piątek, 30 listopada 2018

Mój wegetariański jadłospis (44)

Ostatni dzień listopada, a już jutro zaczynamy grudzień! Dodatkowo jutro mam imieniny, a więc na pewno będzie słodko :) No i zaczynamy odliczanie do Wigilii i Świąt bożego Narodzenia - ja w tym roku mam cudowny kalendarz adwentowy z Lindt i osobiście nie mogę się doczekać odliczania z tymi pysznymi czekoladkami. A Wy macie kalendarze adwentowe? Praktykujecie tą tradycję? U mnie ja i moja siostra mamy swoje kalendarze co roku i nie ma opcji abyśmy odpuściły! Dużo z tym frajdy szczególnie teraz, kiedy pojawiły się takie piękne i różnorodne kalendarze. Jak byłam młodsza to nie było takiego wyboru i człowiek się cieszył z kalendarza ze zwykłymi mlecznymi czekoladopodobnymi ''czekoladkami'' :P Jak już mówiłam ja w tym roku poszalałam i kupiłam sobie Lindt, a moja siostra ma z Kinder :)

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis! Niestety zaczynam powoli odczuwać brak świeżych warzyw i owoców :( Skończyły się śliwki, kończy się dynia...dobrze, że są jabłka, gruszki, buraki, brukselki i kalafiory! Przeczuwam teraz dużo jabłek i brukselki na blogu :D Nie przedłużam już i zapraszam do czytania!

Rano wypiłam wodę, a następnie zrobiłam trening. Później po treningu wypiłam herbatę śliwkową a'la grzaniec.


Na pierwszy posiłek wybrałam coś mega prostego, bo byłam piekielnie głodna :D Mam tutaj malutkiego ugotowanego kalafiora, ogórka zielonego, pomidorki oraz pół kostki twarogu wędzonego posypanego suszonymi pomidorami. Uwielbiam ten twaróg i często po niego sięgam. Sprawdza się świetnie jako dodatek do warzyw, chleba czy wafli kukurydzanych. Ma nawet przyjazne makro, ale raczej nie dla osób, które jadą na niskich tłuszczach :P


Na drugi posiłek oczywiście coś słodkiego! Mam tutaj twarożek grani z sosem czekolada-karmel. Dodatkowo mam ogromne jabłko (serio, pierwsze 500 gramowe jabłko w tym sezonie :D), trzy mandarynki oraz wegańskiego batona proteinowego od Lifefood.


Na ostatni posiłek mój ulubiony klasyk - budyń jaglany! Tym razem z odżywką o smaku Nutelli podany z prażonymi orzechami laskowymi. Dodatkowo mam tutaj jabłko giganta i dwa wafelki Nutella B-ready, które są czymś BOSKIM! Koniecznie spróbujcie jeśli jeszcze nie jedliście :)

To by było na tyle :) Następny jadłospis będzie z grudnia i już z czekoladkami z kalendarza adwentowego :D Osobiście nie mogę się doczekać! Miłego weekendu :)

środa, 28 listopada 2018

Merci Créme Fruit

Merci od zawsze kojarzyło mi się z jakimiś uroczystościami i świętami. Uwielbiałam kiedy mama i tata dostawali je na święta albo w podziękowaniu od kogoś, bo to wysokiej jakości czekoladki w tak wielu smakach, że każdy znajdzie coś dla siebie. Od dziecka nie znosiłam tych kawowych, ale od jakiegoś roku kawowe wraz z marcepanowymi są moimi numer jeden i teraz tylko je wyjadam jako pierwsze aby nikt z domowników mnie nie wyprzedził ;) Jak te smaki się zmieniają...

Ostatnio moja mama wypatrzyła na promocji Merci z edycji letniej, które zostały wypełnione kremami owocowymi. Nie przepadam za owocowymi czekoladami, ale skoro mama kupiła to postanowiłam się na nie skusić - w końcu to edycja limitowana! Tak jak klasyczne ma u mnie 100/10 tak to...przekonacie się w recenzji, zapraszam :)


Składy:



JOGURT Z CYTRYNĄ - Cytrusów w słodyczach unikam jak ognia, ale skoro już znalazł się taki smak w kompozycji Merci to szkoda byłoby nie dać mu szansy i nie spróbować. Czekoladka niestety nie pachniała jakoś szczególnie. Jedyne co czułam to mleczną czekoladę, a po przekrojeniu jogurtowo-kwaskowy aromat. Wszystko było takie jakieś nijakie i płytkie. Smak? No dla mnie niestety wielki zawód. Całość okazała się strasznie tłusta, wręcz mydlana i nie smaczna. Jogurtowy smak był, ale gdzie ta cytryna? Niestety dla mnie wielka porażka :(

2/10


TRUSKAWKOWA - Truskawka w czekoladach to dosyć popularne zjawisko, ale nieczęsto wybierane przeze mnie w sklepie. Tutaj miałam pewne przewidywania co do smaku, bo truskawkowe słodycze z reguły są po prostu nudne, bardzo słodkie i sztuczne. Tutaj czekoladka pachniała lepiej niż ta cytrynowa, bo dało się wyczuć truskawkowy aromat i o dziwo nie był on przesadnie sztuczny. Po przekrojeniu pojawiał nam się pięknie różowy kremik, który konsystencją i zapachem przypominał mi krem NutWhey.

W smaku czekoladka okazała się zaskakująco smaczna i muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Krem smakował dosłownie jak ten NutWhey truskawkowy (klik), ale niestety był strasznie tłusty i pozostawiał nieprzyjemny tłusty osad na języku. Bardzo smaczna, nawet lepsza niż truskawkowa Milka! Jedynym minusem jest ten tłusty osad, ale i tak muszę przyznać, że to wyjątkowo smaczna propozycja smakowa od Merci.

7/10


WIŚNIOWA - Wiśnie z czekoladą to połączenie, które uwielbiam. Same wiśnie w sobie nie są przeze mnie jadane, ale w połączeniu z czekoladą...oj tak ;) Tutaj miałam ogromne oczekiwania i nie pomyliłam się! Po odwinięciu papierka czekoladka pachnie bosko i wyraźnie wiśniowo. Jej aromat śmiało mogę porównać do jogurtu wiśniowego ;) Krem ma tutaj bardziej stałą konsystencję niż u truskawkowego i jest zdecydowanie mniej tłusty. Osobiście bardzo mi smakowała - wyraźnie wiśniowa, lekko kwaskowa i jednocześnie bardzo słodka od mlecznej czekolady. Moim zdaniem byłaby jeszcze lepsza gdyby wymienili mleczną czekoladę na gorzką, w tedy byłoby 10/10 bez dwóch zdań! Brakuje tutaj tej goryczki kakao, bo mleczna czekolada trochę tłumi potencjał wiśniowego nadzienia.

9/10


BRZOSKWINIA - MARAKUJA - To bardzo popularne połączenie owoców. Brzoskwinie często są w kompozycji z marakują np:. w jogurtach czy dżemach. Brzoskwinie uwielbiam, ale marakui nigdy nie miałam okazji kosztować i jakoś mi się nie spieszy, bo nie jest to forma owocu, która mnie satysfakcjonuje. Sama nie wiedziałam czego się po tym smaku spodziewać, ale na pewno nie spodziewałam się tak smacznej czekoladki! Tak samo jak w przypadku wiśniowej, już po samym odwinięciu papierka czuć było aromat owoców. Wyraźnie czułam brzoskwinię i lekki kwasek marakui. Krem również nie był tłusty, co oczywiście na wielki plus. Nadzienie razem z mleczną czekoladą było niezwykle słodkie i nawet kwaśna marakuja nikła w tym combo, ale i tak było pysznie. Moim zdaniem dużo lepiej wypadłoby z czekoladą gorzką, bo właśnie gorzkie czekolady lubią się z owocowymi nutami. Nie jest tak smaczna jak wiśniowa, ale nadal pyszna i warta spróbowania.

7/10


Jak tu by je podsumować...
Ogólnie są to bardzo smaczne czekoladki prócz cytrynowego wariantu. Moje serce skradła wiśniowa i z przyjemnością ten smak kupiłabym ponownie, ale w gorzkim wydaniu. Jednak zostanę przy tym, że owocowe czekolady to nie moje klimaty i pozostanę przy klasycznych - orzechowych, kawowych czy nugatowych :) 

Ocena całościowa to 7/10 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Surowe batoniki proteinowe Lifefood

Batony proteinowe to przekąski, które bardzo lubię i dosyć często sobie kupuję. Miałam już przyjemność testować wiele firm i wiele wariantów smakowych więc mam pewne porównanie i rozeznanie. Jeśli mam być szczera, to nie do końca lubię się z proteinowymi batonami wegańskimi gdyż nie do końca pasuje mi ich konsystencja. Wielu producentów ładuje w nie białko grochu, które powoduje, że stają się okropnie suche i ziarniste, a cudowna ''ciągutowość'' gdzieś znika.

Batony proteinowe Lifefood to jednak kompletne przeciwieństwo batonów proteinowych wegańskich jakie jadłam wcześniej! Te są mięciutkie, ciągną się i...więcej dowiecie się w dzisiejszej recenzji :) Zapraszam do czytania!


Składy:




MALINOWY - Lubię maliny, ale nie przepadam za słodyczami z ich dodatkiem. To nie są moje ulubione owoce jagodowe, a więc jeśli chodzi o słodkie przekąski to nie stawiam na ten smak. Tutaj jednak kompozycja daktyli, malin, migdałów i pestek dyni skradła moje serce! Batonik jest lekko tłustawy, ciągnie się w charakterystyczny dla batonów proteinowych sposób i co najważniejsze smakuje cudownie. Pachnie jak guma mamba i w sumie tak smakuje :) Podoba mi się w nim to, że ma bardzo dużo pestek dyni oraz kawałków migdałów, które urozmaicają strukturę i sprawiają, że tego batonika z ogromną przyjemnością zjadłabym jeszcze nie raz :)

10/10


TRUSKAWKOWY - Uwielbiam truskawki i zawsze ubolewam, że sezon na nie jest tak krótki. Tutaj mamy ta samą bazę co w malinowym, ale zamiast dodatku malin mamy truskawki. Ten baton moim zdaniem jest ociupinkę bardziej słodki, ale to pewnie przez truskawki, które od malin mają słodszy smak :) Ponownie duża ilość chrupiących dodatków i smak przypominający dżem truskawkowy :) Pycha!

10/10


CHOCO GREEN - Tego obawiałam się najbardziej, bo ma w sobie dodatek spiruliny, a że ja bardzo nie lubię jej smaku to już miałam wypisany czarny scenariusz. Jednak okazało się zupełnie inaczej i właśnie ten smak stał się moim ulubionym! Jest najbardziej tłusty ze wszystkich, jeszcze bardziej bogaty w pestki i orzechy, a jego smak śmiało mogę porównać do dobrej jakościowo gorzkiej czekolady :) Jest pyszny, nie tak słodki jak te owocowe no i konsystencja pozostaje bardzo przyjemna - ciągnąca się, mięciutka i rozpływająca w ustach. Jest przepyszny i na pewno skuszę się na niego ponownie :)

100/10


A Wy lubicie batony proteinowe? Często po nie sięgacie? Dajcie znać w komentarzu! :)

piątek, 23 listopada 2018

Mój wegetariański jadłospis (43)

Nie chce się wierzyć, że ten czas tak zasuwa ;) Już prawie końcówka listopada! Ja nawet mam już kupiony kalendarz adwentowy i nie mogę się doczekać pierwszego grudnia gdy zacznie się odliczanie do świąt :D

Dziś przygotowałam dla Was dzienny jadłospis z kolejną propozycją dania do lunchbox'a. Ostatnio coraz częściej muszę ze sobą zabierać jedzenie, a więc realizuję pomysły na smakowite, wegetariańskie i zdrowe pudełka :) Osobiście wolę mieć jakieś jedzenie przy sobie, a nie latać po restauracjach, bo nie dość, że oszczędzam to i wiem co jem w 100%! Też tak macie? ;) Ja już wiele razy ''przejechałam się'' na jedzeniu z restauracji i niestety nie bardzo im teraz ufam. Nie ma to jak swoje i domowe :)

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej.



Ze sobą zabierałam 100 gramów kaszy trendy lunch z suszonymi pomidorami, papryką, cukinią, prażonymi orzechami laskowymi i toną przypraw (curry, papryka wędzona, oregano, bazylia, pieprz, czosnek granulowany, kurkuma, cynamon). Dodatkowo wzięłam ze sobą termos z herbatą i butelkę 500 ml wody.

Teraz staram się używam mniej plastiku, a więc butelka jest wielokrotnego użytku :)


Po powrocie nie chciało mi się cudować i postawiłam na mój ulubiony klasyk. Mam tutaj serek wiejski z sosem czekolada-karmel, dwa piękne jabłka i dwa batony musli o smaku masła orzechowego.


Na ostatni posiłek postawiłam znów na słodkie :) Mam tutaj płatki orkiszowe z białkiem o smaku czekolada-banan podane z kilkoma prażonymi orzechami laskowymi. Dodatkowo mam tutaj znów dwa jabłka i batona wegańskiego proteinowego o smaku czekolada-banan.


Mam nadzieję, że ten jadłospis Wam się podobał. Życzę Wam udanego weekendu!

środa, 21 listopada 2018

Goplana Coffe Break coffee & caramel

Witam się z Wami w tą środę - dziś post z nowością od Goplany! Ostatnio rynek polski nieźle się rozwija i nowości wprowadzane do sklepów zapowiadają się bardzo ciekawie i aż chce się spróbować wszystko na raz :) Dziś na tapet wpada Goplana z ich nowymi wafelkami na wzór słynnego Kinder Bueno. Wypuściła ona trzy smaki - orzecha laskowy, solony karmel i kawę z karmelem. Mi niestety udało się dorwać tylko jeden smak, ale po testowaniu tego jakoś nie spieszy mi się teraz do pozostałych...dlaczego? Tego dowiecie się w recenzji! Zapraszam :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie jest świetne, z klasą i zapowiada coś z serii premium. Trzeba przyznać Goplanie, że i forma jest ciekawa i grafika, a to przecież już połowa drogi do sukcesu. W środku mamy coś na wzór słynnego Kinder Bueno, które śmiało mogę nazwać jednym z moich ulubionych wafelków, a nawet batoników.

Po otworzeniu wafelek pachnie nijako i gdyby nie napis na opakowaniu, że jest kawowy to w życiu bym nie zgadła smaku. Polewa czekoladowa jest chyba jakiejś słabej jakości, bo po otworzeniu i dotknięciu momentalnie się topi i wszystko brudzi. Wafelek jest twardy, ale na szczęście nie smakuje starzyzną. Krem w środku to porażka, bo ni to karmel ni kawa...nijakie, mdłe i słodkie. Nutka karmelu się przebijała, ale przez ciężkość kremu i jego margarynowy posmak wszystko staje się wręcz płytkie i nudne. Oczekiwałam czegoś wow, a dostałam mało smaczny wafelek z czymś na wzór kremu...oj nie prędko kupię pozostałe smaki.


Podsumowując:
3/10
Cena - ok. 2 zł Rossmann
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 19 listopada 2018

Krem chałwowy i matcha od Nutura

Nutura pojawiała się na blogu już kilka razy i nigdy, ale to nigdy mnie nie zawiodła. Były ich klasyczne masła orzechowe, które moim zdaniem są jednymi z najlepszych na rynku(klik), były batoniki owocowo-orzechowe, które powaliły mnie swoim bogactwem orzeszków(klik) i bakalii oraz było też masło z orzechów nerkowca, które okazało się taką bombą smakową, że jest to teraz mój ABSOLUTNY NUMER 1 (klik) jeśli chodzi o masło orzechowe z tych orzeszków :)

Teraz do ich rodziny maseł orzechowych dołączyły kremy orzechowe, czyli coś bardziej na wzór słodkości niż uniwersalnego smarowidła. W ofercie znajdziemy aż 5 smaków: kawa z wanilią, herbatę matha, krem chałwowy, sezam z żurawiną oraz nuturellę z karobem. Ja dziś mam dla Was recenzję kremu z dodatkiem zielonej herbaty matha i krem chałwowy :) Wszystkie te smarowidła są zdrowe, a słodzone cukrem kokosowym, a więc mniejszym złem niż cukier biały. Jak wypadły smakowo? Czy warto skusić się na te nowości? Zapraszam do czytania! :)


Składy:



MATHA - Ten kto czyta mojego bloga doskonale wie, że ja raczej nie lubię się z herbacianymi dodatkami i wszelkie takie wynalazki raczej nie są u mnie mile widziane. Do tej pasty podchodziłam również bardzo sceptycznie, a wręcz bałam się jej koloru! Jest zielona niczym potworek grinch! Pięknie to wygląda, ale ten zielony odcień od razu przynosi mi na myśl wszelkie spiruliny, glony i trawy, które smaczne raczej nie są :P 

Po otwarciu słoiczka pierwsze co poczułam to bardzo intensywny aromat herbaty matcha. Jeśli miałabym porównać ten zapach do konkretnej rzeczy to zdecydowanie byłby to makaron z czarnej fasoli - serio! Zapach był wręcz identyczny, taki właśnie jak coś pomiędzy glonami, a orzeszkami ziemnymi. Konsystencja była boska, kremowa, idealnie zmielona i lekko lejąca. Smak? Powiem Wam, że tak dziwnej i zarazem tak śmiesznie smacznej rzeczy to jeszcze nie jadłam :D Krem okazał się dla mnie pyszny! Może z samego początku wydawał mi się dziwny, ale im więcej go zjadłam tym bardziej go lubiłam ;) Smak jest bardzo oryginalny i ciężko mi go opisać. Na pewno czuć mocno prażone orzeszki ziemne, lekką słodycz cukru kokosowego oraz ten rybno-goryczkowo-orzechowy posmak. Z tym kremem jest jak z tofu lub lukrecją - albo go pokochasz albo znienawidzisz. Ja pokochałam i z przyjemnością wykończę słoiczek, a nawet skuszę się na więcej :)

10/10


CHAŁWA - Chałwa to kolejna kontrowersyjna rzecz, bo ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Podobno do jej smaku trzeba dorosnąć i ja muszę się z tym stwierdzeniem zgodzić, bo gdy byłam mała to jej nie znosiłam, a teraz wręcz przeciwnie - uwielbiam. Ten krem był u mnie skazany na sukces, bo po przeczytaniu składu wiedziałam, że go pokocham. 

Po otwarciu słoiczka zdziwił mnie trochę zapach kremu. Nie czułam słodyczy, a jedynie gorycz czystej pasty tahini - takiej surowej bez jakichkolwiek dodatków. Konsystencja boska, idealnie zmielona, lejąca i kremowa. Smak? Cóż dla mnie bomba! Faktycznie smakuje jak taka naturalna i zdrowa chałwa bez zbędnych ulepszaczy :) Jest słodki, ale nie przesłodzony, kremowy, wręcz rozpływa się w ustach i oblepia zęby :D Jest bardzo wciągający, a kompozycja tego kremu i soczystej gruszki to...no ja nie mam słów, Nutura znów stworzyła coś niesamowitego!

100/10!


Czy warto skusić się na nowość od Nutura? Moim zdaniem absolutnie tak! Smaki są niebanalne, dobrej jakości surowce również wpływają na smak. Dla mnie petarda i na pewno będę chciała spróbować pozostałych wariantów smakowych :)

piątek, 16 listopada 2018

Mój wegetariański jadłospis (42)

Muszę Wam powiedzieć, że jesień w tym roku nas szczególnie rozpieszcza. Nie czuję zbliżającej się zimy, bo jest pięknie :) Nawet te mgły i deszcz mi jakoś szczególnie nie przeszkadza bo jest w miarę ciepło i tak kolorowo! U mnie liście co prawda już strasznie pospadały, ale i tak gdzieniegdzie można dostrzec te piękne barwy czerwieni, żółci i brązów :) Dodatkowo w końcu staniała brukselka! Teraz będę ją zajadać na potęgę :D Kiedyś za nią nie przepadałam, ale teraz uwielbiam i nie wyobrażam sobie okresu jesienno-zimowego bez tej małej kapustki :) A Wy lubicie brukselkę? 

Dziś jak co piątek mam dla Was mój wegetariański jadłospis. Dziś bez pudełka, ale następny food book'u będzie właśnie z udziałem lunch box'a :) Jenak mam nadzieję, że ten też Wam się spodoba! Zapraszam :)

Rano wypiłam wodę, a następnie zrobiłam trening. Później po treningu wypiłam herbatę jeżynową.


Na pierwszy posiłek oczywiście brukselka! Mam tutaj jej pokaźną ilość w towarzystwie całej kostki wędzonego tofu (smażonego i chrupiącego), oliwek, ogórka zielonego oraz jednej ogromnej papryki. Posypałam brukselkę suszonymi pomidorami, a ogórka koperkiem.


Na drugi posiłek postawiłam na mój niezawodny klasyk, który zawsze mnie syci na długo - serek wiejski! Tutaj podałam go z sosem o smaku białej czekolady, ogromnym jabłkiem i batonem KitKat Ruby, który był bardzo smaczny i chyba kupię go ponownie aby napisać recenzję :D


Na ostatni posiłek zrobiłam budyń jaglany z odżywką białkowa o smaku jagodowym. Podałam go z migdałami. Dodatkowo mam tutaj dwa jabłka (tak, teraz jem ciągle jabłka :P) i batona Eti Wanted, który był boski! Koniecznie go spróbujcie :)

To by było na tyle :) Mam nadzieję, że podobał się Wam mój jadłospis. 
Życzę Wam miłego weekendu!

środa, 14 listopada 2018

Granole proteinowe Feel Fit

Czasami gdy nie mam weny lub cierpię na brak czasu to bardzo lubię sobie zjeść granolę z serkiem wiejskim. To szybka i bardzo sycąca opcja na posiłek, którą też z powodzeniem można zabrać ze sobą do pracy czy szkoły. Niestety obecnie na rynku ciężko o dobre jakościowo granole i płatki tego typu, a więc najlepiej robić je samemu...a co jeśli nie mamy czasu? Albo jeśli jesteśmy odcięci od piekarnika? Feel Fit przychodzi z pomocą! :) Wypuścili oni na rynek bardzo nietypowe granole, bo wzbogacane białkiem roślinnym! Jak wiadomo granola to głównie same węglowodany, ale dzięki dodatkowi białka z grochu zyskują one pokaźną ilość protein, bo aż 10 g w jednej porcji - dla mnie bomba! Granole od Feel Fit występują w dwóch wariantach - miodowej oraz kakaowej z tahiną. Jedna z nich jest nawet wegańska! Jesteście ciekawi jak one smakują? Jeśli tak to zapraszam do czytania :)



Składy:



Z MIODEM GRECKIM I NASIONAMI LNU - Granola z miodem to super opcja dla osób lubiących słodkie rzeczy :) Ta tutaj jest bardzo aromatyczna, wyjątkowo miodowa i baaardzo chrupiąca! Patrzcie na te zlepki...normalnie jak ciasteczka :) Granola miodowa od Feel Fit pachnie tak bardzo intensywnie miodem, że już po samym otwarciu leci ślinka :) W połączeniu z serkiem wiejskim smakowała wybornie i co najważniejsze nie nasiąkała zbyt szybko i na długo pozostawała chrupiąca. Ja osobiście miód nawet lubię, a więc jego silna nuta smakowa mi jakoś szczególnie nie przeszkadzała, ale jeśli nie należycie do miłośników miodu to polecam Wam drugą propozycję od Feel Fit :) Granola w jednym kubeczku ma aż 10 g białka, a według mnie na takie płatki to bardzo dużo! Super opcja do zabrania ze sobą do szkoły czy pracy, bo wystarczy wszystko wymieszać w dołączonym kubeczku i gotowe :) Ta granola jest wegetariańska, bo zawiera w sobie miód, który wegański nie jest. Tutaj odejmuję dwa punkty, bo miód w pewnym momencie był dla mnie zbyt przytłaczający :)

8/10


Z KAKAO I PASTĄ SEZAMOWĄ TAHINI - Cóż, nie będę przed Wami ukrywać, że ta smakowała mi jeszcze bardziej niż miodowa! Uwielbiam kakaowe/czekoladowe smaki, a więc nie mogło wyjść inaczej. Ta granola intensywnie pachnie kakao oraz posiada w sobie subtelną nutkę sezamu. Sezam, a raczej pastę tahini, czuć bardziej w smaku niż zapachu, a więc to kolejny plus - zero aromatów tylko prawdziwe i pełnowartościowe składniki :) Tutaj ponownie mamy ogromne zlepki płatków, które przypominają zdrowe ciasteczka. Ja uwielbiam takie chrupiące granole i zazwyczaj je wybieram zamiast sypkiego musli. Nie będę owijać w bawełnę - pyszna, a w połączeniu z serkiem wiejskim i dżemem wiśniowym stanowiła wyśmienity posiłek, ale i także deser w ciągu dnia ;) Pycha!

10/10


A Wy często jadacie granole? Próbowaliście już tych proteinowych od Feel Fit? Dajcie znać w komentarzu! :) 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Wegańska rozgrzewająca zupa pomidorowa z pieczarkami

Witam się z Wami w ten cudowny poniedziałek :) Dziś przygotowałam dla Was przepis na cudowną zupę pomidorową, którą jadam teraz bardzo często. Jest to idealna jesienno-zimowa propozycja na rozgrzewający obiad czy kolację :) Ja nigdy nie należałam do osób które zupy lubią, ale ta tutaj zmieniła to i teraz kombinuję z tym daniem ile wlezie! Niby zupa to taka ''woda'', ale jak dobrze się ją ulepszy to można się nią nieźle najeść! Jesteście ciekawi mojej wariacji na temat pomidorowej?  Szukacie alternatywy dla pomidorowej z rosołu z wczoraj? :D Jeśli tak to zapraszam po przepis!



Przepis /(1 porcja)/:

1 puszka pomidorów krojonych
200 gramów pieczarek
1 średnia cukinia
1 czubata łyżka płatków drożdżowych
1 łyżeczka oregano
1/2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka papryki wędzonej
1 łyżeczka curry
Pieprz do smaku wedle uznania


1. Do garnuszka przelewamy nasze pomidory z puszki, dodajemy płatki drożdżowe i pozostałe przyprawy - mieszamy.
2. Pieczarki obieramy i dokładnie myjemy, a następnie kroimy na mniejsze kawałki (a jeśli macie mini pieczarki to można pominąć ich krojenie). To samo robimy z cukinią. Ja lubię dosyć spore kawałki warzyw, a więc kroję je niedbale bo lepiej jak jest coś do gryzienia.
3. Garnuszek z pomidorami stawiamy na kuchenkę i doprowadzamy do wrzenia. Następnie dodajemy pieczarki i zmniejszamy ogień. Gotujemy mieszając co jakiś czas jakieś 15 minut - tak żeby pieczarki się ugotowały i lekko zmięły.
4. Następnie dodajemy naszą cukinię i całość gotujemy kolejne 15 minut aby nasza cukinia również zmiękła i puściła trochę wody.
5. Zupkę przelewamy do miski i podajemy z czarnym sezamem.


Smacznego!

piątek, 9 listopada 2018

Mój wegetariański jadłospis (41)

Witam się z Wami w ten piątek - jak zawsze z jadłospisem ;) Dziś może bez pudełka, ale nadal bardzo smacznie i co najważniejsze zdrowo! Teraz męczę mój piekarnik i codziennie piekę jakieś warzywa, bo przecież w sezonie jesiennym warzywa pieczone to totalny must have więc korzystam ile wlezie :) Dynia, marchew, buraki, ziemniaki, brukselka, kalafior...upiec można prawie wszystko więc czemu nie? Warzywa pieczone zyskują cudowny aromat, który jest obłędny :) Od dyni zrobiłam się już totalnie pomarańczowa, ale tłumaczę to sobie, że to taka dyniowa opalenizna :D A Wy lubicie pieczone warzywa? Które najbardziej? :)

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej. Przed wypiciem wody zrobiłam trening.


Po treningu miałam ogromną ochotę na coś ultra słodkiego ;) Padło na serek wiejski z sosem o smaku białej czekolady, a dodatkowo piękne i ogromne różowe winogrona oraz śliwki węgierki. Jako słodki element miałam 6 kosteczek mojego ulubionego Ptasiego mleczka od Wedla o smaku Peanut Butter.


Na drugi posiłek postawiłam na moc warzyw! Mam tutaj pieczonego kalafiora, pomidorki, ogóreczki konserwowe oraz oliwki nadziane marynowanym czosnkiem. Dodatkowo mam tutaj ketchup jako dip do warzyw.


Na ostatni posiłek nie mogło zabraknąć budyniu jaglanego. Tutaj z odżywką o smaku ciasteczek maślanych i dodatkiem cynamon. Całość posypałam prażonymi orzeszkami ziemnymi i podałam w towarzystwie dwóch jabłek oraz surowego batona od Lifefood :)


środa, 7 listopada 2018

Wedel Ptasie Mleczko Peanut Butter

Ostatnio Wedel pozytywnie mnie zaskakuje, bo wypuszcza na rynek coraz to ciekawsze i lepsze produkty! Kilka lat temu, ba, nawet 2 lata temu stroniłam od ich czekoladowych łakoci, bo niestety jakość bardzo spadła i nie był to ten sam Wedel jak za dawnych lat dzieciaka. Jednak chyba Wedel wziął się w garść, bo ich nowości zaskakują i to bardzo! Szczególnie zaskakują mnie nowe wariacje smakowe, bo pojawiają się takie połączenia jak solony karmel czy masło orzechowe - moje dwa ulubione dodatki do słodyczy :D Gdy zobaczyłam Ptasie Mleczko w wersji smakowej Peanut Butter to myślałam, że wybuchnę ze szczęścia! Od razu zabrałam się za poszukiwania i oto jest - recenzja Ptasiego Mleczka o smaku masła orzechowego! Zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie jest świetne i muszę przyznać, że Wedel ma dobrych grafików. Od razu rzuca się w oczy i człowiek aż chce je kupić :D Dodatkowym plusem jest to, że mamy tutaj jeszcze udział mojej ulubionej czekolady od Wedla Karmelovej, która co jak co, ale jest na prawdę udaną i wyjątkową propozycją wśród słodyczy.

Jak Ptasie Mleczko wygląda to chyba każdy wie więc nad tym rozwodzić się nie będę ;) Powiem tylko, że to tutaj oblane jest czekoladą Karmelovą, a w środku znajdziemy piankę o smaku orzechowego smarowidła, które tak wielu z nas uwielbia. Pachnie zabójczo i z trudem człowiek się powstrzymuje aby nie zjeść całego od razu. Zapach może nie przypomina masła orzechowego, ale to trochę taka nuta jak przy czekoladzie Karmelovej z solonymi fistaszkami, którą baaaaardzo lubię :) Ptasie Mleczko Peanut Butter w środku jest bardzo sprężyste i tutaj wielki plus dla Wedla, że nie używa żelatyny :) Smak? POEZJA! To NAJLEPSZE Ptasie Mleczko jakie kiedykolwiek jadłam :) Słodko-słone z przewagą karmelowo-śmietankowej słodyczy i ta orzechowa nutka...no dla mnie bajka ;) Może nie jest to smak masła orzechowego jak w Reese's, a raczej tylko fistaszkowy posmak, ale i tak wyszło bosko i będę wdzięczna jak Wedel zostawi je na stałe w swoim asortymencie! Kupujcie póki są jeszcze w sklepach :)


Podsumowując:
11/10!
Cena - 9,99 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak!

poniedziałek, 5 listopada 2018

Czekolady organiczne Lifefood

Nie mam dużego doświadczenia w gorzkich czekoladach, tym bardziej nie mam doświadczenia w czekoladach surowych. Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale wolę jednak kupić Milkę niż wybulić niezłą sumkę na gorzką czekoladę 100% z jakiś odległych mi krajów. Lubię gorzką czekoladę, ba, to moja ulubiona! Ale jakoś nie przywykłam do tych wysokoprocentowych i zadowalają mnie te 60-70%. Mam klika swoich ulubionych gorzkich czekolad - tą z Lidla oraz Ritter Sport kupuję regularnie, ale chętnie też próbuję nowości. Absolutną nowinką są dla mnie surowe czekolady organiczne od Lifefood, które występują w 14 smakach! U nas w Polsce dostępne są trzy, których recenzje przeczytanie w dzisiejszym poście - zapraszam! :)


Składy:




SUROWA 80% KAKAO - Moja skala procentów w czekoladzie kończy się na 75% więc miałam ogromne obawy przed tą tabliczką. Raz jadłam taką 90% i skończyło się na pluciu i zapijaniu wodą okropnego smaku produktu. Czekolada gorzka od Lifefood wyglądała ślicznie i bardzo przyjaźnie. Kosteczki były bardzo malutkie i niezwykle cieniutkie - wręcz łamały się od delikatnego dotknięcia czekolady. Pięknie pachniała, lekko kawą i nutą dymu. Jednak to smak się liczy i niestety tutaj nie wypaliło. Może czekolada nie jest jakoś piekielnie gorzka, ale jej smak pozostawia jednak wiele do życzenia. Jest kwaśna w nieprzyjemny sposób, jakaś taka proszkowa, a jej jedzenie nie sprawia przyjemności. Osobiście to nie moja bajka.

1/10


SUROWA Z POMARAŃCZĄ - Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do połączenia czekolady z pomarańczą, a więc bardzo ucieszyłam się na możliwość spróbowania tej tabliczki czekolady od Lifefood. Wyglądała identycznie jak klasyczna gorzka, ale dodatkowo można było dostrzec drobinki pomarańczy. Były malusieńkie, ale wystarczyło to aby czekolada pachniała wyraźnie tym owocem. 
Smak? Cóż...lepiej niż w gorzkiej 80%, ale do ideału nadal wiele brakuje. Sama baza czekoladowa jest kwaśna i dziwnie proszkowa, ale dodatek pomarańcz trochę poprawia końcowy efekt. Smak pomarańczy jest wyraźny i soczysty, ale ta czekolada jest bardzo dziwna i niestety nie pasuje mi jej smak.

3/10


SUROWA Z WIŚNIAMI I ORZECHAMI BRAZYLIJSKIMI - Uwielbiam wiśnie z czekoladą, a jeszcze bardziej lubię orzechy brazylijskie, a więc ta czekolada wydawała się ideałem! Po otwarciu wiedziałam, że dodatków będzie sporo, bo tabliczka była nimi cała najeżona. Pachniała najlepiej z całej trójki, bardzo było czuć wiśnię. Smak niestety ponownie zawiódł :( Baza czekoladowa taka sama - kwaśna i nieprzyjemnie proszkowa. Wiśnie fajnie kwaskowe, a orzechy bardzo chrupiące, ale co mi po nich jak czekolady praktycznie nie da się jeść z przyjemnością? :( Jak batoniki od Lifefood uwielbiam, tak te czekolady moim zdaniem nie są smaczne i osobiście nie polecam.

3/10



A Wy macie jakieś ulubione gorzkie czekolady? Dajcie znać w komentarzu! :)