poniedziałek, 22 stycznia 2018

Batony owocowo-orzechowe Nutura

Jeszcze ten tydzień moi mili i zaczynam ferie :) Niby się cieszę, ale dobrze wiem, że niestety czeka mnie dużo pracy i nauki do matur. Niby polski i angielski bardzo lubię, ale matematyka dobija mnie na każdym kroku. Grunt to się nie poddawać? Oby ta technika dała radę ;)


Dziś, na ten śnieżny poniedziałek mam dla Was nowość od marki Nutura, a mianowicie wegańskie batoniki na bazie bakalii! Uwielbiam takie batony i miałam okazję jeść już przeróżne produkty tego typu z wielu miejsc. Polskich marek nadal jest mało, ale cieszy mnie fakt, że coraz to więcej producentów decyduje się na przekąski tego typu :) Ja do testowania otrzymałam dwie z trzech wersji, a są to - smak kokosowy i mix 5 orzechów. Czyż to ni brzmi i nie wygląda wspaniale? Zdradzę, że też tak smakuje, ale o tym więcej w recenzji - zapraszam do czytania!


Skład:




Z KOKOSEM - Bardzo lubię kokos i kokosowe rzeczy, a więc bardzo pozytywnie podeszłam do tego batonika. Jedyne co mnie troszkę niepokoiło w składzie to jagody goji, które nie należą do moich ulubionych suszonych owoców. Jakoś ich kwaśno-gorzki smak mi nie odpowiada i staram się ich unikać. Ogólnie po zobaczeniu tego składu bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, bo nigdy nie jadłam takiego batonika z dodatkiem mąki kokosowej! Ciekawe i nietypowe, a więc dla mnie jeszcze bardziej kuszące.

Po otworzeniu pierwsze co poczułam to zapach prażonych wiórków kokosowych. Aromat był piękny i świadczył tylko o tym, że wiórki są świeże. Podobało mi się w nim to, że w masie batonika widać spore kawałki orzeszków ziemnych i czerwone plamki jagód goji. 

Konsystencja bardzo przyjemna, wręcz rozpływająca się w ustach masa z zatopionymi wiórkami kokosowymi i innymi bakaliami. Smak? Oj słodko! Ale to dobrze, bo czasami lubię takiego cukrowego kopa, a jeśli jest to bez cukru białego to tym lepiej :) Kokosa bardzo czuć, orzeszki ziemne też no i daktyle, które wiodą tu zdecydowanie prym. Jagody goji są w umiarkowanej ilości i nie pozostawiają nieprzyjemnej goryczy. Pyszny batonik, który na pewno jeszcze kupię.


MIX 5 ORZECHÓW - Pięć w jednym? Ja to biorę! Na tego batonika chyba miałam największą chcicę, bo kocham wszelkie orzeszki i już wyobrażałam sobie zestawienie aż pięciu rodzai w jednym batoniku. Mamy tutaj orzechy ziemne, migdały, laskowe, nerkowce i włoskie! Super combo, które po prostu nie mogło się nie udać ;) 

Po otworzeniu oczywiście zaskoczyła mnie ilość OGROMNYCH kawałków orzechów. Serio, trafiałam nawet na połówki ;) To lubię, bo nie ma to jak porządnie sobie pochrupać. Najwięcej zlokalizowałam orzeszków ziemnych i migdałów, bo to właśnie je czułam najmocniej. 

No cóż tu dużo mówić...pyszne daktyle z ogromem orzeszków i tyle :) Proste, słodkie, chrupiące i przepyszne! Na pewno jeszcze go zakupię, bo warto :)


Podsumowując:
10/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 19 stycznia 2018

Planta food to grow

Witam, witam! Jak miło wstać i mieć tą pewność, że jutro już wolne i nie trzeba się nigdzie ruszać :) Nie wiem jak Wy, ale ja w okresie zimowym ograniczam wychodzenie z ciepłego mieszkanka do minimum i tego będę się trzymać. Dodatkowo teraz strasznie mrozy złapały i nieźle zamarzam na przystankach w drodze do i ze szkoły.


Dziś mam dla Was pewną nowinkę, a mianowicie chciałabym przedstawić Wam firmę Planta Food to Grow! Jest to dosyć świeża firma na naszym rynku, ale obiecuję Wam, że warto się nią zainteresować. Jak pewnie wiecie, ja KOCHAM masło orzechowe i miałam już w swoim życiu wiele wypróbowanych słoiczków różnych firm i wariantów. Planta oferuje nam masło tradycyjne, ale i też to z kokosa, migdałów czy nerkowców! Asortyment jest bogaty i każdy znajdzie coś dla siebie, bo są i wersje chrupiące i gładkie :) Ja jestem miłośnikiem tych chrupiących, a więc zapewne wiecie jakie wybrałam :)

Jest to firma o holenderskich korzeniach, która do Polski przeniosła się w 1998 roku i tak wytwarza zdrową żywność. Ich produkty powstają z pasji do prostego życia w zgodzie z naturą. W asortymencie znajdziecie w 100 % naturalne masła: orzechowe, migdałowe, sezamowe, kokosowe i nerkowcowe. 

To naturalne produkty, które dostarczają nam samych zdrowych i niezbędnych elementów jak tłuszcze, witaminy i mikroelementy. Zdrowie idzie ze smakiem, ale więcej Wam nie zdradzam, bo będą recenzje! Mam nadzieję, że nie możecie się doczekać tak samo jak ja ;)


A tymczasem zapraszam Was na stronę internetową Planta Food, a niebawem po recenzje! 
Miłego weekendu :)



środa, 17 stycznia 2018

Białko Ciasteczkowe (WK)

Czeka mnie bardzo długi i pracowity dziś dzień, ale nie poddaję się i działam. Trochę brak mi ostatnio motywacji do praktycznie wszystkiego, ale cóż...samo się nie zrobi ;) Dziś mam dla Was recenzję kolejnego białka od ekipy WK, które dostałam pod choinkę od rodziców ;) Bardzo się na nie napaliłam i widząc cała tą ekscytację moi rodzice postanowili mi je sprezentować. KOCHAM Oreo i wszelkie słodycze z ich dodatkiem albo o smaku tych ciasteczek więc nie było innej opcji! A jak to wszystko wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Długo czekałam na ciasteczkowe białko od WK. Miałam ten smak już od innej firmy, ale kompletnie nie smakowało jak ciasteczka i nieźle dawało chemią. Tyle razy już zamawiałam rzeczy od chłopaków, że byłam wręcz przekonana o świetności tego białka. Zachwyty zaczęły się już nad opakowaniem, bo nie można tego pominąć, że jest ŚWIETNE i wykonane jak zawsze z pomysłem :) Czy Wy widzicie te ciasteczka? Zamiast dobrze znanej nam nazwy mamy tu urocze dziki ♥ No coś pięknego :) 

Kolor białka bardzo mnie zaintrygował, bo był szary. Wyglądał jakby faktycznie miał drobinki kakaowych herbatników w sobie, co jeszcze bardziej mnie nakręciło do spróbowania. Zapach był również bardzo kuszący, bo lekko śmietankowy i właśnie taki jak coś pomiędzy Oreo, a herbatnikami. Fajne było to, że po dodaniu białka do jaglanki, kolor też zmieniał się na szary, a aromat utrzymywał się i na niczym nie tracił. Od samego początku były same plusy, a więc zabrałam się za test smaku z wielkim uśmiechem i satysfakcją. 
No i klapa...znaczy nie do końca klapa, ale spore rozczarowanie. Dlaczego? Bo białko niestety rozczarowało mnie swoim smakiem. Zacznę od tego, że jest mdłe i dziwnie słodkie. Smak ciasteczka,a tym bardziej Oreo wcale mi się tu nie pojawił. Jedyne co dostałam to lekko śmietankowa słodycz, która zahaczała o chemiczny akcent, którego jeszcze nigdy u chłopaków nie miałam. To nie to, czego oczekiwałam i niestety białko nie chętnie jest przeze mnie ruszane ;) Oczywiście się nie zmarnuje, bo jedzenia nie wyrzucam, ale będzie ciężko :P Tego niestety smaku nie polecam osobą, które szukają smaku ciastek.


Podsumowując:
6/10
Cena - 79.90zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Organiczna czekolada gorzka z kokosem i malinami Seed and Bean

Mogę zacząć odliczanie do ferii, bo będą one u mnie za dwa tygodnie :) Mam nadzieję, że szybko zleci, bo ostatnio u mnie bardzo słabo jeśli chodzi o samopoczucie. Unikam szkoły, unika ludzi i najchętniej zamknęłabym się w domu i czytała ckliwe książki ;) Nie wiem co to, ale chyba zbyt mocno uderzyła we mnie zimowa chandra. No właśnie, a jeśli mowa o chandrze to dziś mam dla Was recenzję produktu, który na pewno poprawi humory :) Nie wiem jak na Was, ale na mnie gorzka czekolada działa niczym lekarstwo! Uwielbiam rozpuszczać na języku i delektować się kosteczkami czekolady z wysoką zawartością kakao. Oczywiście bez przesady, bo nie dla mnie tabliczki po 90% kakao, a raczej te ku 60-70%. Własnie taką tabliczką je ta tutaj - Seed and Bean, która zaciekawiła mnie i wariantem smakowym i opakowaniem :) Jest to prezent od mojej kochanej Marty, która tak dobrze mnie zna, że zawsze trafi z podarkiem :) Kto ciekawy jak wypadła? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Gdy pierwszy raz zobaczyłam tą czekoladę to od razu się w niej zakochałam. Uwielbiam różowy kolor, a więc trafiła idealnie w moje gusta :) Dodatkowo szata graficzna jest bardzo fajna. Ponadto znajdują się tutaj informacje o tym, że czekolada jest wegańska, ekologiczna i przyjazna naturze :) To lubię!
Ta czekolada nie należy do jakiś super gorzkich, ale dla mnie 66% kakao to optymalna ilość. Taka bardzo mnie zadowala i śmiem powiedzieć, że jest to idealna jednostka. Ja pisałam na początku, dla mnie czekolady powyżej 80% są wręcz nie do zjedzenia, bo smakują mi ziemią albo kawa bez grama cukru, a takiej nie tknę.
Ta czekolada wzbogacona jest o kokos i maliny. Nie ukrywam, że bardzo lubię to połączenie, a więc czekolada wydawała mi się prawie idealna. A czy tak smakowała?

Po otwarciu znów pojawiły się zachwyty, bo kostki tej tabliczki były tak śliczne, że szkoda było łamać mi ją i niszczyć całą kompozycję :) Dodatkowo zapach był cudowny, mocno kakaowy z nutką kwaskowych malin. Ni wyczułam nic kokosowego, ale maliny gdzieś tam wysuwały się i przebijały silne kakao. Smak? Czysta POEZJA! Dawno nie jadłam tak dobrej gorzkiej czekolady. Jest mocna, ale i słodka w tym samym czasie. Idealnie się łamie, a posmak malin jest tak intensywny, że aż wydaje się człowiekowi, że są tam drobinki malin, a ich nie ma! Kokosa nie czułam wcale, ale to nie był minus, bo maliny z kakao i tak tworzyły coś powalającego. Czuć, że jest to czekolada wysokiej jakości i zapewniam, że warto jej spróbować :) Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak


piątek, 12 stycznia 2018

Lion Black&White

Piątek! Jak ten czas szybko leci :) Mam teraz bardzo burzliwy okres w szkole, a więc praktycznie ucieka mi on przez palce. Ale piątek oznacza tylko jedno, bo to, że jutro jest weekend! A, że mój tata miał w czwartek urodziny to jutro szykuje się rodzinna imprezka :) Już dziś biorę się za jakieś ciasto, ale nie wiem czy powędruje ono na bloga...nie planuję nic fit ;)

Jak piątek to może i u niektórych cheat? Ja nie używam tych cheat'ów i jak mam ochotę na słodkie to jem, a co ;) Wszystko z umiarem jest dobre, a taki batonik wliczony w makro nic nam nie zrobi :) Ten Lion jest nowością na rynku, a że stworzony został w klimacie moich ulubionych Oreo to nie było opcji abym go nie kupiła! Dobrze złożyło się na to, że moja siostra też chciała go skosztować, a więc kupiłyśmy sobie tą sztukę na spółkę. Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Batonik skusił mnie swoim podobieństwem smakowym do Oreo, a że jak Oreo uwielbiam to nie było opcji abym go nie spróbowała. W moim mieście długo go szukałam, aż pewnego dnia wpadł w moje łapki zupełnie przez przypadek ;) Opakowanie zostało zrobione bardzo fajnie i kusząco. Ogólnie ja bardzo lubię batoniki Lion i uważam je za udane jeśli chodzi o batoniki w tak niskim przedziale cenowym. Biały Lion jest bardzo, ale to bardzo słodki, a więc trochę obawiałam się ten polewy (która jest taka sama), ale w nadziei trzymał mnie kakaowy środek.

Po otwarciu pojawiły się pierwsze nieprzyjemne odczucia, bo batonik zamiast przyjemnie kakaowo pachnieć to dziwnie śmierdział przesłodzoną śmietanką. Wiem, że to przecież nie miało być nic z Oreo, ale wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej. Po przekrojeniu bardzo mi się podobał, bo wnętrze było iście czarne ;) Karmel, chrupki, a nawet krem między wafelkami były czarne i bardzo kuszące. 

Smak? No niestety dla mnie totalne rozczarowanie. Batonik okazał się piekielnie słodki, nijaki i jakoś taki dziwny. Ta polewa zupełnie nie pasowała mi, a środek niestety niczego nie poprawiał. Niby kakaowy był, ale dla mnie stanowczo za mało. Liczyłam na coś więcej, na takie wow, jak w przypadku jedzenia herbatników z Oreo. Muszę przyznać, że on robi większe show tym, że fajnie wygląda, a smak niestety kuleje. Nie mówię, że jest niedobry, bo zjeść się da, ale jest nad wyraz przeciętny i dużo bardziej wolę tego orzechowego.



Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 2 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 10 stycznia 2018

Chałwa lniane GJ Gacjana - orzechowa i słonecznikowa w batoniku!

Ostatnio na blogu pojawiła się recenzja chałwy lnianej cytrynowej, którą dostałam od firmy w ramach świątecznej paczuszki :) Bardzo się ucieszyłam, bo oprócz niej znalazły się też pewne nowości, których wcześniej jeszcze nie spotkałam, a mianowicie chałwa lniana w formie batoników :) Dla mnie to świetna opcja, bo szczerze wolę takie batoniki, które mogę zjeść od razu na mieście lub w szkole :) To bardzo duże ułatwienie, bo czasami potrafię być długo po za domem, a przecież bez jedzenia przez cały dzień długo się nie wytrzyma ;)

W ramach prezentu w mojej paczuszce znalazłam batonika z chałwy orzechowej i słonecznikowej. Chałwa lniana orzechowa to jedna z moich ulubionych, ale też słonecznikowej jeszcze nie miałam okazji jeść :) Jak wpadła? Zapraszam Was do czytania!


Składy:



SŁONECZNIKOWA - Słonecznikowa chałwa wpadła w moje łapki po raz pierwszy. Bardzo lubię słonecznik, ale jak widać, tutaj nie występuje on solo. Prócz niego mamy też żurawinę i siemię lniane. Tak krótki smak, a powstaje takie cudo! Po otwarciu pierwsze co poczułam to aromat prażonego słonecznika. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam aromat prażonych orzeszków czy pestek, a więc takie klimaty do mnie przemawiają. Gołym okiem widać też było całe ziarenka słonecznika oraz kawałki żurawiny, która zawsze nadaje fajnego posmaku w słodyczach. No dobrze, a jak wypadł smak? Pysznie! Chałwa okazała się krucha, wręcz rozpływająca się w ustach i pozostawiająca silny posmak prażonego słonecznika z nutką kwasku i słodyczy od żurawiny. Wszystko fajnie się razem komponowało i powstał batonik idealny :) Pycha! Jednak pozostaję przy tym, że orzechowa bardziej mi smakowała ;) Cóż, jestem orzechowym maniakiem!


ORZECHOWA - Pyszna i zdecydowanie jedna z moich ulubionych wariacji chałwy lnianej :) Nie będę się o niej powtarzać, bo nie ma sensu gdyż jej recenzję możecie przeczytać tutaj!


Podsumowując:
ORZECHOWA - 100/10
SŁONECZNIKOWA - 10/10
Cena - ekologiczne sklepy
Czy kupię ponownie? - Oczywiście

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Masło z orzechów nerkowca Nutura

Już 8 stycznia? Czas leci szybko, a człowiek w natłoku obowiązków i własnych spraw traci zupełnie rachubę czasu ;) Styczeń nie należy do miesięcy, które lubię, ale pociesza mnie fakt, że zawsze szybko mi przelatuje przez to, że mam w tym okresie bardzo dużo rodzinnych imprezek! :) Dodatkowo wypadają też ferie zimowe, a więc same pozytywy.

Kolejnym pozytywnym aspektem dzisiejszego posta jest ten niepozorny słoiczek masła z orzechów nerkowca :) Jeśli miałabym być z Wami w 100% szczera i wybrać TYLKO JEDNO masło z orzeszków, które najbardziej lubię to byłoby to właśnie masło z nerkowców! Uwielbiam ten słodki, kremowy smak :) Do tej pory moim faworytem było masło z marki Meridian, którego recenzję znajdziecie tutaj. Myślałam, że nic nie jest w stanie go pobić, ale jednak się myliłam...jak bardzo? Zapraszam do czytania! :)



Skład:



Wygląd i smak: Słoiczek zachowany jest w bardzo klasycznym klimacie, ale dzięki swojemu małemu rozmiarowi od razu skradł moje serducho. Jak pewnie doskonale wiecie, uwielbiam właśnie takie mniejsze wersje, bo prezentują się dużo bardziej uroczo i mnie zawsze skłaniają do zakupu. Jak wspominałam we wstępie, moim ulubionym masłem orzechowym jest zdecydowanie to z nerkowców. Orzechy te charakteryzują się tym, że są naturalnie słodkie, a przecież słodkie zawsze smakuje nam lepiej :D 

Od razu po otwarciu tego słoiczka zachwyciła mnie konsystencja masła. Olej świetnie wmieszany w całość, a reszta tak kremowa, że momentalnie pojawiał się u mnie ślinotok. Dochodził do tego jeszcze aromat prażonych nerkowców, który jest tak pięknym zapachem, że moim zdaniem powinni robić o tym zapachu kosmetyki ;)

A smak? No powiem Wam, że znalazłam mojego orzechowego faworyta! Jeszcze NIGDY nie jadłam tak dobrego masła z tych orzeszków. Słodkiego, idealnie kremowego i takiego...wyjątkowego. Nie wiem co odpowiadało za tak mocny i głęboki smak, ale nawet słynne z Meridian nie smakowało mi tak bardzo jak to! Jedynie czego mi brakowało to kawałki orzeszków, ale przecież nie można mieć wszystkiego ;) Pyszne i zdecydowanie mój nr 1! Koniecznie spróbujcie :)


Podsumowując:
 100/10
Czy kupię ponownie? - Tak ♥


piątek, 5 stycznia 2018

Bambuczi - banany suszone od Oho Idea Natura

No i jest piąteczek! Dla mnie to zdecydowanie dzień relaksu i oczywiście ostatni dzień szkoły w tym tygodniu :) Znów teraz zacznie się odliczanie każdego dnia do weekendu, ale z jednej strony to lubię :D To motywuje człowieka i ciągle pcha go do przodu aby działał więcej i więcej!

Pamiętacie firmę Oho Idea Natura i ich wspaniałe batoniki? Do tej pory wspominam ten pyszny smak, a recenzję wszystkich batoników znajdziecie pod tym linkiem :) Jednak firma ciągle się rozwija i ma dla nas kolejne nowości, które zaskakują! A mianowicie mam przyjemność przedstawić Wam suszone banany Bambuczi! Czyż ta nazwa nie jest słodka? ♥ Dostępne są aż w 6 smakach więc każdy znajdzie coś dla siebie! Dodam, że nie są to dobrze znane chipsy bananowe smażone, które niewiele mają wspólnego ze zdrowiem, a SUSZONE banany! Coś wspaniałego :) A ja już nie przedłużam i zapraszam Was do czytania recenzji :)


Składy:







KOKOS I MIGDAŁ - Byłam strasznie ciekawa tego połączenie, bo uwielbiam zestawienie kokosu i bananów. To taka fajna tropikalna nutka która nie może się udać! Dodatkowo jest też tutaj migdał i to wszystko w sporych ilościach! Jak widać banany są dosłownie całe pokryte posypką z kokosa i migdałów, a zapach po otworzeniu paczki to coś niesamowitego...a smak? Słodziutki, baaardzo bananowy i mocno kokosowy! Banany świetnie komponują się z kokosem, a migdały fajnie chrupią między zębami :) Pycha!

10/10


MALINA - Nie przepadam za malinami, ale połączenie ich ze słodkim bananem wydawało mi się ciekawym zabiegiem. Liofilizowane maliny mają to do siebie, że są bardzo kwaśne, a ich drobinki zawsze wchodzą mi w zęby :P Po rozpakowaniu maliny bardzo dominowały i to praktycznie je ciągle czułam. Banan schował się gdzieś w tyle, ale po posmakowaniu ujawnił się i zalał moje kubki smakowe naturalną słodyczą z kwaskiem malin :) Dodatkowo cząsteczki malin fajnie strzelały i na szczęście nie wchodził w zęby! Całość stworzyło świetną przekąskę!

10/10


TRUSKAWKA - Truskawki to jedne z moich ulubionych letnich owoców, a więc na widok ich połączenia z bananami od razu się ucieszyłam. Ponadto właśnie zestawienie banana z truskawką jest bardzo często praktykowane w słodyczach czy smoothie. Nie da się ukryć że banan lubi się z truskawką ;) Tutaj już po samym otworzeniu wiedziałam, że będzie pysznie! Aromat truskawki i słodkiego banana unosił się i wywoływał momentalny ślinotok, co oczywiście przełożyło się na smak, który był boooski :) Słodki, wyraźnie truskawkowy i wciągający.

10/10


PORZECZKA - Porzeczki to kolejny owoc, którego nie darzę wielką miłością, ale przetwory z niej bardzo lubię :) Solo jakoś mi nie pasuje, ale taki dżem z porzeczek bardzo fajnie komponuje się ze słodkimi daniami. Tutaj uznałam, że będzie to strzał w dziesiątkę, bo same suszone banany są piekielnie słodkie! No i nie pomyliłam się :) Liofilizowana porzeczka super wkomponowała się w smak słodkiego banana, a razem z nim stworzyła mistrzowskie połączenie :) Kwaśność zredukowała słodycz i powstała kolejna wciągająca wersja!

10/10



SUROWE KAKAO - Surowe kakao jest składnikiem, które musi spróbować każdy miłośnik gorzkiej czekolady. Solo ziarna kakaowca są niezwykle gorzkie (a przynajmniej dla mnie), ale jako dodatek do czegoś słodkiego to super opcja. Tutaj ich spora ilość oblepia każdy kawałeczek suszonego banana i widać, że nie żałowano tutaj niczego, a to sobie cenię ;) Zapach po otworzeniu paczuszki był niezwykle intensywny. Słodycz bananów łączyła się z lekko wytrawnymi nutami ziaren kakaowca, co bardzo mnie zaintrygowało i tylko zachęciło do testów, które wypadły oczywiście bardzo pozytywnie! Podobało mi się w tym to, że lekko ciągliwy suszony banan świetnie komponował się z mega chrupiącymi ziarenkami kakao. Znów słodycz została zrównoważona i powstała pyszna wersja smakowa :)

10/10 


KOKOS I ANANAS - Znów wersja z kokosem? Tak! Ale tym bardziej coś w klimatach drinka pina colada, ale oczywiście bez procentów i z samym pozytywnym wpływem na nasz organizm ;) Ananas bardzo lubię, ale ze względu na uczulenie nie mogę jeść go na surowo. Na szczęście wszelkie przetwory z ananasa i sam przetworzony owoc nic mi już nie robi :) Jego połączenie z kokosem to świetna opcja i byłam przekonana, że i tu się nie zawiodę...czy miałam rację? ;) Tak! Smak boski, słodko kwaśny z wyraźną nutką kokosa. Jedząc te bambuczi momentalnie przypominało mi się lato, słoneczne dni i ciepełko, którego mi osobiście trochę brakuje :) Pyszności!

10/10





środa, 3 stycznia 2018

Proteinowe Markizy Allnutrition

Gdy był dzień darmowej dostawy postanowiłam zakupić sobie proteinowe ciasteczka od marki Allnutrition. Mają oni ogromny wybór i sama nie wiedziałam co wybrać. Ostatnio bardzo pozytywnie wypadły proteinowe Raffaello, a więc długo nie zastanawiałam się i kupiłam każdy dostępny rodzaj - jak szaleć to szaleć ;) Na pierwszy ogień poszły białkowe markizy, które strasznie przypominały mi takie które pałaszowałam za dzieciaka! A czy też tak smakują? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam! :)


Skład:


Wygląd i smak: Zamówiłam je ze względu na to, że bardzo posmakowały mi proteinowe Raffaello tej samej firmy. Tak bardzo wpasowały się w moje smaki, że byłam przekonana tego, że również inne produkty będą tak samo idealne. Markizy bardzo lubię, szczególnie Oreo, a więc musiałam je wziąć do swojego internetowego koszyka :D

Opakowanie od razu bardzo mi się spodobało, bo idealnie nadaje się również na prezent dla osoby, która interesuje się zdrowym stylem życia :) Ja osobiście byłabym bardzo zadowolona z takich ciasteczek!

Nie są to markizy na wzór Oreo, bo takie również są na sklepie, ale o nich będzie kiedyś...jeszcze ich nie otworzyłam ;) Te to raczej takie klasyczne markizy z kremem, które można dostać w każdym sklepiku na wagę. Dla mnie to pewien smak dzieciństwa, bo na moim osiedlu był taki sklepik ''Agatka'' gdzie właśnie po szkole chodziłam na ciastka na wagę :D Po rozpakowaniu pachniały ślicznie, bardzo słodko, waniliowo i jednocześnie można było wyczuć też mocne kakao. W sumie zbliżone były do Oreo, które również pachną mieszanką kakao i wanili. Ciasteczka okazały się bardzo chrupiące, a krem odchodził od nich łatwo. Samo ciasteczko było bardzo zbliżone smakiem do tego Oreo, może mnie chrupkie i mniej kakaowe, ale ten krem...no porażka. Słodki, sztuczny i nijaki i śmiało mogę powiedzieć, że jeszcze gorszy niż w klasycznych Oreo!  Zawiodłam się, bo ciastko jedzone razem z kremem wręcz ciążyło na języku. Mam nadzieję, że inne takie nie będą, a tych odradzam!


Podsumowując:
4/10
Cena - 11,99 zł sklep SFD.pl
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Chałwa lniane GJ Gacjana - cytrynowa

No i mamy nowy rok! Ja nie należę do osób, które świętują Sylwestra i nawet jakoś szczególnie nie czekam na fajerwerki i to całe odliczanie. Jak wytrzymam do tej godziny to popatrzę w okno, a jak nie to idę spać :) Jednak mam jedną zasadę - ostatni dzień roku spędzam jak najlepiej potrafię! I to samo tyczy się pierwszego dnia roku :) Bo podobno jaki pierwszy dzień roku taki cały on będzie ;) Jutro już niestety muszę wrócić do szkoły, ale do matury już niewiele czasu i trzeba spiąć pośladki!

Pamiętacie chałwy lniane GJ Gacjana? Przed świętami dostałam od nich cudowny prezent, który oczywiście od razu chciałam dla Was przetestować! Jednym elementem tego prezentu była właśnie chałwa lniana w wersji cytrynowej, która z jednej strony mnie zaintrygowała, a z drugiej napełniła wątpliwościami, bo nie należę do osób, które lubią cytrynowe słodycze. Jednak trzeba próbować nowych przysmaków i poszerzać swoje doświadczenia :) Jak wpadło? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie nie zmieniło się, ale to na plus :) Bardzo podoba mi się pomysł na taką prostą szatę graficzną, która mimo tego przyciąga uwagę kupującego. Jak na chałwę cytrynową przystało, mamy tutaj słoneczne akcenty czyli wręcz neonowy żółty, które teraz w te ponure dni rozwesela buzię. Skład zapowiadał same smakołyki, ale ten dodatek soku cytrynowego ciągle mnie niepokoił, bo wiem doskonale, że jego zbyt duża ilość potrafi popsuć nawet najlepsze słodycze.

Po otwarciu pierwsze co poczułam to przyjemny, lekko orzechowy i kwaskowy zapach. Był tak intrygujący, że od razu chciałam spróbować kosteczkę chałwy. Jak widać na zdjęciu poniżej, miała ona śliczny kolorek który podchodził troszkę pod różowy. Widać było w niej spore kawałki suszonej żurawiny oraz malusieńkie kawałeczki orzeszków. 

Smak? Bardzo dobry! Serio nie spodziewałam się tego, że tak mi zasmakuje :) Razem z moją siostrą zjadłyśmy całe opakowanie w jeden dzień :D Jest fajna, bo słodka, ale kwasek cytryny równoważy smak. Dodatkowo orzeszki fajnie chrupią, co oczywiście jest kolejnym urozmaiceniem. Ciekawa, smaczna i z pewnością do ponownego zakupu :)


Podsumowując:
 9/10
Cena - ok. 6-7 zł ekologiczne sklepy
Czy kupię ponownie? - Oczywiście