piątek, 29 marca 2019

Mój wegetariański jadłospis (58)

Marzec kończy się u mnie baaardzo aktywnie i z wielką dawką stresu, ale musi być dobrze! Nie chce mi się wierzyć, że już w poniedziałek widzimy się w nowym miesiącu ;) Moje postanowienie odnośnie zdrowszej diety idzie bardzo dobrze. Mam dużo więcej siły na treningach (w końcu pełnowartościowa energia, a nie czekolada :D), ale nie ukrywam, że tego ''zdrowszego'' jedzenia trzeba zjeść więcej i czasami ciężko mi przejeść te kalorie :D Ale grunt, że siły wróciły no i cera się troszkę poprawiła, bo było źle :P

Dziś mam dla Was jadłospis z bardzo zabieganego dnia. Ostatnio jestem trochę w rozjazdach, ale jeszcze nie zdradzam Wam dlaczego ;) Nie przedłużam już i zapraszam Was na mój jadłospis!

Na czczo zrobiłam trening (tego dnia były to nogi i pośladki) oraz oczywiście wypiłam dużo wody aby pobudzić układ pokarmowy i ogólnie organizm.


Na pierwszy i zarazem po treningowy posiłek wpadło moje nowe uzależnienie, które katuję codziennie - ryż basmati! Tutaj ugotowany z odrobiną soli. Podałam go z twarożkiem grani wymieszanym z odżywką białkową o smaku białej czekolady z brzoskwinią oraz podałam z kleksem kremu NutWhey o smaku solonego karmelu (recenzja tutaj)


Na drugi posiłek zjadłam budyń z kaszy jaglanej z odżywką białkową o smaku piernika i z dodatkiem hojnej ilości cynamonu. Dodatkowo miałam tutaj jabłko i mandarynkę.


Kolacja na bogato gdyż nie udało mi się zjeść przekąski. Miałam tutaj pół bochenka chleba 7 ziaren z Biedronki (serdecznie go polecam, jedyny chleb jaki jadam na chwilę obecną, bo tak mi smakuje) zrobiony na tosty. Do tego miałam cały słoiczek pasty warzywnej Lisner ratatouille (pyszna), całą paprykę i pół ogórka zielonego z koperkiem.

To by było na tyle :) Miłego weekendu kochani!

środa, 27 marca 2019

Lindt Lindor Lebkuchen

Niedawno na blogu umieściłam recenzję pralinek Lindt Lindor o smaku cynamonu i kolendry (recenzja tutaj), a więc przyszedł czas na drugi świąteczny smak - piernik! Piernik to kwintesencja Świąt Bożego Narodzenia i właśnie w tym okresie smakuje najlepiej :) Przepisów i wariacji na temat tego wypieku jest mnóstwo, a u mnie robi się go z powidłami i polewą z gorzkiej czekolady - UWIELBIAM! Gdy zobaczyłam ten smak Lindorków oczy zrobiły mi się jak pięć złotych i koniec końców wylądowały one w koszyku ;) Wyobrażałam sobie coś cudownego, coś bardzo korzennego, coś co powali mnie na kolana. Jak wyszło w rzeczywistości? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam do czytania! :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie w wersji cynamonowej było prześliczne, ale to już zupełnie mnie oczarowało! Te pierniczki i detale na papierkach każdej Lindorki...no sama szata graficzna przekonała mnie do zakupu :) Jak już pisałam, piernik i ogólnie wszelkie piernikowe twory bardzo lubię i to ciasto/ciasteczka, które bardzo kojarzą mi się ze świętami. Byłam tak podekscytowana gdy miałam je próbować, bo byłam święcie przekonana, że będzie to 100/10 i koniec kropka, bo przecież to ma być pierniczek zamknięty w czekoladowej pralince! Ale jednak...

Po rozpakowaniu czekoladki nie różniły się jakoś szczególnie aromatem od tych cynamonowych. Czułam cynamon i tą specyficzną ziołową nutkę, która jest dosyć typowa dla produktów korzennych. Pralinka ponownie niczym nie różniła się od klasycznej mlecznej. Smak? Cóż, było smacznie, było cynamonowo, ale nie pierniczkowo :( Czekoladki smakowały bardzo podobnie do tych cynamonowych, a jedynym elementem wyróżniającym były drobinki pierniczków (których swoją drogą było zdecydowanie za mało) i mniej ziołowy posmak. Nie mówię, że były nie dobre, ale zawiodły mnie bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego :/ Gdyby wypełnili je kremem typu speculoos to byłaby POEZJA! A wyszło bardzo przeciętnie. Fajne ''na raz'', ale więcej nie kupię.


Podsumowując:
7/10
Cena - ok. 18,99 zł Allegro
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 25 marca 2019

Nestle KitKat Salted Caramel

Nie jestem ''batonikową'' dziewczyną i gdy decyduję się na jakieś słodycze to stawiam na moją ukochaną i niezawodną czekoladę ;) Owszem, batoniki to fajny rzecz bo są dużo mniejsze niż cała czekolada, ale nie zmienia to faktu, że jednak czekolada to czekolada :D Jednak gdybym miała wybrać mojego ulubionego batonika to chyba stawiałabym na KitKat'a. Bardzo podoba mi się w nim to, że wafelki są świeże, chrupiące, a czekolada dobrej jakości i w hojnej ilości. Moim ulubionym smakiem jest oczywiście wersja z masłem orzechowym, ale gdy dowiedziałam się o smaku solonego karmelu to przepadłam i wyruszyłam na poszukiwania! Skończyło się na tym, że kupiłam 12 batoników, a później zastanawiałam się po co i kto to zje :P Jednak jak smakowały? Tego dowiecie się w recenzji! :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie bardzo fajne, wykonane z pomysłem i przyciągające uwagę na sklepowych półkach. Osobiście uwielbiam połączenie słodko-słone, a więc byłam bardzo ciekawa smaku tego KitKat'a. Wersja z masłem orzechowym jest własnie lekko słonawa, a więc miałam wielgaśne oczekiwania co do tej wersji :)

Po otwarciu pierwsze co poczułam to sól. Serio, wiem, że sól nie ma jakiegoś szczególnego zapachu, ale tutaj czułam coś w stylu solonych chipsów. Trochę zdziwiło mnie to, ale cóż...zawsze narzekam na brak wystarczającej ilości soli w słodyczach o tym smaku więc tutaj trafiło się na bogato :D

Wafelki były bardzo chrupiące, a czekolada grubo oblewała kosteczki. Krem w środku był beżowy, taki trochę mało ekscytujący, ale przecież liczy się smak, a nie wygląd! Po pierwszym gryzie przepadłam...bo to było coś pysznego! Połączenie chrupiących wafelków, czekolady i tego kremu to combo idealne dla osób, które uwielbiają wyraźny posmak soli w słodyczach. Karmelu jakoś szczególnie nie wyczułam, ale ta sól...no nie wiem, mnie ten smak urzekł :) Bardziej smakował jak kremowy serek kanapkowy hehe :) Wersji Peanut Butter nie pobije, ale ten będzie jednym z moich ulubionych smaków! Koniecznie spróbujcie póki są w sprzedaży ;)


Podsumowując:
10/10
Cena - 1,99 zł Żabka
Czy kupię ponownie? - Tak


piątek, 22 marca 2019

Mój wegetariański jadłospis (57)

Witam się z Wami w piątek! Pierwszy dzień wiosny już za nami, a ja odczuwam to bardzo mocno i wyraźnie, bo gdy wstaję o 5.50 rano to jest już w miarę widno i łatwiej wyjść spod cieplutkiej kołdry :D Baaardzo się cieszę i nie mogę doczekać się tej pięknej pory roku! Doszłam do wniosku, że to własnie wiosnę lubię najbardziej, bo wszystko budzi się do życia, powoli pojawiają się świeże warzywa i owoce oraz jest przyjemnie ciepło, a nie upał :) A jak z tym u Was?

Znów zmieniam moją dietę! Czemu? Bo ciągle obserwuję moje ciało i moje samopoczucie i muszę stwierdzić, że z tym jak teraz jadłam nie było jednak tak w 100% kolorowo. Zdecydowanie przesadziłam z ilością zjadanych słodyczy co odczułam bardzo na mojej cerze i na sile podczas treningów. Postanowiłam, że słodycze idą lekko w odstawkę i redukuję ich ilość (co nie znaczy, że z nich rezygnuję!). Mam nadzieję, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre :) Nie przedłużam już i zapraszam do przeglądania!

Na czczo zawsze robię trening, bo nie umiem ćwiczyć z pełnym brzuchem.
Oczywiście przed treningiem piję trochę wody, a później po treningu znów sobie popijam wodę przy przygotowaniu posiłku po treningowego.


Na pierwszy posiłek wpadł ryż basmati podany z serkiem wiejskim wymieszany z odżywką białkową o smaku caffee latte oraz masłem orzechowym waniliowym.


Na drugi posiłek miałam kaszę jaglaną (jest pd twarożkiem) gotowaną z aromatem karmelowym i podaną z twarożkiem grani wymieszanym z odżywką białkową o smaku czekoladowym. Dodatkowo mam tutaj jedno ogromne jabłko.



Na przekąskę zjadłam całe opakowanie ( 90 g) jajeczek nugatowych od Lindt, które były przepyszne! Postaram się wstawić recenzję w okresie Wielkanocnym :)


Na kolację zjadłam odsmażane pierogi wegańskie a'la ruskie i podałam je z ogórkiem zielonym, brukselką i suszonym koperkiem.


Życzę Wam kochani miłego weekendu! :)

środa, 20 marca 2019

Lindt Lindor Zimt-Koriander

Wiem, że się powtarzam, ale i tutaj wspomnę o tym, że Lindt to moja ulubiona marka czekolad. Niestety nasz rodzimy rynek nie jest zbyt bogaty i mamy mało wariantów czekolad więc muszę ratować się zakupami Lindt z Niemczech.  Podczas moich świątecznych łowów natknęłam się na Lindory o smaku cynamonu i kolendry. Nie znoszę kolendry, bo dla mnie smakuje jak mydło, ale cynamon to jedna z moich ulubionych przypraw więc zaryzykowałam i je zamówiłam. Ogólnie preferuję bardziej tabliczki czekolady od Lindt, ale i Lindorkami nie pogardzę ;) Nie każdy smak oczywiście jest smaczny, ale w tym tutaj pokładałam wiele nadziei. Jak wypadł? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie jest prześliczne i wprost stworzone aby dać je komuś w prezencie. Lindt pokazuje nie tylko klasę w smaku ich wyrobów, ale i też w prezentacji :) Cynamon to jedna z moich ulubionych przypraw i lubię ją zarówno na słodko jak i na wytrawnie :) Tutaj wahałam się nad zakupem, bo bardzo nie lubię kolendry, ale cóż...miłość do Lindt oraz cynamonu wygrała.

Po otwarciu Lindory niczym nie różniły się od klasycznych mlecznych. Wyglądały identycznie i gdyby ktoś wymieszał je ze zwykłymi to poznałabym tylko po zapachu. Pachniały lekko ziołowo i z nutką cynamonu. Z jednej strony zaintrygował mnie ten aromat, ale z drugiej trochę przeraził, bo już wyobrażałam sobie posmak lukrecji czy anyżu :P Jednak po pierwszym gryzie moje obawy rozpłynęły się, bo smak niczym nie przypominał lukrecji :D Okazało się, że pralinki smakują jak te mleczne, ale z nutą cynamonu. Troszkę to było sztuczne, ale przyjemne. Pralinki oczywiście skrywały w środku tłuste nadzienie, ale mi ono nie przeszkadza i bardzo je lubię :) Nie trąciło margaryną, a raczej kremem czekoladowym - takim ganaszem czekoladowym. Pod koniec jedzenia pojawiał się chłodzący efekt i dawała o sobie znać ziołowa nutka, ale w subtelny i ciekawy sposób. 

Ogólnie bardzo smaczne, ale nie na tyle aby kupić je ponownie :) Cieszę się, że miałam okazję ich spróbować, ale gdy pojawią się za rok to raczej się nie skuszę.


Podsumowując:
7/10
Cena - 18,99 zł Allegro
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 18 marca 2019

Ritter Sport Hazelnut Creme + Crisp

Fajne zajęcia się dzisiaj dla mnie zapowiadają ;) Mogłam przyprowadzić swoją ''modelkę'' i na niej wykonać zabieg :D Padło na moją siostrę więc mam nadzieję, że jej się spodoba i stwierdzi, że siostra jednak dobrze te zabiegi robi :D

Ritter Sport ma u mnie wielkiego plusa nie tylko za ich wyśmienitą czekoladę, ale i również za to, że wypuszczają limitowane wersje smakowe - na święta, na lato i na wiosnę :) Ich asortyment jest baaardzo bogaty i każdy znajdzie coś dla siebie :) Ja nie umiem wybrać ulubionej tabliczki od Ritter Spot, ale z pewnością ta prezentowana dzisiaj nie będzie należała do tych lubianych. Czemu? Tego dowiecie się w recenzji! Zachęcam do przeczytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie jest prześliczne i gdy tylko zobaczyłam je w moim Rossmannie to od razu musiałam je kupić! Dostępne były trzy warianty smakowe i oprócz tej pojawiła się jeszcze tabliczka speculoos, którą uwielbiam i ta z karmelizowanymi migdałami (oczywiście kupiłam wszystkie). Napaliłam się na ten najnowszy smak i od razu wzięłam dwie tabliczki, bo przecież orzechowy krem brzmi tak wspaniale, że nie może być to nieudany smak...a jednak.

Po otwarciu czekolada nie pachniała jakoś szczególnie. Czułam mleczną nutę i odrobinę kremu orzechowego, ale to wszystko. Po  przełamaniu ukazało mi się tłuste nadzienie z drobinkami orzechów, które pachniało jak taki tani krem czekoladowy marki ''no name''. Bardzo mnie to zmartwiło, ale mimo tego spróbowałam.

Czekolada smakowała bardzo przeciętnie z naciskiem na bardzo. Niczym szczególnym się nie wyróżniała - słodka, nijaka i bardzo tłusta z posmakiem margaryny. Orzeszki straciły smak w tym kremie i nie wnosiły nic do całości. Ten krem to po prostu porażka, bo smakuje tłuszczem i tyle. Bardzo się zawiodłam, ale na szczęście pozostałe smaki wypadają zupełnie inaczej :) Tej osobiście nie polecam!


Podsumowując:
6/10
Cena - ok. 5,99 Rossmann
Czy kupię ponownie? - Oj nie

piątek, 15 marca 2019

Mój wegetariański jadłospis (56)

Jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis :) Teraz coraz dłużej jest widno i coraz szybciej robi się jasno za oknem, a więc to sprzyja zdjęciom lepszej jakości - jupi! :D No i już niedługo pojawi się większy asortyment świeżych warzyw i owoców. Już jadłam pierwsze truskawki i muszę Wam powiedzieć, że smakują jak te Polskie - można brać :D Ja często poluję na nie na promocjach, bo tak mi tęskno do truskawek, że mała głowa! A jeszcze bardziej tęsknię za moimi ukochanymi brzoskwinkami i śliwkami :) Z warzyw to chyba najbardziej brakuje mi fasolki szparagowej, pomidorów, oraz szparagów :) A wam do czego najbardziej tęskno? ;)

Na czczo wypiłam wodę.


Na pierwszy posiłek zjadłam budyń jaglany z białkiem o smaku caffee latte oraz pokruszoną resztką orzechów włoskich. Dodatkowo miałam dwa jabłka oraz pół paczki Lindt Fioretto Cappuccino, które jest zajebiste i pojawi się oczywiście jego recenzja na blogu :)


Na drugi posiłek miałam smaka na coś wytrawnego. Padło na danie z patelni, a mianowicie całą paczkę warzyw na patelnię (takie fajne z Biedronki z mini kukurydzą, cukinią i batatami - uwielbiam je!) oraz z brukselką. Fajnie tak ją sobie podsmażyć, bo nabiera cudownego aromatu i robi się lekko chrupka :)


Na ostatni posiłek padło na niezawodny twaróg chudy z sosem czekoladowym Reese's. Dodatkowo mam jabłko oraz Giotto Momenti Dänischer Butterkeks, które okazały się kolejnym strzałem w dziesiątkę! Nie wiem czy będzie recenzja, ale jeśli macie okazję je kupić to się nie wahajcie :)


To by było na tyle :) Życzę Wam udanego weekendu! 

środa, 13 marca 2019

Château kawowo-śmietankowa

Z kawą w słodyczach polubiłam się stosunkowo niedawno, ale to chyba będzie już szalona miłość na całe życie bo teraz mogłabym jeść kawowe słodycze codziennie! A już szczególnie kawową czekoladę :) Momentem kiedy pokochałam kawowe czekolady to dzień, w którym po raz pierwszy spróbowałam czekolady kawowo-śmietankowej marki Château. Jest to marka własna sklepów Aldi, która wyprodukowana jest w Niemczech. Mówcie sobie co chcecie, ale według mnie Niemcy mają coś w genach do robienia czekolady! Uwielbiam Niemieckie i Szwajcarskie czekolady i uważam je za najlepsze na świecie :) Po tą czekoladę jechałam 2 godziny, a więc chyba wiecie jakie mam o niej zdanie...jest wybitna :) A po więcej zapraszam do przeczytania recenzji ;)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie nie różni się prawie praktycznie od tych tabliczek, które mają w niemieckich Aldi - u nas jedynie zmienia się nawa, bo jest przetłumaczona na język polski. Szczerze mówiąc to ona nie jest jakoś szczególnie zachęcająca i nie woła nas z półki, ale ten niepozorny twór potrafi skraść serce! Cała tabliczka waży 200 gramów, ale nie macie co się bać tej gramatury, jest tak pyszna, że szybko ją zjecie i nie będzie zalegać w szafce :D
Po otwarciu wita nas tabliczka czekolady z grubaśnymi, dwukolorowymi kostkami. Warstwa ciemna jest z czekolady deserowej o smaku kawy, a warstwa jasna to biała czekolada o smaku śmietanki. Nie ma przecież nic lepszego niż słodkie latte, a tutaj taki napój zamknięty jest w tabliczce czekolady! Ja czekoladę kocham, a więc wybieram kawową czekoladę...sorry kawo :P Zapach jest powalający, bo bardzo intensywnie kawowy, ale i z nutą słodkiego mleka. Nie jest to paraliżująca słodycz, a przyjemna i kojąca dla nosa. Czekolada łamie się z pięknym trzaskiem, a po włożeniu do buzi, błogo rozpuszcza i tworzy czekoladowo-kawowe bagienko. Smak jest nie do podrobienia! Nawet kawowe Merci tak bosko nie smakuje, serio ;) Ta czekoladka śmiało zasłużyła na wyróżnienie i u mnie ma 100/10! Jest tak wciągająca...Warstwa ciemna daje mocno kawą, ale później pojawia się łagodna słodycz białej czekolady ze śmietanką. Co najważniejsze - biała czekolada nie smakuje tanią margaryną, a dobrą i jakościową białą czekoladę co jest trudne, bo nawet taka sławna Milka moim zdaniem spierdzieliła ich białą czekoladę. No cóż - wybitna jest! Koniecznie jej spróbujcie ;) A jeśli nie macie Aldiego (ja jechałam po swoją 2 godziny do innego miasta! :P) to zamówcie ją przez internet. Dużo osób ją sprzedaje, a wierzcie mi - warto :)


Podsumowując:
100/10
Cena - ok. 9,99 zł Aldi
Czy kupię ponownie? - Tak!


poniedziałek, 11 marca 2019

Lindt Les Grandes Noir

Moją ukochaną marką czekolad bez dwóch zdań jest Lindt. Uwielbiam ich czekolady, ale nie zawsze ich produkty są smaczne i wybitne. Jak każdemu, także i im, zdarzają się buble smakowe ;) Dzisiejsza tabliczka została zakupiona przez internet, bo niestety chyba nie jest dostępna w sklepach (a przynajmniej ja ich u siebie nie widziałam). Kupiłam ją ze względu na to, że jest z całymi, prażonymi orzechami laskowymi, a ja uwielbiam czekolady z orzechami! Dodatkowo jest to czekolada ciemna, a więc podwójny plus :D Czy mi smakowała? Czy Lindt pokazał klasę? Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie znacząco różni się od innych tabliczek z Lindt jakie kiedykolwiek miałam, bo nie jest to kartonik, a papierek i sreberko. Ja osobiście nie znoszę tych sreberek, ale Lindt ma u mnie to wybaczone - w końcu to moja ulubiona marka czekolad :D Jak już pisałam we wstępie, jest to czekolada ciemna z całymi prażonymi orzechami laskowymi oraz kawałkami karmelizowanych orzeszków laskowych. Ja uwielbiam orzechowe czekolady, szczególnie te z całymi kawałkami orzechów, a więc nie było opcji abym jej nie kupiła :) Za 150 gramów czekolady zapłaciłam 14,99 zł więc uważam, że to bardzo przyzwoita cena! Wiecie, że na Allegro bardziej opłaca się zamawiać zagraniczne słodycze niż w sklepach stacjonarnych? ;) Duuuużo taniej! Ale wracając do czekolady...po otworzeniu zniechęcił i rozczarował mnie nalot na czekoladzie, ale to nie moja wina tylko sprzedającego, bo musiał ją źle przechowywać. Tabliczka była pełna całych orzechów laskowych i nie było kawałka, który nie miałby orzeszka. Prócz całych orzechów, w czekoladzie były też zatopione karmelizowane kawałki orzeszków. Zapach był obłędny i na sam wspomnienie o nim mam ślinotok - co jak a'la gorzka Nutella! Miazga :) Czekolada była chrupiąca, ładnie się łamała, a orzechy tylko dodawały chrupkości i aromatu. Jeśli lubicie ciemną czekoladę i orzechy to jest to propozycja ''must have''! Smakuje obłędnie i bardzo spodobał mi się dodatek tych karmelizowanych orzechów :) Jest słodko, ale nie za słodko...no poezja! Koniecznie spróbujcie :)


Podsumowując:
10/10!
Cena - 14,99 zł Allegro
Czy kupię ponownie? - Tak!

piątek, 8 marca 2019

Mój wegetariański jadłospis (55)

O mamo - nie mogę się doczekać tej niedzieli! Jadę ze szkoły do Warszawy na targi z kosmetologii i profesjonalne kosmetyki upiększającej :D Zaciesz na maksa! Mam nadzieję, że dowiem się nowych ciekawych rzeczy :)
No i moje drogie kobietki - wszystkiego najlepszego dla nas! :)

Dziś jak co piątek mam dla Was dzienny jadłospis ;) Ostatnio jakoś nie mam czasu na cykanie fotek, ale staram się jak mogę :D W dni kiedy mam wolne biorę aparat i jakoś udaje mi się je cyknąć. Dzisiejszy jadłospis jest z przewagą wytrawnego, bo przesadziłam ostatnio ze słodyczami i ogólnie słodkimi rzeczami, że po prostu nie miałam ochoty na coś słodkiego. Mam nadzieję, że Wasz weekend też zapowiada się cudownie i nie przedłużając już zapraszam do przeglądania :)

Na czczo wypiłam wodę.



Na pierwszy posiłek zjadłam dwie miseczki zupy krem z dyni z groszkiem zielonym, a całość zagryzałam sobie waflami ryżowymi.


Na drugi posiłek wpadły muffinki a'la pizza, na które przepis znajdziecie tutaj :) Są przepyszne!


Na ostatni posiłek nie mogło zabraknąć mojej ukochanej kaszy jaglanej :) Tutaj ugotowana na wodzie z aromatem waniliowym i podana z kubeczkiem serka SKYR waniliowego i prażoną dynią. Dodatkowo mam jedno jabłko i winogrona oraz dwa batoniki Duplo Chocnut w wersji Dark i White :)

To by było na tyle - życzę Wam udanego weekendu! 

środa, 6 marca 2019

Jeżyki White Coconut

Jeżyki to po części smak mojego dzieciństwa, bo prócz słynnych Delicji, na naszym stole często pojawiały się właśnie Jeżyki w wersji klasycznej. Moi rodzice są wielkimi fanami bakalii w czekoladzie lub innych słodyczy bakaliowych (np:. lodów), a więc Jeżyki często miałam okazję jeść ;) Oczywiście zawsze babrałam się z wyciąganiem rodzynek, ale z upływem lat je polubiłam i teraz to dla mnie nie problem. Jeżyki czasami wypuszczają edycje limitowane i taką właśnie limitką jest wersja kokosowa w białej czekoladzie polewie :D Uwielbiam kokos w słodyczach, a więc gdy tylko je zobaczyłam to oczywiście je kupiłam :) Jak wypadły? Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie jest bardzo ładne i przyciągające uwagę kupującego. Klasyczne jeżyki zawierają bakalie, ale tutaj ograniczono się do chrupek ryżowych i wiórek kokosowych. Zamiast tradycyjnego herbatnika mamy takie kakaowe no i zamiast mlecznej czekolady - białą.

Po otwarciu ciasteczka wyglądały jak rozpłaszczone Lion White. Dosłownie polewa miała identyczny kolor oraz ryżowe wypustki wyglądały identycznie jak na tym batoniku. Zapach był bardzo intensywny - pachniały niczym Raffaello ;) Niestety już po samym dotknięciu ciastka wiedziałam, że to nie biała czekolada, a margarynowa atrapa z wanilią :P Była jak plastelina i szybko topiła się w palcach. 

No, ale jak ze smakiem? Ciasteczka okazały się w miarę przyzwoite, ale strasznie słodkie! Jedynym elementem, który nie dawał w kość zębom to kakaowy herbatnik. Osobiście nie pasował mi tutaj ten karmel, ale ogólnie...no zjadliwe :P Czuć kokos, czuć karmel, są chrupki no i kakaowa nutka też się wkrada. Nie są to jakieś luksusy smakowe, ale dwa do kawy czy herbaty można zjeść.
Ja się więcej nie skuszę, ale fajnie, że kolejna Polska firma wprowadza edycje limitowane :)


Podsumowując:
6/10
Cena - 4,99 zł Żabka
Czy kupię ponownie? - Nie


poniedziałek, 4 marca 2019

Nestle Whip Delicious Caramel

Dziś przygotowałam dla Was recenzję produktu, który kompletnie nie jest w moim guście, a i tak pod przypływem emocji go zakupiłam ;) Stało się to już dawno, bo na początku lipca tamtego roku gdy dowiedziałam się o istnieniu sklepu Dealz w moim skromnym mieście :D Wszelkie twory, które zawierają środek a'la pianka czy krem marshamllow to kompletnie nie moja bajka, ale jak zobaczyłam to cudo za bodajże 5 zł to nie mogłam się powstrzymać i wylądowało to w moim koszyku. Do zjedzenia nie zabierałam się długo, bo razem z siostrą zjadłyśmy je tego samego dnia :P Recenzję wstawiam dopiero teraz, bo ciągle miałam mieszane uczucia i wątpliwości co do oceny jaką mu wystawiłam. Jesteście ciekawi jak to w końcu wyszło? Zapraszam do czytania :)


Skład:




Wygląd i smak: Opakowanie nie jest jakieś szczególne, ale spodobała mi się jego prostota. Czasami nieprzekombinowane opakowania ładnie wyglądają (co na przykład doskonale widać po Ritter Sport).
Tutaj bardziej skusiła mnie nazwa, bo nigdy nie jadłam pianek o smaku karmelu. Co prawda pianek marshmallow nie znoszę, ale czasami podczas zakupów mój mózg nie pracuje poprawnie i kupuję rzeczy, których potem nie bardzo chcę zjeść :P

W środku znajdowały się trzy piramidki czekoladowe wypełnione czymś na wzór marshmallow fluff o delikatnie brązowo-beżowym odcieniu. Pachniały przeraźliwie słodko i już od samego ich zapachu miałam cukrzycę :P Konsystencja była dużo bardziej przyjemna niż słynnych pianek, ale i tak nie był to do końca mój klimat. Czekolada, która oblewała całość, była idealnej grubości, ale z jakością niestety się nie popisała.

A jak ze smakiem? Cóż...cukier, cukier, cukier, cukier i jeszcze raz cukier :P Podczas jedzenia normalnie bolały zęby! Moja siostra ma ogromną tolerancję na słodycz w produktach, ale nawet ona tutaj wymiękła. Smak karmelu jest delikatny i niestety cukrowość wszystko zabija. Konsystencja pianki w środku to bardziej taki mus, ale niestety mnie to cudo nie zachwyciło, ale za 5 zł...cieszę się, że mam wypróbowane ;)


Podsumowując:
4/10
Cena - 5 zł Dealz
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 1 marca 2019

Mój wegetariański jadłospis (54)

No to witam się z Wami w marcu! To będzie dla mnie dosyć ważny miesiąc i obfitujący w stres, ale mam nadzieję, że tylko w ten pozytywny ;) Nie chce się wierzyć, że ten czas tak zasuwa, ale podobno im człowiek starszy tym szybciej mu czas leci, a więc muszę się spodziewać, że będzie tylko gorzej :D

Dziś mam dla Was mój dzienny jadłospis :) W zeszły piątek jadłospis się nie pojawił, ale mam nadzieję, że przepis na muffinki a'la pizza się podobał :D Osobiście teraz ciągle katuję te muffinki. Są wprost idealne do zabrania ze sobą no i co najważniejsze - meeeeega dobre! Nie przedłużam już i zapraszam do przeglądania :)

Na czczo wypiłam wodę.


Na pierwszy posiłek zjadłam twaróg z sosem kokos-migdał, prawie kilogram mandarynek (Tata kupił takie dobre w Biedronce! Normalnie ciężko było się powstrzymać przed jedzeniem. Słodkie, zero pestek...mniam) oraz cztery czekoladki Ferrero Kusschen Crunchy Dark Caramel, których recenzję niedługo umieszczę na blogu.


Na drugi posiłek musiałam zjeść coś na szybko, bo akurat wychodziłam :D Mam tutaj całą saszetkę mixu kaszy z kuskusem i innymi dobrociami (z Biedronki) wymieszane z sosem pomidorowym i brukselkami.


Na ostatni posiłek wpadła kasza jaglana gotowana na gęsto z aromatem waniliowym oraz całym opakowaniem serka wiejskiego. Dodatkowo mam jabłko oraz pół tabliczki czekolady Lindt Blueberry Muffin, której recenzję przeczytacie tutaj.

To by było na tyle - życzę Wam udanego weekednu :)