sobota, 23 września 2017

Jagody w syropie (Lidl)

Pogoda nie rozpieszcza, ale na szczęście choroba już mnie opuszcza i nie czuję się tak źle :) Dziś zapowiada się dzień cały poświęcony nauce, ale nie ma tego złego...muszę przecież nadrobić moje tygodniowe zaległości! A więc trzymajcie za mnie kciuki aby mi się wszystko udało odhaczyć z mojej listy ''do zrobienia'' :) A Wam życzę miłej soboty!


Pamiętacie przepis na jagodowo-kokosowy jagielnik na zimno? Jeśli tak to super, bo dziś mam dla Was recenzję produktu, który bardzo pomógł mi w jego wykonaniu :) Mianowicie są to jagody w syropie, które wypatrzyłam pewnego razu w moim Lidlu tuż przy kasach. Do wyboru były 3 wersje - maliny, truskawki i jagody. Zakupiłam jagody, bo wydały mi się najbardziej ''unikatowe'' :) Jak wypadły? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: To co mnie skłoniło głównie do zakupu tego produktu było to, że zauroczyłam się jego opakowaniem. Uwielbiam słoiczki, które są stylizowane na ''domowe przetwory'', a więc musiałam kupić to cudeńko i wypróbować czy faktycznie może konkurować z domowymi wyrobami. Skład może nie powala, bo jest tam zwykły cukier, ale halo! Przecież nasze babcie też dodają ten zwykły, a więc nie ma co panikować :)
Jak widać są to jagody, a nie borówki, które w dzisiejszych czasach są dodawane do jogurtów/dżemów/innych ''jagodowych'' produktów w zamian za nasze polskie jagódki, a więc wielki plus.

Po otwarciu słoiczka nie zawiodłam się, bo zawartość prezentowała się ślicznie i ''na bogato'''. Jagódek było sporo, ale moim zdaniem mogliby zredukować ilość sosu w zamian za większą ilość owoców. Zapach był bardo ładny, delikatnie słodki i bardzo jagodowy :) Smak był bardzo słodki, szczególnie tej cukrowej zalewy, ale do ciasta czy jakiegoś deser (a głównie do tego są takie produkty) poziom cukru był idealny. Cóż tu więcej pisać...czyste jagódki i cukrowy sos! Dla mnie bomba, a jagielnik dzięki tym jagodom zyskał nie tylko na smaku, ale i na kolorze - polecam :)


Podsumowując:
8/10
Cena - ok. 4 zł Lidl
Czy kupię ponownie? - Tak



piątek, 22 września 2017

Sneaky Legal Cakes

Tak jak obiecałam - jest pierwsza recenzja batonika od Legal Cakes! Na piątek idealnie, bo przecież to dla większości dzień zaczęcia wolności :D

Na pierwszy strzał poszedł Sneaky, który został ulepszony przez ekipę Legal Cakes. Wcześniej nie był on wegański i posiadał inny skład, a jego recenzję możecie przeczytać właśnie tutaj :)
Wypadł on wcześniej bardzo pozytywnie i zaskoczył mnie swoimi orzeszkami ziemnymi. Jenak po przeczytaniu nowego składu przepadłam już zupełnie...czyżby nowa wersja pobiła poprzednią? Zapraszam do czytania!


Skład:


Wygląd i smak: Batonik zaczął swoje zmiany już od samego opakowania, bo teraz znajdziemy go pod pomarańczowym opakowaniem, a nie brązowym jak poprzednio. Dodatkowo wcześniej nie był wegański, a teraz jest, co jest dla mnie oczywiście ogromnym plusem. Również się też on rozkładem makro składników oraz kalorycznością. Teraz ma jego składzie znajdziemy...fasolę! Uwielbiam wypieki na bazie strączków, a więc oczywiste było to, że musiałam go jak najszybciej spróbować :)

Po otwarciu pierwsze co poczułam to silna woń kakao i orzeszków ziemnych, których było sporo, ale zdecydowanie mniej niż w poprzedniej wersji.Teraz 50% orzechów zamieniono na fasolę, mąkę migdałową oraz inne bardziej 'lekkie' składniki niż samo masło orzechowe i fistaszki, które są raczej zapychające :) 

W nowej wersji batonik dzielił się na 4 warstwy. Na spodzie batonik miał bardzo delikatną i płynną masę czekoladową, która smakowała wybornie. Była wyraźnie czekoladowa i zawierała śmieszne grudki, które fajnie pieściły podniebienie. Kolejna warstwa to był mus z białej fasoli, który chyba wygrał wszystko :D Smakował mi najbardziej z wszystkich części batonika i mogłabym taki zajadać codziennie! Muszę koniecznie go odtworzyć, bo to czysta ambrozja :) Kolejna część to karmel daktylowy i orzeszki ziemne/nerkowca - dla mnie bomba, która razem z musem fasolowym tworzyła bombę. Ostatnia warstwa to polewa z gorzkiej czekolady czyli coś co tygryski lubią najbardziej :D Ogólnie nowa wersja zdecydowanie na PLUS! Pyszny i będę do niego wracać


Podsumowując:
100/10 
Czy kupię ponownie? - Tak 


czwartek, 21 września 2017

Smoothie lifeberry - Malina+Gruszka+Truskawka+Rabarbar+Jabłko

Pogoda ostatnio nam się poprawiła, a ja jak na złość muszę leżeć chora w domu :( W nocy nie idzie spać, bo nos zatkany, a rano dokucza ból gardła. Na taką chorobę i ból gardła, który utrudnia nam jedzenie idealnie sprawdzają się smoothie! Ja postawiłam na wersję z owocami letnimi, co by sobie troszkę humor poprawić. Lato to zdecydowanie moja ulubiona pora roku! A jaka jest Wasza? ;)


Skład:


Wygląd i smak: Buteleczka ponownie ślicznie zrobiona i przyciągająca wzrok :) Podoba mi się w niej to, że widać dokładnie nasze smoothie, można sprawdzić kolor, konsystencję, a miarka składników z boku pokazuje ilość owoców i ich proporcje! Tutaj sama nie wiedziałam czego się spodziewać, bo to idealny przykład połączenia owoców ultra słodkich i kwaśnych ;) Truskawki, jabłka i gruszki to bardzo słodkie owoce, a rabarbar i malina już nie :) Kolorek też zachęcał, a konsystencja jeszcze bardziej, bo jej gęstość i kremowość mówiła sama za siebie - będzie pysznie!

Po otworzeniu buteleczki pierwsze co poczułam to wyraźną kwaskowość rabarbaru i słodycz gruszki. Byłam trochę zmieszana bo z jednej strony czułam kwasek, a z drugiej ultra słodycz. Konsystencja smoothie była zdecydowanie najbardziej gęsta ze wszystkich, a jego kremowość pozwalała na jedzenie łyżeczką :)
Rabarbar nie należy do moich ulubionych warzyw, ale w przetworach czy wypiekach sprawdza się dla mnie idealnie! A tutaj? Cóż, nie było to najlepsze smoothie jakie piłam, ale udało się wypić z przyjemnością :) Bardziej przypadło do gustu mojemu tacie, bo on wyjątkowo ceni sobie smak rabarbaru, ale dla mnie był po prostu smaczny. Kremowy, wyraźnie rabarbarowy i gruszkowy. Truskawki i maliny gdzieś mi zniknęły i to jednak nie do końca moje smaki....a może Wam bardziej podpasuje? ;)


Podsumowując:
7/10
Czy kupię ponownie? - Nie

środa, 20 września 2017

Raw energy Peanut&Dates (Bombus natural energy)

Witam, witam! Jak to mówią ''środa minie tydzień zginie'', a ja akurat w tym tygodniu totalnie się rozłożyłam :( Od poniedziałku leżę w łóżku i umieram z toną chusteczek :P Postanowiłam wraz z rodzinką, która niestety również jest chora, że zostanę w domu do końca tygodnia, bo nie chcę się doprawić na amen i mieć potem zaległości. Mam nadzieję, że u Was przynajmniej bez kataru i kaszlu! ;)


Już bardzo dawno dostałam od kochanej Beatki prezent czyli batonika od Raw Energy, którego do tej pory nigdzie nie spotkałam! Bardzo o nim marzyłam, bo czytałam same pozytywne opinie i kochana Beatka przyszła mi z pomocą i sprawiła ogromną radość :) Batoniki tej firmy jeszcze mnie nie zawiodły, a więc wiedziałam, że i ten trafi do grona lubianych. A jak było? Zapraszam!


Skład:



Wygląd i smak: Kolor opakowania od razu mi się spodobał, bo zdradzał w sumie smak, który mnie czekał :) Te dobrze znane mi kolory to własnie masło orzechowe, które uwielbiam jako dodatek do rzeczy słodkich, ostrych czy słonych :) Nie ma w sumie produktu wegetariańskiego, który nie smakowałby mi z masłem orzechowym! Uwielbiam :) Batoniki Raw Energy z reguły są na bazie daktyli i tak też było w tym przypadku, że daktyle stanowiły większą część składu. Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie, bo kocham daktyle, a w zestawieniu z masłem orzechowym to już zupełnie za nimi przepadam.

Batonik po otwarciu bardzo mnie zaskoczył, bo nie spodziewałam się, że w masie znajdę całe fistaszki! Uwielbiam chrupiące elementy, a więc to bardzo na plus. Zapach również powalał, bo pachniał zupełnie jak dobrze znane PB :) Batonik był twardy, lekko kruchy, ale o przyjemnej konsystencji. Jego fistaszkowy aromat doprowadzał mnie do ślinotoku, a więc musiałam spróbować go jak najszybciej! Efekty? Miłość od pierwszego gryza :) Smakował idealnie, bardzo fistaszkowo i o dziwo to właśnie one przejęły pałeczkę w smaku i gównie je czułam! Dodatkowo całe orzeszki chrupały co chwilę i tylko dodawały przyjemnego efektu :) Dla mnie bomba!


Podsumowując:
100/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Tak!

wtorek, 19 września 2017

Legal Cakes powraca na bloga!

Legal Cakes...kto pamięta? Ich wyroby miały już swoje 5 minut na blogu, ale od tego czasu sporo się u nich zmieniło :) Batoniki otrzymały nowe receptury (oczywiście ulepszone!), ale i też pojawiły się nowe batoniki, których wcześniej nie miałam okazji próbować :) Bardzo podoba mi się to, że firma postawiła na więcej wegańskich wersji, które dla mnie są dużo bardziej interesujące :)

Dla Tych, którzy nie wiedzą, Legal Cakes to sieć kawiarni, która specjalizuje się w wypiekach i słodkościach z przyjaznym makro, które jest już dla nas obliczone i nie musimy się niczym przejmować :) Dodatkowo ich słodkości są bardzo fit! Nisko kalorycznie, zero niepożądanych i mocno przetworzonych składników - po prostu cud i miód. Wiele ich wyrobów jest bezglutenowych czy wegańskich! Dodatkowo w większości zawierają one odżywkę białkową czyli coś, co ostatnio jest moim ulubionym składnikiem :D

Jako nowości pojawił się batonik Ciacho, Red Velvet, L' Oreo, ''ulepszony'' Sneaky i miniatrurki wcześniejszych batoników :) Dla mnie te wersje mini są wybawieniem, bo należę do osób, które zawsze mają problem z wybraniem JEDNEGO smaku, a dzięki takim mini wersją mogę zjeść 2 lub nawet 3 batoniki :D Ciekawi? Pierwsza recenzja już w piątek





poniedziałek, 18 września 2017

Wegańskie ciasta owsiane w 15 minut

Hej, hej!
Wybaczcie mi kochani, że zostawiłam Was tak bez słowa. Niestety szkoła daje mi nieźle w kość i kompletnie na nic nie mam czasu :( Dużo lekcji, dużo nauki, fakultety i zajęcia dodatkowe wysysają ze mnie resztki energii i zabierają mi czas. Ostatnio nawet nie miałam czasu na moje ćwiczenia mimo tego, że na nogach potrafiłam być od 3 rano! No niestety...grunt, że zaczęłam z dobrymi ocenami i oby tak pozostało :) W tym tygodniu już postów nie zabraknie, a poniedziałek będzie pod znakiem ciasteczek, które robi się w dosłownie 15 minut! Kto chętny? Zapraszam :)


Składniki /10 sporych ciastek/:
1 szklanka płatków owsianych górskich
50 g mąki z orzeszków ziemnych
1 garść posiekanych orzechów nerkowca BAKAL
1 garść rodzynek BAKAL
1 garść suszonej żurawiny BAKAL
2 bardzo dojrzałe i duże banany


1.Banany obieramy i miażdżymy na zupełną ''papkę''.
2.W misce umieszczamy płatki owsiane, żurawinę, rodzynki, posiekane orzechy nerkowca i mąkę orzechową.
3.Do wszystkich składników dodajemy nasze banany i bardzo dokładnie mieszamy aby nasza masa była zwarta i dało się z niej formować ciasteczka.
4. Zwilżonymi rękoma formujemy ciasteczka i układamy je na blaszce w dosyć równych odstępach.
5. Całość pieczemy ok. 15-20 minut w 180 stopniach, ale musimy uważać, bo lubię się one przypiekać :)
6. Czekamy jak zupełnie wystygną, a następnie zajadamy!

Smacznego!



wtorek, 12 września 2017

Masło orzechowe z dodatkiem kokosa (Nutura)

Troszkę męczą mnie te straszne wizje moich nauczycieli i naszej matury, bo zamiast nas nie stresować to tylko potęgują wszystko i zapowiadają nam najgorsze. Już wczoraj miałam dwie próbne ustne maturki, ale nie było najgorzej i jakoś to przeżyłam :D Dziś zapowiada się minimalnie luźniej i przynajmniej z moimi lubianymi przedmiotami ;) Miłego dnia!


Kto ma smaka na masło orzechowe? Muszę przyznać, że ostatnio mnie do niego nie ciągnie, ale jak już ochota przyjdzie to leci jego spora ilość :) Dziś przygotowałam dla Was recenzję masła orzechowego z dodatkiem kokosa, które dostałam od mojej prze kochanej Marty :* Już nie mogę się doczekać spotkania z nią w końcówce września! A tymczasem zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Słoik bardzo ładny z kolorową nakrętką, która zdecydowanie przyciąga uwagę :) Lubię takie kolorowe elementy, które nadają klasy i takiego fajnego pozytywnego akcentu. Kokos to składnik, który bardzo lubię i często go w swojej diecie stosuję, a w połączeniu z masłem orzechowym jeszcze nigdy mnie nie zawiódł :) Miałam okazję już próbować masła z kokosem marki ostrovit (klik) i baaardzo mi smakował! Czy ten też wypadnie tak pozytywnie?

Po otworzeniu słoiczka pierwsze co poczułam to wyraźny aromat prażonych fistaszków. Kokos gdzieś zaginął, ale nie tylko w zapachu, ale i też masie masła orzechowego! Było ono zupełnie gładkie bez jakichkolwiek drobinek kokosa. Zupełnie mnie to zaskoczyło, ale wyszło na to, że kokos został zblendowany z całością. Konsystencja niezbyt mi odpowiadała, bo masło było strasznie lejące i ciężko je się mieszało. A jak smak? Dobry, ale pupy mi nie urwało ;) Masło okazało się średnio intensywne w smaku (jeśli chodzi o kokos), a fistaszki zdominowały strasznie całość. Wiórki mi nie chrupały, a ja to bardzo lubię i żałuję, że nie ma opcji z wiórkami w masie. Ogólnie smaczny, ale raczej do wypieków :)


Podsumowując:
7/10
Cena - prezent
Czy kupię ponownie? - Raczej nie