środa, 30 maja 2018

Nākd Cocoa Crunch

Bardzo lubię batoniki na bazie daktyli lub innych bakalii, a te od marki Nākd jadłam już w wielu wariantach smakowych i jeszcze nie zawiodłam się na nich :) Szkoda, że w Polsce nie ma wszystkich smaków, ale coraz więcej ich się pojawia i to bardzo duży plus! Czemu? Bo batoniki są małe, idealne na przekąskę i nie zajmują szczególnie dużo miejsca w naszym plecaku czy torbie :)

Batoniki Nākd w wersji chrupiącej to fajna alternatywa i produkt dla tych, którzy jednak lubią coś pochrupać. Jadłam już wersję truskawkową, której recenzję znajdziecie tutaj ;) Tego kupiłam w Piotrze i Pawle, bo klasyczny czekoladowy Nākd był pyszny! Jak wypadł ten w wersji chrupiącej? Zapraszam do czytania!



Skład:


Wygląd i smak: Jak już wspomniałam, batoniki te mają to do siebie, że są malutkie i wręcz stworzone do zabrania ze sobą. Wersja czekoladowa bardzo mnie kusiła, bo bardzo dobrze wspominam tą truskawkową i ta przecież te musiała wypaść pysznie! Przecież ma w sobie dodatek kakao :D

Po rozpakowaniu od razu rzuciły się w oczy drobne kuleczki. Batonik pachniał cudownie kakao, a aromat był tak silny, że przesiąkł nim nawet papierek. W składzie za główną bazę robią daktyle, ale znajdziemy też tam rodzynki, orzechy nerkowca no i oczywiście chrupki sojowe. Batonik był dosyć miękki, plastyczny i przyjemny w konsystencji. Smak okazał się pyszny! Bardzo kakaowy z elementem słodyczy daktyli i oczywiście z chrupiącymi chrupkami sojowymi. One smaku nie mają, ale bardzo mocno chrupią, a że ja chrupać lubię to dla mnie kolejny plus ;) Orzechy nerkowca zostały posiekane w drobniutkie kawałeczki, a więc ich jakoś szczególnie nie wyczułam, ale faktycznie było w nim ''coś'' maślanego i to pewnie robota nerkowców. Pyszny, bardzo polecam się na niego skusić :)



Podsumowując:
10/10!
   Cena - ok. 6 zł Piotr i Paweł
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 28 maja 2018

MUSLI - FOODS BY ANN

Dziś w ten piękny poniedziałek mam dla Was recenzję porównawczą kilku wariantów musli od Foods by Ann! :) Obecnie firma poszerzyła swój asortyment o kilka nowości, ale ja mam dla Was te podstawowe, które pojawiły się jako pierwsze :)

Musli to super opcja szybkiego śniadania, a że ja ostatnio miałam sporo problemów z organizacją czasu (matuuuury) to te musli świetnie się sprawdziły i uratowały mi skórę przed głodem. Te musli można zjeść na wiele sposobów, a Ania Lewandowska sugeruje nam abyśmy zalali je wrzątkiem i zjedli jako owsianki na ciepło. Ja tej opcji nie wybrałam, ale postawiłam na połączeni tych musli z moim ulubionym twarożkiem i wyszło coś wspaniałego :) Które smakowało mi najbardziej? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam!



Składy:





DAKTYL&JABŁKO&BANAN - Od tego musli zaczęłam swoją przygodę z tymi produktami. Ten smak wydawał mi się najbardziej bezpieczny i klasyczny, a przy tym też bardzo smaczny, bo zestawienie bananów, jabłek i daktyli przecież brzmi pysznie i obiecująco.

Po otwarciu musli bardzo mnie zaskoczyło, bo było pełne bakalii! Kawałeczki suszonych owoców okazały się bardzo duże, a to na plus bo niektóre musli są pełne ''śmietków'' owocowych, a nie tych prawdziwych. Jak już wspomniałam we wstępie, swoje musli jadłam z twarożkiem, a nie zalane woda jak sugeruje producent. W tej wersji smakowało mi bardzo! Bakalie świeże, płatki pod wpływem serka fajnie złapały wilgoć i stały się mięciutkie, a suszone jabłuszka i banan puściły swój smak :) Pyszne i bardzo ''bezpieczne'' bo to zestawienie owoców zasmakuje każdemu!

10/10


TRUSKAWKA&POMARAŃCZ&MELON - Tego musli chyba obawiałam się najbardziej, bo nie bardzo pasuje mi pomarańcza i melon do musli. Jednak do odważnych świat należy i trzeba próbować nowości! W składzie prócz suszonej truskawki, melona i soku pomarańczowego mamy też brzoskwinię, jabłko i nawet arbuza! Dla mnie istny mix, który tylko napędzał moją ciekawość. Po otwarciu musli zaskoczyło mnie ilością owoców, bo było ich zdecydowanie najwięcej ze wszystkich jakie jadłam. Kawałki były ogromne, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej ;) Smak? Powiem Wam, że bardzo ciekawy i nietypowy. Smaki fajnie przegryzły się z serkiem wiejskim, a suszone owoce puściły swój sok. Wyraźnie czułam coś cytrusowego, brzoskwinię, jabłko i truskawki. Pyszne combo, ale niestety nie doszukałam się melona i arbuza :/ Inne owoce zdominowały melony, a że jest ich najmniejsza ilość to niestety się nie pojawiły. Smaczne, ale chyba jednak wolę inne warianty :)

9/10


JABŁKO&PORZECZKA&ŚLIWKA - Połączenie dosyć ciekawe, bo mamy tutaj jabłka ze śliwkami i porzeczkami. O ile jabłka i śliwki to owoce jesieni to porzeczki są fajnym letnim akcentem. W składzie znajdziemy też cynamon, który oczywiście jest niezbędny w zestawieniu ze śliwkami i jabłkami ;) Po otwarciu oczywiście znów pozytywnie zaskoczyła mnie ilość owoców. Kosteczki jabłek i śliwek obtoczone w cynamonie oraz sporo kolorowych porzeczek. Ja nie przepadam za porzeczkami jako samymi owocami, ale przetwory z nich to już inna bajka :) To musli zdecydowanie jest najmniej słodkie. Porzeczki mają tutaj bardzo mocny, kwaśny smak, który  zagłusza trochę śliwki i jabłka. Wyraźnie czuć kwasek na przemian z lekką słodyczą, której mogłoby być więcej moim zdaniem ;) Mimo tego jest smaczne i zjadłam je ze smakiem!

9/10


MALINA&WIŚNIA&TRUSKAWKA - Te owoce zdecydowanie kojarzą mi się z latem! Już teraz można dorwać pyszne truskawki, a już niedługo pojawią się nasze pierwsze krajowe wiśnie i maliny :) Co prawda za wiśniami i malinami tak solo nie przepadam, ale truskawki to mogłabym jeść kilogramami! :D Tutaj musli ma ich mix, a po otwarciu mamy do czynienia z prawdziwymi kawałkami suszonych owoców, a nie jakimś smakowym proszkiem! Owoce są w sporych kosteczkach i mimo tego, że są suszone to pięknie pachną. W połączeniu z twarożkiem smakuje wybornie i od razu przypomina mi się dzieciństwo i zajadanie ogródkowych truskawek z jogurtem i toną cukru :) Kwasek wiśni też jest obecny, ale dla mnie tutaj najbardziej jednak czuć truskawki. Pyszne!

10/10


A Wy znacie te musli? Lubicie takie płatki czy może wolicie coś innego? ;) Te musli śmiało możecie zamówić TUTAJ! :)

piątek, 25 maja 2018

Mój wegetariański jadłospis (20)

Już jutro mam Dzień Mamy, a więc w planach u mnie pichcenie i będzie przepis na ciasto! Nie zdradzę Wam na jakie, ale na pewno zadowoli wszystkich miłośników ciasta mokrych, coś w klimatach brownie :)

Obiecałam, że będę tutaj publikować więcej moich jadłospisów, bo wiem, że lubicie posty z tej serii :) Teraz mam odrobinę więcej czasu, a więc gdy tylko sobie przypomnę robię zdjęcia moim posiłkom danego dnia. Dziś mam dla Was jadłospis z serii ''wyjadam pustki z lodówki'', bo tego dnia akurat nie miałam kompletnie nic w lodówce i musiałam improwizować :D Jest tu totalny misz-masz, ale bardzo smaczny i pożywny! Dodam, że był to dzień nietreningowy, a więc tej szamki jest trochę mniej, bo zazwyczaj w dni bez treningu mam mniejszy apetyt. Czy tylko ja tak mam, że w dni treningowe tryskam energią, a w nietreningowe ciągle chce mi się spać? ;) No dobrze, nie przedłużam już i zapraszam na mój dzienny jadłospis!

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej aby pobudzić żołądek i się nawodnić :)


Na pierwszy posiłek postawiłam na coś lekkiego i słodkiego. Mamy tutaj pół kilo ekologicznych jabłek od Pana na ryneczku oraz serek wiejski z sosem Milki Whey od WK. Jestem totalnie uzależniona od połączenia serka wiejskiego z tymi sosami i serdecznie Wam poleca przetestować na własnej skórze ;)


Później wybrałam się razem z siostrą na spacer, bo obecna pogoda totalnie do tego zachęca. Po dotlenieniu się oczywiście odezwał się głód i padło na mix resztek z lodówki. Mamy tutaj mini puszkę cieciorki, całą ogromną paprykę, pół brokuła i wafle kukurydziane. Całość posypałam przyprawą do kurczaka, a na deser znowu jabłko :)


Na kolację nie mogło zabraknąć mojej jaglanki! Mamy tutaj kaszę jaglaną z białkiem o smaku peanut butter reese's cups od WK, kleks masła orzechowego o smaku karmelowym (nieeeeebo ♥), spore jabłko i trzy kuleczki Ferrero Rocher, które są chyba moimi ulubionymi słodyczami na ten moment :D

Mam nadzieję, że jadłospis Wam się podoba! Widzimy się w poniedziałek z bardzo ciekawym podsumowaniem pewnych produktów ;)

środa, 23 maja 2018

Krem z orzechów włoskich AMANDIN

Orzechy włoskie są niezwykle zdrowe i zdecydowanie niedoceniane w naszym kraju gdzie są dobrze dostępne. U mnie u babci stoi wielki stary orzechowiec i co dwa lata mamy z niego ogromną ilość orzechów, która dzielona jest na całą rodzinę :D Ja uwielbiam te orzechy, ich charakterystyczny smak i ta goryczka...są specyficzne, ale to bomba witaminowa i warto je zajadać.

Krem, którego recenzje dzisiaj przeczytacie, nie jest złożony z samych orzechów włoskich, bo znajdziecie w nim też syrop ryżowy, wodę i słodzik. Jak sama nazwa wskazuje jest to krem, a nie masło orzechowe, a więc to pewna różnica :) Coś podobnego jadłam już w wersji z migdałami (tutaj), ale to własnie ten wariant kusił mnie bardziej! Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoik zapowiada nam krem z orzechów włoskich, który jest dosyć ciemny i wygląda tak jakby był wzbogacany o kakao. Tak jednak nie jest, a szkoda, bo w sumie połączenie orzechów włoskich z kakao to super sprawa!  Jak już wspomniałam nie jest to masło orzechowe, a krem z orzechów włoskich, a więc w składzie znajdziemy też wodę i słodziki.

Po otwarciu krem pachniał słodko i zamulająco. Nie czułam orzechów, a jedyne co dało się jakoś ''wydobyć'' z zapachu to cukier...dużo cukru. Konsystencja przypominała bardziej gęsty dżem, nie była taka lejąca jak w przypadku migdałowego. Tutaj polecane jest to rozpuścić w wodzie/mleku i tak też zrobiłam. Smak niestety mi nie podszedł, było to słodkie, nijakie i bez wyrazu. Jedzone solo było jeszcze gorsze, a obiecany udział orzechów włoskich niestety się tutaj nie pojawił. Jedyne co czułam to słodki i zalepiający smak, który odbierał wszelkie przyjemności z jedzenia :( Szkoda, bo mogło być ciekawie. Ja osobiście nie polecam, ale z ciekawości można spróbować.


Podsumowując:
3/10
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 21 maja 2018

Crispy Natural Veg&Bowl

Poniedziałek u mnie zapowiada się bardzo aktywnie i wspaniale :) Muszę ogarnąć prezent dla mojej mamy na Dzień Matki oraz pozałatwiać inne rzeczy. Fajnie jest tak obudzić się w poniedziałek i nie musieć jechać do szkoły :D Mam nadzieję, że to mnie za bardzo nie rozleniwi, a ja spożytkuję czas w 100% :)

Lubicie suszone warzywa? Ja kocham! Duszone buraki należą zdecydowanie do moich lubionych i mogłabym je chrupać codziennie. Jedynym ich minusem jest oczywiście cena, bo jak za takie malutkie opakowanie to troszkę dużo :( Firma Cripsy Natural specjalizuje się właśnie w tego typu przekąskach i ostatnio poszerzyła swoją ofertę o suszone strączki! W ich asortymencie pojawił się groszek, cieciorka i fasola, które tak mnie kusiły, że szybko poszłam na ich łowy :) Niestety w moich sklepach ich nie znalazłam, ale uratowały mnie zakupy on-line :D Jesteście ciekawi jak one smakują? Zapraszam do czytania!


Składy:




FASOLA BIAŁA POMIDOR&OSTRA PAPRYKA - Bardzo lubię białą fasolę, ale nie ukrywam, że jednak moją ulubioną jest ta czerwona ;) Jakoś bardziej pasuje mi do dań i nawet ciasta na jej bazie są smaczniejsze niż na tej białej więc...no szkoda, że te fasolowe chrupki nie są z fasoli czerwonej.
Zestawienie pomidora z ostrą papryczką bardzo mi się spodobało, bo to udane combo, które często stosuję do przyprawiania moich dań. Po otwarciu zaskoczył mnie rozmiar fasolki, bo z reguły jest ona dużo większa, a ta tutaj była strasznie maleńka :) Ja wiem, że to przez suszenie i wyparowanie z niej wody, ale inne strączki zachowały mniej więcej swój rozmiar. Zapach był cudowny, wyraźnie czułam suszone pomidory oraz zioła śródziemnomorskie. Fasolka okazała się niezwykle chrupiąca, idealnie doprawiona (choć chyba wolałabym ją mniej pikantną) i po prostu pyszna! Szkoda, że jej tak mało w opakowaniu, a cena taka wysoka ;)

9/10


GROSZEK ZIELONY PESTO&CZOSNEK - Groszek UWIELBIAM! To zdecydowanie mój ulubiony strączek, który mogłabym jeść i jeść ;) Mój brzuch własnie z nim radzi sobie najlepiej jeśli chodzi o strączki, a więc właśnie go zajadam najczęściej. Takiego prawdziwego pesto nigdy nie jadłam, a więc byłam strasznie ciekawa jak groszek w takiej wersji wypadnie...no i samej formy suszonego groszku byłam chyba najbardziej ciekawa! :D Zapach? Piękny, bardzo czosnkowy z lekką nutą ''czegoś'' serowego czym jest suszony parmezan. Groszek nie był taki maleńki jak fasola i zdecydowanie bardziej chrupiący. Smak mnie urzekł, wszystko to co lubię najbardziej! Nawet tego jarmuży nieszczęsnego nie wyczułam ;) Pyszne, meeega chrupiące i bardzo wciągające. Mogłabym jeść codziennie!

100/10!


CIECIERZYCA FROMAGE - Ciecierzyca zaraz po groszku jest moim drugim ulubionym strączkiem. Ją niestety muszę sobie rozsądnie dawkować, bo po większej ilości mój brzuch się buntuje i nie jest ciekawie ;) Jest to chyba smak głównie kojarzony z pewnymi chipsami, które są bardzo popularne. No ja zamiast ziemniaków wolę ciecierzycę, a więc do tej przekąski podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Po otworzeniu zapach był wręcz identyczny jak przy chipsach! Bardzo aromatyczny, z nutką czegoś śmietankowo-serowego no i cebulowego. Aromat od razu wywołuje ślinotok ;) Smak? Wciągający i oczywiście pyszny. Cieciorka jest bardzo chrupiąca (bardziej niż fasola, ale nie tak jak groszek), dobrze doprawiona, ale jak dla mnie ciut za słona. Wolałabym gdyby zamiast tej soli dodali więcej cebulki i byłoby ideolo :) Nie zmienia to faktu, że ta przekąska jest genialna i z ogromną przyjemnością będę do niej wracała!

10/10!


A Wy znacie? Lubicie? Jest to super rzecz i bardzo polecam się skusić, bo warto :)

piątek, 18 maja 2018

Czekolady Plamil cz.1

Pamiętacie mój post o wegańskim Willy Wonce? ;) Czekolady Plamil foods czekały u mnie na testy, a że było wiele smaków to nie mogłam się zdecydować, od których zacząć! W asortymencie firmy znajdziemy dosłownie tyle wersji smakowych, że każdy znajdzie coś dla siebie :) Ja należę do osób, które kochają czekoladę, a w szczególności te o zawartości kakao 60-76% :) To moje ulubione warianty smakowe, które mogę jeść codziennie! Nawet w takie upały jak teraz ;)

Postanowiłam, że podzielę recenzje czekolad od Plamil na kilka części. Dzięki temu będzie łatwiej je czytać, porównać smaki i może nawet zdecydować się na zakup jakiejś? ;) Zapraszam!





Składy:





INTENSE MINT - Nie należę do osób, które lubią miętę. Odrzuca mnie od samego zapachu i nie jest to rzecz, którą używam na co dzień. Unikam słodyczy z dodatkiem tegoż to składnika, ale muszę przyznać, że miętowe czekolady czasami się bronią i jestem w stanie zjeść je nawet ze smakiem. Tutaj niestety nie podołałam, bo jak nazwa wskazuje, jest to baaaardzo intensywna mięta. Aromat jest tak mocny, że całość zdominowana jest przez ten dodatek i ja nie jestem w stanie jej zjeść :/ Ale dla fanów mięty to pozycja obowiązkowa!

2/10


HEMP SEEDS - Dodatek konopi to dosyć kontrowersyjna rzecz, która na szczęście spotyka się z coraz większą akceptacją w naszym kraju. To bardzo dobrze, bo nie dość, że ziarenka te są bardzo zdrowe i odżywcze to i nadają też bardzo ciekawego smaku. Tutaj tabliczka została wzbogacona o właśnie ziarna konopi, które nadały jej pysznego i bogatego aromatu jakby a'la orzechowego. Była pyszna, bardzo wciągająca no i chrupiąca od tych ziarenek :) Pyszna i muszę Wam powiedzieć, że jedna z moich ulubionych! Zniknęła w jeden dzień ;)

100/10


WHITE CHOCOLATE - Nie lubię białej czekolady, ale czasami robię wyjątki bo są połączenia, które z nią mają pyszny efekt końcowy. Białe wegańskie czekolady są dosyć specyficzne, bardziej smakują wanilią i olejem niż śmietanką, ale zawsze podchodzę do nich z wielką ciekawością, bo zdaję sobie sprawę, że ciężko jest odtworzyć smak tej z mlekiem. Tutaj po otwarciu niestety nie wyczułam aromatu wanilii, a smak pozostawiał wiele do życzenia. Czekolada była taka jakaś płaska w smaku i miałam wrażenie, że jem mydło :P Niezbyt mi smakowała, ale moja siostra była zachwycona :)

4/10


COCONUT SUGAR - Cukier koksowy to wynalazek fenomenalny. Nie smakuje co prawda kokosem, ale jego karmelowy aromat sprawdza się w wielu daniach - nawet tych wytrawnych! Ja cukier kokosowy uwielbiam i nie było opcji abym długo zwlekała z testem tej czekolady :) Okazało się, że jest boska! Zestawienie wysokiej jakości kakao z karmelową nutą cukru kokosowego to strzał w dziesiątkę. Cukier kokosowy dodał takiego fajnego efektu ''piaskowej'' konsystencji, którą fajnie się jadło. Pyszna, słodka i karmelowa od cukru koksowego. Pycha!

10/10


środa, 16 maja 2018

Hummus Klasyczny Veggie Bel

Pogoda niestety się psuje, ale przynajmniej mogę sobie na spokojnie posiedzieć w domu, poczytać książki, nadrobić zaległości na blogach...potrzebowałam tego :D Teraz mogę też nadrobić swoje ukochane treningi oraz pocykać fotek na posty z jadłospisami! Też mam w planach wrócić do cyklu z moimi zakupami oraz ''uderzyć'' w inne tematy :) 

Hummus to moja druga miłość zaraz po maśle orzechowym. Bardzo lubię go jeść w towarzystwie świeżych warzyw, wafli kukurydzianych czy świeżej przypieczonej bułeczki :) Hummus podobno się lubi albo nienawidzi i w sumie sprawdza się to wśród moich domowników :) Tutaj mam dla Was hummus klasyczny od Veggie Bel, który nie jest tak tłusty jak te dostępne w sklepach sieci marketów :) Jesteście ciekawi jak smakuje? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Mamy tu śliczny, malutki i zgrabny słoiczek z bardzo ładną i barwną szatą graficzną. Ciągle zwracam uwagę na ładne opakowania, szczególnie słoiki, bo często je zostawiam i nadaję im drugie życie razem z moim tatą :D
 Po otwarciu zapach wydawał mi się bardzo dziwny. Taki jakoś mało wyrazisty, lekko mdły i pozbawiony przypraw. Ja osobiście lubię jak hummus ma wyrazisty zapach, a tutaj tak nie było. Konsystencja kompletnie nie przypominała hummusu, był to bardziej pasztet, ale to zasługa braku dużej ilości tłuszczu. Hummus był tak mocno zwarty, że można było z niego lepić kulki :P
Smak? No niestety nie powalający, ale dający się zjeść. Był bardzo mdły i bardzo się na nim zawiodłam. Pozostałe smakowe hummusy tej firmy były pyszne, bogate w przyprawy, a tutaj...no niestety nie wypał. Za taką cenę nie opłaca się, bo ten z Biedronki czy Lidla jest dużo lepszy. Tutaj brak tego ''kopa'' z przypraw i trzeba było go samodzielnie doprawiać. Tego nie polecam, ale reszta ich produktów jest boska :)


Podsumowując:
5/10
Cena - 7,50 zł
Czy kupie ponownie? - Nie


poniedziałek, 14 maja 2018

RAW BITE Peanut

Jestem już na końcówce matur i nie macie pojęcia jak się z tego powodu cieszę :D Nie będę tutaj pisać jak mi poszło, bo wolę zachować to dla siebie i bliskich mi osób. W każdym razie jutro mam już ostatni egzamin ustny i teraz pozostaje tylko czekać na ostateczne wyniki :) Mam nadzieję, że każdy maturzysta, który mnie czyta i tutaj zagląda, jest zadowolony ze swojej pracy, bo chyba zadowolenie z samego siebie jest najważniejsze :)

Dziś mam dla Was recenzję już ostatniego batonika RAW BITE jakiego udało mi się dostać. Jeśli miałabym podsumować poprzednie smaki to wypadły one wyśmienicie i z chęcią będę do nich wracać. Tego zostawiłam sobie na koniec, bo myślałam, że smak PEANUT to coś w rodzaju masła orzechowego zamkniętego w batoniku :) Jak wypadł ten batonik? Zapraszam do czytania!


Skład:



Wygląd i smak: Do wersji PEANUT dobrano piękny turkusowy kolorek , który od razu rzucił mi się w oczy i zaczarował tak, że nie było opcji abym  nie kupiła tego batonika ;) Szata graficzna bardzo prosta, jak w pozostałych wariantach smakowych, ale ładna i mająca coś w sobie. To taki styl jak w czekoladach Ritter Sport, które przecież są moim ulubionymi :)

Po otwarciu batonik pachniał cudownie fistaszkami i to nie takimi zwykłymi, a tymi idealnie uprażonymi. Aromat od razu spowodował u mnie ślinotok, a ilość orzeszków w masie batonika zapowiadała chrupiące doznania :D Baton był dosyć twardy, ale cóż się dziwić, przecież był tak naładowany ogromnymi kawałkami orzechów!

Smak? No czysta poezja, połączenie słodko-słone, które po prostu wypadło idealnie. Fistaszki nadawały smak masła orzechowego, a słodycz daktyli z tą odrobiną soli tworzyła combo, które długo zostanie mi w pamięci. Batonik jest pyszny i znika w oka mgnieniu :) Polecam mimo dosyć wygórowanej ceny :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok 10 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 7 maja 2018

Warzyw Kubek - Zupy Instant

Dziś moja największa zmora - matura z matematyki! Bardzo proszę o trzymanie kciuków, jakąś modlitwę i ogólnie duchowe wsparcie, bo bardzo się przyda! To samo jutro, bo zdaję angielski i rozszerzony angielski, a bardzo mi na nich zależy, bo właśnie te są liczone na moich wymarzonych studiach :) Więc jeszcze raz proszę o kciuki, a my widzimy się w następnym tygodniu ;)


Pamiętacie batoniki od Warzyw Kubek? Ich recenzję niedawno umieściłam na blogu, ale nie tylko je otrzymałam do testów! Pojawiły się jeszcze zupki instant, które wystarczy zalać ciepłą wodą i możemy cieszyć się warzywną zupką w dosłownie 5 minut :) To super ułatwienie dla zabieganych, bo możemy zjeść coś w 100% naturalnego i niewiele się napracować :) Ciekawi jak wypadły te zupy? Zapraszam do czytania!


Składy:






DIETA KAPUŚCIANA - Ja kapustę uwielbiam, ale niestety mój brzuch nie bardzo dobrze się po niej czuje. Kiszona kapusta jednak wpada w moim jadłospisie w okresie jesiennym dosyć często, bo nie mogę oprzeć się jej smaku :) Tutaj mamy zupę, w której skład wchodzi :kapusta, marchew, pietruszka, seler, natka pietruszki, koperek, natka selera, pomidor, papryka, cebula i por. Nie są to moje klimaty, a więc zupka wypadła dosyć słabo. Po zalaniu robi się bardzo gęsta, pachnie intensywnie koprem i selerem...no mi nie smakowała. Zdecydowanie wymaga doprawienia i jednak to coś dla amatorów białych warzyw korzeniowych.

2/10


ODNOWA - Tutaj już bardziej moje klimaty, bo dynię kocham! A to właśnie ona znajduje się w składzie tej zupki. Dodatkowo jest tutaj pomidor, majeranek i znów ten nieszczęsny seler, ale na szczęście w tym wariancie go nie czuć tak mocno :) Zupka po zalaniu ma piękny i delikatny kolorek, wymaga oczywiście samodzielnego doprawienia, bo jest bardzo mało intensywna w smaku. Smaczna, taka własnie delikatna, bo dynia nadaje jej lekkiej słodyczy. Ja swoją ulepszyłam curry, które nadało jej charakteru :D

7/10


WITALNOŚĆ - Buraki ostatnio bardzo polubiłam, a więc do tej zupki podeszłam bardzo pozytywnie :) Tutaj prócz buraczka mamy też moją ukochaną paprykę i pomidora, który coraz bardziej mi smakuje :) Ta zupka ma cudownie intensywny kolor, który oczywiście nawiązuje do buraczków! Po zalaniu wodą bardzo ładnie pachnie, a po doprawieniu smakuje wyśmienicie! Czuć buraczka, jego lekką słodycz przełamaną pieprzem...no dla mnie ciekawy smak i może skuszę się ponownie :)

8/10


WIGOR - Niestety wigor to zestawienie wszystkich warzyw, które mi nie smakują. Nie znoszę smaku selera, a pietruszki tym bardziej, a więc ta zupka mnie nie zachwyciła. Od selera jest dla mnie wręcz gorzka i pozostawia nieprzyjemny posmak. Pozostawiam ją dla fanów białych warzyw korzeniowych :)

1/10


ODPORNOŚĆ - Jak odporność to i czosnek! Lubicie? Bo ja uwielbiam i często przyprawiam nim moje dania :) Tutaj mamy połączenie czosnku, cebulki, pora, marchewki, pomidora, pasternaku i bazylii. Bardzo ciekawy miks, który okazał się w miarę smaczny. Po zalaniu pachniało intensywnie czosnkiem no i oczywiście w smaku czosnek też dawał o sobie znać, ale znów zupa była mdła i musiałam ją ''ulepszyć'' swoimi przyprawami :) Fajny, ale nie pobije zupki witalność :)

5/10


Zupki można użyć też jako przyprawy do sosów, placków czy innych dań :) Ja nie lubię zup, a więc przy następnych podejściach do tych produktów wykorzystam je trochę inaczej. W każdym razie są to ciekawe rzeczy, które wymagają doprawienia. Cenowo wypadają bardzo przystępnie, bo jedna zupka kosztuje ok. 2 zł :) A Wy? Znacie? Lubicie?