poniedziałek, 9 listopada 2015

Seitan Vegetalia

Powiem jedno - jesteście wspaniali!
Ne macie pojęcia, jak Wasze komentarze poprawiły mi humor, dodały motywującego kopa i wyciągnęły z dołka. Ocena to ocena, a moja wiedza to moja wiedza.Dziwne, że na lekcjach z ów tematu odzywałam się tylko ja i tylko ja odpowiadałam na pytania. Muszę zluzować, ocenę poprawię, prawda? ;) Więc dupa w kroki i już, daję radę! :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od firmy Vegetalia dostałam do przetestowana chyba wszystkie możliwe klasyczne zamienniki mięsa: seitan, tofu i tempeh. Nigdy wcześniej nie jadłam seitana ani tempehu, więc będą to moje pierwsze spotkania z tymi produktami ;) Ciekawi? Zapraszam!


Skład:


Wygląd i smak: Jak wygląda Seitan? A no jak kawał wołowiny. Nie wiem jak Was, ale mnie to strasznie zniechęca. Wołowiny nigdy nie lubiłam, zawsze była taka gumiasta, sucha i uch to przecież krowa :(. Jak sobie przypominam to robi mi się nie dobrze. No tak, ale Seitan jak widać po składzie, nic z wołowiną wspólnego nie ma, bo w 100% jest roślinny. Ponad to pływa sobie w zalewie z sosu sojowego, którego jest na prawdę bardzo dużo (dlatego brak zdjęcia w przekroju)! 

Postanowiłam, że go usmażę, bo smażone tofu uwielbiam, więc może  Seitan by mi taki zasmakował.
Podczas smażenia nieźle się kurczy i pachnie pięknie plackami ziemniaczanymi. Plackami? Tak! Nawet moja mama się zastanawiała czy aby na pewno to placki ziemniaczane nie są :)

Pierwszy gryz i ...blech, jakie słone! Drugi gryz i...matko, jakie słone i gumowe! W konsystencji jest wręcz identyczne jak wołowina! Ja rozumie, że ktoś może lubić take gumowe, takie do po żucia, ale nie ja...tylko źle mi się to kojarzy ;)
Solo nie smakuje, sięgnęłam po hummus i bułkę - stworzyłam wypasioną kanapkę i powiem Wam - pycha! Nadal za słone, ale pyszne :)
Jako ciekawostkę polecam, ale ja chyba już więcej się na Seitan nie skuszę.


Podsumowując:
solo - 6/10 z czymś - 8/10
Czy kupię ponownie? - Raczej nie

19 komentarzy:

  1. Uwielbiam wołowinę (mm, krwiste steki), lubię słone rzeczy, ale to... jak najbardziej mnie odpycha. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie, że dasz radę :)
    Seitanu póki co nie jadłam i do spróbowania mnie specjalnie nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Różne są wynalazki zastępujące mięso, ale ten mnie nie przekonuje. Podziwiam za gotowość testowania takich dziwnych produktów;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zobaczysz nauczyciele w końcu docenią, kto tak naprawdę się uczy i wyjdzie szydło z worka! ^^ Cieszę się, że przejrzałaś na oczy kochana :* :)

    oooo marzę o takich produktach jak będę bogata to je sobie nakupuje... a do nich pare bułek no bo z czymś jest jeszcze lepsze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, a co to jest ten seitan? Z czego jest to robione?

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nigdy nie zaznajomiłyśmy się bliżej z Seitanem, więc też nie mamy punktu odniesienia ale jakoś nie specjalnie nas ta wersja przekonuje, zwłaszcza, że smakowało Ci to w formie kanapek a my kanapek nie jadamy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam burgery na bazie seitanu, smakuje niemalże jak mięsko. :D Zazdroszczęęę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego niezbyt mi smakowało? ;)

      Usuń
  8. Jadłam kiedyś seitan w restauracji, to było okropne... Nigdy więcej

    OdpowiedzUsuń
  9. ależ to dziwne, chyba się nie zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Seitan jest czerwony, wysoki, ma ciemne rogi i kopyta, zamaszyście macha swych grubym ogońskiem. W ręku czasem trzyma trójząb, by mieszać nim w kotle z grzesznymi ludźmi gardzącymi Seitanami Vegetalii, które dostają za darmo do recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sitana nigdy nie jadłam, ale w takiej bułce myślę, że by mi posmakował :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nauczyciele wiedzą kto umie a kto nie. Będzie dobrze zdolna jesteś :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Rany, rany! Tak mi się marzy skosztowanie takiego prawdziwego tempehu i seitanu(a?). :D Ach, przyjdzie mi jeszcze poczekać, ale spróbuję na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  14. Smakuje jak wołowina? Ble. Jedyny seitan, jaki miałem okazję zjeść, to taki własnej roboty. Pamiętam, że konsystencja wyszła niezła, ale nieumiejętność doprawienia i brak sosu zrobiły swoje. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz cieszy więc bądź miły i jeśli Ci się spodoba - skomentuj ! :)
Dziękuję.