środa, 17 października 2018

Tunnock's Caramel Log

Październik nie jest taki zły jak myślałam, a temperatury są dla mnie w łaskawe i nie marznę, bo ostatnio to nawet 25 stopni było więc cieplutko :D Dyni nadal zajadam na potęgę, ale niestety zaczynają się kończyć moje ukochane śliwki :( Chciałam sobie trochę pomrozić, ale kurczę...to nie to samo co świeży owoc ;)


Już jakiś czas temu na blogu pojawił się pierwszy produkt marki Tunnock's, którego recenzję znajdziecie tutaj. Niestety wypadł on bardzo słabo, a na samo wspomnienie o nim mam niesmak w ustach. Do tego koleżki długo się zbierałam, ale w końcu postanowiłam go otworzyć gdyż w środku głęboko wierzyłam, że nie może być tak źle jak przy klasycznym - przecież tutaj jest prażony kokos! Jak zatem wyszło? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam do czytania ;)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie ponownie intrygujące i wyróżniające się na tle dzisiejszych łakoci. Dla mnie ta szata graficzna jest ultra retro i kojarzy mi się z latami kiedy jeszcze nie było mnie na świecie.
Ten wafelek nie jest tylko połączeniem mlecznej czekolady z waflem i karmelem, bo wzbogacono go o prażonego kokosa. Ja kokos uwielbiam, podprażony jest super, ale jakoś nie byłam do końca do niego przekonana w zestawieniu z tym wafelkiem. Czemu? Bo klasycznego wspominam jako ciągnącego się i mało chrupiącego przeleżałego wafelka, a w połączeniu ze suchymi wiórkami kokosowymi (bo nie da się ukryć, że wiórki kokosowe suche są) jakoś mi to do siebie nie pasowało.

Po otwarciu Caramel Log'a byłam cała w kokosie. Nie dało się go normalnie otworzyć i dosłownie wszystko było w tych piekielnych wiórkach. Pachniał nawet przyjemnie, intensywnie prażonym kokosem z nutką karmelu. Ten zapach napawał mnie optymizmem, ale to nastawienie szybko zniknęło po pierwszym gryzie. Wafelek ponownie okazał się niedobry, gumowaty, mało chrupiący i ogólnie nie posiadał jakiegoś szczególnego smaku. Był jakby taki namoczony tym karmelem, który z karmelem miał mało wspólnego. Wiórki niby trochę naprawiały ten paskudny wafelek, ale to nadal za mało. Niby taka kultowa marka, a taka porażka smakowa :( Nie polecam!


Podsumowując:
3/10
Cena - 5 zł Dealz
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 15 października 2018

Surowe batoniki Lifefood

W końcu spróbowałam wszystkich batoników od Lifefood i mam dla Was recenzję klasycznych surowych batoników tej marki :) Osobiście kilka smaków próbowałam już wcześniej, ale było to dosyć dawno i podobno smak niektórych się zmienił :) W skład klasycznych raw batonów, które otrzymałam do testów wchodziły takie smaki jak: jabłkowy, czekoladowy, kokosowy, wiśniowy, z orzechami brazylijskimi, z orzechami laskowymi i karobem, buraczkowy oraz figowy. Z tego co się orientuję to jest jeszcze morelowy, ale tego nie otrzymałam do testów i będziemy musieli obejść się bez tego jednego smaku :) Batoniki te są na bazie orzechów, daktyli, rodzynek i innych bakalii. Oczywiście są w pełni wegańskie, bez cukru, bez glutenu i pełne składników odżywczych, które prócz wspaniałego smaku mają też pełno witamin i minerałów! Połączenie pożytecznego z przyjemnym :) Jesteście ciekawi, który smakował mi najbardziej? Którego warto kupić? Zapraszam do recenzji! :)



Składy:









JABŁKO - Uwielbiam połączenie jabłka z cynamonem, a więc ten batonik zapowiadał się bardzo ciekawie. Ten smak otrzymałam w wersji mini, co jest genialną opcją! Przecież nie zawsze mamy ochotę na całego batonika ;) Mała słodycz do plecaka, która uratuje przed nagłym skokiem głodu.

Po otwarciu batonik niestety nie pachniał jabłkiem ani cynamonem, a jedyne co wyczułam to bardzo słodki aromat daktyli. Uwielbiam daktyle, to takie naturalne krówki :) Batonik był dosyć twardy, ale w przyjemny sposób. Dodatkowo bardzo bogato obdarzono go w pestki słonecznika, co jest wielkim plusem bo lubię jak coś mi chrupie :) Jak ze smakiem? No rewelacji nie było, bo smakował lekko jabłkiem z cynamonem, a daktyle wszystko zdominowały swoją słodyczą. Nie mówię, że był niedobry, bo był smaczny, ale niezbyt adekwatny do nazwy. Więcej cynamonu proszę! I więcej suszonego jabłka!

6/10


KOKOS - Kokos to bardzo kontrowersyjny owoc/orzech, bo ma swoich ogromnych miłośników, ale i też osoby, które z całego serca go nie znoszą. Ja należę do tej pierwszej gruby, bo kokos i kokosowe łakocie UWIELBIAM! Ten smak również był w wersji mini. Po otwarciu tego batonika pozytywnie zaskoczyła mnie ilość wiórków kokosowych. Było ich bardzo, ale to bardzo dużo i w dużych kawałkach. Batonik wydzielał dużo naturalnych tłuszczy, co jest oczywiste w przypadku kokosa.

Smak? Mega! Bardzo soczysty, bardzo słodki i bardzo chrupiący od kokosa. Wiórki kokosowe (a raczej płatki) wręcz chrzęściły między zębami co dawało bardzo śmieszny efekt. Pyszny, bardzo wciągający i ultra kokosowy! Pycha :)

10/10


CZEKOLADA - Czekolada nie pyta, czekolada rozumie...i tak było w przypadku tego batonika ;) Bardzo czekoladowy, z czekoladowymi kropelkami w masie i dodatkiem orzechów w sporej i satysfakcjonującej ilości. Uwielbiam czekoladowe batoniki (co chyba można łatwo zauważyć w moich jadłospisach), a więc ten batonik od razu zdobył moje serce. Smakuje jak deserowa czekolada z orzechami, która przy jedzeniu wręcz rozpuszcza się w ustach i pozostawia orzechy do rozgryzienia. Dla mnie to czysty fenomen i jeden z moich ulubieńców od Lifefood!

100/10


Z ORZECHAMI BRAZYLIJSKIMI - Orzechy brazylijskie to chyba moje drugie ulubione orzechy. Są bardzo tłuste i posiadają sporo kalorii, ale z drugiej strony zawierają bardzo ważny pierwiastek selen oraz są pyszne! Jeśli miałabym porównać ich smak do jakiegoś produktu to stawiałabym na marcepan :) Więc jeśli lubicie te klimaty to coś dla Was! 

Po otwarciu znów pozytywnie zaskoczyła mnie ilość orzechów. Mała kosteczka była tak najeżona OGROMNYMI kawałkami orzechów, że aż ciężko było się powstrzymać aby od razu całej nie zjeść! To kolejny batonik od Lifefood, który był bardzo tłusty, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. W smaku okazał się nieziemski! Bardzo słodki, bardzo chrupiący i z nutką marcepanu. Bardzo polecam, bo to nietypowy batonik tego typu!

100/10


FIGOWY - Połączenie daktyli i fig to bardzo ryzykowne combo, bo oba te suszone owoce są piekielnie słodkie. Tutaj właśnie mamy ich zestawienie, które zostało wzbogacone o orzechy nerkowca i migdały. Tego batonika dostałam już w normalnym rozmiarze, a im więcej tym lepiej nieprawdaż? ;) Po otwarciu od raz rzuciły mi się w oczy drobinki pesteczek suszonych fig. Nadają one fajnego efektu strzelania podczas jedzenia - coś jak strzelające cukierki, ale w dużo zdrowszej wersji. Batonik Lifebar figowy pachniał bardzo słodko, ale ja słodycze uwielbiam, a więc nawet tej naturalnej nadmiernej słodyczy się nie obawiałam. Jak wypadł? Smacznie, nawet bardzo, ale nie było to tak dobre jak wersje poprzednie :) Figowe pesteczki fajnie strzelały, orzechy cudownie chrupały, a daktyle i figi nadawały ogromnej i lekko krówkowej słodyczy. Dobry, ale nie najlepszy i dla mnie odrobinę nudny. 

7/10


BURAK - Ostatnio polubiłam się z burakami i jadam je bardzo często. Buraki są bardzo zdrowe i nie wiem dlaczego nie jadłam ich przez tyle lat! Jakoś wcześniej nie odpowiadała mi ich słodka nuta i nie wiedziałam co i ile tracę ;) To nowość smakowa w rodzinie Lifebar od Lifefood, która niedawno została właśnie wprowadzona do asortymentu i ich sklepu. Tutaj prócz słodziutkiego buraka mamy też pestki słonecznika, rodzynki i daktyle. Jakoś nie do końca jestem przekonana jeszcze do buraczanych słodyczy, ale dałam mu szansę! Czy się zawiodłam? ;) 

Absolutnie nie! Batonik okazał się pyszny, słodki, a burak idealnie komponował się z daktylami i rodzynkami. Dodatkowo miałam wrażenie, że słonecznik był lekko uprażony, co nadawało fajnej nutki smakowej. Pyszny i zaskakujący w jednym :) To idealna propozycja dla osób lubiących ciekawostki kulinarne!

10/10


WIŚNIA - Wiśnie to takie owoce, które lubię tylko w formie przetworzonej. Dżem wiśniowy to mój ulubiony, a suszone wiśnie bardzo lubię dodawać do domowej granoli. Jednak jeśli chodzi o surowe owoce...to ja podziękuję ;) Tutaj w batonie Lifebar mamy kompozycję daktyli, rodzynek, suszonych wiśni i mieszanki orzechów (migdały, orzechy nerkowca). Już po otwarciu wiedziałam, że będzie to słodko-kwaśny duet, bo suszone wiśnie nadawały kwaśnego aromatu całości. Po skosztowaniu przepadłam bo batonik okazał się boski! Poprzednie, które jadłam były bardzo słodkie, a ten to ideał dla osób, które bardzo słodkich rzeczy nie lubią. Pyszny i wręcz uzależniający :)

100/10


ORZECHY LASKOWE Z KAROBEM - Karob to super alternatywa dla kakao i w sumie częściej stosuję właśnie go do czekoladowych wypieków niż kakao. Karob nie dość, że jest mniejszym alergenem to dodatkowo jest też bardzo zdrowy i nawet lekko słodki w smaku. Ten batonik to kompozycja orzechów laskowych z karobem i daktylami, a więc taka zdrowa wersja Nutelli zamknięta w surowym batoniku :) Ten batonik był zdecydowanie najbardziej miękki ze wszystkich jakie testowałam. Wręcz rozpływał się w łapkach i ustach! Kawałki orzechów ponownie były ogromne, a nawet znajdowały się w całości (to lubię!). Smak tego batonika jest obłędny i stworzony dla każdego miłośnika karobu. Karob czuć tu wyjątkowo mocno i fajnie komponuje się z daktylami :) Pyszny, wręcz maślany...no bomba smakowa ;)

100/10


Ja widać powystawiałam wysokie noty, ale nie jest to bez przyczyny! Lifefood nie bawi się w owijanie bawełną i mydlenie oczu swoim klientom i starają się aby ich produkty były wykonane z jak najlepszych surowców oraz jak najlepiej jakościowo. Jeszcze nigdy nie jadłam surowych batoników z tak ogromnymi kawałkami orzechów! To chyba pierwsze surowe batoniki, które nawet mają je w całości ;) Pycha! Warto ich spróbować :)

piątek, 12 października 2018

Mój wegetariański jadłospis (37 )

Witam w ten cudowny piątek! Dla Was to początek wolnego weekendu, a dla mnie dzień pracy niestety :D Ale na szczęście idę robić to co mnie interesuje więc to osiem godzin leci jak z bicza strzelił ;) Jak co piątek mam dla Was mój wegetariański jadłospis. W tym jadłospisie pokażę Wam coś, co ostatnio odkryłam i totalnie się w tym zakochałam - pieczona ciecierzyca! Jest pyszna i banalnie prosta do zrobienia, obiecuję, że będzie na nią przepis :) Najfajniejsze jest to, że można kombinować z wariacjami smakowymi i przyznam, że ciężko się nią znudzić :)  Nie przedłużając już zapraszam na post!

Na czczo 4 szklanki wody niegazowanej, a później moja ulubiona herbata o smaku grzańca. Później też wpadł trening.

Po treningu na pierwszy posiłek mam pieczone chrupki z ciecierzycy w przyprawie do złocistego kurczaka, oliwki nadziane czosnkiem marynowanym oraz tona pomidorków papryczkowych. Dodatkowo w miseczce mam całego ogórka gruntowego z koperkiem i czosnkiem granulowanym oraz pół ogromnej i soczystej papryki.


Na drugi posiłek mam tradycyjnie serek wiejski z sosem Reese's oraz miskę owoców, w której znajdują się dwie brzoskwinie i jeden banan. Dodatkowo jako słodki element batonik Lifefood wiśniowy (recenzja tych batoników już w ten poniedziałek!).


Na ostatni posiłek mam kaszę jaglaną z białkiem o smaku Nutelli podaną z prażonymi pestkami dni (pycha!). Dodatkowo mam śliwki węgierki oraz dwa ciasteczka czekoladowe McVitie's Penguin.

To by było na tyle - mam nadzieję, że jadłospis Wam się podobał :) Następny postaram się przygotować z dnia kiedy idę do szkoły i biorę ze sobą lunch w pudełku :) Miłego weekendu!

środa, 10 października 2018

Hummus białkowy z czarnuszką i pasta warzywna z wędzoną papryką Feel FIT

Pasty warzywne to produkty, bez których nie wyobrażam sobie mojego kuchennego asortymentu w domu ;) Hummus to moja ogromna miłość, to pewnie doskonale wiecie, ale nie pogardzę też innymi pastami warzywnymi! Opcji jest wiele i taką pastę można zrobić dosłownie z każdego warzywa, strączka czy nawet kaszy :)

Dziś mam dla Was recenzje dwóch bardzo ciekawych i nietypowych past warzywnych od Feel FIT! Co w nich takiego nietypowego? A no to, że ich skład wzbogacony został o dodatkowe białko z grochu :) To super opcja dla osób na diecie roślinnej, które mają problem z nabiciem białka w swoim dziennym jadłospisie. Do testów otrzymałam hummus z czarnuszką oraz pastę warzywną z wędzoną papryką. Obie opcje od Feel FIT kusiły, a więc długo nie czekałam aby spróbować tych cudeniek :) Jak wypadły pasty od Feel FIT? Tego dowiecie się w recenzji!



Składy:





HUMMUS Z CZARNUSZKĄ - Hummusów w sowim życiu jadłam wiele i mam już pewne doświadczenie w ich testowaniu. Moim absolutnym faworytem jest hummus z dodatkiem suszonych pomidorów. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z białkowym hummusem, a więc moja ciekawość odnośnie smaku tego słoiczka od Feel FIT była ogromna! Makro ma wspaniałe, duża ilość białka i stosunkowo nieźle z kaloriami :D Nawet osoby na diecie mogą sobie na niego pozwolić!

Po otwarciu całość była bardzo zbita i już bałam się, że będzie sucha i uboga w aromat...jednak jak to mówią, pozory mylą ;) Już po włożeniu łyżeczki wiedziałam, że się nie zawiodę, bo hummus miał konsystencję musu! Dodatkowo nie żałowano tutaj czarnuszki, co jest oczywiście wielkim plusem. Smak? Dla mnie petarda! Kremowy, puszysty i delikatny hummus z wyraźnym akcentem czarnuszki :) Nie jest tłusty, bardziej jak serek typu Almette. Cudowny i bardzo wciągający ;) Wstyd się przyznać, ale słoik poszedł w jeden dzień! Pyszności :)

10/10


PASTA WARZYWNA Z WĘDZONĄ PAPRYKĄ - Wędzona papryka to jedna z moich ulubionych przypraw. Wydobywa ona z dań ''to coś'', że człowiek chce więcej i więcej :) Ta pasta jest na bazie ciecierzycy, marchewki, papryki i cebuli, a wszystkie te warzywa dopieszczono nie tylko wędzoną papryką, ale i też tym, że zostały upieczone! Co jak co, ale pieczone warzywa to raj dla podniebienia :) Ta pasta również została wzbogacona białkiem grochu co oczywiście jest zaletą.

Po otarciu tego słoiczka pierwsze co poczułam to intensywna woń wędzonej papryki. Aromat był bardzo silny i od razu powodował ślinotok. Pasta warzywna z wędzoną papryką Feel FIT była zdecydowanie mniej gęsta niż hummus z czarnuszką Feel FIT, ale mi to nie przeszkadzało. Tutaj mogę śmiało porównać tą konsystencję do hummusu, a nie do musu ;)

Smak? POEZJA! Dawno nie jadłam tak pysznej warzywnej pasty! Kremowa, bogata w przyprawy no i ten aromat wędzonej papryki...ja przepadłam ;) Tak jak hummus poszedł w jeden dzień to ta pasta zeszła u mnie za jednym posiedzeniem! Zjadłam ją prosto ze słoiczka jak jogurt taka dobra :) Na pewno do niej wrócę, bo jest tego warta :) Polecam!

100/10




poniedziałek, 8 października 2018

Wegańskie bananowo-orzechowe placuszki z karobem i siemieniem lnianym

Placuszki to idealna opcja do zabrania ze sobą w lunchbox! Ja osobiście w drogę zawsze robię jakieś placki, bo łatwo się je przechowuje w pudełku i łatwo można je zjeść nawet gdy nie mamy w danej sytuacji sztućcy - wystarczy wziąć w łapki i viol'a! :) Dziś przygotowałam dla Was przepis na wegańskie placuszki, które dzięki aromatowi na bazie stevii od Vivio są słodziutkie bez zbędnego i szkodliwego cukru! Nie dość, że ten aromat dodaje słodyczy to i jeszcze cudowny orzechowy posmak, który ja osobiście uwielbiam :) Orzechami nigdy nie pogardzę, a w zestawieniu z karobem mamy wręcz placki o smaku Nutelli! Kto chętny? Zapraszam po przepis ;)


Przepis /(1 porcja)/:

2 małe banany lub 1 duży
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
10 g siemienia lnianego
1 solidna łyżka karobu
woda do odpowiedniej konsystencji (najlepiej gazowana)

1. Banana/ny umieszczamy w misce, a następnie zgniatamy na papkę. Dosypujemy siemię lniane i odstawiamy na 15 minut.
2. Po 15 minutach dodajemy mąkę, karob, proszek do pieczenia, aromat, cynamon i wszystko dokładnie mieszamy. Dolewamy wody do odpowiedniej konsystencji (musi ona przypominać jogurt albo gęstą śmietanę).
3. Patelnie dobrze rozgrzewamy, a następnie smażymy na małym ogniu placuszki z dwóch stron.


Smacznego!



piątek, 5 października 2018

Mój wegetariański jadłospis (36)

Pierwszy tydzień października zleciał mi jak z bicza strzelił ;) Nie chce się wierzyć, że teraz coraz bliżej zimy i tego warzywno-owocowego nieurodzaju. Ja osobiście nie znoszę zimy i dla mnie ta pora roku mogłaby nie istnieć. Wiem, że jest potrzebna (jak wszystko w naturze), ale nie pogardziłabym aby Polska należała do krajów gdzie zimą najniższa temperatura to 15 stopni :D A Wy lubicie zimę? ;)

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis :) Jakoś mi tak ostatnio przyszła ochota na pieczenie różnych zdrowych wersji ciast, a więc może przygotuję dla Was kilka przepisów. Moim faworytem wśród zdrowych wersji ciast jest brownie z fasoli! I właśnie ono znajduje się w tym jadłospisie :) U mnie teraz piekarnik chodzi codziennie (dynia i te sprawy...:D), ale akurat w tym jadłospisie dyni nie ma żeby Was nią nie zanudzić. Nie przedłużam już i zapraszam!


Na pierwszy posiłek wspomniane wcześniej brownie z fasoli, od którego ostatnio się chyba uzależniłam - UWIELBIAM! Tutaj jest o smaku czekolady z bananem :) Dodatkowo mam do niego krem o smaku solonego karmelu (bez cukru) oraz brzoskwinie i kilka śliwek z ogródka mojego taty kolegi.



Na drugi posiłek mam coś rozgrzewającego, bo ostatnio temperatura nieźle spadła i organizm musi się przestawić. Mam tutaj ogromną miskę gulaszu wegańskiego z ciecierzycą i grzybami, a jako warzywny dodatek ogóreczka i pomidorki papryczkowe.


Na ostatni posiłek coś bez czego mój jadłospis nie może się obyć czyli serek wiejski z owocami! Tym razem mam serek wiejski z sosem o smaku czekolady z masłem orzechowym, a jako owoce wpadło piękne jabłko i dwie brzoskwinie. Jako słodki dodatek padło na dwa ciasteczka brownie, które przywiozłam sobie z wakacji w Anglii (pyszne!).

To by było na Tyle ;) Życzę Wam cudownego weekendu!

środa, 3 października 2018

Cadbury Crunchie

Jeszcze kilka lat temu marzyłam o większości produktów marki Cadbury, które dostępne są w Anglii. Teraz gdy w moim mieście odtworzyli sklep Dealz mam te wszystkie łakocie na wyciągnięcie ręki i bardzo mnie to cieszy! Ta sieć sklepów jest niesamowita, bo można znaleźć takie perełki w dobrej cenie, że mała głowa ;)

Batonik Crunchie był na mojej liście ''do spróbowania'' odkąd pamiętam. Zawsze korcił mnie smak brytyjskiego przysmaku honeycomb. Honeycomb to nic innego jak sam cukier, który udawać ma chrupiący plaster miodu i tym miodem też smakować. Co jak co, ale w takich batonikach prawdziwego miodu to ze świecą szukać ;) W końcu udało mi się go kupić i spróbować. Jak wypadł słynny Crunchie? Zapraszam do recenzji! :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowania opisywać chyba nie będę, bo jest typowe dla marki Cadbury. Dużo fioletu, nazwa batona i tyle ;) Batoniki kupiłam w zbiorczym opakowaniu (4 sztuki) ale w zmniejszonej gramaturze niż oryginalne nie pakowane w takie ''zestawy'' i do kupienia pojedynczo. Batoniki były strasznie leciutkie, normalnie jak puste papierki po nich :D 

Po otwarciu pierwsze co poczułam to cukier. Już po samym zdjęciu papierka czułam aromat karmelizowanego cukru, który niezbyt przypadł mi do gustu. Liczyłam na miodowe aromaty, ale później zerknęłam na skład i wszystko wyszło na jaw - ''z chrupiącym wnętrzem o smaku miodu''. Batonika ciężko było przełamać, bo był dosyć twardy, a środek się kruszył. 

Po jednym gryzie wiedziałam, że to słodycz totalnie nie dla mnie. Słodkie, sztuczne, nadmiernie aromatyzowane i po prostu paskudne. Środek był chrupiący, ale w dziwny sposób i trochę mi to przypominało jedzenie styropianu. Smak pozostawiał wiele do życzenia, bo czekolady było bardzo mało i niestety smak środka wszystko przytłoczył. Słabe i dla mnie to kompletny niewypał od Cadbury! Jednego batonika zmęczyłam, ale reszta poszła do siostry, której też średnio smakowało.


Podsumowując:
1/10
Cena - 4 zł Dealz (za 4 sztuki)
Czy kupię ponownie? - Nie