piątek, 29 grudnia 2017

Chrupany PanSnack

Ostatnio na blogu przedstawiłam Wam firmę PanSnack, która jest dosyć młoda na rynku i dopiero wprowadza swoje pyszności na rynek. W poprzedniej recenzji miałam dla Was chipsy ryżowe, które wyjątkowo mi posmakowały, a i pozytywnie zaskoczyły niezłym składem jak na tego typu przekąski! Dziś mam coś dla osób, które nie wyobrażają sobie życia bez...orzeszków w panierkach smakowych! U mnie w domu gdy ktoś takie kupi to od razu zostają zjedzone przez moją siostrę i mamę, bo własnie one dwie kochają takie orzechy najbardziej ;) Nie będę ukrywać, że i ja lubię skubnąć trochę takich smakołyków, bo to zawsze fajny dodatek do filmu :D Zaczynajmy!


Składy:





ORZESZEK ZIEMNY W PAPRYKOWEJ SKORUPCE - Klasyk klasyków czyli orzeszek ziemny zamknięty w paprykowej posypce ;) Chyba nie ma osoby, która nie znałaby tego połączenia, bo to król wszelki imprezek ;) Takie orzeszki świetnie nadają się do piwa, ale i nie tylko (taka tam sugestia, bo przecież zaraz Sylwester ;)). Tutaj mamy całego orzeszka ziemnego zamkniętego w na prawdę kruchej i bardzo dobrze przyprawionej skorupce, która chrupie w bardzo przyjemny sposób. Całość jest intensywnie paprykowa, ale w ten słodko-wędzony sposób, który baaardzo wciąga! Pyszności :)
8/10


ORZESZEK ZIEMNY W SŁODKIEJ SKORUPCE - Spotkaliście się kiedyś z takimi orzeszkami? Bo ja jeszcze nigdy na oczy nie widziałam takiego fajnego wariantu! Orzeszki ziemne zawsze sprzedawane są jako słone przekąski, a ich jedyną słodką wersją są te w karmelu. Tutaj mamy zupełną nowość, a mianowicie orzeszki ziemne w waniliowo-pudrowej skorupce, która podobnie jak wersja pikantna, cudownie chrupie i identycznie wciąga.
8/10


SŁONECZNIK W PAPRYKOWEJ SKORUPCE - Znów coś co wcześniej nie było przeze mnie spotkane, a mianowicie słonecznik w smakowej panierce. Zapowiadało się świetnie, ale moim skromnym zdaniem tutaj przedobrzono. Słonecznik bardzo lubię, ale tutaj pod tą panierką ginie i traci smak. Panierka bardzo podobna jak w pierwszych orzeszkach, ale tutaj pozostawia dziwny posmak. Ogólnie fajna rzecz, ale tylko do spróbowania na raz.
6/10


ZMIXOWANY - Czas na mojego ulubieńca czyli na zmixowanego :) Mamy tutaj misz masz wszystkich smakowitych przekąsek, które lubię. W tej mieszance pojawiła się moja wielka miłość czyli prażona cieciorka! Dodatkowo mamy tutaj orzeszki ziemne w panierce, zwykłe orzeszki ziemne i prażoną kukurydzę. Z całej tej mieszanki najmniej smakowała mi ta kukurydza, która była dosyć tłusta i sucha, ale reszta spisała się na medal :) 
8/10


środa, 27 grudnia 2017

Białko Piernikowe (WK)

No i jak tam po świętach? ;) Brzuchy pełne? Z prezentów zadowoleni? Czas z rodzinką spędzony? :) Bo u mnie wszystko to wypełnione w 100%! Wiem tylko, że dzięki mojemu wspaniałemu Mikołajowi na blogu pojawi się wiele smakołyków, a jednym z nich jest właśnie to białko :) Co prawda ten prezent sprawiłam sobie sama, ale gdy zobaczyłam na stronie chłopaków ten smak...smak pierniczków, które STRASZNIE kojarzą mi się ze Świętami Bożego Narodzenia, to musiałam go mieć i tyle :) Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich produktach, a więc bez większych obaw kupiłam to maleństwo. Jak wypadła wersja pierniczków zamknięta w odżywce białkowej? Zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd i smak: Tutaj białko występuje w mniejszej gramaturze, bo zamiast 900 g mamy 500 gramową wersję, co oczywiście przekłada się na mniejszą cenę. Nie ukrywam, że wolę własnie takie opakowanie - w uroczym słoiczku, a nie w tych a'la torbach. Tutaj białko lepiej się przechowuje, lepiej się odmierza i ogólnie uważam, że takie są bardziej praktyczne. Grafika oczywiście znów powala, bo jest świetna i urocza :) Znajdzie się tan nawet DZIKOłaj, który sunie po niebie swoimi saniami z reniferami ;) 

Ja pisałam we wstępie, bardzo lubię smak pierniczków i wszelkich korzennych ciasteczek. Jakoś nie wyobrażałam sobie ich smaku w odżywce białkowej, a więc troszkę miałam obawy co do smaku. Bałam się, że będzie sztuczny albo mało intensywny. Jednak dobrze, że były to tylko przypuszczenia, bo WK jak zawsze nie zawiodło :) Białko idealnie się rozpuszcza, cudownie pachnie, a smak...no obłęd! Owsianka czy jaglaczi z jego udziałem to bajka, którą mogłabym jeść na każdy posiłek :D Fajne w nim jest to, że czuć pierniczki i korzenne przyprawy, ale nie jest to zbyt intensywne i nie drapie w gardło jak to czasami bywa przy korzennych produktach. Pyszne i warte spróbowania! Polecam :)


Podsumowując:
10/10
Cena - 69.90zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Tak

sobota, 23 grudnia 2017

WESOŁYCH ŚWIĄT!




Święta Bożego Narodzenia

to niezwykły czas, przepełniony
radością i ciepłą atmosferą.
Życzę Wam, aby były one wyjątkowe,
a chwile spędzone razem z rodziną 
były magiczne i niezapomniane.
Niech napełnią Was pozytywną energią 
i spokojem ducha.
Wesołych Świąt Kochani ! 
  ♥ 


środa, 20 grudnia 2017

Masło 3-MIX Terrasana

To już dziś Wigilia klasowa czyli ostatnie takie wielkie spotkanie z moją szkoła i klasą w tym roku! Co jak co, ale zmiana szkoły bardzo dużo mi dała pod względem towarzyskim. Tutaj każdy jest dla siebie otwarty, każdy się rozumie i każdy się lubi (a jak nie lubi to toleruje i też jest git ;)). Mam nadzieję, że prezent, który kupiłam dla wylosowanej przeze mnie koleżanki się spodoba, a i ja też zostanę obdarowana czymś fajnym! :) A po tym...wolne!


Dziś mam dla Was ostatnią już recenzję produktów Terrasana, którą otrzymałam do testów :) Już jakiś czas temu zachwycałam się nad ich masłem z migdałów, a teraz czas na mix 3 orzechów, które naturalnie uwielbiam :) Nie ma to przecież jak combo nerkowców, migdałów i orzechów laskowych - prawda? ;) Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak:  Ponownie mamy tutaj śliczny słoiczek, który na pewno znajdzie swoje drugie życie w moim domu :) W wersji masła migdałowego etykieta była niebieska, a tutaj mamy przyjemną, jasną zieleń, która napawa nadzieją, że ten produkt będzie wyśmienity! Nigdy nie miałam okazji jeść masła orzechowe z kilku orzechów, a więc strasznie napaliłam się na taką przygodę smaków :) 

Masło oczywiście ma zupełnie naturalny skład czyli 100% orzechów, które jak każdy orzech wytrącają po zmieleniu olej. Tutaj taki także się pojawił i musiałam trochę bawić się w mieszanie całości, ale zdecydowanie lepiej mi to wyszło niż w wersji migdałowej :D
Po otwarciu słoiczka zachwyciłam się od razu cudownym aromatem maślanych orzechów, które pachniały tak delikatnie i jednocześnie aromatycznie, że od razu miałam ochotę zjeść cały słoiczek. Smak? Boski! Niezwykle delikatny, wręcz rozpływający się w ustach i zostawiający przyjemny posmak na języku :) Dawno nie jadłam tak jedwabistego masła, które zostało idealnie zmielone i stworzyło wręcz krem orzechowy! Wyraźnie czułam nerkowce i migdały, ale miałam lekki problem z orzechami laskowymi. Niby czułam ich ostrzejsza nutkę, ale dosyć słabo :) Jednak na szczęście nie należą one do moich ulubionych orzechów, a więc odpowiadała mi ta delikatna kompozycja nerkowców i migdałów :) Boskie, pyszne i po prostu warte spróbowania! Polecam!


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Czekolada Schogetten Gingerbread

Jeszcze tylko 3 dni do szkoły i ja oficjalnie zaczynam wolne, które pozwoli mi się już zupełnie przygotować do świątecznej zabawy! Ja nie mogę się doczekać spotkania z rodziną i spędzenia czasu w gronie osób, które sprawiają, że jestem szczęśliwa. Co prawda jestem w tyle z porządkami czy planowaniem świątecznego menu, ale myślę, że jakoś się wyrobię :) Szkoła wcisnęła ze mnie życie, a ja mimo, że ciężko pracuję to nie jestem zadowolona z wyników. Ale wytrzymam ;)

Dziś mam dla Was recenzję już ostatniej tabliczki Schogetten z edycji wypuszczonej na okres świąteczny. W poprzednich recenzjach przekonałam się, że ta edycja wyszła na prawdę smaczna! Ale czy ta ostatnia też wypadnie smakowicie? Zostawiłam ją na sam koniec, bo byłam święcie przekonana, że ona najbardziej przypadnie mi do gustu! Przeczytajcie i przekonajcie się sami :)


Skład:



Wygląd i smak: Ponownie piękne opakowanie, kolorowe i od razu rzucające się w oczy. Tutaj mamy wersję pierniczkową z chrupiącą posypką w środku, którą zazwyczaj ozdabia się pierniczki. Bardzo napaliłam się na ten smak, bo ja wprost kocham pierniki! To moje ukochane świąteczne ciasteczka i razem z sernikiem tworzą moje świąteczne menu, bo nic innego na Wigilii nie jadam, bo nie lubię :P No, ale wróćmy do czekolady. 

Po otworzeniu pudełka pierwsze co poczułam to lekko korzenna nutka i coś cukrowo-mlecznego. Nie bł to aromat prawdziwego piernika, co niestety trochę mnie rozczarowało, bo liczyłam na głębsze nuty. Czekolada oczywiście została podzielona na kosteczki, które dla mnie są świetną opcją i za to Schogetten ma zawsze u mnie wielkiego plusa. Po przekrojeniu można bardzo wyraźnie zauważyć w kremie piernikowym drobinki posypki cukrowej, która tutaj jest w odcieniach różu, pomarańczu i żółci.
Szybko chciałam zabrać się za jej test smaku, bo taka wersja czekolady jeszcze nigdy nie wpadła w moje łapki testera :D I jak wypadła? Dobrze, nawet bardzo dobrze, ale z bólem serca muszę przyznać, że to najgorsza tabliczka ze wszystkich trzech! A takie miałam na nią wielkie nadzieje, że to ona będzie numerem jeden ;) Smaczna, bardzo słodka, lekko piernikowa i zbyt przesycona cukrem. Sam krem był słodki i tłusty, a te cukiereczki w środku mi tu nie pasował i gdyby zastąpić je kawałkami pierniczków to byłaby bajka :) Ogólnie smaczne, ale nie tak piernikowe jak tego oczekiwałam - warto spróbować mimo tego ;)


Podsumowując:
7/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 15 grudnia 2017

Placek daktylowy z orzechami włoskimi

Jeszcze niecały tydzień szkoły i mamy święta! Już żyję nimi na 100% i wszędzie pakuję świąteczne akcenty :) Muzyka świąteczna i kolędy lecą ciągle i motywują do ostatnich podrygów nauki w tym roku. Mam nadzieję, że u Was również tak cudownie się zapowiada? ;)

Dziś mam dla Was przepis na daktylowy placek naładowany orzechami włoskimi i polany przesłodką polewą! Piekłam go na moje imieniny i muszę przyznać że znikł w oka mgnieniu ;) Smakował mi tylko mi, ale całej rodzince! No bo przecież jak może nie smakować coś z daktylami... ;) Jeśli jesteście ciekawi przepisu to zapraszam!


Przepis /na średnią blaszkę/:

130 ml wrzącej wody
100 ml syropu klonowego
100 g miękkiego masła
10 łyżek cukru/słodzika
45 g cukru brązowego
200 g mąki pszennej
2 jajka
szczypta soli i pół łyżeczki cynamonu
pół łyżeczki proszku do pieczenia



1. Daktyle zalać wrzątkiem, a gdy zupełnie zmiękną wraz z wodą zblendować je na gładką masę wraz ze syropem klonowym.
2. Wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamonem i solą.
3. W osobnej misce utrzeć dokładnie masło z cukrem, a następnie dodawać po jednym jajku.
4. Do masła dodać 3/4 pasty daktylowej, wymieszać dokładnie, a potem wszystko to dodać do mąki i wymieszać.
5. Orzechy włoskie posiekać, a następnie dodać do ciasta - dokładnie wymieszać.
6.Przygotowaną masę wylać do formy wyłożoną papierem do pieczenia i piec w 190 stopniach przez około 50 min (należy sprawdzać ciasto patyczkiem!)
7. Następnie gdy ciasto będzie gotowe udekorować je pozostałą pastą daktylową.


Smacznego!




środa, 13 grudnia 2017

Chyży Chips chipsy ryżowe - poznajcie PanSnack!

Witam Was w ten środowy poranek! Mam nadzieję, że znajdę tu teraz jakiś zawodowych chrupaczy takich jak ja? ;) Bo ja uwielbiam chrupać, a wafle i wszelkie ryżowe/kukurydziane twory schodzą u mnie hurtowymi ilościami! Bardzo ucieszyłam się zatem na możliwość współpracy z nową marką PanSnack, która własnie specjalizuje się w takich przysmakach. PanSnack jest stosunkowo młodą firmą, która powstała w 2016 roku. Tworzą oni bardzo ciekawe opcje słonych przekąsek, które powinny zainteresować wszelkich miłośników wafli :)

Dziś zaczniemy od ich Chyży Chipsów czyli zdrowszej wersji ziemniaczanych talarków :) Mamy tutaj mini wafelki ryżowe, bardzo cieniutkie i w bardzo ciekawych wariacjach smakowych - sera, papryki, papryczki chili i soli z pieprzem :)


Składy:





PAPRYKA CHILI - Nie lubię ostrych przypraw, a chili stosuję w minimalnych ilościach, bo mi szkodzi, ale słone przekąski o tym smaku często trafiają się bardzo udane. W tym przypadku reguła się sprawdziła i nie zawiodłam się :) Mini wafelki okazały się bardzo aromatyczne, słodko-kwaśne i hojnie obsypane przyprawą :) Idealnie chrupały, a w połączeniu z hummusem stwarzały wyśmienity dodatek do filmu! Pycha :)


PAPRYKA - Na drugą turę poszła zwykła papryczka, która kiedyś była znienawidzonym warzywem w moim przypadku. Teraz dzień bez papryki jest dniem straconym, bo pokochałam jej smak :) Tutaj trafiłam na bardziej grube wafelki, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Smak był wręcz identyczny jak w paprykowych Lays! Pyszne, mega chrupiące i znów bogate w aromat papryki :) Moim zdaniem dużo się nie różnią od wersji chili, a tutaj jedynie brakuje tego kwaskowego posmaku. 


SER - Uwielbiam serki, twarożki, sery i inne mleczne wyroby, a więc bardzo napaliłam się i na ten wariant. Już po samy otwarciu tych Chyży Chipsów wiedziałam, że będzie ekstra serowo! Smak był bardzo przyjemny i co najważniejsze nie sztucznie serowy, a niestety o to ciężko w serowych przekąskach. Bardzo miło się je jadło no i znów towarzyszyło mi mega chrupanie przy testowaniu :)


SÓL I PIEPRZ - Raczej nie stawiam na takie proste opcje smakowe, bo wolę coś bardziej aromatycznego, ale tutaj bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Wyraźnie czułam sól morską, która nadawała słonego posmaku, ale zaraz wysuwał się pieprz, który równoważył i tworzył pyszne combo :) Ciekawa i prosta opcja dla osób, które nie przepadają za zbyt aromatycznymi posypkami :)


Podsumowując Chyży Chipsy to przepyszne wafelki w ciekawych wariacjach smakowych. Ja nie umiem wybrać ulubionego, bo wszystkie smakowały pysznie! Oceniam je oczywiście na 10!

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Czekolada Schogetten Candy Apple

Czy tylko mi ten grudzień ucieka między palcami?! Nie mogę się połapać, że to już wszystko niedługo się stanie, a mowa tu oczywiście o Świętach bożego Narodzenia i Nowym Roku! Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać świąt, bo wiem, że spotkam się z rodzinka na spokojnie i spędzę ten czas bez nerwów, których ostatnio u mnie sporo.


W poprzedni poniedziałek na blogu ujawniła się recenzja czekolady Schogetten w zimowym wydaniu orzechów ze syropem klonowym. Dziś czas na kolejny smak, który od początku wydawał mi się dziwny i spisywałam go na straty. Nie lubię owocowych akcentów w czekoladzie, ale mimo tego czekoladę tą zakupiłam i przetestowałam. Jak wypadła? Zapraszam do czytania! :)


Skład:



Wygląd i smak: Ponownie piękne opakowanie, kolorowe i od razu rzucające się w oczy. Moim zdaniem jabłko w słodkiej polewie nijak ma się do świątecznego klimatu, a raczej bardziej na Halloween, ale grunt to pomysłowość producenta. Odwzorowanie owocu w słodkościach bardzo często kończy się cukrową i chemiczną klapą, a więc tego wariantu byłam bardzo ciekawa. W składzie mamy do czynienia z kremem jabłkowym, ale podczas jedzenia nie tylko tu jabłko się pojawiło, bo było też pod postacią żelek :) 

Już po samym otwarciu w mój nos uderzyła cudowna nuta jabłka. Była tak prawdziwa i tak kusząca, że sama nie wierzyłam, że ten zapach pochodzi od tej czekolady. Serio, pachniała kwaśnym jabłuszkiem, które wykorzystuje się do szarlotki - mega! Zdecydowanie bardziej słodko wypadła wersja orzechowa, bo tu własnie dominował ten kwaśny aromat. Długo nie czekając zabrałam się za testy i znów pozytywnie zaskoczyłam :) Czekolada okazała się naprawdę smaczna i nie przesłodzona! Krem jabłkowy świetnie komponował się ze strzelającym cukrem, który o dziwo nie przyklejał się do zębów. Kosteczki nasączone sokiem jabłkowym były fajnym urozmaiceniem, a razem z pozostałymi dodatkami tworzyły super combo. Musze przyznać, że dawno nie jadłam nadziewanej owocowe czekolady, która nie smakowałaby chemią. Plus dla producenta, bo jest to bardzo udana seria! Polecam :)


Podsumowując:
8/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 8 grudnia 2017

KitKat Chunky New York Cheesecake

Nie ukrywam, że czekałam na ten piątek jak na zbawienie ;) Bardzo aktywnie i intensywnie, ale ciśniemy dalej! Grunt, że ten weekend zapowiada się przyjemnie i mam go zaplanowanego na same przyjemności...wjedzie w końcu trening! ♥

Ostatnio pisałam Wam o tym, że grudzień to zdecydowanie u mnie miesiąc słodyczy :) Nie odmawiam sobie ich, bo wiem, że okres Świąt Bożego Narodzenia jest tylko raz w roku :) Uwielbiam Kit Katy i zaraz po Reese's są to moje ulubione batoniki. Moją ulubioną wersją oczywiście jest Kit kat Chunky Peanut Butter, bo wiadome jest to, że mam bzika na punkcie przysmaku jakim jest masło orzechowe :) Sernik to chyba moje ulubione ciasto, a więc na tego Kit Kata długo się czaiłam...i mam! A jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Jak już pisałam na początku, sernik uwielbiam i jest to moje ulubione ciasto, a więc na tego Kit Kata napaliłam się wyjątkowo, bo byłam przekonana, że to będzie ambrozja smakowa. Połączenie mojego ulubionego wafelka i sernika to coś co zainteresowało nie tylko mnie, ale i też moją rodzinkę, która towarzyszyła mi przy testach :)

Opakowanie jakoś szczególne nie jest i nie rzuca się w oczy, ale nie jest też złe czy kiczowate. Nie wiem jak smakuje klasyczny nowojorski sernik, bo takiego nigdy nie miałam okazji jeść. Moja ciekawość co do tego batonika tylko przez to znacznie urosła, bo z jednej strony wiedziałam jak może smakować, a z drugiej nie.

W środku wafelek prezentował się ślicznie, gruba mleczna czekolada tylko wywoływała ślinotok i chęć wgryzienia się w te ogromne kostki. Właśnie za to uwielbiam Kit katy :D W środku baton troszkę mnie rozczarował, bo warstwa sernikowa była dosyć marna i nijaka. Zapach też był słaby, bo jedyne co czułam to mleczną czekoladę oraz dziwny kwasek, który zdecydowanie mi się nie spodobał. Smak? Wszystko byłoby pyszne gdyby nie ta sernikowa masa :P Wafelek, czekolada czy krem kakaowy pomiędzy waflami były pyszne, ale ta sernikowa masa była obleśna, kwaśna i nijaka. Jak tak smakuje nowojorski sernik to ja podziękuję za niego :P Bardzo dziwny wynalazek i z wielkim bólem serca to mówię, ale nie smaczny. Pozostanę przy moim Peanut Butter.



Podsumowując:
4/10
Cena - 2 zł Żabka
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 6 grudnia 2017

Białko Kokos-czekolada (WK)

Czas leci jak szalony - już dziś są Mikołajki! Mam nadzieję, że zachował się w Was ten duch małego dziecka i spędzicie te Mikołajki jak najlepiej i na słodko oczywiście ;) U mnie w rodzinie była tradycja Mikołajek na słodko z toną słodyczy i miłości :) I właśnie tej rodzinnej miłości Wam życzę, bo to ona jest najważniejsza! Już nie mogę doczekać się świąt :)

Na koniec listopada robiłam sobie zakupy w moim ukochanym sklepie ze suplementami - WKsklep.pl :) Nie wiem dlaczego, ale to własnie ich odżywki są najlepszej jakości i smakują przepysznie! Na blogu znajdziecie już trzy recenzje białek - Milky Whey, Reese's i Solony Karmel :) Jak do tej pory Reese's króluje, ale może się to zmieni? Dziś czas na kokos z czekoladą czyli białeczko o smaku Bounty - zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Tutaj opakowanie nie jest już takie ładne jak w poprzednich wariantach gdyż jest to białeczko jeszcze ze starszej edycji produkcji chłopaków ;) Z tego co wiem pojawia się ono już bardzo rzadko na sklepie, a więc gdy tylko zobaczyłam, że jest dostępne to od razu skusiłam się na zakup. Uwielbiam kokosowe przysmaki, a jeśli jest to jeszcze ulepszone czekolada to nie mam słów ;) Pycha! Ale czy na pewno?
Gdy białko przyjechało do mnie do domu to od razu je otworzyłam i zabrałam się za test. 

Kolorek bardzo ładny, wyraźnie czekoladowy i kuszący. Zapach piękny, baaardzo kokosowy i z intensywną nutą kakao, ale nie takiego słodkie, a lekko wytrawnego. Rozpuszcza się znakomicie, nie ma żadnych grudek, a zapach po dodaniu to ciepłego dania jest OBŁĘDNY! Niczym słynny batonik Bounty, którego uwielbiam :) 
Smak również zaskakuje na plus, bo jest wyjątkowo wyraźny i wiemy jaki smak tak naprawdę to jest :) Bo w odżywkach innych firm, które testowałam, smaki były mdłe i przytłumione, a tutaj wiem, że jest to kokos z czekoladą :) Pyszne, uzależniające i na pewno będzie kupione jeszcze raz! Polecam :) Warto zapłacić więcej i mieć coś porządnego.


Podsumowując:
10/10
Cena - 99 zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Czekolada Schogetten Maple&Nut

Zaczynam pierwszy tydzień grudnia w szkole który zapowiada się barwo aktywnie :) Coraz bardziej wszystko mnie przytłacza i cierpi na tym moje zdrowie (utrata wagi, wypadanie włosów...), ale staram się wziąć w garść i nie dać presji :)

Gdy zbliżają się święta wiadome jest to, że pojawiają się nowości spożywcze na półkach sklepowych. Jogurty, przekąski i...słodycze! Bez, których nie ma tej magii świąt :) Uwielbiam ten okres przedświąteczny kiedy sklepy są oblegane tymi słodkościami. Święta Bożego narodzenia to chyba jedyny okres w roku kiedy pozwalam sobie na nielimitowane słodycze z tej mniej zdrowej części ;) Codziennie coś wpada, bo przecież tradycja kalendarzy adwentowych musi być!

W nowościach słodyczowych pojawiły się też nowe tabliczki Schogetten. Przez dobre pół roku nie kupowałam ich czekolad oraz nie zwracałam uwagi na nowości, ale te, które wyszły na okres świąteczny mnie oczarowały! Te niebanalne smaki szybko trafiły do koszyka, a ja zabrałam się za testy :) Na pierwszy ogień poszło Maple&Nut czyli orzechy i syrop klonowy. Jak wypadło? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Piękne opakowanie, kolorowe i od razu rzucające się w oczy. Niby lubię czekolady z klasycznym i minimalistycznym dizajnem, ale te Schogetten mają coś, co mnie urzeka :) Tutaj oczywiście pojawia się syrop klonowy i orzechy, bo własnie o tym smaku jest nadzienie czekolady. Ostatnio jakość tej marki bardzo spadła, ale zaryzykowałam i skusiłam się na takie pyszne połączenie! No bo przecież jak może nie pasować do siebie chrupkość orzechów i ta słodycz syropu? ;)

Czekolada zapowiadała się bardzo smacznie już po samym otwarciu. Pachniała bardzo słodko, ale z wyraźną nutą orzechów i syropu. Orzeszki pachniały tak intensywnie, że w środku całe opakowanie nimi przesiąkło. Kosteczki standardowo podzielone były na osobne cukiereczki. Po przekrojeniu przywitał mnie biały, śmietankowo-orzechowy-klonowy krem oraz cukrowe kawałki orzeszków w środku. Czekolada sama w sobie (ta mleczna) smakowała nawet nieźle, mam wrażenie, że lepiej niż poprzednie egzemplarze. Jeśli chodzi o nadzienie to bardzo pozytywnie się zaskoczyłam! Śmiem powiedzieć (a raczej napisać ;)), że było pyszne! Wyraźnie klonowe z nutą orzechów no i te chrupiące drobinki...pyszności! Oczywiście bardzo słodka, ale w dobrym tonie i nie przesładzająca na maksa (jak to ostatnio miałam z innymi smakami). Smaczna i godna polecania! 


Podsumowując:
8/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 1 grudnia 2017

Proteinowe blondie z fasoli

Dziś zaczynamy grudzień! A co to oznacza? Że dziś są moje imieniny! Dostałam już cudowny prezent od moich rodziców i od razu idzie się do szkoły z wielkim uśmiechem na twarzy :) Oni to mnie jednak znają w 100%, bo zawsze trafiają z prezentami i wiedzą jak sprawić mi przyjemność i osłodzić mi trudne dni. Dodatkowo dziś startujemy z kalendarzem adwentowym! Wy macie? U mnie od zawsze była tradycja kalendarzy adwentowych i nie wyobrażam sobie odliczania do świąt bez takiego :)

Skoro dziś mam imieniny to może wypadałoby zjeść jakieś ciasto? :) Dziś mam dla Was przepis na proteinowe fasolowe blondie! Czyli jasną wersję kultowego brownie, które już na blogu się pojawiło :) Jeśli jesteście ciekawi jak zrobić wersję brownie to zapraszam tutaj, a teraz czas na wersję white!



Składniki /1 porcja/:
240 g białej fasoli z puszki
30 g odżywki białkowej bez kakao (ja uwzyłam o smaku solonej pistacji)
erytrol lub inny słodzik wedle uznania
proszek do pieczenia
1 białko jaja

1.Fasole bardzo dokładnie przepłukujemy pod zimna wodą.
2.Do garnuszka lub miski przekładamy naszą fasolę, dosypujemy mąkę, odżywkę białkową, białko jaja, proszek do pieczenia i słodzik, a następnie blendujemy na gładką masę bez żadnych grudek.
4. Do silikonowych foremek wykładamy masę, a następnie pieczemy w piekarniku ok. 35 minut przy 170 stopniach. Nasze blondie może się piec dłużej lub krócej, a więc należ często sprawdzać stan patyczkiem!
5. Po upieczeniu czekamy jak wystygnie, a następnie wkładamy do lodówki, bo po nocy spędzonej w lodówce smakuje jeszcze lepiej :)

Smacznego!