środa, 30 stycznia 2019

Nestle Lion Caffe Latte

Ostatnio zrobiło się jakieś ''bum'' na kawowe słodycze, a już w szczególności te o smaku Caffe Latte, ale ja osobiście nie narzekam, bo kawowe słodycze bardzo lubię :) Lion to bardzo popularny i dość tani batonik na naszym krajowym rynku i myślę, że nie tylko u nas, bo gdy byłam w UK to jego cena nigdy nie przekraczała 60 p. Wersja o smaku delikatnej kawy z mlekiem wydała mi się czymś wspaniałym i wiedziałam, że szybko muszę go gdzieś zakupić ;) Z pomocą wysunął się niepozorny sklep Mila, gdzie dorwałam moje wymarzone Lion'y za 90 gr za sztukę, co uważam za super cenę! Niestety często przekonuję się, że za jakość trzeba zapłacić i słodycze za niską kwotę smakują jak...no jak tanie g*wno, ale przecież nie wolno oceniać po cenie czy po wyglądzie tylko trzeba spróbować! Jak było w tym przypadku? Czy niska cena odzwierciedliła słaby smak? Zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie bardzo ładne, w typowym stylu batonów Lion. Oczywiście jak na kawowy batonik przystało - mamy tutaj ziarna kawy oraz połączenie beżowej kawy z mleczkiem. Kawa Latte to chyba jedyna kawa, którą jestem w stanie wypić, bo mleko łagodzi gorycz kawy plus kawa nie jest taka mocna i potem mnie aż tak nie ''trzepie'' od kofeiny :P

Po otwarciu batonik wyglądał jak typowy biały Lion. Muszę zaznaczyć, że to biała polewa, a nie biała czekolada, co niestety czuć podczas degustowania. Batonik pachniał subtelnie słodką kawą, a ciemne wafelki lekko prześwitywały spod białej polewy z zatopionymi chrupkami ryżowymi. W środku znajdowały się właśnie wafelki kakaowe przełożone kawowym kremem, a całość oblewał dodatkowo gęsty i kleisty karmel, który w sumie powodował, że to nie tylko Lion Latte, ale Lion Caramel Latte - na wypasie jak w Starbuniu :D Zapach był dla mnie przyjemny, ale nie powalający...a smak? No powiem Wam, że szału nie było, ale jak za tą cenę to warto ;) Jest słodko, jest mlecznie, jest kawowo i serio czuć tutaj kawę ze śmietanką i karmelem. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie pozytywnie, ale nie pogardziłabym polewą lepszej jakości i bardziej intensywnym aromacie kawy. Oczywiście nie jest to mój ulubiony Lion, bo nadal wygrywa wersja Peanut, ale z przyjemnością zjadłam go kilka razy i może nawet jeszcze sobie kupię, bo to edycja limitowana :) Na pewno jest smaczniejsza niż wersja Black&White, której recenzję przeczytacie tutaj :) Podsumowując - warto spróbować, ale nie oczekujcie fajerwerków.


Podsumowując:
7/10
Cena - 0,90 zł Mila
Czy kupię ponownie? - Może

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Wedel Czekolada Brownie

Nazbierało mi się masę recenzji produktów Wedla, a więc teraz na blogu będzie jego zatrzęsienie :D Wedel szaleje i wypuszcza masę nowości, które aż chce się testować! Idzie z modą i kombinuje z ciekawymi wariacjami smakowymi, ale niestety nie zawsze mu to wychodzi...

Brownie to zaraz po serniku moje ulubione ciasto. Ciężkie, mocno czekoladowe, gliniaste i miękkie w środku...no uwielbiam! A połączenie sernika z brownie to już w ogóle miazga smakowa :) Ta czekolada co prawda wcale nowością nie jest, ale akurat kupiłam ją przy promocji na 3 sztuki czekolad w Biedronce i zdecydowałam, że dam jej szansę. Jak wypadła? Tego dowiecie się w recenzji - zapraszam :)


Skład:



Wygląd i smak: Zacznę od tego, że bardzo nie podoba mi się to, że większość nowości smakowych od Wedla występuje w tych ogromnych tabliczkach. Zdecydowanie wolę te mniejsze, 100 gramowe, a nie te olbrzymy! Ciężko je zjeść i prawie zawsze potrzebuję pomocy rodzinki aby otworzona czekolada nie wietrzała i nie traciła na jakości. Opakowanie ma fajną szatę graficzną, a zaprezentowane brownie wygląda wyjątkowo apetycznie - z chrupiącą skórką i miękkim środkiem.

Po otworzeniu czekolady ukazały mi się ogromne i bardzo ładnego kostki czekolady. Cały jeden rządek ma prawie tyle kalorii co baton Snickers i waży ponad 50 gramów :D Czekolada po rozpakowaniu pachniała bardzo przeciętnie, głównie tanią mleczną czekoladą. Ten zapach bardzo mnie rozczarował i niestety moje podejście do niej nie było już tak przepełnione ekscytacją, a raczej obawami c do jej smaku. W środku znajdował się czekoladowy krem i jakaś czekoladowa masa. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, ale cóż. Smak? P-O-R-A-Ż-K-A! Słodka, mdła i bez wyrazu. Jak to jest czekolada brownie to ja jestem królową Elżbietą ;) Smaku brownie to ja tam kompletnie nie wyczułam, ale za to smak wyrobu czekoladopodobnego z toną cukru i margaryny już tak. Ostatnio chyba za często trafiałam na udane wyroby Wedla i los mnie pokarał, że znów się nim tak zachwycam :P Czekolada nie smakowała nie tylko mi, ale i też mojej mamie i mojemu tacie. Jedynie moja siostra jakoś ją zmęczyła, ale też kręciła nosem. Zawiodłam się na tej serii strasznie bo i Tiramisu (klik) i Panna Cotta (klik) i Creme Brulee (klik) zawiodły tak samo! Nie polecam.


Podsumowując:
2/10
Cena - 5,33 zł Biedronka
Czy kupię ponownie? - Nie

piątek, 25 stycznia 2019

Mój wegetariański jadłospis (50)

Już prawie końcówka stycznia! No i dziś już 50 jadłospis na tym blogu :) Cieszę się, że ta seria tak przypadła Wam do gustu :) Nie chce się wierzyć, że tan czas tak zasuwa! Niedawno przecież człowiek świętował nowy rok, ba, samą Wigilię, a teraz już bliżej do Walentynek :D No cóż, osobiście nie narzekam, bo Stycznia nie lubię i cieszę się, że już bliżej do wiosny niż dalej :) A przeleci nam tak samo szybko jak przeleciał okres świąteczny :)

Dziś jak co piątek mam dla Was mój dzienny jadłospis. Nadal twardo trzymam się postanowienia ograniczania nabiału i obiady są w 100% wegańskie, co bardzo oczywiście mnie cieszy :) Więcej kombinuję ze strączkami i na razie świetnie mi to wychodzi! Z ciecierzycy, fasoli czy groszku można stworzyć same pyszności :) Nie przedłużam już i zapraszam do przeglądania! Mam nadzieję, że kogoś zainspiruję :)



Pierwszy posiłek był jednocześnie posiłkiem potreningowym. Mam tutaj całego małego kalafiora wraz z pastą z białej fasoli, cebulki i wędzonej papryki. Dodatkowo mam chipsy z buraka i ogóra zielonego z koperkiem. Proste, pyszne i w 100% wegańskie :D


Na drugi posiłek wkradło się trochę egzotyki ;) Tata kupił mi liczi i bardzo mnie nimi zaskoczył. W tym sezonie nie jadłam jeszcze tych owoców i bardzo żałuję, że wcześniej ich nie kupiłam! Pyszne, bardzo słodkie i soczyste :) Dodatkowo mam też trzy mandarynki, pół kostki twarogu chudego z sosem i marcepan z Lindt, który jest NAJLEPSZYM marcepanem jakiego jadłam! Będzie recenzja :)


Na ostatni posiłek nie mogło zabraknąć mojej królowej kasz - kaszy jaglanej! Tutaj mam ją z białkiem o smaku sernika polaną masłem orzechowym czekoladowym bez cukru. Dodatkowo mam jedno ogromne jabłko, pół gruszki oraz rządek czekolady z masłem orzechowym z Biedronki, której recenzję też wkrótce tutaj umieszczę :)

To by było na tyle :) Miłego weekendu Wam życzę i widzimy się w poniedziałek!

środa, 23 stycznia 2019

Czekolada Milka Oreo Sandwich

Teraz na blogu będzie bardzo czekoladowo, a to dlatego, że mam w zapasie mnóstwo zdjęć i recenzji  przeróżnych czekolad no i jakoś mnie teraz na czekolady wzięło ;) Jem czekoladę praktycznie codziennie, ale oczywiście umiejętnie wliczam ją w bilans! Bo jak to mówią - ''to dawka czyni truciznę'' - i tego się trzymam :) Milka zaskakuje nowościami, a że na mnie nowości działają jak na ćmę światło, to wiadomo jak to się kończy :D Tego wariantu czekolady Milka nie mogłam odpuścić, bo Milka z Oreo to moja ulubiona spod tej marki, a w takiej formie wydawała mi się absolutnym fenomenem! Połączenie mlecznej czekolady od fioletowej krowy i mini ciasteczka Oreo? Biorę w ciemno! A jak ten przysmak wypadł w rzeczywistości to dowiecie się w recenzji - zapraszam do czytania :)


Skład:


Wygląd i smak: Opakowanie oczywiście jak to u Milki jest prześliczne i bardzo kuszące. Jak już pisałam we wstępie - Milka Oreo to moja ulubiona czekolada od fioletowej krowy, a więc nową wariację na jej temat nie mogłam po prostu przepuścić i gdy tylko pojawiła się w sklepach to wyruszyłam na jej poszukiwania :) Jest już dosyć długo na rynku, ale ja zawsze zwlekałam z jej opisaniem gdyż zaraz po otwarciu magicznie znikała i nawet nie zdążyłam zrobić zdjęć :D Na opakowaniu już wyglądała cudownie, ale po otwarciu...dla mnie małe, czekoladowe dzieło sztuki :) Czekolada jest delikatna, łatwo się łamie i dodatkowo jest leciutka, bo zamiast standardowego 100 gramów waży 92 gramy ;) Trochę nie ładnie ze strony producenta, że mamy mniej czekolady i cena ta sama, ale cóż zrobić. To, że wygląda cudownie to już napisałam, a więc teraz czas na test smaku i zapachu. Pachnie bardzo ładnie - mocno mleczną czekoladą i moimi ulubionymi ciasteczkami. Na szczęście to właśnie przewagę ma herbatnik oreo, a nie ten okropny krem :D Smak? No dla mnie PETARDA! Pyszna czekolada, która w połowie rozpływa się w ustach, a w połowie daje nam sporo do pochrupania. Krem jest w idealnej ilości, a kakaowy herbatnik świetnie równoważy słodycz czekolady w połączeniu z ów kremem. Jest pyszna i bardzo niebezpieczna, bo wchodzi szybko i łatwo, a więc bez problemu można zjeść całą na raz i trzeba się pilnować! Bardzo udana tabliczka i będę do niej wracać niejeden raz :) Polecam!


Podsumowując:
100/10!
Cena - ok. 3,99 zł Większość supermarketów
Czy kupię ponownie? - Tak!


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Ciasteczka migdałowe Amaretti BIO LaSelva

Dziś moi kochani mam dla Was znów recenzję prosto ze słonecznej Toskanii ;) Ostatnio było jednak na wytrawnie, a więc dzisiaj będzie ultra słodko! Ciasteczka Amaretti jadłam może raz w życiu i nie jestem w 100% pewna czy były to te oryginalne czy jakaś nasza krajowa podróba. We Włoszech ciasteczka te podawane są najczęściej w towarzystwie kawy, z alkoholem grappa czy też jako słodka przekąska w ciągu dnia :) Amaretti to chyba jedne z najpopularniejszych ciasteczek z tego państwa, a więc nie było opcji abym ich nie spróbowała przy okazji współpracy z Toskańską firmą LaSelva :)

Jedno co bardzo rzuciło mi się w oczy podczas testowania tych uroczych maluchów to to, jaki one mają krótki skład! Tylko trzy składniki! W życiu nie widziałam ciasteczek (mowa o kupnych), które miałyby właśnie tak mało składników :) One niestety wegańskie nie są, ale za to nadają się do pałaszowania przez osoby uczulone na gluten :) A jak smakują Tego dowiecie się w recenzji!


Skład:



Wygląd i smak: Pierwsze co muszę tutaj zaznaczyć to to, że te ciasteczka są maciupeńkie! Na jeden gryz dosłownie ;) To, że są takie malusie sprawia, że są przy okazji mega urocze, a ja niestety (lub stety ;)) jem bardzo oczami, a więc estetyka produktu jest u mnie bardzo ważna. Opakowanie nie jest jakieś szczególne, ale po dłuższej jego analizie stwierdziłam, że właśnie jego prostota ma w sobie coś wyjątkowego i całość sprawia ważenie właśnie takiego produktu lokalnego prosto w Włoch.

Po otwarciu ciasteczek pierwsze co poczułam to bardzo silna słodycz z nutą pistacji i migdałów. Ten orzechowy aromat był boski i do razu wywoływał u mnie ślinotok ;) Ja osobiście kocham wszystkie orzechy więc orzechowe słodkości są dla mnie jak znalazł! Amaretti miały bardzo specyficzną konsystencję, bo niby były twarde, ale i też jednocześnie bardo miękkie. Gdy się je jadło najpierw było chrupnięcie, a następnie ciasteczka rozpuszczały się w ustach i uwalniały migdałowy smak. Bardzo ciekawe doświadczenie :D  Najbardziej posmakowały one mojej mamie, która wyjadała je namiętnie do swojej popołudniowej kawy ;) Mi też one bardzo smakowały, ale ja to jednak jestem czekoladowa dziewczyna i zamiast ciastek wolę czekoladę :D Jednak uważam, że to ciastka, których trzeba spróbować chociaż raz w życiu! Bardzo ciekawe doświadczenie smakowe i nie tylko, bo struktura jest bardzo interesująca i sprawia wiele frajdy.


Podsumowując:
9/10
Czy kupię ponownie? - Wolałabym dostać do kawy zamówionej we Włoszech ;)

piątek, 18 stycznia 2019

Mój wegetariański jadłospis (49)

Witam się z Wami w kolejny piątkowy jadłospis :) Nie chce się wierzyć, że już prawie 50 jadłospisów opublikowałam tutaj na blogu! Bardzo cieszę się, że ta seria Wam się spodobała i nie ukrywam, że sama bardzo lubię przeglądać czyjeś jadłospisy w internecie - zawsze można sobie coś zaczerpnąć i się zainspirować :) Ostatnio mam ogromne problemy aby dostać gdzieś świeże warzywa, a na ryneczku ceny są wręcz powalające :/ Ostatnio za brukselkę wołali 12 zł za kilogram, a więc wzięłam dosłownie odrobinę aby mieć tak ''na liźnięcie'' :( U Was też taki deficyt i chore ceny? Dobrze, że zawsze można poratować się mrożonkami :P

Nie przedłużam już i zapraszam na jadłospis!

Na czczo zrobiłam trening, później wypiłam wodę.


Na pierwszy posiłek zrobiłam sobie warzywną ucztę z tofu :) Mam tutaj całą kostkę tofu wędzonego, brukselkę posypaną koperkiem, ogromną i soczystą paprykę czerwoną, pomidorki daktylowe i ketchup, który służył mi jako dip do warzyw i tofu :)


Na drugi posiłek zjadłam serek wiejski z sosem czekolada-orzech-karmel. Dodatkowo mam też jedno ogromne jabłko oraz cztery mini chlebki marcepanowe z nugatem w gorzkiej czekoladzie, które okazały się pomyłką...ble :P


Na ostatni posiłek klasycznie - budyń jaglany! Tutaj z odżywką o smaku kawy i podany dla ozdoby z orzeszkiem włoskim :D Dodatkowo mam dwa jabłka oraz batona Lion Cafe Latte, który pojawi się na blogu :)

To by było na tyle - mam nadzieję, że mój jadłospis Wam się podoba! 
Widzimy się w poniedziałek :) Miłego weekendu! 

środa, 16 stycznia 2019

Wedel Ptasie Mleczko Caffe Latte

Ostatnio przy recenzji Ptasiego Mleczka o smaku masła orzechowego (klik) wspominałam Wam, że mam ''nawrót'' miłości do tej słodkości (a się zrymowało :D). Nigdy nie byłam jakąś wielką miłośniczką Ptasiego Mleczka, ale teraz gdy pojawiło się tak wiele ciekawych limitowanych smaków - przepadłam! Ptasie Mleczko od Wedla o smaku Peanut Butter skradło moje serce, a więc czym prędzej poleciałam do sklepu po drugą wersję smakową, a mianowicie po Ptasie Mleczko Caffe Latte.

Kawy nie pijam i nie lubię, ale czekolada w połączeniu z kawą to zupełnie co innego. Wcześniej omijałam tego połączenia, ale teraz uwielbiam! Kawa idealnie komponuje się z każdym rodzajem czekolady, a chyba najbardziej smakuje mi w połączeniu z czekoladą gorzką :) Jakie okazało się zatem to Ptasie Mleczko? Czy to również hit jak to o smaku masła orzechowego? Zapraszam do czytania recenzji, a tam wszystkiego się dowiecie!


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie ponownie jest świetne i od razu mi się spodobało. Gdy kupowałam wersję o smaku masła orzechowego to wiedziałam, że niedługo wrócę i po ten smak ;) Na początku nie mogłam się zdecydować, ale miłość do orzechowego kremu wygrała no i jednak tamten miał pierwszeństwo.

To Ptasie Mleczko oblane zostało białą Wedlowską czekoladą, której nie jadłam już chyba z 5 lat, ale jej smak wspominam bardzo źle i raczej do białej tabliczki solo wracać nie będę. Dodatkowo to mleczko zostało podzielone na dwie warstwy tak jak w prawdziwym Latte przystało - na warstwę kawy i mlecznej pianki :) Na początku trochę obawiałam się tej białej czekolady, bo nie ukrywam, że wolałabym gorzką, ale cóż...kto nie ryzykuje ten nie zyskuje, a przecież zawsze mogę się podzielić z rodzinką jak mi nie podejdzie :P

Po otwarciu pierwsze co poczułam to straszna słodycz, a później szybko pojawiła się nutka bardzo mlecznej kawy (czyli taka, którą lubię najbardziej). Kostki były dokładnie oblane dosyć grubą warstewką czekolady, moim zdaniem grubszą niż w wersji Peanut Butter. Po przekrojeniu pianka była dwukolorowa - identyczna jak na opakowaniu, a to lubię! A jak smak? Powiem Wam, że miłe zaskoczenie :) To Ptasie Mleczko może i jest diabelsko słodkie, ale i przy tym bardzo smaczne! Kremowa biała czekolada, mocna nutka śmietanki i odrobina kawy tworzą coś pysznego. Co prawda nie da się zjeść ich za dużo (u mnie rekord to 6 kostek na raz), bo zaraz bardzo zacukrzają człowieka, ale w przyjemny sposób ;) Według mojej mamy najlepiej smakują w towarzystwie gorzkiej kawy, a więc tym, którzy mają małą odporność na cukier, polecam właśnie taką opcję ich zajadania :) Czuć tutaj bardziej białą czekoladę ze śmietanką, ale gdzieś tam z tyłu jest ta kawa i o sobie przypomina. Ciekawy produkt, ale wersji Peanut Butter nie pobije :) Czekam na tą wersję w gorzkiej czekoladzie!



Podsumowując:
8/10
Cena - 9,99 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Tak

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Pomysł na idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka z Chocolissimo

Końcówka stycznia to okres, w którym powinniśmy pamiętać o ludziach, którzy są dla nas niczym drudzy rodzice. Mowa tutaj oczywiście o naszych wspaniałych babciach i dziadkach, którzy swoje dni obchodzą 21 i 22 stycznia. Mogę się założyć, że każda Babcia i każdy Dziadek są w stanie oddać wszystko dla swoich kochanych wnusiów, a więc i my powinniśmy pamiętać o nich i przekazać im jak najwięcej miłości! Czasami jest problem z wyborem prezentu, a większość dziadków zaznacza, że takowych nie chce, bo woli nas obdarowywać niż siebie :) Tak przynajmniej jest u mnie, że to właśnie dziadkowie wolą abym miała coś ja niż oni...kochani. Jednak ja nigdy nie odpuszczam i co roku staram się zorganizować coś wyjątkowego :) Jeśli Ty nadal głowisz się co sprawić swoim dziadkom na Dzień Babci i Dzień Dziadka to wraz z Chocolissimo przygotowałam dla Ciebie propozycję na słodki prezent z okazji tych dwóch wyjątkowych dni! :) Z czekoladowego prezentu z wybornej czekolady Chocolissimo żaden Dziadek czy żadna Babcia nie zrezygnują, bo na sam widok tych pyszności ślinka leci i każdy ulega czekoladowej słabości ;) Czekoladę lubi praktycznie każdy więc taki upominek to idealny prezent z okazji Dnia Babci i Dziadka! Kto się zgadza? ;)

Dziś pokażę Wam kilka propozycji - na prezent mniejszy i prezent większy :) Każdą rzecz dostaniecie w sklepie internetowym Chocolissimo :)


Na pierwszy ogień idą szkatułki drewniane z dedykacją i czterema wybitnymi pralinkami w środku :) Pralinki wykonane są ręcznie na bazie oryginalnych przepisów z Belgii i Szwajcarii oraz Niemczech czyli od państw, które specjalizują się w robieniu NAJLEPSZEJ czekolady na świecie! Owijać w bawełnę nie będę...te pralinki to MISTRZOSTWO ŚWIATA! Są przepyszne, a wachlarz smaków jest obłędny :) Dodatkowo szkatułka, w której znajdują się pralinki to super opcja na późniejsze pudełeczko skarbów naszych Dziadków :)


Skład:



MANGOLASSI - Czekoladowe wydanie hinduskiego napoju mlecznego z mango w białej czekoladzie. Pięknie przyozdobione, pięknie pachnące i jeszcze lepiej smakujące! Jezu, nigdy nie jadłam tak dobrych owocowych czekoladek :) Smak mango jest naturalny, normalnie jak bym jadła prawdziwy owoc ;) Pyyyszna!


TREVISE - Krem gianduja z dodatkiem orzechów kokosa w mlecznej czekoladzie. Na odległość pachnie prażonym kokosem ;) Jest pyszna, a połączenie kremu gianduja z kokosem to strzał w dziesiątkę! Po prostu rozpływa się błogo w ustach, a wiórki pozostają na języku i można je pochrupać :) Taka tropikalna wersja pralinek.


MOUSSE AU CHOCOLAT - To zdecydowanie mój faworyt! Klasyczny mus czekoladowy zamknięty w mlecznej czekoladzie z domieszką tej deserowej...na zewnątrz czekolada jest chrupka, ale w środku rozpływa się błogo w ustach. Dodatkowo mamy tutaj jeszcze kruszone ziarno kakaowca, które jest niczym wisienka na torcie! Absolutny czekoladowy fenomen.


CRUNCHY SQUARE - Wyjątkowa kompozycja mlecznej czekolady, nadzienia praline oraz orzechów laskowych z dodatkiem chrupiących herbatników. Jak nazwa wskazuje - chrupiący kwadracik! Pyszna, bardzo słodka, ale nie przytłaczająca. Dodatek herbatników to fajny pomysł, nadają lekko maślanego posmaku, który tylko podkręca całą kompozycję. Dużo w niej się dzieje, jest wiele przepysznych smaków, które następują po sobie w trakcie kosztowania :) 


Jeśli jednak wolicie zrobić dziadkom z okazji ich święta prezent ''z jajem'' to polecam opcję czekoladowych przedmiotów! Dla Babci - mistrzyni kuchni, przybory kuchenne, a dla Dziadka majsterkowicza narzędzia, albo pilot, bo przecież jaki dziadek nie lubi oglądać telewizji?! :D 


Składy:







Świetne jest to, że czekoladowe przedmioty od Chocolissimo wykonane są różnych rodzajów czekolady, a więc każdy Dziadek i każda Babcia znajdą coś dla siebie :) Mamy tutaj przepyszną i błogo rozpływającą w buzi mleczną czekoladę, odrobinę białej, bardzo słodkiej i śmietankowej rozpusty oraz moją ulubioną...deserową z bogatym posmakiem prażonego kakao :) Jak widać na zdjęciach te czekolady wykonane są z wielką uwagą, tak aby wyglądały jak prawdziwe! 

Podsumowując - jeśli ktoś z Was jeszcze zastanawia się co sprawić swoim dziadkom to niech nie zwleka i zaopatrzy się w czekoladowe upominki od Chocolissimo!
Zapewniam Was, że dziadkowie będą bardzo szczęśliwi! A może i nawet Wam się coś skubnie? ;) Oby, bo czekoladki są PRZEPYSZNE!



piątek, 11 stycznia 2019

Mój wegetariański jadłospis (48)

Witam się z Wami w kolejny piątek! :) Pogoda niestety nie rozpieszcza i już nie mogę się doczekać jak ten styczeń minie :/ Jeśli miałabym wybrać miesiąc, którego nie lubię najbardziej to byłby to właśnie styczeń - dni krótkie, zimno, brzydko, ponuro no i ten nieszczęsny smog! Wieczorami jak wychodzi się na zewnątrz to normalnie nie ma czym oddychać! :( U Was też ten smog daje tak popalić? No i dziś mój tato ma urodziny! Mam nadzieję, że spodoba mu się niespodzianka, którą dla niego przygotowałam :)

 Mój plan odnośnie zmian w diecie idzie na razie bardzo dobrze i jestem z siebie zadowolona. Dziś jak co piątek mam dla Was mój jadłospis, który mam nadzieję Was do czegoś zainspiruje :) Jest to jadłospis z dnia nietreningowego. W takie dni idę na spacer i rozciągam się ok 30 minut. Bardzo lubię rozciąganie i moim celem jest nauczenie się pozycji skorpiona z jogi i stania na głowie :D Ciekawe czy mi się uda bo idzie mi opornie ;P



Nie przedłużam już i zapraszam!

Rano wypiłam wodę, a następnie się porozciągałam. Później wypiłam moją ulubioną herbatę.


Na pierwszy posiłek coś wytrawnego ;) Mamy tutaj trzy spore pieczone buraki w ziołach prowansalskich oraz pieczoną ciecierzycę w płatkach drożdżowych. To było ciekawe doświadczenie smakowe, ale jednak wolę ciecierzycę pieczoną w curry lub wędzonej papryce :) Dodatkowo mam jeszcze świeżą paprykę do pochrupania. 


Na drugi posiłek zjadłam serek wiejski z sosem o smaku czekolady z karmelem. Dodatkowo mamy tutaj jedno spore jabłko oraz batona Reese's, którego recenzję przeczytacie tutaj ;)


Na ostatni posiłek ugotowałam budyń z kaszy jaglanej z odżywką białkową o smaku bounty. Dodatkowo mamy tutaj dwa jabłka i gorzką czekoladę z kawałkami śliwek i quinoa z Wedla...mega słabe i nie polecam :/ Pokładałam w tej serii wiele nadziei, ale dla mnie szkoda kasy bo jest wiele lepszych gorzkich czekolad na rynku.

To by było na tyle - miłego weekendu i widzimy się w poniedziałek!


środa, 9 stycznia 2019

Milka Choco Snack

Milka ostatnio sypnęła paroma nowościami, co oczywiście bardzo mnie cieszy, bo ja na nowości chętna jestem zawsze i wszędzie ;) Samo ich wyszukiwanie sprawia mi ogromną przyjemność, ale czasami denerwuje mnie to, że większość nowości dociera do mojej mieściny z ogromnym opóźnieniem, a czasami nawet nie pojawia się wcale.

Tak było z tą a'la mleczną kanapką z Milki. Najpierw pojawiła się w Żabkach jako nowość tylko i wyłącznie w tej sieci sklepów, ale jak widać nie do każdej Żabki one dotarły, bo ja obeszłam prawie wszystkie u siebie i nic. Później zaczęły wchodzić już do większej ilości sklepów, ale oczywiście u mnie nadal braki...dorwałam ją dopiero pod koniec grudnia w Kauflandzie i z podekscytowania wzięłam aż 4 sztuki! Jak wypadły? Zapraszam do czytania :)


Skład:



Wygląd i smak: Opakowanie oczywiście jak to u Milki jest prześliczne i w moim ulubionym kolorze - fioletowym ;) Gdy zobaczyłam je po raz pierwszy w sieci to wiedziałam, że ich nie odpuszczę i będę musiała je spróbować. To taka nietypowa mleczna kanapka, bo jest bardziej ''na bogato''. Mamy tutaj grubą warstwę czekolady, biszkopta i zaskakująco dużą ilość mlecznego kremu. Sama jej prezentacja zrobiła na mnie takie wrażenie, że w sklepie wzięłam od razu 4 sztuki! Z góry założyłam, że mi zasmakują, ale...ale bardzo się pomyliłam.

Po otwarciu oczywiście znów ekscytacja, bo Milka z wyglądem tej słodkości odwaliła kawał dobrej roboty. Wyglądała identycznie jak z opakowania - pięknie, bogato i smacznie. Zapach był typowy dla mlecznej Milki, mocno słodki i z bogatą nutką mleka. Czekolady była gruba warstwa, bardzo smaczna, która oblewała dokładnie kakaowy biszkopcik. Biszkopt okazał się trochę suchawy, ale nawet smaczny. Najwięcej było kremu czyli serca naszej mlecznej przekąski - kremu, który okazał się tak niesmaczny, że popsuł całość w 100%. Jak smakował? A raczej jak nie smakował? Krem ten nie miał absolutnie żadnego smaku. Miałam wrażenie, że jem watę. Tłusty, mdły i męczący swoją nijakością. Jest tak przytłaczający, że w moim mniemaniu nie da się zjeść tej kanapki w całości. Kupiłam 4 sztuki i wszystkie pozostałe powędrowały do rodzinki, której też ona nie smakowała. Dla mnie straszna porażka, a liczyłam na coś pysznego :( Osobiście nie polecam! 


Podsumowując:
1/10
Cena - ok. 2,50 zł Kaufland
Czy kupię ponownie? - Nie

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Pasta z bakłażana oraz toskańskie krakersy LaSelva BIO

Nowy rok sprzyja postanowieniom o zdrowym odżywianiu lub o utracie paru kilogramów. Mogę się założyć, że obecnie siłownie są nieźle przepełnione i ciężko się na nich ćwiczy! Ciekawe ilu z tych zapalonych ''sportowców'' wytraw w postanowieniu w regularnym ćwiczeniu :) Znałam parę takich osób i dłużej niż miesiąc to nie potrwało :D
Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego tak się dzieje? Złe nastawienie? Zbyt rygorystyczne zasady? Brak planu działania? Przecież dieta, zdrowe odżywianie cz też ćwiczenia to mogą być same przyjemności! P prostu trzeba mieć plan działania i wiedzieć co i jak robić :)

Dziś mam dla Was recenzję dwóch produktów od LaSelva, które będą idealnym pomysłem na zdrowe przekąski :) Ja osobiście bardzo lubię różne past i dipy na bazie warzyw, a hummus to już w ogóle jest moją największą miłością :D Prezentowane dziś produkty są wegańskie oraz ekologiczne z użyciem składników najwyższej jakości :) A jak smakują? Zapraszam do czytania!






Składy:



Wygląd i smak: Oba produkty są bardzo nietypowe dla naszej kuchni Polskiej, ale za to typowe dla kuchni śródziemnomorskiej. My nie jadamy raczej takich warzywnych past, a już na bazie bakłażanów to w ogóle. Ja z bakłażanami mam się różnie, bo raz mi smakują, a raz nie - muszą być dobrze doprawione i zrobione.
Ta pasta jest właśnie na bazie bakłażana, wysokiej jakości oliwy z oliwek, pietruszki, bazylii, kaparów i czosnku. Tylko kilka składników, a smak powalający swoimi aromatami! Pasta ta jest bardzo tłusta, ale wyjątkowo dobrze ona pasuje do krakersów. Krakersy są z reguły suche, a więc kompozycja takiej tłustej pasty na chrupkim krakersie z solą morską to super opcja :) Bardzo fajnie pasta też komponuje się jako a'la pesto! Testowałam z makaronem z ciecierzycy i wyszło mega pysznie :) Co do pasty, to ma ona w sobie kapary, których osobiście nie trawię (fujka!), ale tutaj ich absolutnie nie czułam, a więc jeśli ich nie lubicie to i tak ta pasta jest dla Was ;)

Krakersy natomiast były nietypowe - jakby maślany posmak pozostawał po jedzeniu? Może to robota dodatku oliwy z oliwek :) Były baaardzo chrupiące i pyszne! Jadłam je nie tylko z tą pastą bakłażanową, ale też z hummusem i również pasowały wyśmienicie :) Jest to fajna opcja do lunchbox'a bo przecież łatwo nałożyć pastę i połamać sobie trochę krakersów - mało brudzenia i 100% satysfakcji z posiłku :)




Produkty te znajdziecie oczywiście w sklepie internetowym LaSelva - tutaj i tutaj :)