piątek, 22 lutego 2019

Zdrowe wytrawne muffinki a'la pizza

Dzisiaj wyjątkowo zamiast dziennego jadłospisu przygotowałam dla Was przepis na przepyszne muffinki a'la pizza! :) Przepis powstał zupełnie przypadkiem, ale wyszły tak dobre, że chyba ostatnio robiłam je już z pięć razy :D Pizza nie należy do rzeczy, które uwielbiam, ale od czasu do czasu lubię zjeść :) Miałam akurat ochotę na pizzę, ale nie chciało mi się jej robić, a więc wpadłam na pomysł ze zrobieniem czegoś na wzór pizzy :) I tak oto powstały te muffinki! Są zdrowe i śmiało mogą stanowić posiłek, bo sycą na długo :) Świetnie sprawdzają się jako posiłek na wynos do lunchbox'a bo łatwo się je transportuje i je po za domem :) Koniecznie zachęcam do ich wykonania! To dosłownie 10 minut w kuchni :)


Przepis /(1 porcję)/:

1 wiejskie jajeczko
50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
80 ml maślanki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ulubione przyprawy (osobiście polecam do pizzy)
pół małej papryki
pół małej cukinii


1. W misce umieszczamy mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy, jajko, maślankę - dokładnie mieszamy na gładką masę podobną do ciasta na naleśniki.
2. Warzywa myjemy, a następnie kroimy w drobne kawałki, a później dodajemy je do masy i znów mieszamy całość.
3. Całość przelewamy do silikonowych foremek.
3. Muffinki pieczemy w rozgrzanym piekarniku na 180 stopni przez około 20 minut. Po tym czasie zostawiamy je do wystygnięcia w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. 


Smacznego!


środa, 20 lutego 2019

Lindt Hello Cinnamon Buns

Odkąd pamiętam chciałam spróbować wielu tabliczek Lindt, których nie ma niestety w Polsce. Nie da się ukryć, że nasz asortyment tych czekolad jest bardzo ubogi, a ten w Niemczech, Francji czy Szwajcarii aż ugina się od przeróżnych wariantów smakowych. Ja doskonale rozumiem, że u nas mało kto kupuje Lindt, bo ich czekolady są bardzo drogie w porównaniu do naszych zarobków, ale kurcze...u nas w sklepach jedyne co można dostać to Lindory, kilka wariantów gorzkich tabliczek i mlecznych i może ze trzy rodzaje bombonierek - nic więcej! :( Dobrze, że jest takie coś jak internet i na szczęście można dorwać rzeczy, o których się marzy :D Ja w okresie świątecznym i noworocznym nakupiłam 31 tabliczek czekolad, które są dostępne tylko w Niemczech, a więc spodziewajcie się sporo produktów Lindt :D Ta tutaj to edycja limitowana wypuszczona specjalnie na Święta Bożego Narodzenia. Cynamonowe bułeczki kocham, a więc gdy tylko ją zobaczyłam to wiedziałam, że muszę ją mieć! Czy było warto ją sprowadzać? Tego dowiecie się w recenzji :)


Skład:




Wygląd i smak: Opakowanie jest prześliczne i dla mnie każda tabliczka od Lindt jest tak pięknie zrobiona, że szkoda otwierać czekoladę aby czegoś nie zniszczyć ;) Cynamonowa bułeczka na opakowaniu nieźle mnie zmyliła, bo myślałam, że to będzie nadzienie typowo cynamonowe z kawałkami ciasta, ale jednak okazało się, że nadziana jest kremem orzechowym z kawałkami ciastek i cynamonem oraz kolendrą. Kolendry wyjątkowo nie lubię (smakuje dla mnie jak mydło), ale przekonałam się, że Lindt potrafi ją dobrze wkomponować do czekolady.

Po otwarciu od razu zakochałam się w kosteczkach! Każda ma inny wytłoczony wzór, każda jest zgrabna, piękna...no same ochy i achy ;) Szkoda było mi ją jeść - serio! Pachniała pięknie nugatem i cynamonem, ale zapach ten nijak miał się do słynnych cinnamon rolls. Z jednej strony nie mogłam się doczekać spróbowania, a z drugiej...no niszczyć takie piękne kosteczki? Jednak czekolada jest po to aby ją zjeść więc po długim przyglądaniu się tej tabliczce przyszedł czas na test smaku. 

Czekolada mleczna była fenomenalna - błogo rozpływała się w ustach, pozostawiała śmietankowy posmak i czekoladowe bagienko. Nadzienie co prawda znów nijak miało się do cynamonowego wypieku, ale ten orzechowy krem z cynamonową nutą i chrupiącymi ciasteczkami to strzał w 10000! Smaki idealnie się przenikały i były wręcz stworzone dla siebie. Wyraźnie czułam cynamon no i co jakiś czas pojawiało się chrupnięcie od ciasteczek, ale ich równie i dobrze mogło nie być, bo nie wnosiły zbyt wiele;) Bardzo, ale to bardzo udana tabliczka! Liczę, że kiedyś Lindt wprowadzi limitowane edycje do Polski :)


Podsumowując:
10/10
Cena - 8,99 zł
Czy kupię ponownie? - Tak!


poniedziałek, 18 lutego 2019

Magnetic Ulubiona mleczna czekolada z nadzieniem o smaku masła orzechowego

Nie często kupuję czekolady spod marki własnej Biedronki, ale tej po prostu nie mogłam odpuścić! Masło orzechowe kocham, a połączenie tego fistaszkowego kremu z czekoladą to dla mnie combo nie z tej ziemi, a więc gdy tylko widzę jakąś czekoladę z masłem orzechowym lub ''o smaku masła orzechowego'' to od razu kupuję i biorę się za testy :) Dużo osób mówiło i pisało, że ta tabliczka jest bardzo udana. Trochę nie pasował mi jej rozmiar, bo jest ona duża (300g). Dodatkowo producentem był Millano, a ich czekolady, delikatnie mówiąc, są bardzo marnej jakości i mało kiedy mi smakują. Jednak na szczęście później nie było problemu z jej zjedzeniem! Dlaczego? Czy dobrze smakowała? Zapraszam do czytania recenzji! :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie bardzo ładne i rzucające się w oczy. Niby nie ma w nim nic szczególnego, ale ten kleks masła orzechowego, który wygląda jak emoji kupy robi robotę :D Jak już pisałam we wstępie, kocham masło orzechowe, a więc gdy tylko zobaczyłam ją w swojej Biedronce bez zastanawiania ją wzięłam. Później w domu miałam rozkminy co do producenta i jej rozmiaru, ale na szczęście później nie był to problem ;)

Już po samym rozpakowaniu czułam aromat masła orzechowego. Był bardzo naturalny, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło bo byłam pewna, że od Millano to niczego smacznego nie uświadczę. W kremie orzechowym znajdowały się też kawałeczki fistaszków, które wcale nie były takie małe! Było co pochrupać :) Podczas testów ciągle nie mogłam uwierzyć, że to czekolada z Biedronki! Była pyszna i śmiało mogę porównać ją do słynnych babeczek Reese's. Czekolada oczywiście sama w sobie nie była jakoś szczególnie wybitna, ale krem o smaku masła orzechowego wypadł tutaj pysznie! Był słodko-słony, tłuściutki i cudownie rozpływał się w ustach. Każdy kolejny kęs utwierdzał mnie w przekonaniu, że jednak muszę częściej ufać czekoladom Magnetic :) Jej spore gabaryty nie były dla mnie później problemem, bo zjadłam ją praktycznie sama w cztery dni :P Bardzo udana tabliczka za małe pieniądze! Poszukajcie jej u siebie, bo warto :) Ja z ogromną chęcią do niej wrócę.


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 5 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Tak

piątek, 15 lutego 2019

Mój wegetariański jadłospis (53)

Jak tam po Walentynkach? Byliście czyjąś Walentynką? ;) Ja oczywiście, jak co roku, zostałam obdarowana przez tatę zdrapkami i czekoladą :D No i rozpieściłam sama siebie, bo kupiłam kilka nowych czekolad prościutko z Niemiec, a więc mega się cieszę! :)

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis. Ostatnio coś mnie choróbsko brało, a w domu tata i siostra byli chorzy, a więc podkręciłam trochę dawkę witaminy C w jedzonku. Podobno papryka ma najwięcej witaminy C więc nie mogło jej dzisiaj zabraknąć! Próbowałam też nowości z Kauflandu - takich wege burgerów, które wypadły całkiem, całkiem ;) No i z racji, że słabo się czułam to sobie dogadzałam i wpadły aż dwa razy słodkości od mojej ulubionej marki Lindt :)
Nie przedłużam już i zapraszam do przeglądania!

Na czczo wypiłam wodę.


Na pierwszy posiłek mam serek wiejski wymieszany z kazeiną micelarną o smaku masła orzechowego, która sprawiła, że serek zrobił się ultra gęsty! Kocham to połączenie i bardzo żałuję, że już mi się kazeina skończyła :/ Muszę kupić, ale na razie mam inne priorytety finansowe, a więc musi poczekać :P Do tego mam 50 gramów czekolady Creation Pistachio Delight oraz dwa jabłka.


Na drugi posiłek coś na wytrawnie. Mam tutaj dwa wege burgery - burak i marchewka, dużo pysznej brukselki, którą udało się upolować w Kauflandzie w przyzwoitej cenie i dwie papryki aby sobie doładować witaminę C ;) Miałam też ketchup, ale nie zrobiłam mu zdjęcia. Brukselka z ketchupem to mega połączenie! Polecam :)


Na ostatni posiłek budyń jaglany z odżywką białkową o smaku białej czekolady z brzoskwinią, pół opakowania pralinek Lindt, których recenzje przeczytacie tutaj oraz duże jabłko.

To by było na tyle - miłego weekendu! :) 

środa, 13 lutego 2019

Lindt Edel Marzipan

Już jutro Walentynki! Z tej okazji mam dla Was recenzję produktu, który idealnie sprawdzi się jako słodki upominek dla ukochanej osoby ;) I wcale nie mówię tutaj o miłości życia! Naszą Walentynką dobrze może być przyjaciel, przyjaciółka, siostra, brat czy mama i tata :) Ja co roku szykuję coś dla mojej rodzinki, bo to moje kochane Walentynki! ;)

Kocham czekoladę Lindt i ze wszystkich marek czekolad jakie już w swoim życiu jadłam, to właśnie Lindt smakuje mi najbardziej na świecie! Marcepan również kocham, a w połączeniu z czekoladą od Lindt...no nie było opcji abym tego cuda nie kupiła! Nie zraziła mnie nawet cena, bo na Lindt akurat pod względem ceny nie patrzę i sobie zawsze funduję smakołyki tej firmy nawet jak są bardzo drogie. Wolę zapłacić i zjeść coś porządnego :) Nie przedłużam już - zapraszam na recenzję najlepszego chlebka marcepanowego na świecie!


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie śliczne, zrobione z wielką klasą, jak to na Lindt przystało :) Marcepan na opakowaniu wygląda bardzo bogato i od samego patrzenia aż ślinka cieknie. Marcepan został oblany czekoladą deserową, która moim zdaniem pasuje do marcepanowego nadzienia dużo lepiej niż czekolada mleczna.

Po otwarciu pierwsze co mnie zaskoczyło to CUDOWNY zapach marcepanu. Aromat był tak intensywny i tak dobrej jakości, że od razu wiedziałam, że się zakocham! Marcepan był bardzo kształtny, dokładnie oblany czekoladą. Po przekrojeniu zaskoczyła mnie ilość nadzienia, bo było go bardzo dużo! Warstwa czekolady była idealna, bo nie za gruba i nie za cienka. Po przekrojeniu zapach tylko narastał, a mnie ślinka leciała już po same kolana.

Po pierwszym gryzie przepadłam...to jest majstersztyk! Najpierw mamy cudowną czekoladę, która błogo rozpływa się na języku, a później wybitnej jakości marcepan, który nie smakuje cukrem, jak to bywa w marcepanach marnej jakości, a prawdziwymi migdałami! Normalnie podczas jedzenia czułam drobinki migdałów :) Marcepan był w hojnej ilości, a więc mogłam śmiało oddzielić go od czekolady i spróbować go solo. Tutaj nie ma co się za wiele rozpisywać - jest FENOMENALNY! I go trzeba po prostu spróbować :) To teraz mój stały zakup! Jeśli kochacie marcepan to jest dla Was must have :)


Podsumowując:
100/10!
Cena - 5 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak! Zawsze mam zapas :)

poniedziałek, 11 lutego 2019

Fazer Geisha

Od dzisiaj zaczynam ferie więc mega się cieszę :D Niestety po tej dwutygodniowej labie zaczyna mi się masa pracy, ale mam nadzieję, że jakoś to będzie i wyjdzie tylko na dobre :) Niestety pewnie zleci mi to jak z bicza strzelił, bo niestety to co dobre szybko się kończy. Po feriach mam bardzo ambitne plany, a więc mam nadzieję, że w ten wolny czas uda mi się napisać sporo postów, bo później czas tutaj nieźle będę miała ograniczony ;)

Dziś mam dla Was recenzję czekolady Geisha od Fińskiej marki Fazer. Odkąd pamiętam chciałam spróbować tej czekoladki, bo wiele osób ją zachwalało. Dodatkowo bardzo przemawiało do mnie nadzienie tej czekoladki, bo ja ubóstwiam wszystko co z nugatem i orzechami :) Czasami jednak mamy zbyt duże oczekiwania i nieźle się rozczarowujemy - tak było własnie w tym przypadku! A po więcej zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie jest śliczne i wręcz zapowiada coś lepszej jakości, takiego z ''wyższej półki''. Wykonane w jednym z moich ulubionych kolorów, a więc od razu znalazłam ją wśród półek sklepowych i bardzo się z tego powodu ucieszyłam, bo od dawna chciałam tej kultowej słodkości spróbować.

Po otwarciu od razu spodobały mi się kostki czekoladki. Były małe, zgrabne i z ładnie uwidocznioną nazwą firmy fińskich czekolad. Zapach był bardzo rozczarowujący, bo jedyne co czułam to mleczną, przesłodzoną czekoladę pokroju zwykłej mlecznej Milki. Czekolada ładnie się łamała, ale też dosyć szybko topiła w palcach. Brak jakiegokolwiek aromatu mojego ukochanego nugatu bardzo mnie zdziwił i rozczarował, bo spodziewałam się czegoś w stylu nugatowej Ritter Sport, którą ubóstwiam. 

Po spróbowaniu moje rozczarowanie było jeszcze większe - czekoladka kompletnie mi nie posmakowała. Słodka, taka jakaś plastikowa, a to nadzienie to dla mnie nijak ma się do orzechowego nugatu. Jest suche, zbite i nie rozpływa się w ustach oraz pozostawia dziwny posmak. Do tej pory zastanawiam się, co inni widzą w tych czekoladkach, ale dla mnie to porażka! Kosztowało to sporo jak za takie maleństwo, a smakuje gorzej niż czekolada no-name z Biedronki :P Nie polecam, a ponownego zakupu nie przewiduję!


Podsumowując:
5/10
Cena - 4 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Nie


piątek, 8 lutego 2019

Mój wegetariański jadłospis (52)

Ten weekend zapowiada się dosyć pracowicie, bo w szkole będę miała organizowane warsztaty i szkolenia z pielęgnacji kosmetykami naturalnymi, a więc mega się jaram :D Bycie kosmetologiem to fajna gratka i zabiegi, których się uczę, coraz bardziej mnie zaskakują. Kiedyś nie przywiązywałam uwagi do kosmetyków, których używam, ale teraz dokładnie sprawdzam składy, bo szkoda gadać jakie śmieci potrafią znaleźć się w nawet tak prostym kosmetyku jak tonik! Akurat tonik jest bardzo ważny - powinniśmy go stosować po każdym kontakcie naszej skóry z wodą :)

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis! U mnie w najlepsze trwa faza na mandarynki :D Mój tato kupił tak pyszne mandarynki w Kuflandzie, że mogłabym je jeść i jeść! Dosłownie na kilogramy :D Pojawił się też dzisiaj pomidor, ale niestety obecnie pomidory smakują niczym i raczej nie będę ich kupować, bo szkoda pieniędzy :/ Nie przedłużam już i zapraszam do przeglądania posta! :)

Na czczo zrobiłam trening, później wypiłam wodę.


Na pierwszy posiłek akurat miałam ochotę zjeść coś na wytrawnie. Mam tutaj dwa małe pieczone buraki, jednego pomidora śliwkowego, ogórka zielonego oraz ugotowaną brukselkę. Całość posypałam suszonymi pomidorami z czosnkiem i podałam z opakowaniem hummusu z suszonymi pomidorami jako dip :) Ten hummus jest marki Lisner i serio jest świetny! 


Na drugi posiłek zdecydowałam się na twaróg chudy (200 gramów) z sosem o smaku kokos-migdał. Dodatkowo mam ogromne jabłko oraz mandarynkę oraz pół czekolady Ritter Sport Knusperflakes (recenzja wkrótce).


Ostatni posiłek na bogato! Pod koniec dnia jakoś złapał mnie głód :D Mam tutaj kasze jaglaną z odżywką białkową kokos-czekolada. Dodatkowo ogromne jabłko i chyba ze cztery mandarynki. Jako słodki element 5 pralinek Lindt lindor w różnych smakach (mleczna czekolada, biała czekolada, deserowa czekolada, orzechowa, cynamon-kolendra).

To by było na tyle - życzę Wam udanego weekendu i mam nadzieję, że będzie dla Was tak samo ciekawy jak mój! :)