niedziela, 26 lutego 2017

Czosnkowe kuleczki mielone BeVege + recenzja

Witam Was w niedzielny dzień! U mnie zapowiada się bardzo dużo nauki, ale i tak postaram się zrobić trening, co by się lepiej spało przed poniedziałkowym dniem :D Wpadają też dziś korepetycje, a wyjście na tą pogodę nie zachęca...dlatego trzeba doładować się pysznym jedzonkiem!

Kto lubi warzywne kotleciki/burgery? Ja często takie zajadam, bo to fajna forma do przemycenia strączków i innych warzyw :) Przecież nie zawsze ma się ochotę na warzywa w postaci surowej, a taki kotlecik to świetna alternatywa. Dziś mam przepis z wykorzystaniem ''mielonego'' od BeVege, którego recenzja pod przepisem! Kto głodny? Zapraszam :)


Składniki/1 porcja/:
♥150 gramów ''mielonego'' BeVege
♥1 łyżeczka suszonej cebulki
♥1 łyżeczka suszonego, granulowanego czosnku
♥odrobina pieprzu
♥1 łyżeczka słodkiej papryczki

''Mielone'' od BeVege przełożyć do miseczki, dodać przyprawy oraz dokładnie ugnieść. Dzięki dodatkowi białka jaja, ''mielone'' z BeVege klei się i z łatwością można uformować kuleczki! To świetna opcja, bo nie trzeba się wiele narobić i nabrudzić :) Kuleczki starajmy się formować lekko zwilżonymi rękoma, gdyż w tedy jeszcze lepiej się sklejają.

Gdy kotleciki z naszego ''mielonego'' będą gotowe, smażymy je na patelni bez dodatku oleju.
Smacznego!





A teraz czas na recenzję :)


Skład:



Wygląd i smak: Wygląd ewidentnie adekwatny do nazwy, bo rzeczywiście jest to ''mielone'' ;) Jedyne co mnie zaskoczyło, to kolor. Bardzo jaśniutka masa, która bardziej przypomina białko jaja niż prawdziwe ''mielone''. Zapach? Bardzo subtelny, ale z nutką ostrości. Nasze ''mielone'' ma już w sobie podstawowe przyprawy, ale lepiej smakuje jeszcze mocniej doprawione :) Ma w sobie też olej, a więc nie wymaga jego dodatku przy smażeniu/pieczeniu - dla mnie super! Świetnie się klei i formuje, wystarczy zgnieść w łapkach i gotowe :) Smak? Bardzo dobry i na szczęście pozbawiony jajecznego posmaku! Smakuje bardziej jak coś z grochem :) Polecam, bo to fajna ciekawostka! 


Podsumowując:
10/10!
Cena - ok. 5 zł Auchan, Netto
Czy kupię ponownie? - Tak


sobota, 25 lutego 2017

Veggie Protein Veggie Mix (biozona.pl)

No i mamy sobotę! Można sobie trochę poleniuchować ;) Ja na szczęście ominęłam tłusty czwartek i dojadanie pączków/faworków w piątek, a więc mam dużo energii na dzisiejsze wyzwania. Zamiast pączka lepiej zjeść proteinową, warzywną przekąskę veggie protein! To fajna sprawa i odmiana dla typowo słodkich batoników czy słonych przekąsek w postaci chrupek. Ja swojego zjadłam do zupy krem, która smakowała z nim...jak? Jeśli jesteście ciekawi smaku tego przysmaku to zapraszam do czytania!

PS Pojawią się tutaj teraz nowości od sklepu www.biozona.pl :) Mam nadzieję, że się cieszycie!


Skład:



Wygląd i smak: Niepozorny i leciutki batonik/chrupek, który już nie raz kusił mnie ze sklepowej półki. Jakoś nie jestem przekonana do słonych przekąsek, a więc dlatego tak długo nad nim rozmyślałam, ale jednak nadarzyła się okazja i mogę go dla Was spróbować :) Opakowanie bardzo ładne, kuszące i przedstawiające całą prawdę o batoniku. Skład również jest bardzo pozytywny, co cieszy, że nawet słone przekąski w biegu można zjeść zdrowo! Batonik dodatkowo jest proteinowy, a więc może stanowić szybkie doładowanie po treningu czy podczas męczącego dnia w pracy/szkole.

No cóż, a jak batonik prezentuje się w środku? Zacznę od tego, że składa się z 2 płaskich części. Są one twarde, ale nie łamią zębów ;) Pod ich naciskiem stają się kruchutkie i rozpuszczają w ustach. Pięknie pachną, a co najważniejsze nie trąci od nich chemią! Kto lubi przyprawę ''vegetę''? Te tutaj batoniki właśnie ją przypominają, ale bez tej tony soli ;) Ponad to znajdziemy tu chia, które dodadzą zdrowych tłuszczy. 

Smak? Boski! Na samym początku urzekła mnie struktura batonika. Była niczym kruche maślane ciasteczka, ale w wersji słonej i o wiele zdrowszej. Smakował mi jak jarzynka, którą kiedyś potrafiłam wyjadać łyżkami. Pyszna sprawa! Myślę, że jako przekąska świetnie się nada, ale jeszcze lepszą opcją będzie jego dodanie do obiadu. Ja wykorzystałam tego batonika jako dodatek do zupki krem i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę! Polecam fanom chrupaczy, nawet tych słodkich ;)


Podsumowując:
10/10
Cena - 4,80 zł tutaj, Auchan, Piotr i Paweł...
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 24 lutego 2017

Pasztet wegański prowansalski VeggieBel

Piąteczek! Nie ma to jak wrócić szybko do domu, zrobić przyjemne rzeczy i troszkę wyluzować :) Chyba obejrzę sobie jakieś romansidło aby się odstresować :D

Lubicie zioła prowansalskie? Ich dodatek potrafi zdziałać cuda w daniach z makaronem, pizzy, zapiekankach czy w surówkach/sałatkach! Uwielbiam tą przyprawę i sypię ją nawet do surowych warzyw na potęgę ;) Jest to przyprawa bardzo uniwersalna i aromatyczna. W moim domu jestem jej jedyną fanką, ale mnie to nie przeszkadza - więcej dla mnie :) Dziś przychodzę do Was z recenzją pasztetu wegańskiego prowansalskiego od firmy VeggieBel, którą opisywałam tutaj. Jak wypadnie? Zapraszam! :)

Skład:


Wygląd i smak: Pierwsze co urzekło mnie w pastach od VeggieBel to te piękne i urocze malutkie słoiczki :) Nie dość, że one są boskie same w sobie, to jeszcze grafika jest bardzo kusząca, kolorowa i zwracająca uwagę. Jako kobieta zwracam wielką uwagę na takie elementy i jestem przekonana, że nie tylko ja tak mam ;) Pasta zapowiadała się pysznie nawet po przeczytaniu składu. Prosty, bez udziwnień i z niską zawartością kalorii - można zajadać bez wyrzutów sumienia nawet na jakiejś diecie! Ja tam na diecie nie jestem, ale czasami lubię zjeść coś lekkiego :) Szybko zabrałam się za otwieranie słoiczka, aby dobrać się do prowansalskich smaków. Kolor? Pięknie czerwony, z kawałeczkami czerwonej fasoli i ciecierzycy, które nadawały ciekawej struktury. Ponad to kolor zawdzięczamy też papryce i pomidorom - wszystko co lubię! Zioła prowansalskie wydobywały z pasty najlepsze aromaty, a miks warzyw, z których powstała jeszcze bardziej. Pasta była bardzo kremowa, łatwo się rozsmarowywała, a co najważniejsze nie była sucha i krusząca się! Nie znoszę past, które są suche jak wióry, bo nie da się ich jeść :( Ta była zupełnie inna, wręcz idealna. Smak? Boski! Dobrze doprawiony i wyraźny w smaku. Oregano, tymianek, kolendra...to dawało moc! Jeszcze miks moich ulubionych strączków i papryka z koncentratem pomidorowym...delicje. Myślę, że to jeden z lepszych słoiczkowych pasztetów jakie jadłam i z czystym sumieniem polecam! Ja na pewno do niego wrócę :)


Podsumowując:
10/10
Cena - 7,50 zł
Czy kupie ponownie? - Tak

czwartek, 23 lutego 2017

Nakd Nibbles Fruit Salad

Jak tam w czwartek? Już bliżej weekendu? Ja niestety dziś w szkolę siedzę aż 8 godzin plus 2 godziny po za domem, a więc będzie źle...ale cóż, trzeba się przemęczyć. Mam nadzieję, że u Was będzie bardziej pozytywnie!

Dziś mam dla Was nowość od Nakd, która już zawitała w niektórych miejscach w Polsce! Ja swój smakołyk dostałam w prezencie od wspaniałej Patrycji, której baaardzo dziękuję! Lubię próbować takie nowinki, a jeśli są wegańskie to jeszcze bardziej :) Nakd bardzo lubię i cenię sobie ich batoniki, a więc do tego przysmaku miałam same pozytywne przypuszczenia. Czy tak też się okazało? Czy pobiły moje lubiane raw batoniki od Nakd? Zapraszam! :)


Skład:


Wygląd i smak: Strasznie spodobała mi się taka forma wegańskiego batonika. Te malutkie kuleczki od razu skradły moje serce, a ja miałam miliony sposobów, jak je wykorzystać :) Zjeść jako posypka do kaszy, jako samodzielna przekąska czy element sałatki owocowej? Padło na solo, aby jak najlepiej poczuć smak. Skład bardzo zachęcał, bo zawierał wszystko to co lubię, a dodatkowo moją chrapkę na nie potęgowało prześliczne opakowanie w cudnym kolorze - takim delikatnym i dziewczęcym. Po otwarciu pierwsze co poczułam, to silny aromat owoców lata. Jakby takie malinowo-truskawkowe klimaty, które od razu mi się spodobały. Ponad to ten malutki rozmiar...wszystko takie urocze! :D Jednak na tym zachwyty się skończyły, bo po spróbowaniu pojawił się wielki zawód...dlaczego? Zacznę od tego, że niestety nie wyczułam żadnych owoców. Tylko słodycz i dziwny, jakby sztuczny posmak gumy balonowej. Nie znoszę gumy balonowej i słodyczy o jej smaku, a więc ten przysmak nie przypadł mi do gustu. Aromat był silny i bardzo sztuczny...nie podobny do innych spod marki Nakd! Bardzo się zawiodłam i tym smakiem zniechęciłam do innych :( Jeśli chodzi o mnie to tego smaku nie polecam, ale kto wie...może inne są przepyszne? :)


Podsumowując:
5/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 22 lutego 2017

COCOA migdały w czekoladzie (bioindygo.pl)

Jeśli dziś nie zaaplikuję sobie coś iście kakaowego to zwariuję! Wahania ciśnienia rozsadzają mi dosłownie głowę, a więc jestem prawie nie żywa :( Ale czekolada potrafi dobrze dodać kopa, a że mnie nagle wzięła na nią ochota to korzystam! Dziś padło na migdały w surowej czekoladzie, które chciałam spróbować od dawna :) Kocham migdały, kocham surową czekoladę, a więc nie mogło być nie smacznie :) Na blogu są już jedne orzechy w tejże czekoladzie, a mianowicie orzechy laskowe, których recenzję macie tutaj. Czy te tez mnie zachwycą? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Mała, niepozorna, czarna paczuszka, która skrywa w sobie ogromne migdały w polewie czekoladowej. Uwielbiam bakalie w czekoladzie, a orzechy już w szczególności! Migdały często jadałam, ale w czekoladzie mlecznej, a nie gorzkiej surowej. Surową czekoladę kocham najbardziej na świecie, a więc wiedziałam, że to będą moje smaki...czy tak też się okazało? Zacznę od samego zachwytu nad ich rozmiarem, bo były na prawdę OGROMNE. Każdy migdał dokładnie oblany grubą warstwą czekolady, która pachniała tak pięknie, że miałam ślinotok od samego otwarcia paczki :) Szybko zabrałam się za jedzenie i...odlot! Delicje :) Migdały okazały się strzałem w dziesiątkę. Czekolada była chrupiąca, dokładnie oblewała migdały i błogo rozpuszczała się w ustach po ugryzieniu. Migdały natomiast świeże, chrupiące i w skórce, która nadaje im tego ''charakterku'', który lubię :) Były tak soczyste, że aż wytwarzały ten naturalny ''soczek'' przy gryzieniu - yum!
Pyszne i zdrowe, to na pewno lepsza alternatywa od czekolady mlecznej z orzechami :) Polecam, bo czasami warto zapłacić więcej i zjeść rzadziej, a  nie faszerować się tanizną i chemią :) 


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak



wtorek, 21 lutego 2017

Wegańskie placuszki daktylowe

Wtorek zapowiada się u mnie okropnie, ale mam na to radę! Przecież najlepszą opcją jest doładowanie się zdrowym i pysznym jedzonkiem, które dziś chciałabym Wam zaprezentować :) Jestem totalnie plackową dziewczyną i bardzo często je jadam. Słodkie, wytrawne, placki czy naleśniki...uwielbiam wszystkie i każdy rodzaj oczywiście weganizuję ;) I wiecie co? Takie smakują mi bardziej oraz ZAWSZE wychodzą! Smażą się bez większych problemów, a ja nie muszę wyrzucać masy na ciasto czy ku@# przy patelni :P

Uwielbiam połączenie daktyli i bananów, a jeśli zamknąć to wszystko w plackach? Zapraszam :)


Składniki/1 porcja/:
♥2 średnie banany
♥80 gram mąki (u mnie pszenna pełnoziarnista)
♥szczypta soli
♥szczypta cynamonu
♥szczypta proszku do pieczenia
♥woda do uzyskania odpowiedniej konsystencji


Daktyle pozbawić pestek, zalać gorącą wodą - odstawić na jakieś 20 minut.
Do miski wrzucić 2 dojrzałe banany i rozgnieść na papkę pozbawioną grudek. Gdy banany będą już odpowiednio zgniecione. Daktyle odsączyć z wody, dodać do bananów i ponownie bardzo dokładnie zgnieść. Dosypać mąkę, cynamon, proszek do pieczenia, sól i ponownie mieszać. Następnie dolać wody, ale stopniowo aby nie wyszła nam zbyt lejąca masa. Ja zawsze dodaję na oko, tak aby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany :) Polecam wodę gazowaną, bo fajnie napowietrza ciasto i placuszki są lekko puchate. Masę smażyć na dobrze rozgrzanej patelni z obu stron na złoty kolorek :) Smacznego!



poniedziałek, 20 lutego 2017

Baton bakaliowo-warzywny Niko Oho Idea Natura

Poniedziałkowy poranek zaczynamy z warzywnym akcentem na słodko! Dziś mam dla Was ostatniego już batonika od Oho Idea Natura :) Jeśli czytaliście mogę poprzednie posty to wiecie, że nowościami jestem absolutnie zachwycona :) Firma, jak zawsze, spisała się na medal i liczę na nowe smaki, bo są na prawdę pyszne :) Jeśli lubicie eksperymenty to coś dla Was :) Taka warzywna odmiana na słodko jest super, a ja się już o tym przekonałam nie raz :)

Zapraszam Was też na poprzednie recenzje nowych produktów - Aria, Pakuri i Totobi. A teraz do recenzji!


Skład:



Wygląd i smak: Od wielu lat burak jest moim wielkim wrogiem. Nie macie pojęcia jakie było moje przerażenie, gdy zobaczyłam go w batonie owocowym! No bo jak? Z burakiem? Nie...
Jednak, że ja nowinki kocham i ciągnie mnie do nich jak ćmy do światła, nie mogłam popuścić i batonik został spróbowany! Buraki jestem w stanie zjeść tylko w formie chipsów, ale teraz się dowiedziałam, że jest ich nowa forma jaka mi smakuje...tak, tak, batoniki :D A teraz czas opisać doznania!

Zacznę od opakowania, które spodobało mi się chyba najbardziej ze wszystkich. Piękna purpura i zadziorny pirat Niko, który chroni swojego skarbu jakim jest batonik. Skoro taki twardziel musi chronić smaku tego batona, to to musi być coś! I tak jest :) Same pozytywy zaczęłam dostrzegać już po zerwaniu papierka. Piękny zapach, piękny kolor...wszystko boskie i kuszące. Batonik był bardziej miękki i plastyczny niż Aria, która jest z tej samej serii, ale mnie konsystencja jakoś szczególnie nie robi różnicy. Lubię takie i takie batoniki. Zapach? Bardzo słodki, intensywnie rodzynkowy i kuszący. O dziwo nie czułam tego strasznego ''słodkiego'' zapaszku buraków, a więc nie wahałam się nad pierwszym gryzem. Smak? POEZJA i totalne ZASKOCZENIE! Czemu? Bo to zupełny odlot :) Nie znajdziemy tu karmelowych daktyli, a morele, rodzynki, jabłka oraz wspomniane wcześniej buraczki :) Całość uzupełniona jest jeszcze o bardzo smaczny dodatek kruszonego ziarna kakaowca, które wdało trochę chrupkości. Super połączenie, nie czuć buraczków, a za to batonik ma piękny kolorek fioletu :) POLECAM!


Podsumowując:
100/10!
Cena - 5,50 zł tutaj, ekologiczne sklepy
Czy kupię ponownie? - Tak

niedziela, 19 lutego 2017

Veggie Bel

Witam Was w niedzielę! Dziś bardzo aktywnie, ale pozytywnie :) Mam nadzieję, że nie dopadną mnie żadne stresy i Wam życzę Tego samego! Ktoś chętny na nową dawkę nowości? ;)

Niedawno na nasz rynek weszły produkty od firmy Veggie Bel. Jest to firma, którą prowadzi przemiły Pascal. Jego założeniem jest wprowadzenie do diety ludzi większej ilości roślinnych produktów, które mają zbawienny wpływ na nasz organizm i ducha :) To nie tylko myślenie o sobie, ale i też o środowisku i naszych mniejszych kolegach - zwierzakach! Veggiebel ma zupełnie inne podejście. Produkty Veggie Bel są nie tylko ekologiczne, ale również bardzo zdrowe i prawie wszystkie nasze produkty są dietetyczne, z minimalną ilością oleju i bez cukru. Pracują z czystych surowców, które mają wysoki poziom białka i doskonałą wartość energetyczną. Czyli produkty idealne? To się okaże! Najfajniejsze we wszystkim jest to, że Pascal jest nie małym buntownikiem. Pochodzi on z rodziny rzeźników (sic!), ale wykazał się swoją silną wolą i miłością do zwierząt i pokazał, że da się bez mięsa :) Wegańskie produkty dostępne na rynku, są dobre dla wegan, ale dla ludzi którzy chcą, zmienić swoje nawyki żywieniowe , może okazać się że będą mieli z tym trudności ze względu na smak , konsystencję , czy wrażenie sytości . Ich produkty są całkowicie inne od tych dostępnych do tej pory na rynku i bardzo przypominają smaki oryginalne. Brzmi kusząco? Zobaczcie co będę dla Was testować!



♥Hummus tradycyjny
♥Hummus pesto pomidorowy
♥Pasztet wegański tradycyjny
♥Pasztet wegański prowansalski
♥Pasztet wegański z jabłkami
♥Amerykańską pastę 



♥Wegański sos Spaghetti
♥Wegańskie chili sin carne
♥Wegański kebab


Brzmi kusząco i pysznie :) Niedługo zaczną napływać posty, a więc mam nadzieję, że Was zainteresuję! Warto wspierać roślinne firmy, aby nasz rynek tylko się rozrastał i rozrastał. To nie znaczy, że każdy ma nie jeść mięsa, ale fajnie jak osoby na diecie tradycyjnej sięgają od czasu do czasu po coś wegańskiego :)



sobota, 18 lutego 2017

Pasztet pieczony z ziarnami BeVege

Witam w tą piękną sobotę! Co prawda pogoda nie jest do końca idealna, ale można się już cieszyć dłuższym dniem i przebitkami słońca :) Nie macie pojęcia jak cieszę się, że mam te 2 dni spokoju i mogę odetchnąć, bo poprzedni tydzień był bardzo aktywny i stresujący.

Pamiętacie produkty BeVege, które opisywałam w czwartek? Dziś czas na pierwszą recenzję! Na pierwszy ogień poszedł pieczony pasztet, bo bardzo lubię roślinne pasztety i wszelkie pasty :) Goszczą u mnie prawie codziennie, a więc nie było opcji aby ten musiał długo czekać! Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Już po samym opakowaniu wiedziałam, że ten pasztet to będą moje smaki. Pełno ziaren, pestek i ten piękny kolorek suszonych pomidorów...bosko! Szybko przeczytałam skład i tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu :) Zacznę od samego opakowania i formie zabezpieczenia produktu. Pasztet jest owinięty w papier, a cały znajduje się w drewnianej podstawce, która chroni go przed zniszczeniem. Ponad to chroni go też folia, a więc nie spłaszczy się na naleśnika podczas wracania z zakupów :) Moje mimo, że były strasznie poturbowane przez kuriera, to były w całości i bez większych uszczerbków w prezentacji. 

Po otworzeniu pasztetu, pierwsze co poczułam to cudowny aromat koncentratu pomidorowego i prażonych ziarenek. Jest ich duże bogactwo, bo znajdziemy siemię lniane, słonecznik i pestki dyni. Lubię takie chrupiące elementy, a więc wielki plus! Pasztet nie był przesadnie tłusty, co często się niestety zdarza oraz nie kruszył się nic, a nic. Konsystencja okazała się idealna, bo bardzo wygodna do krojenia, lekko kremowa i bardzo zachęcająca. 

Smak? Totalne zaskoczenie! Pasztet smakował jak połączenie warzywnej pasty z kremowym serkiem :D Lekko puszysty, baaaardzo kremowy, intensywnie pomidorowy i chrupiący od ziarenek :) Tak mi zasmakował, że jadłam go bez chleba. Stanowił super opcję dodatku do obiadu i tak też moje pasztety wykorzystałam! Pasztet posmakował bardzo mojemu tacie, który roślinnymi zamiennikami gardzi, a więc to coś znaczy :) Fajna rzecz, ale żałuję, że nie wegańska...może kiedyś się to zmieni? Oby! Ale produkt godny polecenia :)



Podsumowując:
10/10
Cena - ok. 5 zł Auchan, Netto, Intermarche...
Czy kupie ponownie? - Tak

piątek, 17 lutego 2017

Nakd Banana Bread

No i mamy wyczekany piątek! To teraz mój ulubiony dzień w szkole, bo zajęcia w szkole kończę o 12.50 :D Może i idę na tą 7.00 do szkoły, ale przynajmniej mam więcej dnia  nie wracam padnięta do domu. Wpada więc trening, dobra szamka i zdrowe słodkości - oczywiście w postaci batonika :)
Dziś mój wybór padł na chlebek bananowy zamknięty w batoniku :) Kocham bananowe smaki, a chlebek bananowy to mój ulubiony wypiek! Batonika kupiła mi mama kiedy była w Anglii i bardzo dziękuję jej, że chciało jej się szukać tego smaku po całym sklepie, kochana ♥ Ktoś ciekawy czy ten mały słodziak jest choć trochę podobny do słynnego ''banana bread''? ;) Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: To chyba najmniejszy batonik Nakd z jakim miałam styczność. Malutki, leciutki i niezwykle mało kaloryczny, bo jedynie 94 kalorie w jednej sztuce! Nie idzie się tym szczególnie nasycić, ale jako zastępca ''nielegalnych'' słodyczy będzie jak znalazł :) Miałam do niego ogromne oczekiwania, bo bardzo lubię chlebek bananowy i miałam nadzieję, że ten oto maluch będzie tak smakował. Jednak po szybkim zerknięciu na skład wiedziałam, że nie mam na co liczyć ;) To będzie raczej zwykły, bananaowy batonik z daktylami jakich wiele...i tak też się okazało. Zacznę od samego zapachy, który był bardzo bananowy. Aromat suszonych bananów objął prowadzenie nad innymi dodatkami, a więc spodziewałam się bananowej eksplozji już po pierwszym gryzie. W masie batonika widać było płatki owsiane, orzechy  kawałki suszonych bananów, co mnie bardzo ucieszyło. Lubię jak coś chrupie mi między zębami :) Smak? Bardzo zwykły, typowo bananowo-daktylowy, ale poprawny i smaczny. Troszkę się zawiodłam, bo liczyłam na coś innego, a w sumie dotałam bardzo popularną, nudnawą przegryzkę. Myślę, że batonik byłby lepszy gdyby nie miał tych płatków owsianych, bo moim zdaniem lekko gryzły się z całością. Ogólnie fajne, ale takie zbyt pospolite...Chyba pozostanę przy innych raw łakociach :)


Podsumowując:
8/10
Cena - dostałam
Czy kupię ponownie? - Tak, jak spotkam w PL

czwartek, 16 lutego 2017

Wegetariańskie produkty BeVege!

Hej, hej! Ktoś ciekawy nowości z wegetariańskiej półki? ;) Ostatnio na rynku pojawiła się absolutna nowość, a mianowicie wegetariańskie produkty marki BeVege! :) Firma napisała do mnie abym przetestowała ich nowe smakołyki oraz wymyśliła z ich udziałem ciekawe przepisy, a więc na pewno niedługo się takie posty pojawią :)

Co to w ogóle za marka? BeVege to firma produkująca produkty wegetariańskie, które mają na celu zmniejszyć ilość spożywania mięsa przez polaków, poprawę zdrowia oraz dobry wpływ takiej diety na nasze samopoczucie :) Ich produkty są w 100% wegetariańskie, bez konserwantów i sztucznych barwników/aromatów, a przy tym mają zachowaną pełnię smaku! :) Czyż nie brzmi wspaniale? Moje serce rośnie gdy widzę coraz to więcej roślinnych nowości w sklepach i oby tak więcej :) Teraz zapraszam do zapoznania się z ofertą, która jest na prawdę bogata! Ja nie dostałam wszystkich produktów, ale i tak postaram się je Wam opisać najlepiej, jak potrafię :)


Do testów otrzymałam:
♦Wegetariańskie ''mielone''
♦Wegetariańskie parówki burrito
♦Wegetariański pasztet z ziarnami
♦Wegetariańską pastę pomidorowo-paprykową


Zapowiada się pysznie - prawda? ;) Już w następnym tygodniu pojawią się pierwsze testy i mam nadzieję, że spodobają się Wam ich produkty! 
Smacznego i do zobaczenia :)

środa, 15 lutego 2017

Pasztet wegański z żurawiną (Bionaturalfit)

Wczoraj czekolada, a dziś pasztet! No cóż...trzeba jakoś te smaki wymieniać ;) A, że kobieta zmienną jest to dzisiaj totalnie inaczej, ale nie oznacza, ze gorzej :) Polski rynek coraz bardziej mnie zaskakuje, bo coraz to więcej pojawia się wegański zamienników. Chyba najwięcej znajdziemy różnych past, hummusów czy właśnie pasztetów, które nawet pojawiają się na półkach zwykłych marketów. To strasznie cieszy i oby tak częściej i więcej! :)

Ja uwielbiam roślinne pasty i jadam je codziennie do obiadu. Moim ulubieńcem jest hummus, ale i dobrym vege pasztetem nie pogardzę :) Ten dodatkowo jest z ciecierzycy, a więc zapowiadało się pysznie. Czy tak też było? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Bardzo ładny i zgrabny słoiczek, który skrywa w sobie wegański pasztet z żurawiną. Połączenie niby popularne, ale dla mnie nie typowe i bardzo ciekawe. Lubię łączyć smaki wytrawne ze słodkimi, a więc tego eksperymentu się nie bałam, ba, byłam piekielnie ciekawa :) Szybki wgląd na skład, same pyszne składniki, a więc szybko otwieramy! Już po odkręceniu wieczka wiedziałam, że to będzie pyszne :) Zacznę od zapachu, który był bardzo aromatyczny. Wyraźnie czułam cebulkę, żurawinę i pieprz :) Bardzo ciekawa nuta, która od razu wywołała u mnie burczenie w brzuchu. Pasta miała dosyć suchą konsystencję, ale tak to jest przy produktach z małą ilością oleju w składzie :) Na szczęście była była bardzo kremowa i smarowna, a więc ta suchość nic mi nie przeszkadzała. Smak?   Intrygujący, lekko ostrawy i na prawdę bardzo dobrze doprawiony. Wyraźnie czułam żurawinę, która tylko podkręcała smak, ale i też podsmażaną cebulkę i sporą ilość pieprzu. Miałam też wrażenie, że czuje odrobinę jałowca, ale tego składnika w składzie nie znalazłam. Pasta świetnie sprawdza się na chlebie, waflach ryżowych czy krakersach ;) Fajna, bardzo kremowa, ale dla mnie ciut za sucha i pieprzna. Ogólnie warto spróbować, a ja sama chętnie jeszcze do niej wrócę :)


Podsumowując:
8/10
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 14 lutego 2017

Czekolada Lindt Creation Divine Hazelnut

Na ten bardzo pracowity i ciężki dzień przychodzę do Was z czekoladowym doładowaniem! ;) Czekolady podobno nigdy dość, a jeśli jeszcze uda się dobrą tabliczkę dorwać w promocyjnej cenie, to radość z jedzenia jest jeszcze większa :D Bardzo lubię markę Lindt i to chyba jedyne czekolady na rynku ( z tych, które jadłam), które jeszcze nie poleciały po kosztach i zmniejszyli swoją jakość. Jedyne pogorszenie smaku wyczułam w pralinkach Lindor, a reszta nadal smakuje ok - przynajmniej moim zdaniem.

Na blogu z tej serii pojawiło się już parę tabliczek, takich jak creme brulee, kokosowa czy inne, których recenzje możecie przeczytać tutaj :) Ciekawi jak wypadnie ta? Zapraszam! :)


Skład:



Wygląd i smak: Nie wiem jak robi to Lindt, ale ich tabliczki są zawsze tak pięknie zaprojektowane, że najchętniej kupiłabym wszystkie. Uwielbiam tą delikatność, dobrze dobrane kolory i elementy oraz samą grafikę, która zawsze przedstawia jakiś smakowity deser czy dodatek. Mają na prawdę piękne opakowania, która zawsze mnie skuszą :) Ta czekolada zapowiadała się pysznie, bo przecież większość czekolad z orzechami jest boska! Jeśli miałabym wybierać moje ulubione czekoladowe smaki to właśnie stawiałabym na orzechowe nuty. Tutaj dodatkowo jest pralina z migdałów i orzechów laskowych oraz same kawałeczki tych orzechów, a więc zapowiadała się cudowna rozpusta...czy tak też było? Zacznę od samych kostek, który były lekko wypukłe. Ich wnętrze skrywało kremową pralinę i chrupiące, maluteńkie skrawki orzeszków. Co prawda ja wolę te solidne, całe orzechy, ale tutaj one nie pasowały i te maleństwa mi się podobały. Zapach po zerwaniu papierka bardzo przypominał słynne pralinki Ferrero Rocher, które uwielbiam, a więc szybko zabrałam się za test smakowy. Czekolada okazała się ekstra mleczna, rozpływająca w ustach, ale zdecydowanie dla mnie za słodka. Ostatnio nie jadam takich słodyczy zbyt często, a więc już po jednej kostce bolały mnie zęby od cukru :D Jednak nie oznacza to, że mi ona nie smakowała! Wręcz przeciwnie, bo była pyszna. Środek to poezja, która również rozpływała się na języku i pieściła podniebienie. Orzechowa pralina i chrupiące orzechy...duet idealny :) Jednak nie pogardziłabym gdyby czekolada była  w wydaniu z czekolada deserową lub gorzką :)


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 6 zł (promocja)
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

poniedziałek, 13 lutego 2017

Wegańskie Carpaccio (Vantastic Foods)

Poniedziałek, ech - czemu to wolne tak szybko mija? Dziś zapowiada się strasznie aktywny dzień, a jeszcze bardziej aktywny będzie wtorek! Prawie 11 godzin poza domem - umrę :( Cóż, ale trzeba zacisnąć zęby i iść na przód. Mam nadzieję, że dzisiejszy sprawdzian i kartkówka pójdą mi dobrze :) Trzymać kciuki!


Dziś mam dla Was dosyć ciekawy produkt, który z jednej strony mnie zaciekawił, a z drugiej obrzydził na maksa. Mowa o wegańskim carpaccio, przysmaku Włoskim, który łatwo można zweganizować :) Często spotykam się z takimi przeróbkami jak carpaccio z buraka, pomidora czy z marchewki, jednak ten tutaj prezentowany jest z seitanu, które nazywane jest ''wegańskim mięsem'' :) Jak to wypadło smakowo? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Jak wygląda carpaccio to chyba pisać nie muszę? ;) To nic innego jak bardzo cieniutko pokrojone plasterki, które zajadać się głównie solo z minimalistyczną ilością dodatków. To raczej nie są moje klimaty smakowe, ale takiej nowinki raczej się nie odpuszcza :D Szczególnie jeśli się jest taką ciekawską bestyjką jak ja! Dobrze, zacznę od samego zapachu tego carpaccio po otworzeniu opakowania. Było bardzo specyficzne, lekko mdłe i dziwnie doprawione. Nie był to kuszący aromat, a raczej przerażający. Sama nie wiedziałam czego się spodziewać i bałam się powtórki z bezsmakowych kotletów sojowych z torebki. Konsystencja plasterków była bardzo gumiasta, mało apetyczna i ciągliwa. Nie wiedziałam jak to cudo zjeść, a więc padło na wafle ryżowe z tym ciekawym dodatkiem oraz próba ''solo''. Jadło się to raczej ciężko, bo było piekielnie słone. Sól wręcz paliła mnie w kąciki ust, a tego bardzo nie lubię. Realistyczne w smaku, o mięsno-dymnym posmaku i paskudnej, gumowej formie. Miałam wrażenie, że jem jakieś mięsne żelki...cóż nie moja bajka. Z dodatkiem warzyw i ketchupu dało się jakoś zjeść, ale raczej do tego nie wrócę!


Podsumowując:
5/10
Cena - ok. 13 zł
Czy kupię ponownie? - Nie