piątek, 30 marca 2018

RAW BITE Protein

Ostatnio na blogu pojawiło się sporo batoników marki Raw Bite, ale jeszcze nie dokończyłam całej serii. W zapasach folderu ze zdjęciami znalazłam jeszcze trzy smaki, które chciałabym Wam tutaj opisać. Jak do tej pory bardzo mi smakowały batoniki tej firmy i żaden z nich nie sprawił mi zawodu. Moim absolutnym faworytem okazał się batonik z kakao, który smakował jak brownie! Jego recenzję możecie znaleźć tutaj :) Bardzo kusiła mnie też wersja proteinowa, bo ostatnio często sięgam po proteinowe przekąski. Białko z grochu to bardzo ciekawy dodatek, który albo coś popsuje albo doda boskiego smaku :) Jak było tutaj? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Nie będę ukrywać, że głównie do zakupu tego cudeńka skusiło mnie opakowanie. Jest zrobione w jednym z moich ulubionych kolorów...no bo jak to można nie lubić pastelowego różowego?! :D Dodatkowo ta nazwa zapowiadająca białkowego batonika wegańskiego wszystko podkręciła i koniec końców nie było mi szkoda dać za niego to 10 zł.

Po rozpakowaniu batonika wiedziałam, że będzie smacznie. Już skład to zdradzał, ale batonik prezentował się tak smacznie, że na sam widok leciała mi ślinka. Był bogaty w orzechy, normalnie całe kawałki, które zapowiadały przyjemne chrupanie. Baton okazał się zdecydowanie bardziej twardy niż jego poprzednicy, ale to mają do siebie batoniki białkowe, że są właśnie lekko twardawe. Zapach też był bardzo przyjemny, bo słodki, czekoladowy i z lekką nutą daktyli.

Smak mnie nie zawiódł, bo batonik był pyszny! Od razu zaznaczam, że jest bardziej suchy, taki jakby ''mączny'' i w moim mniemaniu bardziej syty. Orzechy cudownie chrupały, nadawały fajnej orzechowej nutki, która perfekcyjnie łączyła się z kakao. W tym wariancie białko z grochu zrobiło dobrą robotę, bo absolutnie nie czułam fasoli. Przez to białko konsystencja tego batonika zyskała na plus! Polecam, bo warto spróbować tą przekąskę. Wyjątkowy smak, który nie występuje w tradycyjnych ''raw'' batonach :)


Podsumowując:
10/10
Cena - ok 10 zł
Czy kupię ponownie? - Tak

środa, 28 marca 2018

Serniczki z patelni z nasionkami chia

Już do wolnego coraz bliżej, a mi został ostatni dzień tej harówki! Nie ukrywam, że teraz nieźle dają nam w kość, ale trzeba cisnąć :) Pocieszam się wizją świąt i brak przymusu jechania zatłoczonym tramwajem w stronę szkoły.

Dziś mam dla Was przepis, który ostatnio bardzo często stosuję. Ponownie rozsmakowałam się w serniczkach z patelni i staram się eksperymentować z różnymi wariantami smakowymi :) Tym razem postawiłam na coś, co zawiera w sobie zdrowe tłuszcze pochodzące z nasionek chia :) Nie przepadam za ich smakiem, ale po zmieleniu w moździerzu kuchennym i dodaniu do mąki wcale ich nie czuć i można je przemycać do woli :) Komu narobiłam smaka? ;)

Nasiona chia są idealne na diecie roślinnej, ale i nie tylko. Posiadają dużą ilość kwasów tłuszczowych omega-3, są bogate w wapń i świetnie wpływają na nasze kości. Możecie w to uwierzyć, że mają w sobie więcej wapnia niż mleko? Ja sama byłam w szoku :) Warto je jeść nawet w przypadku, kiedy za nimi nie przepadamy. Mają one w miarę neutralny smak i łatwo przemycać je w daniach, które smakują jak mistrzostwo świata! Zapraszam na przepis :)


Składniki /1 porcja/:
50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
250 g twarogu chudego klinek
Dowolne słodzidło (u mnie erytrol)
1 jajko
Odrobina cynamonu


1.Do miski przekładamy twaróg, dodajemy słodzik, cynamon, jajko i wszystko to łączymy w gładką masę.
2.Do moździerza przekładamy nasionka chia i miażdżymy je na drobniutki proszek, który następnie łączymy z naszą mąką.
3.Do masy serowej dodajemy mąkę i wszystko dokładnie mieszamy aby całość stała się gęsta i możliwa do formowania mini serniczków.
4. Patelnię dobrze rozgrzewamy.
5. W zwilżonych (to konieczne!) dłoniach formujemy serniczki i przekładamy je na patelnię. Musimy pamiętać aby nasze serniczki smażyć na małym ogniu, bo spalą się z wierzchu, a w środku będą surowe. Polecam przykryć patelnię jakąś pokrywką, bo to tylko ulepszy końcowy efekt :)
6.Przekładamy na talerzyk i po wystudzeniu wkładamy do lodówki na godzinkę, a następnie zajadamy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!



poniedziałek, 26 marca 2018

Chyży Ryży Snacki Ryżowe

Witam w  poniedziałek! Pocieszam się faktem, że zostały mi tylko 3 bardzo pracowite dni (codziennie po 3 zaliczenia...) i święta :) Niby jakoś szczególnie nie celebrujemy tych dni, ale wiem, że wolne zawsze się przyda.
Dziś mam dla Was już ostatnią recenzję produktów od firmy PanSnack :) Jak do tej pory nie zawiodłam się na tych przekąskach ryżowych, a więc i do tej serii podeszłam z wielkim entuzjazmem! Smaki tych przekąsek ryżowych zapowiadały same smaczne doznania smakowe, a więc nie pozostawało mi nic innego jak skuszenie się na każde opakowanie ;) Ciekawi jak wypadli? W takim razie zapraszam do czytania!



Składy:





PAPRYKA I OLIWA Z OLIWEK - Ostatnio bardzo polubiłam paprykę jako warzywo, a więc rzeczy o smaku paprykowym są u mnie teraz wyjątkowo mile widziane. Chipsy paprykowe to chyba moje ulubione, a więc taka zdrowsza wersja przekąsek o tymże smaku to super alternatywa.
Te po otwarciu pachniały cudownie i były bardzo hojnie obsypane przyprawami. Kolor posypki od razu zdradzał smak, ale to chyba na plus. Zapach okazał się intensywny, wyraźnie paprykowy i z lekką nutką czegoś pikantnego. Smak? Pyszny! Śmiało mogą konkurować z tradycyjnymi chipsami paprykowymi :) Pycha!


SER I OLIWA Z OLIWEK - Będę z Wami szczera - nie przepadam za serowymi smakami przekąsek. Przeważnie wypadają słabo i niestety strasznie czuć sztuczny aromat. W przypadku tych snaków miałam mieszane uczucia, ale od razu odeszły w siną w dal po otwarciu paczuszki i spróbowaniu jej zawartości. Aromat był bardzo wyrazisty, taki jakby ''twarożkowy'' i ogólnie bardzo smaczny :) Jednak bardziej do gustu przypadły mi te paprykowe, bo są bardziej wyraziste w smaku.


CEBULKA Z NUTKĄ ŚMIETANKI - Fromage to bardzo popularny smak kultowych chipsów ziemniaczanych. Ja je nawet lubię, ale jak już wspomniałam wcześniej, preferuję bardziej wyraziste smaki. Te wszelkie serowe smaki nie należą do tych, które wybieram jako pierwsze, ale po pozytywnym starciu z wersją serową tej paczuszki kompletnie się nie obawiałam. Po otwarciu mix aromatów znów wywołał ślinotok. Wyraźnie czułam cebulkę i śmietankę. Te snaki okazały się najbardziej słone ze wszystkich, ale nie oznacza to, że były nie dobre. Fajne i do kupienia ponownie :)


PIZZA - No i czas na smak, który mi przypadł do gustu najbardziej! Jakoś nie jestem przekonana do przekąsek o smaku pizzy, hamburgera, hot doga czy tych innych wynalazków z żywności ''junk food''. Jednak tutaj się nie zawiodłam. Snaki ryżowe smakowały jak wafelki obtoczone w przyprawie do pizzy, którą bardzo lubię i często używam w swojej kuchni. Były zdecydowanie bardziej wyraziste w smaku niż te serowe warianty, a i nawet lepiej doprawione niż wersja paprykowa :) Pyszne i faktycznie smakujące jak pizza!


piątek, 23 marca 2018

Kartofelki marcepanowe Schluckwerder

Witajcie w piątek! Jeszcze jeden dzień i upragniony weekend - damy radę :D Dziś mam dla Was recenzję rzeczy, która chodziła za mną od bardzo dawna, ale ja nigdy jakoś nie mogłam zdecydować się na jej zakup. Mowa tutaj o kartofelkach marcepanowych, które należą raczej do niemieckich/austryjackich przysmaków. Ja marcepan uwielbiam, a więc byłam święcie przekonana, że te niepozorne kuleczki kuleczki zwane ziemniaczkami, skradną moje serce. Jak było w praktyce? Zapraszam do czytania! :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie nie wyróżnia się jakoś szczególnie i gdyby nie to, że szukałam właśnie tego konkretnego produktu, to pewnie nie zwróciłabym na nie uwagi podczas zwykłych zakupów. Trzeba im przyznać, że same kuleczki wyglądają uroczo, ale to chyba za mało aby przyciągać uwagę.

Sama nie wiedziałam czego spodziewać się po tych kuleczkach. Chlebki marcepanowe uwielbiam i ogólnie wszystko co ma w sobie marcepan też, a więc byłam wręcz pewna, że te kuleczki będą właśnie smakować jak środek z moich ukochanych chlebków marcepanowych lub jak nadzienie z ulubionej marcepanowej czekolady...jakie było moje zdziwienie! I to oczywiście na niekorzyść...bo z ręką na sercu muszę przyznać,że tego nie dało się jeść. Może konsystencja fajna, plastyczna i rozpływająca się w ustach, ale smak to czysta porażka! Zacznę od tego, że nie miało to nic wspólnego z marcepanem. Smakowało jak wielka cukrowa gruda, która tylko powoduje rozwój próchnicy w jamie ustnej. Słodkie, kleiste i nie dobre. Cieszę się, że nie kosztowało to więcej, bo chyba byłabym bardzo zła gdyby to coś była drogie, a takie felerne w smaku. Nie wiem czy to zależy od firmy, ale chyba więcej się na takie nie skuszę - unikać! 


Podsumowując:
1/10
Cena - 4,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 21 marca 2018

Moje ulubione źródła węglowodanów

Dziś akurat mam wolne, bo moja klasa wybywa na rekolekcje, a że ja nie uczęszczam na religię, to mogę sobie zostać w domku :D Jutro niestety już wracam, ale zawsze dodatkowy dzień wolnego jest u mnie mile widziany.

Dziś mam dla Was już ostatni post z serii o moich ulubionych źródłach makroskładników. Jako ostatnie wypadły węglowodany czyli główne źródło energii dla naszego ciała. Bez węglowodanów nie da się żyć i wszelkie osoby, które je ograniczają, robią sobie wielką krzywdę, bo właśnie węglowodany powinny stanowić największą część spożywanego przez nas jedzenia. Jeśli jesteście ciekawi jak dostarczam sobie siły i energii w ciągu dnia to zapraszam :)

1 - Owoce

Nie wyobrażam sobie dnia bez porządnej dawki owoców! Codziennie muszę zjeść przynajmniej dwa jabłka oraz uzupełniam je o inne owoce. W okresie jesienno-zimowym moje owocowe zapasy są bardzo ubogie, bo niestety ''skazana'' jestem na jabłka, gruszki, mandarynki, winogrono i mango. Nie gustuję w innych cytrusach czy owocach egzotycznych, a więc stawiam na produkty sezonowe, które swoją drogą są najzdrowsze. Latem i wiosną moje owocowe wybory znacznie się różnią, bo pojawiają się truskawki, morele, brzoskwinie, nektarynki, borówki, maliny, arbuzy...mogę wymieniać w nieskończoność ;) Jedynymi owocami, których nie lubię (z tych bardziej dostępnych) to awokado i grejpfruty, a więc jak widać jestem miłośniczką tych słodkich darów natury :) Owoce warto jeść, bo niby zawierają dużo cukru, ale to dobry cukier! Daje nam dużo energii, a przy okazji nawadniamy organizm, uzupełniamy w masę witamin i w błonnik.

 2 - Warzywa


Było o owocach no to musi być też o warzywach! Dzień bez warzyw dniem straconym, tak samo jak w przypadku owoców. Uwielbiam warzywa, ale nie będę Was kłamać, że owoce jedna bardziej ;) Warzywa są tak samo zbawienna dla naszego organizm jak owoce. Warto je jeść i zamiast tradycyjnego tekstu wielu mam i babć ''zjedz mięsko, a ziemniaczki zostaw'', jednak postawić na ziemniaki czy surówkę ;)
U mnie króluje papryka czerwona, marchew, brokuły, buraki, ogórki, strączki, kukurydza...lubię wiele, a do tych nielubianych zdecydowanie zaliczam seler, szpinak, pomidory surowe (bo suszone kocham) oraz pietruszkę.

3 - Zboża


Oczywiście nie zapominam o produktach zbożowych. U mnie najczęściej pada na kaszę jaglaną, kaszę orkiszową, ryż oraz mąki z pełnego przemiału lub te bezglutenowe. Choć gluten mi nie szkodzi to jednak staram się go unikać gdyż zauważyłam, że mam potem ładniejszą cerę :) Nie zapominam też o chlebach (ale tylko takich o dobrym składzie) no i waflach kukurydzianych, które mimo złych opinii, mnie bardzo sycą. Moją ukochaną kaszą jest kasza jaglana i zajadam ją praktycznie codziennie. Kasza jaglana zawiera dużo krzemu, który świetnie wpływa na nasze paznokcie i włosy :) A do tego wszystkiego jest meeega smaczna ;) Warto zamienić ziemniaki czy makarony na przeróżne kasze (a jest ich wiele i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie), bo są one świetnym źródłem wielu składników (w tym białka!), które tylko odżywią nasz organizm.


Mam nadzieję, że ostatni post z tej serii Wam się podoba :) Myślę, że nie poprzestanę o takich wzmiankach o zdrowym odżywianiu, bo zauważyłam, że wiele osób lubi takie posty czytać :) Dajcie znać w komentarzu czy chcecie więcej, a Wam życzę miłego dnia!



poniedziałek, 19 marca 2018

Masło nerkowcowe Planta food to grow

Czas ucieka mi między palcami i aż ciężko mi uwierzyć, że już minął weekend. Ostatnio cierpię na niedobory snu, bo niestety natłok nauki nie daje się wyspać i na takie niedobory chyba teraz cierpi każdy z mojego rocznika ;) Żeby te niedobory energii uzupełnić trzeba dobrze zjeść! A chyba każdy wie, że nie ma nic lepszego na myślenie niż orzechy właśnie :) Co prawda najchętniej polecane są włoskie, ale myślę, że każde orzechy uzupełnią u nas cenny magnez, który ułatwia zapamiętywanie i reguluje poziom stresu.

Dziś właśnie coś orzechowego, a mianowicie masło z orzechów nerkowca od  Planta food to grow! Na blogu pojawiło się już masło orzechowe z fistaszków oraz pasta tahini no i żaden z tych produktów mnie nie zawiódł. Nie będę ukrywać, że masło z orzechów nerkowca jest moim ulubionym, a więc do tego podchodziłam z jeszcze większym entuzjazmem ;) Jak wyszło? Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie ponownie jest wykonane z plastiku oraz posiada tą samą, ciekawą szatę graficzną , która mi osobiście bardzo się podoba. Tutaj odmiennym i wyróżniającym elementem są błękitne wstawki, które zarezerwowane są właśnie dla tych orzechów. Fistaszki miały zielony kolorek, a tahini pomarańczowe ;) Bardzo nastawiłam się na to masło ponieważ orzechy nerkowca uwielbiam, a tutaj dodatkowo producent obiecał mi wersję chrupiącą...nic tylko zajadać!

Po otwarciu bardzo zaskoczył mnie zapach masła. Pachniało ono bardzo, ale to bardzo słodko i aż byłam w szoku, że nie ma substancji słodzących w składzie. Niestety pojawiło się też rozczarowanie, bo masło nie było według mnie crunchy ani trochę :( Może zostały jakieś niezmielone kawałeczki, ale zdecydowanie nie zasługiwały one na miano kawałków orzechów.

Konsystencja bajeczna, bardzo kremowa i wręcz gładka. Wytrącający się olej łatwo wmieszać w całość. Smak? Bardzo słodko! Naturalna słodycz nerkowców była tak intensywna, że masło stało się bardzo słodkie i jednocześnie niebezpiecznie wciągające. Nie czułam tutaj prażenia, bo masło smakowało tak, jakby zostało zmielone ze świeżutkich orzechów. Zupełnie inne niż te, które kiedykolwiek jadłam :) Myślę, że warto się na nie skusić, ale miłośnicy chrupania będą rozczarowani ;)



Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Tak



piątek, 16 marca 2018

Moje ulubione źródła tłuszczu

Post miał się pojawić w środę, ale uznałam, że piątek będzie dużo lepszą opcją ;) Bardzo cieszy mnie to, że tego typu posty Was zainteresowały i myślę, że coraz częściej będę kombinować z treścią jaką tutaj Wam publikuję :)

Tak jak obiecałam przy poście o moich ulubionych źródłach białka (zapraszam!), teraz pora na tłuszcze! Ja niestety należę do tych osób, które mają okropny problem z nabijaniem tłuszczu w diecie, bo jakoś nie smakują mi wszelkie oleje/oliwy, a po dużej ilości tego składnika w daniu czuję się bardzo źle i ciężko mi na żołądku. Muszę sobie jakoś radzić, a to jak sobie pomaga w dostarczaniu tego niezbędnego składnika przeczytacie poniżej! Mam nadzieję, że kolejny post z tej serii tak samo Wam się spodoba :)


1 - Orzechy

Orzechy to mój absolutny numer jeden! Nie ma dnia, w którym nie byłoby jakiegoś dodatku tych pyszności w moich posiłkach. Moje ulubione to zdecydowanie orzechy brazylijskie, nerkowce i migdały. Najczęściej właśnie je stosuję w moim jadłospisie i to nie bez powodu własnie je, bo to 3 jednych z najzdrowszych orzechów!
Orzechy brazylijskie to największy rarytas i pozwalam sobie na jedną sztukę dziennie. Są dosyć drogie, ale właśnie 1 orzeszek zapewnia nam dzienne zapotrzebowanie na selen, poprawiają pamięć, pracę mózgu oraz poprawiają profil lipidowy. Orzechy nerkowca są niezwykle delikatne w smaku, wręcz maślane i naturalnie słodkie. Nerkowce zapobiegają rozwojowi cukrzycy, zapobiegają chorobom serca i nadciśnieniu oraz regulują stres! Idealne dla takiej osóbki jak ja, która przejmuje się dosłownie wszystkim ;) No i czas na migdały...pyszne, pełne zdrowego tłuszczyku, ale i białka! Zapobiegają one napadom głodu, również łagodzą stres, zapobiegają miażdżycy oraz obniżają poziom cholesterolu i cukry we krwi :)

Ja z całego serduszka polecam orzeszki ze sklepu Skworcu! Pyszne, świeże i w dobrych cenach :)

2 - Masła orzechowe


Jak już było o orzechach w swojej pierwotnej postaci to teraz o kremach z nich! Masło orzechowe to kolejny produkt, który pojawia się u mnie codziennie. Staram się wybierać oczywiście masła z orzechów nerkowca/migdałów, bo fistaszki nie są orzeszkami. Oczywiście staram się, bo nie zawsze moje fundusze pozwalają na eksperymenty z innymi niż właśnie fistaszkowe. Na moim blogu znajdziecie bardzo dużo recenzji z przeróżnymi masłami orzechowymi! Nie mam ulubionego, bo każde masło jest wyjątkowe na swój sposób :) Powyżej macie moje obecne, które już są prawie na wykończeniu :)

3 - Czekolada


Niby nie jest to dobre źródło tłuszczu, ale zawsze jakoś to pomaga, a przy okazji dostarcza sporo magnezu :) Ja czekoladę bardzo lubię i właśnie te do 76% są moimi ulubionymi. Mają delikatną nutkę goryczy i są przy okazji umiarkowanie słodkie. Mleczne czekolady jadam od wielkiego dzwonu i tylko gdy pojawiają się jakieś limitowane smaki warte zakupu :) Czekolada to fajna przekąska w połączeniu z owocami, która czasami ratuje mnie w zabiegane dni. Oczywiście kupuję takie naturalne bez zbędnych dodatków, ale akurat tutaj z dodatkiem karmelu, którą swoją drogą bardzo polecam ;)


Mam nadzieję, że kolejny post z tej serii Wam się spodoba. W ostatnim już poście z tej serii wspomnę o węglowodanach czyli naszym głównym paliwie, który dodaje nam energii na treningi, spotkania z rodziną i na szczęśliwe życie :)

Do zobaczenia!


środa, 14 marca 2018

Masło orzechowe crunchy NaturAvena

Dziś proszę o trzymanie kciuków, bo będą mi bardzo potrzebne. Spędzę poza domem dziś 10 godzin, a to niestety nie jest przyjemne :P Czekają mnie też aż 2 prace pisemne z matematyki, a więc stres jest i to ogromny - walczymy i nie poddajemy się ;)

Dziś mam dla Was recenzję masełka orzechowego, które dostałam w prezencie od mojej kochanej Marty :) Mam wrażenie, że ona zna mnie dosłownie na wylot i zawsze trafia z podarunkami! Tego masełka nigdy nie widziałam w moich okolicznych sklepach, a więc bardzo ucieszyłam się na możliwość spróbowania kolejnej firmy :) Jak wypadł ten słoiczek? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Słoiczek wykonany jest świetnie! Grafika bardzo do mnie trafiła, bo bardzo mi się podoba ten fistaszek przebrany za diabełka :D Czyżby to była zapowiedź, że masło jest piekielnie smaczne? ;) Słoik wykonany jest z plastiku i to już kolejne masło w takim opakowaniu, jakie mam okazję testować. Niby to plus, bo masło nam się nie stłucze, ale patrząc na to, że plastik strasznie długo się rozkłada to jednak wolę te szklane słoiczki, które mogę później wykorzystać :)

Po otwarciu od razu zaskoczył mnie rozmiar i ilość kawałków orzeszków! Było ich pełno, a ja akurat traktuję to jako ogromny plus, bo kocham chrupiące masła orzechowe. Tutaj naturalnie wytrącił się olej, który musiałam wmieszać i niestety strasznie źle się je mieszało...wszystko zbiło się w jedną wielką grudkę i masło było aż nadto suche :( Ciekawe czy to wina producenta czy sklepu, który je przechowywał? 

Jeśli chodzi o smak to jest pyszne! Czysty i naturalny smak fistaszków, który wzbogacony jest o ogromną ilość chrupiących i lekko podprażonych orzeszków ziemnych. Trafiały się nawet całe połówki - dla mnie bomba! Musiałam sobie je rozpuszczać w rondelku, bo niestety nie udało mi się go wymieszać i to chyba jego jedyny minus. Jadałam wiele suchych maseł, ale to pobiło wszystkie :P Mimo tego kupię je ponownie i sprawdzę czy faktycznie wszystkie takie są.


Podsumowując:
9/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 12 marca 2018

Creative Nature Superfoods

Witam Was w ten dosyć słoneczny poniedziałek ;) Ja coraz bardziej widzę oznaki wiosny i cieszy mnie ogromnie to, że rano gdy idę do szkoły nie jest kompletnie ciemno i nieprzyjemnie :) Temperatury wzrosły, a nadchodząca wiosna oznacza głownie to, że wielu z nas chce wrócić do formy sprzed zimowego ''masowania'' ;)

Aby pomóc Wam w wracaniu do formy i zdrowej diety mam dla Was ciekawe produkty od Creative Nature Superfoods! Właścicielką formy jest Julianne Ponan, która stworzyła firmę i te wspaniałe produkty z frustracji, że na sklepowych półkach zalegają produkty ze złym składem, przepełnione zbędnymi dodatkami i ulepszaczami. Produkty marki Creative Nature Superfoods są kompletnym przeciwieństwem jakiś czekoladowych batoników.

Produkty Creative Nature Superfoods wykonane są z najwyższej jakości składników, które idealnie odżywią nasz organizm, a przy okazji pysznie smakują! Gamma produktów jest bardzo bogata, a każdy z super foods pochodzi z rodzimego kraju, jak np:. ich młody jęczmień pochodzi z Nowej Zelandii :)


Będę dla Was testować ich batoniki w dwóch wersjach - klasyczne surowe oraz flapjack'y, które wykonane są z dodatkiem płatków owsianych. Niektóre z nich są proteinowe, co bardzo mnie cieszy gdyż staram się być aktywna fizycznie i przy 3-4 treningach w tygodniu takie proteinowe produkty sa bardzo pomocne :)


Z takich typowych ''super foods'' będę testować nasionka chia oraz jagody goji. Jak pewnie wiecie nie przepadam za tymi produktami, ale będę kombinować aby stworzyć z nich dla Was coś pysznego, zdrowego i idealnego po treningu! 


Mam nadzieję, że testy wypadną pysznie, a ja zachęcę Was do spróbowania produktów od Creative Nature Superfoods :) Polecam zajrzeć na ich stronę, a my widzimy się w środę!


Miłego dnia!


piątek, 9 marca 2018

RAW BITE Raw Cocoa

Choroba powoli ustępuje, a ja jakoś wracam do żywych. Jednak nie ma to jak wyleżenie choroby w domu na spokojnie w ciepełku i przy gronie rodzinnym. Przecież lepiej kurować się w grupie niż samemu :D Z moją mamą było najgorzej, ale powolutku wraca do żywych, co bardzo mnie cieszy, bo nie pamiętam kiedy ona była w aż taki złym stanie, że nie była w stanie jeść czy wstać z łóżka. Wszyscy bardzo się o nią martwimy, ale na szczęście jest lepiej i obyło się bez szpitala...a serio było bardzo źle. Pogoda na szczęście też się już zmieniła i nie ma tych okropnych mrozów. Ja już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła wyjść z domu w koszulce i trampkach ;) Wiosno przybywaj!

Zostało mi do opublikowania jeszcze kilka smaków batoników od RAW BITE, które już jakiś czas temu zamówiłam przez internet. Dziś padło na smak a'la brownie czyli wersję z surowy kakao! Czy wypadnie tak samo pozytywnie jak pozostałe? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie ponownie bardzo proste, ale mające swój urok i klasę. Jak na kakao przystało mamy tutaj ciemny brąz, który oczywiście od razu kojarzy się z czekoladowymi smakami.  Tutaj mamy bardzo prosty skład, który głównie opiera się na daktylach i rodzynkach, które powinny przełamać wytrawne aromaty kakao. Jak widać jest tutaj też sporo orzechów bo aż 36% i to nie ziemnych, a tych z ''wyższej półki'' czyli migdały i nerkowce. 

Po rozpakowaniu batonika bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Orzechów było bardzo dużo i ponownie były one w bardzo dużych kawałkach. U mnie trafiła się przewaga migdałów, ale nie przeszkadzało mi to, bo moim zdaniem to właśnie one lepiej komponują się z kakao. Batonik pachniał bardzo słodko, ale dało się też wyczuć tą czekoladowo-kakaową nutę. Konsystencja wydawała mi się bardziej miękka niż przy pozostałych i taka plastyczna, coś jak ciasto brownie. 

Smak? Poezja! I muszę przyznać, że ten batonik serio smakuje jak surowe brownie. Jest taki kleisty, lekko ciągnący się i bogaty w smak kakao. Wszystko jest idealnie wymierzone i nie spotkamy się z nadmiarem słodycze ze strony suszonych owoców. Kawałki orzechów świetnie dopełniają całość. Batonik był drogi, ale według mnie jest warty tej ceny. Wolę sobie kupić takiego batonika do kawy niż tradycyjne brownie, które jest pełne białego cukru :) Polecam!


Podsumowując:
10/10
Cena - ok 10 zł
Czy kupię ponownie? - Tak


środa, 7 marca 2018

Moje ulubione źródła białka

Już dawno miałam w planach napisanie takiego posta, bo wiele osób pyta mnie o moje źródła makroskładników. Można zauważyć mniej więcej skąd dostarczam i w jakich ilościach sobie makroskładniki po moich jadłospisach, ale mimo to dostaję często o to pytania. Myślę, że post z zestawieniem takich produktów będzie pomocny i w miarę ciekawy :) Chcę wprowadzić tu trochę więcej urozmaicenia co do postów, a takie o zdrowym żywieniu i diecie jak najbardziej mnie interesują i myślę, że moich odbiorców też ;)

Serię tą postanowiłam zacząć od elementu, który bardzo lubię i nie mam kompletnie problemów z jego dostarczaniem. Na samym początku mojej przygody z wegetarianizmem byłam straszona tym, że moja dieta bez mięsa będzie pozbawiona białka, ale to straszna bzdura! Białko znajduje się praktycznie we wszystkim i nawet na diecie opartej w 100% na roślinach nie będzie z tym białkiem tak wielkiego kłopotu, jak to niektórzy mawiają :) Nie przedłużając już chcę Wam przedstawić moje top 4 źródła białka, bez których nie wyobrażam sobie życia.

1 - Nabiał

Nie będę ukrywać, że dzień bez nabiału jest u mnie dniem straconym. Twarogi, sery, serki, jogurty...no kocham! Na zdjęciu powyżej macie najczęściej jedzony przeze mnie nabiał. Serki wiejskie i twarożki grani (właśnie tej firmy!) wpadają u mnie codziennie. Oczywiście staram się nie przesadzać z ilością i przeważnie jest to jeden serek lub twarożek dziennie na kolację. Wpadają też twarogi w kostce czy przeróżne sery. Camembert to ostatnio moje uzależnienie, a ten lekki jest mniej maślany niż klasyczny i jego smak bardzo mi odpowiada.

Mimo wszelki wzmianek o tym, że nabiał wcale nie jest dla nas dobry to ja się do niego nie zrażam. Nabiał jest bogaty w wapń, a on oczywiście wpływa na nasze kości. Produkty mleczne dostarczają nam też kwasów omega-3 , cynku, potasu, witamin z gruby B, witaminy A, witamin D i witaminy E. Dodatkowo nabiał syci i jest idealny dla osób aktywnych fizycznie. 

Jeśli chodzi o nabiał, którego nie jadam to jest to: mleko, śmietana, masło, kefir i maślanka
Dlaczego? Tylko i wyłącznie ze względów smakowych ;) Nie lubię i jeśli coś mi nie wchodzi to zmuszać się nie będę (szczególnie do masła, brrry)

2 - Tofu


Nachwaliłam nabiał klasyczny to teraz czas na coś wegańskiego ;) Tofu wylądowało na miejscu drugim, bo odkąd nauczyłam się je dobrze przygotowywać, to pokochałam jego smak. Nie ukrywam, że najbardziej smakuje mi to wędzone i to właśnie ono jem najczęściej. Kiedyś bałam się jeść tofu często, bo naczytałam się jaka ta soja jest GMO, ale na szczęście ta co trafia do naszych produktów (jeszcze) taka nie jest i można sobie jak najbardziej na tego typu produkty pozwalać. Mam swoje top 2 ulubione tofu ze względu na walory smakowe i są to tofu z Lidla i tofu z Kaufland. Wypadają one też bardzo korzystnie cenowo, a więc mogę sobie śmiało pozwolić na 2 lub nawet 3 razy w tygodniu na taki przysmak. Tofu warto jeść ze względu na dużą zawartość wapnia, dobrze przyswajalne żelazo oraz dobrze przyswajalne białko, które nasz organizm przyswaja w 91% :) Mniam!

3 - Strączki


Kolejnym GENIALNYM źródłem białka są strączki! Wybór jest przeogromny, ale moimi ulubionymi są ciecierzyca, groszek i fasola. Niestety ja muszę sobie dawkować strączki gdyż mój organizm słabo radzi sobie z ich trawieniem, ale nie rezygnuję i jem tyle ile mogę. Strączki dają nam ogromne pole do popisu jeśli chodzi o przygotowywanie dań. Możemy jeść je na słono lub na słodko, jako pasty, jako ciasta, jako składniki zup, sałatek, placków, kotletów...ogrom propozycji! Ostatnio coraz więcej osób zaczyna je doceniać, co widzę po różnych social media i to jest dla mnie wielki plus :) Po strączki sięgają nawet producenci wędlin i wprowadzają różne pasty i pasztety dla wegan czy wegetarian :) Dla mnie super! Kolejną zaletą strączków jest to, że są one bardzo tanie i można je dostać w każdym markecie ze spożywką. Oczywiście lepiej jest kupować strączki na wagę, moczyć je i gotować samemu, ale że ja jestem jedyną osobą na diecie bezmięsnej w moim domu to idę na łatwiznę :) U mnie niestety jestem jedyna, która ceni sobie ich smak, a pozostali domownicy stronią nawet od hummusu :(

4 - Odżywki białkowe


Umieściłam je w tym rankingu na końcu, bo jest to dopiero nowość w moim menu i wiem, że zostaną ze mną na długo ;) Wiem, że wiele z Was uzna je za samą chemię, ale wcale tak nie jest. Co prawda zawierają słodziki, ale prócz tego ich skład wcale nie przypomina tablicy mendelejewa  i z czystą przyjemnością mogę Wam je polecić. Jadam je ze względu na walory smakowe i odżywcze. Nie przekraczam dawki 20 gramów odżywki na dzień, bo wiem, że więcej jest mi po prostu zbędne. Odżywki próbowałam już wielu firm, ale bezkonkurencyjne są dla mnie te od WK, które są PRZEPYSZNE i moje miseczki jaglanki/owsianki/inne kaszki czy placuszki z takim dodatkiem zyskują wiele na smaku i konsystencji. Jest to produkt bardziej rekreacyjny, ale mimo to będę go stosować.

Mam nadzieję, że takie ogólne podsumowanie Wam się spodobało! Mi tworzenie takich postów sprawia wiele radości i przyjemności, a więc już nie mogę się doczekać jak będę tworzyć dla Was post o tłuszczach, który pojawi się w następną środę.

Miłego dnia! :) 

poniedziałek, 5 marca 2018

Czekolada gorzka z kawałkami karmelu Luximo (Biedronka)

No i choroba dopadła też mój dom. Myślałam, że jakoś uda nam się ochronić przed wszechobecną grupą, która podobno nawet zabiła już 10 osób w Polsce. Niby mrozy powinny powybijać te paskudne bakterie, ale jak widać wyszło jak wyszło. Gorączka, kaszel, totalny brak sił...coś czuję, że ten tydzień spędzę w domciu pod znakiem użalania się nad bólem i łykaniu leków :P Nawet moja ''żelazna'' mama dała się chorobie i musiała iść na zwolnienie, a przecież ona nigdy nie choruje! Nie jest dobrze, ale mam nadzieję, że chociaż Wy jeszcze jakoś się trzymacie :)

Dziś mam dla Was recenzję czekolady, którą ostatnio dorwałam na promocji w Biedronce. Niby nie przepadam za karmelem w formie karmelków w połączeniu z czekoladą, ale mimo to skusiła mnie jej forma i ciekawa grafika. Jak smakowała? Czy była warta zakupu? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak:  Jak już wspomniałam we wstępie, do zakupu tej czekolady bardzo zachęciła mnie grafika. Jest utrzymana w ciekawym klimacie, takim trochę orientalnym i wręcz mrocznym. Skusiła mnie też forma czekolady, bo podzielona ona jest na mini tabliczki czekoladek po 21 g, które są oddzielnie zapakowane w złote papierki.

Po otwarciu jednej z mini tabliczek od razu wiedziałam, że czekolada będzie dobrej jakości. Zapach kakao był bardzo intensywny, taki zahaczając lekko o kawowe klimaty z nutką czegoś słodkiego. Tym czymś słodkim był właśnie karmel, który został tutaj dodany pod postacią twardych kawałków coś a'la Daim. Ciekawy pomysł na urozmaicenie zwykłej gorzkiej czekolady, bo nie każdy lubi taką ''gołą'' i potrzebuje dodatków smakowych.

No dobrze, pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, ale jak to ma się do smaku? Powiem Wam, że jestem bardzo na tak! Czekolada jest lekko słodka, ale z wyraźnym aromatem prażenia ziaren kakaowca, które właśnie nadawały tej kawowej nutki. Karmelu jest dosyć sporo, niestety klei się do zębów, ale mimo to smakuje bardzo dobrze i faktycznie ten karmel czuć, a nie jakąś margarynę. Całość razem komponuje się w bardzo przyjemną czekoladkę, którą warto kupić. Cena nie jest wygórowana, a jakością nie odstaje od dużo droższych tabliczek ;) Fajna, słodkawa i myślę, że polubią ją nawet osoby, które za gorzką czekoladą nie przepadają.


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 5-6 zł
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 2 marca 2018

Masło orzechowe active mix orzechów crunchy Primavika

Piątek, piąteczek, piątunio! ;) Bardzo, ale to bardzo zmęczył mnie ten tydzień, ale cieszę się z tego, że już mamy Marzec! Do wiosny coraz bliżej, co widzę oczywiście za oknem. Coraz dłużej jest widno, ale niestety mrozy nie ustępują. Przez takie temperatury mam bardzo dużo problemów z dojazdem do szkoły, bo szyny tramwajowe nie wytrzymują :P

Ostatnio na blogu znów ruszyłam z jadłospisami. Publikowałam tam posiłki z udziałem masła orzechowego, które strasznie wychwalałam i obiecałam Wam jego recenzję...oto one! Masełko z mixem różnych orzechów, które dodatkowo jest w wersji chrupiącej. Dostałam je na święta od moich kochanych dziadów :) Jest pyszne, a na jego dokładną recenzję zapraszam własnie dziś!


Skład:


Wygląd i smak: Słoik z masłem jest szklany, co ostatnio zdarza się coraz rzadziej gdyż producenci raczej stawiają teraz na plastikowe słoiczki. Ja w sumie nie wiem czy to plus czy minus, bo obie wersje opakowań mi się sprawdzają i na szczęście nie miałam jeszcze sytuacji z potłuczonym słoikiem tego boskiego smarowidła ;)

Grafika jest bardzo ciekawa, zdecydowanie w klimatach aktywnego stylu życia. Nawet sama nazwa na to wskazuje, bo masło jest przecież ''active'' :D Lubię te chwyty marketingowe, na które oczywiście sama też się łapię. Mamy tutaj mix orzechów ziemnych, laskowych, nerkowców i migdałów, a całość jest w wersji chrupiącej czyli taka, którą kocham całym serduszkiem. Dla mnie masło orzechowe musi mieć kawałki orzechów, bo kocham jak coś mi chrupie między zębami (i nie są to kawałki łupinek:P). Po otworzeniu słoiczka zapach powalił mnie na kolana. Czuć wyraźnie, że nie mamy tutaj tylko orzeszków ziemnych, bo dają o sobie znać też migdały i laskowe, a nerkowce...cóż, te delikatne w smaku orzechy niestety troszkę się tutaj gubią, ale nie jest źle! Kawałki orzeszków nie są jakieś szczególnie duże, ale ważne, że są i chrupią. Olej nie wytrąca się jakoś szczególnie, a to dla mnie wielki plus, bo nie znoszę babrać się z mieszaniem. Smak? Pyszny i bardzo, ale to bardzo uzależniający ;) Na jednej łyżeczce ciężko zaprzestać! Nie jest ono mdłe, ma charakterek i po prostu jest pyszne. Myślę, że każdy fan masła orzechowego będzie oczarowany! Muszę stwierdzić, że obecnie jest to moje ulubione masło orzechowe - polecam.


Podsumowując:
100/10
Cena - ok. 35 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!