poniedziałek, 23 lipca 2018

Czekolada mleczna pralinowa Vivani

To już jutro! Wylot z Polski i kierunek Anglia :) Cieszę się strasznie i odliczam godziny do tego wylotu :) To mój pierwszy raz kiedy będę miała styczność z lotniskiem i lotem samolotem, a więc stresik jest :D Oby wszystko przebiegło bez komplikacji i po mojej i mojej rodzinki myśli :)


Ostatni post przed moimi wakacjami to coś, co powinno osłodzić 10-dniową rozłąkę z pisaniem na blogu ;) To kolejna czekolada marki Vivani jaką miałam przyjemność testować dzięki mojej kochanej przyjaciółce Marcie :* Nie ukrywam że tej byłam jeszcze bardziej ciekawa niż poprzedniej której recenzje znajdziecie tutaj :) Dlaczego? Bo ja kocham pralinową czekoladę! Jak wypadła ta? Zapraszam do recenzji!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie tej czekolady jest bardzo podobne do wersji białej. Został tutaj utrzymany motyw ''dzieła sztuki'' który nadaje tabliczce klasy i pewnego stopnia ekskluzywnego wydźwięku. Jest to czekolada mleczna pralinowa, a więc coś co uwielbiam. Jeśli czekolada jest dobrej jakości to i zwykła mleczna jest pyszna, a więc miałam ogromne nadzieje i oczekiwania co do tej od Vivani.

Po otwarciu moim oczom ukazała się przepiękna i delikatna tabliczka. Podzielona była w śliczne i w idealnej grubości kostki. Zapach który się od niej unosił był BOSKI i od razu wywoływał ślinotok. Mimo, że czekolada jest pełnomleczna to nie topiła się pod wpływem ciepła palców przy jedzeniu. Smak? Powiem jedno - przepadłam! To tak jakby zamknąć Nutellę w formie czekoladowej tabliczki i odebrać jej połowę zbędnego cukru. Wyraźnie czuć tutaj mleko, kakao i taką orzechową nutkę...no poezja! Czekolada cudownie rozpływa się w ustach po czym szybko tworzy czekoladowe bagienko, które pieści podniebienie. Na samo wspomnienie o niej mam ślinotok :D Była tak smaczna, że zjadłam ją SAMA w dwa dni, a bardzo starałam się ją oszczędzać, ale no cóż...moja silna wola tutaj wymiękła :P Pyszna i warta swojej ceny (której nie znam, ale pewnie koło 20-30 zł). 


Podsumowując:
100/10
   Cena - Prezent
Czy kupię ponownie? - Tak!


piątek, 20 lipca 2018

Mój wegetariański jadłospis (27)

To już 20 lipca? Nie chce się wierzyć, że już za cztery dni wyruszam na moje wakacje życia, na wakacje, które marzyły mi się od dobrych 5 lat...lecę do Anglii! Nie chwaliłam Wam się wcześniej, bo nie chciałam niczego zapeszać :) Lecę na 10 dni, do mojego chrzestnego i jego rodzinki :) W końcu spotkam się z nimi po takiej długiej rozłące i w końcu będę mogła spędzić czas z moimi malutkimi kuzynami :) Szczęście ogromne! Następny post pojawi się jeszcze w poniedziałek, ale później nie będę nic publikować - wybaczcie ;) Postaram się zrobić wiele zdjęć i oczywiście...ZAKUPY! :D Mam nadzieję, że wszystko będzie po mojej myśli i już ze szczęścia nie wytrzymuję :D

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis :) Ten jadłospis jest akurat z dnia nietreningowego i dodatkowo jest to jadłospis z dnia kiedy w domu nie miałam żadnych warzyw i musiałam poratować się tymi na patelnię. Mimo wszystko wyszło pysznie, zdrowo i kolorowo! A to chyba najważniejsze? ;) Zapraszam!

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej, a później poszłam na spacer.


Na pierwszy posiłek mam kaszę jaglaną ugotowaną do konsystencji budyniu z białkiem o smaku czekolady z masłem orzechowym oraz ze sporym kleksem masła orzechowego o smaku karmelowym. Dodatkowo mam tutaj masę moreli, dwie brzoskwinie i paczkę kuleczek daktylowych o smaku kakao z solą morską.


Później postawiłam na wytrawne danie, a więc warzywa! Mam tutaj paczkę warzyw chińskich smażonych w przyprawie curry oraz polane ketchupem. Dodatkowo mam wafle kukurydziane i chipsy z bobu w ketchupie, które są boskie! Jadłam już wszystkie warianty tych chipsów i są prze-pysz-ne :)


Na kolację mój klasyk - chudy twaróg z sosem o smaku masła orzechowego i czekolady oraz ze słonecznikiem. Dodatkowo mam dwie brzoskwinie i jednego banana.

Mam nadzieję, że jadłospis Wam się podoba! Miłego weekendu :)

środa, 18 lipca 2018

Smoothies Foods by Ann

Ostatnio w ofercie produktów Foods by Ann pojawiło się wiele ciekawych nowości. Mamy teraz nowe smaki batonów, nowe musli, czekoladki oraz smoothies w buteleczkach :) Dzięki uprzejmości firmy dostałam do testów parę nowości, które chcę Wam zaprezentować :) Pierwsze z nich będę te oto smoothies, które już można śmiało dostać w sklepie internetowym czy sklepach stacjonarnych. Ja nie należę do osób, które lubią przekąski w formie płynu, ale zawsze chętnie próbuję nowości! Te smoothies zapowiadały się bardzo ciekawie, a więc ucieszyłam się na możliwość ich przetestowania. A Wy? Lubicie smoothie? Jeśli tak to zapraszam do recenzji, a jeśli nie to może po przeczytaniu tego posta się przekonacie do takich przekąsek :)


Składy:




POMARAŃCZA&SPIRULINA - Ten kto mnie zna i czyta mojego bloga doskonale wie, że nie znoszę zielonych koktajli i wszelkich zielonych super foods. Smakuje mi to glonami, trawą i po prostu rzeczy z ich dodatkiem przeważnie kończą się małą katastrofą ;) Do tego smoothie zatem podchodziłam z wielką rezerwą, bo nie dość, że sama spirulina widniała w nazwie to jeszcze mocny zgniło zielony kolor odpychał mnie od tego napoju. Jednak po otwarciu zmieniłam zdanie co do próbowania tego smoothie, bo pachniało tak pięknie, że od razu chciało się napić! Pachniało jak sok pomarańczowy dobrej jakości, z świeżo wyciskanych pomarańczy. Ja sok pomarańczowy bardzo lubię, a więc zabrałam się za testy! I jak wypadły? Smacznie, ale nie powalająco :) Smoothie smakowało sokiem pomarańczowym wymieszanym z kubusiem. Mocno wyczuwalny był też banan, który nadawał aksamitnej konsystencji. Spirulina dawała o sobie znać, ale bardzo łagodnie i znośnie. Dobre, ale raczej nie dla mnie :)

6/10


TRUSKAWKA&MACA - Sezon truskawkowy dobiegł końca - niestety :( Ale zawsze można poratować się ochotą na ich smak takim oto smoothie! Już sam kolor tego napoju napawał mnie optymizmem i byłam przekonana, że zakocham się w jego smaku! Maca jest bardzo ciekawym dodatkiem, nadaje karmelowego posmaku, a więc połączenie truskawek i nuty karmelu była obiecująca. A jak wyszło? Pysznie! Śmiało mogę powiedzieć, że to moje ulubione smoothie z całej trójki. Jest słodkie, z aromatem maca i z kremową konsystencją od banana. Malin jakoś nie wyczułam, ale jest to ''coś'' z charakterystycznej nuty owoców jagodowych. Dobre i warte spróbowania :)

8/10


ANANAS&ACEROLA - Na surowego ananasa mam uczulenie, ale na szczęście przetwory i słodycze z jego udziałem śmiało mogę jeść. Ananas to pyszny owoc, a więc bardzo chciałam spróbować tego smoothie. Dodatkowo zachęcał mnie ten piękny i słoneczny kolor, którego nadawała kurkuma. Kurkuma to bardzo mocny barwnik, bo w składzie jest jej malutko, a kolor...no chyba nie muszę mówić jaki piękny? ;) Po otwraciu tego napoju pierwsze co poczułam to silny aromat słodkiego i dojrzałego ananasa. Nie wiem jak pachnie i smakuje acerola, ale raczej jej nie wyczułam. W całym tym smoothie dominował ananas i lekka goryczka? Sama nie wiem...to był bardzo ciekawy miks smaków, który fajnie się razem komponował i zapewniał przyjemne doznania smakowe :) Fajne!

7/10


Ja do tych smoothie raczej nie wrócę, bo nie przemawiają do mnie przekąski w formie płynu. Jednak uważam je za ciekawostkę kulinarną, którą warto spróbować! Ciekawe, smaczne i pełne zdrowia :)





poniedziałek, 16 lipca 2018

Czekolada biała z kokosem i mango Vivani

Wiele razy spotykałam się z czekoladami marki Vivani, ale niestety ich cena zwalała mnie z nóg i jakoś odstawiałam je na ''innym razem''. Kusiło mnie wiele wariacji smakowych, ale zawsze znalazłam jakiś powód aby ich nie kupić i ciągle zwlekałam ze spróbowaniem tych słynnych czekolad.

Moja przyjaciółka Marta chyba czyta mi w myślach, bo przy naszym ostatnim spotkaniu podarowała mi dwie cudowne tabliczki właśnie tych czekolad! Nie macie pojęcia jak bardzo mnie ucieszyła Akurat te dwa smaki chciałam najbardziej spróbować...no bo nie oszukujmy się, biała czekolada+kokos+mango, kurde to nie może się nie udać :D Czy moje przypuszczenia się sprawdziły? Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie tej czekolady jest cudowne. Wykonane niczym dzieło sztuki i od razu przyciąga uwagę.Nie należę do miłośników białych czekolad, ale doskonale wiem, że te dobrej jakości mogą być pyszne. Nie oszukujmy się - Vivani to czekolady z wyższej półki, wyższej niż Lindt więc tutaj wiedziałam, że na jakości smaku się nie zawiodę. Połączenie białej czekolady z kokosem i mango to wspaniała propozycja na obecne ciepłe pogody i lato, a więc Marta nie tylko zrealizowała moje małe słodyczowe marzenie, ale i też idealnie wpasowała się w sezon - dziękuję :*

Po otwarciu czekolada wyglądała ślicznie. Bardzo śmietankowa z widocznymi drobinkami mango i wiórków kokosowych. Zapach? Powalający! Taki świeży, tropikalny i wywołujący ślinotok. Czekolada łamała się z pięknym trzaskiem i czarowała swoim wyglądem. Szkoda było mi jej jeść :D Smak? Nie zawiodłam się! Sama czekolada jest cudownie śmietankowa, niczym śmietanka kremówka z odrobiną cukru. Podczas jej jedzenia najpierw czujemy słodycz z kokosową nutą, a później uderza w nas kwaskowy aromat mango. To takie wielkie bum, które łamie mdlącą słodycz i nadaje całości charakteru. Pyszna, bardzo wciągająca i szybko znikająca. Razem z moją siostrą zjadłyśmy ją jednego dnia i obie stwierdziłyśmy, że to idealna słodycz na upały. Jest taka orzeźwiająca i po prostu boska :) Zapewnia ciekawe doznania i warto jej spróbować - polecam!


Podsumowując:
10/10
   Cena - Prezent
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 13 lipca 2018

Mój wegetariański jadłospis (26)

Piątek trzynastego? Oby nie pechowy! :) Ja jestem jednak przesądną osóbką i będę dziś na siebie uważać żeby nie było przykrych sytuacji :P Ostatnio sporo u mnie przykrości, smutków i płaczu, a więc lepiej uważać. Jak co piątek mam dla Was mój jadłospis :) Teraz staram się korzystać z dobrodziejstwa natury i jem sezonowe owoce na potęgę :D Pojawiły się przepyszne arbuzy, a brzoskwinie są tak często przeze mnie jedzone że niedługo chyba sama zamienię się w taką krągłą i uroczą brzoskwinkę :D A Wy czym się zajadacie? ;)

Ten jadłospis pochodzi z dnia treningowego, akurat miałam dzień góry czyli ręce, plecy i barki...no był ogień :D Ja mam bardzo słabe ręce, a więc każdy progres w wytrzymałości, sile i wyglądzie cieszy podwójnie!

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej. Później był trening :)


Po treningu padło ma kaszę jaglaną gotowaną do konsystencji budyniu z białkiem od smaku czekolada-orzech od WK (recenzja tutaj), masłem migdałowym, a do tego raw batonik o smaku czekolady i orzechów laskowych. Ponad to mam tutaj trzy brzoskwinie, morelę i banana.


Później czas na coś na wytrawnie! Mam tutaj burgera z soczewicy (marki WellWell, taki sobie szczerze mówiąc), cukinię w przyprawach, marchewkę i ulubione ogóreczki w plastrach z Lidla :D Do tego miałam też mrożoną herbatę jeżynową, ale nie załapała się na zdjęcia ;)


Na koniec coś na ochłodę! Mam tutaj serek wiejski z sosem o smaku białej czekolady, prawie kilogram arbuza, garść orzechów brazylijskich i dwa rządki czekolady białej z kokosem i mango, którą dostałam od mojej kochanej Marty :* Będzie recenzja!

To by było na tyle :) Mam nadzieję, że jadłospis się podoba, a Wam piątek trzynastego przyniesie samego farta :) Miłego weekendu!

środa, 11 lipca 2018

Pasta z grzybami shiitake i pieczarkami Take it Veggie (Kaufland)

Kaufland wypuścił masę wegańskich nowości, które są uciechą nie tylko dla wegan. Sama jestem bardzo szczęśliwa, bo w tym sklepie zakupy robię bardzo często (2-3 razy w tygodniu) i próbuję dostępnych wege nowości. Tofu wędzone jest fenomenalne, gotowe dania ujdą, mleka super, a pasty? Jakoś nie zwróciłam na nie uwagi, ale już to naprawiam! Na pierwszy ogień poszła pasta, która chyba najbardziej mnie zainteresowała. Pieczarki uwielbiam, grzyby shiitake są również bardzo ciekawe, a więc wylądowała ona w moim koszyku. Jak wypadła ta nowość? Zapraszam do czytania! :)


Skład:


Wygląd i smak: Malutka puszeczka z ciekawą szatą graficzną, która może nie rzuca się w oczy, ale jest estetyczna. Jak na prawdziwą kobietę przystało patrzę na wygląd nawet przy produktach spożywczych :D Taka puszka to super opcja na wyjazd, bo nie dość, że jest mała to i można ją zjeść z bułką nawet w trasie.
Sama nie wiedziałam czego oczekiwać od tej pasty...smak wędzonego tofu z pieczarkami? Skład wiele mi nie mówił, nie mogłam sobie tego jakoś wyobrazić, a więc po zakupie pasty długo z nią zwlekałam...jednak nadeszła właściwa pora! 

Po otwarciu pasta niestety mnie wręcz przeraziła. Wyglądała okropnie, jak karma dla psa i również paskudnie pachniała. Konsystencja była bardzo galaretkowata, a całość bardzo zniechęcała do próbowania. Pasta ta dawała takim tanim pasztetem, który skład jest dłuższy od tablicy mendelejewa. Niechętnie nałożyłam całość na wafla ryżowego i spróbowałam...blech! Jeśli znacie smak pasztetów takich pokroju 1,50-2 zł to właśnie ta pasta tak smakuje. Jest mdła, nijaka, ma okropną konsystencję i...no kurcze, karma mojego kota pachnie lepiej :P Sam zapach wręcz odpycha od dalszego jedzenia. Pieczarek jest malutko, grzybów shiitake chyba wcale - porażka! Nie wiem jak inne, ale po przykrym doświadczeniu z tą raczej długo ich nie spróbuję. Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, ale tego zjeść nie dałam rady... 


Podsumowując:
0/10
Cena - ok. 5 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 9 lipca 2018

Czekolada Milka Peanut Crispy Caramel

Milka ostatnio wypuściła parę kolejnych nowości na nasz krajowy rynek, co oczywiście bardzo mnie cieszy. Ja nowości uwielbiam, Milkę też, a więc nie było innej opcji jak i spróbowanie ich i opisanie tutaj na blogu :) Nie ukrywam, że w mojej mieścinie długo ich szukałam, ale na ratunek przyszło mi Netto i znalazłam w nim to, czego szukałam!

Na pierwszy ogień poszła czekolada o pięknej nazwie Peanut Crispy Caramel. Jest to czekolada mleczna z orzeszkami ziemnymi, chrupkami ryżowymi i karmelem. Bałam się, że to będzie to samo co Milka Daim, ale wzbogacona o orzeszki ziemne. Jak było naprawdę? Było pysznie? Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:


Wygląd i smak: Czekolada, która zawiera w sobie orzeszki ziemne musi być przeze mnie spróbowana! Uwielbiam ich dodatek w słodyczach (i nie tylko) więc gdy widzę jakąś nowość z ich udziałem to biorę bez dłuższego zastanawiania. Tutaj mamy nie tylko orzeszki ziemne, ale i też chrupki ryżowe oraz kawałki karmelu. Milka Daim należy do znienawidzonych przeze mnie czekolad, a tutaj mamy kawałki karmelu tak samo jak w Daim właśnie, a więc było pewne ryzyko. Bałam się, że ta tabliczka będzie różniła się tylko tym, że dodano orzeszki oraz chrupki - jak jednak było w rzeczywistości?

Już po samym otwarciu pozytywne zaskoczenie - czekolada miała bardzo dużo orzeszków oraz chrupek i na szczęście nie widziałam tych drobinek twardego karmelu jak w Milce Daim. Była cieniutka, miała nietypowe jak dla Milki kostki, ale w pewnym sensie urocza i kusząca. Pachniała pięknie, wyraźnie orzeszkami ziemnymi z nutką karmelu. Smak? Pycha! Jedząc ją byłam przekonana, że nie posmakuje mi, a było zupełnie inaczej. Tutaj karmel jest kompletnie delikatny, daje właściwie tylko intensywny aromat i nie przykleja się do zębów.  Orzeszków jest sporo, fajnie chrupią razem z kuleczkami ryżowymi. Jest słodko, bardzo słodko, ale przecież to Milka! Tak ma być ;) Jest bardzo wciągająca i ciężko poprzestać na jednym pasku. Coś czuję, że dołączy do grona ulubionych Milek - warto spróbować!


Podsumowując:
10/10
Cena - 2,99 zł Netto
Czy kupię ponownie? - Tak


piątek, 6 lipca 2018

Mój wegetariański jadłospis (25)

Piątek to i na blogu jadłospis! To pierwszy jadłospis w tym miesiącu i mam nadzieję, że nie ostatni :) W lipcu zajadam się morelami, fasolką szparagową, cukinią, ogórkami gruntowymi, borówkami, kalarepkami no i moimi ukochanymi brzoskwiniami! Uwielbiam ten miesiąc bo chyba w tedy dostępne są najpyszniejsze owoce i warzywa :) Trochę brakuje mi truskawek, ale jestem w stanie przeboleć je w zamian za moje brzoskwinki! Uwielbiam :) Niedługo też pojawią się śliwki, a je mogę jeść bez końca...;) Dzisiejszy jadłospis jest z dnia treningowego - był to akurat dzień nóg, a więc trening był wymagający i pojadłam sobie więcej. Nie wiem od czego to zależy, ale właśnie w dzień nóg mam straszną ochotę na słodycze i nie ma opcji abym nie zjadła jakiejś czekolady ;)

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej. Później był trening :)


Na pierwszy posiłek zrobiłam placki z odżywką białkową o smaku ciasteczek Oreo, które wyszły genialne! To białko w budyniu jaglanym czy owsiance niezbyt mi podchodzi, ale do placków sprawdza się idealnie :) Placki są banalnie proste do zrobienia, ale myślę, że chyba i tak dodam na nie przepis ;) Do tego mam dużo moreli, banana i budyń waniliowy jako dip do placków. Słodko i pysznie!


Na kolejny posiłek zdecydowałam się na coś wytrawnego. Mam tutaj ogórka, młodą cukinię oraz całą paczkę wegańskich nuggetsów, które są tak pyszne, że mogłabym je jeść codziennie! Smakują jak panierka z paluszków rybnych, a ja ją uwielbiałam! Zawsze zjadłam panierkę, a rybę oddawałam tacie :P Pyszne, trochę fast food, ale nie można popadać w paranoję :)


Na ostatni posiłek mój klasyk - serek wiejski! Tutaj mam go z sosem o smaku białej czekolady od wk (słaby, zawiodłam się,a wszyscy tak polecali...) z miksem ziarenek, których było tak dużo, że miałam problem aby wmieszać je w serek aby wszystkiego nie wywalić :P Do tego mam batonika 3Bit orzechowego (na którego smaka narobiła mi Olga ;)) i jako akcent owocowy - jabłko i znów masa morelek ;)

Mam nadzieję, że kolejny jadłospis Wam się podoba! Miłego weekendu :)

środa, 4 lipca 2018

Whey Delicious Strawberry Cheesecake Allnutrition

Dziękuję za trzymanie kciuków - niestety się nie udało 28% z matematyki mnie przekreśliło.

To, że białko jest u mnie produktem, który stosuję codziennie to zapewne już wiecie ;) Nie myślcie tylko, że używam go jako głównego źródła białka! Używam go, bo nadaje pyszny smak i bardzo przyjemną konsystencję słodkim daniom :) Nadaje się do budyniu jaglanego, brownie z fasoli, zdrowego sernika czy placków! Opcji jest wiele i myślę, że warto choć raz w życiu takiego wynalazku spróbować :)

Z białkami od Allnutrition miałam styczność dwa razy i niestety okazały się one niewypałami :( Testowałam słoną pistację, która nijak miała się do pistacji (klik) czy czekoladę z karmelem i nugatem (klik), która dawała tylko lekki posmak obiecany przez producenta. Dodatkowo ich ciasta proteinowe również mnie nie powaliły i uznałam, że tylko zmarnowałam pieniądze. Jednak pojawiła się pewna nowość, która od razu mnie zaintrygowała i bardzo chciałam jej spróbować! Mowa tutaj o białku z dodatkiem maślanki, która ma sprawiać, że jest kremowe i...no boskie! Ale czy na pewno? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Zacznę od samej gramatury białka, która wynosi 700 g i jak za taką cenę jest na prawdę super interesem. Skusiłam się na wersję o smaku truskawkowego sernika nie bez powodu...ja kocham sernik! Nie ma dla mnie rodzaju sernika, którego bym chyba nie lubiła. Pieczone, z patelni, gotowane, na zimno, kremowe, suche...no każdy ma miejsce w moim serduszku :D Białko o tym smaku zapowiadało się wspaniale, a obietnica producenta o jego kremowości dodatkowo wszystko napędzała i w końcu uległam - mam i ja!

Po otwarciu białko pachniało pięknie. Znacie te gotowe proszki do robienia serników na zimno? Ja za dzieciaka je uwielbiałam, a że moja mama nie znosi gotować/piec to bardzo często te gotowce robiła. To białko pachnie IDENTYCZNIE jak taki mix na sernik na zimno. Nie wiem czy to plus czy minus, bo niektórym może to kojarzyć się z chemią, ale dla mnie to kwintesencja dziecięcych smaków. Białko rozpuszcza się znakomicie, nie ma żadnych grudek, a konsystencja jest bardzo kremowa i aksamitna. Dodane do dania nabiera na intensywności i sprawia, że wszystko jest po prostu delicious :D Faktycznie smakuje jak sernik, ale czy z truskawkami? No jak sernik na zimno ;) Pyszne i na pewno skuszę się na inne smaki! Polecam :)



Podsumowując:
10/10
Cena - 41, 99 zł sklep SFD.pl
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 2 lipca 2018

Ciasteczka owsiane dla zabieganych

No i mamy lipiec! Już jutro wyniki matur, a ja mam coraz gorsze przeczucia co do wyników, ale będzie jak będzie :) Czasu już nie cofnę i liczę na to, że zdam i obejdę się bez poprawki w sierpniu.

Już jakiś czas temu upiekłam mega proste, wegańskie i przepyszne ciasteczka owsiane! Dodatkowo są one pozbawione cukru, a więc śmiało można je wcinać nawet na śniadanie ;) Takie ciasteczka są idealne gdy nie mamy wiele czasu lub zalegają nam bardzo dojrzałe banany :D Może tym razem zamiast robić chlebek bananowy skusisz się na te ciasteczka? To taka owsianka zamknięta w formie uroczych kuleczek, a więc nawet niejadki będą nimi zachwycone. Zapraszam po przepis! :)



Przepis /na 6 ciastek/:

1 bardzo dojrzały banan
70 g płatków owsianych
szczypta soli i cynamonu

1. Do miski przełożyć banana i przerobić go na papkę. Dodać cynamon oraz szczyptę soli.
2. Daktyle posiekać na drobne kawałki i dodać do płatków owsianych.
3. Mieszankę płatków owsianych z daktylami wymieszać z naszą bananową papką. Następnie owsianą masę zostawić w lodówce na jakieś pół godziny aby płatki owsiane się posklejały i wchłonęły całego banana.
4. Gdy masa będzie już gęsta, lekko zwilżonymi dłońmi formować ciasteczka i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
5. Całość piec przez jakieś 25 minut w 180* na funkcji termoobieg, ale uważnie sprawdzać, bo lubią się przypalać!


Smacznego!