sobota, 25 marca 2017

Baton śliwka-cynamon-orzech włoski Zdrowie w Tobie

Witam w ten piękny, weekendowy dzień! Dziś mam gościa, który przyleciał do nas z Holandii i bardzo cieszę się na jego wizytę :) Tym gościem jest moja ciocia, która zawsze ma dla mnie tyle ciekawych informacji z tego kraju, że mogłabym słuchać ją godzinami. Holandia z jej opowieści jest piękna i wyjątkowa! Mam nadzieję, że kiedyś tam pojadę :)


Pamiętacie batoniki Zdrowie w Tobie? Opisywałam je w tym poście i zapowiadałam ich recenzje...dziś właśnie czas na jednego z batoników! Jako pierwszy kandydat na smakowanie, padło na wersję śliwkową, która kusiła mnie najbardziej. Kocham zestawienie śliwek z cynamonem...ba, ja kocham śliwki, a więc wszystkie słodycze z nimi mi smakują. Czy ten batonik mnie zaskoczył? A może rozczarował? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od tego, że opakowanie batoników tej firmy jest urocze :) Może mało praktyczne, bo ciężko batonika się rozpakowuje, ale grafika jest piękna i taka słooodka! Niby nic, ale ta narysowana śliwka, która kojarzy mi się z podkładkami do kawy mojej mamy (ma na nich takie fikuśne owocki narysowane), które obie bardzo lubimy :) Zaletą tego przeźroczystego opakowania jest to, że śmiało możemy zobaczyć, jak nasz batonik się prezentuje. Jak widać, tej jest bardzo ciemny z wyraźnymi elementami ziaren i orzechów. Ponad to jest ciężki, solidny i jest się w co wgryźć! No to gryziemy ;)

Zacznę od zapachu, który był tak cynamonowy, że ślinka leciała mi już po pierwszym powąchaniu tego cudeńka. Śliwki, cynamon i orzechy...czy tu można coś zepsuć? ;)
Batonik okazał się bardzo miękki, lekko tłustawy i plastyczny. Łatwo się go gryzło, a każdy kęs wręcz rozpływał się w ustach. Smak? POEZJA! To chyba jeden z najlepszych raw batoników jaki kiedykolwiek jadłam! Śliwki smakują jak świeże węgierki, cynamon podkręca smak, a orzechy nadają cudownej chrupkości. Batonikiem idzie się najeść i pokonać głód! Boski, pyszny i godny polecenia :)


Podsumowując:
100/10!
Czy kupię ponownie? - Tak ♥

piątek, 24 marca 2017

Ichoc Super Nut - wegańska czekolada mleczna z orzechami laskowymi

Piąteczek! Ten weekend zapowiada się świetnie, a więc mam nadzieję, że dzień w szkole zleci mi szybko i będę mogła się oddać małym przyjemnościom :) Dziś na pewno wpadnie trening, a jak! Wczoraj musiałam sobie go odpuścić, ale dziś już się nie dam. Chyba...bo niby w szkole jestem krótko, ale jadę o nieludzkiej godzinie :/

Coś mnie ostatnio naszło na czekoladowe posty, ale fotki zalegają wraz z recenzjami więc trzeba publikować :) Dziś padło na wegańską czekoladę z orzechami laskowymi od Ichoc :) To chyba najpopularniejsze wegańskie czekolady i wcale się temu nie dziwię! Są pyszne, a recenzje innych smaków możecie przeczytać u mnie na blogu :) Była już biała, mleczna i pomarańczowa z migdałami. A jak ta? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Ichoc jak zawsze czaruje sowimi opakowaniami, które niby są proste, ale przyciągające i urocze :) Lubie te kartoniki, które nie są obładowane zbędnymi obrazkami, a zawierają jedynie nazwę, logo oraz element smaku czekolady...w tym przypadku przepyszne orzechy laskowe. Co prawda orzechy laskowe to nie są moje ulubione orzechy i śmiało mogłabym się bez nich obejść, ale jako dodatek do czekolady sprawdzają się super i są właśnie w takim połączeniu często stosowane. 

Już po samym otworzeniu wiedziałam, że będzie chrupko. Czekolady Ichoc mają to do siebie, że są dosyć twarde, a dodatkowe orzechy nie mogły zapowiadać niczego innego. Ponad to było ich na prawdę dużo! Spójrzcie tylko na te ogromne kawałki ;) Zapach tylko potęgował moją chrapkę na tą czekoladę, bo był pięknie mleczny i lekko trącił prażonymi orzechami laskowymi.

Smak? Mogę się rozpływać! Okazało się, że czekolada jest przepyszna i ultra orzechowa - niczym wszystkim dobrze znana marka z fioletową krową ;) Nawet moja mama, wybredny koneser czekolady, była nią zachwycona. Czekolada smakowała jak typowa mleczna, a orzechy były świeże, w dużych kawałkach i przepyszne! Czekolada godna polecenia :)


Podsumowując:
10/10!
Czy kupię ponownie? - Tak

czwartek, 23 marca 2017

Clif bar jagodowy

Wyjątkowo nudny i nużący dzień dziś się zapowiada :( Długo w szkole, beznadziejnie ułożone lekcje i jeszcze tona nauki wraz z zaliczeniami. Ponad to wrócę tak późno, że nici z treningu i smacznego i bardziej pracochłonnego jedzonka. To ten jedyny dzień w tygodniu, który zawsze tak smętnie mi przemija i zdecydowanie wolałam, jak miałam stary plan :P Cóż...do matur, potem znów czeka mnie zmiana rozpiski.

Na moim blogu Clif bar już się pojawił, a jego recenzję możecie przeczytać tutaj :) Bardzo mi zasmakował, ba, byłam nim oczarowana, bo dostał specjalne wyróżnienie. Długo szukałam innych smaków, ale niestety ich dostępność jest w PL tak mała, że musiałam zamówić przez internet. Dziś przyszedł czas na jagodowego! Czy również okaże się poezją smakową? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Bardzo lubię opakowania tych batoników, bo są wykonane z pomysłem i przyciągają oko. Jak widać, każdy smak ma swój poszczególny kolor, a na jagodowego padł niebieski :) Bardzo cieszyłam się, że będę mogła go spróbować, a więc szczególnie na opakowaniu się nie skupiałam, za to na wnętrzu...oj tak ;) Zacznę od tego, że batonik był bardzo ciężki i spory. Lubię Clify za to, że właśnie są takie solidne i idzie się nimi najeść. Batonik składał się z zlepków chrupek, płatków owsianych, kawałków migdałów i suszonych borówek. Powiem Wam, że tych borówek było na prawdę sporo, a więc liczyłam na niezłe fajerwerki! Zapach? Bardzo słodki, lekko klonowy (tak, jak syrop klonowy) i lekko migdałowo-jagodowy. Migdały fajnie komponowały się z kwaskowym aromatem owoców, co tylko obiecało coś pysznego. No i jak wypadło? Licho...
Batonik ogólnie smaczny, ale lekko rozczarowujący. Spodziewałam się bomby, a wyszło bardzo przeciętnie. Zacznę od samej bazy, która okazała się bardzo smaczna, ale jak dla mnie za słodka. Chrupki były przesłodzone syropem, a jagody, które chyba były dodatkowo słodzone, jeszcze to potęgowały. Liczyłam na kwasek owoców, a tu lipa. Migdałów było sporo, były podprażone i smaczne, ale to nadal za mało aby mnie oczarować. Wolę inne batoniki, a tego raczej już więcej nie kupię.


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 10 zł
Czy kupie ponownie? - Nie

środa, 22 marca 2017

Protein Crossbar Double Chcolate (www.biozona.pl)

Wypad z klasą bardzo się udał i było na prawdę super! Niby pogoda nawet w miarę, ale było wietrznie i chłodnawo, a więc mam nadzieję, że nie będę po tym chora :P Po całym zoo poszłam z koleżanką na zakupy, ale nie zainteresowało mnie jakoś nic. Ta nowa, wiosenna kolekcja jest średnio w moim typie.

Ktoś ma smaka na podwójną czekoladę? Ja tak! I do tego w formie proteinowego batonika, który powinien doładować nas po treningu ;) Ja w środy mam wf oraz trening w domu, a więc taką przekąską nie pogardzę. Dodam, że jest to nowość na rynku, a więc jeśli jeszcze go nigdzie nie spotkaliście to nic dziwnego ;) Ktoś chętny? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie prezentuje się bardzo ciekawie i ogólnie typowo, jak na batoniki proteinowe. Jednak nie opakowanie się tutaj liczy, a wnętrze, które po samym rozpakowaniu bardzo mnie zaintrygowało. Wszystkie proteinowe batoniki, które jadłam do tej pory, były tłustawe, bardzo plastyczne i ogólnie miękkie. A ten? Suchy, kruchy i dosyć twardy - co jest?! Tutaj zaskoczenie, ale nie mówię, że negatywne. Nie zawsze pasuje mi lepka i gumowa konsystencja u proteinowych, a więc tutaj ciekawa odskocznia. Zapach? PIIIIĘKNY! Serio, bardzo czekoladowy i to bardziej podchodzący pod czekoladę deserową. Szybko zatem chciałam go spróbować, bo wiedziałam, że kroi się coś pysznego. I jak? Ponownie zaskoczenie! Batonik okazał się bardzo ciekawy, bo niby twardy, ale w ustach szybko się rozpuszczał i pozostawiał cudowny posmak wyrazistej czekolady, ba, nawet były duże kawałki czekolady, które świetnie chrupały! Szczerze mówiąc batonik smakował tak dobrze, jak zachwalane na całym świecie QB (które nie zawsze mi smakowały). Super nowość, która warto spróbować. Ponad to batonik nie jest przesłodzony i nadaje poczucie sytości :)


Podsumowując:
11/10!
Cena - 9,90 zł tutaj, Auchan, Rossmann
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 21 marca 2017

Rawnello Łatwy orzech do zgryzienia

To dziś - wypad z klasą do zoo! Cieszę się, bo nasza klasa jest wyjątkowo zgraną paczką i myślę, że to będzie udany dzień :) Jako klasa biologiczna idziemy poznać życie i profilaktykę zwierząt dzikich. Teraz akurat wchodzimy w budowę i funkcje życiowe poszczególnych grup zwierząt, a więc na lekcje przyda się idealne :D

Łatwy orzech do zgryzienia - tylko powiedzenie, a może coś pysznego? Te pralinki dostałam już dawno, w wakacje, od mojej kochanej Marty, której słodkiego bloga serdecznie polecam ♥ Marta wiedziała co wręczyć mi w prezencie, bo trafiła w mój gust! Przecież kocham orzechy, a w połączeniu z daktylami? Czy wyszło smacznie? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Pralinki Rawnello przewijały się już na moim blogu i za każdym razem bardzo mi smakowały. Cóż, co niby miałoby tu być do nie lubienia? Orzechy, bakalie i duuużo słodyczy, która nie pochodzi z parszywych słodzików, cukru czy syropu glukozowo-fruktozowego. No, ale przejdźmy do pralinek. Zaraz po otwarciu prezentowały się pięknie. Każda była bogata w orzeszki i cudownie karmelowa od daktyli. Na moje szczęście zostały tu użyte orzechy nerkowca czyli moi absolutni faworyci! W połączeniu z daktylami okazały się strzałem w dziesiątkę. Słodkie, lepkie i lekko ciągnące się kuleczki oraz wypełnienie w postaci chrupkich i jednocześnie delikatnych orzeszków nerkowca. Czy muszę Was długo przekonywać? Coś pysznego i na prawdę godnego polecenia. Takimi 3 kuleczkami idzie się na prawdę najeść lub zabić ''pierwszy głód', bo są sycące i zapychające :) 
Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - dostałam
Czy kupie ponownie? - Tak

poniedziałek, 20 marca 2017

Pharmind

Witacie! Dziś mam dla Was masę słodkości i to legalnych, bo bazujących tylko na suszonych owocach i innych smacznych dodatkach :) Mowa tu o produktach Pharmind, które są dostępne na naszym rynku stosunkowo niedawno, bo od 2016 roku :) Myślę, że znajdzie się tu nie jeden amator ''legalnych'' słodyczy, a więc już pokazuję, co firma ma nam do zaoferowania! Pharmind jest frmą czeską, która właśnie zajmuje się owocowymi batonami w 3 liniach:
batoniki dla dzieci
batoniki klasyczne
batoniki pharma z dodatkiem zdrowotnych składników
Seria dla dzieci jest wyjątkowa dla małych łasuchów! Jego zdrowe i smaczne batoniki są idealnym pomysłem do szkoły, a ponad to w praktycznym i zachęcającym opakowaniu. Oferują 4 różne rodzaje: jagody, jabłka, gruszki i banany. 
• Brak dodatkowego cukru 
• Bezglutenowy 
• Zawiera ponad 98% owoców 






W moim odczuciu to super batoniki! Są mięciutkie, niezwykle owocowe i przepyszne :) Wyraźnie czuć każdy poszczególny smak, który jest bogaty w sok i naturalną słodycz owoców. Nie dość, że smak jest obłędny, to jeszcze te opakowania, które spodobają się nawet największemu niejadkowi :) Przekąska smakowała nawet mojej siostrze, która owoców nie lubi, a tutaj? Niespodzianka i miłość od pierwszego gryza :) Sama nie wiem, który smak najbardziej mi odpowiadał, ale chyba postawię na gruszkowy i jeżynowy, natomiast mojej siostrze odpowiadał najbardziej bananowy, który był też najsłodszy ze wszystkich.

Drugą linią, którą dostałam do przetestowania to linia prozdrowotna klasyczna.Te batoniki są stworzone dla osób dbających o linię i swoje zdrowie. Linia klasyczna oparta jest na morelach, nie zawiera zbóż, orzechów oraz soi. Na dzień dzisiejszy firma oferuje 4 rodzaje, 2 słodki smak: Jabłko-Banan i Owocowa mieszanka oraz 2 kwaśne smaki:  Z rokietnikiem i Żurawina-Malina.





Linia kwaśna okazała się niezłą ciekawostką! Malina z żurawiną okazała się pysznością i przekąską idealną dla wielbicieli tych owoców :) Na szczęście nie było to połączenie zbyt kwaśne, a tylko z lekkim kwaskiem żurawiny. Rokietnik natomiast okazał się kwaskiem i to dosyć solidnym ;) Ze wszystkich batoników smakował mi chyba najmniej, ale to oczywiście nie oznacza, że mi nie smakował. Był równie pyszny, a co najważniejszy baaardzo owocowy!


A linia słodka? Poezja jakich mało :) Szczególnie oczarowała mnie wersja z miksem jagód :) Każdy oczywiście był bardzo soczysty i wyraźnie czuć było poszczególne owoce, ba, były nawet ich kawałki! Na prawdę solidne produkty :) Jeśli chodzi o słodkie batoniki to nie musimy przejmować się słodyczą, bo  pochodzi ona z naturalnych owoców, a więc jest idealnie wyważona.

Nie pozostaje mi nic innego jak ocenić firmę na 10/10! :)
Ich produkty powinniście znaleźć w ekologicznych sklepach, Auchanie czy Piotrze i Pawle.





niedziela, 19 marca 2017

Mój wegański jadłospis (12)

Witajcie! Dziś już niestety ostatni dzień wolnego, ale nie przejmuję się, bo jutro czeka mnie luz w szkole ;) Tylko jeden sprawdzian, na który umiem dość dobrze i prosta kartkówka, a lekcje kończę o 12.50! Żyć nie umierać :D Za to we wtorek dzień wagarowicza i idziemy do zoo! Dawno nie byłam w Łódzkim zoo i chętnie sobie przypomnę jak wygląda.

Dawno na moim blogu nie wstawiałam jadłospisu, a wiem, że cieszyły się one popularnością :) Wybaczcie mi mały zastój z nimi, ale po prostu brakowało mi czasu i wyszło jak wyszło. Jednak już się poprawiam i oto on! Mój w 100% wegański jadłospis, który jest pyszny, zdrowy i bardzo jaglany :D Ktoś chętny? Zapraszam :)


Na pierwszy posiłek postawiłam na słodką kaszkę jaglaną i mix owoców. W miseczce znalazła się kasza jaglana na mleku sojowym z cynamonem i jabłkiem oraz masłem orzechowym z rodzynkami. Do tego mam w miseczce obok jedno jabłko, winogrona i 2 spore mandarynki. Żeby było jeszcze bardziej słodko, to dobrałam sobie wegańskiego batonika kokosowego :)


Drugi posiłek wpadł na ostro, ale i równie pysznie. Na talerzu wylądowało całe opakowanie smażonego tofu w kawałkach z Kauflandu, gotowany brokuł, papryka, marchewki i suszone pomidory, a jako dip ketchup. Ponad to jest jeszcze 6 wafli ryżowych, które są moim uzależnieniem, ale doszłam do wniosku, że moja prawdziwa miłością są te kukurydziane i muszę kiedyś zrobić zbiorczą recenzję moich ulubionych - taki ranking ;)


A teraz na dobranoc! Co zjadłam? Oczywiście kaszę jaglaną na mleku sojowym z cynamonem i jabłkiem :D Kocham to połączenie i mogłabym jeść nawet na każdy z  posiłków ;) Do tego jest krem czekoladowy z orzeszkami marki Felix, a w miseczce obok tona mandarynek :D Nawet nie wiem ile ich tam upchałam, ale wiem, że było ich dużo.  Dodatkowo na osłodę batonik proteinowy wegański :)

Mam nadzieję, że post się podoba! Udanej niedzieli i widzimy się jutro na recenzji ;)



sobota, 18 marca 2017

Meridian Peanut&Banana

No i mamy sobotę! Co prawda pogoda nie rozpieszcza, ale nie jest źle ;) Oby się rozpogodziło, bo mnie tylko takie pochmurne niebo rozleniwia, a przecież trzeba działać! Rzeczy mam sporo do zrobienia, ale na szczęście wszystkie przyjemne :)

Wiem, wiem, jestem już nudna z tymi batonami, ale teraz bardzo często je jem i ciągle próbuję nowości :) Ostatnio zakupiłam batoniki zza granicy i zabrałam się za ich testowanie. Na pierwszy ogień poszły batoniki marki Meridian, którą bardzo sobie cenię za przepyszne i ekologiczne masła orzechowe, które na blogu już opisywałam. Jak wypadł jeden ze smaków batoników? Czy jest równie smaczny jak masła orzechowe? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Jak już wcześniej wspomniałam, bardzo pozytywnie podeszłam do batonika ze względu na firmę, która go wyprodukowała. Już od razu wyobrażałam sobie przepiękny aromat masła orzechowego i świeżych bananów, które będą zamknięte w tym batoniku. 

Po otworzeniu moje przeczucia tylko się nasiliły, bo batonik prezentował się obłędnie. Cudowny kolor, masa posiekanych orzeszków, ale coś jednak nie pasowało...co? OKROPNIE SZTUCZNY zapach. Był straszny, niczym zapach jakiś sztucznych bananowych perfum, których nie da się wąchać. Magiczny czar cudownego batonika zniknął i pojawiła się obawa o najgorsze, które niestety się spełniło. 

Batonik był bardzo miękki i tłuściutki. Plastyczny i przyjemny w konsystencji. Znów same plusy, ale niestety smak wszystko niszczy. Już od pierwszego gryza towarzyszy nam sztuczny bananowy aromat, który wręcz zagłusza orzechy. Na sam koniec jedzenia na szczęście niknie i czuć ów masło orzechowe/orzeszki ziemne, ale to tylko pod sam koniec. Wielki zawód, bo masła tej firmy są świetne :(
Nie polecam!


Podsumowując:
4/10
Cena - ok. 5 zł
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 17 marca 2017

Kiełbaski serowe z seitanu (Vantastic Foods)

No i mamy piątek! Wyczekany i pełen wrażeń ;) Czemu? Bo dziś idę na konkurs matematyczny :D Wiem, że to głupio brzmi z mojego punktu, ale jak się dostaje dobre oceny za wkład to się idzie, a co! Trzymajcie kciuki, bo się przyda. Mam nadzieję, że moje logiczne, matematyczne myślenie nie jest takie złe i jakoś uda mi się uporać z zadaniami.

Jak już kiedyś wspominałam (i to nie raz), nie jestem fanką mięsnych zamienników. Kupuję je tyko w tedy, gdy są na promocji lub gdy pojawiają się jakieś nowości na rynku. Nie potrzebuję smaku mięsa i nie tęsknię za nim, ale czasami ciekawość jest silniejsza :) Często okazuje się, że takie rzeczy są baaardzo smaczne i zaskakują swoim smakiem :) Jak będzie w przypadku tych kiełbasek? Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Na samym początku byłam bardzo zniechęcona do tych kiełbasek. Cóż, nie prezentują się smacznie, a przynajmniej dla mnie. Przypominają mi takie tanie serdele, które składają się z samego syfu, który jest dziwnego pochodzenia. Takimi okropnymi parówami była karmiona w przedszkolu i to moja trauma, a więc podchodziłam do nich z wielkim dystansem. 

Po otwarciu zapach mnie bardzo zaskoczył, bo ''kiełbaski'' pachniały jak ser! Powtórzyła się ta sama sytuacja, co przy burgerach DeLuxe tejże firmy, których recenzje znajdziecie tutaj :) Paróweczki jadłam na zimno, ale niezbyt mi odpowiadała ich konsystencja, a więc wrzuciłam je na patelkę...i to okazało się strzałem w dziesiątkę! Kiełbaski dostały chrupiącej skórki, zaczęły pachnieć jak smażony ser, a po zjedzeniu rozpływały się w ustach :) Ich smak był identyczny jak w burgerach DeLuxe, a więc smakowo przypominały smakowo smażony ser. Dla mnie bomba! Na pewno chciałabym kupić je jeszcze raz i jak gdzieś je zobaczę to z pewnością wylądują w moim koszyku - pycha! 


Podsumowując:
100/10!
Czy kupie ponownie? - Tak

czwartek, 16 marca 2017

Batoniki Eat Natural migdały i morele z jogurtem

Dziś czeka mnie znów ciężki dzień, ale pocieszam się faktem, że już mało zostało do wolnego! Już czekam na weekend i seans filmowy, który czeka mnie i moją rodzinkę :) Uwielbiam spędzać z nimi czas i staram się przynajmniej raz w weekend obejrzeć jakiś film z nimi lub wybrać się na jakąś wycieczkę.

Już dawno mój wujek przywiózł mi z Anglii pewne batoniki, których nigdy nie jadłam. W sumie to nawet za bardzo nie wiedziałam co to za firma, ale po zapoznaniu się z ich ofertą byłam bardzo zainteresowana :) U mnie padło na smak morela-migdał z jogurtem, a więc całkiem ciekawie i obiecująco. Jak wypadło w praktyce? Czy okazało się smaczne? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Ciemne pudełko z kolorowymi akcentami, które skrywało w sobie 3 dosyć spore batoniki. Nie mam dobrego doświadczenia z batonami w ''jogurtowych'' polewach, bo przeważnie smakują margaryną, ale te wyglądały jakoś inaczej...lepiej. Smak również zapowiadał się bardzo ciekawie, bo zestawienie moreli i migdałów jest bardzo trafne i pyszne. Batoniki były zapakowane w oddzielne papierki, które pozwalały na zabieranie ich ze sobą na wynos.

Po otwarciu batonik również prezentował się super. Pachniał pięknie, bardzo intensywnie jogurtem i orzechami. Migdały zdarzały się nawet w CAŁOŚCI, a dodatkowo były podprażone. Zapach cudowny, a jak ze smakiem? Okazało się, że był lekko ciągliwy, jak batoniki musli, ale jednak inny. Sama nie wiem do jakiego batona go porównać, bo konsystencja była interesująca i nietypowa. Polewa fajnie chrupała i świetnie komponowała się z innymi dodatkami. Smak? Poezja! Bardzo orzeźwiający i mocno migdałowy. Migdały cudownie chrupały, a ich podprażony aromat fajnie podkreślał słodycz jogurtu i moreli. Na prawdę smaczna rzecz, którą z pewnością kupię ponownie! Trzeba będzie spróbować jeszcze innych smaków :D


Podsumowując:
11/10!
Cena - dostałam
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 15 marca 2017

Wegański sos spaghetti VeggieBel

Nie ma to jak zaczynać dzień w szkole o 10 rano ;) Nie muszę wstawać o nieludzkich godzinach i czekać na zewnątrz na tramwaj w dosyć chłodnych jeszcze temperaturach. Niby wiosna już coraz bliżej, ale czasami temperatura potrafi zrobić psikusa i jest po prostu zimno.

Jako małe dziecko bardzo lubiłam spaghetti. Ogólnie byłam ''kluskowym'' dzieckiem i wszystko co było makaronem lub kluskami to uwielbiałam. Teraz, gdy przeszłam na dietę roślinną, spaghetti jeszcze nie jadłam. Uwierzycie, że minęły 4 lata?! Dzięki sosu do spaghetti od VeggieBel mogłam sobie smak tej potrawy odtworzyć :) Czy smakuje jak oryginał? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: To co lubię w słoiczkach od VeggieBel to to, że są takie poręczne, malutkie i ślicznie wykonane. Szata graficzna jest bardzo kusząca i zachęcająca do spróbowania. Jak wiadomo, człowiek po części je i kupuje oczami, a więc tutaj to strzał w dziesiątkę. Jak już wcześniej pisałam, spaghetti jadłam chyba ze 4 lata temu, a więc strasznie chciałam spróbować tego dania. Na szczęście nie wymagało ono dużego nakładu pracy, bo wystarczyło ugotować tylko makaron - wybawienie dla zapracowanych uczniów! ;)

Sos po otwarciu pachniał cudownie bazylią i oregano. Kocham te zioła i ładuję gdzie się tylko da, a więc ich dodatek tylko spowodował na większą ochotę na sos. Sos okazał się dosyć gęsty, zawierał bardzo dużo sojowego ''mięsa'' i kawałki warzyw :) Sos świetnie smakował solo, a z makaronem już zupełnie było czadowe! Wyraźne i aromatyczne danie, które okazało się przepyszne! Odświeżyłam sobie smak spaghetti i jestem zaspokojona :D Pycha! Jeśli ktoś jest fanem włoskich smaków to polecam, bo nie dość, że danie jest pyszne to ma też skład idealny.
Polecam!


Podsumowując:
11/10!
Cena - 9,50 zł
Czy kupię ponownie? - Tak

wtorek, 14 marca 2017

Czekolada kawowa z morwą COCOA

Jakoś przeżyłam wczorajszy dzień, ale nie ukrywam, że pod koniec padałam na twarz ;) Dziś troszkę luźniej, ale i tak muszę przygotować się na kolejne wyzwania tygodnia. Nie lubię tak stresowego trybu życia, ale jakoś muszę się z tym pogodzić. Przynajmniej pogoda troszkę się poprawiła i słońce co chwilę ogrzewa twarz w szkolnych murach czy czekając na przystanku - oby tak więcej!

Jako, że ostatnio miałam ochotę na coś baaardzo czekoladowego to zdecydowałam się na otworzenie mini czekoladki raw, którą zakupiłam w moim ekologicznym sklepiku. Niby się nie opłacało, ale wolałam kupić miniaturkę, bo nie wiedziałam czy mi zasmakuje. Czy się opłaciło? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Malutka, urocza mini tabliczka, zawierająca w sobie tylko 4 kosteczki bogatej, surowej czekolady. Uwielbiam te czekolady, a tą markę znam już na tyle dobrze, aby wiedzieć, że ich wyroby są warte swojej ceny. Ponad to ta mini wersja jest tak urocza, że od razu zwróciła moją uwagę w sklepie. Jak na taką malutką rzecz okazała się bogata w dodatki, a czasami czekolady tego typu potrafią ich mieć tyle, co kot napłakał. 

Po otwarciu czekoladki pierwsze co poczułam to woń czystego i wyrazistego kakao. Typowa gorzka czekolada - dla mnie aromat idealny :) Czekolada pięknie się łamała, wręcz chrupiąc przy tej czynności. Smak? Bardzo ciekawy! Lekko orzechowy oraz lekko kawowy. Nie wyczułam tu mocnego espresso, a jedynie lekki aromat kawy z wyraźną kakaową nutą. Morwa nadawała słodyczy i fajnie ciągnęła się w twardej i chrupiącej czekoladzie. Pyszna i na pewno do niej wrócę! Ale teraz chyba w większej wersji ;)


Podsumowując:
10/10
Cena - 5,30 zł ekologiczny sklep
Czy kupię ponownie? - Tak