sobota, 31 października 2015

Lion Peanut

To już ostatni dzień października? Jezusie, ale ten czas zapitala! Niedawno był koniec września...
Cieszyć się? Z jednej strony tak, że część obowiązku szkolnego już minęła, ale z drugiej strony mam wrażnie, że cały ten czas kompletnie zmarnowałam. Macie podobnie?

Dzień dyni w szkole się udał, fajna zabawa i bardzo oryginalne pomysły innych :D Był fajny klimat, zgaszone światła, mrok, wszędzie wycięte dynie i lampiony - moja szkoła mnie zaskakuje! Moja klasa cała przebrała się za mimów, taki ustaliliśmy temat przewodni ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na blogu pojawiły się już 2 Liony, klasyczny (klik), biały (klik), a teraz przyszła pora na wersję peanut. Czy mnie zaskoczy? Przecież jestem taką miłośniczą orzechowych smaków!
Ciekawi? Zapraszam ;)


Skład:


Wygląd: Opakowanie takie samo jak w innych wersjach, zmienia się tylko kolor papierka. Masło orzechowe jest lekko pomarańczowe więc kolor adekwatny do smaku.

Po otwarciu dostajemy wręcz kopię klasycznego Liona, ale ta dodatkowo najeżona jest kawałkami orzeszków ziemnych. W środku sytuacja ma się podobnie, wafel, krem, karmel i polewa.
A jak smak?


Smak: Batonik pachnie pięknie, intensywnie orzechowo. Czekolada, którą jest oblany, jest mocno mleczna i bardzo słodka (ciut za bardzo). Zatopione są w niej chrupki ryżowe, chrupiące, ale bez szczególnego smaku. Są tu też kawałki orzeszków i to w dużej ilości! Lekko podprażone, świeże, bardzo smaczne. Wafel w środku jest idealnie chrupiący, a krem pomiędzy jego warstwami przypomina troszkę wnętrze KitKat'a peanut butter. Moim skromnym zdaniem jest go zdecydowanie za mało, bo jest pyszny! :D Karmelu też nie pożałowano, fajnie się ciągnie, ale w tym przypadku jest elementem zbędnym.
Ogólnie całość jest pyszna, ale efekt końcowy psuje za słodka czekolada i zbędny, cukrowy karmel.
Niemniej jednak warto kupić - polecam!


Podsumowując:
9/10
Cena - ok. 1 zł
Czy kupię ponownie? - Absolutnie tak!

21 komentarzy:

  1. Na pewno wygląda mi to lepiej, niż klasyk ze względu na orzeszki, ale całościowo i tak nie zachęca mnie zbytnio do kupna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że tej wersji nie próbowałam i jak niedługo być może najdzie mnie na Liona to wybiorę właśnie tą ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś jak byłam mniejsza i te Liony miały niebieskie opakowania były moimi ulubionymi - teraz pewnie każdy byłby dla mnie za słodki :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi całkiem zachęcająco:p wprawdzie zwykle gdy wybieram cos słodkiego to kończy sie na kinderkach, ale moze nastepnym razem sięgnę po jakiegoś Liona :p

    OdpowiedzUsuń
  5. My się cieszymy, że czas szybko leci i bynajmniej nie mamy uczucia, że go zmarnowałyśmy :) Teraz naszym mottem przewodnim jest "byle do grudnia ", chcemy wtedy zobaczyć jak Wrocław będzie się prezentował świątecznie ubrany :)
    Mniam tego Liona każdy miłośnik orzechów powinien spróbować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje miasto niestety w grudniu nie ma ozdób :/ Taka zapyziała dziura!

      Usuń
  6. ojej jaką macie zgraną klasę, brawo! W moich byłych nigdy by to nie przeszło :<

    Mam identyczne odczucie więc się nie przejmuj, skoro to mnie nawet dopada, to znaczy, że to jest powszechne zjawisko :D

    Oby tak później po wolnym, czas szybko zapierdzielał do świąt! łiiiiii ^^

    A moją opinię znasz, więc jedynie porywam Liona na drogę i jadę dalej w świat xDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam liony, każdy ze smaków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie próbowałam nigdy takiego Liona. :D W zasadzie to ja w całym swoim życiu Lionów zjadłam bardzo, bardzo mało. Ale wersja orzechowa kusi o wiele bardziej niż zwykła… :D
    Mi też październik okropnie szybko zleciał! :D Teraz pozostaje mi jakieś 1,5 miesiąca do wystawienia ocen, a potem koniec semestru, który ma się skończyć wraz z rozpoczęciem świąt - chyba - więc zapowiada się niezły zapiernicz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie mów! Już boję się tego zapierdzielu w szkole :(

      Usuń
  9. Dla mnie nie jest za słodka i zgodzę się, że warto kupić. Jak już pisałam, kiedyś mi nie smakował, ale powrót po latach pozwolił mi zmienić zdanie. Pyszka.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie na drugim miejscu :D Karmel nie potrzebny, ale czekolada już mi nie przeszkadza.

    Fajnie, że dzień dyni się udał, no i że macie taką zgraną klasę, u mnie pewnie i tak połowa by się nie przebrała. Ogólnie musiało być mega fajnie. A co do upływającego czasu to mam to samo zdanie, tylko go zmarnowałam, nie wiadomo na czym.. No znaczy, zmarnowałam nic nie robiąc XD

    OdpowiedzUsuń
  11. A wiesz, że nigdy nie jadłam tej wersji Liona... Od dawna się zbieram do kupna, ale mam tyle batonów w szafce, że przestają mi się mieścić... Ach, te problemy pierwszego świata...

    OdpowiedzUsuń
  12. W takiej wielkości jeszcze ten cukier da się przetrwać. Gorzej z wersja w normalnym rozmiarze :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety czas leci jak szalony, też mam takie wrażenie. Wszystko przelatuje mi oprzez palce.

    Lubię tego liona, ale w małej wersji jeszcze go nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz cieszy więc bądź miły i jeśli Ci się spodoba - skomentuj ! :)
Dziękuję.