środa, 31 stycznia 2018

Mój wegetariański jadłospis (15)

Dziś moja kochana mama ma urodziny! Szykuje się znów rodzinne spotkanie, ale to lubię właśnie bardzo i cieszę się na każdą możliwość spotkania z bliskimi. Trzeba doceniać chwile z nimi w 100% :) Mam w planach dla niej pyszne ciasto, które może wpadnie tutaj na bloga! Nic nie obiecuję, ale postaram się, bo niestety ostatnie ciasto, które robiłam zostało zbyt szybko zjedzone ;)

Mam dla Was post, na który wiele osób długo czekało! Moja dieta wiele się nie zmieniła i nadal jem to samo dzień w dzień, ale w trochę innych kombinacjach :D Jednak mam nadzieję, że komuś moje menu się spodoba i może nawet się zainspiruje? Bo własnie chcę pokazać, że wegetarianizm jest bardzo prosty i nie trzeba stać godzinami przy garach aby zjeść smacznie :)

Ostatnio polubiłam się z herbatką, a więc piję sobie jedną dziennie :) Brzmi to mega dziwnie jak dla mnie, ale tak! Smaki ciągle się zmieniają i ja, wielka przeciwniczka herbaty, teraz pijam codziennie ze smakiem ;)

Na czczo zrobiłam trening :) I wypiłam dużo wody niegazowanej.



Na pierwszy posiłek zrobiłam sobie coś, co codziennie muszę zjeść! Tak bardzo uwielbiam kaszę jaglaną, że nie wyobrażam sobie dnia bez niej :)Tutaj mam budyń jaglany z białkiem Reese's i podane z masłem orzechowym z kawałkami orzechów (recenzja już niedługo, bo jest przepyszne!). Do tego mam 500 gramów mandarynek, które teraz są przepyszne i batonik raw, którego zjadłam połowę.


Później wypiłam herbatkę z mango i brzoskwinią.


Na obiad mam brokuły (cała średnia główka), mała puszka groszku, ogóreczki krokodylki mojej babci () i cała paczka serduszek warzywnych Frosta. One są takie dobre! Żałuję, że kupiłam tylko 2 opakowania :( Wie ktoś czy jeszcze są gdzieś dostępne? Dodatkowo mam tutaj wafle kukurydziane, a mix warzyw posypany jest płatkami drożdżowymi.


Na kolację wpadł serek wiejski ze syropem o smaku Reese's, a do tego mam skrojone dwa duże jabłka, które pochodzą od Pana Krzysia, który ma najlepsze warzywa i owoce w moim mieście na ryneczku :D


Mam nadzieję, że jadłospis Wam się podoba! Będę się starać się robić częściej takie posty, bo wiem, że wiele osób je lubi :)

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Terravita - nowe kremy czekoladowe!

Pierwszy dzień oficjalnych ferii :) Nie macie pojęcia jakie to cudowne uczucie wstać i nie musieć nigdzie wychodzić! Szczególnie w tedy gdy na zewnątrz jest tak paskudnie, zimno i mgliście. Czasami cieszę się, że nie mam psa, bo na niektóre pogody nie chciałoby mi się go wyprowadzać :P

Dziś mam dla Was coś pysznego, kremowego i meeeeega czekoladowego. Mowa tutaj o nowych kremach od Terravita, które już jakiś czas temu wysłała mi firma do testowania :) To zdecydowanie smakołyki, które należy zajadać tylko w tedy gdy #niktniepatrzy ;) Kremy te posiadają nową recepturę i nie zawierają już oleju palmowego! Oczywiście nadal nie jest to nic zdrowego, ale nie oszukujmy się...każdy ma chwile słabości i musi sobie czasami pozwolić na coś mniej ''legalnego'' dla świętego spokoju w naszej głowie :) Kto jest ciekawy jak smakują te kremowe cuda? Zapraszam do czytania!





Składy:



CZEKOLADOWY - Klasyki zawsze się sprawdzają  tak też jest w przypadku tego kremu ;) Ja od dziecka lubiłam takie czekoladowe kremy, które hojnie nakładało się na angielkę, która ze zdrowym śniadaniem miała tyle wspólnego co ja z matematyką ;) Jednak takie smakołyki wspominam z wielką przyjemnością i nadal czasami mam ciągoty do takich przekąsek. Na szczęście miłość do angielki mi już przeszła, ale do czekoladowych kremów nie :P

Po otwarciu tego kremu pierwsze co poczułam to przyjemna kakaowa woń. Nie była jakoś super słodka, a własnie taka lekko kakaowa jak w czekoladach deserowych lub pół gorzkich. Konsystencja wyśmienita, bardzo kremowa i wręcz stworzona do słodkich deserów :) Smak? Pyszny! I właśnie idealnie wpasowujący się w moje dziecięce wspomnienia smaków. Okazał się słodszy niż myślałam, ale nadal pyszny :) Jego kremowa konsystencja powodowała to, że momentalnie rozpuszczał się w ustach i pozostawiał przyjemny smak mlecznej czekolady :)


CZEKOLADOWO-ORZECHOWY - Teraz czas na mojego faworyta czyli wersję czekoladowo-orzechową, która ze względu na dodatek orzechów laskowych (w dość sporej ilości jak na kremy tego typu) od razu sprawiła, że się w nim zakochałam. Ochy i achy zaczęły się już po otwarciu, bo zapach czekolady i orzeszków był tak intensywny, że momentalnie wywoływał ochotę na zanurzenie łyżeczki i wyjedzenie całości za jednym posiedzeniem ;) Konsystencja moim zdaniem była bardziej lejąca niż wariant czekoladowy, ale to nie znaczy, że gorsza. Całość była tak samo pyszna, tak samo słodka, ale różniła się właśnie tym orzechowym posmakiem, który dla mnie był tylko dodatkowym plusem :)


Oba oceniam na 9/10 gdyż są pyszne i warte spróbowania ;) To taka czekoladowa przyjemność, której kalorie nie mają znaczenia gdy #niktniepatrzy ;)


piątek, 26 stycznia 2018

Masło orzechowe gładkie Planta food to grow

No to zaczynam dziś ferie! Ostatni dzień szkoły i będę mogła cieszyć się dwutygodniową przerwą, na którą mam sporo planów :) Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować, bo chciałabym wstawić tutaj parę ciekawych przepisów oraz wrócić z foodbook'ami! Bardzo lubię je oglądać na innych blogach, a więc czemu nie miałabym ich pokazywać kiedy mam wolne? ;) Mam nadzieję, że plany Wam się podobają!


Dziś mam dla Was recenzję masła orzechowego, które powaliło mnie swoją konsystencją. Mowa tutaj o maśle z orzeszków ziemnych, które dostałam do testowania od firmy Planta food to grow, o której możecie dowiedzieć się więcej w tym poście :) Jak pewnie wiecie, jestem maniaczką masła orzechowego, a więc i do tych od Planta podeszłam bardzo pozytywnie. Zaczęłam od klasyka czyli masło z fistaszków...jak wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie, które jest wykonane z plastiku, od razu mi się spodobało. Ciekawa szata graficzna wykonana z pomysłem to połowa sukcesu w marketingu, a tutaj jak najbardziej się udało ;) Coraz częściej spotykam się z plastikowymi słoiczkami przy masłach orzechowych i innych kremach, ale w sumie uważam, że te szklane bardziej się sprawdzają, bo mogę je później jakoś wykorzystać, a te nie bardzo. Jednak są plusy, bo pewne jest to, że taki plastikowy słoik na pewno na się nie rozbije ;)

Po otwarciu bardzo zaciekawiła mnie konsystencja. Była PERFEKCYJNIE gładka i kremowa i aż zachęcała do włożenia palucha i wyjedzenia wszystkiego właśnie w tak prymitywny sposób ;) Zapach też był boski, bo lekko słodki z wyraźnym aromatem prażenia, który uwielbiam. Olej naturalnie wytrącał się na powierzchni masła, ale na szczęście łatwo dało się go wmieszać w całość. Preferuje masła z kawałkami orzeszków, ale to mnie oczarowało swoją kremowością i gładkością. Było idealne i świetnie nadawało się jako polewa do placków, owsianek czy do sosów na wytrawnie :) Smak? Boski! Głęboki z wyraźnym posmakiem prażenia. Orzeszki na pewno były bardzo świeże, bo masło aż jest naturalnie słodkawe :) Pyszne i godne polecenia! Ja na pewno po nie jeszcze sięgnę, ale tym razem w wersji crunchy ;)


Podsumowując:
10/10
Czy kupię ponownie? - Tak




środa, 24 stycznia 2018

Pralines z masłem ciasteczkowym

Kolejny ciężki dzień przede mną, ale cisnę dalej. Ostatnio było u mnie kiepsko jeśli chodzi o szkołę, ale teraz już lepiej sobie daję radę. I to nie chodzi o oceny czy coś, a raczej o samopoczucie w niej i to, że po szkole mogłam przyjść do domu i tylko spać...dosłownie, odcięcie jakiejkolwiek energii do życia i działania.

Pamiętacie mój post o pralinkach z masłem orzechowym, które nabyłam w Biedronce? Wypadły dosyć fajnie, a więc pozytywnie też podeszłam do wersji z masłem ciasteczkowym :) Bardzo lubię te słynne ciasteczka speculoos, a więc wizja zamkniętej pasty z nich w czekoladzie tylko napawała mnie optymizmem. Czy wyszło pysznie? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam!


Skład:




Wygląd i smak: Opakowanie ponownie w stylu amerykańskim, ale z lekko zmienionym kolorem niż poprzednie pralinki. Tutaj mamy czerwony, a tam pomarańczowy, który moim zdaniem był namiastką podobieństwa do słynnych Reese's. Nie jestem pewna czy masło ciasteczkowe też pochodzi z USA, ale moim zdaniem ta amerykańska flaga i Statua Wolności jakoś mi w tym wariancie nie pasują.
Po otwarciu forma czekoladek się nie zmieniła. Ponownie każda była osobno zapakowana w uroczy papierek, który tylko zachęcał do otworzenia i zjedzenia.

Po rozpakowaniu z papierka ukazała mi się czekoladowa beczka z nutką, która podobno teraz zmieniła swoją formę. Czekolada nie należała do wybitnych, ale była zjadliwa i bardzo podobna do Milki. Słodka, lekko plastikowa, ale smaczna. Nadzienie za to powaliło mnie na kolana, bo smakowało właśnie jak krem ciasteczkowy! Zbite, zdecydowanie mniej lejące od wersji orzechowej i pięknie pachnące przyprawami korzennymi. Czekoladki były ogromne, a co z tym się wiąże, w środku dostałam bardzo dużo nadzienia, a moim zdaniem to wielki plus! W połączeniu z czekoladą tworzyło to iście zabójczą cukrzycę, ale po jednej takiej pralince czułam satysfakcję i zasłodzenie, którego akurat potrzebowałam. Jeśli miałabym być szczera to są one lepsze niż te z masłem orzechowym, ale nadal uważam, że powinni popracować nad czekoladą i sprawić aby była mniej słodka.


Podsumowując:
8/10
Cena - 4,99 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Batony owocowo-orzechowe Nutura

Jeszcze ten tydzień moi mili i zaczynam ferie :) Niby się cieszę, ale dobrze wiem, że niestety czeka mnie dużo pracy i nauki do matur. Niby polski i angielski bardzo lubię, ale matematyka dobija mnie na każdym kroku. Grunt to się nie poddawać? Oby ta technika dała radę ;)


Dziś, na ten śnieżny poniedziałek mam dla Was nowość od marki Nutura, a mianowicie wegańskie batoniki na bazie bakalii! Uwielbiam takie batony i miałam okazję jeść już przeróżne produkty tego typu z wielu miejsc. Polskich marek nadal jest mało, ale cieszy mnie fakt, że coraz to więcej producentów decyduje się na przekąski tego typu :) Ja do testowania otrzymałam dwie z trzech wersji, a są to - smak kokosowy i mix 5 orzechów. Czyż to ni brzmi i nie wygląda wspaniale? Zdradzę, że też tak smakuje, ale o tym więcej w recenzji - zapraszam do czytania!


Skład:




Z KOKOSEM - Bardzo lubię kokos i kokosowe rzeczy, a więc bardzo pozytywnie podeszłam do tego batonika. Jedyne co mnie troszkę niepokoiło w składzie to jagody goji, które nie należą do moich ulubionych suszonych owoców. Jakoś ich kwaśno-gorzki smak mi nie odpowiada i staram się ich unikać. Ogólnie po zobaczeniu tego składu bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, bo nigdy nie jadłam takiego batonika z dodatkiem mąki kokosowej! Ciekawe i nietypowe, a więc dla mnie jeszcze bardziej kuszące.

Po otworzeniu pierwsze co poczułam to zapach prażonych wiórków kokosowych. Aromat był piękny i świadczył tylko o tym, że wiórki są świeże. Podobało mi się w nim to, że w masie batonika widać spore kawałki orzeszków ziemnych i czerwone plamki jagód goji. 

Konsystencja bardzo przyjemna, wręcz rozpływająca się w ustach masa z zatopionymi wiórkami kokosowymi i innymi bakaliami. Smak? Oj słodko! Ale to dobrze, bo czasami lubię takiego cukrowego kopa, a jeśli jest to bez cukru białego to tym lepiej :) Kokosa bardzo czuć, orzeszki ziemne też no i daktyle, które wiodą tu zdecydowanie prym. Jagody goji są w umiarkowanej ilości i nie pozostawiają nieprzyjemnej goryczy. Pyszny batonik, który na pewno jeszcze kupię.


MIX 5 ORZECHÓW - Pięć w jednym? Ja to biorę! Na tego batonika chyba miałam największą chcicę, bo kocham wszelkie orzeszki i już wyobrażałam sobie zestawienie aż pięciu rodzai w jednym batoniku. Mamy tutaj orzechy ziemne, migdały, laskowe, nerkowce i włoskie! Super combo, które po prostu nie mogło się nie udać ;) 

Po otworzeniu oczywiście zaskoczyła mnie ilość OGROMNYCH kawałków orzechów. Serio, trafiałam nawet na połówki ;) To lubię, bo nie ma to jak porządnie sobie pochrupać. Najwięcej zlokalizowałam orzeszków ziemnych i migdałów, bo to właśnie je czułam najmocniej. 

No cóż tu dużo mówić...pyszne daktyle z ogromem orzeszków i tyle :) Proste, słodkie, chrupiące i przepyszne! Na pewno jeszcze go zakupię, bo warto :)


Podsumowując:
10/10!
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 19 stycznia 2018

Planta food to grow

Witam, witam! Jak miło wstać i mieć tą pewność, że jutro już wolne i nie trzeba się nigdzie ruszać :) Nie wiem jak Wy, ale ja w okresie zimowym ograniczam wychodzenie z ciepłego mieszkanka do minimum i tego będę się trzymać. Dodatkowo teraz strasznie mrozy złapały i nieźle zamarzam na przystankach w drodze do i ze szkoły.


Dziś mam dla Was pewną nowinkę, a mianowicie chciałabym przedstawić Wam firmę Planta Food to Grow! Jest to dosyć świeża firma na naszym rynku, ale obiecuję Wam, że warto się nią zainteresować. Jak pewnie wiecie, ja KOCHAM masło orzechowe i miałam już w swoim życiu wiele wypróbowanych słoiczków różnych firm i wariantów. Planta oferuje nam masło tradycyjne, ale i też to z kokosa, migdałów czy nerkowców! Asortyment jest bogaty i każdy znajdzie coś dla siebie, bo są i wersje chrupiące i gładkie :) Ja jestem miłośnikiem tych chrupiących, a więc zapewne wiecie jakie wybrałam :)

Jest to firma o holenderskich korzeniach, która do Polski przeniosła się w 1998 roku i tak wytwarza zdrową żywność. Ich produkty powstają z pasji do prostego życia w zgodzie z naturą. W asortymencie znajdziecie w 100 % naturalne masła: orzechowe, migdałowe, sezamowe, kokosowe i nerkowcowe. 

To naturalne produkty, które dostarczają nam samych zdrowych i niezbędnych elementów jak tłuszcze, witaminy i mikroelementy. Zdrowie idzie ze smakiem, ale więcej Wam nie zdradzam, bo będą recenzje! Mam nadzieję, że nie możecie się doczekać tak samo jak ja ;)


A tymczasem zapraszam Was na stronę internetową Planta Food, a niebawem po recenzje! 
Miłego weekendu :)



środa, 17 stycznia 2018

Białko Ciasteczkowe (WK)

Czeka mnie bardzo długi i pracowity dziś dzień, ale nie poddaję się i działam. Trochę brak mi ostatnio motywacji do praktycznie wszystkiego, ale cóż...samo się nie zrobi ;) Dziś mam dla Was recenzję kolejnego białka od ekipy WK, które dostałam pod choinkę od rodziców ;) Bardzo się na nie napaliłam i widząc cała tą ekscytację moi rodzice postanowili mi je sprezentować. KOCHAM Oreo i wszelkie słodycze z ich dodatkiem albo o smaku tych ciasteczek więc nie było innej opcji! A jak to wszystko wypadło? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Długo czekałam na ciasteczkowe białko od WK. Miałam ten smak już od innej firmy, ale kompletnie nie smakowało jak ciasteczka i nieźle dawało chemią. Tyle razy już zamawiałam rzeczy od chłopaków, że byłam wręcz przekonana o świetności tego białka. Zachwyty zaczęły się już nad opakowaniem, bo nie można tego pominąć, że jest ŚWIETNE i wykonane jak zawsze z pomysłem :) Czy Wy widzicie te ciasteczka? Zamiast dobrze znanej nam nazwy mamy tu urocze dziki ♥ No coś pięknego :) 

Kolor białka bardzo mnie zaintrygował, bo był szary. Wyglądał jakby faktycznie miał drobinki kakaowych herbatników w sobie, co jeszcze bardziej mnie nakręciło do spróbowania. Zapach był również bardzo kuszący, bo lekko śmietankowy i właśnie taki jak coś pomiędzy Oreo, a herbatnikami. Fajne było to, że po dodaniu białka do jaglanki, kolor też zmieniał się na szary, a aromat utrzymywał się i na niczym nie tracił. Od samego początku były same plusy, a więc zabrałam się za test smaku z wielkim uśmiechem i satysfakcją. 
No i klapa...znaczy nie do końca klapa, ale spore rozczarowanie. Dlaczego? Bo białko niestety rozczarowało mnie swoim smakiem. Zacznę od tego, że jest mdłe i dziwnie słodkie. Smak ciasteczka,a tym bardziej Oreo wcale mi się tu nie pojawił. Jedyne co dostałam to lekko śmietankowa słodycz, która zahaczała o chemiczny akcent, którego jeszcze nigdy u chłopaków nie miałam. To nie to, czego oczekiwałam i niestety białko nie chętnie jest przeze mnie ruszane ;) Oczywiście się nie zmarnuje, bo jedzenia nie wyrzucam, ale będzie ciężko :P Tego niestety smaku nie polecam osobą, które szukają smaku ciastek.


Podsumowując:
6/10
Cena - 79.90zł sklep WK
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Organiczna czekolada gorzka z kokosem i malinami Seed and Bean

Mogę zacząć odliczanie do ferii, bo będą one u mnie za dwa tygodnie :) Mam nadzieję, że szybko zleci, bo ostatnio u mnie bardzo słabo jeśli chodzi o samopoczucie. Unikam szkoły, unika ludzi i najchętniej zamknęłabym się w domu i czytała ckliwe książki ;) Nie wiem co to, ale chyba zbyt mocno uderzyła we mnie zimowa chandra. No właśnie, a jeśli mowa o chandrze to dziś mam dla Was recenzję produktu, który na pewno poprawi humory :) Nie wiem jak na Was, ale na mnie gorzka czekolada działa niczym lekarstwo! Uwielbiam rozpuszczać na języku i delektować się kosteczkami czekolady z wysoką zawartością kakao. Oczywiście bez przesady, bo nie dla mnie tabliczki po 90% kakao, a raczej te ku 60-70%. Własnie taką tabliczką je ta tutaj - Seed and Bean, która zaciekawiła mnie i wariantem smakowym i opakowaniem :) Jest to prezent od mojej kochanej Marty, która tak dobrze mnie zna, że zawsze trafi z podarkiem :) Kto ciekawy jak wypadła? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Gdy pierwszy raz zobaczyłam tą czekoladę to od razu się w niej zakochałam. Uwielbiam różowy kolor, a więc trafiła idealnie w moje gusta :) Dodatkowo szata graficzna jest bardzo fajna. Ponadto znajdują się tutaj informacje o tym, że czekolada jest wegańska, ekologiczna i przyjazna naturze :) To lubię!
Ta czekolada nie należy do jakiś super gorzkich, ale dla mnie 66% kakao to optymalna ilość. Taka bardzo mnie zadowala i śmiem powiedzieć, że jest to idealna jednostka. Ja pisałam na początku, dla mnie czekolady powyżej 80% są wręcz nie do zjedzenia, bo smakują mi ziemią albo kawa bez grama cukru, a takiej nie tknę.
Ta czekolada wzbogacona jest o kokos i maliny. Nie ukrywam, że bardzo lubię to połączenie, a więc czekolada wydawała mi się prawie idealna. A czy tak smakowała?

Po otwarciu znów pojawiły się zachwyty, bo kostki tej tabliczki były tak śliczne, że szkoda było łamać mi ją i niszczyć całą kompozycję :) Dodatkowo zapach był cudowny, mocno kakaowy z nutką kwaskowych malin. Ni wyczułam nic kokosowego, ale maliny gdzieś tam wysuwały się i przebijały silne kakao. Smak? Czysta POEZJA! Dawno nie jadłam tak dobrej gorzkiej czekolady. Jest mocna, ale i słodka w tym samym czasie. Idealnie się łamie, a posmak malin jest tak intensywny, że aż wydaje się człowiekowi, że są tam drobinki malin, a ich nie ma! Kokosa nie czułam wcale, ale to nie był minus, bo maliny z kakao i tak tworzyły coś powalającego. Czuć, że jest to czekolada wysokiej jakości i zapewniam, że warto jej spróbować :) Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak


piątek, 12 stycznia 2018

Lion Black&White

Piątek! Jak ten czas szybko leci :) Mam teraz bardzo burzliwy okres w szkole, a więc praktycznie ucieka mi on przez palce. Ale piątek oznacza tylko jedno, bo to, że jutro jest weekend! A, że mój tata miał w czwartek urodziny to jutro szykuje się rodzinna imprezka :) Już dziś biorę się za jakieś ciasto, ale nie wiem czy powędruje ono na bloga...nie planuję nic fit ;)

Jak piątek to może i u niektórych cheat? Ja nie używam tych cheat'ów i jak mam ochotę na słodkie to jem, a co ;) Wszystko z umiarem jest dobre, a taki batonik wliczony w makro nic nam nie zrobi :) Ten Lion jest nowością na rynku, a że stworzony został w klimacie moich ulubionych Oreo to nie było opcji abym go nie kupiła! Dobrze złożyło się na to, że moja siostra też chciała go skosztować, a więc kupiłyśmy sobie tą sztukę na spółkę. Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Batonik skusił mnie swoim podobieństwem smakowym do Oreo, a że jak Oreo uwielbiam to nie było opcji abym go nie spróbowała. W moim mieście długo go szukałam, aż pewnego dnia wpadł w moje łapki zupełnie przez przypadek ;) Opakowanie zostało zrobione bardzo fajnie i kusząco. Ogólnie ja bardzo lubię batoniki Lion i uważam je za udane jeśli chodzi o batoniki w tak niskim przedziale cenowym. Biały Lion jest bardzo, ale to bardzo słodki, a więc trochę obawiałam się ten polewy (która jest taka sama), ale w nadziei trzymał mnie kakaowy środek.

Po otwarciu pojawiły się pierwsze nieprzyjemne odczucia, bo batonik zamiast przyjemnie kakaowo pachnieć to dziwnie śmierdział przesłodzoną śmietanką. Wiem, że to przecież nie miało być nic z Oreo, ale wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej. Po przekrojeniu bardzo mi się podobał, bo wnętrze było iście czarne ;) Karmel, chrupki, a nawet krem między wafelkami były czarne i bardzo kuszące. 

Smak? No niestety dla mnie totalne rozczarowanie. Batonik okazał się piekielnie słodki, nijaki i jakoś taki dziwny. Ta polewa zupełnie nie pasowała mi, a środek niestety niczego nie poprawiał. Niby kakaowy był, ale dla mnie stanowczo za mało. Liczyłam na coś więcej, na takie wow, jak w przypadku jedzenia herbatników z Oreo. Muszę przyznać, że on robi większe show tym, że fajnie wygląda, a smak niestety kuleje. Nie mówię, że jest niedobry, bo zjeść się da, ale jest nad wyraz przeciętny i dużo bardziej wolę tego orzechowego.



Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 2 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 10 stycznia 2018

Chałwa lniane GJ Gacjana - orzechowa i słonecznikowa w batoniku!

Ostatnio na blogu pojawiła się recenzja chałwy lnianej cytrynowej, którą dostałam od firmy w ramach świątecznej paczuszki :) Bardzo się ucieszyłam, bo oprócz niej znalazły się też pewne nowości, których wcześniej jeszcze nie spotkałam, a mianowicie chałwa lniana w formie batoników :) Dla mnie to świetna opcja, bo szczerze wolę takie batoniki, które mogę zjeść od razu na mieście lub w szkole :) To bardzo duże ułatwienie, bo czasami potrafię być długo po za domem, a przecież bez jedzenia przez cały dzień długo się nie wytrzyma ;)

W ramach prezentu w mojej paczuszce znalazłam batonika z chałwy orzechowej i słonecznikowej. Chałwa lniana orzechowa to jedna z moich ulubionych, ale też słonecznikowej jeszcze nie miałam okazji jeść :) Jak wpadła? Zapraszam Was do czytania!


Składy:



SŁONECZNIKOWA - Słonecznikowa chałwa wpadła w moje łapki po raz pierwszy. Bardzo lubię słonecznik, ale jak widać, tutaj nie występuje on solo. Prócz niego mamy też żurawinę i siemię lniane. Tak krótki smak, a powstaje takie cudo! Po otwarciu pierwsze co poczułam to aromat prażonego słonecznika. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam aromat prażonych orzeszków czy pestek, a więc takie klimaty do mnie przemawiają. Gołym okiem widać też było całe ziarenka słonecznika oraz kawałki żurawiny, która zawsze nadaje fajnego posmaku w słodyczach. No dobrze, a jak wypadł smak? Pysznie! Chałwa okazała się krucha, wręcz rozpływająca się w ustach i pozostawiająca silny posmak prażonego słonecznika z nutką kwasku i słodyczy od żurawiny. Wszystko fajnie się razem komponowało i powstał batonik idealny :) Pycha! Jednak pozostaję przy tym, że orzechowa bardziej mi smakowała ;) Cóż, jestem orzechowym maniakiem!


ORZECHOWA - Pyszna i zdecydowanie jedna z moich ulubionych wariacji chałwy lnianej :) Nie będę się o niej powtarzać, bo nie ma sensu gdyż jej recenzję możecie przeczytać tutaj!


Podsumowując:
ORZECHOWA - 100/10
SŁONECZNIKOWA - 10/10
Czy kupię ponownie? - Oczywiście

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Masło z orzechów nerkowca Nutura

Już 8 stycznia? Czas leci szybko, a człowiek w natłoku obowiązków i własnych spraw traci zupełnie rachubę czasu ;) Styczeń nie należy do miesięcy, które lubię, ale pociesza mnie fakt, że zawsze szybko mi przelatuje przez to, że mam w tym okresie bardzo dużo rodzinnych imprezek! :) Dodatkowo wypadają też ferie zimowe, a więc same pozytywy.

Kolejnym pozytywnym aspektem dzisiejszego posta jest ten niepozorny słoiczek masła z orzechów nerkowca :) Jeśli miałabym być z Wami w 100% szczera i wybrać TYLKO JEDNO masło z orzeszków, które najbardziej lubię to byłoby to właśnie masło z nerkowców! Uwielbiam ten słodki, kremowy smak :) Do tej pory moim faworytem było masło z marki Meridian, którego recenzję znajdziecie tutaj. Myślałam, że nic nie jest w stanie go pobić, ale jednak się myliłam...jak bardzo? Zapraszam do czytania! :)



Skład:



Wygląd i smak: Słoiczek zachowany jest w bardzo klasycznym klimacie, ale dzięki swojemu małemu rozmiarowi od razu skradł moje serducho. Jak pewnie doskonale wiecie, uwielbiam właśnie takie mniejsze wersje, bo prezentują się dużo bardziej uroczo i mnie zawsze skłaniają do zakupu. Jak wspominałam we wstępie, moim ulubionym masłem orzechowym jest zdecydowanie to z nerkowców. Orzechy te charakteryzują się tym, że są naturalnie słodkie, a przecież słodkie zawsze smakuje nam lepiej :D 

Od razu po otwarciu tego słoiczka zachwyciła mnie konsystencja masła. Olej świetnie wmieszany w całość, a reszta tak kremowa, że momentalnie pojawiał się u mnie ślinotok. Dochodził do tego jeszcze aromat prażonych nerkowców, który jest tak pięknym zapachem, że moim zdaniem powinni robić o tym zapachu kosmetyki ;)

A smak? No powiem Wam, że znalazłam mojego orzechowego faworyta! Jeszcze NIGDY nie jadłam tak dobrego masła z tych orzeszków. Słodkiego, idealnie kremowego i takiego...wyjątkowego. Nie wiem co odpowiadało za tak mocny i głęboki smak, ale nawet słynne z Meridian nie smakowało mi tak bardzo jak to! Jedynie czego mi brakowało to kawałki orzeszków, ale przecież nie można mieć wszystkiego ;) Pyszne i zdecydowanie mój nr 1! Koniecznie spróbujcie :)


Podsumowując:
 100/10
Czy kupię ponownie? - Tak ♥


piątek, 5 stycznia 2018

Bambuczi - banany suszone od Oho Idea Natura

No i jest piąteczek! Dla mnie to zdecydowanie dzień relaksu i oczywiście ostatni dzień szkoły w tym tygodniu :) Znów teraz zacznie się odliczanie każdego dnia do weekendu, ale z jednej strony to lubię :D To motywuje człowieka i ciągle pcha go do przodu aby działał więcej i więcej!

Pamiętacie firmę Oho Idea Natura i ich wspaniałe batoniki? Do tej pory wspominam ten pyszny smak, a recenzję wszystkich batoników znajdziecie pod tym linkiem :) Jednak firma ciągle się rozwija i ma dla nas kolejne nowości, które zaskakują! A mianowicie mam przyjemność przedstawić Wam suszone banany Bambuczi! Czyż ta nazwa nie jest słodka? ♥ Dostępne są aż w 6 smakach więc każdy znajdzie coś dla siebie! Dodam, że nie są to dobrze znane chipsy bananowe smażone, które niewiele mają wspólnego ze zdrowiem, a SUSZONE banany! Coś wspaniałego :) A ja już nie przedłużam i zapraszam Was do czytania recenzji :)


Składy:







KOKOS I MIGDAŁ - Byłam strasznie ciekawa tego połączenie, bo uwielbiam zestawienie kokosu i bananów. To taka fajna tropikalna nutka która nie może się udać! Dodatkowo jest też tutaj migdał i to wszystko w sporych ilościach! Jak widać banany są dosłownie całe pokryte posypką z kokosa i migdałów, a zapach po otworzeniu paczki to coś niesamowitego...a smak? Słodziutki, baaardzo bananowy i mocno kokosowy! Banany świetnie komponują się z kokosem, a migdały fajnie chrupią między zębami :) Pycha!

10/10


MALINA - Nie przepadam za malinami, ale połączenie ich ze słodkim bananem wydawało mi się ciekawym zabiegiem. Liofilizowane maliny mają to do siebie, że są bardzo kwaśne, a ich drobinki zawsze wchodzą mi w zęby :P Po rozpakowaniu maliny bardzo dominowały i to praktycznie je ciągle czułam. Banan schował się gdzieś w tyle, ale po posmakowaniu ujawnił się i zalał moje kubki smakowe naturalną słodyczą z kwaskiem malin :) Dodatkowo cząsteczki malin fajnie strzelały i na szczęście nie wchodził w zęby! Całość stworzyło świetną przekąskę!

10/10


TRUSKAWKA - Truskawki to jedne z moich ulubionych letnich owoców, a więc na widok ich połączenia z bananami od razu się ucieszyłam. Ponadto właśnie zestawienie banana z truskawką jest bardzo często praktykowane w słodyczach czy smoothie. Nie da się ukryć że banan lubi się z truskawką ;) Tutaj już po samym otworzeniu wiedziałam, że będzie pysznie! Aromat truskawki i słodkiego banana unosił się i wywoływał momentalny ślinotok, co oczywiście przełożyło się na smak, który był boooski :) Słodki, wyraźnie truskawkowy i wciągający.

10/10


PORZECZKA - Porzeczki to kolejny owoc, którego nie darzę wielką miłością, ale przetwory z niej bardzo lubię :) Solo jakoś mi nie pasuje, ale taki dżem z porzeczek bardzo fajnie komponuje się ze słodkimi daniami. Tutaj uznałam, że będzie to strzał w dziesiątkę, bo same suszone banany są piekielnie słodkie! No i nie pomyliłam się :) Liofilizowana porzeczka super wkomponowała się w smak słodkiego banana, a razem z nim stworzyła mistrzowskie połączenie :) Kwaśność zredukowała słodycz i powstała kolejna wciągająca wersja!

10/10



SUROWE KAKAO - Surowe kakao jest składnikiem, które musi spróbować każdy miłośnik gorzkiej czekolady. Solo ziarna kakaowca są niezwykle gorzkie (a przynajmniej dla mnie), ale jako dodatek do czegoś słodkiego to super opcja. Tutaj ich spora ilość oblepia każdy kawałeczek suszonego banana i widać, że nie żałowano tutaj niczego, a to sobie cenię ;) Zapach po otworzeniu paczuszki był niezwykle intensywny. Słodycz bananów łączyła się z lekko wytrawnymi nutami ziaren kakaowca, co bardzo mnie zaintrygowało i tylko zachęciło do testów, które wypadły oczywiście bardzo pozytywnie! Podobało mi się w tym to, że lekko ciągliwy suszony banan świetnie komponował się z mega chrupiącymi ziarenkami kakao. Znów słodycz została zrównoważona i powstała pyszna wersja smakowa :)

10/10 


KOKOS I ANANAS - Znów wersja z kokosem? Tak! Ale tym bardziej coś w klimatach drinka pina colada, ale oczywiście bez procentów i z samym pozytywnym wpływem na nasz organizm ;) Ananas bardzo lubię, ale ze względu na uczulenie nie mogę jeść go na surowo. Na szczęście wszelkie przetwory z ananasa i sam przetworzony owoc nic mi już nie robi :) Jego połączenie z kokosem to świetna opcja i byłam przekonana, że i tu się nie zawiodę...czy miałam rację? ;) Tak! Smak boski, słodko kwaśny z wyraźną nutką kokosa. Jedząc te bambuczi momentalnie przypominało mi się lato, słoneczne dni i ciepełko, którego mi osobiście trochę brakuje :) Pyszności!

10/10