGURTOWA - Ten został mi polecony przez kochaną Agnieszkę :*, która uznała go za swojego ulubieńca. Ja bardzo lubię połączenie owoców jagodowych i jogurtu, a więc długo nie czekałam aby go skosztować! Z resztą co tu dużo mówić...jogurt z owocami to istna poezja :) Batonik po otwarciu pachniał przepięknie! Niczym chupa chups o smaku truskawki i jogurtu czyli mój ulubiony zaraz po wiśniowym :D Kawałki owoców były w nim ogromne, a więc od razu spodziewałam się najlepszego! I jak? No było pysznie :) Słodko z nutką kwaskowego jogurtu no i baaardzo owocowo :) To lubię! 


ŚLIWKA & CZEKOLADA - Czas na mojego ulubieńca i numer jeden czyli śliwkę i czekoladę! Nic nie poradzę, że kocham to połączenie i uważam za kulinarny fenomen, a więc nie było innej opcji jak miejsce pierwsze dla tego batonika :) Już po samym otwarciu przepadłam, bo jego armat był wprost idealny i bardzo podobny do czeko śliwki :) Kawałki suszonych śliwek idealnie pasowały do polewy z deserowej czekolady, a chrupiące musli uzupełniały całość :) Pyszności!


Polecam spróbować Wam te batoniki bo to super opcja na słodką przekąskę! Ja oczywiście zakupie ponownie czekoladę i śliwkę oraz wariant z owocami leśnymi, a Wy już sami musicie zadecydować jaki jest idealny dla Was :)

wtorek, 5 września 2017

Co mnie motywuje do bycia fit ( cz. 1 ćwiczenia)

To dziś już pierwszy dzień oficjalnej szkoły. Stres jest i to duży, bo nie wiem czy uda mi się wypełnić wszystkie moje postanowienia, ale szybko się nie poddam ;)
Mam dla Was dziś post, który na nadchodzące zimowe może będzie dla kogoś motywacją! Kiedyś potrzebowałam ciągłej motywacji do ćwiczeń i trzymania diety, ale teraz to mój styl życia i jednocześnie pasja, która pochłania obecnie całe moje życie :)

Ćwiczenia

Do zaczęcia swojej przygody ze ćwiczeniami było mi chyba najgorzej, a dlaczego? Zacznę od tego, że nigdy nie byłam dobrze wysportowanym dzieckiem. Zawsze ta najmniejsza w klasie unikałam lekcji wychowania fizycznego, bo niestety bardzo odstawałam od moich koleżanek. Nie umiałam (i nadal nie umiem) grać w gry zespołowe, a niestety tylko to miałam przez całą podstawówkę i gimnazjum. Nie lubiłam się ruszać i niestety to było bardzo widać. Moje kości były słabe i średnio raz na rok miałam coś złamane :P To samo było z moją kondycją! Miłość do sportu pojawiła się w liceum gdy trafiłam na cudowną nauczycielkę w-f, która zamiast katowania nas grami zespołowymi wprowadziła jogę, fitness, rozciąganie i ćwiczenia z obciążeniem - to było to! Tak właśnie zaczęłam przygodę z ćwiczeniami :) Na początku oczywiście ćwiczyłam bardzo nieumiejętnie, ale łapałam bakcyla!

Ćwiczę poprawnie od jakiegoś roku i dopiero teraz zaczęłam widzieć efekty. Kiedyś ćwiczyłam po 6-7 razy w tygodniu i wściekałam się, że nie mam efektów. Myślałam, że dobrą formę zrobię na ilości, a nie jakości. A właśnie liczy się JAKOŚĆ! I teraz to zrozumiałam :) Obecnie mój trening wykonuję od 3-5 razy w tygodniu. Idę na jakość, a nie na szybkość czy ilość. Zamiast katownia się cardio i spalania kalorii robię ćwiczenia z obciążeniem (ciężarki czy to obciążenie własnego ciała) i to właśnie zadziałało :) Oczywiście dochodzi jeszcze odpowiednia dieta, ale o tym post za tydzień :) Motywację kiedyś szukałam na instagramie porównując się do wysportowanych kobiet, które robią to od parunastu lat, a to było DEMOTYWUJĄCE! I bardzo złe, bo nie ma nic gorszego jak porównywanie się do innych :) Moja rada na motywację?
ZACZNIJ TO ROBIĆ I COŚ ZMIENIAĆ, A EFEKTY BĘDĄ NAJLEPSZĄ MOTYWACJĄ NA ŚWIECIE!

Trzymajcie się ;)

PS A tutaj moja fotka gdy robię szpagat. Założyłam sobie, że przez wakacje się go nauczę i co? Udało się! :)


poniedziałek, 4 września 2017

Białko Reese's (WK)

No to dziś rozpoczęcie roku! Nie wiem jak Wy, ale ja w sumie się cieszę...to będzie bardzo trudny rok, ale założyłam sobie wiele postanowień i będę się ich trzymać nawet gdybym miała paść na twarz :P Jestem upartą osobą, a więc mam nadzieję, że wszystko się uda. Liczę tylko na to, że nie dowalą mi beznadziejnego planu z ''zerówkami'' czyli zajęciami od 7.00, bo w tedy będzie bardzo kiepsko :/ No nic! Jaki będę mieć plan to zdradzę jutro ;)

Dziś mam dla Was recenzję kolejnego białka od firmy WK :) Miałam okazję testować trzy smaki, a teraz czas na drugi, który wypadł moim zdaniem najlepiej! Ciekawi? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Ponownie zostałam oczarowana prześlicznym opakowanie z dzikiem, ale nie tylko z tego powodu skusiłam się na to białeczko. Każdy kto czyta mojego bloga od dłuższego czasu wie, że kocham Reese's i są to moje ulubione słodycze! Może i mają one lipną jakość, ale mam do nich słabość i mogłabym jeść cały czas :D Nie było zatem opcji abym nie mogła kupić tego białka! Nie dość, że o smaku tych pysznych babeczek to i z boskim makro :)

Po otworzeniu pierwsze co poczułam to delikatnie fistaszkowy aromat. Gdzieś w tle igrała nutka Reese's, ale głównie jednak przebijały się fistaszki z kakao. Zapach bardzo mnie zaintrygował i strasznie chciałam spróbować go jak najszybciej! 

Po przygotowaniu zapach nabrał wyraźnej i silnej woni. Sam proszek nie był mocno aromatyczny, ale po przegotowaniu...o ludzie - boskie! Od razu przypominało to moje Reese's i miałam wrażenie, że faktycznie one tam są :) Smak? Pyszny, słodziutki  wyraźnie czekoladowo - orzechowy. Białko bardzo udane, nie za słodkie i nie mulące czyli takie jakie powinno być! Cena może i jest zaporowa, ale za tą jakość warto.


Podsumowując:
10/10
Cena - 99 zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 3 września 2017

Mieszanka studencka Bakal i dlaczego warto jeść orzechy kiedy się dużo uczymy?

Dziś dla wielu młodych ludzi ostatni dzień wolności! Tak - to już jutro wracamy w szkolne ściany :) Ja w tym roku zaczynam najbardziej intensywną w naukę klasę maturalna, która wymaga dużej ilości poświęceń na naukę, ale myślę, że dam jakoś radę!

W czasie roku szkolnego bardzo ważne jest odżywcze odżywianie naszego organizmu! Podczas nauki może nie spalamy dużo kalorii, ale w tym czasie potrzebujemy bardzo odżywczego jedzenia. Szczególnie kiedy dochodzą nam jeszcze zajęcia pozalekcyjne! Dziś mam dla Was post o tym jak orzechy potrafią pomóc nam w nauce! Oto kilka bardzo przemawiających faktów, które mnie do tego przekonują ;)

1. Obniżają cholesterol, ciśnienie oraz poziom cukru we krwi. Są doskonałe na odchudzanie. Niezwykle bogate w l-argininę. Jedzone przed treningiem przyspieszają metabolizm i pozwolą  spalić więcej kalorii podczas wszelkiego wysiłku! W czasie kiedy dużo siedzimy przed książkami to super opcja na podkręcenie metabolizmu.

2. Zawierają dużo kwasów omega-3 oraz witaminę B6. Poprawiają pamięć i koncentrację oraz działanie układu nerwowego. Szczególnie na dobrą pamięć pomagają orzechy włoskie, które samym swoim wyglądem przypominają mały mózg ;) Orzechy stworzone na ulepszenie pamięci! Bogate w antyoksydanty, pomagają usunąć toksyny z organizmu! 

3. Uzupełniają poziom magnezu, który lubi uciekać nam wraz ze wzmożonym stresem. Chyba każdy zna te okropne skurcze łydek w nocy? Moim zdaniem nie ma chyba gorszej opcji pobudki. Nic tylko zajadać orzechy :)

4. Zawierają one dużo białka oraz pierwiastków takich jak żelazo, fosfor i cynk. Nie trzeba jeść mięsa aby uzupełniać te pierwiastki :)

5. Selen to bardzo waży pierwiastek odpowiadający za nasz układ odpornościowy. Czy widzieliście, że tylko jeden orzech brazylijski dziennie pokrywa nasze całodobowe zapotrzebowanie na ten pierwiastek? Magia! :)

6. Zawierają bardzo dużo witaminy E, szczególnie orzechy laskowe, odpowiedzialnej m.in. za przeciwdziałanie starzeniu się organizmu a także za ochronę od tworzenia się skrzepów w naczyniach krwionośnych. 

7. Coś dla Pań czyli...włosy! Czy wiedzieliście, że orzechy świetnie na nie wpływają? Poprawiają ich połysk, który nadaje włosom pięknego wyglądu :)

8. Nie tylko włosy są piękniejsze od tłuszczy zawartych w orzechach, ale i też skóra! Staje się bardziej gładka, a suchość odchodzi w zapomnienie. Nie ma nic gorszego niż suche dłonie zimą :)

9. Przeciwdziałają przyswajaniu tłuszczu, a tym samym zaspokajają głód i w rezultacie pozwalają nam zrzucić zbędne kilogramy! A w okresie jesienno - zimowym to zbawienie, bo w tedy więcej sobie jemy i mniej się ruszamy ;)

10. Zwalczają stres! Dla mnie to bardzo istotne gdyż należę do bardzo, ale to bardzo stresujących się osób. Codzienna dawka ZŁEGO stresu bardzo dobija się na naszym  zdrowiu, a więc dawka orzechów powinna znaleźć się w naszym menu aby ten stres spokojnie redukować :)

Taką świetną opcją orzechowej przekąski bogatej w zdrowe tłuszcze, ale i też energetyczne węglowodany jest mieszanka studencka Bakal! Nie bez powodu nazwano ją studencką ;) To własnie ona ma zaspokajać nasz organizm w czasie intensywnej nauki, a przy okazji pysznie smakować!


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie ma w sobie pyszną mieszankę świeżych i ogromnych orzechów :) Każde smakują idealnie i jest to super opcja przekąski! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam połączenie kwaśnej żurawiny z nerkowcami oraz słodkich rodzynek z orzechami laskowymi ;) Tutaj jeszcze są orzeszki ziemne, co najważniejsze NIE SĄ SOLONE! A takie są dobrym źródłem białka :) Cała mieszanka razem wypada bardzo smacznie, a ja z moją siostrą pochłonęłyśmy całą w jeden dzień! Bardzo kaloryczna opcja, ale wierzcie mi, że zdrowa, sycąca na długo i dająca nam dużo dobrych składników :)


sobota, 2 września 2017

Krem Wedlowski KarmeLove

Nie wiem jak u Was, ale u mnie wrzesień zaczął się wyjątkowo jesiennie ;) Poczułam wyraźnie już mijające lato i wakacje oraz widmo nadchodzącej szkoły. Jednak jakoś szczególnie się jej nie obawiam, bo gdy zmieniłam klasę i szkołę to chodzę do niej z dużo większą przyjemnością :)

Sobota to u wielu ludzi dzień relaksu i czasu cheatów czy innych takich małych grzeszków w ''czystej misce''. Ja nie stosuję tego, a gdy mam ochotę na coś mniej słodkiego to po prostu to jem aby nie mieć później napadów na wszystko co słodkie i niezdrowe :D Gdy od czasu do czasu pozwalam sobie na takie produkty, to później coraz mniej mnie do nich ciągnie! Na dzisiejsze grzeszki wybrałam krem Wedlowski KarmeLove. Co prawda Wedlowskich czekolad bardzo nie lubię, ale KarmeLova to wyjątek! Jak sprawdzi się w formie kremu? Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę oczywiście od samego słoiczka, który jest dosyć malutki, ale ciekawie zrobiony i przyciągający uwagę. Krem jest też dostępny w dużej wersji, ale ja nie byłabym w stanie go przejeść, bo bardzo rzadko stosuję teraz takie produkty. Kupiłam go tylko ze względu na to, że sama czekolada KarmeLove mnie oczarowała i byłam strasznie ciekawa jak wypadnie w postaci mazidła na kanapki. 

Krem w środku był oczywiście bardzo jasny i wyraźnie mleczny - tak samo jak jego wersja w tabliczce ;) Myślałam, że będzie bardzo kremowy, ale okazał się zbity i solidny, a nie trzymałam go wcześniej w lodówce. Na szczęście okazało się, że tylko górna warstwa taka się zrobiła, a już pod nią znajduje się kremowe cudeńko. Zapach kremu był identyczny jak w czekoladzie czyli lekko karmelowo-maślany i bardzo kuszący. Krem próbowałam i solo i w jaglance i muszę przyznać, że w obu tych przypadkach smakował cudnie! Bardzo, ale to bardzo słodki, mulący, ale niczym nie odbiegający tabliczce. Troszkę mi zajeżdżał takimi maślanymi ciastkami i kremem tortowym na bazie masła mojej babci, ale karmel też było czuć :) Ogólnie bardzo udane słodkie mazidło, które na pewno jeszcze kiedyś kupię! Może jakiś deser na jego bazie...zobaczymy ;) A wszelkim łasuchom (tym mały i tym dużym) polecam!


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 7-8 zł Żabka, Tesco, Piotr i Paweł
Czy kupie ponownie? - Tak