poniedziałek, 30 października 2017

L'Oreo Legal Cakes

Już mamy 30 października, a ja nie mam pojęcia gdzie zleciał mi ten cały miesiąc ;) Nie wiem jak Wy, ale ja gdy mam masę obowiązków, a dodatkowo pogoda nie dopisuje, to jakoś tak nie za bardzo przywiązuję się do tych mijających dni i dopiero pod koniec miesiąc zdaję sobie sprawę jak to zleciało i na czym :) W tym miesiącu królowała nauka i niestety moje przyjemności musiały odejść na bok. Przypałętała się też choroba, która zabrała mi znów ze szkolnego życia prawie dwa tygodnie :( Oby listopad zapowiadał się lepiej!

Czas na ostatniego batonika z nowości od Legal Cakes!
Uwielbiam ciasteczka Oreo i wszystkie słodycze, które mają nazwę cookies&cream. Czekolady, batoniki, lody, kremy, desery, puddingi...wszystko o tym smaku to dla mnie czysty raj :) Wcześniej miałam już okazję próbować L'Oreo, ale była to wersja ciasteczka, którego recenzję znajdziecie tutaj :) A jak wypadnie jego batonikowy odpowiednik? Zapraszam do czytania :)


Skład: 


Wygląd i smak: Pierwsze co przyszło mi na myśl po dostaniu tego batonika to porównanie składu z jego ciastkowym bratem. Okazało się, że za wiele się one nie różnią, ba, są nawet identyczne, ale jednak miałam wrażenie, że czymś się różnią. Pierwsza wyraźna różnica pojawiła się w konsystencji obu słodkości. Wersja w batoniku byłą bardziej delikatna, bardziej kremowa i rozpływała się w ustach od momentu ugryzienia, natomiast z tego co pamiętam to ciasteczko L'Oreo było bardziej zbite i miało charakterystyczne grudki mąki migdałowej i białka. 

Zapach moim zdaniem pozostał bez zmian, bo nadal boski i migdałowy z mlecznym akcentem. Kokosa też było wyraźnie czuć, ale jednak ten migdałek panował nad wszystkim moim zdaniem :) Wersja kakaowa pachniała podobnie do herbatników Oreo, a że ja je uwielbiam to jak najszybciej zabrałam się za test smaku :)

Smak? Boski! A jakżeby inaczej ;) Bardzo wyraźnie mleczno-kokosowo-migdałowy i fajnie chrupiący od mączki migdałowej i wiórków kokosowych, które co jakiś czas się przewijały podczas jedzenia :) Nic nie było za słodkie, a całość była po prostu idealnie wyważona. Sam krem był obłędny, ale mam wrażenie, że chyba poprawili coś z ciastkiem, bo smakowało mi jeszcze bardziej niż kiedyś :D Bardzo udany produkt i moja ocena się nie zmienia! Dla mnie 10/10 - polecam :)



Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponowne? - Tak!


piątek, 27 października 2017

ENERGY BARS - FOODS BY ANN

No i mamy piąteczek! A jak piąteczek to i dzień bardziej na luzie i oczywiście z treningiem, a jak ;) Trzymajcie za mnie kciuki, bo dziś mam sprawdzian z matematyki, a ja i matematyka to raczej niezbyt przychylne sobie combo :)

Uwielbiam wegańskie batoniki na bazie daktyli, a tego oczywiście można szybko się dowiedzieć po przeszukaniu bloga :) Znajdziecie tu wiele recenzji produktów firm, które własnie zajmują się produkcją takich batoników :) Dziś na blogu mam dla Was recenzję aż czterech wariantów smakowych od FOOD BY ANN! Czy mnie oczarowały? Tego dowiecie się w recenzji :) Zapraszam do czytania!


Składy:





KAKAO&MALINA - Czas chyba na mojego faworyta, a w życiu bym tego nie powiedziała! Nie jestem fanką malin i nie muszę ich jakoś szczególnie magazynować na okres jesienno-zimowy kiedy ich nie ma ;) Tak samo mam z malinowymi słodyczami, dżemami czy jogurtami, a więc widać jaki ze mnie malinowy maniak :D Jednak tutaj...przepadłam.

Po otwarciu zdziwił mnie sam kolorek, bo liczyłam na więcej drobinek malin, jednak batonik był wyraźnie kakaowy i z dużą ilością kawałków orzechów! Dla mnie kolejny plus. Zapach był równie obłędny, bo tak mocno kakaowy i słodziutki...ach, ślinotok mam na samą myśl o nim :) A smak? Pyszny! I bardzo, ale to bardzo wyraźnie kakaowy. Malin nie wyczułam jakoś szczególnie, ale gdzieś w tle ta kwaśna nutka była. Orzeszki świetnie chrupały i no ogólnie coś pysznego! Polecam :)

100/10!


MARCHEW&POMARAŃCZA - Nie lubię słodyczy z cytrusami, ale ta propozycja bardzo mnie zaciekawiła. Marchewka to warzywo, które zdecydowanie występuje u mnie baaaaardzo często, a moja skóra od nich jest wręcz pomarańczowa :D Teraz na jesienny okres dyni troszkę z nich zrezygnowałam, ale miłość nadal trwa, a więc i do tego batonika podchodziłam bardzo przychylnie.

Po otwarciu zaciekawił mnie jego kolor i konsystencja. Batonik przypominał bardziej żelka niż batonika i w życiu bym nie powiedziała, że są w nim daktyle ;) Bałam się tego pomarańczowego dodatku, ale na szczęście nie było w nim skórki pomarańczowej, a sok pomarańczowy, a więc obawy mi szybko zniknęły :) 

Batonik smakował dobrze, był bardzo ciągnący się, ale chwilowo chrupiący, bo miał w sobie słonecznik łuskany i migdały. Ogólnie smaczny, niezbyt słodki, ale nie do końca idealny. Nie czułam jakoś szczególnie marchewki, a sok pomarańczowy zbyt mocno wszystko zdominował. Smaczny, ale najmniej mi smakował ze wszystkich.

7/10


TRUSKAWKA&BURAK - Buraki to warzywa, których nie lubię i jedyną ich postacią, którą jestem w stanie zjeść to chipsy z buraków czy buraki suszone. Próbowałam się przekonać się wiele razy, ale za nic w świecie nie mogę. Muszę chyba znów spróbować, bo na diecie roślinnej buraki świetnie umacniają układ krwionośny i zapobiegają anemii! Super sprawa :) Tutaj mamy jego combo z truskawką, a ja truskawki lubię, a więc mimo tych buraczków chciałam batonika bardzo spróbować.

Po otwarciu strasznie spodobał mi się kolor. By lekko malinowy, bardzo bogaty w orzeszki i pestki. Zapach był bardzo dżemowy i śmiało mogę powiedzieć, że jego aromat bardzo przypomina dżem truskawkowy! Zero buraka i sama słodycz :)

Smak? Pyszny i zaskakujący! Sama nie wiedziałam czego się po nim spodziewać, ale śmiało mogę powiedzieć, że smaku buraka tutaj absolutnie nie ma :) Słodki, bardzo truskawkowy i godny polecenia.

9/10


JABŁKO&CYNAMON -  No i tutaj mamy coś, co nie mogło się nie udać :) To mój drugi faworyt, którego stawiam na równi z kakao&malina! Uwielbiam cynamon z jabłkiem (ale i nie tylko ;)), a więc wiedziałam, że ten batonik się u mnie sprawdzi w 100%. Skład tylko wywoływał u mnie ślinotok, bo nie ma tutaj nic czego bym nie lubiła.

Po otwarciu batonika wiedziałam, że przepadnę. Kolor zdradzał tylko jedno - będzie dużo cynamonu! Normalnie było widać (co z resztą można zauważyć na zdjęciu) drobinki cynamonu, a dodatkowo suszone jabłuszka i kawałki orzeszków. Zapach powalał na kolana, bo cynamon z lekkim kwaskiem jabłek dawał tak po nosie, że mmm pycha! Smak? Obłędny i mega wciągający. Wyraźnie czułam tu cynamon i jabłko, ale to cynamon wiódł prym. Jest to batonik zdecydowanie dla osób, które kochają cynamon, bo jest tu go serio dużo ;) Pyszny i do niego wrócę na pewno!

100/10!


Gdzie dostać?

Ale dostaniecie je też w sieci sklepów Żabka czy Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Tak!

środa, 25 października 2017

Nordic - smak północy

Zdecydowanie nie należę do osób, które lubią chłodną temperaturę i zimową aurę ale zawsze interesowały mnie kraje północy. Szwecja, Islandia czy...Finlandia, z której to właśnie pochodzą produkty marki Nordic :) Podbiegunowe położenie Finlandii nie oznacza, że nic nie jest w stanie tu wyrosnąć. Wprost przeciwnie – szczególne właściwości owsa sprawiają, że wyjątkowo dobrze dojrzewa na siarczystym, zimowym mrozie, a całą energię do wzrostu czerpie z krótkiego, intensywnego lata! Z tego co wiem, to mimo tej długiej zimy i krótkiego lata, Finowie cieszą się niesamowitym zdrowiem i pozytywnym podejściem do życia! To własnie tam jest największy odsetek najszczęśliwszych ludzi na świecie :) Czysta woda, nieskazitelne powietrze i białe noce to wyjątkowe połączenie, które wpływa na niepowtarzalną jakość owsa Nordic. Zawdzięcza mu nie tylko złocisty kolor ziaren, ale też niezwykły orzechowy smak, który w moim przypadku jest niezwykle mile widziany, bo jestem orzechowym maniakiem :) Oczywiście to nie koniec pozytywnych wieści! Nordic prócz owsa ma też w swojej ofercie ciasteczka owsiane, które zawierają w sobie wyselekcjonowane i ekologiczne owoce cz inne dodatki takie jak cynamon, czekolada :) Dodatkowo dla osób, które nie zawsze mają czas przygotować owsiankę samodzielnie, Nordic przychodzi z pomocą i ratuje gotowcami, które są dostępne w wielu wariantach i każdy znajdzie coś dla siebie :) Ja osobiście już nie mogę doczekać się testów! Zobaczymy czy oczaruje mnie klimat Finlandii i ich słynnego owsa :)






A czy Wy już próbowaliście produktów Nordic? A może jesteście przed testami? Dajcie znać w komentarzach! Widzimy się już niedługo na moich testach :)

poniedziałek, 23 października 2017

CHIA CHICA szpinak+jabłko+kiwi i wiśnia+borówka lifeberry

Jestem, jestem! Wybaczcie mi ponowną nieobecność, ale niestety nie mam czasu i blog musi niestety poczekać. Wpadłam na pomysł, że będą się tu pojawiać posty co dwa dni, a nie codziennie jak było to kiedyś, bo niestety do doby nikt mi czasy nie dołoży i nie wyrobię się z innymi i niestety ważniejszymi rzeczami :) W szkole jakoś leci, jest ciężko i ciągle na nas cisną, ale nie poddaję się i lecę dalej! Jak to teraz mówią...byle do matury ;)

Dziś mam dla Was bardzo ciekawą rzecz, a mianowicie smoothie z dodatkiem nasionek chia. Nigdy wcześniej nie miałam okazji próbować takiego czegoś, a więc moja ekscytacja była ogromna! To kolejny produkt lifeberry, który pozytywnie mnie kusi, a więc jak najszybciej musiałam zabrać się za testy :) Jesteście ciekawi jak wypadły? Zapraszam ;)


Składy:


KIWI-SZPINAK-JABŁKO - Podchodziłam do tej buteleczki jak ''pies do jeża'', bo nie jestem osobą, która lubi szpinak, a wręcz mogę śmiało powiedzieć, że go NIE LUBIĘ i wszelkie słodycze czy dania z jego udziałem wypadają u mnie bardzo słabo. Jednak ten ciekawy akcent kiwi i jabłka mnie bardziej zaciekawił i chciałam tego smoothie ze względu na kiwi (które lubię, a jeść nie mogę) spróbować. 

Po otwarciu buteleczki i przelania zawartości do szklaneczki bardzo ucieszyłam się na ten piękny kolorek, który od razu skojarzył mi się z wiosenną, młoda trawą :) Dodatkowo świetnie wypadła też konsystencja, która była śmiesznie glutkowata, a drobinki chia dodawały uroku.

Zapach? Słodki, wyraźnie jabłkowy i na szczęście bez szpinakowego akcentu.W smaku również nie wyczułam zbyt mocno szpinaku, ale w tyle gdzieś posmak trawiasty (jak to w przypadku zielonego smoothie bywa) według mnie się pojawił. Smoothie próbował też mój tata, ale mu ten szpinak nie przeszkadzał. Chia śmiesznie strzelały pod zębami, a efekt glutka tak śmiesznie urozmaicał kosztowanie. Ogólnie smaczne, nawet bardzo, ale dla mnie zbyt bardzo jabłkowe, a za mało z kiwi :)


WIŚNIA-BORÓWKA - Tego byłam jeszcze bardziej ciekawa, bo przetwory z wiśni i słodycze z ich dodatkiem to coś, co kocham, a dodatek borówek to jeszcze bardziej pozytywny aspekt! Dodatkowo ten piękny, malinowy kolorek, który tylko wywoływał ślinotok :) Dodatek chia nie zmienił się, a więc i glutkowata konsystencja pojawiła się i tutaj. Zapach tego smoothie był bardzo wyraźny, bo czułam i wiśnie i borówki. Ten kwaskowy dodatek wiśni to właśnie to, co kocham, a więc po przelaniu tego cuda do szklaneczki szybko się za niego zabrałam :) Smak okazał się pyszny i mega wciągający! Tak mi zasmakował, że tacie dałam tylko łyka :D Ten glutek tak mnie śmieszył, że ciągle miałam banana na twarzy przy konsumowaniu :) Ogólnie pyszne, bardzo aromatyczne i o dziwo mniej słodkie niż poprzednie :) Fanom wiśni będzie smakować! 


Podsumowując:
KIWKI-SZPINAK-JABŁKO 6/10
WIŚNIA-BORÓWKA  9/10
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 17 października 2017

Dżem bananowy Citronex

Wtorek zapowiada się bardzo luźnie, a więc na pewno wpadnie trening i dam z siebie 100% :) Trzymajcie kciuki, bo przyda się bardzo na dzisiejszej próbnej maturze z biologii! Dziś niestety mój znienawidzony układ czyli układ krążenia :( Ale dam radę - trzymać kciuki!

Już wiele razy tutaj to pisałam, ale muszę się powtórzyć, że u mnie w domu dżemy to produkt, który zawsze znika w mgnieniu oka! Moja mama jest maniakiem tych słodkich past i jeden słoiczek starcza nam tylko na tydzień i to czasami niecały! Dżem bananowy to coś, co obie strasznie chciałyśmy spróbować, a więc taki słoiczek wylądował w naszym koszyku. Czy było warto? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Moja mama zakupiła ten dżem głównie ze względu na jego słoiczek. Stwierdziła, że wygląda tak jak przetwory z czasu PRL i jakoś wzięło ją na wspominanie :) Mnie ten słoiczek jakoś nie powalił, bo według mnie zrobiony jest dosyć nudno i nie rzuca się jakoś szczególnie w oczy, ale liczy się smak, a nie prezentacja! Obie strasznie chciałyśmy go spróbować, ale z drugiej strony miałyśmy pewne obawy, bo w składzie występuje jeszcze cukier, a banany są już słodkie same w sobie, a więc zapowiadało się bardzo słodko...i tak właśnie było.

Pierwsze co poczułyśmy po otwarciu słoiczka to ten charakterystyczny aromat deserków owocowych dla dzieci. Ja je lubię, ale mojej mamie to nie pasowało. Konsystencja przypominała zmiażdżone banany i w sumie wyglądało to w miarę smacznie. 

Po pierwszej łyżeczce wiedziałam, że to nie jest produkt dla mnie. Głownie co tutaj czułam to smak posłodzonego banana, a nie trudno się domyśleć jakie to musiało być słodkie i mulące. I mnie i mojej mamie on nie smakował, a więc musiałyśmy go wykorzystać do jakiegoś ciasta :P Niby był bardzo bananowy, ale bananowy w cukierkowy sposób - nie moja bajka. 


Podsumowując:
4/10
Cena - 3.99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 16 października 2017

MIX ziaren do sałatek Bakal

No i znów mamy poniedziałek :) Wolne się skończyło, ale na szczęście spędziłam je w cudownej atmosferze rodzinnej! Uwielbiam takie wycieczki i mam nadzieję, że pogoda jeszcze kiedyś dopisze i będę mogła wybrać się na taką wycieczkę jeszcze raz :)

Kto lubi sałatki? Ja bardzo! I im więcej w nich składników tym lepiej :) Sałatki to chyba jedyna opcja wciśnięcia mi sałaty, bo niestety nie należę do osób, które przepadają za sałatami i innymi odmianami zieleninki :)Szpinak, rukola i te sprawy to raczej coś, co rzadko bywa na moim talerzu. Jednak taką nudną sałatę można świetnie urozmaicić właśnie takimi miksami ziaren! Bakal oferuje nam trzy wersje smakowe i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie :) Jesteście ciekawi jaki mix był moim ulubionym? Zapraszam! :)


Składy:




MIX ORIENTALNY - Bardzo lubię sezam, ale właśnie tylko taką postacią. Nie dla mnie wszelkie tahini i taką pastę z sezamu jestem w stanie zjeść tylko po dobrym przyprawieniu czy to na wytrawnie czy to na słodko :) Sezam jest bardzo zdrowy, a tutaj w połączeniu z dynią i słonecznika to istna bomba zdrowych tłuszczy, które ponadto zawierają bardzo dużo magnezu czyli coś idealnego dla osób, które niestety mają problemy ze skurczami :) Mix orientalny bardzo mi zasmakował i muszę przyznać, że idealnie wpasował się do sałaki z prażoną cieciorką i papryczką :) Polecam! Dodatkowo dwukolorowy sezam dodaje tutaj takiego pięknego wrażenia i cieszy oko :)

9/10


MIX KLASYCZNY - Czyli typowe zestawienie pestek dyni, słonecznika, siemienia lnianego i sezamu :) Wszystkiego po trochu i mimo, że ta mieszanka nie jest jakaś spektakularna to świetnie smakuje i super smakuje w przeróżnych sałatkach! Ja muszę Wam powiedzieć, że ten mix wykorzystałam do placuszków! Dzięki dodaniu tego cudeńka do masy ciasta na placki wyszły ultra chrupiące i przepyszne :) Super opcja, ale nadal nie moja ulubiona :)

9/10


MIX ŚRÓDZIEMNOMORSKI - No i czas na mojego faworyta! Połączenie pestek dyni, słonecznika, sezamu i soczystej żurawiny to totalna bomba! Tak mi zasmakował, że wcale nie musiałam dodawać go do sałatki czy innego dania, bo zjadłam go solo :D Żurawina fajnie łamała smak i dodawała słodyczy, a ziarenka super chrupały i tak jak w poprzednich wersjach były świeże i boskie :) Świetna opcja i na prawdę polecam, bo warto!

10/10


niedziela, 15 października 2017

BIO herbatniki prostokątne

Witam! Pogoda jest przepiękna, a więc dziś muszę to jakoś z moją rodzinką wykorzystać :) Dziś się wybieramy do parku, muzeum i palmiarni w Łodzi, a więc będzie ciekawie. To będzie świetny sposób na odstresowanie się przed bardzo ciężkim tygodniem szkoły :)

Jest tu jakiś maniak herbatników? Bo ja się do nich zaliczam! Herbatniki to zdecydowanie mój smak dzieciństwa i do tej pory pamiętam jak się nimi zajadałam na potęgę :) Dodatkowo herbatniki to takie ciastka, które nigdy się nie znudzą, bo można je wykorzystać na wiele sposobów! Maczać w mleku, herbacie, kawie, przełożyć jakimś kremem, dodać do ciasta...tyle opcji :) Dzisiaj mam dla Was recenzję właśnie herbatników, ale nie byle jakich bo wegańskich i BIO, bo ich skład jest z ekologicznych składników! Kto jest ich ciekawy? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Pudełeczko zdecydowanie z nastawieniem do dzieci, które właśnie często mają obsesję na punkcie tych uroczych ciasteczek :) Jest dosyć małe, ale wygodne i po otworzeniu, łatwo przechowywać nasze ciasteczka. Skład jest krótki, z ekologicznych składników i oczywiście wegański! I gdyby nie to, że przeczytałam skład, to w życiu bym nie wiedziała, że są one właśnie wegańskie.

Po otworzeniu pierwsze co poczułam to wyraźnie maślany aromat. Nie wiem skąd mi się on tam wziął, ale przyrzekam, że właśnie ten wyjątkowy maślano-mleczy aromat wyczułam! Od razu po tym napłynęła mi ślinka, a więc jak najszybciej zabrałam się za test smaku. Herbatniki były dosyć twarde, ale ja zdecydowanie takie preferuję. Lubię jak jest się w co wgryźć i herbatniki bardzo głośno chrupią :D Nie dla mnie herbatnikowe cieniasy ;) Te były po prostu idealne! Smak? Obłędny, szybko rozpływający się w ustach i taki bardzo maślany...smakowały tak, jak te co jadłam za dzieciaka :) Pyszne i nie mam pojęcia jak oni to zrobili, że czuć tu właśnie ten maślankowy i jednocześnie maślany aromat. Idealne i na pewno do nich jeszcze wrócę! Polecam :)


Podsumowując:
10/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak




sobota, 14 października 2017

Smażone śliwki pod chmurką z kaszy manny

Witam, witam! Troszkę mnie tu nie było, ale wszystko się jakoś skumulowało i nie miałam czasu na bloga :( Starałam się tu zaglądać, ale niestety inne rzeczy spowodowały, że musiałam o nim na parę dni zapomnieć. Jednak już jestem i to nie z byle jakim przepisem! Dziś mam dla Was przepis, który nada się idealnie na jesienne śniadanie, ale i nie tylko, bo będzie też świetną opcją na romantyczny wieczór czy seans filmowy w weekend ze znajomymi :) Kto chętny? ;) W deserze oczywiście nie może zabraknąć śliwek! To ostatnio one królowały na moim stole i zajadałam się nimi na potęgę :) Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie własnie śliwki, dynie i jabłka to kwintesencja kulinarnej jesieni i uwielbiam te składniki! Smażone śliwki to deser zdecydowanie do podawania na ciepło :) Komu zrobiłam smaka? Zapraszam :)


Składniki /2 spore porcje/:
10 sztuk śliwek
50 g kaszki manny
1 łyżeczka cynamonu
2 bardo duże łyżki oleju kokosowego
5 łyżek cukru trzcinowego
300 ml mleka sojowego (lub innego)

1.Śliwki myjemy i pozbawiamy je pestek. Następnie kroimy na mniejsze kawałki.
2.W garnuszku umieszczamy mleko sojowe i zagotowujemy. Gdy zacznie wrzeć wsypujemy kaszę mannę wraz z 2 łyżkami cukru i gotujemy aż kaszka będzie bardzo gęsta (jak budyń).
3.W kolejnym garnuszku rozpuszczamy olej kokosowy. Następnie dodajemy do niego śliwki, 3 łyżki cukru, posiekane orzechy włoskie, siemię lniane, cynamon i smażymy do momentu aż nasze śliweczki zmiękną i stworzy się cukrowo-cynamonowy sosik.
4. Do pucharków na samo dno wykładamy smażone śliwki z orzechami, a następnie na nie wykładamy naszą kaszkę mannę.
5. Na koniec polewamy ulubionym syropem (u mnie jest to syrop daktylowy) i zajadamy na ciepło lub na zimno.

Smacznego!





wtorek, 10 października 2017

BIO Mus Kokosowy FOODS BY ANN

Bardzo lubię kokos, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji próbować oleju czy pasty kokosowej. Mus kokosowy to coś pomiędzy tymi dwoma produktami, bo nie jest to do końca olej i nie jest też to w 100% pasta :) To mus z kokosa, który można wykorzystać do robienia deserów, polew czy też do jedzenia solo! Strasznie mnie zaciekawił i przez to wylądował jako pierwszy do testowania! Jak wypadł? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek wykonany typowo w klasycznych klimatach, które mimo, że wykonane są w zupełnej prostocie i minimalizmie, to przyciągają uwagę na sklepowych półkach :) Bardzo podoba mi się sam słoiczek jak i jego grafika. Kontrast białego musu i czerni grafiki jest świetna!

Szybko zabrałam się za otwarcie słoiczka, bo byłam ciekawa jak to w ogóle jeść i jak to będzie wyglądać. Okazało się, że mus kokosowy jest w konsystencji identyczny jak olej kokosowy, ale pachnie dużo lepiej, bardzo kokosem i jest jakby mniej rozdrobniony. Chwilami miałam wrażenie, że widzę tutaj jeszcze nie do końca zmielone wiórki kokosowe czy inne części ze środka kokosa. Zapach jak już mówiłam bardzo ładny, lekko mydlany i gdyby nie było napisane, że to produkt spożywczy, pewnie uznałabym to za balsam do ciała :D Smak? Mydlany, mdły i lekko kokosowy, ale to tylko solo! Po rozpuszczeniu i dodaniu do deseru/czekolady/kakao/ciasta jest świetne! I o tym niedługo, bo mam dla Was przepis :) Ogólnie bardzo ciekawy wynalazek, który pozwolił mi na masę kombinowania! A jakiego? O tym już niedługo :)
Ogólnie polecam, ale nie jest to coś w stylu kremu na kanapki, a więc lepiej się tym nie sugerować!



Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 9 października 2017

Masło migdałowe Terrasana

Dziś już niestety poniedziałek i po przerwie trzeba znów iść do szkoły :( Niby nie mam dziś trudnych zajęć, ale siedzenie 8 godzin w zimnym budynku jakoś mi się nie uśmiecha.  Jednak pociesza mnie fakt, że mam dziś swój trening i trochę chwili dla siebie :) Oby się udało!


To, że jestem fanką masła orzechowego to doskonale wiecie. Na swoim koncie mam już masę spróbowanych maseł orzechowych od przeróżnych firm, ale do tej pory bardzo mało maseł z innych orzechów było dane mi spróbować. Masło migdałowe to jedno z najzdrowszych i najbardziej bogatych w roślinne białko orzechowych past, a więc dla mnie to białkowo-tłuszczowe wybawienie :D Uwielbiam takie wariacje na temat past, a firmy Terrasana nie miałam jeszcze okazji spróbować. Jak wypadają ich masła? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek jest śliczny, zgrabny i na pewno znajdzie swoje drugie życie w moim domu :) Bardzo lubię zbierać takie słoiczki, bo można wyczarować z nich wiele rzeczy. Tutaj dodatkowo dochodzi prosta, przejrzysta, ale bardzo kusząca grafika z apetycznym migdałem na czele ;) Pozytywne jedzenie? Zgadzam się z tym hasłem! Szczególnie przy takich smakołykach.

Masło z migdałów ma zupełnie naturalny skład czyli 100% migdałów, które jak każdy orzech wytrącają po zmieleniu olej. Tutaj taki także się pojawił i musiałam bawić się w dosyć ciężkie mieszanie całości. Niby to plus, ale mnie męczy i dlatego też często staram się kupować egzemplarze bez takiego oleju na górze :)
Po otwarciu słoiczka zachwyciłam się od razu cudownym aromatem prażonych migdałów, które oczywiście uwielbiam. Masło to stworzone jest własnie z takich i to zmielonych ze skórką! Czyli nawet witaminy ze skórki pozostają z nami. Smak? Chyba nie muszę pisać, że boski? :) Konkretne, kremowe i zaklejające masło migdałowe, ale przy tym pyszne i o wyraźnym aromacie świeżych podprażonych migdałów. Nie ma mowy tu o goryczce od skórki, a jednie naturalna słodycz migdałów. Coś pysznego! Myślę, że każdy amator orzechowych smaków będzie zachwycony - polecam!


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak



niedziela, 8 października 2017

FOODS BY ANN - tylko naturalne składniki!

Nie znam osoby w naszym kraju, która nie znałaby słynnej pary Lewandowskich! Są to sportowcy, którzy zarażają pozytywną energią i nastawieniem do sportu :) Ja osobiście uwielbiam Anię Lewandowską i za każdym razem widząc jej zdjęcie z motywującym dopiskiem chce mi się ćwiczyć! Jest to według mnie ideał sylwetkowy, bo nie przerośnięty mięśniami, a z zarysowaniem i pozostawieniem kobiecych kształtów jednocześnie :) Ania motywuje nie tylko swoimi treningami, ale i też marką żywności ekologicznej, która powstała bardzo niedawno, bo w 2016 roku. Punktem zapalnym było stworzenie produktów, które dotychczas były niedostępne w sprzedaży. Celem marki Ani Lewandowskiej jest wskazanie właściwych nawyków żywieniowych oraz pokazanie, że produkt zdrowy nie musi się kojarzyć z wyrzeczeniem, a wręcz przeciwnie - z samymi przyjemnościami :) Ponadto produkt sygnowany jej nazwiskiem jest synonimem najwyższej jakości i dbałości o klienta.

Sklep Ani jest bogaty w różne produkty spożywcze przeznaczone dla osób na przeróżnych dietach. Bezglutenowcy, weganie, paleo...każdy znajdzie coś dla siebie! Jako, że ja jestem na diecie wegetariańskiej dostałam do przetestowania dla Was właśnie takie produkty!
Kto ciekawy? :)



Produkty te są stworzone ze surowców najwyższej jakości ze sprawdzonych źródeł. Nie ma w nich chemicznych wspomagaczy i dodanych cukrów. Nie zawierają glutenu ani laktozy, dzięki czemu są bezpieczne dla alergików. 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia strony Ani Lewandowskiej! A już niedługo pojawią się pierwsze recenzję i wspaniałe przepisy - czekajcie! :)




sobota, 7 października 2017

Red Velvet Legal Cakes

Gdy byłam w gimnazjum od zawsze chciałam spróbować słynnego i pięknie wyglądającego ciasta prosto z USA o wdzięcznej nazwie Red Velvet. Piękne ciasto o silnie czerwonej barwie i z białym śmietankowym kremem na bazie serka, który od razu wywoływał u mnie ślinotok. Jednak z biegiem czasu zmądrzałam i zamiast faszerować się takim ciastem pełnym chemii stawiam na coś lepszego i to nie tylko pod względem walorów zdrowotnych ;) Legal Cakes ostatnio do swojej oferty wprowadziło wegańskiego i bezglutenowego batonika Red Velvet, który prezentuje się równie pięknie jak oryginalne ciasto! Tutaj zamiast barwników, tony masła, mąki i innych nie bardzo pożądanych składników mamy ciasto na bazie bananów, buraków, mąki jaglanej i innych produktów z serii #healthy :) A jak smakuje? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Pierwsze co to muszę zwrócić uwagę na opakowanie, które wykonane jest świetnie. W Ameryce Red Velvet jest bardzo popularne na Walentynki (wiadomo, czerwone serca wszędzie ;)), a więc i tutaj jest do tego nawiązane. Batonik nie jest tak rażąco czerwony jak klasyczne ciasta, ale widać tą lekko różową barwę, która od razu wywołuje uśmiech na twarzy :) Batonik jest lekki, delikatny i jakby biszkoptowy, a z wierzchu oblewa go cienka warstwa czekolady, która ładnie się do całości komponuje.

Zapach jest cudowny, lekko cytrusowy, słodziutki i wyraźnie bananowy. Banany mają to do siebie, że mocno ingerują w smak, ale ja je bardzo lubię, a więc to tutaj tylko plus. 

Podczas jedzenia nie pomyliłam się, bo ciastko/baton miało identyczną konsystencję jak taki domowy biszkopt puszek :) Przy każdym gryzie wręcz rozpadał i momentalnie rozpływał się w ustach razem z polewą z pysznej czekolady. Buraków nie lubię i bałam się, że je wyczuję, ale nic z tego mnie nie spotkało ;) Smak nie wiem do końca jak określić, bo niby troszkę jak bananowy biszkopt, ale i też trochę jak cytrynowa babka. Ten kwasek cytrusowy ciągle się przewijał i mimo, że nie lubię cytrusów w słodyczach to tutaj bardzo mi to odpowiadało. Bardzo ciekawa wersja i udana nowość! Myślę, że skusiłabym się na niego ponownie, ale brownie z fasoli nadal wygrywa :)


Podsumowując:
8/10 
Czy kupię ponownie? - Tak