wtorek, 31 stycznia 2017

Snickers White

Przeżyłam jakoś poniedziałek to i przeżyję dzisiejszy dzień! Muszę dziś lecieć i kupić prezent na urodziny mojej kochanej mamy, która dziś ma swoje święto! Niestety nie upiekłam jej nic, ale na szczęście tato nakupił ciastek, co by osłodzić mamie jej dzień :D Mam nadzieję, że prezent jej się spodoba, a ja znajdę czas na jedzenie i spanie, bo dziś będzie baaardzo aktywnie i niestety długo poza domem :( Cóż...damy radę!

Pozostaję w klimatach czekolady i tak sobie myślę kiedy ostatni raz ją jadłam...dawno :D Ostatnio nie mam ochoty na czekoladowe słodycze, ale jak mnie najdzie to potrafię jeść w dzień w dzień :)
Pamiętacie Snickersa White? Do tej pory widuję je w swoich Biedronkach i myślę, że i u Was da się je jeszcze kupić. Ciekawi czy w ogóle warto? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Gdy wyszedł ten Snickers oczywiście wiedziałam, że muszę go mieć. Snickers swojego czasu był moją ulubioną słodkością, a każda jego nowa wersja powodowała u mnie wybuch szczęścia. Tak było też w tym przypadku, ale szczęście okazało się dużo mniejsze, bo biała czekolada to po prostu nie są moje klimaty i za tym wyrobem nie przepadam...bardzo nie przepadam. Jednak nowość to nowość, Snickers to Snickers, a moja blogowa natura to blogowa natura i batonika nabyć musiałam :D Bardzo ubolewałam nad tym, że sprzedawany jest tylko w wersji dużej, podwójnej, bo moim zdaniem miniaturki są lepsze, ale cóż, na to wpływu nie mam. Opakowanie klasyczne, jedyne co w nim zmienione to kolor na biały i dopisek ''WHITE'', niby nic a jednak kusi. Batonika kupiłam z myślą o podzieleniu się z siostrą i dobrze zrobiłam bo umarłabym na przecukrzenie. Dlaczego? Już wyjaśniam! Słodki koszmar zaczął się już po zerwaniu papierka, bo zapach batona był tak słodko-mdły, że aż nieprzyjemny. Ponad to wyczułam w nim nutkę margarynowego ''intruza'', a więc spodziewałam się najgorszego. Poza kolorem niczym innym się nie różnił, bo w środku znajdziemy klasyczną warstwę nugatu, orzeszki ziemne i karmel. Wszystko pysznie, ale czemu tak słodko? Orzeszki to chyba część, która smakowała mi najbardziej, bo jedyne nie powodowały bólu zębów od cukru. Nugat i karmel w połączeniu ze śmietankową i piekielnie słodką polewą to przesada, a przynajmniej dla nie. Polewa okazała się bardzo kiepska, tłusta i wyraźnie z posmakiem margaryny. Mam wrażenie, że biała polewa w Twix czy Lionie jest dużo lepsza. Zdecydowanie wolę klasyka lub wersję z masłem orzechowym. Tą zostawię dla osób odpornych na duże dawki cukru ;)


Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 3 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wegański czekoladowy Mikołaj (Vantastic Foods)

Koniec stycznia, koniec ferii i powrót do szarej rzeczywistości pełnej stresu i obowiązków :( Szkoda, że ferie zleciały tak szybko, ale nie ukrywam, że jestem z nich zadowolona :) W sobotę wypadła cudowna rodzinna imprezka, a w niedzielę totalne odstresowanie przed dzisiejszym dniem! Muszę uzbroić się w masę cierpliwości, bo zmienili mi plan i oczywiście wszystko na niekorzyść :/ Kończę późno, mam głupio rozplanowane lekcje, ale trzeba się jakoś przemęczyć do matur, bo potem znów zmiany planów i to podobno na lepsze :)

Na dzisiejszy dzień mam dla Was czekoladowego Mikołaja! Nigdy nie byłam fanką takich słodyczy i zawsze grymasiłam gdy taki trafiał w moje ręce spod choinki, ale takim wegańskim nie pogardzę ;) Co prawda, zawsze mam problem jak takie cudo jeść, bo szkoda psuć, ale testować smak trzeba było! A więc jest - zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Jak widać nie jest to zwyczajny czekoladowy Mikołaj i nie mam tu na myśli jego wegański skład. Co go wyróżnia? Jego zapakowanie! Jest umieszczony w pudełeczku, a w środku nie jest ''ubrany'' w sreberko, a jedynie folię zabezpieczającą przed otoczeniem. Jest bardzo estetycznie zrobiony, z ładnego odlewu i na prawdę przypomina Mikołaja z długą brodą :D Po jego rozpakowaniu strasznie przykro było mi go rozbić, ale jakoś trzeba było się dobrać do czekolady ;) Zacznę do jego zapachu, który przypominał Milkę albo Goplanę. Taką słodką, silnie mleczną czekoladę, a przecież tutaj nie ma ani grama mleka krowiego - magia! Zapach spodobał się nie tylko mnie, ale też mojej siostrze, która nie mogła doczekać się degustacji. Czekolada okazała się lekko krucha, ładnie się łamała i nie topiła od razu w łapkach. Jak widać na zdjęciu poniżej, ni była zbyt gruba, ale  też nie porażała swoją cienkością. Smak? Złudnie przypominający zwykłego czekoladowego Mikołaja! I to CZEKOLADOWEGO, a nie CZEKOLADOPODOBNEGO ♥ Jak bym miała go porównać do jakiegoś konkretnego czekoladowego Mikołaja to byłby to Mikołaj z Milki albo Merci - smaczne, słodkie i baaaardzo mleczne! Polecam, ja na pewno skuszę się na niego ponownie w okresie świąt :)


Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 15 zł (wegańskie/eko sklepy)
Czy kupie ponownie? - Być może komuś na prezent :)

sobota, 28 stycznia 2017

Baton Białkowy Pakuri Oho Idea Natura

Ach ta dieta wegańska...zero białka prawda? ;) Oczywiście to czysta bzdura, bo na tej diecie można śmiało zajadać nawet batoniki BIAŁKOWE! Kto by pomyślał! Taki nowości na rynku bardzo cieszą, bo taka białkowa przekąska po treningu albo w szkole to skarb, szczególnie w takiej postaci batonika, którego łatwo zjeść bez nakładu pracy i czasu :) Zdrowo i szybko, a jak!

Dziś mam dla Was już trzecią nowość od Oho Idea Natura,a mianowicie batonika o wdzięcznej nazwie Pakuri :) Jest to batonik białkowy, oczywiście wegański i ze składnikiem, którego wyjątkowo nie cierpię...spiruliną. Czy jednak tutaj jej nie wyczuję? Czy batonik mnie oczaruje? Zapraszam do czytania! :)

PS. Zajrzyjcie też do recenzji Ari i Totobi'ego :)


Skład:



Wygląd i smak: Ciemne opakowanie, czarna barwa, a na nich uśmiechnięty dżin. Co może nam zaoferować? Czy spełni moje (i kosztujących batonika) życzenie o przepysznym, wegańskim, białkowym batoniku? Czy obleje nas falą zachwytu i boskiego smaku? Oto jest pytanie! Na, które oczywiście odpowiem Wam najlepiej jak potrafię :) Batonik nie dość, że intryguje opakowaniem to jeszcze bardziej podsyca ciekawość swoim kolorem. Brązowy czy zielony? No właśnie...jego barwa jest bura, niezbyt przyjemna, ale zapach, który od niego dochodzi jest cudowny i niezwykle kuszący :) Wiecie jak pachną świeżo prażone orzeszki ziemne? Tak właśnie pachnie nasz kolega Pakuri - jednym słowem cudownie :) Nie czuć tu okropnej (jak dla mnie) spiruliny czy innego glonu, którego nie byłabym w stanie przełknąć, a jedynie słodycz i orzeszki. Czas na test smaku! Batonik okazał się najtwardszy ze wszystkich nowości, ale to pewnie za sprawą białka. Batony białkowe/proteinowe mają to do siebie, że lubią bywać twarde. Nie znalazłam w nim większych drobinek orzechów czy też zmielonych owoców, a więc był raczej gładki i bez elementów chrupiących. Powiem jedno - to prawdziwa niespodzianka! Na samym początku nie chciało mi się wierzyć, że tak mało urokliwy batonik może być tak smaczny ;) Słodziutki, ale nie przesłodzony. Wyraźnie czuć nutkę bananów oraz rodzynek, ale jednak to co nad wszystkim dominuje to orzeszki! Cóż się dziwić, są pierwsze w składzie :) Pyszne, wyraziste i o prażonym aromacie...delicje! To na prawdę super batonik po, którego sięgnę jeszcze nie raz.
Polecam! :)


Podsumowując:
10/10
Cena - 5,50 zł tutaj, ekologiczne sklepy
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 27 stycznia 2017

Kasza bulgur z ciecierzycą i papryką (Pan Pomidor & Co)

Dawno na blogu nie było niczego na ostro czy wytrawnie, a więc dziś mam dla Was fajną sałatkę, którą znalazłam ostatnio w Lidlu i z ciekawości ją zakupiłam :) Wzięłam wszystkie 3 dostępne smaki, ale kupowałam je w cenie promocyjnej (kończył im się termin ważności), bo aktualna cena po prostu zabija. Sałatka jest mała, a kosztuje 6,99! :O No, ale nie o tym, a o jej smaku ;) Czy jest warta tej ceny? Czy jest syta jak na taką ilość? Zapraszam do czytania!

Jeśli kogoś interesowałyby inne smaki to jest jeszcze z burakami lub z soczewicą :)


Wartości odżywcze: Składu nie ujęłam, a nie mogę znaleźć na stronie internetowej :( Wiem tylko, że nie jest wegańska, a wegetariańska.


Wygląd i smak: Zacznę od pudełka, które jest dosyć malutkie, ale dzięki temu można sałatkę wziąć ze sobą do każdego plecaka czy większej torebki ;) Fajna opcja na szybki posiłek w drodze czy szkole, bo dodatkowo jest w niej mini widelczyk. Jest też wykonane z pomysłem i ma chwytliwą grafikę, która przyciąga i zachęca do spróbowania. Z tego co pamiętam skład nie jest zły, nie znajdziemy w nim chemii czy zbędnych dodatków, przez co sałatki mają krótki termin ważności. Czy na plus? Dla mnie tak! Im więcej naturalnego w produkcie tym lepiej :) Zaraz po otworzeniu sałatki poczułam przyjemny, ziołowy aromat. Mieszanka ziół w niej zawarta jest świeża i to niestety bardzo mnie drażniło. Zapach można uzyskać z suszonych ziół, a przynajmniej nie nadają one tego dziwnego posmaku. Ja nie lubię świeżej bazylii, kolendry czy innych, a za to suszone uwielbiam, bo nie posiadają tego charakterystycznego posmaku (i nie zostają na zębach :P). Smak? Bardzo dobry, wyraźny i ciekawy. Ciecierzyca idealnie komponowała się z suszonymi pomidorami oraz marchewką. Kasza dobrze ugotowana, ale zbyt tłusta. Razem to tworzyło ciekawą opcję, która mimo rozmiaru, potrafiła nasycić. Jednak cena bez promocji to stanowcza przesada i lepiej poczekać na przeceny :) Ogólnie polecam, ale bez szału.


Podsumowując:
7/10
Cena - 6,99 Lidl
Czy kupię ponownie? - Być może

czwartek, 26 stycznia 2017

Raw protein Peanut Butter (Bombus natural energy)

Jutro szykuje się najwspanialszy dzień tych ferii, ale cii...wolę nie zapeszać ;) Powiem tylko, że zaowocuje on super haulem zakupowym na tą niedzielę! Może znajdę te rzeczy, których szukam już od dawna :)

Dziś przygotowałam dla Was kochani recenzję ostatniego smaku raw protein od mobnus natural energy :) Był już smak bananowy, czekoladowy, a teraz czas na...masło orzechowe! Brzmi jak bajka? Dla mnie tak, bo połączenie daktyli i masła orzechowego to czysta ambrozja :) Czy smak tego batonika też taki się okaże? Zapraszam do czytania! :)


Skład:



Wygląd i smak: Już od samego początku wiedziałam, że ten baton to ''coś'', co zawróci mi w głowie. Daktyle, orzeszki ziemne i odrobina soli? Biorę w ciemno! Często sama łącze te składniki i to jedna z moich ukochanych przekąsek lub dodatków do słodkiego posiłku :) Ten batonik może posiada smutną i mało kolorową grafikę, ale to co skrywa w środku jest warte jego zakupu :)
Po jego otworzeniu lekko zdziwiła mnie mała ilość kawałków orzechów, ale jeśli ma być to smak masła orzechowego, to faktycznie muszą być drobno zmielone. Jego kolor zdradzał, że jest w nim dużo daktyli, a zapach za to wskazywał na orzeszki ziemne :) Czy pachniał jak masło orzechowe? Moim zdaniem nie, ale i tak było to bardzo miłe doznanie. Aromaty, aromatami, ale jak ze smakiem? Zdradzę, że już po pierwszym kęsie odpadłam do innego świata ;) Zacznę od konsystencji, która jest inna niż w pozostałych wersjach. Ten jest bardziej kruchy, coś jak krówka i w sumie tez tak smakuje :) Nie jest to smak czystego masła orzechowego, a kruchej, orzechowej krówki. Ja krówki kocham, a te smakowe jeszcze bardziej, a więc byłam zachwycona! To chyba najlepszy raw protein od tej firmy i z czystym sumieniem go polecam - py-cha! ;)


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 5 zł Auchan, Tesco, Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Tak!

środa, 25 stycznia 2017

Wegańskie pralinki Acai (Govinda)

Czy jest tu jakiś amator pralinek? ;) I nie mówię tu tylko o takich czekoladowych, a również o takich z bakalii! Pralinki teraz praktycznie można zrobić z wszystkiego, bo pomysły, które pojawiają się w sieci nigdy się nie kończą. Pralinki z kaszy, bakalii, orzechów, mleka w proszku...ciągle zdrowe pyszności! Zawsze lepiej zjeść taką niż taką z czekolady o niezbyt dobrym składzie i powodującą u większości wyrzuty sumienia :)

Ja dziś mam dla Was propozycję od firmy Govinda, która produkuje tyle smaków wegańskich i zdrowych pralinek, że nie wiadomo za jaki smak się zabrać! Ja dziś postawiłam na smak Acai, które jest ostatnio bardzo popularnym ''super foods'' :) Acai to owoce rosnącego w Ameryce Południowej gatunku palmy. Te małe, czarne lub purpurowe jagody są prawdziwym skarbem natury.
Ktoś chętny? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samego pudełeczka, które jest w uroczym kolorze. Kocham fioletowy i wszelkie jego odcienie, a więc gdy zobaczyłam to pudełko od razu wiedziałam, że skrywa w sobie coś smacznego ;) Jagodowe smaki również należą do tych, które bardzo lubię, a więc już podwójnie wiedziałam, że na tych trufelkach się nie zawiodę. W środku była ich spora ilość, która bardzo praktycznie została zapakowana w foliowy woreczek, który nie rozrywa się cały przy otwieraniu. Dzięki temu, że pudełko jest tak zaprojektowane, śmiało możemy wziąć sobie jedną kuleczkę (no dobra, więcej :P), a resztę zachować na później. Zapach po ich otworzeniu był bardzo kuszący, lekko cytrusowy i karmelowy od daktyli. To one wraz z tym cytrynowym aromatem dominowały nad wszystkim, ale na szczęście tylko w zapachu :) Po rozkrojeniu jednej kuleczki od razu ujrzałam dużą ilość drobinek orzeszków (migdały, migdały ziemne), które obiecywały chrupiące doznania. Jak się okazało? Pysznie! Zacznę od tego, że trufelki były bardzo słodkie, ale oczywiście w naturalny sposób :) Wyraźnie było w nim czuć bogactwo malin, które nadawały ciekawego kwasku i łączyły się z acai. Słodyczy dodawały daktyle i morele, ale jednocześnie słodycz ta idealnie równoważyła się z pomarańczowym posmakiem, który nadawał olejek. Orzeszki niestety zostały zbyt drobno zmielone i nie chrupały, ale to w sumie ciekawa alternatywa od wszelkich daktylowych chrupaczy ;) Pyszne, zdrowe i sycące! Czego chcieć więcej? ;)


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 24 stycznia 2017

Schogetten Cookies&Nut

Dziś w odwiedziny jadę do moich kochanych dziadków z prezentem jaki im przygotowałam! Oczywiście prezent ten pojawi się na blogu w postaci przepisu już całkiem niedługo ;) Starałam się go dopracować w 100%! To pierwszy raz kiedy nie robię laurki, bo dziadkowie mają ich już tyle, że ciężko zliczyć :D

No, ale nie o przepisach dziś, a czekoladzie! Schogetten znów mnie skusiła, bo połączenie ciastek z orzechami wydawało mi się wybitnie smaczne. Oczywiście jak zawsze miałam ogromny dylemat przy zakupie, ale w końcu się zdecydowałam i...zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Piękne ciasteczko z ogromnymi orzechami z opakowania ciągle mnie kusiło. Za każdym razem gdy wchodziłam do Netto lub odpalałam facebook'a to ciągle widziałam tą nowość...krzyczała z każdej strony, a ja ciągle próbowałam się przed nią bronić. Wiedziałam, że Schogetten to nie to samo co kiedyś i również na tym smaku się zawiodę. Jednak moja silna wola znów zawiodła i ją kupiłam.Czekolada po zakupie odczekała swoje, a że jej termin ciągle się skracał, w końcu ją otworzyłam. Jak tabliczki tej marki wyglądają w środku to chyba pisać nie muszę? Ładnie podzielone kosteczki, które są świetną opcją do dzielenia się z innymi bez konieczności macania wszystkich kostek czekolady. Zapach po zerwaniu sreberka (które znowu doprowadzało mnie do szału) był nawet przyjemny i faktycznie lekko orzechowy. W moim umyśle zapłonęła żaróweczka nadziei, że to będzie dobra czekolada, ba po prostu niezła, ale znów się zawiodłam. Czekolada oblewająca nadzienie strasznie tłusta i po zaledwie kilku sekundach trzymania w palcach od razu się topiła. Nadzienie? Cukrowe, margarynowe i bez konkretnego smaku - ZNOWU. Ostatnimi czasy mam wrażenie, że każda tabliczka nadziewana od Schogetten smakuje tak samo, jak margaryna z cukrem. Zero posmaku ciastek, zero kawałków ciastek...tylko trochę czegoś ''orzechowego''. Porażka...


Podsumowując:
3/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Farmer Szpinak+Cytryna (ZmianyZmiany)

Zaczynam drugi tydzień ferii i już powoli muszę żegnać się z wolnymi dniami :) Cóż, nie ma ciągłej laby ;) Ten tydzień trzeba spędzić bardzo optymistycznie, a więc na poniedziałkowy wpis proponuję coś zielonego! Mnie ten kolor zawsze kojarzył się baaardzo pozytywnie i energetycznie! Nic tak nie działa jak zieleń przyrody, a że w zimowych chwilach można o niej pomarzyć to proponuję przynajmniej coś zielonego wszamać! Brokuły? Kapustę? Sałatę? Jarmuż? Eeee, nie bądźmy tacy nudni! Postawmy na warzywnego batona bakaliowego - Farmera szpinak+cytryna! To nowość od naszej wspaniałej, Polskiej firmy Zmiany Zmiany, która niedawno miała swoją premierę na rynku! Ciekawi? Zapraszam do czytania :)



Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od samej szaty graficznej, która jest prze-genialna! Wykonana z pomysłem, chwytliwa i przykuwająca uwagę nie tylko roślinożerców ;) Gdy batoniki dotarły do mnie do testów, mój tata tak się nimi zachwycił, że nie mógł doczekać się degustacji :) To bardzo ceni się firmie, bo dobrze zrobione opakowanie to na prawdę sukces + tutaj jeszcze z ekologicznego materiału. Szpinak to dla mnie bardzo dziwne warzywo. Raz go lubię, a raz nie, więc miałam OGROMNE obawy, że ten batonik kompletnie mi nie posmakuje i będę nim pluła dookoła. W głowie ciągle miałam paskudny posmak spiruliny czy innego zielska i na samą myśl o jego spróbowaniu miałam ciarki...ale zaraz! Szpinak to nie spirulina, a więc szybko wzięłam się do testów i pozytywnie zaskoczyłam :) Zacznę od samego wyglądu batonika, który okazał się przeuroczy :) Jego zielona barwa naładowała mnie taką pozytywną energią, że wszelkie obawy zniknęły. Jak widać, batonik jest pełen drobinek słonecznika oraz innych bakalii/pesteczek, a więc strasznie przypomina pierwotne, słodkie wersje od ZmianyZmiany. Zapach? Bardzo specyficzny, bo słodki i ekstremalnie cytrynowy! Jakbym wąchała przekrojoną cytrynę, serio! ;) Smak? Również zaskoczenie! Piliście kiedyś green smoothie? Jeśli tak to właśnie w ten sposób smakuje ten batonik :) Jest słodki, bardzo aromatyczny, głównie słodki (od rodzynek i śliwki) i cytrynowy, ale pod koniec jedzenia ujawnia się posmaczek szpinaku. Nie jest to moja bajka w 100%, ale dokończyłam go ze smakiem :) Jeśli wy kochacie takie ''zielone'' potworki to będzie to coś dla Was!


Podsumowując:
7/10
Czy kupię ponownie? - Raczej inne smaki

niedziela, 22 stycznia 2017

Haul zakupowy 18

Dawno na blogu nie było żadnego postu z zakupami, a więc postanowiłam w końcu coś pokazać ;) Co prawda nie są to jakieś super zakupy, ale są w nim  produkty, które na prawdę są pyszne i na pewno pojawią się na blogu ;)
Z tego co mi się wydaje zakupy są w 100% wegańskie! I właściwie teraz ciągle łapię się na tym, że innych nie robię. Zniknęły sery, twarożki, serki wiejskie czy inne takie, a pojawia się więcej owoców, warzyw czy mojego wielkiego uzależnienia - tofu :D Co prawda nadal nie zrezygnowałam z takich produktów, ale sięgam po nie coraz rzadziej.
W tym poście postanowiłam, że nie będę umieszczać owoców i warzyw, bo dokupuje je na bieżąco.
To co? Ciekawi co nakupiłam? Zapraszam!


Zacznijmy od prażonej ciecierzycy, którą zakupiłam w  Biedronce za bodajże 5,45 zł. Jest przepyszna! I już zakupiłam jej 4 opakowania :D W sumie wzięłam ostatnie jakie znalazłam w sklepie ;) Ponad to w Biedronce kupiłam też chipsy tortilla z mąki z fasoli i z ciecierzycy, bo nigdy nie jadłam tego typu chrupek. W Rossmannie kupiłam moje ulubione orzeszki sojowe za 4,99 zł, których recenzja jest na blogu, a w Piotrze i Pawele zakupiłam wegańskie chipsy, które już kiedyś pokazywałam w haul'u, ale za szybko zjadłam i nie trafiły na bloga :P Ich cena to coś koło 6-7 zł.


W Rossmannie upolowałam też ciekawą formę płatków jaglanych, bo wzbogacone są o suszoną śliwkę i ananasa. Myślę, że to będzie fajna rzecz! Ceny niestety nie pamiętam. W Biedronce kupiłam też moje UKOCHANE suszone pomidory (4.99), które zjadam kilogramami! Są przepyszne i śmiało możecie kupować je w ciemno ;) W Lidlu za to uzupełniłam braki moich ulubionych wafli kukurydzianych. Zajadam je codziennie, a te smaki (z amarantusem i z bazylią) są moimi ulubionymi :) 


Mam nadzieję, że haul Wam się podoba! Za tydzień planuję taki sam post bo szykują się super zakupy :) Miłej niedzieli!

sobota, 21 stycznia 2017

Baton bakaliowo-warzywny Aria Oho Idea Natura

Sobota - mroźnie u mnie, a u Was? ;) Temperatura znowu spada i niestety znów pojawia się smog :( U mnie w mieście jego stężenie jest bardzo duże i praktycznie nie da się wziąć normalnego wdechu na dworze - brrry! Dziś biorę się za robienie prezentu dla dziadków, bo odwidzę ich dopiero po ich święcie :( Czemu? Moi rodzice jadą na wesele i nie mamy jak pojechać! A z moją młodszą siostrą wolę nie ryzykować podróży komunikacją miejską na taką pogodę ;) Przynajmniej mam czas aby przygotować coś ekstra!
Ale nie o tym dziś, a o kolejnym batoniku z nowości od Oho Idea Natura :) Ich firma robi wyśmienite batoniki, a przekonałam się o tym już nie raz :) Z nowości na blogu był już cytrynowy Totobi, a teraz czas na damę - Arię! Jak wypadnie? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Jak widać po opakowaniu, Aria to twarda sztuka wojowniczki ;) Już po samej grafice można domyślić się, że będzie moc smaku i to nie byle jaka! Połączenie warzyw i słodkich bakalii to na prawdę ciekawa sprawa, która potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń smakowych. Nie często spotykamy się z takimi opcjami, ale jak widać niektórzy ryzykują i...wychodzi im to na dobre :) Zacznijmy od samego wyglądu Arii po otworzeniu - miękka, pełna drobinek i pestek słonecznika z przebłyskami czegoś czerwono-pomarańczowego. Wygląd kuszący, ale i też zapach, który jest bardzo intrygujący! Czemu? Ponieważ z jednej strony jest kwaśny, a z drugiej słodki :) Lubię takie połączenia i często dorzucam owoce do moich warzywnych obiadów, a więc długo nie czekałam i zabrałam się za test! Efekty? Oczywiście pyszne! Batonik okazał się słodki, ciągliwy i bardzo syty. Jego smak przyniósł mi mi na myśl jedno moich ulubionych ciast, a mianowicie ciasto marchewkowe :) Smakował właśnie jak ten wypiek i skradł moje serce! To zdecydowane 10/10, które warto polecić :) Pycha!


Podsumowując:
10/10
Cy kupię ponownie? - Tak

piątek, 20 stycznia 2017

Czekolada Neo Bellarom

Teraz prawie praktycznie nie sięgam po czekolady, bo źle reaguje na nie mój organizm i ogólnie nie mam na nie szczególnej ochoty. Nie wiem co mi się odmieniło, ale mam nadzieję, że to szybko minie, bo pojawiły się smaki, które chcę natychmiast spróbować :D Moim założeniem już od dawna było spróbowanie i opisanie kilku smaków czekolad marki Bellarom, ale zawsze coś wypada i nie mam okazji zrobić im zdjęć lub po prostu ich nie kupuję. Na szczęście w przypadku tej czekolady było inaczej, bo cała przypadła mnie! Zdradzę Wam, że zniknęła w eden dzień i to nie bez powodu...zapraszam do czytania! ;)


Skład:



Wygląd i smak: Czekolada ta stanowiła spełnienie moich czekoladowych marzeń, bo zawierała w sobie ciasteczka na wzór Oreo, ale bez tego paskudnego kremu! Kocham Milkę Oreo, ale tam jest krem i nie do końca jest idealna, jak dla mnie. Tutaj jednak problemu kremu nie ma i dostajemy czystą tabliczkę z samymi, boskimi herbatnikami! Czekolada może nie wygląda, ale jest bardzo duża. Waży 200 gramów, a jej kostki są grube, ciężkie i ooogromne ;) Inne marki się chowają, bo ta jest dla mnie, pod względem kostek, najlepsza na świecie! Jest się w co wgryźć ;) Jak zapewnia nas producent, czekolada jest śmietankowa i faktycznie tak było :) Już po samym zapachu mogłam wywnioskować, że to nie będzie typowo mleczna i nuda czekolada. Ponad to była zapakowana w piękny papierek, a nie badziewne sreberko - jupi! Smak? Niesamowity i uzależniający. Już po jednym gryzie wiedziałam, że to będzie moja ulubiona czekolada. Kremowa, aksamitna i błogo rozpływająca się w ustach...a zaraz po tym chrupiące kawałeczki herbatników Neo czy tam Oreo ;) Bajka! Myślę, że to jedna z lepszych czekolad jakie jadłam i z czystym sumieniem mogę ją polecić! To cos dla fanów mleczno-śmietankowych smaków :)


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 6-7 zł Lidl
Cy kupię ponownie? - Ooo tak!

czwartek, 19 stycznia 2017

Prażona Ciecierzyca (Bionaturalfit.pl)

Jeżeli miałabym wybrać ulubiony rodzaj strączka to bez jakiegokolwiek wahania postawiłabym na...ciecierzycę! Uwielbiam ja pod każdą postacią a znam wiele ;) Na słodko, na ostro, jako pasta hummus, jako dodatek do makaronu, jako składnik sałatki, jako pasztet czy jako...chrupki! Prażona ciecierzyca to super opcja dla osób, które przy takich chrupkach czy słonych paluszkach tracą kontrolę :) Czemu? Po taka ciecierzyca jest bardzo syta, bogata w składniki odżywcze no i w białko! Nie dość, że skład to 100% natury to i jeszcze smak...no właśnie jaki? Jeśli jesteście ciekawi czy to przekąska dla Was to zapraszam! :)


Skład:


Wygląd i smak: Jak wygląda ciecierzyca to chyba pisać nie trzeba? Śliczne okrągłe kuleczki, które aż proszą się o zjedzenie! Te prażone dodatkowo mają fajne plamki, które dodają im jeszcze +10 do uroku ;) Ja je uwielbiam, a jak są jeszcze tak ślicznie zapakowane jak tutaj to jeszcze bardziej chce się spróbować! Pierwsze co poczułam po otwarciu to piękny, orzechowy aromat, taki, jaki pojawia się podczas prażenia. Uwielbiam ten zapach, bo od razu kojarzy mi się z moją słabością - masłem orzechowym ;) Cóż, te kuleczki pachną właśnie lekko masłem orzechowym, a więc bez większego gadania przechodzę do sedna czyli ich smaku! Cóż...jest on unikalny i wyjątkowy. To połączenie ciecierzycy, masła orzechowego i jednocześnie czegoś ''mącznego''. Są BOSKIE i to chyba moja najukochańsza przekąska na świecie! Co tam chipsy, prażynki, paluszki czy popcorn! To prażona ciecierzyca rządzi :D Jest lekko muląca przy czym bardzo syta. To przysmak, który przynajmniej raz w życiu trzeba spróbować! Polecam :)


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie - Tak!

środa, 18 stycznia 2017

Wegańska wędlina rustykalna Vantastic Foods

Dziś zapowiada się wspaniały dzień z moją przyjaciółką w kinie i na zakupach! Oby pogoda dopisała i komunikacja miejsca nie zawiodła z dojazdem ;) Mam nadzieję, że i Wy spędzicie ten dzień przyjemnie i aktywnie! Tak przecież najfajniej :)

Nie jestem zwolennikiem wegańskiego ''mięsa'', ale czasami z ciekawości kupię jakąś ''szynkę'', ''burgera'' czy ''kurczaka''. Lubię takie nowinki i bardzo cieszę się, że można takie produkty kupić bez problemu nawet w zwykłych marketach. Co prawda nadal nie możemy dorównać innym państwom, ale i tak uważam, że na przestrzeni ostatnich lat nasz rynek super się rozwinął! Oby tak dalej :) Dziś mam dla Was kolejny przysmak od Vantastic Foods :) Tym razem będzie to wegańska ''szynka'' w stylu rustykalnym. Z jednej strony straszne, a z drugiej...? Zapraszam do czytania! :)


Skład:



Wygląd i smak: Już na pierwszy rzut oka ta wędlina mnie nieźle wystraszyła i zniechęciła do siebie ;) Cóż, nie da się oszukać, że wygląda IDENTYCZNIE jak mielonka znana mi z dzieciństwa i serdecznie znienawidzona po dziś dzień. Moi rodzice lubią ją, a ja na sam zapach czy nawet wygląd jej w lodówce mam niemiłe odczucia (delikatnie mówiąc). Podchodziłam do niej jak pies do jeża, ale nie mogłam się poddać i w końcu ją otworzyłam. Zapach? Niestety dla mnie nie przyjemny, bo bardzo zbliżony do mielonki. Pachniała może mniej tłuszczem, ale nadal bardzo podobnie. Była lekko tłustawa, ale śmiesznie giętka w konsystencji. Zabawna sprawa, a z drugiej straszna :D Smak? Najpierw dałam do spróbowania ją mamie, bo sama nie chciałam zaczynać. Ona stwierdziła, że niezła, ale jadała lepsze. Po takiej opinii mniej już obawiałam się o autentyczność smaku :D Moje odczucia? Nawet smaczne, ale to nadal nie moja bajka :) Smak jednak zbyt bardzo realistyczny, ale na szczęście nie miał za dużo wspólnego z mielonką. Trochę tłusta, śmiesznie galaretkowata i nawet smaczna. Z wegańskim serem i ketchupem na kanapce potrafiła na prawdę posmakować! Solo jednak kompletnie przeciętna i wolę moje salami od Polsoji ;) Jeśli Wy jednak lubiliście bądź lubicie takie wędliny i szukacie alternatyw - polecam!


Podsumowując:
7/10
Cy kupie ponownie? - Być może


wtorek, 17 stycznia 2017

Raw energy apricot&cashew (Bombus natural energy)

Jeżeli miałabym wymieniać owoce suszone które lubię najbardziej to zdecydowanie postawiłabym na śliwki i morele. To właśnie one najbardziej kojarzą mi się z zimą, kiedy to świeżych owoców jest mało, a ja często sięgam po te suszone :) Ponad to z moimi problemami z refluksem, morele idealnie mi pomagają! łagodzą one bowiem nadkwasotę i niwelują nasiloną zgagę. Jaki z tego wniosek? Jedzmy suszone morele! :D

Marka Bombus natural energy postawiła na morelowego raw batonika, który urozmaiciła o przepyszne i moje ulubione orzechy - nerkowce. Wiem, że mają one wielu zwolenników i myślę, że ten batonik nadawał by się dla wielu z nich :) Ciekawi jakie mam odczucia do tego smaku? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Pomarańczowe i pełne entuzjazmu opakowanie od razu mnie zaciekawiło. Lubię jak coś ma takie ciepłe i żywe kolory, bo od razu wydaje mi się, że będzie wyśmienite w smaku i mnie powali. Niestety nie zawsze się to sprawdza i często przez ten głupi element trafiam na prawdziwe buble ;) Ale wiem, że nie tylko ja tak mam więc zawsze warto najpierw poszukać recenzji w internecie! Jak wypada ten? Zacznę od tego, że zaczął mnie już zaskakiwać po samym otwarciu. Tłuściutki, miękki i taki ''smooth'' - chyba najbardziej miękki ze WSZYSTKICH raw od tej firmy :) Więc jeśli dla kogoś zwykłe batoniki są za twarde to ten będzie idealny. Zapach piękny, wyraźnie morelowy z nutą nerkowców. Powiem Wam, że jest to combo idealne i na prawdę warte powtórzenia...na przykład w porannej miseczce ;) Smak? POWALAJĄCY i mówię to z ręką na sercu. Smak moreli jest boski, soczysty i bardzo naturalny. Jeśli ktoś jest ich fanem, tak jak ja, to będzie równie wniebowzięty! Nerkowce są w ogromnych, ale to gigantycznych kawałkach i wnoszą wiele do smaku. Niby delikatne, ale z swoich osobistym urokiem :) Batonik ideał i na pewno do ponownego kupienia - polecam!


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 5 zł eko sklepy, Tesco, Auchan
Czy kupię ponownie? - Tak!